Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2012

Imagine - Harry (VI)




Mieszkasz z  One Direction, bo jesteś ich przyjaciółką… Nikim więcej… Chociaż od zawsze podobał ci się Harry i czułaś chyba coś do niego… A poza tym to uczucie jest z jego strony odwzajemniane…
~~Pewnego Popołudnia~~
*Stwierdzasz, że masz zły humor, więc by go poprawić musisz coś upiec! "Na szczęście wszyscy chłopcy gdzieś wyszli!" – myślisz sobie i już sama do siebie się uśmiechasz… Aż nagle słyszysz znajome krzyki z dołu i w myślach dodajesz – "No tak… Wszyscy oprócz Harrego!" Właściwie to nie wiesz czy się cieszyć z tej sytuacji, czy nie… Ale i tak schodzisz na dół by zrealizować swoje wcześniejsze palny… Schodzisz, a ponieważ salon jest połączony z kuchnią, widzisz Harrego siedzącego na kanapie i z zainteresowaniem oglądającego jakiś mecz koszykówki… Chciałaś się po cichu dostać do kuchni, więc kiedy szłaś za jego plecami w stronę lodówki, usłyszałaś tylko:*
Harry: Hej… Co robisz? <oderwał wzrok od telewizora i spojrzał na ciebie tym swoim słynnym słodkim spojrzeniem>
Ty: A nic… Mam zły humor, więc idę coś upiec… <próbujesz udawać, że jego spojrzenie nie zrobiło na tobie wrażenie i żeby nie pokazać jak zmiękły ci kolana, siadasz na krześle przy blacie stołu jadalnego> A co myślałeś? <przybierasz obojętny ton>
Harry: No nie wiem… że skorzystasz z okazji <wstał i oparł się o stół obok ciebie i spojrzał ci w oczy>, że jesteśmy sami w domu i…< Przygryzł dolną wargę, co już spowodowało, że to krzesło na którym siedzisz, ratuje ci życie, bo byś się przewróciła> i w końcu mnie zabijesz przyniesionym z kuchni tasakiem… <uśmiecha się słodko, a ty chcesz szybko zmienić temat>
Ty:  Nie oglądasz meczu? <odwracasz od niego wzrok i spoglądasz na telewizor>
Harry: < Krzyżuje ręce na piersi, patrzy w tym samym kierunku co ty i delikatnie marszczy brwi> Eeee… tam! I tak przegrywają… <spojrzał na ciebie i się uśmiechnął szerzej> A ty nie miałaś czegoś robić?
Ty: No tak, ale ze mnie zapominalska! <wstajesz, podchodzisz do lodówki i wyciągasz potrzebne składniki>
H: Wiesz… Właściwie to ci pomogę… <zauważa twoje zdziwienie> No bo…. Muszę… Poprawić sobie nastrój… skoro oni pewnie przegrają!  <wyłącza telewizor, na którym właśnie wyświetlano tablice wyników z remisem>
Ty: Jesteś pewny? <nie byłaś przekonana, czy chcesz aby on z tobą piekł… Ale on stanął naprzeciwko ciebie bardzo blisko, spojrzał ci w oczy i uśmiechając się kiwnął głową… Ten argument był dla ciebie wystarczająco przekonujący>
 * Cały czas rozmawiacie i opowiadacie kawały…Zaczynacie od zrobienia ciasta… Wyciągasz jajka, a Hazza wyjmuje mikser... Na twoje polecenie odmierza mąkę*
Ty: Robisz to źle… Jest za dużo… <starasz się mówić, bo przez śmiech od tych kawałów za brakło ci siły, masz łzy w oczach>
H: Ale to nie powód, żeby płakać… A poza tym tak jest dobrze! <wyciąga rękę z szklanką, by wsypać jej zawartość do miski z resztą składników>
*Łapiesz jego dłoń w ostatniej chwili i już wyciągasz z jego ręki szklankę, kiedy przez otwarte okno wlatuje pszczoła… Krzyczysz: "Aaaaa…" I puszczasz jego rękę, a Harold odruchowo rzuca w owada czym popadnie, a ponieważ w dłoni miał tylko szklankę mąki, wynik jest taki że pszczoła wyleciała przez okna, a ty jesteś cała od mąki…*
H: Przepraszam, ale ja tylko chciałem…
Ty: <przerywasz mu i nie masz miłej miny, ale po chwili kiedy wytrzepujesz trochę mąki z włosów, się uśmiechasz> Ciekawe jak byś wyglądał  z jajecznicą na głowie…! <błyskawicznie rozbijasz mu jajko na głowie… !>
Harry: Och ty! <łapie cię w pasie i przerzuca przez ramię>
Ty: Harry puszczaj! <krzyczysz śmiejąc się>
H: Nie mam takiego zamiaru… teraz będziesz musiała naprawić to co popsułaś! <mówi wnosząc cię na piętro>
*Zaniósł cię do łazienki, puścił cię tam i spojrzał w lustro…*
Ty: Ej, ja nie mam lepszej fryzury od ciebie! <uśmiechasz się, bo w lustrze napotkałaś jego spojrzenie> Siadaj… <podałaś mu taboret>
*Harry usiadł na taborecie tak, by jego głowa była nad umywalką… Usiadłaś mu na kolanach i nachyliłaś się by umyć mu włosy…*
H: Myślę, że pod prysznicem byłoby nam wygodniej… <spojrzał na ciebie z pytającą miną>
Ty: Harry! Tak jest dobrze… Już nie marudź! <patrzysz mu prosto w oczy i oboje się uśmiechacie>
*Spłukujesz mu włosy i lekko wycierasz je ręcznikiem…*
H: Może teraz ja umyję twoje?
Ty: Nie chcę ginąć tak młodo, uduszona w umywalce! <śmiejesz się, ale Harry ma poważną minę>
H: Dzięki… <spojrzał na twoją rękę, po czym ją złapał, podniósł wzrok na ciebie> Na serio dzięki… za  wszystko… <kciukiem wolnej ręki dotknął twoich ust> Masz tu trochę mąki… <spojrzał ci w oczy>
Ty: Wiesz ty też masz tu trochę mąki…
*Wskazujesz palcem swoje usta, a on łapie cię delikatnie za podbródek i przyciąga twoją twarz do swojej by wasze usta złączyły się w pocałunku… Do którego nie dochodzi bo słyszycie głośne otwieranie drzwi, a po tym krzyki…*
H: Ci to zawsze przychodzą w nieodpowiednich momentach!
Ty: W pełni się z tobą zgadzam… Idę dokończyć ciasto i tam posprzątać... <wstajesz z jego kolan i nagle oboje słyszycie jak ktoś z dołu krzyczy..>
Ktoś: Gotowi na wieczór?
Ty: <spoglądasz w stronę Hazzy> Co jest wieczorem?
H: Aaa… Koncert… obowiązkowo idziesz z nami!
Ty: Okey…
~~Wieczorem~~
*Harry pomógł ci dokończyć ciasto i tam posprzątać… Właściwie to Niall też ci pomógł wylizując wszystkie miski… Na wieczór wybrałaś fajną sukienkę w kwiaty odsłaniającą ramiona, węższą w pasie, która sięgała ci to paru centymetrów nad kolana… Zeszłaś na dół i pojechaliście na koncert… Już byłaś na paru koncertach chłopaków, ale miałaś wrażenie, że na tym wydarzy się coś niezwykłego… No i wydarzyło! Harry zadedykował jakieś dziewczynie piosenkę "I Should Have Kiss You" i najlepsze było to, że tą dziewczyną była jakaś "zabójcza piekarko-fryzjerka"…  "Czy on mówił o mnie?" – zastanowiłaś się przez chwilę… Po ostatniej piosence chłopcy weszli do ciebie za kulisy, a Harry od razu wziął cię za rękę i bez pytania poprowadził cię w głąb korytarza…*
H: Pomożesz mi z instrumentami? <zapytał się ciebie, kiedy weszliście do wąskiego pomieszczenia… Harry sięgnął po jakiś futerał>
*A ty korzystając z okazji, że stoisz przy włączniku światła, wyłączyłaś je! Teraz w pomieszczeniu panowały egipskie ciemności, najwidoczniej nie było tu okien…*
Ty: Harry…. Nadal boisz się ciemności? <zapytałaś zaciekawiona>
H: Weź… Włącz światło to nie jest zabawne… <powiedział Hazza, który chciał brzmieć jakby ciemność, która go otaczała, nie robiła na nim najmniejszego wrażenia…>
Ty: Boże, Harry! Ktoś za tobą stoi! Obróć się szybko! <zakrzyczałaś przerażona>
H: Oprócz nas nie ma tu nikogo i oboje o tym wiemy… <odpowiedział spokojnie, jakby sam chciałby się tym uspokoić> Poza tym widzę cię… stoisz tu… <złapał cię za rękę>
Ty: Ja też cię widzę i czuję… Jesteś tu… <wolną ręką dotknęłaś jego torsu>
*Harry przysunął się do ciebie tak, że teraz plecami opierałaś się o ścianę, czułaś jego oddech i bardzo nie wyraźnie mogłaś ledwie zauważyć  tylko jego białą koszulkę…*
Ty: Nie wiem czy powinieneś to robić, skoro śpiewasz do innej, że powinieneś ją pocałować…
H: Choć raz nie jesteś mądrzejsza… <powiedział wolną ręką dotykając twojego policzka> To chodziło o ciebie… Nie mów mi, że też tego nie czujesz…
Ty: Czego nie czuję? <zapytałaś bardziej, żeby się dowiedzieć jak on to odbiera, bo doskonale wiedziałaś o co mu chodzi>
H: Miękną mi kolana, kiedy się śmiejesz tym swoim śmiechem… <przysunął się jeszcze bliżej> Nie mogę myśleć o niczym innym niż ty, kiedy jesteś w pobliżu… I… Zaczynam się gotować kiedy cię widzę jak rozmawiasz z innym… Ja po prostu cię… Ty wiesz że to nie jest zwykła przyjaźń!
Ty: Harry, ty mnie co…? <zaczęłaś się z nim droczyć, ale byłaś trochę zaskoczona jego odpowiedzią>
H: Przestań… Wiesz o co mi chodziło… Ja cię... <podniósł twoją rękę za nadgarstek nad twoją głowę, przywarł do ciebie ciałem i bardzo namiętnie cię pocałował… Odwzajemniłaś pocałunek, on drugą ręką dotknął twojej twarzy, natomiast ty przyciągnęłaś go jeszcze bardziej do siebie za jego kark… Zabrakło wam tchu, więc kiedy się od siebie oderwaliście, Harry ledwo powiedział> Ja cię kocham.
Ty: Ja ciebie też… Już od dosyć dawna… Powinieneś to zauważyć… <teraz ty go namiętnie pocałowałaś przyciągając go za koszulkę>
H: Czy to znaczy, że jesteśmy razem?<wysapał przełykając głośno ślinę>
Ty: Myślę, że tak… <znów cię pocałował, ale tym razem delikatnie z czułością>
*I ta chwila trwała by wieki, gdyby ktoś nie wszedłby do pokoju i nie zapalił światła*
Liam: Tu są! <krzyczy zza drzwi>
Zayn: <wychylając się zza Liama> No i są bardzo zajęci! <krzyknął cwaniackim tonem>
*Przybiega oburzony Louis wraz z zdezorientowanym Niallem*
Lou: Co tu się wyrabia?
Niall: Jestem głodny!
*I właśnie teraz wszyscy wybuchli śmiechem i zapomnieli o całej sprawie… Harry nie puścił twojej ręki przez cały wieczór… trzymał ją w aucie i restauracji, w której byliście na kolacji, a nawet o mało nie wszedł z tobą przez to do łazienki!*
Ty: Wiesz Harry… Chodzimy ze sobą, więc możesz codziennie trzymać mnie za rękę…
H: Tak, ale to jest najwspanialsze uczucie jakiego w życiu doznałem… A poza tym wreszcie spełniły się moje marzenia! <pocałowałaś go, a on to odwzajemnił…>
*Od tamtego czasu jesteście bardzo szczęśliwą parą… Louis pogodził się z utratą swojego chłopaka… A wy go zeswataliście i  zaczął się spotykać z twoją przyjaciółką, która uwielbiała chodzić w koszulkach w paski i kocha marchewki… Więc kiedy niecały miesiąc po waszym ślubie, jesteście proszeni o to by być świadkami na ślubie Lou i twojej przyjaciółki… zgadzacie się bez najmniejszego zawahania! I żyli długo i szczęśliwie…*


Opracowała: B - "natchniona prawdziwymi zdarzeniami, tak trochę..."




Imagine - Lou (IV)




Mieszkasz z Louisem i waszą  pięcioletnią córką Katie. Obok mieszkają chłopcy. Niedługo zbliża się wasza trzecia rocznica ślubu. W tym roku padnie na sobotę. Ty jesteś bardzo ciekawa  co Lou wymyślił na ten ekscytujący dzień. Szukasz w sypialni pod łóżkiem kiedy do pokoju wchodzi Louis.
Lou: Co robisz kochanie?
Ty: Ja? Ja tylko robię pompki... <i zaczynasz je robić>.
Lou: Po co?
Ty: No wiesz, żeby sobie poćwiczyć...
Lou: Ok. To ja sobie pooglądam.
*Lou bezczelnie jadł marchewkę i patrzył na ciebie.*
Lou: Powinnaś tyłek mieć bardziej przy podłodze. <wstaje i nadeptuje ci na tyłek tak, że się przewróciłaś>
Ty: Lou!! Spadaj..
Lou: Ok.
*Poszedł do łazienki w waszej sypialni. Ty momentalnie podbiegłaś do szafy i zaczęłaś coś wygrzebywać. Nagle wszystkie rzeczy wysypały ci się na głowę. Louis wpada do pokoju.*
Lou: [T.I] co się stało?
Ty:<Bierzesz te rzeczy w ręce i je składasz> A sprzątam szafę, a co?
Lou: Nic. [T.I] zrobisz mi kanapkę bo jestem głodny, a rzeczy później pozbierasz.
*Twój wzrok zawisł na jego oczach. Wychodząc z pokoju kochany zatrzymuje cię.*
Lou: O bym zapomniał...
Ty: Zapomniałeś!!
Lou: Chodź to ci to dam..
*Ty się cieszysz, że to prezent na rocznicę, jednak...*
Lou: Chodź dam ci słodycz... <daje ci buziaka.>
 *Ty odchodzisz do kuchni aby zrobić mężowi kanapkę. Jakiś czas później przychodzi do ciebie Katie, która spędziła popołudnie z babcią.*
Katie: Mamusiu...siuisu...
Ty: Dobrze, idziemy do łazienki. A może tak dasz mamusi buziaka?
Katie: Dobze mamusiu! <daje ci buziaka i idziecie do łazienki.>
*Po czym  robisz jej przekąskę i masz do niej prośbę.*
Ty: Kochanie, pójdziesz do tatusia i spytasz się go dyskretnie co zaplanował na sobotę?
Katie: Ide, juz biegne...tatusiu!!!
-salon-
Lou: Co kochanie? <Łapie ją w ramiona i przytula.>
Katie: Mamusia pyta co robis w sobote..
Lou: Ja mam w sobotę próbę...
Katie: A co lobisz wieczolem..
Lou: Wujek Harry, Niall, Liam i Zayn do mnie przychodzą żeby pooglądać box  w telewizji...
Katie: Jej, wujek Zayn psyjdzie!Tatusiu a co to znaczy desklynie...?
Lou: Dyskretnie?
Katie: Tak...
Lou: To jest przeciwieństwo ciebie słoneczko.. 
*dziecko przybiega do ciebie i powtarza słowa ojca.*
Ty: Box? Box? Jeszcze oni mają zamiar przyjść..och jak ja go... <powstrzymujesz się aby dziecko nie usłyszało jak mówisz, że chcesz zabić jej ojca.>
*Do soboty zamawiasz rękawice boxserskie i jednocześnie nie odzywasz się do męża.
 Nadchodzi długo wyczekiwany dzień.*
Lou: Witam, kochanie.
Ty: Hej...
Lou: Idę na próbę...
Ty: Ehem... <zakładasz rękawice> co kochanie. Może masz zamiar pograć w boks?
Lou: O co ci chodzi?
Ty: O to, że zapomniałeś jaki jest dziś dzień!!!!!
*Patrzy na ciebie dużymi oczami.*
Ty: Zapomniałeś...
Lou:<Przyciąga cię do siebie i mówi> Jak mógłbym zapomnieć o tym wspaniały dniu, który złączył nasze serca już na zawsze?
Ty: No, wiem mogłam pomyśleć..
Lou: Kocham cię i nigdy nie zapomnę o naszych ważnych dniach <Dostajesz czułego buziaka.>
Ty: To czemu zaplanowałeś tyle rzeczy na dziś? Próba, box, chłopacy?
Lou: Eh. Katie jest kochana, ale nasza córka nie może być dyskretna, i ja nie wiem po kim to ma. A no więc zabieram dwie ważne kobiety mojego życia gdzieś.
Ty: Oł,kochanie...
*Już jesteście gotowi, córeczka ubrała się za wróżkę, różową wróżkę, która miała top w paski, bo Lou ją ubierał. Jedziecie a ty zauważasz wielką scenę, i dużo fanek.
Lou wbiega na scenę, a ty z Katie idziecie do garderoby.*
Lou: Witajcie wszyscy!! <szum fanek/wbiega reszta zespołu>
Lou: No to więc o to chodzi, że dziś mam bardzo ważny dzień. Tego dnia wziąłem ślub ze wspaniałą kobietą, która urodziła mi nie dyskretną córkę. I je obie kocham, więc dziś  nie zaśpiewam... Przepraszam, ale muszę być z rodziną.
*Lou schodzi ze sceny i widzi  ciebie wraz z Katie na rękach.*
Ty: Wow...nie wiedziałam, że kiedy kiedykolwiek to zrobisz.
Lou: Nikt nigdy nie będzie ważniejszy od was...nawet Harry...<daje ci namiętnego buziaka.>
* Spędzacie wspaniały dzień razem, a od Lou dostajesz ciąże jako prezent rocznicowy. Tak tego dnia zaszłaś w ciąże i 9 miesięcy później urodziłaś mu synka Tommy'iego  Tomlinsona. *


Opracowała: X                   Korekta: B


środa, 18 kwietnia 2012

Imagine - Zayn (VI)




Mieszkasz z One direction pod jednym dachem i chodzisz z Zaynem od dwóch lat, jesteście razem bardzo szczęśliwi i nie wyobrażacie sobie życie bez drugiego… Pewnego popołudnia wybieracie się razem na romantyczną kolację we dwoje… Sama nawet się dziwisz czemu popołudniu, a nie wieczorem na kolacje, ale już się przyzwyczaiłaś do pomysłów twojego ukochanego… Jedziecie taksówką i ciągle się zastanawiasz, gdzie tym razem on Cię zabiera…*
Ty: Zayn, gdzie jedziemy? Jesteśmy już za Londynem… <patrzysz na niego>
Zayn: <chwyta cię za rękę> Na kolacje… <całuje cię w czoło> Głupie pytania zadajesz kochanie…
*Wolałaś już bardziej nie drążyć tego tematu…*
Ty: Zayn, a daleko jeszcze? Bo jestem trochę zmęczona, a sam wiesz, że jazda autem mnie dodatkowo usypia… <to akurat prawda, w każdym środku lokomocji zasypiasz, jak zaczarowana… Raz Ci się zdarzyło zasnąć z metrze i przespać stacje!>
Zayn: Tak jeszcze kawał drogi przed nami… <odruchowo, więc przysuwasz się do niego, kładziesz mu głowę na ramieniu i zasypiasz…>
~~Po godzinie~~
Z: Kochanie wstawaj jesteśmy na miejscu… < Odgarnia Ci włosy z twarzy>.
Ty: Tak? O Zayn! Przywiozłeś mnie… na lotnisko? <patrzysz na niego zdziwiona>
Z: Jedzenie samolotowe też jest dobre…
Ty: Zayn… już Cię przejrzałam… Gdzie my lecimy?
Z: [Twoje imię] serio myślisz, że gdzieś lecimy? <macha ręką w geście, co ty sobie wyobrażasz> My nigdzie nie lecimy… <Zayn nagle wybucha śmiechem i to jest kolejna cechą, którą u niego kochasz… ten chłopak nie potrafi kłamać! Za każdym razem, gdy kłamie zaczyna się histerycznie śmiać…>
Ty: Nie w ogóle… To może mi powiesz co cię tak rozbawiło? <krzyżujesz ręce na piersiach i wyczekująco podnosisz jedną brew do góry… by wzmocnić efekt, że coś podejrzewasz,  zaczynasz tupać jedną nogą>
Z: Dobra, nie mamy czasu chodźmy na samolot… <łapie Cię za rękę, a w drugiej wiezie walizkę>
Ty: Skąd masz walizkę? Spakowałeś tylko siebie, czy nas oboje? <pytasz zainteresowana>
Z: Ja sam siebie spakowałem, a ciebie spakował Harry, a co? <zatrzymuje się i na Ciebie patrzy, tym razem to on podnosi jedną brew wyczekująco>
Ty: Nic… to tylko znaczy, że oprócz tych ciuchów co mam na sobie, będę miała do ubrania tylko skąpą bieliznę… <”czas szybko zmienić temat”> Ej, a my się gdzieś nie spieszyliśmy?
Z: No tak, przepraszam… zamyśliłem się, bo myślałem co też Harry mógł dla ciebie wykombinować…
Ty: Nie mów, że jesteś zazdrosny o niego…
Z: Nie jestem zazdrosny! Ale tylko ja mogę kupować Ci bieliznę… A teraz chodźmy…
*Przesypiasz cały lot samolotem  na ramieniu Zayna, gdy się budzisz już po wylądowaniu, jesteś trochę zdziwiona…*
Ty: Zayn ty w ogóle spałeś?
Z: Nie, ale nie jestem zmęczony <odwrócił twarz w twoją stronę i zauważyłaś, że lekko się uśmiechnął, ale wyglądał na zmęczonego i przede wszystkim zdenerwowanego…*
Ty: Coś się stało? <dotykasz ręką jego ramienia>
Z : Nie, nic takiego… tylko po prostu… uwielbiam patrzyć jak śpisz… <słodko się uśmiechnął, chociaż widać było, że wkłada w to dużo trudu…>
*Przestałaś zadawać pytania, ale rozmowa między wami jakoś wniknęła, więc znów jadąc taksówką tym razem rozmawialiście…*
Ty:  Zayn, gdzie my właściwie jeste… <przerywa Tobie głośne burczenie w żołądku… uśmiechasz się niepewnie patrząc w stronę swojego chłopaka>
Z: To rewelacyjnie, bo właśnie jedziemy na kolację! Ale muszę zrobić to, bo nie chcę Ci popsuć niespodzianki… <zawiązuje Ci oczy chustką>
Ty: Czy to naprawdę konieczne?
Z: Yep…
*Nic nie widzisz, ale otuchy dodaje ci oddech Zayna i jego ramię, w które jesteś wtulona… Nagle czujesz, jak auto się zatrzymuje… Zayn za rękę wyprowadza z taksówki i chwilę idziesz prowadzona przez niego, aż dochodzicie chyba do stołu na świeżym powietrzu, bo nigdzie nie wchodziliście, a chłopak odsunął Ci właśnie krzesło, abyś usiadła… dopiero teraz odwiązał ci chustkę…*
Ty: Zayn wziąłeś mnie do Paryża!
*Siedzieliście przy stoliku pod gołym niebem z widokiem na wieżę Eiffla, która jest bardzo ładnie oświetlona iż jest późny wieczór… Niebo nad waszymi głowami było pełne gwiazd, a stolik przy którym siedzieliście nakryty był białym obrusem i ładną zastawą…*
Ty: <odsunęłaś się od stołu, podbiegłaś do Zayna i go pocałowałaś> Zayn to najsłodsza niespodzianka, jaką mi w życiu zrobiłeś!
Z: Fakt, [T.I.]… trudno będzie to potem przebić…
*W tej chwili pojawia się kelner z jednym półmiskiem, pełnym spagethii bolonese, z klopsikami… Kelner kładzie je na stole, po czym się oddala i nie wiadomo gdzie znika bo jesteście na środku placu Concorde…*
Ty: O jeden półmisek… z klopsikami, bo ja…
Z: Bo twoją ulubioną bajką jest "Zakochany Kundel"…tak dlatego...
Ty: Zayn…Kocham Cię…
Z: Ja ciebie też, najdroższa… <całujecie się nad stołem>
*Jecie kolacje rozmawiając, cały czas się śmiejecie albo całujecie… Aż przychodzą skrzypek i kelner z bukietem (twoich ulubionych kwiatów)…Skrzypek cały czas gra, a kelner wręcza kwiaty Zaynowi i znów odchodzi…*
Z: <wstaje od stołu, wręcza ci kwiaty, ty mu dziękujesz, a on jest trochę zdenerwowany… Chwilę szuka w jednej kieszeni, potem w drugiej, potem sprawdza w spodniach od swojego garnituru…>
Z: Tylko żartowałem… <uśmiecha się i wyciąga małe czarne pudełeczko z zewnętrznej kieszeni marynarki… klęka przed tobą, otwiera pudełeczko, a w środku…> [T.I.] Kocham Cię nad życie, oddałbym Ci każdy narząd gdyby to byłoby potrzebne, nawet serce, które już dawno skradłaś… Ja tak Cię kocham, że… Mógłbym dla ciebie przestać w ogóle układać moje włosy…
Ty: Hah, Zayn wybrałeś sobie świetny moment na żarty… o swoim wyglądzie…
Z: Posłuchaj [T.I.]… Czy zostaniesz ze mną już na zawsze? Czy  będziesz moją narzeczoną, a potem żoną? Czy chcesz nosić nazwisko Malik? Czy… <przerywasz mu, bo rzucasz się na niego, klękając obok i tylko między pocałunkami odpowiadasz, ciągle ‘’TAK, TAK!”…
Od tamtego czasu jesteście szczęśliwym małżeństwem, a po dwóch latach od ślubu na świat przychodzą małe zayniątka, czyli dwójka bliźniaków podobnych do swojego taty…


Opracowała: B