Pokazywanie postów oznaczonych etykietą so what. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą so what. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

wtorek, 12 czerwca 2012

Ich chyba pogięło... WIELKIE DZIĘKI!!

No więc, chciałabym przeprosić że ostatnio ja i X dawno nic nie wstawiałyśmy, a szczególnie ja (nie licząc rozdziałów do "So What") ale chodzi o naszą szkołę. Bo widzicie ja i X chodzimy do specyficznej szkoły, gdzie ostatnie miesiące w szkole decydują kompletnie o twojej ocenie końcowej, więc może być na plus lub na minus, a i kończymy tydzień później szkołę niż wy! I jeszcze do tego wszystkim nagle się przypomniało o sprawdzianach! Aby wam to udowodnić, powiem tylko o jutrzejszym dniu który i tak wydaje mi się "lajcikowy", a oto on: 1.Kartkówka elementarna z wszystkich czasów z j.angielskiego
                           2. Kartkówka elementarna z biologii, z czegoś czego nie przerabialiśmy
                           3. Egzamin całoroczny z j.polskiego,  z czego chcę tylko powiedzieć że mamy panią, która ciągle nam przypomina że już niedługo piszemy maturę...
                           4. Praca klasowa z informatyki... no dobra, jest git
                           5. Zaliczenie z WF: styl - żabka kryta
Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę się usprawiedliwiać szkołą, ale chyba same rozumiecie... A i jeszcze raz bardzo przepraszam, bo wierzcie lub nie ale mnie to na serio boli, że nie mogę tu pisać... Przynajmniej do czasu! W weekend chyba napiszę z 5 rozdziałów i z milion imaginów! No dobra... To kończę, bo czas powtórzyć sobie wszystkie teksty jakie czytaliśmy na polskim... Dzięki z góry za wyrozumiałość i jeszcze raz przepraszamy!!
Wasza B



 PS: Bardzo, ale to bardzo dziękujemy wszystkim dziękujemy, którzy odwiedzają i obserwują nasz blog! 11tys. wejść wiiiii!!!!!! A i mam do was drobne pytanie... Oglądacie mecze?Za  kim jesteście w Euro2012? Kto według was wygra?? Piszcie w komentarzach;D

wtorek, 5 czerwca 2012

"So What" - rozdział 4

Dobra... Ogólnie to sama nie mogę się doczekać, co stanie się w rozdziale 4, bo zwykle piszę spontanicznie rozdziały, więc stwierdziłam, że napiszę go jeszcze dzisiaj... Po za tym muszę odkupić swoje winy i o to, że dawno nic nie wstawiałam... A i kochane Directionerki, a niechaj będzie wam dane wiedzieć iż kolejny rozdział zaszczyt będzie miała napisać X... A i dzięki za miłe komentarze, aż się ciepło na serduchu zrobiło:D No dobra, to w imieniu tych co nie mogą się doczekać...



<<Ciąg Dalszy>>
~~Liam~~
 Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem coś co wyglądało, jak niezła scena z filmu. Dziewczyna, po której widać było że wcześniej płakała, wyrzuciła na środek pomieszczenia dużą skórzaną walizkę i zaczęła się pakować... Ej, zaraz... Czy to przypadkiem nie moja koszula? I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jednym z bohaterów tego melodramatu jestem ja i że to nie jest film, a rzeczywistość...
- Melissa, co ty do diabła robisz! - krzyknąłem zaciskając pięści. Nie odpowiedziała, zamiast tego wyrzucała ubrania z szafy i wrzucała je bezładnie do torby, była wściekła... - Melissa! - krzyknąłem głośnie, a ona nadal nie zareagowała, więc podszedłem i złapałem jej rękę w mocnym uścisku lekko ją wykręcając w górę...
- Estúpido! - krzyknęła głośniej, łzy na nowo zaczęły zbierać mi się w oczach... patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale już nie tak jak kiedyś...   Ja zaciskałem szczęki, a ona patrzyła na mnie z nienawiścią mieszaną z odrazą - Qué te parece?! Usted piensa que yo soy un juguete?! (Co ty sobie myślisz? Myślisz, że jestem zabawką?!)
- Przestań.... Wiesz, że to nie ma sensu... - powiedziałem spokojnie, by trochę załagodzić tą całą sytuacje...
- Yo estaba ciego! (Byłam ślepa)... - odpowiedziała spokojniej, ale nadal tym... tonem. Wyrwała swoją rękę z mojego uścisku, zaczęła rozcierać nadgarstek gdzie miała teraz czerwony ślad, spojrzała na mnie trochę przerażona, a ja sam zdziwiłem się, że użyłem takiej siły, nawet nie odczuwałem tego jak coraz bardziej pragnąłem ją zatrzymać. Ona na nowo zaczęła pakować moje rzeczy w taki sam, jak poprzednio sposób. Ukucnęła na podłodze i wrzucała coraz szybciej różne drobiazgi... Cofnąłem się do drzwi sypialni, kiedy nie wytrzymałem i z całej siły uderzyłem zamkniętą pięścią w framugę drzwi, obróciłem się szybko, podszedłem do niej od tyłu, ukucnąłem za nią i z objąłem ją mocno, tak że nie mogła wykonać żadnego ruchu, jednocześnie odsuwając ją do tyłu... W ten sposób przewróciłem się do tyłu, a ona nie miała szans i bardziej wpadła w moje ramiona... Chwilę się wyrywała po czym przestała, kiedy krzyknąłem...
- Weź, bo nigdy cię nie puszczę! - to ją uspokoiło... na moment - Posłuchaj... Ja... - I właśnie w tej chwili wybuchnęła spazmatycznym i głośnym płaczem, a prze łzy krzyczała, a może raczej bardziej szydziła słowa...
- Ty co Payne? Ty nie chcesz mnie popędzać? Właśnie widzę... daj sobie spokój... to... znaczy my... to nigdy nie miałoby przyszłości... I to ty wiesz! Ty nawet mnie nie kochasz! - przerwałem jej pocałunkiem, a kiedy skończyłem wykrzyczałem najszybciej jak mogłem, kiedy ona była oniemiała... 
- Ja dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie chcę cię nigdy stracić... Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? To byłby największy błąd w moim życiu, bo jesteś dla mnie jak tlen... Nie mógłbym bez ciebie żyć! Ja Cię... 
- Ty mnie co? -powiedziała nadal lekko zszokowana, po czym dodała mocniej i gniewniej - Wykrztuś to z siebie wreszcie!
- Ja cię kocham, zadowolona? - łzy zaczęły mi spływać po twarzy, więc zakryłem ją sobie dłońmi, a po chwili po czułem jak ktoś wtula się w moje ramiona... 
- Przestań Liam... Ja ciebie też kocham i też bym nie mogła bez ciebie żyć, ale ty...
- Rozumiem cię... - odkryłem twarz i spojrzałem na nią, opierała się teraz o moją klatkę piersiową - Też bym nie wytrzymał z takim dupkiem jak ja...
- Przestań Liam... Zapomnijmy... - Oparłem się o ścianę, ona była nadal wtulona we mnie... Zapanowała cisza, dopóki Melissa nie przerwała jej... - Ale ci szybko serce bije... To aż nienaturalne, powinieneś iść z tym do lekarza, może to...
- To zupełnie naturalne... Bije tak tylko wtedy, kiedy jesteś przy mnie... - Mel wyprostowała się i spojrzała mi w oczy... Lekko się uśmiechnęła, a ja wiedziałem że to moja ostatnia szansa... - Przepraszam, ja...
- To też moja wina. - Wytarła mi zagubioną łzę, po czym pocałowała w policzek i wstała - Wstawaj, czas posprzątać ten bałagan - wskazała ręką na walizkę, a ja uśmiechnąłem się mimo woli.
- Tak jest Pani Lestrage! - ona uśmiechnęła się szerzej i wyglądała przepięknie mimo zapuchniętych od płaczu oczu... 

~~Melissa~~
 Cieszyłam się na wyjście wieczorem, muszę się z kimś spotkać, pogadać...Było już około 18:00, kiedy zeszłam na dół i szłam już stronę drzwi, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos...
- Ślicznie wyglądasz... ( jesteś ubrana w... ) - szepnął mi do ucha Liam odgarniając kosmyk moich lekko podkręconych lokownicą włosów. - Jak zwykle z resztą... - uśmiechnął się cwaniacko, a ja zapomniałam o tym, co działo się rano i moje kolana się lekko ugięły, ale odwzajemniłam uśmiech... - Dokąd to? - spytał uśmiechając się szerzej, kiedy jedna z jego rąk obejmowała moją szyję...
- A z koleżanką się spotykam na mieście... - odpowiedziałam sprytnie...I myślałam, że już o nic więcej mnie nie spyta i nie będę go musiała znowu okłamywać, aż tu nagle...
- A z Jessicą? Pozdrów ją ode mnie... Gdzie będziecie? - znów ten cwaniacki uśmiech, który sprawia że nie jestem w stanie go okłamywać...
- W Olksie... - spojrzałam na jego pełną podziwu twarz, w końcu Olks znany był z nietuzinkowych imprez, po których nikt nic nie pamiętał -  Wiesz, trzeba świętować sukcesy swoich przyjaciół, a Jessica właśnie dostała się do wydawnictwa...- I tu go nie okłamałam, to znaczy miejsce oczywiście, że podałam fałszywe, ale to że Jessica dostała się do wydawnictwa, akurat było prawdą, szkoda że nie będę miała szansy jej osobiście złożyć gratulacji... - Może też powinieneś gdzieś wyjść, wiesz spotkać się kumplami albo coś takiego...
- No jasne, chyba tak zrobię...I pozdrów Jessicę ode mnie i złóż gratulacje... Dobra widzę, że się spieszysz, to cię nie zatrzymuje, słońce. - pocałował mnie na pożegnanie w czoło, ja wyszłam za drzwi i w ostatniej chwili cofnęłam się by pocałować go w progu domu... Kiedy nasze usta się złączyły znów poczułam fajerwerki... Nie wiem jak długo tak staliśmy, ale kiedy się od niego oderwałam, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam i kiedy biegłam już wzdłuż ulicy do metra, krzyknęłam: "Cześć, kochanie!". Kiedy wsiadłam już do metra odetchnęłam z ulgą, pomimo zżerającego mnie poczucia winy, że okłamałam tak bliską mi osobę jak Liam. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam w nich głośno muzykę, a wyjęłam je kiedy usłyszałam głos oznajmujący, że znajduje się na stacji w Green Parku i wtedy również wysiadłam... Kiedy wyszłam na świeże powietrze poszłam parkiem wzdłuż ulic Londynu, aby odejść kawałek od centrum... Mogłam bym wysiąść później, ale musiałam się przejść... Kiedy doszłam już na miejsce tej kamienicy, zauważyłam podświetlaną tradycyjną tablicę z napisem: "BillyBobBilly" i od razu tam weszłam. Co prawda bar ten został wymyślony z myślą dla studentów i zawsze tu było głośno i pełno ludzi, ale sama atmosfera tego miejsca sprawiała, że nie jedna osoba poczułaby się tutaj jak w domu. Barmani łatwo nawiązywali z tobą kontakt, prawie każdy znał tutaj moje imię. Kiedy ktoś wznosił toast wszyscy w środku mu dopingowali, było tu ciasno, ale pomimo tego przytulnie. Każdy element wystroju nawiązywał do historii Wysp Brytyjskich. Najczęściej używanym elementem były autentyczne wycinki z gazet, wszędzie tutaj walały się gry intelektualne albo jakoś bardziej rozrywkowe... Ale najbardziej tutaj podobała mi się scena do karaoke z tyłu pomieszczenia, gdzie czasem również śpiewali jakieś drobne koncerty jacyś uzdolnieni amatorzy, raz nawet ja miałam okazję na niej śpiewać... Podążyłam w jej kierunku, usiadłam przy wolnym stoliku obok niej, spojrzałam na scenę i uśmiechnęłam się pokazując wszystkie zęby widząc chłopaka w koszulce w paski, który właśnie zaczynał grać na gitarze i przerwał kiedy mnie zobaczył, po czym spojrzał przed siebie powiedział...
- Drodzy Państwa, chciałbym zadedykować tą piosenkę wyjątkowej dziewczynie, którą pewnie wszyscy tutaj znacie - przerwał, by spojrzeć mi w oczy. - Mel to dla ciebie... - Opuścił wzrok, zarzucił głową by poprawić włosy i zaczął znów grać to samo na gitarze. Wiedziałam, że to już jego ostatni utwór dzisiaj, zawsze swoje występy kończył tą piosenką "Hey There Delilah", ale zdziwiło mnie to że zadedykował ją właśnie mnie po tylu latach ( tekst + tłumaczenie )! Kiedy chłopak skończył, rozległy się głośne oklaski i wiwaty, a on niezgrabnie się ukłonił i zszedł ze sceny zostawiając tam gitarę. 
- Hej, Mel... - uśmiechnął się szeroko, kiedy do mnie podchodził, a ja pomyślałam, że tylko on tak mówił "Mel"... Inni albo w ogóle nie skracali tego imienia albo starali się je skracać na różne sposoby, ale nie pomyśleli by powiedzieć do mnie po prostu "Mel"... Wstałam od stołu i szybko podeszłam do niego, przytuliłam go i pocałowałam w policzek, on odwzajemnił uścisk ze śmiechem... Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy i powiedziałam grożąc mu palcem wskazującym...
- Wiesz, że ci mówiłam coś o tej piosence... - mówiłam kiedy siadaliśmy przy stoliku - Kiedyś ci się za nią oberwie... - uśmiechnęłaś się słodko. A barman właśnie stawiał nam na stole dwie cole i jedno piwo bezalkoholowe, nie zamawialiśmy, ale to było wasze stałe zamówienie...
- Och, weź Mel... - spojrzał na szklankę i podniósł wzrok patrząc ci prosto w oczy... A ty na chwilę zapomniałaś o bożym świecie tonąc w tych błękitnych oczach, niczym Morze Karaibskie... "Ej dziewczyno, opanuj się! Ty masz chłopaka!" - Tęskniłem za tobą...
Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz, a X factor?
- Też za Tobą tęskniłam, Lou... - powiedziałam nadal rozmarzona, po czym dopiero się obudziłam i zrozumiałam o co pytał... - Nie mów tak głośno co, nie chcę żeby...
- Liam nie wie, prawda... - powiedział Louis, po czym dodał szeptem widząc twoją twarz, z której można było czytać jak z książki. - Nie powiedziałaś mu jeszcze? Niezła historia, jak się dowie...
- Nie może się dowiedzieć. - przerwałam mu - Przynajmniej nie teraz... - "Mi się zdaje, czy on wie więcej niż mój chłopak?" ta myśl przeleciała szybko przez twój umysł i nie pomogła w tej sytuacji...
- Dobra Mel, gadaj co cię trapi... - Powiedział do mnie wygodniej rozsiadając się na krześle.
- Mnie? Mnie nic nie trapi... - machnęłam ręką, po czym dodałam - Tylko ten bar...
- Wiem, że go lubisz...Zawsze lubiłaś. Tylko chcesz zmienić temat i wiesz że ja ci na to nie pozwolę, więc... - przerwał kiedy zobaczył, jak opuszczam głowę i patrzę na podłogę... - Ojej, jest aż tak źle?
- Taa... Między mną, a Liamem... Ej zaraz... A ty i twoja dziewczyna? - nadal starałam się zmienić temat...
- To przeszłość...A my gadamy teraz o twojej teraźniejszości, no dawaj...
- O patrz, a tamta dziewczyna która siedzi przy barze... Niezła jest co?
- Przestań, proszę... Mów co jest nie tak... - od zawsze byłam pełna podziwu dla spokoju Louisa, pomimo tego że był najbardziej spontaniczną osobą jaką znałam...
- Drobna sprzeczka, ale teraz jest już lepiej... serio. - dodałam kiedy zauważyłam jego niedowierzający wzrok.
- No dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów...- I to był właśnie chwyt, który mój przyjaciel stosował od 7 lat, czyli od początku naszej przyjaźni... Zawsze kiedy on wypowiadał to zdanie, mówiłam mu wszystko jak na spowiedzi... "Ale nie tym razem" - pomyślałam...
 - Czemu akurat tą piosenkę zawsze śpiewasz na końcu? - spytałam, a go najwyraźniej zdziwiło to pytanie, bo pewnie myślał iż zacznę mówić o porannej kłótni...
- Czemu "Hey There Delilah"? - zrobił słodką minkę, spojrzał na sufit, po czym znów na mnie i się uśmiechnął... - Nie mów, że nie wiesz czemu... Pamiętasz przecież tamtą noc... - Lou uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłam jego uśmiech, a on dodał - Może ty mi ją przypomnisz? - Opuściłaś wzrok na szklankę z colą i zaczęłaś opowiadać...
 - Kiedy na swoje 11 urodziny dostałeś gitarę od dziadka nie mogłeś przestać skakać z radości... Mówiłeś, że kiedyś będziesz tak samo dobry, a nawet lepszy niż on... Ćwiczyłeś dzień i noc, aż miałeś palce pozdzierane do krwi od strun... Pamiętam, że znałam cię niecałe dwa lata, ale już byliśmy ze sobą bardzo zżyci, obraziłam się wtedy na ciebie bo myślałam, że wolisz gitarę niż mnie... Więc pewnego wieczora - spojrzałaś na niego i wróciłaś do opowieści - Kiedy leżałam już w łóżku i patrzyłam przez okno na ośnieżone londyńskie ulice, zauważyłam chłopca, który jechał na rowerze z ogromnym futerałem na plecach... Usiadłam wówczas na łóżku, otworzyłam okno i... - przerwałaś, spojrzałaś na niego, zauważyłaś że się strasznie słodko uśmiecha... - Dalej ty mówisz... - powiedziałaś krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o oparcie... On nachylił się nad stołem...
- I przez nie wyjrzałaś... Tym tajemniczym chłopakiem okazał się twój najlepszy przyjaciel w całym życiu, ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy - mrugnął do mnie okiem... - Więc kiedy chłopak zaczął ci grać i śpiewać piosenkę...A właśnie jaka to była?
- "Hey there Delilah"...- obróciłam oczami, jakby to było oczywiste...
-Byłaś na tyle tak zauroczona - kontynuował Lou - że wybiegłaś z domu po cichu by nie obudzić rodziców, że kiedy już spotkałaś się w samej piżamie w środku zimy z tym przystojniakiem - Lou przerwał, by poprawić włosy, dopiero teraz zauważyłam, że obije nachylaliśmy się nie tyle nas stołem, co ku sobie... - To nie mogłaś zrobić nic innego niż go pocałować...
- Kogo pocałować? - odsunęliśmy się od siebie, a wasz wzrok powędrował w jednym kierunku - Liam.  "Co? Nigdy się go tutaj nie spodziewałam..." - pomyślałam...
- O, hej... Liam... - Lou uśmiechnął się, on zawsze wiedział jak wybrnąć z nawet najgorszej sytuacji, w przeciwieństwie do mnie... Liam usiadł obok nas...
- Nie przerywajcie sobie, z chęcią posłucham... - powiedział Liam krzywo odwzajemniając uśmiech mojego przyjaciela...I Lou musiał się najwyraźniej poczuć tak, jakby Liam rzuciłby mu rękawice, bo kontynuował...
- I wtedy mnie pocałowałaś... - zwrócił wzrok z Liama na mnie. -  Był to dla nas obojga pierwszy pocałunek w życiu... I kiedy to się stało, stwierdziliśmy że to się nigdy nie może powtórzyć i zostaliśmy przyjaciółmi na zabój... - przerwał na chwilę, po czym dodał - Dlatego śpiewam zawsze "Hey There Delilah" na koniec... Bo przypomina mi to o tych dobrych czasach, a poza tym mam taką cichą nadzieję śpiewając to, że skoro początek był dobry, to koniec też będzie... Tak, zdecydowanie dlatego lubię śpiewać ją jako ostatnią... - uśmiechnął się słodko...Liam zaczął cicho śpiewać...
- Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty - spojrzał na nasze twarze, po czym dodał - To jest to, tak?
- No... uwielbiam ten utwór... - powiedział Lou.
- Wiecie co, już jest serio późno... - przerwałam Louisowi.- Liam, kochanie wracamy do domu??
- No to nawet dobry pomysł - spojrzał na Lou, a potem... -  Jestem trochę zmęczony - dopowiedział Liam ziewając...

~~Liam~~
Kiedy wracaliśmy do domu dużo rozmawialiśmy i się też dużo śmialiśmy...Okazało się, że Jessica nie mogła się spotkać z powodu prestiżu, więc Melissa spotkała się z Louisem. Nie mogłem być na nią zły, ma najlepszego przyjaciela, tak jak ja najlepszą przyjaciółkę... Kiedy weszliśmy do domu, od razu poszedłem do części kuchennej, bo kuchnia nie jest jakoś bardzo wyodrębniona w tym mieszkaniu, by napić się wody. Nalałem sobie trochę do szklanki, aż poczułem jej ciepłe ciało, które przytulało się do moich pleców...
- Chyba nie jesteś zły, co...? - powiedziała, z powodu braku mojej reakcji...
- Nie, niby dlaczego? - chciałem wydawać się obojętny, ale tak na serio byłem trochę zazdrosny.
- No wiesz, Lou... On jest tylko przyjacielem, ale ... - urwała, a ja stanąłem do niej przodem. Przysunęła się blisko i spojrzała mi w oczy... - Ja ci nigdy nie mówiłam, że to z nim się po raz pierwszy raz całowałam i myślałam...- opuściła wzrok, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy.
- Nie jestem zły... - powiedziałem uśmiechając się i obracając oczami, kiedy sięgałem po wcześniej odstawioną na bok szklankę... 
- Taa... Właśnie widzę... - spojrzała na mnie z pod tych swoich pięknych, długich rzęs, a ja nie mogłem nie ulec...więc nachyliłem się trochę bardziej do niej, bo byłem wyższy...a ona dodała - W takim razie, czemu tak ci się spieszyło do domu?
- Mówiłem, że jestem zmęczony... A... Jak on ma? - Melissa się cicho zaśmiała, spojrzała na kołnierz mojej koszuli, a ja oparłem swoją głowę o jej czoło, kiedy ona go poprawiała. Spojrzała mi prosto w oczy nadal trzymając mój kołnierz...
- Wiesz... - powiedziała, po czym na chwile przerwała, by przygryźć wargi - Może mi pokarzesz na górze... - pocałowała mnie w usta przyciągając za kołnierz koszuli i znów spojrzała w oczy - Jak bardzo jesteś zazdrosny?
Odsunęła się a wchodząc po schodach, zdjęła buty...Zanim poszedłem za nią zdążyłem tylko szepnąć pod nosem...
- I to jest właśnie to, za cię kocham...








Opracowała: B - mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba... Teraz wyjeżdżam do Kołobrzegu, ale biorę laptopa i będę pisać jak będzie internet i czas:D A i piszcie co sądzicie... I czy czekacie na kolejne rozdziały:) Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze...


CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!!:D

poniedziałek, 4 czerwca 2012

"So What" - rozdział 3

Okey... Bardzo, ale to bardzo przepraszam za to, że dawno nic tu nie wstawiałam i pewnie kiedy wam powiem, że to się zmieni, to nie uwierzycie... Ale naprawdę jest mi bardzo przykro, bo ten blog znaczy dla mnie dużo, a pewnie będzie źle jeśli będę się tłumaczyć tym, iż w mojej rodzinie się ostatnio trochę popsuło... Ale git... Dobra... piszę rozdział 3, chociaż nie usłyszałyśmy żadnych waszych opinii o tym  opowiadaniu i nie wiemy czy jest dobrze, że to piszemy... No nie ważne, jeszcze raz przepraszam i postanawiam poprawę, proszę o rozgrzeszenie i pokutę (najlepiej jakby nią było napisanie kilku imaginów, tak tylko mówię...) 





<< Kilka dni po incydencie ze szwami >>
~~Melissa~~
- Obiad na stole! - zawołałam kładąc półmisek z ziemniakami na blacie. Wyprostowałam się i rozejrzałam się po kuchni połączonej z salonem. Na przeciwko lodówki obok, której stałam, znajdowały się schody na górę, po ich lewej stronie druga łazienka (pierwsza jest na piętrze) i drzwi wejściowe, a po lewej już salon. Obróciłam się przodem do kranu i włączyłam wodę, opłukałam ręce i spojrzałam na ulicę przed domem. Moje... a może teraz raczej już nasze... mieszkanie mieściło się w starej kamienicy na skrzyżowaniu dwóch ulic na przedmieściach Londynu, tak że patrząc z kuchni widziało się jedną z nich, a wychodziło się drzwiami frontowymi na drugą. Z rozmyśleń, a raczej z tępego gapienia się na dzieciaki majstrujące coś przy hydrancie, wyrwało mnie powolne schodzenie po stopniach... Nie obróciłam się, wiedziałam że to mój chłopak... Nawet nie miałam ochoty się obrócić, nie zrozumcie mnie źle... Kocham go i to nad własne życie, gdybym mogła oddałam bym mu własną nerkę, ale... Ostatnio boli mnie samo patrzenia na niego, on już nie jest sobą... Jest taki smutny, widać że każdy krok sprawia mu ból, nie tyle fizyczny, co wewnętrzny...Mam wrażenie jakby popadał w jakąś depresje, tylko nie wiem czemu... Cały dzień potrafi spędzić zamknięty w tym swoim pokoju i stamtąd nie wychodzić lub spać do 13 lub i nawet 14, kiedy wcześniej każdą chwilę starał się spędzać ze mną i rano to on mnie budził skacząc po całym pokoju. "Co się stało?" - poruszyłam ustami, nie wypowiadając ani jednego słowa na głos. Patrzyłam tak w dal, czekając na odpowiedź z nieba, aż nagle poczułam ciepłe wargi, które na mojej szyi składały pocałunki. Ale teraz to nie było to samo, co kiedyś. Brak czułości i samego uczucia pożądania, a raczej same suche czyny, świadczące tylko o uczuciu, które kiedyś nas łączyło... "Dziewczyno, opanuj się! Jest tak, jak zawsze... To z tobą jest coś nie tak, a nie z nim! Zaczęło ci odbijać od kiedy ci nic nie odpowiedział, na wyznanie w szpitalu...Weź się w garść, bo twoja wyobraźnia bierze zwykłą rzeczywistość w swoje ręce..." - skarciłam się w myślach, zamknęłam oczy, a po chwili je otworzyłam, a w odbiciu kuchennego okna zobaczyłam siebie i Liama, który mnie obejmował, lekko się uśmiechał i śledził każdy mój ruch w odbiciu. Odwzajemniłam jego uśmiech, obróciłam się do niego przodem, tak że teraz staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze ciała na siebie napierały. Czułam jak jego ciepły oddech sprawia, że wolne kosmyki moich włosów drgają...

~~Liam~~
Oparłem własne o jej czoło, a ona zamknęła oczy... Mógłbym tak spędzić cały dzień... Ale wiedziałem, że coś przeskrobałem... Dlatego przez cały czas uśmiechałem się jak głupi idiota, byle tylko nic po sobie nie poznać... Kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie spode rzęs, zrozumiałem, że nie mogę jej stracić... Wyprostowałem się i otworzyłem usta, żeby w końcu TO powiedzieć, ale ona przerwała mi delikatnie muskając moje usta palcem wskazującym w geście, abym zamilkł. Teraz uśmiechnęła się lekko, widząc najwyraźniej moje posłuszeństwo, ale nagle jej uśmiech zbladł i opuściła wzrok razem z ręką. Patrzyła na podłogę obok nas, kiedy zaczęła mówić...
- Liam... My... Znaczy ty i ja...- łzy nabiegły jej do oczu, było widać jednak że nie zacznie płakać, bolało ją to co chciała powiedzieć, ale i jednocześnie męczyło już od jakiegoś czasu. Przestraszyłem się, złapałem kurczowo jej ręki, spojrzała na nasze dłonie, po czym zwróciła wzrok prosto w moje oczy i powiedziała bardzo szybko, jakby to były wyścigi...
- Liam, my się od siebie oddalamy - momentalnie puściłem jej dłoń, a ona zasłoniła sobie usta rękoma... Odwróciłem się i oparłem się o stół z już pewnie zimnym, obiadem. Ukradkiem jedna łza spłynęła w dół mojego policzka, po czym spadła na stół z niemym dźwiękiem. Znowu się odwróciłem, wiedziałem że nie powinienem tego robić, ale po prostu wyszedłem z pokoju, byłem w szoku. Zacząłem z szybkością żółwia wchodzić na schody i nie obróciłem się nawet wtedy kiedy usłyszałem dźwięk osuwającego się ciała na podłogę... Łzy zaczęły mi same napływać do oczu, kiedy usłyszałem krzyki za sobą: "Liam, ty jesteś temu winny, więc nie odchodź bez słowa, Liam!", a może dopiero wtedy kiedy usiadłem na łóżku i pomyślałem o tym co zrobiłem? Do ręki wziąłem szklankę z wodą i już ją podnosiłem do ust, kiedy nagle usłyszałem jakiś hałas... Wiedziałem, co on oznaczał... Upuściłem szklankę, a ona roztrzaskała się o podłogę... Bez zastanowienia wybiegłem na korytarz i zobaczyłem, coś co sprawiło że chyba nie zapomnę tego dnia do końca swoich dni...

C.D.N.



Opracowała: B - Jeszcze raz przepraszam, że dawno nie pisałam i mam nadzieję, że wam się podoba, piszcie w komentarzach czy chcecie więcej i proszę was o opinie, a i bym zapomniała! Już całkiem niedługo pojawią się nowe postaci, więc jeśli chcecie dalsze rozdziały - piszcie!!

poniedziałek, 21 maja 2012

"So What" - rozdział 2

Przepraszam, że długo musieliście czekać na drugi rozdział, ale musiałam wszystko poukładać w swoim zakręconym życiu... Co prawda nie poukładałam, ale kit...Następny rozdział napisze X i błagam piszcie co o tym myślicie i czy  w ogóle coś takiego chcecie tutaj:D Dobra, to na tyle...
Ready, steady, go!
Ciąg dalszy pierwszego rozdziału...

<<Dziesięć dni po operacji>>

~~Melissa~~
Siedziałam na łące pełnej modraków, które uwielbiałam. Siedziałam na kocu w pięknej długiej kreacji wieczorowej, a tuż obok mnie siedział mój chłopak – Liam – w garniturze… Śmialiśmy się do upadłego, on wyciągnął dwie babeczki z koszyka, podał mi jedną i sam wziął drugą, po czym odgryzł kawałek…
- Hah, kochanie… Zostało ci tutaj trochę kremu!  - powiedziałam do niego cały czas się śmiejąc, po czym przybliżyłam się i zlizałam mu krem z ust jednocześnie go całując. Kiedy się od niego odsunęłam, zobaczyłam że się uśmiecha, ale jest czymś przejęty…
- Spróbuj swojej… Na pewno ci zasmakuje – spojrzał mi w oczy, a potem opuścił wzrok na ciastko.
Ugryzłam i poczułam w ustach coś twardego i okrągłego… Podniosłam zdziwiona rękę i z ust wyjęłam pierścionek… Z zaskoczeniem spojrzałam na Liama…
- Słońce, czy wyjdziesz za mnie? – powiedział swoim normalnym głosem, po czym dodał – Kocham cię… - ale to już nie był jego głos, tylko mój.
Przestraszona podniosłam się i  w osłupieniu patrzyłam, jak cała sceneria się zmienia… Wszystko pociemniało… Gdzieś w oddali było słychać grzmoty – sygnał, że niedługo będzie burza. Liam zaczął siwieć, kurczyć,  po prostu zaczął się starzeć… Przestraszona spojrzałam na siebie… Moje pomarszczone dłonie, dotknęłam głowy, a tam pod palcami poczułam poważnie przerzedzone włosy… Otworzyłam usta by krzyknąć i w tej chwili…
Obudziłam się z przeraźliwym krzykiem, usiadłam prosto na łóżku i zaczęłam ciężko oddychać, wyłączyłam budzik, który wskazywał godzinę 8.30. Boże, jaki to był okropny sen!
- El cólera, sino un sueño estúpido ...  – zaklęłam cicho pod nosem.
- Co tam mruczysz kochanie? – spytał się mnie zachrypnięty głos po drugiej stronie łóżka, odwróciłam wzrok w tamtym kierunku.
Ach, Liam… Tak nie dawno była operacja i wszystko poszło dobrze, wyglądał teraz znacznie lepiej, zdrowiej… Zamieszkaliśmy razem, pomimo iż Liam miał wybór, ja lub rodzice, wybrał mnie…
- Jak minęła noc? Chyba niezbyt dobrze, skoro budzisz mnie hiszpańskim, co? – uśmiechnął się cwaniacko, a ja nie mogłam nie odwzajemnić tego…
- Wiesz, coś ci się dowcip wyostrzył po tej operacji… - nachyliłam się i pocałowałam go lekko w usta… 


~~Liam~~
Oderwała swoje usta od moich, a ja spojrzałem na najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek dany było mi zobaczyć… Melissa wyglądała pięknie o poranku… te poczochrane włosy, szeroki uśmiech i ta piżama w kratkę… Krótkie spodenki i bluzka bez rękawów… Chwyciłem jej nogę która była bliżej mnie i przeniosłem na moją drugą stronę, tak że Melissa była nade mną w rozkroku… Lekko się podniosłem i pocałowałem ją namiętnie w usta, a ona to odwzajemniła… Całowaliśmy się tak przez pewną chwilę, aż ona się oderwała…
- Nie wiem, czy my… - ledwie mówiła przez brak oddechu, całowałem ją po szyi, a ona wybita w rytmu objęła mnie mocniej tak, że się położyliśmy…
Teraz zaczęliśmy się naprawdę bardzo namiętnie całować, objąłem ją w pasie i przerzuciłem ją na plecy , tak że teraz ja nachylałem się nad nią… Znowu oderwała swoje usta od moich, a ja bez przerwy całowałem jej szyję, twarz, ramiona… Nie chciałem z nikim dzielić się moim skarbem…
- Liam, wiesz że nie możesz się zbytnio nadwyrężać… - przygryzła wargi, po czym dodała – Miałeś niedawno operację…
Na te słowa pocałowałem ją długo w usta i to chyba był wystarczający argument z mojej strony, bo ona to odwzajemniła… Ponieważ nie miałem koszuli, jak mam w zwyczaju sypiać, czułem dokładnie jak położyła swoją rękę na moich łopatkach lekko wbijając paznokcie… Całowaliśmy się bardzo namiętnie, aż ona położyła nogę na moich plecach…
- Aaaa… - odchyliłem się do tyłu i zawyłem – Au…!
- O boże, Liam… Szwy… - podniosła ręce w geście pokory, by mnie uspokoić – Ja nie chciałam, przepraszam… Mówiłam, że nie powinnyśmy… To cię boli i…
- Tak, fakt to boli – powiedziałem swoim normalnym już tonem, uśmiechnąłem się cwaniacko i dodałem – Ale to jest rodzaj tego przyjemnego bólu… - zamknąłem oczy i nachyliłem się by ją pocałować, ale ona się odsunęła…
- Liam, ty mój głupku… - uderzyła mnie lekko otwartą dłonią w głowę – Ach… Ty i te twoje pomysły… - wyczołgała się z pode mnie i poszła w stronę drzwi,  gdzie zatrzymała się w framudze… - Idę robić śniadanie, jakieś preferencje…? – uśmiechnęła się słodko, co odwzajemniłem…
- Tylko jedno… - zawiesiłem głos…
- Nie, nie zostanę tu… - powiedziała chwytając klamkę i uśmiechając się zadziornie, lecz szerzej…
- Nie o to chodzi, chociaż bym tego chciał – mój słodki uśmiech nr 5 i teraz albo nigdy – Chcę żebyś wiedziała, że ja Cię… - urwałem.
- Tak? Ty mnie co, Payne? – spytała zaciekawiona… a ja nie mogłem, nie teraz… To musi być gdzieś indziej, kiedy indziej…
- Ja cię nie popędzam… - uśmiechnąłem się cwaniacko, bo grunt to dobra mina do złej gry…
Melissa rozczarowana podeszła do mnie, uśmiechnęła się delikatnie i złożyła na moich ustach czuły pocałunek… Kiedy wstała i szła tyłem w stronę drzwi powiedziała…
- Chciałbyś… - uśmiechnęła się zalotnie, po czym dodała – W takim razie rozumiem… Dziś na śniadanie francuskie tosty… - odwróciła się do mnie tyłem i wyszła… Usłyszałem wolne zbieganie po stopniach schodów, a odgłosy stawały się coraz cichsze…
Położyłem się na plecach, spojrzałem w sufit i złapałem się za głowę…
- Chłopie jesteś głupi… - powiedziałem cicho na głos do samego siebie…
Chciałem jej powiedzieć co do niej czuję, ale nie zrobiłem tego dzisiaj, ani jutro… Kiedy w końcu będę gotowy?? Tego miałem się chyba dowiedzieć w najbliższej przyszłości…


Opracowała: B - Nie wiem, jak wam ale według mnie jest git;D Piszcie w komentarzach, czy chcecie kontynuację!! 

czwartek, 10 maja 2012

"So What" - rozdział 1 (part II)

Ciąg dalszy (rozdziału 1 (part I)...

~~Melissa~~
- Musimy już zacząć przygotowywać Liama do operacji – powiedział z uśmiechem na twarzy, po czym dodał – Liam, masz naprawdę mądrą dziewczynę… Nie musisz się martwić, że coś pójdzie nie tak…
- Wiem, że jest mądra… - spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się, odgarnął mi kosmyk włosów za ucho. – Mam nadzieję, że nie widzę tego anioła po raz ostatni… - łzy napłynęły mi do oczu, pomimo tego iż obiecałam sobie, że muszę być silna dla Liama, silna za nas obojga. On opuszkiem palca wytarły mi już mokry od łez policzek.

~~ Liam ~~
Widziałem, że widocznie się załamała po moich słowach, więc dotknąłem jej twarzy… Robiłem to po raz tysięczny, a nadal czułem tą samą chemię, co dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy odgarnąłem  jej włosy z twarzy przy ognisku…  Pamiętam to jak gdyby to było tydzień temu…
- Proszę nie płacz…- starałem się być przekonujący, ale najchętniej też bym zaczął płakać… jedyne co mnie powstrzymywało to skrajne wyczerpanie, które mnie męczyło od kiedy choroba się na siliła i oczywiście ona… Nie mogłem pokazać, że jestem słaby… - Wszystko będzie dobrze… - zawahałem się – Będzie, prawda?
- Liam, nie może być inaczej… Nie teraz… - Melissa zaczęła już teraz spazmatycznie płakać, więc z trudem oparłem się na ramionach, a potem usiadłem na łóżku i ją objąłem… A ona zaczęła mi płakać w ramię…
- Kochani, my was zostawimy na chwilę samych… musimy jeszcze coś omówić z lekarzem Blakem… -powiedziała skruszonym głosem Pani Payne, po czym wszyscy wyszli i zostaliśmy sami…
- Nie płacz… proszę, wiesz że… - mówiłem, ale on mi przerwała…
- Liam ja cię kocham… - pomimo tego, że miała łamiący się głos, mówiła szybko i zdecydowanie – Kocham cię bardziej niż kiedykolwiek kogokolwiek…
Zamurowało mnie… Nie wiedziałem co powiedzieć… Nie jestem pewny czy czuję to samo, co ona… Bardzo ją lubię, jest dla mnie piękna i uwielbią się z nią całować, ale czy to miłość? Zbyt długo zwlekałem z odpowiedzą, bo Melissa przestała płakać, wyprostowała się i ze zdziwieniem spojrzała się na mnie…  ‘’Chłopku… masz przerąbane’’ – powiedziała cicho moja intuicja…


~~Melissa~~
Przestałam płakać bo… Co? Zero reakcji… Nic… Myślałam, że on do mnie czuje to samo… Odeszłam nawet dla niego z X factora! Porzuciłam spełnienie moich marzeń by być przy nim… Ale ja głupia byłam…” Drogie Panie i Panowie oto przed państwem Miss głupoty rodem z Hiszpanii…. Melissa Lestrage! Prosimy o brawa! Natomiast Oscara za rolę pierwszoplanową dostaje… Liam Payne za ‘’Kochającego własną dziewczynę”…” Teraz zauważyłam, że nadal mam otwarte usta i głupio się gapię w przestrzeń… Przygryzłam wargi i spojrzałam na podłogę…
- Jesteś świetnym aktorem…  - podniosłam wzrok na niego, spojrzałam mu prosto w oczy i starałam mu się posłać moje najgorsze spojrzenie…
 Nadal nie reagował… najwyraźniej mu na mnie nie zależało… Wstałam z łóżka… ale on mnie chwycił bardzo mocno za nadgarstek… Nie wiedziałam, że stać go na tyle siły… musiał w to wkładać wiele trudu…
- Nie mów nigdy, że udawałem uczucia do ciebie… że tylko odgrywałem jakąś rolę, że to wszystko to nie prawda… - spojrzał mi w oczy, a jedna pojedyncza łza spłynęła mu po policzku…
Wciąż byłam na niego zła, ale te jego miodowe oczy…
- Nie opuścisz chyba umierającego? – uśmiechnął się do mnie, a ja nie mogłam nie odwzajemnić tego uśmiechu… Ale po chwili on zszedł z mojej twarzy…
Nachyliłam się nad nim i szepnęłam mu w ucho…
- Podczas oraz po tym cały czas tu będę… - szeptałam, a on korzystając z okazji, przyciągnął mnie do siebie i nasze usta złączyły się w pocałunku, który był taki czuły… jak gdyby odpowiadał na moje słowa, że go kocham… Jakby nie mógł tego powiedzieć na głos, tylko musiał to przekazać inaczej… bez słów… oderwałam swoje wargi od jego, ale się nie odsunęłam… - Myśl o mnie tuż przed narkozą…
- Nie musiałaś mi o tym przypominać… I tak bym to zrobił… - znów mnie pocałował, ale tym razem namiętniej… - Zawsze o tobie myślę…
*Odsunęłam się i wstałam… Lekko się uśmiechnęłam, przetarłam oczy i spojrzałam na mojego chłopaka… *
- Zawołam twoich rodziców… - po czym wyszłam z Sali…
Zawołałam lekarza i rodziców Liama… Zaczęły się gorączkowe przygotowania… Kiedy Liam był wywożony z swojego pokoju na łóżku, poczułam lekkie ukłucie w żołądku… Ale po chwili cały żołądek mi się ścisnął i wiedziałam, że to jest strach… Strach przed tym, że już go więcej nie zobaczę…

~~Liam~~
Wieźli mnie na łóżku na salę operacyjną, kiedy wyjeżdżałem z pomieszczenia, które przez  te dwa dni były i prawdopodobnie przez przyszły tydzień będą moim domem… Znowu spojrzałem na twarze moich rodziców… Byli zmęczeni, ale pełni nadziejii… A potem zobaczyłem ją… uśmiechała się krzywo i miała łzy w oczach… Odjeżdżaliśmy łóżkiem w głąb korytarza… Kiedy się obróciłem o do ją zawołałem… Pielęgniarki odruchowo przestały pchać mnie…
- Czy spełnisz moją ostatnią wolę? – spytałem, a łzy nabiegły mi do oczu…
- Oczywiście, że tak… - przyklękła przy mnie – Cokolwiek by to nie było…
- Jeśli coś pójdzie nie tak…
- Przestań, tak  nie będzie! –przerwała mi… a łzy jedna po drugiej zaczęły jej spływać po policzkach, ale się uśmiechała, bo chciała mnie podnieść na duchu…
- Ale jeśli… To proszę zapomnij o mnie… - teraz również i ja zacząłem płakać, ona otworzyła usta by coś powiedzieć, ale ja mówiłem dalej… - Spełniaj swoje marzenia, umawiaj się z innymi… bądź po prostu szczęśliwa… dobrze?
Ona kiwnęła tylko głową na znak zgody i nic już nie powiedziała, najwyraźniej nie była wstanie bo zaczęła tak mocno płakać, że mój ojciec musiał do niej podejść i ją stamtąd zabrać…
Chwilę później byłem na Sali… podłączano mnie do różnej aparatury, aż wreszcie nałożony mi na twarz maskę tlenową i kazano odliczać powoli od 10 w dół…
A ja  myślach sobie mówiłem: 10. Przeżyjesz tą operację 9. Będziesz lepszym synem i chłopakiem              8. Częściej będziesz coś robił spontanicznie 7. Powiesz jej co do niej naprawdę czujesz… i 6. …. I właśnie w tym momencie zapadła ciemność, a przestałem odczuwać cokolwiek…

Opracowała: B - Już nie mogę się doczekać 2 rozdziału jutro! Piszcie czy opowiadania wam pasuje...:D