Pokazywanie postów oznaczonych etykietą londyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą londyn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 listopada 2012

Imagine - Zayn (XIV-->XII PART 2)

Wróciła córka marnotrawna. Na wstępie chciałabym, Was przeprosić. To nie miało, tak wyglądać... Ale los chciał inaczej...
Jestem zdania, ze należą się Wam jakieś wyjaśnienia... Zdaję sobie sprawę, że możecie mi nie wybaczyć tego wszystkiego, ale muszę powiedzieć choć parę słów... Jak wiecie na początku miesiąca miałam mieć operację, która się nie odbyła. Nie wiem, kiedy ona się odbędzie, ale nie śpieszno mi na stół operacyjny:) To dlaczego przestałam pisać? Sprawa jest prosta i dotyczy zapewne wielu z Was. Uzależniłam się od komputera. Przestałam mieć czas na cokolwiek innego, moje oceny były coraz gorsze, kłóciłam się co chwilę z rodzicami. To oni powiedzieli "dość" i zaczęli mi dawkować komputer. Po jakimś czasie było lepiej, ale mimo to nie wchodziłam tutaj. Nie chciałam się kusić. Teraz jest już dobrze, ale nadal uważam, ponieważ nie chcę powtórki z rozrywki.
Przepraszam, Was jeszcze raz... Nie zasługuję, żeby tutaj pisać... X i B mi zaufały, a ja je zawiodłam... Od początku wydawało mi się, że nie powinno mnie tu być, a teraz utwierdziłam się w tym przekonaniu...

Napisałam drugą część Zayna:) Dodaję razem z pierwszą, tak dla przypomnienia;)




-Oczami [T.I.]-

Czekałam w korytarzu przychodni na badania. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, więc chodziłam z jednego końca pomieszczenia do drugiego. Jest do dość powszechny widok u lekarza, dlatego nikt nie zwracał na mnie uwagi. Poprawka, prawie nikt. Od pewnego czasu czułam na sobie spojrzenie pewnego chłopaka. Odkąd wszedł do przychodni, uważnie mi się przyglądał. W normalnych okolicznościach denerwowałoby mnie to, ale byłam zbyt zestresowana, żeby zaprzątać sobie tym głowę.
- Nie męczy cię to?-zapytał nagle mój obserwator. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy, które świetnie z nią współgrały. Znałam go, ale nie miałam pojęcia skąd.-Chodzisz, tak odkąd tu przyszedłem. Ale zapewne jesteś już tutaj od dawna.
Przyjrzałam mu się dokładniej i próbowałam przypomnieć sobie skąd go znam. Zauważyłam, że chłopak ma obwiązaną szyję szalikiem, więc wywnioskowałam, że przyszedł tutaj w sprawie chorego gardła
- Niektórzy przychodzą tutaj z większymi problemami, niż z lekkim kaszelkiem-powiedziałam jadowicie. Właśnie miałam wrócić do swojego "spaceru", ale on nie dał za wygraną.
- Jeśli ten "lekki kaszelek" sprawia, że nie mogę zarobić na życie, to jest to dość duży problem, nie uważasz?-zapytał retorycznie.- Ale pewnie ty przeżywasz, jakiś większy dramat. Zaszłaś w nieplanowaną ciążę, prawda?
- Niestety muszę cię zasmucić-wygięłam usta w podkówkę.- Nie jestem w błogosławionym stanie. Wiem, że żałujesz, bo nie zostaniesz wujkiem... Ale nie martw się, jak zajdę w ciążę to będziesz pierwszą osobą, której powiem!-mrugnęłam do niego.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale zawołała mnie lekarka. Nie oglądając się na niego, podeszłam do niej, żeby porozmawiać o zbliżającej się operacji, która być może uratuje mój wzrok. Kiedy się wszystkiego dowiedziałam i chciałam odejść, ktoś położył rękę na moim ramieniu. Natychmiast się odwróciłam i stanęłam twarzą w twarz z moim obserwatorem.
- Podsłuchiwałeś...?-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
- Przepraszam... Nie wiedziałem...-powiedział, spuszczając oczy.-Zachowałem się, jak dupek
- Z tym to się akurat zgodzę-powiedziałam, posyłając mu serdeczny uśmiech. Nie potrafiłam się długo gniewać na innych, nawet na nieznajomych.
- Masz taką tak poważną operację, a masz jeszcze nastrój żartować?-spojrzał głęboko w moje oczy. Miał piękne czekoladowe tęczówki, w których utonęłam. Myśl o tym, że nie długo mogę nie doświadczać podobnych doznań była nie do zniesienia.
- A co mam zrobić? Zabić się?-zapytałam retorycznie.- Już przywykłam do myśli, że niedługo prawdopodobnie nie będę nic widzieć, więc staram się wykorzystać czas, który mi pozostał...-spuściłam wzrok, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. On to zauważył, więc chwycił delikatnie mój podbródek i podniósł go tak, żebym ponownie spojrzała mu w oczy. Staliśmy tak zastawiając cały korytarz, dopóki jakaś staruszka nie chciała przejść koło nas. Odsunęłam się od chłopaka, przepuszczając starszą panią. Chciałam wychodzić z przychodni, ale czyjaś ręka złapała mnie w tali. Należała ona do mojego obserwatora, który obrócił mnie tak, że stałam dokładnie na przeciwko niego.
- Jestem Zayn, a ty?
- [T.I.]
- Ładnie...-gdy wypowiedział te słowa, zarumieniłam się.- Dasz się zaprosić gdzieś, w ramach przeprosin za tamto?
- Dobrze, ale powiesz mi coś o sobie... Wydajesz mi się znajomy...-przyjrzałam mu się badawczo, a on tylko zaśmiał się krótko, chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Mulat zaprowadził mnie na parking, na którym stał jego samochodu. I to nie byle jaki. Nigdy nie widziałam takiego z bliska, a co dopiero jechała takim...
- Zdziwiona?-zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Trochę... Boże Zayn, kim ty jesteś, że cię stać na takie rzeczy? Jakimś mafiozo, czy co?
- A wyglądam ci na takiego?-odpowiedział pytaniem i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie... Chociaż jakby się tak zastanowić...-uśmiechnęłam się do niego słodko.- To gdzie mnie pan zabierze, panie...-spojrzałam na niego pytająco.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
W aucie zapadła nieprzyjemna cisza. Chłopak odwrócił wzrok, odpalił samochód i wyjechał z parkingu. Nie miałam pojęcia, dlaczego nie chce mi nic powiedzieć o sobie. W mojej głowie zaczęły się pojawiać straszne obrazy. To nie był pierwszy raz, kiedy moja bardzo bujna wyobraźnia przerażała mnie. Zaczęłam oglądać zmieniający się krajobraz za oknem, żeby przestać o tym myśleć
- ...Malik. Zayn Malik.- niespodziewanie chłopak się odezwał. Natychmiast odwróciłam się i przyjrzałam się mu. No tak, wszystko pasuję, jak mogłam go nie rozpoznać...? Byłam w wielkim szoku, nie potrafiłam nic siebie wydusić, wpatrywałam się z osłupieniem na chłopaka. On zauważył to kątem oka i zacisnął mocniej ręce na kierownicy, jakby chciał dzięki temu się uspokoić- Proszę cię tylko, nie rób nic głupiego...
- Dlaczego miałabym zrobić coś głupiego?-spytałam zdezorientowana.
- Nie jesteś fanką...?-zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie, a ja ponownie utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach.
- Po raz kolejny dzisiaj, muszę cię zmartwić... -uśmiechnęłam się szeroko.
- To skąd mnie znasz?
- Czy muszę być Directionerką, żeby cię znać? Wystarczy, że moja najlepsza przyjaciółka nią jest...-dodałam pod nosem. Mulat zaśmiał się krótko.
- I co pewnie masz jej dość?
- Nie... Przecież nie mówi o was bez przerwy. Wróć, jednak mówi
- Nie tylko ona-mrugnął do mnie.
- Panie Próżny, weź się skup na drodze, jasne?
- Ooo... Zaskoczyłaś mnie-uśmiechnął się zadziornie- Ciekawy jestem, ile jeszcze wiesz...
- Dużo... Zdecydowanie za dużo...-chłopak zaśmiał się.- Od dawna próbuje mnie przekonać do was -przewróciłam oczami.
- Czyli, nie za bardzo jej to wychodzi
- Gdybyś w kółko słuchał o jednym, to też byś stracił cierpliwość...
- To nie byłoby takie złe... W końcu ona mówi też o mnie...-uśmiechnął się łobuzersko.
- Źle się wyraziłam. Kiedy twój przyjaciel nawija tylko o jakiejś aktorce, to w końcu masz dość i zaczynasz ją nienawidzić. Nie masz na to wpływu...
- Zawsze możesz się do niej przekonać...-westchnął.- Ej poczekaj! Nienawidzisz nas?!
- Nie wiem, czy można to tak nazwać...-udałam zamyśloną.- To że mam odruchy wymiotne na wasz widok, przecież nie oznacza nienawiści, prawda?-uśmiechnęłam się zadziornie.
- A gdyby nie twoja przyjaciółka, lubiłabyś nas?
- Pewnie bylibyście mi obojętni-wzruszyłam ramionami.- Albo bym was nie znała. Nie jestem typem dziewczyny, którą kręcą boysbandy...
- Szkoda...-mruknął pod nosem.-Już jesteśmy-powiedział, parkując samochód.- Pomyślałem sobie, że zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Jak miło...-uśmiechnęłam się słodko i wysiadłam z auta.

Znajdowaliśmy się koło jednego z moich ukochanych miejsc w Londynie-Hyde Parku. Po chwili Malik chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do jednej z restauracji. Była to włoska knajpa. Gdy weszliśmy do niej zachwyciło mnie jej piękno. Do oczu napłynęły mi łzy, ponieważ niedługo może nie będę doświadczać takich doznań. Opuściłam głowę, żeby ukryć mój smutek, jednak Zayn zauważył to. Usiadłam przy stoliku, który mi wskazał, ale on nie poszedł w moje ślady, tylko przykucnął przy moim krześle i złapał mnie za rękę.
- Hej, co się stało? -spytał, ścierając drugą dłonią łzę z mojego policzka.- Chodzi o operację, prawda? Mi możesz powiedzieć...-spojrzałam w jego brązowe oczy. Było w nich coś, co sprawiało, że zaczęłam się mu zwierzać.
- Od dziecka miała problemy ze wzrokiem. Nie widziałam, co nauczyciel pisał na tablicy, kiepsko radziłam sobie ze sportem. Jednak lekarze nie stwierdzili niczego groźnego. Jakiś czas temu okazało się, że grozi mi utrata wzroku. Gdyby wcześniej to zdiagnozowano, może nie byłoby z moimi oczami tak źle. Przeszłam już 4 operacje, ale one niewiele dały... Niedługo będę miała następną. W tej pokładane są największe nadzieje. Jeśli ona się nie uda, przestanę widzieć...-te ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. Zayn przytulił mnie mocno i pozwolił, żebym się wypłakała.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...-szepnął mi po dłuższej chwili do ucha.
- Ja już straciłam nadzieję...
- Co?!-spojrzał mi głęboko w oczy- Nie wolno ci tak mówić! Nie stracisz swojego wzroku!
- Mam nadzieję, że masz rację...-uśmiechnęłam się słabo.
- Ja jestem tego pewien. Głodna?
- Jasne...
Tego wieczora nie wróciliśmy do tematu mojej operacji. Rozmawialiśmy o sobie, marzeniach, planach. Zachowywaliśmy się, jak para najlepszych przyjaciół i poruszyliśmy każdy temat. Diametralnie zmieniłam swoje zdanie o Zaynie. Był on fajnym facetem, a nie próżnym burakiem. Nie chciałam, żeby nasz kontakt się urwał. I tak też nie było. Przez cały miesiąc, spotykaliśmy się, jak najczęściej, pisaliśmy ze sobą SMSy, rozmawialiśmy godzinami... Poznałam resztę One Direction, mimo że bardzo ich polubiłam, to Malik był dla mnie najważniejszy. Powoli zakochiwałam się w nim, jednak nie wiedziałam, czy on czuje do mnie to samo. Sielankę przerwała zbliżająca się operacja, która miała się odbyć w Dublinie, ponieważ moi rodzice chcieli mnie zawieść do najlepszego specjalisty. Oni robili dla mnie wszystko, mimo że nie mieszkałam już z nimi.
Tuż przed wylotem napisałam do Zayna SMSa. Chłopak nie wiedział prawie nic o moim zabiegu. Zaraz po tym wyłączyłam komórkę i weszłam na pokład samolotu.


-Oczami Zayna-

Rano obudził mnie SMS. Zaspany wziąłem z szafki przy moim łóżku telefon, żeby sprawdzić kto do mnie napisał. Była to [T.I.]...


Zayn... Dzisiaj wylatuję do Dublina, a jutro mam operację. Dziękuję Ci za ten miesiąc, to był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Niedługo znowu się zobaczymy, znaczy Ty mnie zobaczysz...

Czytałem wiele razy tą wiadomość, ale jak na złość nie docierała ona do mnie. Zszedłem do salonu, w którym siedziała już reszta
- Chłopaki...-powiedziałem, przegryzając dolną wargę.- Musicie mi pomóc...

-Oczami [T.I.]-

Po operacji budziłam się wiele razy, jednak prawie od razu zasypiałam. Chociaż spałam bardzo długo, cały czas byłam zmęczona. Uczucie potęgowały opatrunki, które założono mi na oczy, ponieważ całkowicie zasłaniały mi dostęp do światła. Nawet nie zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest to ich wina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że oślepłam. Nie chciałam robić scen. Dopiero za którymś razem obudziłam się wypoczęta. Leżałam przez chwilę nieruchomo, kiedy usłyszałam dwa głosy. Jeden należał do mojego lekarza, a drugi też wydawał mi się znajomy. Byłam taka szczęśliwa, gdy go rozpoznałam. Jednak po chwili uznałam, że osoba do której mógłby on należeć jest wiele kilometrów stąd. Zachciało mi się płakać. Żeby się uspokoić, podniosłam prawą rękę i dotknęłam nią opatrunków. To głupie, ale zawsze tak robiłam po operacjach. Poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Do mojego serca znowu zawitała nadzieja
- Zayn...?-szepnęłam.
- Jestem tutaj...-podniósł moją rękę do ust i delikatnie ją pocałował.- Tak się bałem... Nigdy nie rób mi tego więcej-mówił łamiącym się głosem, który z każdym słowem przechodził w szept.- Proszę...
- Jakim cudem?
- Czy to ważne?-odpowiedział pytaniem.-Jestem przy tobie i zawsze będę-zachciało mi się płakać, tym razem ze szczęścia. Jednak przez te głupie opatrunki nie mogłam. Dotknęłam dłonią jego twarzy. Wyczułam palcami, że był nieogolony i miał podkrążone oczy.
- Jesteś zmęczony... Jak długo już tu siedzisz?
- To nic...-chwycił moją rękę i przycisnął do swoich ust.
- Powinieneś odpocząć
- Nie zostawię cię!-znałam ten ton głosu. Jemu nie można się sprzeciwiać
- To chociaż...-nie dokończyłam, ale on wiedział o co mi chodzi. Położył delikatnie głowę na moim łóżku, tak że lekko dotykała mojego brzucha. Jedną ręką trzymałam jego dłoń, a drugą bawiłam się jego włosami. Po jakimś czasie zasnęłam, ponieważ nadal byłam mocno osłabiona po operacji.
Obudziłam się, kiedy pielęgniarka zmieniała mi kroplówkę. Głowa Malika leżała tam gdzie wcześniej, więc wywnioskowałam, że śpi. Znowu zaczęłam się bawić jego włosami, ponieważ odprężało mnie to.
- Wreszcie kochanie...-usłyszałam głos mojej mamy.- Baliśmy się o ciebie.
- Nie wiedzieliśmy, dlaczego tak długo się nie budzisz-powiedział tata.-Już niedługo będzie obchód, a ty cały czas spałaś.
- Ja się budziłam już parę razy... -mówiłam cicho, żeby nie obudzić Zayna.-Czy operacja się udała?
- Nie wiemy. Wszystko okaże się, kiedy ci zdejmą opatrunki. Ale lekarze są dobrej myśli-dodał pokrzepiająco mój ojciec.
- Wtedy też byli...-uśmiechnęłam się słabo.- Wiecie, co... Ja pójdę spać, jestem zmęczona...

- Jasne córciu...-mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.- Gdyby coś to wołaj, będziemy w bufecie.
- Chyba nie będzie to potrzebne... Ona ma już obstawę-powiedział tata, który zapewne miał na myśli Zayna, który cały czas spał przy moim boku
Rodzice wyszli, a ja próbowałam zasnąć. Nie udawało mi się to, ponieważ zaczęłam myśleć o operacji. Czułam, że ona się nie udała i oślepłam. Już nigdy nic nie zobaczę... Ta myśl była nie do zniesienia. Nagle głowa Malika się podniosła
- Jak się czujesz słońce?-spytał zaspanym głosem.
- Ja oślepłam, prawda? Tylko powiedz mi prawdę...
- O czym ty mówisz?! Operacja się udała!
- Nie kłam, proszę... Ja to czuję...
- [T.I.]... Nie kłamię... -chwycił moją dłoń i przyłożył ją sobie do klatki piersiowej.- Przysięgam...
- Przepraszam pana, ale muszę dostać do pacjentki-usłyszałam głos mojego lekarza. Mulat natychmiast się odsunął, puszczając moją rękę. Poczułam się zupełnie sama.
- Doktorze, czy...-nie potrafiłam dokończyć, ale mój rozmówca i tak zrozumiał o co mi chodzi.
- Zaraz się okaże...-zaczął delikatnie ściągać moje opatrunki. Ze strachu zacisnęłam oczy, które i tak miałam zamknięte, jeszcze bardziej. Poczułam delikatne szarpnięcie, kiedy ostatnie plastry zostały zdjęte z mojej twarzy.- Otwórz oczy
Chwilę się wahałam, ponieważ chciałam zostać w słodkiej nieświadomości chociaż przez minutę. Jednak przypomniało mi się, że wszyscy czekają na mój ruch, więc delikatnie podniosłam powieki. Uderzyła mnie fala światła, dlatego podniosłam rękę i osłoniłam oczy. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co to oznacza.
- Ja widzę...-szepnęłam zdumiona. Zaczęłam powoli mrugać, żeby przystosować swoje oczy do światła. Po chwili zauważyłam mojego lekarza, który siedział na moim łóżku oraz stojących za nim rodziców i Zayna.
- Mówiłem ci, ale ty nie wierzyłaś...-powiedział Mulat i lekko się uśmiechnął.
- Bo to byłoby zbyt piękne...-odwzajemniłam jego uśmiech. Mój okulista chrząknął znacząco, a ja zarunieniłam się, przez co mój tata parsknął śmiechem.
- Może najpierw sprawdzę, czy wszystko w porządku, a potem porozmawiacie-okulista zaczął badać moje oczy. Trwało to dość długo, ale nie okazywałam zniecierpliwienia, ponieważ chciałam dla mojego wzroku, jak najlepiej. Nie wyobrażałam sobie kolejnych operacji.- Masz wielkie szczęście.-spojrzałam zdziwiona na niego.- Będę szczery. Kiedy przyjmowałem cię na oddział, myślałem, że nie masz szans na uniknięcie ślepoty. Jednak zabieg się udał, więc jeśli będziesz przez jakiś czas szczególnie dbać o siebie to twoje oczy zupełnie wyzdrowieją. Nie będziesz musiała już nosić soczewek, nie przejdziesz kolejnej operacji...-nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. To było zbyt piękne... Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia.

- Doktorze, kiedy będzie mogła wrócić do domu?-wtrąciła się moja mama.
- Chciałbym ją zostawić na noc na obserwacji, ale jutro rano dostanie wypis.
- Czyli niedługo wracam do domu...?-zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale nie powinnaś latać samolotem przez jakiś czas. I oczywiście musisz mieć zapewnioną opiekę, bo nie możesz się nadwyrężać.
- O to się proszę nie martwić, mamy już wszystko ustalone-nagle odezwał się Malik, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chłopka przegryzł dolną wargę i odwrócił on ode mnie wzrok.
- Skoro tak, to jutro będziesz mogła wrócić do domu.-uśmiechnął się i zwrócił się do moich "gości".- Przepraszam, ale już późno, więc byłoby lepiej, żebyście państwo już poszli...
- Jasne, to o której jutro przyjść?-zapytał mój tata.
- O 10:00 [T.I.] powinna mieć już wypis
- To pa kochanie...- mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło
- Trzymaj się!-powiedział tata, wychodząc razem z mamą z sali.
- Zaraz przyjdzie pielęgniarka, założyć ci nowy opatrunek.-lekarz wstał i zaczął zmierzać w stronę drzwi.- Panie Malik, proszę nie...niepokoić pacjentki za długo. Jutro ją pan dostanie z powrotem-powiedział, wychodząc z sali. Zostaliśmy sami, więc Zayn usiadł tuż koło mnie na łóżku.
- Tak się cieszę...-mówiąc wplótł swoją dłoń w moją.
- Ja też...-oparłam się o jego ramię. Dla wielu ludzi zachowywaliśmy się, jak para, którą nie byliśmy i nie będziemy...nigdy... W moich oczach pojawiły się łzy, co nie umknęło uwadze chłopaka.
- Co się stało?
- Nie martw się. To łzy szczęścia...-nie wydawał się przekonany, więc delikatnie się uśmiechnęłam, żeby go przekonać.
- Niech ci będzie...-westchnął i przytulił mnie.
- Zayn... Idź już. Musisz odpocząć
- Nie musz...
- Proszę-przerwałam mu i spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On westchnął i pocałował mnie w czoło.
- To do jutra, piękna-powiedział wychodząc z sali.
- Pa...- zostałam zupełnie sama. Jednak nie na długo, ponieważ po chwili do sali weszła pielęgniarka z jedzeniem.


~Parę dni później, Londyn~

- Witaj w domu-powiedział Zayn, stawiając moją walizkę w korytarzu.
- Nie musiałeś tego robić...-spojrzałam na niego zza przeciwsłonecznych okularów, które teraz miałam nosić, żeby nie narażać za bardzo moich oczu.
- Ale chciałem...-wzruszył ramionami.- To może pokażę Ci, co i jak...
- Zayn....-złapałam go za przegub dłoni.- Dlaczego to zrobiłeś? Najpierw przyjeżdżasz do szpitala, potem zawozisz mnie do Londynu samochodem, który nie wiadomo skąd wytrzasnąłeś, a teraz to
- Chcę dla ciebie, jak najlepiej
- Mogłeś mnie zawieść do rodziców, tam też byłoby mi dobrze-moje słowa zupełnie się nie zgadzały z tym, co naprawdę myślałam. Pragnęłam mieszkać u Malika, ponieważ to dawało mi nadzieję, że on odwzajemni moje uczucia
- Przecież spodobał im się ten pomysł-Mulat unikał mojego wzroku.- Nie widzę problemu
- Ale ja widzę, Zayn! Coś ty im powiedział?
- Nieważne-przegryzł dolną wargę.- A teraz chodź-chwycił mnie za rękę i zaprowadził na górę. Poszliśmy do pokoju gościnnego, w którym spałam wiele razy, więc czułam się tam, jak w domu.- Twoje rzeczy już tu są, dlatego nie będziemy musieli po nie jechać...
- Grzebałeś...w...moich...rzeczach-wycedziłam. Trzymałam tam swój pamiętnik... Wolałam nie myśleć, co by się stało, gdyby on go przeczytał.
- Nie...! Twoi rodzice mają klucze do twojego mieszkania, więc je przywieźli-zaczął się gorączkowo tłumaczyć.- Nigdy bym tego nie zrobił! Przecież mnie znasz!-rzeczywiście znam go i wiem, że nie zrobiłby czegoś takiego. Cała złość uleciała ze mnie. Podeszłam do niego i pogłaskałam jego policzek.
- Dobrze, wierzę ci...-delikatnie się uśmiechnęłam a on przymknął oczy i wtulił się w moją dłoń. Przeze mnie przeszedł przyjemny dreszcz, więc speszona cofnęłam rękę i wbiłam wzrok w swoje stopy. W pokoju zapadła nieprzyjemna cisza.
- To rozgość się... Gdyby coś, będę u siebie-powiedział wreszcie Malik i zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
- Jasne...
Chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkowicie samą. Byłam bliska płaczu, ponieważ uświadomiłam sobie, że zakochiwałam się w Zaynie coraz bardziej...i nic nie mogłam na to poradzić...


~Dwa tygodnie później~

- Tak, mamo czuję się już dobrze... Zayn bardzo o mnie dba-próbowałam przekonać, że wszystko u mnie dobrze, podczas rozmowy telefonicznej. Mama nie była podejżliwa, więc moje kłamstwo nie zostało odkryte. Co prawda, fizycznie czułam się świetnie. Jednak psychicznie byłam załamana.- Cieszę się, że między wami wszystko dobrze. Zayn to dobry chłopak. Jestem pewna, że dobrze trafiłaś- Mamo...? O co ci chodzi?-zapytałam zdezorientowana.- Jak to o co?! Przecież Zayn miał cię poprosić o rękę!- Co!?-wykrzyczałam do słuchawki.- Kochanie, proszę uspokój się. Przepraszam, że zepsułam ci niespodziankę, ale to było wiadome po sposobie, w jakim on cię traktuje- My nie jesteśmy parą...!-wydusiłam z siebie.- Jak to nie...? Nie gadaj głupot! Przecież on nam wszystko powiedział, kiedy ty byłaś w szpitalu- Mamo, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przysięgam.- Co?! To niemożliwe...- Ja muszę kończyć-przerwałam jej.- To do usłyszenia-rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź.
Położyłam się na łóżku, którego przez pierwszy tydzień po operacji praktycznie nie opuszczałam. Musiałam wszystko przemyśleć. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Wiedziałam, że to One Direction, bo była już 17:00, a o tej godzinie zespół miał wrócić ze studia. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Wszyscy byli uśmiechnięci i mówili jeden przez drugiego. Splotłam ręce na piersiach i oparłam się o barierkę od schodów. Malik podszedł do mnie, żeby mnie przytulić, ale ja odepchnęłam go.
- Co jest?-zapytał zdezorientowany.
- Czemu okłamywałeś moich rodziców?!
- Nie wiem, o czym ty mówisz-spojrzał w bok i przegryzł dolną wargę.
- Nie zgrywaj niewiniątka!- warknęłam.- Miej przynajmniej odwagę, powiedzieć mi to wszystko.
- Oni by się nie zgodzili!
- Nie znasz ich... -wycedziłam i wróciłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Złość uleciała ze mnie, a teraz został tylko smutek i wstyd. Zrobiłam awanturę osobie, która jest dla mnie najważniejsza. Gdybym miała chociaż jakiś powód, ale on chciał tylko mojego bezpieczeństwa. Zawsze szybko się denerwowałam, ale to nie jest wytłumaczenie. Po jakimś czasie do mojego pokoju wszedł Zayn i usiadł koło mnie. Nie pukał, ale nie miałam mu tego za złe.
- Przepraszam, nie chciałem...-zaczął.
- To ja przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam-przerwałam mu, wycierając łzy wierzchem dłoni i spoglądając na Mulata.
- Ja...muszę ci coś wyznać...-chłopak kontynuował, nie zwracając uwagi na, to co powiedziałam.- Od zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna... Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć... Jednak teraz nie potrafię tego ukrywać... Ja cię kocham...
- Zayn...-szepnęłam, będąc w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Wiem, że pewnie nie czujesz tego samego, ale nie chciałam, żebyś wiedziała-chłopak urwał, wstał z łóżka i poszedł w kierunku drzwi.
- Ja ciebie też, ciołku!-krzyknęłam, kiedy wychodził z pokoju.
- Jak to...?-Zayn odwrócił się i podszedł do mnie parę kroków.- Myślałem, że...

- To źle myślałeś-uśmiechnęłam się delikatnie podeszłam do chłopaka i pogłaskałam go po policzku.
- Przecież to co mówiłaś na dole, świadczyło o czymś zupełnie innym
- Wolałam, nie mieć żadnych nadziei, niż nimi żyć...-powiedziałam spuszczając wzrok
- W tym się różnimy-zdjął moją dłoń ze swojego policzka i splótł nasze palce ze sobą. W momencie, kiedy podniosłam wzrok, poczułam jego usta na swoich. Zaskoczona odwzajemniłam pocałunek, więc zaczęliśmy się namiętnie całować. Po jakimś czasie niechętnie oderwałam się od niego.
- No, tak-zaśmiał się Mulat.- Muszę uważać, żeby cię nie uszkodzić
- Jeszcze trochę-uśmiechnęłam się słodko.
- Czy...
- Tak-przerwałam mu.
- Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać...!
- Tak, zostanę twoją dziewczyną
- Widzę, że masz ukryty talent...-nachylił się nad moim uchem i szepnął do niego.-...umiesz czytać w myślach... Ale nie martw się, nikomu nie powiem
- To będzie nasz sekret-zaśmiałam się.
- Ale nie chcę, żebyś ty była moim sekretem...-powiedział, po czym pocałował mnie delikatniej, więc tym nie musiałam tego przerywać.

Napisała E(która jeszcze raz bardzo przeprasza)

PS. Mam nadzieję, że przekupiłam Was tym imaginem:) Przepraszam jeszcze raz i błagam o wybaczenie...





piątek, 2 listopada 2012

"More Than This" - rozdział 1

Ah! Pierwszy rozdział:) Już od dawna chciałam go napisać, ale jakoś tak wyszło, że dopiero tera to robię. Poza tym nie wiem, czy opowiadanie w ogóle wypali, więc... Najpierw proszę o lekturę i komentarze! Jak i wzięcie udziału w naszej ankiecie! :)


--------------------------------------------------------



~~ Harry ~~
Westchnąłem głośno, a głos mi zadrżał. Byłem tutaj sam, ale doskonale słyszałem  harmider za drzwiami. Oparłem się obiema rękami o blat z umywalkami i spojrzałem posępnie na marmur, którym był wyłożony. Po chwili odkręciłem kran, z którego od razu zaczęła płynąć woda. Nabrałem ją w dłonie, pochylając się i zanurzyłem twarz w wodzie. Z zamkniętymi oczyma zakręciłem kurek, przetarłem oczy wierzchem dłoni i otworzyłem je. Spojrzałem przed siebie, a moje usta otworzyły się ze zdumienia... Pomimo tego, co widziałem, nie śmiałem się obrócić. Nadal patrzyłem przed siebie na odbicie w lustrze...



<<Kilka godzin wcześniej>>

~~ Louis ~~
  Dzyń, dzyń... Przeciągnąłem się i wyciągniętą ręką wyłączyłem budzik. Przewróciłem się na drugi bok, gotów spać dłużej, ale przypomniałem sobie, o tym jaki mamy dzisiaj dzień. To miało być teraz albo nigdy... Otworzyłem oczy i spojrzałem na widok za oknem, niezbyt rewelacyjny. Cóż przyjechałem do Londynu na kilkanaście dni, a to miejsce i tak wynająłem na ostatnią chwilę. Usiadłem bez oporów na brzegu łóżka i zastanawiałem się co teraz. Wstałem i podszedłem do szafy, powoli ją otworzyłem. Przejeżdżałem wzrokiem po niedbale ułożonych częściach garderoby, już wyciągnąłem rękę po czarny T-shirt, kiedy nagle przypomniałem sobie pewną rzecz. "Louis, na kogo chcesz wyglądać? Jak cię widzą, tak cię piszą..." - mruknąłem sam do siebie pod nosem i rzuciłem T-shirt na szafkę. Stanąłem przed szafą i przygryzłem wargę. Nigdy nie miałem takich problemów, a teraz... Westchnąłem głośno. Mój wzrok powędrował na dolną półkę, gdzie ujrzałem szkolny mundurek, w którym odbyłem drogę i nagle wiedziałem, jak chcę być dzisiaj spostrzegany...


~~Harry~~
- Wstawaj, kochanie! Dzisiaj wielki, wielki dzień! Twój dzień! - powiedziała dość głośno do mojego ucha, żeby wyrwać mnie z krainy Morfeusza. 
- Mamo... ! - powiedziałem przeciągle z wyrzutem, po czym zasłoniłem sobie twarz poduszką. 
- Nie trzeba było tak do późna ćwiczyć i tak jesteś dobry! - mruknęła i wyszarpnęła mi kołdrę. - Poza tym Harry... Takie zachowanie nie przystoi! Możesz gwiazdorzyć, jak już wygrasz! - burknęła z większym wyrzutem niż ja wcześniej.
Odrzuciłem poduszkę i spojrzałem na nią. 
- Ja nie... - zacząłem, a ona mi przerwała.
- Ja wiem, nie gwiazdorzysz, ale nie ma lepszej motywacji niż kontratak! Zapamiętaj to sobie, bo jak już trafisz do showbiznesu to, to się okażę ważną wskazówką! A teraz wstawaj! Idę zrobić śniadanie... - rzuciła jeszcze wychodząc z pokoju. 
Patrzyłem jak opuszcza pokój, po czym wziąłem poduszkę i westchnąłem "yyy..." , tłumiąc nią dźwięk. Opadłem na łóżko i spojrzałem na sufit. 
- Hej... - zaczęła nieśmiało, a ja spojrzałem jak wychyla się zza framugą drzwi.
- Cześć - odpowiedziałem i znów skierowałem wzrok na sufit.
- Hej, brat! Wstawaj leniu! - podeszła do mnie i wysunęła spode mnie prześcieradło tak, że spadłem z łóżka, z głośnym krzykiem.
- Gem! A to za co? - spytałem ocierając głowę, która przed chwilą zderzyła się z meblem. 
- Za to, że... Że jesteś z naszej rodziny, a w naszej rodzinie nie ma miejsca dla leni! - krzyknęła mi w twarz, po czym się uśmiechnęła i wychodząc z pokoju, zatrzymała się w framudze. Oglądając się na mnie dodała, słodkim głosem, jakże odmiennym tonem, do tego przed chwilą - Kochany braciszku... idę pomóc mamie w przyrządzaniu twojego ulubionego śniadania, naleśników! - przeciągnęła ostatnie słowo i wyszła. Słyszałem jeszcze, jak krzątają się po mieszkaniu. Wynajęliśmy to miejsce na kilka nocy, głównie z okazji mojego castingu do X factor... Jednak te dwie kochane kobiety w moim życiu (a właściwie Gemma wyszła z tym pomysłem), że zwiedzą sobie przy okazji Londyn, w dokładnie część ze sklepami odzieżowymi. Praktycznie rozumiałem je, bo Holmes Chapel, w którym mieszkamy i który leży w Cheshire, jest oddalony od Londynu około 250km, więc nieraz przyjechaliśmy obejrzeć to wspaniałe miasto. "Dobra, pora wstawać, Harry!" - sam sobie wydałem rozkaz, który od razu wykonałem. Podszedłem do otworzonej na ziemi walizki i wyjąłem stamtąd: brązowe spodnie, biały T-shirt i szary luźny sweter. Obejrzałem się w lustrze i podciągnąłem rękawy. Na szyi luźno zawiązałem swój ulubiony szal, a na lewą rękę wsunąłem moje ulubione bransoletki i frotkę, którą kiedyś dostałem od ojca. Przeczesałem ręką włosy i tak nic nie da rady tym lokom. Poczułem wspaniały zapach wanilii, który zawiódł mnie do kuchni. 
- Hmm...hmm... - oblizałem palec z nutelli. - To chyba będzie najlepszy dzień w moim życiu jeśli się nawet nie dostanę... - powiedziałem, bo mama obiecała mi jedną rundkę London Eye, które było stałym punktem na liście spraw "do załatwienia", za każdym razem kiedy odwiedzaliśmy Londyn. 
- Ach! Ile razy mówiłam ci, że masz nie wyżerać prosto ze słoika! - powiedziała Gem przedrzeźniając głos mamy, która zawsze tak mówiła, kiedy nas na tym nakryła, ale tym razem tylko moja siostra była świadkiem. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja pierwszy się opanowałem i przygryzłem wewnętrzną stronę policzka. 
- Ej, brat... Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze! Zobaczysz! - dotknęła mojej ręki leżącej na stole przy tych słowach otuchy i uśmiechnęła się trochę krzywo, widząc, że to niewiele dało. - Masz to! Niech ci doda szczęścia na scenie! - zdjęła z włosów szarą materiałową opaskę i mi ją wręczyła. Uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem na "dar", po czym owinąłem go sobie dwukrotnie wokół prawego nadgarstka. Powiedziałem nieme "dziękuję", bo mama właśnie zaczęła monolog o myciu rąk przed posiłkiem i gotowych naleśnikach. Spojrzałem wdzięczny i teraz pewniejszy na moją siostrę jeszcze raz, a ta odpowiedziała mi niemym "nie ma za co" i wysłała mi buziaka. A ja uśmiechnąłem się szerzej pochylając się nad naleśnikami. 

~~Louis~~
Jechałem właśnie czerwonym autobusem typu "double decker". Mijaliśmy za oknem, co ważniejsze punkty Londynu. Nie mogłem uwierzyć, że właściwie moi rodzice zgodzili się na samotną podróż do tego miasta z Doncaster. Nigdy nie wydawało mi się to daleko, do dzisiaj przynajmniej... Właśnie stanęliśmy na czerwonym świetle, a ja po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czemu nie wybrałem metra. Spojrzałem przez okno po mojej lewej, zauważyłem Big Bena górującego nad dachami i kominami domostw. Pomimo młodej godziny, wszędzie było pełno ludzi, nie dziwiłem się dlaczego nazywają to "ciągle żywym" miastem. Wyciągnąłem telefon komórkowy i napisałem do rodziców krótką wiadomość, żeby się nie denerwowali...                                ***
Tutaj był jeszcze większy tłok niż sądziłem, że będzie... Podszedłem do informacji, podałem im swoje dane osobowe, a oni wydali mi ankietę i przylepili kartkę z numerem "155204". Ankieta? A no tak... Przecież każdy z uczestników musiał napisać kilka słów o sobie. Takie tam: co lubisz, co robisz i coś o śpiewie... Usiadłem w kącie z moim plecakiem z żywnością między czarnoskórym mężczyzną, a panią w podeszłym wieku. Wyciągnąłem długopis i zacząłem uzupełniać. Imię i nazwisko, wiek, praca, numer seryjny, miasto, zainteresowania... Rozejrzałem się beznamiętnym wzrokiem po innych uczestnikach, wielu z nich wyglądało, jakby to było na ich porządku dziennym - castingi do X factora, nic wielkiego. Odnosząc uzupełnione kartki, zastanawiałem się jak liczny musi być sztab, który nad wszystkim sprawuje kontrolę. Jeśli jest tylu uczestników... Pewnie muszą mieć urwanie głowy!

~~Harry~~
- Powodzenia skarbie! Na pewno będziesz najlepszy! - powiedziała  mama podjeżdżając pod ogromny budynek. Moja mama była jedyną osobą, która sądziła, że mam talent i ciągle mi powtarzała, że powinienem spróbować. Ale jak to matki... po prostu idealizują swoje dzieci, dlatego byłem sceptycznie nastawiony do tego, co robiłem. Wysiadałem z auta zabierając mój plecak, który przerzuciłem przez jedno ramię i spojrzałem w stronę zatłoczonego wejścia, przełknąłem głośno ślinę i zrobiłem pierwszy krok w jego kierunku. 
- Połamania nóg, niezdaro! - krzyknęła jeszcze moja siostra za mną, a ja obejrzałem się i zobaczyłam, jak ich auto ginie wśród zabudowań. Spojrzałem ku niebu, a potem na opaskę na prawym nadgarstku. "Wszystko będzie ok" - pomyślałem i pewniej wszedłem do środka, gdzie panował totalny rozgardiasz. Z trudem odnalazłem informację, do której stała długa, jak pociąg, kolejka. Włożyłem słuchawki w uszy i starałem się nie myśleć o tym, co czeka mnie w dniu dzisiejszym... Ruszałem rytmicznie nogą w rytm mojej ulubionej piosenki zespołu Pink Floyd, kiedy przede mną były już tylko dwie osoby. Gdy nadeszła moja kolej, podałem swoje dane, a w zamian dostałem ankietę i numer seryjny do przyklejenia. "Mam wielką nadzieję, że numer "165998" przyniesie mi dzisiaj szczęście" - pomyślałem przyklejając go do koszulki. Oddaliłem się 6 metrów od informacji i oparłem o ścianę, by wypełnić kartkę o sobie. W pierwszej kolejności wpisałem nazwę wykonywanej przez siebie piosenki, zanim zapomnę z nerwów jej słów albo i tytułu. Wróciłem do informacji i drżącą ręką wręczyłem ankietę jakieś młodej wolontariuszce, która najwidoczniej musiała tutaj pracować. Spojrzała na mnie rozczulonym wzrokiem, a ja czułem, że staje się czerwony na twarzy. 
- Najlepiej jest myśleć o swoich sukcesach, wtedy się mniej stresujesz - powiedziała, po czym odeszła, by pomóc gdzieś indziej. A ja osłupiały poszedłem w przeciwnym kierunku i usiadłem na jakiś schodach w rogu, by mieć trochę swobody i spokoju. Począłem myśleć o najmniejszych szczęściach i udanych bądź wygranych rzeczach... Powoli byłem już spokojny, spojrzałem na ekran mojego telefonu. Była 8:30, nie pocieszało mnie to zbytnio, że jest tak wcześnie... Miałem wystąpić przed jurorami dopiero popołudniu... Jeszcze raz spojrzałem na ekran modląc się, żeby była chociaż godzina później - chciałem mieć to wszystko, jak najszybciej za sobą.  Niestety była ta sama godzina, ale zauważyłem coś innego. W kącie ekranu mrugała ikonka wiadomości, dotknąłem ją i spojrzałem na wiadomość, którą dostałem. "Powodzenia synu! Trzymam za ciebie kciuki! Pobij ich wszystkich:)". Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, tata nie mógł z nami przyjechać, bo musiał zostać w pracy. To właśnie ojciec zawsze mówił, że mam "słomiany zapał" i nigdy nie kończę tego, co zacząłem, że tylko mówię, a nie czynię. Gdy usłyszał o castingu też nie był pozytywnej myśli, dlatego teraz byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że znów we mnie uwierzył. Jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a ja wytarłem ją frotką od ojca i wystukałem szybko na klawiaturze wiadomość zwrotną: "Nie zawiodę cię, tato!"...

~~Louis~~
Patrzyłem na szczęśliwe i na przemian smutne twarze osób, które wychodziły z "pokoju" przesłuchań. Niektórzy starali się zatuszować miotające nimi emocje, inni obwiniali jurorów, a jeszcze inni mówili "nie tym razem, ale następnym" i śmiali się szczerym śmiechem. Jednak byli też tacy, którzy wybiegali skacząc i ciesząc się z sukcesu. Spoglądałem na tych ludzi znad mojej książki, która jakoś nie wzbudzała zbytnio mojego zainteresowania. Było na razie południe. Zjadłem kanapkę i odbyłem już rozmowę z dziennikarzem,  który podchodził do losowych osób pytać się o ich przeżycia, emocje i właściwie po co tu przyszli. Wstałem, wziąłem swoją torbę i poszedłem szukać toalety, bo te 2 butelki wody właśnie zaczęły o sobie znać. Zawsze jak się denerwowałem to dużo piłem, nie pokazywałem tego w inny sposób. Dlatego tylko mnie nie dziwiło, że wypiłem w 6 godzin 2 litry wody. Chodziłem po wielkiej sali pełnej ludzi, by znaleźć drzwi do toalet. Uznałem, że najlepiej będzie sprawdzić na jakimś planie budynku i tak oto zrobiłem. Plan znajdował się obok gaśnicy i przycisku pożarowego, więc nie było ciężko go znaleźć. Na planie tylko tego piętra znajdowały się 4 ubikacje męskie. Wybrałem tą najbardziej oddaloną od głównego "ognia" uczestników, w obawie przed kolejkami. Skręciłem wzdłuż schodów na uboczu i wszedłem do toalety oznaczonej trójkątem. Ściany wyłożone niebieskimi kafelkami pasowały do marmurowego blatu z umywalkami nad którym wisiało ogromne lustro. Odbicie przedstawiało kabiny na przeciwko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, z boku znajdowały się pisuary. Podszedłem do nich już trochę na granicy wytrzymałości. Nie mogłem uwierzyć, że to miejsce było zupełnie puste, byłem tu sam... A może niezupełnie? Usłyszałem jak ktoś ćwiczy gamy i stara się pociągnąć wyższą tonację. Spodobał mi się ten młody głos z chrypką. Zapiąłem rozporek w momencie kiedy za mną wydobył dźwięk skrzypnięcia drzwi. Obróciłem się i podeszłem do umywalek. Widziałem chłopaka, który pochylał się nad jedną z nich i obmywał sobie twarz. Plecak u jego stóp wskazywał, że też od dawna czeka. Spojrzałem na jego brązowe loki, uśmiechnąłem się, przechylając głowę i przygryzając delikatnie dolną wargę. Po chwili zorientowałem się, że nie słyszę już lejącej się wody. Mój wzrok padł na lustro, a tam zauważyłem twarz zdezorientowanego, a może i wystraszonego chłopaka. Jedno wiedziałem na pewno, jego duże zielone oczy, z którymi skrzyżowało się moje spojrzenie w lustrze i szeroko otwarte usta, wskazywały, że był zdumiony moją obecnością...

~~Harry~~
W odbiciu widziałem, starszego od siebie, chłopaka, przynajmniej tak myślałem po tym w co był ubrany: jeansy, białą koszulę, na którą zarzucony miał beżowy sweter, a do tego zawiązał na szyi czarny krawat. Spoglądał na mnie swoimi niebieskimi oczyma tak, że przeszedł mnie dreszcz. Opuściłem wzrok na dłonie. "Od jak dawna tu był? Słyszał mnie? Czemu przyszedł tutaj? Jest też tu ktoś inny? Czemu tak mnie penetrował wzrokiem? Od jak dawna stoimy w takiej ciszy?" - te myśli i jeszcze inne, przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością. Usłyszałem nucenie za sobą, więc spojrzałem spode łba na lustro. Zobaczyłem, że chłopak podchodzi do umywalek, kołysząc się na boki i nadal nucąc, umył ręce i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się kiedy zaczął śpiewać jedną z piosenek Oasis - "Wonderwall".  Spojrzał na mnie z ukosa, śpiewając: Today is gonna be the day
           That they're gonna throw it back to you
           By now you should've somehow
           Realized what you gotta do...
- No dalej. - szturchnął mnie ramieniem, a mi nadal rozbrzmiewał jego wspaniały głos w uszach, śpiewający tekst, który tak pasował do dnia dzisiejszego. - Przecież wiem, że to znasz. - dodał, a ja zrozumiałem o co mu chodzi. 
Odpowiedziałem mu dalszym tekstem piosenki:
                          I don't believe that anybody
           Feels the way I do about you now...
Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, a pode mną ugięły się kolana. "Co się ze mną dzisiaj dzieje?" - zadałem sobie pytanie. Ale odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na niego. Staliśmy teraz na przeciwko siebie, więc doskonale widziałem jego niebieskie tęczówki, kojarzące się z kolorem tafli wody jeziora w moim rodzinnym mieście, mieniącej się w upalne dni. 
- Jestem Louis, Lou, Loui... Mów jak chcesz. - wzruszył ramionami i wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnąłem ją. - A ty jesteś? - zapytał jeszcze, a ja puściłem jego ciepłą dłoń. 
- Zestresowany... - odpowiedziałem i od razu ugryzłem się w język. Natomiast mój nowy kolega wybuchnął śmiechem. - To znaczy po prostu Harry! - dodałem. 
- Hah, ładne imię... Zestresowany po prostu Harry... To się piszę łącznie? - zaśmiał się, a ja czułem, że moje pliczki zaczynają piec. 

~~Louis~~
Zrobił się delikatnie czerwony na policzkach, zastanawiało mnie, ile jest ode mnie młodszy... Zrozumiałem, że jestem dodatkowym stresem dla chłopaka, podrapałem się po głowie. Spojrzałem na jego opuszczone zielone oczy. A właściwie, przy takim oświetleniu, jego tęczówki wydawały się zupełnie szare, aż szkoda tego zielonego koloru. 
- Wiesz... - zacząłem opierając się o marmurowy blat. - Skoro jesteś konkurencją, a słyszałem cię wcześniej... No i jestem bardzo szczery... Masz dobry głos, Harry. - powiedziałem spoglądając na drzwi za nim, bałem się, że ktoś zaraz wejdzie.
- Hmm... Dzięki. - powiedział, a potem spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze, pokazując wszystkie zęby w uśmiechu. - Ty też jesteś niezły! - dodał, ale nie zważałem na to, bo przyglądałem się jego słodkim dołeczkom. 
- Dzięki... - przeniosłem powoli wzrok z jego dołeczków i ust, na jego oczy tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Czy mogę wiedzieć, co zaśpiewasz przed jury? - spytałem trochę niepewnie.
- Oh. No jasne... To będzie "Isn't she lovely" Steva Wondera. - dokończył patrząc na mój krawat i marszcząc brwi.
- To leci tak... Co nie?  
             Isn't she lovely
             Isn't she wonderfull...
- zaśpiewałem dwa pierwsze wersy, a chłopak przytaknął z uśmiechem.
- No skoro jesteś moją konkurencją i wiesz już o mnie sporo, to może powiesz mi co ty wykonasz? - zapytał pewniejszy siebie, spoglądając na mnie, jego oczy znów miały zielony odcień.
- Hah! Czyżby to był kontratak? - zaśmiałem się, a chłopak znów uśmiechnął się pokazując dołeczki. - Cóż to będzie "Hey there Delilah". - odpowiedziałem, a Harry zaczął śpiewać:
            Hey there Delilah
            Don't you worry about the distance
            I'm right there if you get lonely
            Give this song another listen
            Close your eyes
            Listen to my voice it's my disguise
            I'm by your side.
Coraz bardziej podobał mi się jego zachrypnięty głos.
- Tak... Masz na serio wielki talent... - powiedziałam, a on się trochę zarumienił, opuszczając wzrok. - I poza tym myślę, że mógłbym o tobie wiedzieć więcej... - dodałem, a on spojrzał na mnie. Oboje przestaliśmy się do siebie uśmiechać. Nagle ktoś wszedł do łazienki i udał się do kabiny. 
- Hmm.. - chrząknął Harry. - Miło było cię poznać Lou. - powiedział i udał się w stronę drzwi, przerzucając przez ramię plecak. - Mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewamy w duecie. - dodał jeszcze, nie obracając sie za siebie. Szybko podbiegłem do drzwi, co go zdziwiło. Otworzyłem je przed nim, przepuszczając go. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, po czym wyszedł na korytarz, a ja za nim. Zaczął się oddalać, ale ja chwyciłem go za przegub ręki.
- Też pewnie czekasz do późna... Może kawa? - spytałem z nadzieją w głosie, puszczając jego rękę. Chłopak zastanawiał się nad mymi gestami i rozważał propozycję przez chwilę.
- Z przyjemnością. - powiedział, po czym dodał. - Będziesz miał okazję dowiedzieć się więcej o swojej konkurencji. 
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. 

KONIEC rozdz. 1

Opracowała B:)

PS Proszę o głosy w ankiecie z boku! O tym opowiadaniu i o tym drugim...
PSS Chcę zmienić "delikatnie" wygląd bloga, bo jestem kobietą, a kobiety zmienne są, więc ostrzegam! :)
PSSS Dziękuję wszystkim, którzy czytają naszego bloga:)
PSSSS Mama mnie zabije! :C
 

sobota, 14 lipca 2012

Imagine Lou (VII)

Dedykuję tego imagina dziewczynie, która prosiła o więcej z Louisem :) Dla ciebie
Dreamer Nieistotna.




Znów ta męcząca praca. Przyjaciele mi zazdroszczą, bo mogę zobaczyć gwiazdy i przeprowadzić z nimi wywiady...ale co mi to daje? Nic. Nie mam wolnego, nawet w święta, gwiazdy nie traktują mnie poważnie, i nawet nie mam czasu na sen..serio bycie dziennikarzem jest męczące...Na szczęście dziś dostałam ostatnie zlecenie w tym roku, i tegoroczne święta mogę spędzić w domu, a nie w LA czekając na jakieś popularne osoby...Siedząc u szefa myślałam o tym co dostanę...galę, a może jakiś prywatny wywiad? Wolałam spokojny wywiad w hotelu, niż błąkanie się po czerwonym, przepraszam obok czerwonego dywanu.. Wyszłam z biura, a kopertę postanowiłam otworzyć w domu.. Jeżdżenie autobusem po zimowym, nocnym Londynie? Trochę się boję, ale warto zobaczyć te piękne widoki...te domy pokryte śniegiem, ulice, dróżki, samochody...
Uf..nareszcie w domu...wyjęłam butelkę wina i kieliszek, usiadłam, a raczej wskoczyłam na kanapę....wtem usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu..
Ty: Adam?
Adam: Tak jestem...- Adam to tylko kolega...przyjaciel, poznaliśmy się na studiach...Adam nie szuka dziewczyny, a raczej chłopaka...Miał fioła na punkcie różnych Boys Bandów...
Ty: Jak w pracy?
Adam: Mam już dosyć...ooo. widzę winko, mogę się dołączyć?
Ty: Jasne, idź po kieliszek...-chłopak poszedł do kuchni..i zaczął szperać po szafkach..-
Adam:[T.I] gdzie jest mój kieliszek?....dobra już mam...-przyszedł do mnie otworzył wino..-a to co za koperta?
Ty: Moje ostatnie zlecenie w tym roku...jupi...-łyknęłam pół kieliszka wina...-otworzysz?
Adam otworzył..przeczytał tylko dla siebie i się uśmiechnął...jego uśmiech zaczął się zmieniać w pisk...
Ty: Jezu, Adam o co chodzi..? - Piszczał nadal..-daj to..-przeczytałam...kolejna gala na czerwonym dywanie- ja pierdole...znowu?
Adam: Co znowu...spójrz na datę..i pomyśl kto tam będzie?
Ty:23 grudnia....no kto tam ma być?
Adam: The Wanted, Adam Lambert , jezu jak ja go kocham, no i ....One Direction..!
Ty: Błagam nie... tylko nie mów, że mam ciebie wziąć ze sobą..-wzięłabym go ze sobą, ale ostatnim razem nas wyproszono, bo piszczał jak dziewczynka, która chce coś, ale nie może tego dostać...
Adam: Szlak trafił 23 grudnia...wyjeżdżam....ale mogłabyś mi zdobyć ich autografy? Plis, plis, plis!!
Ty: Dobra, zrobię to dla ciebie...czekaj czyli mój przyjaciel zostawia mnie w święta?
Adam: No, właśnie miałem ci powiedzieć..rodzice chcą abym do niech przyjechał na miesiąc...
Ty: Miesiąc...serio?! - skulił głowę- Dobra wytrzymam..mam nadzieję...dobra włącz jakiś film..
Wieczór nam minął na oglądaniu różnych durnych filmów...Tak samo jak i ostatni tydzień przed jego wyjazdem...chodziliśmy na zakupy, kupiliśmy mu mnóstwo rzeczy, on jednak kupił mi coś na galę...Powiedział, że wyglądam w nim seksownie...jak na mój gust..to może być.....


Przepraszam,  że nie dokończyłam, bo po pierwsze nie mam czasu (nawet w wakacje), a po drugie ten imagine jest zbyt długi aby go napisać za pierwszym razem :)

-X

poniedziałek, 9 lipca 2012

Imagin Urodzinowy dla B

Ha, teraz nasza B staje się starsza...WOW! Najlepszego Kochana ! Ten post został zaczęty napisany tydzień temu...ale to nie znaczy, że nie możemy B złożyć urodzinowych życzeń, nieprawdaż? Teraz niech każdy napisze dla B jakieś miłe życzonka pod postem  :) Będę wdzięczna



Londyn, piękne miasto. Lubię tu spędzać czas...nie ważne  z kim...Jako artystka, lubię usiąść i machnąć jakiś obraz lub kompletnie coś innego...Właśnie teraz wybieram się do centrum aby kupić płótna i farby, bo mi się już skończyły. Wiecie, codziennie jakiś obraz, jeden mały, drugi duży..
 Idę sobie jak nigdy nic, po pięknej ulicy, prowadzącej do centrum Londynu... i wpada na mnie nagle jakiś chłopak...z tyłu wyglądał nawet, nawet...ale kiedy się odwrócił...o boże..jakbym go znała..te usta, uśmiech, oczy, dołeczki w policzkach..*_* Dopiero później się ocknęłam i skapnęłam się, że leżę na podłodze, a moje kolana krwawią..
Ty: Weź uważaj jak chodzisz.!
Chłopak: Masz bardo spóźnioną reakcję-powiedział ze spokojem, ale za razem nutką ironii w głosie-...sorry nie chciałem, ale sklep artystyczny zaraz się zamyka,  a ja muszę zdążyć kupić  potrzebne rzeczy..
Ty: Ja też tam idę, ale to ciebie nie tłumaczy...- podał mi rękę abym mogła wstać, kolana zabolały- ała..
Chłopak: Jesuss...przepraszam..
Ty: To nie Jezus...tylko moje kolana...-zaśmialiśmy się jednocześnie-Nic się nie stało- powiedziałam oschle.
Chłopak: Nic? Na serio?
Ty: Nie...boli jak diabli..
Chłopak: Farby poczekają...chodź musimy to zdenazyfikować..(sorry, ale takie słowa to dla mnie wielka trudność)
Złapał mnie w pasie, chociaż to nie było potrzebne i poszliśmy tam skąd chłopak przybiegł.
Podczas drogi nie rozmawialiśmy ze sobą...ja z nim wcale, chłopak rozmawiał przez telefon, a jego rozmowa wyglądała tak:
Chłopak: Weź, kurde nie zdążyłem kupić, co ci szkodzi...
-Nie moja wina, że powiedziałeś mi to 15 minut temu...
-Nie, jutro sam ruszysz swój zakichany tyłek i kupisz sam..-ktoś za pewne po drugiej stronie telefonu był chory, tak myślałam, gdyby nie następne zdanie..
-No i co z tego, że jesteś chory...w praktycznym sensie nie jesteś, tylko nie masz ochoty wychodzić z domu...
- Dla ciebie jest ważniejszy jest wygląd, niż kogoś zdrowie?!
- nie nie wracam sam..-spojrzał na mnie i się uśmiechnął
-przygotuj..albo sam to zrobię, artysto..-sarkazm w jego głosie, brzmiał tak słodko..:)
-Już prawie jesteśmy, więc prosze podnieś swoją dupencję i otwórz drzwi, bo zapomniałem kluczy..
Ta rozmowa była taka zabawna...śmiałam się bezustannie, chłopak tylko od czasu do czasy na mnie patrzył z dziwnym wzrokiem...

Podeszliśmy pod drzwi pięknego domu...jest wielki, przepiękny...Kremowe ściany, drewniane okna, drzwi..Ten, Ci chłopacy zarabiali chyba krocie...
Chłopak: Przepraszam, Cię, ale to chyba trochę potrwa zanim mój przyjaciel otworzy drzwi....oo o wilku mowa..
Chłopak2: Hej, miło poznać...
Ty: Zuza..-nie myśląc powiedziałam moje imię po polsku.
Chłopak: Susan, co nie?
Ty: Tak, Susan...-lubiłam jak ktoś tak do mnie mówił, ale wolałam prawdziwe brzmienie tego imienia..
Chłopak: ładne imię, zawsze im się podobało..
Kiwnęłam głową na znak, że dziękuję i się zarumieniłam...
Chłopak2: To może wejdziecie do środka, Harry?
Harry: Tak, chodź Susan, musimy obmyć twoje rany...
To, że skądś go znam, to jeszcze to imię...mieszkam w Londynie nie od paru miesięcy, ale od urodzenia..mama Polka, ojciec Irlandczyk, co ich skusiło do  Anglii?
Ty: Harry??-zwróciłam się do niego w łazience..wnętrze też mieli ładne, ale ten bałagan?
Harry: Tak?
Ty: Kto to był, ten chłopak co nas wpuścił do domu?
Harry: Zayn..ten chłopak co kazał mi biec do sklepu po farby...maluje jakiś wielki obraz do domu i wczoraj zapomniał kupić, a że ja akurat byłem ubrany, to kazał mi wypełnić zadanie..
Ty: Akurat ubrany?
Harry: Nie wiem, czy chcesz wiedzieć?- poruszył śmiesznie brwiami..
Ty: Chyba już się domyśliłam ...-uśmiechnęłam się..
Harry zaczął mi przemywać ranę wodą utlenioną..pisnęłam, bo zaczęło szczypać..Harry podmuchał na miejsce skaleczenia i przestało boleć..
Harry: Susan, wiesz, że skądś Ciebie kojarze?
Ty: A ty wiesz, że ja też? W przedszkolu miałam podobnego kolegę do ciebie, tylko, że nie miał takich loczków jak ty...ałł..-znów podmuchał na kolano..
Harry: Ja też miałem jedyną koleżankę w przedszkolu o imieniu Susan...tylko kazała na siebie mówić Żuża...-jego akcent+ polskie słowo= słodkie brzmienie...*__*
Ty: Czy ta dziewczynka, przypadkiem nie wyjechała za granicę i nie zostawiła swojego przyjaciela  samego na pożarcie małym chłopcom?
Harry: Czy ten chłopiec nie obiecywał małej księżniczce, że jak dorośnie to ją odnajdzie?
Ty: Obietnica najwyraźniej się spełniła..-uśmiechnęliśmy się...w końcu przyjaźń, która była w przedszkolu nie mogła tak zniknąć? W wieku sześciu lub pięciu lat wyjechałam do Polski, na pogrzeb babci..mama się załamała i zostaliśmy tam już na zawsze...ja nie chciałam tam mieszkać, wszystko mnie przytłaczało..Anglia, to mój kraj...wróciłam tu od razu po skończeniu 18, czyli rok temu..urządziłam sobie dom, znalazłam studia, pracę, przyjaciół...tutaj moje życie nabrało koloru..
Harry: Nie wiesz jak za tobą tęskniłem, Żuża...codziennie o tobie myślałem, aż do dziś...bałem się, że zniknęłaś z mojego życia już na zawsze..
Ty: (rumieńce wróciły) jak widzisz nie zniknęłam..
Harry: Zwykłe plastry się skończyły, mogą być w...jakie tu Niall ma...w dinozaury? 
Ty: Jasne..nie ma różnicy...Harry z iloma facetami ty mieszkasz?
Harry: Długa historia..
Ty: Ja mam czas, nie wiem jak ty..?
Harry: To chodź na ogródek, pogadamy przy zimnej kawie?
Ty: Czemu by nie?
Wyszliśmy na ogród...nie ja tak nie mogę...piękny dom...wielgachny ogród, razem z basenem...co ja bym dała, żeby choć jedną noc tutaj spędzić...bez podtekstów proszę..ale moje małe mieszkanko mi wystarczy..
Harry: Siadaj wygodnie..
Ty: Dzięki...no opowiadaj...- usiadłam po turecku na trawniku...słońce ogrzewało i jednocześnie oświetlało Harrego..
Harry: No to wiesz...poszedłem do X-Factor, na przesłuchanie...przedostałem się...a tam ze mnie i z innych chłopaków Simon zrobił zespół, One Direction...Liam, Niall, Louis, Zayn i ja... jesteśmy teraz rodziną..mieszkamy teraz razem, spędzamy ze sobą dużo czasu...jesteśmy braćmi...
Ty: Wiedział, że nie tylko pamiętam ciebie z przedszkola, w Polsce o was głośno...
Harry:  Słońce,wszędzie o nas głośno..
Ty: Twoja skromność...
Na ogród wyszedł...chyba Liam, bo moja kumpela w Polsce za nimi szalała, a ja nawet nie zwracałam na to uwagi, ale warto było z nią usiąść i poczytać jakieś blogi..
Harry: To Liam..Liam to Żuża...Susan.
Liam:(podszedł podał rękę na powitanie) cześć miło mi ciebie poznać..
Ty: Mi ciebie też..- uśmiechnęłam się..nagle na ogród weszła reszta tego zespołu...przywitali się ze mną i usiedli obok nas..
Niall: Ładne plastry, wiesz, że mam takie same?
Ty: Niall, to są twoje plastry..-powiedziałam cicho..Niall chyba tego nie zauważył tylko pobiegł do kuchni, mówiąc, że po jakieś żarcie..
Louis: Sus, wiesz, że Harry ma w pokoju zdjęcia małej dziewczynki podobnej do ciebie?
Harry się zaczerwienił ze wstydu, a ja się zarumieniłam..
Ty: Ja też mam zdjęcia małego chłopca podobnego do Harrego w domu, tylko, że on nie ma takich loków...-wszyscy spojrzeli na nas ze zdziwieniem..
Liam: To wy się znacie?
Opowiedzieliśmy im naszą przeszłość...spędziliśmy miły dzień, ściemniło się więc musiałam wracać do domu..
Ty: Przepraszam, chłopaki, ale już muszę zmykać..
Harry: To ja ciebie odprowadzę..
Ty: Nie trzeba..dam sama radę dojść..
Liam: Ależ trzeba, nie wiadomo co ciebie napadnie..
Zayn: Racja, Liam...
Harry: Odprowadzę Ciebie i będę spokojny- chłopacy odchrząknęli- my będziemy spokojni, że nic Ci nie jest..
 Zgodziłam się..Liam, Louis, Zayn i Niall odprowadzili nas do drzwi, a resztę drogi poszliśmy sami..
Przed domem Harry staną przede mną..
Harry: Susan, jestem prze-szczęśliwy, że odnalazłem Ciebie po tylu latach..
Ty: Ja też, nie sądziłam, że spotkamy się w takich okolicznościach...
Harry: Mam prośbę, Zuża- powiedział to prawie poprawnie-powiedziałaś, że nie byłaś na naszym koncercie,  jutro gramy koncert w Dartford, może miałabyś ochotę z nami się tam wybrać ?
Zatkało mnie...chyba mogłam raz nie pójść do szkoły, nie prawdaż?
Ty: Tak, czemu by nie? Dziękuję, za to zaproszenie- uśmiechnęłam się i  pocałowałam go w policzek..
Harry: To jutro o 7.30 przyjedziemy po ciebie, ubierz się w jakiś dres, bo podróż nie będzie zbyt krótka..
Ty: To zaledwie, półtorej godziny...
Harry: Ja to wiem, głuptasie, ale będziesz musiała wytrzymać nasze próby...a to trochę potrwa..
Ty: wytrzymam...dobra ja lecę...-na do widzenia znów go pocałowałam w policzek-dziękuję za wspaniały dzień..
Harry: To ja powinienem podziękować.. dziękuję..
Weszłam do środka...przed snem jeszcze myślałam co się dzisiaj wydarzyło. Uśmiech nie znikał mi z twarzy, postanowiłam wybrać co jutro ubiorę...znalazłam jakieś "luźne" ubranie, nie chciałam wyjść na niezdarę, więc postanowiłam ubrać to...a na koncert? Miałam dylemat czy elegancko czy bardziej... luzacko? Usiadłam na kanapie rozmyślając nad dwoma stylizacjami...aż tu nagle SMSa dostałam od Harrego...wymieniliśmy się telefonami..
" Susan, możesz ubrać się jak chcesz, a po koncercie jedziemy do restauracji i zabieramy Ciebie ze sobą...chłopacy sugerują, abyś ubrała sukienkę...ja nie nalegam, bo i tak wiem, że we wszystkim świetnie wyglądasz..Harry"
Ha, teraz już na pewno ubiorę sukienkę..  usnęłam na kanapie z telefonem w ręce...wstałam dość wcześnie i wyszłam z domu..chłopacy już na mnie czekali...podróż minęła spokojnie, ja z Harrym cały czas rozmawialiśmy, reszta sobie spała.. nadszedł czas koncertu... Przebrałam się...Podeszłam do nich, aby życzyć im szczęścia..
Liam: Wow...
Niall: Co, Liam....-Niall odwórócił się w moją stronę-wow, Sus..
Harry: Wyglądasz przepięknie...-podszedł i przytulił mnie.. weszłam na przed scenę( kurcze zapomniałam jak to się nazywa).
Chłopacy wchodzą, a wszystkie fanki zaczęły piszczeć...po dwóch godzinach powiedzieli..
Liam: Czas na ostatnią piosenkę...a zaśpiewa ją Harry..
Harry: Zaśpiewam ją, dla wyjątkowej osoby, która dzisiaj kończy swoje 19 urodziny...!! SUSAN...przepraszam...Zuza-powiedział to perfekcyjnie..-chodź tu do nas! 
Podszedł do mnie ochroniarz i pomógł mi się wspiąć na scenę...fanki piszczały...inne buczały...Chłopacy podeszli do mnie i życzyli mi sto lat...a Harry zaczął śpiewać...
"Summer of 69"....łzy miałam w oczach... na koniec wszyscy (wraz z fankami) zaśpiewali mi sto lat...Po zejściu ze sceny Harry zatrzymał mnie na chwilę..
Harry: Mam coś dla ciebie..
Ty: Ten koncert zupełnie mi wystarczy...
Stanął za moimi plecami i poczułam jak wkłada mi coś na szyję... to był naszyjnik, piękny naszyjnik...
Ty: Dziękuję...-rzuciłam mu się na szyję...
Harry: To jeszcze nie koniec...-wziął mnie za rękę i wyprowadził na dwór...Było jeszcze jasno, usłyszałam jak Harry mówi "Dawaj Josh, leć!" Powiedział to do łoki toki..
Zauważyłam samolot lecący przed nami...a za nim wielka wstęga z napisem 
" I LOVE YOU SUSAN...WOULD YOU LIKE TO BE MY GIRLFRIEND?"
Tym razem  nie mogłam powstrzymać łez, popłynęły mi strumieniem...
Harry: Jeśli się nie zgadzasz, to rozumiem..
Ty: Głuptasie...Tak, Harry zechcę być twoją dziewczyną....
Harry: Na serio?
Ty: Tak, od zawsze czułam do ciebie coś więcej, dlatego wróciłam do Anglii..
Harry: Kocham ciebie..słońce..
Ty: Ja ciebie też, loczku..
Te urodziny były najwspanialszymi urodzinami w świecie..No i nie jedna noc już spędziłam w domu chłopaków... ;)


P.S: ZUZA NAJLEPSZEGOO!!!!!Słońca, szczęścia i miłości ci życzę..!
P.S.S: B, wyjechała na dwa tygodnie więc, to ja teraz będę tutaj wstawiać notki...
od X dla B
100 post !! Jupi ja jej!!