Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lou. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

Imagine - Louis (X)

Napadło mnie, podczas słuchania piosenki 1D...:) Pobiegłam po laptopa i w pośpiechu złamałam paznokieć u nogi;( A! Boli jak cholera...A jutro zawody. No cóż, zawsze tak mam...
A teraz chce przeprosić. Miałam tyle na głowie, że nie miałam czasu myśleć o niczym innym niż szkoła, dom, basen, szkoła, dom, basen, i tak w kółko.... Przepraszam... Proszę bardzo, wyzywajcie mnie, nie obrażę się...;)
Jak widzicie, E do nas dołączyła <3 Kocham ją :) A E! Dziękuję za dedykacje, kocham ten imagine, popłakałam się...+ do tego miałam LT w uszach...*-* Dziękuje to jest świetne... Pisz kolejną część, proszę!
Napadło mnie, aby napisać o Lou 8_8



Jesteś najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, której marzenia się spełniły.... Skończyłaś szkołę,wyprowadziłaś się za granicę, masz chłopaka, który cię kocha do szaleństwa...
Po skończeniu wyjechałaś z twojego domu wariatów. Po śmierci jednego z krewnych mama z ojcem się załamali, po czym twoja mam poroniła i zaczęła pić, tata także. Wysyłałaś ich nie jeden raz na odwyk, ale nic nie pomogło...miałaś tego dosyć, byłaś 17 letnią nastolatką, która nie mogła się z tym zmierzyć sam na sam, bez pomocy innych. Twój chłopak poprosił ciebie, abyś się do niego przeprowadziła...po kilku miesiącach zastanawiania się postanowiłaś wyjechać. Spakowałaś wszystkie pamiątki jakie miałaś z rodzicami, rzeczy i inne...Kiedy wychodziłaś z domu z walizka musiałaś powiedzieć, że wyjeżdżasz..
Ty: Mamo, tato ja wyjeżdżam do Irlandii do Drake'a...więc chce się pożegnać..
Mama: Córcia?! Czekaj słońce, dokąd to...opa na..tatek córka dokądś się wybiera...haha, chyba dziś jest 1 kwietnia, bo nie pamiętam..ik...żebyśmy ją gdzieś..ik.. puszczali...
Tata: O! [T.I] [T.N] dokąd to?! do Irlandii? Leć i tak nie jesteś nam potrzebna, w końcu nie nasze dziecko nie nasz problem...-zwrócił się do ciebie. Nie do końca zrozumiałaś co powiedział sowim pijanym głosem..
Ty: Co?
Tata: Nie mówiłem, że cię adoptowaliśmy? Nie, no to masz swe dokumenty i spierdalaj słońce...
Podał ci dokumenty adopcyjne i ciepłe, ogromne łzy poleciały ci po policzku, wzięłaś i poleciłaś..
-Podczas lotu-
Myśli:* Pierdole...zawsze mnie coś musi spotkać? Na serio? Zawsze płatasz mi figle, to śmierć, to alkoholizm, teraz to że jestem adoptowana... dziękuje Ci o Wielki Panie.. przestań płakać głupia! * przeczytałaś parę razy akt urodzenia i akt adopcji...*oo...świetnie znajdę swoich rodziców...mam taką nadzieje...*
Sąsiad: Słuchaj wiem, że życie czasami daje w kość, ale żeby przez to płakała piękna dziewczyna?
Ty: Tak, życie czasami jest upierdliwe...dziękuje..-spojrzałaś na chłopaka siedzącego obok...*tak z pewnie 18-19 lat...hmm...nawet ładny...te brązowe włosy, które się pięknie układają i ten głos...*-* opanuj się kobito! Masz już swojego jedynego...*
Sąsiad: Louis...jestem Louis,  a ty?
Ty: [T.I]
Louis: Miło mi ciebie poznać, a dokąd się wybierasz.?
Ty: Nawzajem. Do  Mullingar, do chłopaka...-mina chłopaka 'zbrzydła'- a ty, jeśli można wiedzieć?
Louis: O! Ja też tam lecę, tylko z tymi chłopakami za nami...-spojrzałaś odruchowo..- tak z nimi,  z tymi śpiochami i wiecznie jedzącym blondynkiem..
Ty: Hahah...przyjaciele?
Louis: Tak, z resztą najlepsi...nie możemy bez siebie żyć...tak już bywa..-przypominasz sobie o Jess, której nie powiedziałaś, że wyjechałaś, z resztą nikomu tego nie powiedziałaś..-A tak, jeśli mogę spytać [T.I] jak ciebie życie skrzywdziło, że po twojej buzi nadal lecą łzy?-zawstydziłaś się i wytarłaś łzy..
Ty: przepraszam...nie wiem kim jestem...
Louis: nie masz za co przepraszać, to że nie wiesz kim jesteś, to nie powód do łamania się, jak pamiętam to jedziesz do swojego chłopaka -na to słowo się skrzywił- zacznij tam życie od nowa, postaraj się żeby było lepsze niż wcześniejsze...-uśmiechną się do ciebie słodko...
Po tej rozmowie podziękowałaś mu i zasnęłaś, na resztę podróży...
Louis: [T.I] przepraszam, ze muszę ciebie budzić, ale zaraz lądujemy..
Budzisz się...na jego ramieniu..
Ty: O boże, Louis, przepraszam, zasnęłam ci na ramieniu..!
Louis: Nic  się nie stało...-uśmiechną się...

Nagle spojrzeliście sobie głęboko w oczy..Lou chwycił twój policzek jedną ręką... Zbliżywszy się do twoich ust-----------------------------------------------------------------------------
C.D.N.

Jeśli chcecie kolejną część to proszę piszcie..bo nie wiem czy to komuś się podoba czy nie...
Wiem że krótki, ale tak jakoś wyszło...przepraszam...
~X

piątek, 4 maja 2012

Imagine - Zayn (X)










 Z góry przepraszam za błędy.

W mieszkaniu wykorkował prąd. Była już mniej więcej trzecia w nocy, wiec ty tego nie zauważyłaś ale chłopacy tak. Biegali po całym domu wrzeszcząc i piszcząc. Ty nie zwracałaś na to uwagi, bo spałaś sobie smacznie w pokoju Zayna. Jak tam się znalazłaś nikt nie wie... nawet ty! Pewnie lunatykowałaś, co zdarza ci się bardzo rzadko. W końcu się obudziłaś... próbowałaś znowu zasnąć ale nie mogłaś. Postanowiłaś wypić cieple mleko z miodem aby szybko położyć się spać. Próbujesz włączyć światło jednak ono się nie włącza. Schodzisz na dół do kuchni. Na schodach poczułaś coś miękkiego. Po dotknięciu, raczej nadepnięciu na to, zorientowałaś  się, że to głowa Harrego. Idziesz dalej, trafiasz do kuchni, wyjmujesz mleko i nagle się potykasz w drodze do szafki. Spadasz na podłogę... przyczyną twojego upadku była twoja sekretna miłość...eh Zayn, któż by inny. Nie chciało ci się wstawać więc pozostałaś na podłodze twarzą w twarz z Malikiem. Czujesz jak ktoś gładzi cię po głowie i przenosi cię do łózka. Rankiem budzisz się już nie w kuchni lecz w pokoju Harrego na jego łóżku razem z Zaynem.
Ty: Śpiochu... <nie odpowiada wiec go uderzasz w ramie, nadal nic> Milordzie...?
Zayn: Słucham...<odpowiada przyduszonym głosem.>
Ty: Co my tu robimy?
Zayn: Długa historia... ale milord ci opowie. No to jak spadłaś w kuchni i pozostałaś przy mnie to ja zaniosłem cię do mojego pokoju, ale tam spał Lou... a więc że trafiłem tu z tobą na rękach to zasnąłem obok ciebie, bo tak słodko wyglądałaś...jak zawsze z resztą...
Ty: Aha... bardzo długa historia... dobra wstaje zrobić śniadanie...
Zayn: < łapie cię w pasie kiedy próbujesz się wstać z łóżka> Nie (T.I.). Jeszcze nie. Tak dobrze mi się z tobą śpi, leży, rozmawia, je, spędza czas. Mógłbym z tobą robić te rzeczy co dziennie..
Ty: To czemu tego nie robisz?
Zayn: Bo nie jestem pewien czy czujesz do mnie to samo, co czuję ja do ciebie...
*Zbliża się do ciebie, a ty całujesz go. Całunek trwa wieki, żadne z was nie chce go przerwać.*
Ty: Trzeba było się spytać... <mówisz ciszej niż wcześniej.>
Zayn: Wiem, teraz już wiem... <wasze usta łączą się w gorącym pocałunku.>
*Do pokoju wchodzi Hazza z miśkiem w rękach.*
Harry: Wow... dzień dooobry <mówi zdziwiony.>
Zayn: [T.I], zechcesz ze mną zjeść śniadanie? <udaje, że nie zauważył Harolda.>
Ty: Chętnie, idziemy? Harry zapraszamy...
Harry: Ja, sobie jeszcze pośpię, bo jakoś głowa mnie boli, bo ktoś nadepnął mi na głowę kiedy schodził po schodach...
Ty: upsss... przepraszam...<krzyknęłaś biegnąc z Zaynem do kuchni.>
*Jesteście z Zaynem razem najszczęśliwszą parą na tym świecie.*




Opracowała: X- sory, że taki nudny, ale brak weny, a jak ma się doła to ma się ochotę powiesić... :)