poniedziałek, 26 listopada 2012

Photo session with BAMBI AWARDS!


Nasi chłoptasie na sesji do Babmbi Awards..:D




















Przepraszam za długą nieobecność...możecie mi urwać głowę lub co innego..(bez skojarzeń proszę  :D)
Już niedługo święta, już niedługo święta...! Powiedziałam mamie, że chce 1D pod choinkę, on ana to 'po moim trupie...' co teraz mam zrobić...
? hahha :D wiem, że B już się pytała, ale może ktoś jeszcze chce się podzielić swoimi prośbami na święta?


~X

Zaraz dokończe imagina, i wstawię go, mam nadzieję, że się spodoba <3 Much LOve!

PS: B! Ja adoptuje ZAYNA!

niedziela, 25 listopada 2012

Imagine - Niall (X)

Hai:3 Jest późno, ale jeszcze muszę coś wstawić... A mianowicie dedyka dla Misi, czyli @NIallmydesire :D
 Dziękuję Ci za wszystkie zwariowane rozmowy o Niallu i za to, że będziesz moim psychologiem :P A i przepraszam za zdjęcie, ale nie mogłam się powstrzymać *-*

PS Przepraszam, że taki krótki:C
PSS Resztę dedykacji dodam w tym tygodniu:D


---------------------------




 Wracałaś właśnie przez park z próby czytanej. Cieszyłaś się, że dostałaś rolę w szkolnym przedstawieniu, ale już miałaś dosyć! "Sen nocy letniej" jest pięknym tekstem, ale już tyle razy słyszałaś go na głos na próbach, że znałaś role swoich kolegów na pamięć! Trochę znudzona siedzeniem i słuchaniem szekspirowskiej sztuki, przez większość czasu, szłaś szybkim tempem do domu, by odpocząć. Jak zwykle w popołudnie Hide Park był lekko zatłoczony... Miałaś w uszach słuchawki i słuchałaś "Rock Me", by przestać myśleć o tym, że najchętniej położyłabyś się na łóżku i zasnęła. Trzymałaś kurczowo w rękach scenariusz i notatki przyciśnięte do piersi... Właśnie w słuchawkach usłyszałaś refren i przymknęłaś na chwilę oczy, śpiewając go niemo. Nagle uderzyłaś w coś lewym ramieniem, otworzyłaś gwałtownie oczy, a wszystkie twoje kartki się rozsypały na ziemi. Zauważyłaś, że winowajcą był najwyraźniej jakiś chłopak w jeansach i bluzie,który na głowie miał kaptur. 
- Przepraszam... nie zauważyłam pana... - mruknęłaś i ukucnęłaś by pozbierać swoje rzeczy, ale najpierw wyłączyłaś mp3. Ku twojemu zdziwieniu, nieznajomy również przykucnął i zaczął ci pomagać w zbieraniu kartek. Spojrzałaś na niego, ale twarz do połowy zakrywał teraz kaptur. Sięgnął po scenariusz, gdzie na pierwszej stronie dużymi literami był napisany tytuł sztuki.
- Miłość w swej prostej i nieśmiałej mowie... - zaczął recytować, po czym podniósł głowę i spojrzał ci w oczy.
- Powie najwięcej, kiedy najmniej powie. - dokończyłaś kwestię Tezeusza pomimo tego, że przeżyłaś właśnie mini zawał serca. Osobą, której twarz od twojej twarzy dzieliły teraz centymetry był sam Niall Horan z twojego ukochanego zespołu! Zawsze się w nim podkochiwałaś, ale nigdy nie przyznałabyś tego przed nim... Poza tym, nigdy nie liczyłaś, że go spotkasz... Opuściłaś wzrok i znów zaczęłaś zbierać kartki... Chłopak parsknął cichym śmiechem pod nosem i się uśmiechnął. Sięgnął po jedną z zapisanych przez ciebie stron... Doskonale wiedziałaś, co się na niej znajduje! Na próbie strasznie nudziłaś się ze swoją koleżanką , która też była Directionerem... Niall wyprostował się i zaczął śledzić wzrokiem tekst... Patrzyłaś, jak powoli na jego twarzy pojawia się coraz szerszy uśmiech. Tekst waszej rozmowy wyglądał mniej więcej tak:"TWOJA KOLEŻANKA:Ej, to jedziesz w tym roku do tego Mullingar? Co tam w ogóle będziesz robić??:D TY:Jak to co! Stać pod domem Nialla FUCKING Horana!:D T.K.:Hahah... A co jak ci otworzy?:) TY:To zaproszę go na ciastko if you know what I mean:D". Czułaś jak pieką cię policzki, wiedziałaś, że właśnie rumienisz się na całej twarzy i w żaden sposób tego nie ukryjesz. Spojrzałaś na ziemię i gorączkowo zebrałaś resztę dokumentów, zanim usłyszałaś donośny śmiech. Spojrzałaś na Nialla, a ten uśmiechnął się do ciebie i spojrzał ci w oczy. Otworzyłaś usta, bo nie mogłaś uwierzyć, że masz go w tej chwili tylko dla siebie - utonęłaś w jego niesamowitych błękitnych oczach. A z fantazji wyrwał cię nie kto inny, jak ich obiekt. 
- Wiesz... właściwie mam ochotę na ciasto... Może gdzieś pójdziemy? - zapytał, a ty nieśmiało pokiwałaś głową. 
Na początku byłaś trochę nieśmiała, ale potem się rozkręciłaś i żartowaliście już sobie cały czas. Udaliście się do (wierzcie lub nie, jest coś takiego) BirdCafe, gdzie wypiliście długą kawę i zjedliście ogromne kawałki czekoladowca. Niall okazał się taki zabawny i miły, jak wyczytałaś w internecie i magazynach. A kiedy zaproponował, że cię odprowadzi do domu, zgodziłaś się bez wahania. Szliście chodnikiem obok siebie rozmawiając o praktycznie wszystkim, wydawało ci się to zabawne, że tak dobrze się dogadujesz z kimś, kogo praktycznie nie znałaś 2 godz. temu. Szliście bardzo blisko siebie, a wasze ramiona ocierały się o siebie. 
- Kogo grasz w "Śnie.."? - zapytał uśmiechnięty Irlandczyk.
- Hermię... Czemu pytasz? - odwzajemniałaś uśmiech i spojrzenie.
- Nic, tylko po prostu.. Moim zdaniem byłabyś lepszą Heleną... - powiedział, po czym chwycił twoją dłoń. Wasze palce się złączyły, a ty czułaś bijące od niego ciepło. Chwilę później nie zauważyliście, jak już byliście pod twoimi drzwiami. 
- Wiesz... dziękuję za ten dzień.. [Twoje Imię]. - powiedział, kiedy obróciłaś się do niego przodem, staliście bardzo blisko, a wasze twarze znów dzieliła tylko przestrzeń, którą można było pokonać w sekundę. 
- To ja dziękuję... - powiedziałaś i stanęłaś na palcach, by pocałować Nialla w policzek. Potem stanęłaś na pełnych stopach, uśmiechnęłaś się pokazując zęby i poszłaś w kierunku drzwi.  Weszłaś do mieszkania, machając do chłopaka, a on to odwzajemniał. Chwilę patrzyłaś na niego przez okno, aż w końcu podrapał się po głowie i poszedł w lewą stronę wolnym krokiem, wsadzając dłonie do kieszeni. Odwróciłaś się, przygryzając wargę. Na schodach stała twoja starsza sąsiadka, która miała 69 kotów i tyle samo lat, a ostatniego mężczyznę miała chyba za czasów swojej matury.
- Dzień dobry, Pani Delly! - zawołałaś do niej przyjaźnie.
- Witaj, dziecinko! - zaczęła, a ty uśmiechnęłaś się serdecznie, ale potem w miarę jej słów, twój uśmiech gasł - Wiesz.. jeśli go kochasz, to nie czekaj. Nie warto, lepiej jest zaryzykować, niż żałować! - powiedziała i zaśmiała się, po czym weszła po schodach do swojego mieszkania. Stałaś oniemiała na klatce, aż nagle zrozumiałaś co powinnaś zrobić i modliłaś się w duchu, by nie było za późno. Wybiegłaś z kamienicy i pobiegłaś w lewą stronę, gdzie widziałaś wcześniej, jak zmierza Niall. Biegłaś, uśmiechając się, a serce waliło ci jak nigdy przedtem. Dobiegłaś do skrzyżowania i zauważyłaś kogoś w bluzie z kapturem na głowie. Poklepałaś tą osobę w ramię, ale kiedy się obróciła, zauważyłaś, że to nie Niall. Zawiedziona przeprosiłaś i opuściłaś głowę, spojrzałaś na ptaka siedzącego na płocie, który piękne śpiewał. Po chwili zwierzę odfrunęło i poszybowało w prawo,  a twój wzrok podążył za nim. Zauważyłaś kilkaset metrów dalej postać w jeansach i bluzie z kapturem. Bez wahania pobiegłaś w tamtym kierunku. Gdy byłaś blisko, zawołałaś "Hej, Irlandczyku..", a postać się obróciła i tym razem to był twój Niall! Rzuciłaś się mu w ramiona, a on odwzajemnił uścisk. Spojrzałaś mu w oczy i objęłaś dłonią jego kark, by przyciągnąć go w ten sposób do siebie. Wasze usta złączył długi, delikatny pocałunek, a ty nie chciałaś odrywać się od jego wspaniałych, ciepłych warg pierwsza. Jak się miało potem okazać, to nie był wasz pierwszy i ostatni pocałunek. 

Opracowała : B dla Misi:*

PS Proszę o komentarze!! :D

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

Zdjęcia i gify - 1D (XIII)

Boże... Przepraszam was, kochani! Jest mi tak wstyd, że o was nie dbałam ostatnio... Mam nadzieję, że mnie rozgrzeszycie... I powiedziałabym wam czemu nic nie pisałam, ale tej nic nie tłumaczy czemu jestem taka okropna... Tak czy siak, proszę wybaczcie... A co do tego... Dzisiaj mam trochę czasu i zaraz idę do kościoła, dlatego najpierw wstawiam zdjęcia, a opowiadanie/imaginy wstawię potem... I dziękuję wszystkim, którzy nas czytają itp. itd. - jesteście świetni! A i przy okazji o co biega z tą nagrodą za bloga? Bo nie ogarniam.... Nieważne... prawie 43 tys. viva la Polish (i inni) Directioners! :D 


Wasza B






Haha, Lou i jego mina;D <3 



Wyobraź sobie, że 1D ma serial, a to jest jego czołówka z przedstawieniem bohaterów:P








Harry podczas wywiadu w Xfactorze w tym roku, zabrał kartkę z pytaniami dziennikarce, wyrzucił ją, a potem podniósł, przeprosił i oddał. 




I ten wzrok Zayna, który mówi "z kogoś robi się Bad-boy";D


 Kto przygarnie Zayna?? :)





Tutaj coś dla fanów Larry'ego Stylinsona, a mianowicie są to zdjęcia z USA, gdzie El nie pojechała z chłopcami, a Lou ma ewidentną malinkę na szyi;D 





Tutaj 75% nastolatek zadaje sobie pytanie: "Boże... czemu moje nogi nie wyglądają tak w rurkach? :C "



Tommo między scenami do LT :)

A i na koniec... Mam do was kilka pytań... 
Też nie możecie doczekać się Gwiazdki? 
Napisaliście listy do Mikołaja i.. o co poprosiliście?
Podoba wam się ta choinka? :D
A i... też nie możecie uwierzyć, że nasz Loui kończy za "niecały" miesiąc 21 lat?? 
 
Piszcie odpowiedzi w komentarzach:D
 
 
PS Jeśli ktoś mnie szuka, to jestem uzależniona od Twittera - @SusanSoulberry <3 :3 xx



piątek, 2 listopada 2012

"More Than This" - rozdział 1

Ah! Pierwszy rozdział:) Już od dawna chciałam go napisać, ale jakoś tak wyszło, że dopiero tera to robię. Poza tym nie wiem, czy opowiadanie w ogóle wypali, więc... Najpierw proszę o lekturę i komentarze! Jak i wzięcie udziału w naszej ankiecie! :)


--------------------------------------------------------



~~ Harry ~~
Westchnąłem głośno, a głos mi zadrżał. Byłem tutaj sam, ale doskonale słyszałem  harmider za drzwiami. Oparłem się obiema rękami o blat z umywalkami i spojrzałem posępnie na marmur, którym był wyłożony. Po chwili odkręciłem kran, z którego od razu zaczęła płynąć woda. Nabrałem ją w dłonie, pochylając się i zanurzyłem twarz w wodzie. Z zamkniętymi oczyma zakręciłem kurek, przetarłem oczy wierzchem dłoni i otworzyłem je. Spojrzałem przed siebie, a moje usta otworzyły się ze zdumienia... Pomimo tego, co widziałem, nie śmiałem się obrócić. Nadal patrzyłem przed siebie na odbicie w lustrze...



<<Kilka godzin wcześniej>>

~~ Louis ~~
  Dzyń, dzyń... Przeciągnąłem się i wyciągniętą ręką wyłączyłem budzik. Przewróciłem się na drugi bok, gotów spać dłużej, ale przypomniałem sobie, o tym jaki mamy dzisiaj dzień. To miało być teraz albo nigdy... Otworzyłem oczy i spojrzałem na widok za oknem, niezbyt rewelacyjny. Cóż przyjechałem do Londynu na kilkanaście dni, a to miejsce i tak wynająłem na ostatnią chwilę. Usiadłem bez oporów na brzegu łóżka i zastanawiałem się co teraz. Wstałem i podszedłem do szafy, powoli ją otworzyłem. Przejeżdżałem wzrokiem po niedbale ułożonych częściach garderoby, już wyciągnąłem rękę po czarny T-shirt, kiedy nagle przypomniałem sobie pewną rzecz. "Louis, na kogo chcesz wyglądać? Jak cię widzą, tak cię piszą..." - mruknąłem sam do siebie pod nosem i rzuciłem T-shirt na szafkę. Stanąłem przed szafą i przygryzłem wargę. Nigdy nie miałem takich problemów, a teraz... Westchnąłem głośno. Mój wzrok powędrował na dolną półkę, gdzie ujrzałem szkolny mundurek, w którym odbyłem drogę i nagle wiedziałem, jak chcę być dzisiaj spostrzegany...


~~Harry~~
- Wstawaj, kochanie! Dzisiaj wielki, wielki dzień! Twój dzień! - powiedziała dość głośno do mojego ucha, żeby wyrwać mnie z krainy Morfeusza. 
- Mamo... ! - powiedziałem przeciągle z wyrzutem, po czym zasłoniłem sobie twarz poduszką. 
- Nie trzeba było tak do późna ćwiczyć i tak jesteś dobry! - mruknęła i wyszarpnęła mi kołdrę. - Poza tym Harry... Takie zachowanie nie przystoi! Możesz gwiazdorzyć, jak już wygrasz! - burknęła z większym wyrzutem niż ja wcześniej.
Odrzuciłem poduszkę i spojrzałem na nią. 
- Ja nie... - zacząłem, a ona mi przerwała.
- Ja wiem, nie gwiazdorzysz, ale nie ma lepszej motywacji niż kontratak! Zapamiętaj to sobie, bo jak już trafisz do showbiznesu to, to się okażę ważną wskazówką! A teraz wstawaj! Idę zrobić śniadanie... - rzuciła jeszcze wychodząc z pokoju. 
Patrzyłem jak opuszcza pokój, po czym wziąłem poduszkę i westchnąłem "yyy..." , tłumiąc nią dźwięk. Opadłem na łóżko i spojrzałem na sufit. 
- Hej... - zaczęła nieśmiało, a ja spojrzałem jak wychyla się zza framugą drzwi.
- Cześć - odpowiedziałem i znów skierowałem wzrok na sufit.
- Hej, brat! Wstawaj leniu! - podeszła do mnie i wysunęła spode mnie prześcieradło tak, że spadłem z łóżka, z głośnym krzykiem.
- Gem! A to za co? - spytałem ocierając głowę, która przed chwilą zderzyła się z meblem. 
- Za to, że... Że jesteś z naszej rodziny, a w naszej rodzinie nie ma miejsca dla leni! - krzyknęła mi w twarz, po czym się uśmiechnęła i wychodząc z pokoju, zatrzymała się w framudze. Oglądając się na mnie dodała, słodkim głosem, jakże odmiennym tonem, do tego przed chwilą - Kochany braciszku... idę pomóc mamie w przyrządzaniu twojego ulubionego śniadania, naleśników! - przeciągnęła ostatnie słowo i wyszła. Słyszałem jeszcze, jak krzątają się po mieszkaniu. Wynajęliśmy to miejsce na kilka nocy, głównie z okazji mojego castingu do X factor... Jednak te dwie kochane kobiety w moim życiu (a właściwie Gemma wyszła z tym pomysłem), że zwiedzą sobie przy okazji Londyn, w dokładnie część ze sklepami odzieżowymi. Praktycznie rozumiałem je, bo Holmes Chapel, w którym mieszkamy i który leży w Cheshire, jest oddalony od Londynu około 250km, więc nieraz przyjechaliśmy obejrzeć to wspaniałe miasto. "Dobra, pora wstawać, Harry!" - sam sobie wydałem rozkaz, który od razu wykonałem. Podszedłem do otworzonej na ziemi walizki i wyjąłem stamtąd: brązowe spodnie, biały T-shirt i szary luźny sweter. Obejrzałem się w lustrze i podciągnąłem rękawy. Na szyi luźno zawiązałem swój ulubiony szal, a na lewą rękę wsunąłem moje ulubione bransoletki i frotkę, którą kiedyś dostałem od ojca. Przeczesałem ręką włosy i tak nic nie da rady tym lokom. Poczułem wspaniały zapach wanilii, który zawiódł mnie do kuchni. 
- Hmm...hmm... - oblizałem palec z nutelli. - To chyba będzie najlepszy dzień w moim życiu jeśli się nawet nie dostanę... - powiedziałem, bo mama obiecała mi jedną rundkę London Eye, które było stałym punktem na liście spraw "do załatwienia", za każdym razem kiedy odwiedzaliśmy Londyn. 
- Ach! Ile razy mówiłam ci, że masz nie wyżerać prosto ze słoika! - powiedziała Gem przedrzeźniając głos mamy, która zawsze tak mówiła, kiedy nas na tym nakryła, ale tym razem tylko moja siostra była świadkiem. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja pierwszy się opanowałem i przygryzłem wewnętrzną stronę policzka. 
- Ej, brat... Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze! Zobaczysz! - dotknęła mojej ręki leżącej na stole przy tych słowach otuchy i uśmiechnęła się trochę krzywo, widząc, że to niewiele dało. - Masz to! Niech ci doda szczęścia na scenie! - zdjęła z włosów szarą materiałową opaskę i mi ją wręczyła. Uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem na "dar", po czym owinąłem go sobie dwukrotnie wokół prawego nadgarstka. Powiedziałem nieme "dziękuję", bo mama właśnie zaczęła monolog o myciu rąk przed posiłkiem i gotowych naleśnikach. Spojrzałem wdzięczny i teraz pewniejszy na moją siostrę jeszcze raz, a ta odpowiedziała mi niemym "nie ma za co" i wysłała mi buziaka. A ja uśmiechnąłem się szerzej pochylając się nad naleśnikami. 

~~Louis~~
Jechałem właśnie czerwonym autobusem typu "double decker". Mijaliśmy za oknem, co ważniejsze punkty Londynu. Nie mogłem uwierzyć, że właściwie moi rodzice zgodzili się na samotną podróż do tego miasta z Doncaster. Nigdy nie wydawało mi się to daleko, do dzisiaj przynajmniej... Właśnie stanęliśmy na czerwonym świetle, a ja po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czemu nie wybrałem metra. Spojrzałem przez okno po mojej lewej, zauważyłem Big Bena górującego nad dachami i kominami domostw. Pomimo młodej godziny, wszędzie było pełno ludzi, nie dziwiłem się dlaczego nazywają to "ciągle żywym" miastem. Wyciągnąłem telefon komórkowy i napisałem do rodziców krótką wiadomość, żeby się nie denerwowali...                                ***
Tutaj był jeszcze większy tłok niż sądziłem, że będzie... Podszedłem do informacji, podałem im swoje dane osobowe, a oni wydali mi ankietę i przylepili kartkę z numerem "155204". Ankieta? A no tak... Przecież każdy z uczestników musiał napisać kilka słów o sobie. Takie tam: co lubisz, co robisz i coś o śpiewie... Usiadłem w kącie z moim plecakiem z żywnością między czarnoskórym mężczyzną, a panią w podeszłym wieku. Wyciągnąłem długopis i zacząłem uzupełniać. Imię i nazwisko, wiek, praca, numer seryjny, miasto, zainteresowania... Rozejrzałem się beznamiętnym wzrokiem po innych uczestnikach, wielu z nich wyglądało, jakby to było na ich porządku dziennym - castingi do X factora, nic wielkiego. Odnosząc uzupełnione kartki, zastanawiałem się jak liczny musi być sztab, który nad wszystkim sprawuje kontrolę. Jeśli jest tylu uczestników... Pewnie muszą mieć urwanie głowy!

~~Harry~~
- Powodzenia skarbie! Na pewno będziesz najlepszy! - powiedziała  mama podjeżdżając pod ogromny budynek. Moja mama była jedyną osobą, która sądziła, że mam talent i ciągle mi powtarzała, że powinienem spróbować. Ale jak to matki... po prostu idealizują swoje dzieci, dlatego byłem sceptycznie nastawiony do tego, co robiłem. Wysiadałem z auta zabierając mój plecak, który przerzuciłem przez jedno ramię i spojrzałem w stronę zatłoczonego wejścia, przełknąłem głośno ślinę i zrobiłem pierwszy krok w jego kierunku. 
- Połamania nóg, niezdaro! - krzyknęła jeszcze moja siostra za mną, a ja obejrzałem się i zobaczyłam, jak ich auto ginie wśród zabudowań. Spojrzałem ku niebu, a potem na opaskę na prawym nadgarstku. "Wszystko będzie ok" - pomyślałem i pewniej wszedłem do środka, gdzie panował totalny rozgardiasz. Z trudem odnalazłem informację, do której stała długa, jak pociąg, kolejka. Włożyłem słuchawki w uszy i starałem się nie myśleć o tym, co czeka mnie w dniu dzisiejszym... Ruszałem rytmicznie nogą w rytm mojej ulubionej piosenki zespołu Pink Floyd, kiedy przede mną były już tylko dwie osoby. Gdy nadeszła moja kolej, podałem swoje dane, a w zamian dostałem ankietę i numer seryjny do przyklejenia. "Mam wielką nadzieję, że numer "165998" przyniesie mi dzisiaj szczęście" - pomyślałem przyklejając go do koszulki. Oddaliłem się 6 metrów od informacji i oparłem o ścianę, by wypełnić kartkę o sobie. W pierwszej kolejności wpisałem nazwę wykonywanej przez siebie piosenki, zanim zapomnę z nerwów jej słów albo i tytułu. Wróciłem do informacji i drżącą ręką wręczyłem ankietę jakieś młodej wolontariuszce, która najwidoczniej musiała tutaj pracować. Spojrzała na mnie rozczulonym wzrokiem, a ja czułem, że staje się czerwony na twarzy. 
- Najlepiej jest myśleć o swoich sukcesach, wtedy się mniej stresujesz - powiedziała, po czym odeszła, by pomóc gdzieś indziej. A ja osłupiały poszedłem w przeciwnym kierunku i usiadłem na jakiś schodach w rogu, by mieć trochę swobody i spokoju. Począłem myśleć o najmniejszych szczęściach i udanych bądź wygranych rzeczach... Powoli byłem już spokojny, spojrzałem na ekran mojego telefonu. Była 8:30, nie pocieszało mnie to zbytnio, że jest tak wcześnie... Miałem wystąpić przed jurorami dopiero popołudniu... Jeszcze raz spojrzałem na ekran modląc się, żeby była chociaż godzina później - chciałem mieć to wszystko, jak najszybciej za sobą.  Niestety była ta sama godzina, ale zauważyłem coś innego. W kącie ekranu mrugała ikonka wiadomości, dotknąłem ją i spojrzałem na wiadomość, którą dostałem. "Powodzenia synu! Trzymam za ciebie kciuki! Pobij ich wszystkich:)". Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, tata nie mógł z nami przyjechać, bo musiał zostać w pracy. To właśnie ojciec zawsze mówił, że mam "słomiany zapał" i nigdy nie kończę tego, co zacząłem, że tylko mówię, a nie czynię. Gdy usłyszał o castingu też nie był pozytywnej myśli, dlatego teraz byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że znów we mnie uwierzył. Jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a ja wytarłem ją frotką od ojca i wystukałem szybko na klawiaturze wiadomość zwrotną: "Nie zawiodę cię, tato!"...

~~Louis~~
Patrzyłem na szczęśliwe i na przemian smutne twarze osób, które wychodziły z "pokoju" przesłuchań. Niektórzy starali się zatuszować miotające nimi emocje, inni obwiniali jurorów, a jeszcze inni mówili "nie tym razem, ale następnym" i śmiali się szczerym śmiechem. Jednak byli też tacy, którzy wybiegali skacząc i ciesząc się z sukcesu. Spoglądałem na tych ludzi znad mojej książki, która jakoś nie wzbudzała zbytnio mojego zainteresowania. Było na razie południe. Zjadłem kanapkę i odbyłem już rozmowę z dziennikarzem,  który podchodził do losowych osób pytać się o ich przeżycia, emocje i właściwie po co tu przyszli. Wstałem, wziąłem swoją torbę i poszedłem szukać toalety, bo te 2 butelki wody właśnie zaczęły o sobie znać. Zawsze jak się denerwowałem to dużo piłem, nie pokazywałem tego w inny sposób. Dlatego tylko mnie nie dziwiło, że wypiłem w 6 godzin 2 litry wody. Chodziłem po wielkiej sali pełnej ludzi, by znaleźć drzwi do toalet. Uznałem, że najlepiej będzie sprawdzić na jakimś planie budynku i tak oto zrobiłem. Plan znajdował się obok gaśnicy i przycisku pożarowego, więc nie było ciężko go znaleźć. Na planie tylko tego piętra znajdowały się 4 ubikacje męskie. Wybrałem tą najbardziej oddaloną od głównego "ognia" uczestników, w obawie przed kolejkami. Skręciłem wzdłuż schodów na uboczu i wszedłem do toalety oznaczonej trójkątem. Ściany wyłożone niebieskimi kafelkami pasowały do marmurowego blatu z umywalkami nad którym wisiało ogromne lustro. Odbicie przedstawiało kabiny na przeciwko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, z boku znajdowały się pisuary. Podszedłem do nich już trochę na granicy wytrzymałości. Nie mogłem uwierzyć, że to miejsce było zupełnie puste, byłem tu sam... A może niezupełnie? Usłyszałem jak ktoś ćwiczy gamy i stara się pociągnąć wyższą tonację. Spodobał mi się ten młody głos z chrypką. Zapiąłem rozporek w momencie kiedy za mną wydobył dźwięk skrzypnięcia drzwi. Obróciłem się i podeszłem do umywalek. Widziałem chłopaka, który pochylał się nad jedną z nich i obmywał sobie twarz. Plecak u jego stóp wskazywał, że też od dawna czeka. Spojrzałem na jego brązowe loki, uśmiechnąłem się, przechylając głowę i przygryzając delikatnie dolną wargę. Po chwili zorientowałem się, że nie słyszę już lejącej się wody. Mój wzrok padł na lustro, a tam zauważyłem twarz zdezorientowanego, a może i wystraszonego chłopaka. Jedno wiedziałem na pewno, jego duże zielone oczy, z którymi skrzyżowało się moje spojrzenie w lustrze i szeroko otwarte usta, wskazywały, że był zdumiony moją obecnością...

~~Harry~~
W odbiciu widziałem, starszego od siebie, chłopaka, przynajmniej tak myślałem po tym w co był ubrany: jeansy, białą koszulę, na którą zarzucony miał beżowy sweter, a do tego zawiązał na szyi czarny krawat. Spoglądał na mnie swoimi niebieskimi oczyma tak, że przeszedł mnie dreszcz. Opuściłem wzrok na dłonie. "Od jak dawna tu był? Słyszał mnie? Czemu przyszedł tutaj? Jest też tu ktoś inny? Czemu tak mnie penetrował wzrokiem? Od jak dawna stoimy w takiej ciszy?" - te myśli i jeszcze inne, przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością. Usłyszałem nucenie za sobą, więc spojrzałem spode łba na lustro. Zobaczyłem, że chłopak podchodzi do umywalek, kołysząc się na boki i nadal nucąc, umył ręce i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się kiedy zaczął śpiewać jedną z piosenek Oasis - "Wonderwall".  Spojrzał na mnie z ukosa, śpiewając: Today is gonna be the day
           That they're gonna throw it back to you
           By now you should've somehow
           Realized what you gotta do...
- No dalej. - szturchnął mnie ramieniem, a mi nadal rozbrzmiewał jego wspaniały głos w uszach, śpiewający tekst, który tak pasował do dnia dzisiejszego. - Przecież wiem, że to znasz. - dodał, a ja zrozumiałem o co mu chodzi. 
Odpowiedziałem mu dalszym tekstem piosenki:
                          I don't believe that anybody
           Feels the way I do about you now...
Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, a pode mną ugięły się kolana. "Co się ze mną dzisiaj dzieje?" - zadałem sobie pytanie. Ale odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na niego. Staliśmy teraz na przeciwko siebie, więc doskonale widziałem jego niebieskie tęczówki, kojarzące się z kolorem tafli wody jeziora w moim rodzinnym mieście, mieniącej się w upalne dni. 
- Jestem Louis, Lou, Loui... Mów jak chcesz. - wzruszył ramionami i wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnąłem ją. - A ty jesteś? - zapytał jeszcze, a ja puściłem jego ciepłą dłoń. 
- Zestresowany... - odpowiedziałem i od razu ugryzłem się w język. Natomiast mój nowy kolega wybuchnął śmiechem. - To znaczy po prostu Harry! - dodałem. 
- Hah, ładne imię... Zestresowany po prostu Harry... To się piszę łącznie? - zaśmiał się, a ja czułem, że moje pliczki zaczynają piec. 

~~Louis~~
Zrobił się delikatnie czerwony na policzkach, zastanawiało mnie, ile jest ode mnie młodszy... Zrozumiałem, że jestem dodatkowym stresem dla chłopaka, podrapałem się po głowie. Spojrzałem na jego opuszczone zielone oczy. A właściwie, przy takim oświetleniu, jego tęczówki wydawały się zupełnie szare, aż szkoda tego zielonego koloru. 
- Wiesz... - zacząłem opierając się o marmurowy blat. - Skoro jesteś konkurencją, a słyszałem cię wcześniej... No i jestem bardzo szczery... Masz dobry głos, Harry. - powiedziałem spoglądając na drzwi za nim, bałem się, że ktoś zaraz wejdzie.
- Hmm... Dzięki. - powiedział, a potem spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze, pokazując wszystkie zęby w uśmiechu. - Ty też jesteś niezły! - dodał, ale nie zważałem na to, bo przyglądałem się jego słodkim dołeczkom. 
- Dzięki... - przeniosłem powoli wzrok z jego dołeczków i ust, na jego oczy tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Czy mogę wiedzieć, co zaśpiewasz przed jury? - spytałem trochę niepewnie.
- Oh. No jasne... To będzie "Isn't she lovely" Steva Wondera. - dokończył patrząc na mój krawat i marszcząc brwi.
- To leci tak... Co nie?  
             Isn't she lovely
             Isn't she wonderfull...
- zaśpiewałem dwa pierwsze wersy, a chłopak przytaknął z uśmiechem.
- No skoro jesteś moją konkurencją i wiesz już o mnie sporo, to może powiesz mi co ty wykonasz? - zapytał pewniejszy siebie, spoglądając na mnie, jego oczy znów miały zielony odcień.
- Hah! Czyżby to był kontratak? - zaśmiałem się, a chłopak znów uśmiechnął się pokazując dołeczki. - Cóż to będzie "Hey there Delilah". - odpowiedziałem, a Harry zaczął śpiewać:
            Hey there Delilah
            Don't you worry about the distance
            I'm right there if you get lonely
            Give this song another listen
            Close your eyes
            Listen to my voice it's my disguise
            I'm by your side.
Coraz bardziej podobał mi się jego zachrypnięty głos.
- Tak... Masz na serio wielki talent... - powiedziałam, a on się trochę zarumienił, opuszczając wzrok. - I poza tym myślę, że mógłbym o tobie wiedzieć więcej... - dodałem, a on spojrzał na mnie. Oboje przestaliśmy się do siebie uśmiechać. Nagle ktoś wszedł do łazienki i udał się do kabiny. 
- Hmm.. - chrząknął Harry. - Miło było cię poznać Lou. - powiedział i udał się w stronę drzwi, przerzucając przez ramię plecak. - Mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewamy w duecie. - dodał jeszcze, nie obracając sie za siebie. Szybko podbiegłem do drzwi, co go zdziwiło. Otworzyłem je przed nim, przepuszczając go. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, po czym wyszedł na korytarz, a ja za nim. Zaczął się oddalać, ale ja chwyciłem go za przegub ręki.
- Też pewnie czekasz do późna... Może kawa? - spytałem z nadzieją w głosie, puszczając jego rękę. Chłopak zastanawiał się nad mymi gestami i rozważał propozycję przez chwilę.
- Z przyjemnością. - powiedział, po czym dodał. - Będziesz miał okazję dowiedzieć się więcej o swojej konkurencji. 
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. 

KONIEC rozdz. 1

Opracowała B:)

PS Proszę o głosy w ankiecie z boku! O tym opowiadaniu i o tym drugim...
PSS Chcę zmienić "delikatnie" wygląd bloga, bo jestem kobietą, a kobiety zmienne są, więc ostrzegam! :)
PSSS Dziękuję wszystkim, którzy czytają naszego bloga:)
PSSSS Mama mnie zabije! :C
 

Ciekawostki 1D (XIII)

Ah... Dobra, piszę rozdział "More Than This" i widzę, że jest was wielu o tej godzinie, a potrzebuję jeszcze trochę czasu, więc wstawiam ciekawostki, żebyście się nie nudzili;D








  •   Raz fanka powiedziała Zayn'owi że podoba się jej jego czapka, a on ją jej dał. 
  • Ostatnio gdy mama Niall'a była w USA, chłopak nie pozwolił jej za nic płacić, płacił za nią.  
  • Po zakończeniu trasy w Australii, Liam i Danielle wybrali się na wspólne wakacje. (if you know what I mean;D ) 
  • Gdy Harry pierwszy raz się upił, rozmawiał z kotem.( co jest w tym dziwnego? O.o) 
  • CHŁOPCY ZAGRAJĄ NA MADISON SQUARE GARDEN 3 GRUDNIA 2012 ROKU. BILETY NA SHOW WYPRZEDALI W JEDNĄ MINUTĘ{Bieber w 20 min.:D} 
  • Zawsze przed koncertem Niall patrzy w tłum fanów i myśli: "Ciekawe czy jest tam moja przyszła żona."(kiedy on przyjedzie do Polski, żeby w końcu ją = mnie poznał?:D)
  • Niall: "Fanki zawsze pytają mnie czy się z nim ożenię, więc będę miał dużo żon." :) <3 
  • "Mogę definitywnie powiedzieć, że Harry jest najbardziej pewny siebie, jeśli chodzi o dziewczyny" - Louis. 
  • "Nie mogę pomóc, ale spróbuję odnaleźć moją przyszłą żonę w tłumie" - Niall.(o co mu biega z tymi żonami?) :D 
  • "Jesteśmy tylko normalnymi nastoletnimi chłopakami. Nie jesteśmy robotami" - Harry.
  • Harry ma koszulkę z napisem: "Miłość jest równa/jednakowa". 
  • "Po prostu patrząc na ciebie, Zayn może stwierdzić czy kłamiesz" - Liam.
  • Louis nienawidzi nosić skarpetek. Strasznie rzadko je nosi, najlepiej tylko wtedy kiedy musi. 
  • Podczas podróży do Francji pan Payne uciekając przed fankami zgubił buta:) 
  • Lou słyszał kiedyś jak Hazza mówi sam do siebie patrząc się w lustro : "Harry jesteś zbyt seksowny! A te loki.. wow!" 
  • Często zdarza im się mylić trampki z sneakersami (wht?) 
  • Gdy Zayn był mały jadł papier( wow, życie na krawędzi!:D) 
  • Hazza gryzie na raz oba paluszki Twixa, bo nie chce, by któryś czuł się samotny. (tak jak my X!) :) 
  • Louis lubi patrzeć się na Zayna, gdy ten tweetuje, bo wystawia swój język na wierzch. 
  • Jako żart urodzinowy, chłopcy wylali na Harrego cztery wiadra lodowatej wody. 
  • Harry wygolił 'H' na nodze Zayna, gdy ten spał... (hahahahah)
  • Gdy Niall poznał Justina Biebera, Harry wyprowadził go ze studia, aby ten mógł wykrzyczeć swoje szczęście. 
  • Zayn lubi dziewczyny które grają trudne do zdobycia.
  • Harry'ego pociągają dziewczyny inteligentniejsze od niego. Sam mówi że zabiłby za taką dziewczynę.  
  • Liam powiedział, że pójdzie na randkę z każdą fanką która go o to poprosi. A jeśli będzie wiele takich propozycji, urządzi zbiorową randkę. 
  • Harry twierdzi że mógłby być bardzo lojalnym chłopakiem. I lubi myśleć, że jest też romantyczny. 
  • Zayn powiedział że wśród kobiet ceni inteligencje, Louis szuka ostrej dziewczyny, a Niall nieśmiałej.
  • Każdy z nich chciałby mieć dziewczynę, która jest fanką ich zespołu. 
  • Harry chciałby dziewczynę, do której mógłby zadzwonić w środku nocy i porozmawiać. Twierdzi że to słodkie. 
  • Liam twierdzi że miłość polega na komunikacji, więc na randce trzyma dziewczynę za ręce, spaceruje po parku i kupuje jej kwiaty. 
  • Gdy chłopcom podoba się ubiór lub wygląd dziewczyny, mówią do siebie: It's peng. 
  • Justin Bieber sprzedał 22.000 biletów na koncert w 17 minut, chłopaki z One Direction sprzedali 140.000 w 4 minuty a bilety na całą trasę w 12 minut. 
  • Liam używa skrótu DTF który oznacza : Dedicated to fans. <- zadedykowane fanom. 
  • Zayn lubi gdy dziewczyna ma paznokcie wymalowane różowym lakierem. (hmmm... X??) 
  • Szefowie X-Factora próbowali namówić Niall'a na dietę. 
  • Zayn potrafi w przybliżeniu 70 odbić piłkę nad sobą, bez jej upadku. 
  • Liam, Zayn i Niall mają taki sam rozmiar stopy { 8 }. 
  • Harry zawsze całuje się na pierwszej randce. (jakby to mnie dziwiło;D)

Wasza, zmęczona B :)


czwartek, 1 listopada 2012

"More Than This" - przedstawinie bohaterów...

chociaż znacie ich doskonale! :)

Hej, dość dawno wpadł mi do głowy pomysł na to opowiadanie... Oczywiście nie porzucę "So What" i nadal będę pisać imaginy, ale chciałam, żeby ten blog cały czas się rozwijał... Jak np. ostatnio z tym "Directioners mind" :) To też będę kontynuować:) 

Nieważne, teraz przedstawię głównych bohaterów mojego opowiadania o... biseksualistach.  A właściwie o bromancach w 1D, no wiecie... Larry, Niam, Lilo, Ziam i cała reszta:) Mam nadzieję, że wam się spodoba... Dodam ankietę, czy coś takiego chcecie;D A i... Dzisiaj wstawię pierwszy rozdział, bo nie mogę się doczekać waszej reakcji i opinii:) 

-----------------------------------

Liam James Payne, lat 17 (obecnie)

Miejsce urodzenia: Wielka Brytania (rdzenny)
Osobowość: Typ "cicha woda, brzegi rwie"... Trochę zagubiony, spokojny, ale potrafi zaszaleć! Pomocny, odpowiedzialny i romantyczny... Boi się łyżeczek od kiedy skończył 10 lat. Czasem, aż nad to poważny, ale lubi się też powygłupiać. Impulsywny, w pozytywnym słowa znaczenia... Jest raczej człowiekiem czynu.
Hobby: Czytanie książek sensacyjnych i muzyka... Lubi przeglądać wszystkie zespoły i sprawdzać jak grają, więc sklep muzyczny jest dla niego drugim domem... Wysportowany - jeździ na rowerze górskim w wolnych chwilach...
Praca: Kiedy już miał 14 lat doszedł bardzo daleko w X factor (edycja brytyjska). Wtedy usłyszał, że jest za młody... Od tamtego czasu wiele trenował, czy tym razem będzie "jego pięć minut"?




Zayn Jawaad Rogan Josh Malik, lat 17 (obecnie)

Miejsce urodzenia:  Wielka Brytania (pakistańskie korzenie)
Osobowość: Typ "wieczny kawaler"... Wierzy w miłość od pierwszego spojrzenia, przeżywa to codziennie... Wrażliwy i nieśmiały, ma problem z znajdowaniem sobie dziewczyn... Nawet nie szuka kogoś z kimś mógłby być na stałe, boi się "usidlenia". Pomocny, miły i zabawny... Ma dobrą samoocenę i się tego nie wstydzi... Oddany, a najważniejsze dla niego są szczerość i wierność...
Hobby: Kocha uprawiać sport i czytać bestsellery... 
Praca: Pomagał w rodzinnej restauracji, ale odszedł by spełnić swoje marzenia o śpiewaniu... Ma nadzieję, że zostanie kiedyś piosenkarzem i będzie miał własny zespół muzyczny...


Louis William Tomlinson, lat 18 (obecnie)

Miejsce urodzenia: Wielka Brytania (rdzenny)
Osobowość: Typ "klasowy błazen"... Optymista dla którego wygłupy i żarty są na porządku dziennym! Potrafi rozbawić każdego! Wrażliwy, bardzo sympatyczny, ceni ludzi lojalnych i uczciwych... Nie rzuca słów na wiatr, zawsze dotrzymuje danego słowa. Stały w uczuciach, wierzy w jedną miłość na całe życie... Trochę infantylny, ale kiedy to jest potrzebne - dojrzały...
Hobby: Kocha marchewki, więc jest mistrzem w ich przyrządzaniu na różne sposoby...Reszta kuchni jest mu obca. Ma własny unikalny styl... W chwilach wolnych lubi grać w koszykówkę, natomiast jego największa pasja to muzyka.
Praca: Na razie bezrobotny, ale chciałby się zająć muzyką na poważnie...


Niall James Horan, lat 17 (obecnie)

Miejsce urodzenia: Irlandia (rdzenny)
Osobowość: Typ "chłopak z sąsiedztwa"...
Pomocny, zabawny i śmieje się swoim donośnym śmiechem, w większej mierze z niczego... Zagubiony, roztargniony, ale zawsze możesz liczyć na jego pomoc!
Mówiąc krótko - Irlandczyk:)
Hobby: Gra na gitarze, ale to jedzenie jest jego miłością! Nie gotuje, ale jest wiecznie głodny... Uwielbia chodzić na mecze hockeya i koszykówki...
Praca: Kocha pisać, a szczególnie własne piosenki... Marzy by zostać gwiazdą muzyki i by pracować z najlepszymi artystami na świecie...
 
 

Harry  Edward Styles, lat 16(obecnie)

Miejsce urodzenia: Wielka Brytania (rdzenny)
Osobowość: Typ "wrażliwy żartowniś"... 
Skromny, ale zna swoją wartość... Wesoły, zabawny, lubi innym robić żarty i kocha się wygłupiać... ale kiedy chce, może być naprawdę dojrzały... Wrażliwy, emocjonalny i romantyczny... Potrafi złamać wszelkie zasady, jeśli coś chce osiągnąć... Nie cierpliwy, maruda.
Hobby: Straszenie i denerwowanie innych... Gra na pianinie i w tennisa... Uwielbia filmy z Hugh Grantem i Colinem Firthem...
Praca: Gdyby płacono mu za śpiew pod prysznicem, to zgarnąłby fortunę! Ale on sam, tak nie myśli... Jednak marzy o swoich pięciu minutach w showbiznesie...




Opracowała B :)

PS Opowiadanie nosi nazwę "More Than This", bo będę chciała w nim udowodnić, iż prawdziwa miłość może pokonać wszelkie bariery:)