Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2012

"More Than This" - rozdział 1

Ah! Pierwszy rozdział:) Już od dawna chciałam go napisać, ale jakoś tak wyszło, że dopiero tera to robię. Poza tym nie wiem, czy opowiadanie w ogóle wypali, więc... Najpierw proszę o lekturę i komentarze! Jak i wzięcie udziału w naszej ankiecie! :)


--------------------------------------------------------



~~ Harry ~~
Westchnąłem głośno, a głos mi zadrżał. Byłem tutaj sam, ale doskonale słyszałem  harmider za drzwiami. Oparłem się obiema rękami o blat z umywalkami i spojrzałem posępnie na marmur, którym był wyłożony. Po chwili odkręciłem kran, z którego od razu zaczęła płynąć woda. Nabrałem ją w dłonie, pochylając się i zanurzyłem twarz w wodzie. Z zamkniętymi oczyma zakręciłem kurek, przetarłem oczy wierzchem dłoni i otworzyłem je. Spojrzałem przed siebie, a moje usta otworzyły się ze zdumienia... Pomimo tego, co widziałem, nie śmiałem się obrócić. Nadal patrzyłem przed siebie na odbicie w lustrze...



<<Kilka godzin wcześniej>>

~~ Louis ~~
  Dzyń, dzyń... Przeciągnąłem się i wyciągniętą ręką wyłączyłem budzik. Przewróciłem się na drugi bok, gotów spać dłużej, ale przypomniałem sobie, o tym jaki mamy dzisiaj dzień. To miało być teraz albo nigdy... Otworzyłem oczy i spojrzałem na widok za oknem, niezbyt rewelacyjny. Cóż przyjechałem do Londynu na kilkanaście dni, a to miejsce i tak wynająłem na ostatnią chwilę. Usiadłem bez oporów na brzegu łóżka i zastanawiałem się co teraz. Wstałem i podszedłem do szafy, powoli ją otworzyłem. Przejeżdżałem wzrokiem po niedbale ułożonych częściach garderoby, już wyciągnąłem rękę po czarny T-shirt, kiedy nagle przypomniałem sobie pewną rzecz. "Louis, na kogo chcesz wyglądać? Jak cię widzą, tak cię piszą..." - mruknąłem sam do siebie pod nosem i rzuciłem T-shirt na szafkę. Stanąłem przed szafą i przygryzłem wargę. Nigdy nie miałem takich problemów, a teraz... Westchnąłem głośno. Mój wzrok powędrował na dolną półkę, gdzie ujrzałem szkolny mundurek, w którym odbyłem drogę i nagle wiedziałem, jak chcę być dzisiaj spostrzegany...


~~Harry~~
- Wstawaj, kochanie! Dzisiaj wielki, wielki dzień! Twój dzień! - powiedziała dość głośno do mojego ucha, żeby wyrwać mnie z krainy Morfeusza. 
- Mamo... ! - powiedziałem przeciągle z wyrzutem, po czym zasłoniłem sobie twarz poduszką. 
- Nie trzeba było tak do późna ćwiczyć i tak jesteś dobry! - mruknęła i wyszarpnęła mi kołdrę. - Poza tym Harry... Takie zachowanie nie przystoi! Możesz gwiazdorzyć, jak już wygrasz! - burknęła z większym wyrzutem niż ja wcześniej.
Odrzuciłem poduszkę i spojrzałem na nią. 
- Ja nie... - zacząłem, a ona mi przerwała.
- Ja wiem, nie gwiazdorzysz, ale nie ma lepszej motywacji niż kontratak! Zapamiętaj to sobie, bo jak już trafisz do showbiznesu to, to się okażę ważną wskazówką! A teraz wstawaj! Idę zrobić śniadanie... - rzuciła jeszcze wychodząc z pokoju. 
Patrzyłem jak opuszcza pokój, po czym wziąłem poduszkę i westchnąłem "yyy..." , tłumiąc nią dźwięk. Opadłem na łóżko i spojrzałem na sufit. 
- Hej... - zaczęła nieśmiało, a ja spojrzałem jak wychyla się zza framugą drzwi.
- Cześć - odpowiedziałem i znów skierowałem wzrok na sufit.
- Hej, brat! Wstawaj leniu! - podeszła do mnie i wysunęła spode mnie prześcieradło tak, że spadłem z łóżka, z głośnym krzykiem.
- Gem! A to za co? - spytałem ocierając głowę, która przed chwilą zderzyła się z meblem. 
- Za to, że... Że jesteś z naszej rodziny, a w naszej rodzinie nie ma miejsca dla leni! - krzyknęła mi w twarz, po czym się uśmiechnęła i wychodząc z pokoju, zatrzymała się w framudze. Oglądając się na mnie dodała, słodkim głosem, jakże odmiennym tonem, do tego przed chwilą - Kochany braciszku... idę pomóc mamie w przyrządzaniu twojego ulubionego śniadania, naleśników! - przeciągnęła ostatnie słowo i wyszła. Słyszałem jeszcze, jak krzątają się po mieszkaniu. Wynajęliśmy to miejsce na kilka nocy, głównie z okazji mojego castingu do X factor... Jednak te dwie kochane kobiety w moim życiu (a właściwie Gemma wyszła z tym pomysłem), że zwiedzą sobie przy okazji Londyn, w dokładnie część ze sklepami odzieżowymi. Praktycznie rozumiałem je, bo Holmes Chapel, w którym mieszkamy i który leży w Cheshire, jest oddalony od Londynu około 250km, więc nieraz przyjechaliśmy obejrzeć to wspaniałe miasto. "Dobra, pora wstawać, Harry!" - sam sobie wydałem rozkaz, który od razu wykonałem. Podszedłem do otworzonej na ziemi walizki i wyjąłem stamtąd: brązowe spodnie, biały T-shirt i szary luźny sweter. Obejrzałem się w lustrze i podciągnąłem rękawy. Na szyi luźno zawiązałem swój ulubiony szal, a na lewą rękę wsunąłem moje ulubione bransoletki i frotkę, którą kiedyś dostałem od ojca. Przeczesałem ręką włosy i tak nic nie da rady tym lokom. Poczułem wspaniały zapach wanilii, który zawiódł mnie do kuchni. 
- Hmm...hmm... - oblizałem palec z nutelli. - To chyba będzie najlepszy dzień w moim życiu jeśli się nawet nie dostanę... - powiedziałem, bo mama obiecała mi jedną rundkę London Eye, które było stałym punktem na liście spraw "do załatwienia", za każdym razem kiedy odwiedzaliśmy Londyn. 
- Ach! Ile razy mówiłam ci, że masz nie wyżerać prosto ze słoika! - powiedziała Gem przedrzeźniając głos mamy, która zawsze tak mówiła, kiedy nas na tym nakryła, ale tym razem tylko moja siostra była świadkiem. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja pierwszy się opanowałem i przygryzłem wewnętrzną stronę policzka. 
- Ej, brat... Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze! Zobaczysz! - dotknęła mojej ręki leżącej na stole przy tych słowach otuchy i uśmiechnęła się trochę krzywo, widząc, że to niewiele dało. - Masz to! Niech ci doda szczęścia na scenie! - zdjęła z włosów szarą materiałową opaskę i mi ją wręczyła. Uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem na "dar", po czym owinąłem go sobie dwukrotnie wokół prawego nadgarstka. Powiedziałem nieme "dziękuję", bo mama właśnie zaczęła monolog o myciu rąk przed posiłkiem i gotowych naleśnikach. Spojrzałem wdzięczny i teraz pewniejszy na moją siostrę jeszcze raz, a ta odpowiedziała mi niemym "nie ma za co" i wysłała mi buziaka. A ja uśmiechnąłem się szerzej pochylając się nad naleśnikami. 

~~Louis~~
Jechałem właśnie czerwonym autobusem typu "double decker". Mijaliśmy za oknem, co ważniejsze punkty Londynu. Nie mogłem uwierzyć, że właściwie moi rodzice zgodzili się na samotną podróż do tego miasta z Doncaster. Nigdy nie wydawało mi się to daleko, do dzisiaj przynajmniej... Właśnie stanęliśmy na czerwonym świetle, a ja po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czemu nie wybrałem metra. Spojrzałem przez okno po mojej lewej, zauważyłem Big Bena górującego nad dachami i kominami domostw. Pomimo młodej godziny, wszędzie było pełno ludzi, nie dziwiłem się dlaczego nazywają to "ciągle żywym" miastem. Wyciągnąłem telefon komórkowy i napisałem do rodziców krótką wiadomość, żeby się nie denerwowali...                                ***
Tutaj był jeszcze większy tłok niż sądziłem, że będzie... Podszedłem do informacji, podałem im swoje dane osobowe, a oni wydali mi ankietę i przylepili kartkę z numerem "155204". Ankieta? A no tak... Przecież każdy z uczestników musiał napisać kilka słów o sobie. Takie tam: co lubisz, co robisz i coś o śpiewie... Usiadłem w kącie z moim plecakiem z żywnością między czarnoskórym mężczyzną, a panią w podeszłym wieku. Wyciągnąłem długopis i zacząłem uzupełniać. Imię i nazwisko, wiek, praca, numer seryjny, miasto, zainteresowania... Rozejrzałem się beznamiętnym wzrokiem po innych uczestnikach, wielu z nich wyglądało, jakby to było na ich porządku dziennym - castingi do X factora, nic wielkiego. Odnosząc uzupełnione kartki, zastanawiałem się jak liczny musi być sztab, który nad wszystkim sprawuje kontrolę. Jeśli jest tylu uczestników... Pewnie muszą mieć urwanie głowy!

~~Harry~~
- Powodzenia skarbie! Na pewno będziesz najlepszy! - powiedziała  mama podjeżdżając pod ogromny budynek. Moja mama była jedyną osobą, która sądziła, że mam talent i ciągle mi powtarzała, że powinienem spróbować. Ale jak to matki... po prostu idealizują swoje dzieci, dlatego byłem sceptycznie nastawiony do tego, co robiłem. Wysiadałem z auta zabierając mój plecak, który przerzuciłem przez jedno ramię i spojrzałem w stronę zatłoczonego wejścia, przełknąłem głośno ślinę i zrobiłem pierwszy krok w jego kierunku. 
- Połamania nóg, niezdaro! - krzyknęła jeszcze moja siostra za mną, a ja obejrzałem się i zobaczyłam, jak ich auto ginie wśród zabudowań. Spojrzałem ku niebu, a potem na opaskę na prawym nadgarstku. "Wszystko będzie ok" - pomyślałem i pewniej wszedłem do środka, gdzie panował totalny rozgardiasz. Z trudem odnalazłem informację, do której stała długa, jak pociąg, kolejka. Włożyłem słuchawki w uszy i starałem się nie myśleć o tym, co czeka mnie w dniu dzisiejszym... Ruszałem rytmicznie nogą w rytm mojej ulubionej piosenki zespołu Pink Floyd, kiedy przede mną były już tylko dwie osoby. Gdy nadeszła moja kolej, podałem swoje dane, a w zamian dostałem ankietę i numer seryjny do przyklejenia. "Mam wielką nadzieję, że numer "165998" przyniesie mi dzisiaj szczęście" - pomyślałem przyklejając go do koszulki. Oddaliłem się 6 metrów od informacji i oparłem o ścianę, by wypełnić kartkę o sobie. W pierwszej kolejności wpisałem nazwę wykonywanej przez siebie piosenki, zanim zapomnę z nerwów jej słów albo i tytułu. Wróciłem do informacji i drżącą ręką wręczyłem ankietę jakieś młodej wolontariuszce, która najwidoczniej musiała tutaj pracować. Spojrzała na mnie rozczulonym wzrokiem, a ja czułem, że staje się czerwony na twarzy. 
- Najlepiej jest myśleć o swoich sukcesach, wtedy się mniej stresujesz - powiedziała, po czym odeszła, by pomóc gdzieś indziej. A ja osłupiały poszedłem w przeciwnym kierunku i usiadłem na jakiś schodach w rogu, by mieć trochę swobody i spokoju. Począłem myśleć o najmniejszych szczęściach i udanych bądź wygranych rzeczach... Powoli byłem już spokojny, spojrzałem na ekran mojego telefonu. Była 8:30, nie pocieszało mnie to zbytnio, że jest tak wcześnie... Miałem wystąpić przed jurorami dopiero popołudniu... Jeszcze raz spojrzałem na ekran modląc się, żeby była chociaż godzina później - chciałem mieć to wszystko, jak najszybciej za sobą.  Niestety była ta sama godzina, ale zauważyłem coś innego. W kącie ekranu mrugała ikonka wiadomości, dotknąłem ją i spojrzałem na wiadomość, którą dostałem. "Powodzenia synu! Trzymam za ciebie kciuki! Pobij ich wszystkich:)". Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, tata nie mógł z nami przyjechać, bo musiał zostać w pracy. To właśnie ojciec zawsze mówił, że mam "słomiany zapał" i nigdy nie kończę tego, co zacząłem, że tylko mówię, a nie czynię. Gdy usłyszał o castingu też nie był pozytywnej myśli, dlatego teraz byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że znów we mnie uwierzył. Jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a ja wytarłem ją frotką od ojca i wystukałem szybko na klawiaturze wiadomość zwrotną: "Nie zawiodę cię, tato!"...

~~Louis~~
Patrzyłem na szczęśliwe i na przemian smutne twarze osób, które wychodziły z "pokoju" przesłuchań. Niektórzy starali się zatuszować miotające nimi emocje, inni obwiniali jurorów, a jeszcze inni mówili "nie tym razem, ale następnym" i śmiali się szczerym śmiechem. Jednak byli też tacy, którzy wybiegali skacząc i ciesząc się z sukcesu. Spoglądałem na tych ludzi znad mojej książki, która jakoś nie wzbudzała zbytnio mojego zainteresowania. Było na razie południe. Zjadłem kanapkę i odbyłem już rozmowę z dziennikarzem,  który podchodził do losowych osób pytać się o ich przeżycia, emocje i właściwie po co tu przyszli. Wstałem, wziąłem swoją torbę i poszedłem szukać toalety, bo te 2 butelki wody właśnie zaczęły o sobie znać. Zawsze jak się denerwowałem to dużo piłem, nie pokazywałem tego w inny sposób. Dlatego tylko mnie nie dziwiło, że wypiłem w 6 godzin 2 litry wody. Chodziłem po wielkiej sali pełnej ludzi, by znaleźć drzwi do toalet. Uznałem, że najlepiej będzie sprawdzić na jakimś planie budynku i tak oto zrobiłem. Plan znajdował się obok gaśnicy i przycisku pożarowego, więc nie było ciężko go znaleźć. Na planie tylko tego piętra znajdowały się 4 ubikacje męskie. Wybrałem tą najbardziej oddaloną od głównego "ognia" uczestników, w obawie przed kolejkami. Skręciłem wzdłuż schodów na uboczu i wszedłem do toalety oznaczonej trójkątem. Ściany wyłożone niebieskimi kafelkami pasowały do marmurowego blatu z umywalkami nad którym wisiało ogromne lustro. Odbicie przedstawiało kabiny na przeciwko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, z boku znajdowały się pisuary. Podszedłem do nich już trochę na granicy wytrzymałości. Nie mogłem uwierzyć, że to miejsce było zupełnie puste, byłem tu sam... A może niezupełnie? Usłyszałem jak ktoś ćwiczy gamy i stara się pociągnąć wyższą tonację. Spodobał mi się ten młody głos z chrypką. Zapiąłem rozporek w momencie kiedy za mną wydobył dźwięk skrzypnięcia drzwi. Obróciłem się i podeszłem do umywalek. Widziałem chłopaka, który pochylał się nad jedną z nich i obmywał sobie twarz. Plecak u jego stóp wskazywał, że też od dawna czeka. Spojrzałem na jego brązowe loki, uśmiechnąłem się, przechylając głowę i przygryzając delikatnie dolną wargę. Po chwili zorientowałem się, że nie słyszę już lejącej się wody. Mój wzrok padł na lustro, a tam zauważyłem twarz zdezorientowanego, a może i wystraszonego chłopaka. Jedno wiedziałem na pewno, jego duże zielone oczy, z którymi skrzyżowało się moje spojrzenie w lustrze i szeroko otwarte usta, wskazywały, że był zdumiony moją obecnością...

~~Harry~~
W odbiciu widziałem, starszego od siebie, chłopaka, przynajmniej tak myślałem po tym w co był ubrany: jeansy, białą koszulę, na którą zarzucony miał beżowy sweter, a do tego zawiązał na szyi czarny krawat. Spoglądał na mnie swoimi niebieskimi oczyma tak, że przeszedł mnie dreszcz. Opuściłem wzrok na dłonie. "Od jak dawna tu był? Słyszał mnie? Czemu przyszedł tutaj? Jest też tu ktoś inny? Czemu tak mnie penetrował wzrokiem? Od jak dawna stoimy w takiej ciszy?" - te myśli i jeszcze inne, przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością. Usłyszałem nucenie za sobą, więc spojrzałem spode łba na lustro. Zobaczyłem, że chłopak podchodzi do umywalek, kołysząc się na boki i nadal nucąc, umył ręce i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się kiedy zaczął śpiewać jedną z piosenek Oasis - "Wonderwall".  Spojrzał na mnie z ukosa, śpiewając: Today is gonna be the day
           That they're gonna throw it back to you
           By now you should've somehow
           Realized what you gotta do...
- No dalej. - szturchnął mnie ramieniem, a mi nadal rozbrzmiewał jego wspaniały głos w uszach, śpiewający tekst, który tak pasował do dnia dzisiejszego. - Przecież wiem, że to znasz. - dodał, a ja zrozumiałem o co mu chodzi. 
Odpowiedziałem mu dalszym tekstem piosenki:
                          I don't believe that anybody
           Feels the way I do about you now...
Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, a pode mną ugięły się kolana. "Co się ze mną dzisiaj dzieje?" - zadałem sobie pytanie. Ale odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na niego. Staliśmy teraz na przeciwko siebie, więc doskonale widziałem jego niebieskie tęczówki, kojarzące się z kolorem tafli wody jeziora w moim rodzinnym mieście, mieniącej się w upalne dni. 
- Jestem Louis, Lou, Loui... Mów jak chcesz. - wzruszył ramionami i wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnąłem ją. - A ty jesteś? - zapytał jeszcze, a ja puściłem jego ciepłą dłoń. 
- Zestresowany... - odpowiedziałem i od razu ugryzłem się w język. Natomiast mój nowy kolega wybuchnął śmiechem. - To znaczy po prostu Harry! - dodałem. 
- Hah, ładne imię... Zestresowany po prostu Harry... To się piszę łącznie? - zaśmiał się, a ja czułem, że moje pliczki zaczynają piec. 

~~Louis~~
Zrobił się delikatnie czerwony na policzkach, zastanawiało mnie, ile jest ode mnie młodszy... Zrozumiałem, że jestem dodatkowym stresem dla chłopaka, podrapałem się po głowie. Spojrzałem na jego opuszczone zielone oczy. A właściwie, przy takim oświetleniu, jego tęczówki wydawały się zupełnie szare, aż szkoda tego zielonego koloru. 
- Wiesz... - zacząłem opierając się o marmurowy blat. - Skoro jesteś konkurencją, a słyszałem cię wcześniej... No i jestem bardzo szczery... Masz dobry głos, Harry. - powiedziałem spoglądając na drzwi za nim, bałem się, że ktoś zaraz wejdzie.
- Hmm... Dzięki. - powiedział, a potem spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze, pokazując wszystkie zęby w uśmiechu. - Ty też jesteś niezły! - dodał, ale nie zważałem na to, bo przyglądałem się jego słodkim dołeczkom. 
- Dzięki... - przeniosłem powoli wzrok z jego dołeczków i ust, na jego oczy tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Czy mogę wiedzieć, co zaśpiewasz przed jury? - spytałem trochę niepewnie.
- Oh. No jasne... To będzie "Isn't she lovely" Steva Wondera. - dokończył patrząc na mój krawat i marszcząc brwi.
- To leci tak... Co nie?  
             Isn't she lovely
             Isn't she wonderfull...
- zaśpiewałem dwa pierwsze wersy, a chłopak przytaknął z uśmiechem.
- No skoro jesteś moją konkurencją i wiesz już o mnie sporo, to może powiesz mi co ty wykonasz? - zapytał pewniejszy siebie, spoglądając na mnie, jego oczy znów miały zielony odcień.
- Hah! Czyżby to był kontratak? - zaśmiałem się, a chłopak znów uśmiechnął się pokazując dołeczki. - Cóż to będzie "Hey there Delilah". - odpowiedziałem, a Harry zaczął śpiewać:
            Hey there Delilah
            Don't you worry about the distance
            I'm right there if you get lonely
            Give this song another listen
            Close your eyes
            Listen to my voice it's my disguise
            I'm by your side.
Coraz bardziej podobał mi się jego zachrypnięty głos.
- Tak... Masz na serio wielki talent... - powiedziałam, a on się trochę zarumienił, opuszczając wzrok. - I poza tym myślę, że mógłbym o tobie wiedzieć więcej... - dodałem, a on spojrzał na mnie. Oboje przestaliśmy się do siebie uśmiechać. Nagle ktoś wszedł do łazienki i udał się do kabiny. 
- Hmm.. - chrząknął Harry. - Miło było cię poznać Lou. - powiedział i udał się w stronę drzwi, przerzucając przez ramię plecak. - Mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewamy w duecie. - dodał jeszcze, nie obracając sie za siebie. Szybko podbiegłem do drzwi, co go zdziwiło. Otworzyłem je przed nim, przepuszczając go. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, po czym wyszedł na korytarz, a ja za nim. Zaczął się oddalać, ale ja chwyciłem go za przegub ręki.
- Też pewnie czekasz do późna... Może kawa? - spytałem z nadzieją w głosie, puszczając jego rękę. Chłopak zastanawiał się nad mymi gestami i rozważał propozycję przez chwilę.
- Z przyjemnością. - powiedział, po czym dodał. - Będziesz miał okazję dowiedzieć się więcej o swojej konkurencji. 
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. 

KONIEC rozdz. 1

Opracowała B:)

PS Proszę o głosy w ankiecie z boku! O tym opowiadaniu i o tym drugim...
PSS Chcę zmienić "delikatnie" wygląd bloga, bo jestem kobietą, a kobiety zmienne są, więc ostrzegam! :)
PSSS Dziękuję wszystkim, którzy czytają naszego bloga:)
PSSSS Mama mnie zabije! :C
 

sobota, 18 sierpnia 2012

Dziewięciolatka całym dniem...

Jak w poście widzicie... Cały dzień opiekowałam się dziewięciolatką... I to taką, która robi wszystko to co ja i musi znać moje zdania, żeby mieć zdanie na jakikolwiek temat, bo musi myśleć to co ja... No nie ważne, ale w skrócie macie czemu nic nie wstawiłam. Ale jutro to się zmieni na 176%. Mam pomysły, mam zamówienia, mam wenę i tego będę się trzymać:D Jeszcze raz dziękuję za wspaniałe komentarze i... Wiki...filmik? Robisz filmiki? Podaj link:D I wyjaśnij o co chodzi:)

Wasza B


PS: Wstawiam mój rysunek z cyklu "Disney'owskie postacie", bo mi się nudzi:)




PSS: Co planujecie na urodziny Liama??:D

niedziela, 6 maja 2012

Ciekawostki (VII) - 1D



  • Trwają dyskusję co do stworzenia filmu o One Direction w 3D.
  • W jednym z wywiadów przeprowadzonym parę miesięcy temu Harry postanowił zdjąć wszystkie ubrania żeby rozpraszać chłopaków. { hahaha. }
  • Chłopaki o sobie: "Jesteśmy takimi chłopakami że gdy wrzucisz nam na scenę stanik, podniesiemy go i będziemy sobie robić z niego żarty."
  • Jeden z chłopaków: "Niall jest okropny w poznawaniu celebrytów. Gdy spotkaliśmy Michael'a Buble musiałem trzymać go za rękę przez cały czas."
  • Reporter: "Czy którykolwiek chłopak z waszego zespołu jest gejem?" Chłopaki: "Ah, nie. Kochamy nasze dziewczyny!"        { wiadomo! :D }
  • "Nie nazywaj dziewczyny flirciarą, jeśli tylko jest miła i nie mów o niej że ma obsesje, jeśli ona po prostu jest zakochana" - Zayn. { uwielbiam te jego złote myśli i rady  }
  • Trzy fanki które śpiewały raz z chłopakami na scenie, były potem prześladowane przez innych fanów.  
  • Gdyby dwóch z nich zakochało się w tej samej dziewczynie, rozwiązali by to jak mężczyźni... grając w scrabble lub kółko krzyżyk bądź papier kamień nożyce { haha ;D } 
  • Piosenkę "Tell Me A Lie napisała" Kelly Clarkson. Postanowiła że da ją chłopakom. < kliknij i posłuchaj jak ją śpiewa. >.
  • Louis: Małżeństwa gejów są akceptowane w Nowym Jorku? Dalej Harry, przeprowadzamy się!
  • "Harry raz powiedział mi że gdybym był dziewczyną, byłbym pierwszy na liście rzeczy "do zrobienia" - Zayn. { o.O }
  • Gdyby Liam mógł, zmniejszył/urozmaicił by swoje przemówienie na BRIT Awards.
  • Liam powiedział że jest skłonny do spróbowania/noszenia "budgie smugglers" w Austalii. { to taki rodzaj kąpielówek dla facetów. bardzo obcisłych kąpielówek  }
  • Reporter: "Więc, z ilu letnią kobietą byś się umówił?"       { chodzi tu o starsze od niego } Niall:"Harry, ile lat ma twoja mama?" { haha :D }
  • Liam: "Cher to tylko przyjaciółka." Louis: "Czy widziałeś kiedyś film "To tylko sex" ("Sex Story")?"{ film o dwojgu ludzi którzy są seks przyjaciółmi ;d } Liam: "Czy chcesz skończyć w tym basenie?" {hahaah}
  • Chłopcy zdobyli na BRIT Awards 89% głosów. { Directionerki górą :D }
  • Zayn będzie najprawdopodobniej rapował na następnym albumie. { moja reakcja - klik. } 
  • Gdy Lou się nudzi, bawi się lokami Harry'ego.
  • Liam je lody widelcem. 
  • Liam mówi na swoje wyprostowane włosy "Aussie". {co to znaczy? haaha} 
  • Ulubionym typem jedzenia Harry'ego jest jedzenie meksykańskie.{serio...? jak można lubić słonego kurczaka w słodkim sosie waniliowym...?? :D}


Tak na koniec dodaję ciekawostki :) - X

Ładne? Męczyłam się nad tym cały tydzień, a zostawiłam u kuzynki...shit..mówi się trudno tylko zdjęcie mi zostało.. :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Imagine - Zayn (III) - prezent dla X


 Chciałaś długie, to proszę! (czytaj 7 stron w Wordzie)...

Znasz chłopaków z parę dobrych lat… Z całą piątką świetnie się dogadujesz, a szczególnie z Zaynem. Czasem masz wrażenie, że to coś więcej… W końcu często robicie jakieś dwuznaczne gesty, jakbyście byli parą i nie tylko ty tak myślisz… Wiele razy się zdarzyło, że ktoś pomyślał, że między wami jest coś więcej niż przyjaźń. Pewnego dnia wstałaś bardzo późno i spojrzałaś na zegarek… O boże, już 10:00! A ty jesteś umówiona z chłopakami u nich w domu o 11:00! Wyskoczyłaś z łóżka jak oparzona, ubrałaś się i doprowadziłaś do porządku… Wybiegłaś szybko z domu i prędko wskoczyłaś do jadącego autobusu. Do drzwi chłopaków zapukałaś o 11:05, drobne spóźnienie, ale jednak spóźnienie… Otworzył Ci Zayn w samych jeansach… Zobaczył Cię i pospiesznie wyjął słuchawki z uszu. Uśmiechnął się i powiedział:
Zayn: Miło Cię widzieć, Meryem [czytaj Merjem]… Szczególnie, że nie byliśmy umówieni…
*Mówiąc to opiera się o framugę drzwi. A ty nie możesz oderwać wzroku od jego torsu i tych napiętych mięśni…*
Mera: Takk…< trochę jesteś oszołomiona tą sytuacją, po czym dopiero do ciebie dociera, co powiedział>
Z: Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz, Mera… Byliśmy umówienie na środę, a jest?
M: A jest wtorek. <robisz klasycznego FACEPALMA>
Z: Może wejdziesz, byłbym bardzo szczęśliwy…
*Zayn uśmiecha się tym słodkim uśmiechem, więc nie możesz odmówić… Oboje wchodzicie do środka… Zayn idzie przodem, po czym się obraca i uśmiecha się patrząc się na ciebie*
Z: Jak chcesz mogę włożyć koszulę…
M:Yyyy… Jak chcesz… Chłopaków nie ma? <próbujesz szybko zmienić temat, aby nie zauważył twojego roztargnienia>
Z: Tak, nie potrzebnie do nas przyszłaś, ale muszę przyznać Mer, że była to bardzo przyjemna niespodzianka…
*Krzyżuje ręce i opiera się o stół… Robi swoje słynne spojrzenie, od którego uginają Ci się nogi, ale zdobywasz się na odwagę, by nie zemdleć i mówisz…*
M: Koszula?
Z: A no tak, przepraszam…
*Na chwilę zostawia cię samą, po czym wraca, gdy rozbrzmiewa głośne burczenie w twoim brzuchu, Zayn od razu się uśmiecha…*
Z: Widzę, że ktoś tu jest głodny… Co nie Meryem?
M: Tak, spieszyłam się, więc nie zdążyłam zjeść śniadania…
*Chłopak otwiera lodówkę, po czym dodaje..*
Z: Na co ma księżniczka ma ochotę?
M: Obojętnie. Zjadłabym konia z kopytami!
Z: No to będzie jajecznica…< wyciąga różne produkty z lodówki>
<wstajesz by mu pomóc, lecz on zatrzymuje cię gestem ręki>
Z: Dzisiaj ja dla Ciebie gotuję, siadaj i ciesz się wolnością!
*Patrzysz jak rozbija jajka i zaczyna je smażyć, po chwili zaczyna śpiewać ‘’What Makes You Beautiful” i co jakiś czas patrzy na ciebie, co automatycznie sprawia, że zaczynasz się uśmiechać… Nie zauważasz, kiedy Zayn przygotowuje do końca posiłek dla ciebie… Podaje ci talerz z jajecznicą i dwiema kromkami chleba posmarowanymi masłem*
Z: Smacznego… Mam nadzieję, że będzie Ci smakować…
M: Dzięki. Na pewno…
*Zayn zaczyna myć naczynia, widać że jest w śpiewającym humorze i to dosłownie, bo zaraz zaczyna śpiewać ‘’Let me love You” i widzisz, że kilka razy spojrzał na ciebie podczas jej śpiewania… W końcu poczekałaś, aż na ciebie znów spojrzy… Wasze spojrzenia się skrzyżowały, ale on szybko opuścił wzrok i  chwilę potem przestał śpiewać… Teraz  przerzucił ścierkę, którą wycierał naczynia przez ramię i obiema rękoma oparł się o blat zmywaka… Podeszłaś do niego i położyłaś rękę na jego dłoni, on spojrzał na ciebie… Wziął ręce i odsunął się na chwile od blatu, po czym stanął do ciebie tyłem, jedną ręką oparł się o bok, a drugą zasłonił twarz… Obróciłaś się do niego i czekałaś aż coś zrobi…Myślałaś że zrobiłaś błąd, ale miałaś już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę! Niby przyjaciele, niby para, niby coś więcej, ale nic… Nagle Zayn podszedł do ciebie, a ponieważ opierałaś się o blat, Zayn oparł się o niego rękoma, tak że byłaś zablokowana z jednej, jak i z drugiej strony… Wasze twarze prawie się stykały…*
Z: Mam dosyć tej naszej przyjaźni… Nie zrozum mnie źle… Ja po prostu chcę czegoś więcej…
M: Czuję się jakbyś mi czytał w myślach <uśmiechasz się niepewnie>
Z: Co ty na to? Przyjadę po ciebie o 21:00 i pójdziemy na wieczorny seans  tego filmu, który Harry tak wychwalał…
M: Świetny pomy… <nagle przerywają wam chłopacy, którzy roześmiani wchodzą do domu, co jednocześnie oznacza, że do kuchni, nagle się zatrzymują widząc całą tą sytuacje, więc automatycznie się od siebie odsuwacie>
Louis: Wow i nas nie zaprosiliście? Z chęcią bym się przyłączył!
Harry: Ej, a ja? Co z nami Lou? Co z Larrym? Nie pomyślałeś o nas? Ja tam wolę nie pytać się o tą całą sytuację, mogę się założyć, że zaraz sami wszystko wyśpiewają…
M: Taa… To ja już może pójdę… <wychodząc przez drzwi mówisz jeszcze> To do zobaczenia później… <i wychodzisz>
Liam: O to jeszcze nas dzisiaj odwiedzi?
Harry: Myślę, że nie zupełnie… Zayn?
Z: Idziemy o 9:00 na ten film co nam polecałeś Hazza…
H: Ale ty wiesz, że to horror? Uuu pewnie to umyślnie, żeby cała była dla ciebie, co? Cmok, cmok…
Z: Przymknij się Harry…
H: Uuuu… Ktoś tutaj…< nie kończy, bo Zayn go popycha> No dobra koleś, już skończyłem…
~~~~W twoim domu~~~~
Nie wiesz kompletnie w co się ubrać, więc przetrząsasz całą szafę i w końcu stwierdzasz, że nie ważne w co się ubierzesz, tym razem Ci się uda… Dlatego ubierasz zwykłe jeansy i T-shirt… Ale makijażu sobie nie odpuścisz! Oczywiście nakładasz go niewiele, tak by wyglądał naturalnie, bo wiesz że Zayn taki lubi… Nie zauważasz kiedy zbliża się godzina zero i słyszysz dzwonek do drzwi… Już 9:00 i to Zayn! Był ubrany w jeansy (te które miał rano!), koszulę w kratkę (tym razem inna), pod którą miał biały     T-shirt. Jak przystało na prawdziwego mężczyznę przywiózł ci bukiet kwiatów i to jeszcze twoich ulubionych  tulipanów! W drodze Zayn sypie żartami z rękawów, nie chcesz być gorsza i też rozśmieszasz go do rozpuku… Gdy dojeżdżacie, kupujecie bilety na ‘’Piątek 13” , kupujecie przekąski i wchodzicie do Sali jest 22:30. Film skończył się o ok. 24:30… Zamiast wracać taksówką, wybieracie długi spacer do domu… Jak się okazało zostawiłaś telefon u chłopaków (Zayn dostawał od Ciebie dziwne wiadomości, tak winowajcą był Harold), więc zmierzacie do domu Zayna… Przez cały czas rozmawiacie o wszystkim, nawet o firmach soku i serach, po prostu czujecie że możecie przy sobie gadać o wszystkim… Zayn stwierdza, że poniesie cię do Hyde Parku, bo to jeszcze kawałek stąd… Na początku próbujesz go odsunąć od tego pomysłu, ale on Cie bierze tak, że musisz go objąć nogami w pasie…

Nadal rozmawiacie o wszystkich tematach jakie się wam nasuwają… Mija 50 minut, kiedy docieracie do parku… O tej godzinie (1:50) to cud spotkać tu żywą duszę! Idziecie ścieżką, trzymacie się za ręce…


*Nagle słyszycie jakieś tajemnicze dźwięki, ale nie znacie ich pochodzenia… *
M: Słyszałeś to? To zupełnie brzmiało, jak…
Z: …ten obryzgany krwią facet z filmu, który wszędzie chodził w masce hockeyowej z piłą? Spokojnie, bez przesady, przy mnie nie musisz się bać…
*Zayn obraca Cię do ciebie, tak że stoicie teraz do siebie twarzą w twarz… Zayn opiera swoją głowę o twoje czoło… i dotyka delikatnie palcem twój nos, cały czas przy tym słodko się uśmiechając. Nagle słyszycie sapanie, oboje obracacie się w jedną stronę… Widzicie faceta z maską hokejową i piłą łańcuchową takiego samego, jak w filmie!*
Z: Wiejemy?
M: Myślę, że to chyba dobry pomysł…
*Zaczynacie biec przed siebie cały czas trzymając się za ręce… Biegniecie, biegniecie, sapanie i kroki za wami cichną…Aż nagle Zayn zaciąga Cię za drzewo obok krzaków tak, żeby was nie było widać… Więc praktycznie całym ciałem do siebie przywieracie… Patrzycie sobie w oczy i Zayn mówi:
Z: Jeśli mamy dzisiaj zginąć z rąk tego  szaleńca to chcę zrobić przynajmniej jedną rzecz, żeby potem nie żałować, że zmarnowałem cały ten czas, który mieliśmy przez te parę lat…
*Nie zdążyłaś zapytać się nawet o co mu chodziło, bo zaczynacie się całować i to bardzo namiętnie, tak jakby to był wasz pierwszy i ostatni pocałunek w całym waszym  życiu… Zayn jedną ręką  trzyma twoją twarz, a drugą przytrzymuje cię w talii, ty natomiast trzymasz go za kark, a druga twoja ręka jeździ po jego torsie… Niespodziewanie pocałunek przerywa wam facet z piłą łańcuchową wyskakujący z krzaków! Znowu zaczyna biec i czasem zwalniacie, co chwile spoglądacie do tyłu, ale się nie zatrzymujecie, aż do domu Zayna nie zostaje wam kilometr…*
Z: Wow, już jest ok. 4:00 nad ranem… szybko mi mija czas w twoim towarzystwie, Meryem… Ale ani jedna sekunda, nie jest czasem straconym… *to mówiąc obejmuje Cię w pasie*
M: Taa… pewnie bym była już w domu, gdyby nie ten telefon… no i oczywiście facet z piłą…
*Oboje zaczynacie się śmiać, Zayn jeszcze bardziej ściska cię w pasie…*
Z: Ja się tam cieszę, że go zapomniałaś…
M: Ponieważ popisałeś sobie dwuznaczne wiadomości z Harrym?
*On spuszcza na chwilę wzrok, jakby się zastanawiał jak to ująć w słowa, ale chyba stwierdził, że szybko zmieni temat, jak ty dzisiaj rano, gdy nie miał koszuli… Stajecie w framudze drzwi…*
Z: Zobacz już jesteśmy na miejscu! Szkoda, że ten wieczór się tak szybko skończył, dla mnie moglibyśmy spędzić dzisiaj jeszcze drugie takie…
<Nie kończy, bo mu przerywasz pocałunkiem… tym razem delikatniejszym, gdyż nie grozi wam już niebezpieczeństwo… ‘’Tak jakby kiedykolwiek mogło, w tych jego silnych, umięszonych ramionach” – myślisz. Gdy kończycie Zayn jest troszkę oszołomiony, ale jest wstanie tylko powiedzieć…
Z: Yyyy… tak, telefon….
*Zaczynasz się śmiać. Wchodzicie do środka… I widzicie, że cały dom jeszcze tętni życiem! Wszyscy, oprócz Harrego (dziwne…) siedzą przed telewizorem i oglądają jakieś programy, które na pewno musiały się zacząć po 24:00… (czytaj nie dla dzieci)… Kiedy was zauważają momentalnie przełączają na MiniMini, przez co na ekranie 32- calowej plazmie pojawia się chrapiąca rybka…*
Z: Nie musieliście przełączać dla nas… Z wielką chęcią razem z wami byśmy pooglądali niezależnie co to było…
M: Weź Zayn… *lekko go pchasz ręką w tors* Nie widzisz, że im wstyd?
Niall: No widzisz, do czego doprowadzasz?
Lou: Twoja dziewczyna musi nas bronić…
M: Właściwie to…
Z:Ej, a ty lepiej patrz na swoją dziewczynę! Właśnie gdzie jest Hazza?
*Wszyscy kręcą głowami, aż wreszcie Lou pęka…*
Lou: Boże! Może mój chłopak został postrzelony i gdzieś się teraz beze mnie pałęta… O losie!
*Nagle, jak na zawołanie, wchodzi szaleniec z piłą… Ściąga maskę i ciuchy obryzgane krwią… Przecież ten szaleniec, który ich gonił przez cały wieczór to Harry! Na początku nie zauważa Mery i Zayna, którzy zaczeli szukać telefonu po kuchni*
H: Hah, ale się ubawiłem… Nie poznali mnie! Jak przede mną uciekali : ‘’A uważaj ten facet z piłą…” Serio Zayn piszczał jak mała… <nagle zauważa wściekły wzrok tego wymienionego przed chwilą> Oh, część Kolo… Jak tam sprawy?
Z: Kolo? Ty kolo lepiej uciekaj, bo <Zayn nie kończy zdania, bo wybuchasz głośnym śmiechem, a za tobą Lou (pewnie chce wybawić chłopaka), a po nim cała reszta, aż w końcu Zayn zaczyna się uśmiechać…
M: No weź Zayn… Przecież przed chwilą sam powiedziałeś, żebyś podziękował temu szaleńcowi z piłą…
H: No właśnie, Zayn… Poza tym powinieneś być mi wdzięczny! To w końcu ja załatwiłem tobie ten upojny pocałunek z dziewczyną, w której się kochasz od 3 lat!
*Ty jesteś w 7 niebie, bo czułaś to co on już od tak długiego czasu, ale Zayn w tej chwili miał wymalowany mord na twarzy i nic… nawet gdyby cała planeta zaczęłaby się śmiać, kompletnie nic… nie zmieniłoby stanu, w którym się znajdował – czystej złości… Harry to zauważył, więc się trochę skulił i zaczął tyłem iść do schodów… Aż nagle Zayn tupnął i Harry biegiem rzucił się, pokonując schody co 3 stopnie i przewracając się co parę kroków…*
M: Ale musisz przyznać, że miał…. Mhm dość ciekawy sposób wyswatania nas… A tak a probo tych trzech lat…
*Zayn nagle stał się potulny jak baranek, jakby cała złość z niego wykipiała… Teraz tylko chciał ukryć prawdę… Ale na swoje nieszczęście oblał się rumieńcem i zaśmiał się nerwowo*
Z: Też od tak dawna to czułam, ty mój Supermenie… < i całujesz go w policzek>.
*Zayn od razu się uśmiecha*
Z: Wiesz myślę, że twój telefon jest u mnie w pokoju na górze…
~~~~W pokoju Zayna~~~~
Stoisz na środku pokoju, naprzeciwko łóżka. Zayn otwiera szafkę, chwilę w niej grzebie po czym wyciąga z niej twoją komórkę… Uśmiechasz się na widok zguby. Zayn do ciebie podchodzi, staje znów bardzo blisko ciebie. Patrzysz mu teraz prosto w oczy, pomimo tego, że musisz trochę zadzierać głowę, bo jest taki wysoki. Już myślisz, że dzisiaj pocałujecie się po raz trzeci, ale on opiera swoją głowę o twoje czoło, tak jak wtedy na ścieżce w Hyde Parku… Ale tym razem nikt wam nie przeszkodzi….*
Z: Wiesz, jest już prawie 6 rano, może nie wracaj do domu… tylko zostań tutaj…
M: Nie sądzę, że to byłby dobry… <Nagle przerywa wam ktoś zza drzwi>
Liam: Ej, uważaj na swoje nogi Niall.
Lou: I co Harry słyszysz coś?
H: Nie, chyba przerwali… Ogólnie myślę, że ten patent z szklanką jest jakiś oklepany…
Niall: A mówiłem, że obok okna Zayna jest drzewo i że możemy się wdrapać, ale wy nie, bo co? Bo mój pomysł jest głupi!
Liam: Hi Guys! Myślę, że się skapnęli, że tu siedzimy…
Lou: No nie no Sherlocku!
Liam: Niall! Weź te nogi!
Niall: To moje nogi i będę z nimi robił co chcę!
Liam: Ach, tak?
Niall: Tak!
Harry: Ej, ludziska! Przeszkadzacie  tym dwóm zabłąkanym duszom, które w  końcu się odnalazły i…
Zayn: Możecie nas zostawić samych?
Harry (zza drzwi): No właśnie! Nie słyszeliście chłopaka? Do swoich pokoi, już dawno po dobranocce!
*Słychać rozchodzenie się do pokoi i zamykanie kilku par drzwi…*
M: Kocham ich, ale nareszcie mamy spokój…
Z: Jesteś pewna? To patrz… Harry bierz tą szklankę i do swojego pokoju!
*Cisza*
Z: Liczę do 3 i wychodzę na korytarz… A przecież sam wiesz, że trenuję kick-boxing…
H: No dobra, już idę… Ale Kolo skąd wiedziałeś, że tu jestem?
Z: YYY… Bo jesteś Hazzą? Znam cię… Marszem do…
H: …swojego pokoju, tak wiem mamo…
*Odgłos kroków i zamykanych drzwi*
M: Korekta… Teraz nareszcie jesteśmy sami… <oboje zaczynacie się śmiać, Zayn odgarnia ci włosy z twarzy>. Wiesz, właściwie to może zostanę na noc… Boję się, że mogą mi się śnić koszmary dzisiejszej nocy, a ty już w parku udowodniłeś, że w twoim towarzystwie mogę być spokojna o moje bezpieczeństwo…
*Zayn uśmiecha się tym swoim słynnym uśmiechem (tak, a żebyś wiedziała - laski mdleją)… I całujecie się jeszcze parę razy, przed snem… W nocy do niczego nie dochodzi, zasypiasz w koszuli Zayna, tak w tej w której chciał cię obronić przed Harrym… Przez całą noc Zayn nie wypuścił cię ze swych objęć…
Jakoś nikogo nie dziwiło, że rano wstałaś i w jego koszuli poszłaś wraz z Zaynem wszystkim zrobić jajecznicę… W końcu i tak większość znajomych miała was za parę od dosyć dawna… Od dzisiaj jesteście z Zaynem jedną z najlepszych par na tej planecie. Już na zawsze nikt was nie rozłączy… a szczególnie nie facet z piłą łąńcuchową;) I żyli długo, śpiewnie i szczęśliwie… KONIEC




Opracowała: B                  "Wszystkiego naj z okazji urodzin 
 Mera (X)! Mam nadzieję, że rysunki Ci się spodobają! 
W końcu siedziałam nad nimi trochę czasu..."


PS: Aparat spowodował, że nie widać światłocieni starannie:)