Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melissa lestrage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melissa lestrage. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

wtorek, 9 października 2012

"So What"- rozdział 6 - (part I)

   Dobra, parę osób prosiło, to jest! Ta da! Rozdział dedykuję vanillacookie, która jest chyba największym fanem opowiadania, dzięki ci VC:* 
   Pod tym postem macie wstawioną część napisaną dla X, bo ona chciała, żeby była opisana "noc" (if you know what I mean), więc napisałam imagine uzupełniający (ten rozdział) o charakterze 18+ dla niej... ( imagine tutaj!! ) Kochana, to ty jesteś zboczuchem męcząc mnie o to!!
   No a teraz, co do tego rozdziału... Proszę o wyrozumiałość, bo muszą być zwroty akcji i muszę się na kimś/czymś wyżyć... Dlatego jest bardzo długi, jakoś tak... (jeśli nie pamiętacie co się działo w 5. rozdziale to wstawiam linka i obiecuję co najmniej 2 rozdziały tygodniowo: "So What" - rozdział 5 ) A i dzisiaj przywitajcie nową postać... ( spis postaci tutaj!! )A teraz...rozdział najbardziej rozłożony w czasie...Ready, steady, here we go!

------------------------------------------------------------------------------------------------

<< 2 dni po poprzednim rozdziale >>

~~ Melissa ~~
Otworzyłam oczy, oparłam się na ramionach, wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Z rezygnacją opadłam na łóżko, głowa mi pękała. Od kilkudziesięciu dni mało sypiam, bo pracuję do późna w nocy nad tym projektem muzealnym, a jeszcze wczoraj byliśmy na imprezie urodzinowej u Katie, przyjaciółki Liama. Ona jest na serio miłą i fajną dziewczyną, przyjemnie spędza się z nią czas. Liam był wczoraj zaskoczony, że impreza była typu: Zaprosiłeś koleżankę, a ona zaprosiła koleżanki, które zaprosiły jeszcze kilka innych osób... Ale naprawdę to była jedna z lepszych domowych imprez na jakich byłam! Ach, gdyby tylko nie ta głowa i uczucie mdłości... Powinnam już wstać, o 14 jestem umówiona na dopieszczenie ostatnich szczegółów i nasza wystawa muzealna będzie gotowa! Wreszcie będę miała trochę luzu i czasu dla siebie... dla nas... Obróciłam głowę w stronę śpiącego obok mnie Liama... Wyglądał tak słodko kiedy spał...Ale już nie spał...
- Witaj śliczna - uśmiechnął się, a ja nie byłam wstanie tego nie odwzajemnić... - Mały kac, co? - uśmiechnął się szerzej, a w odpowiedzi zakryłam sobie twarz poduszką... Liam pogładził mnie po włosach, które rozpływały się na łóżku...
- Daj mi umrzeć samotnie! - wypowiedziałam przed poduszkę... Liam się zaśmiał i to takim serdecznym śmiechem, że od razu odrzuciłam poduszkę i na niego spojrzałam. Pogładził mnie po włosach i nadal uśmiechał się jakoś za szeroko, nawet oczy mu się śmiały!
- Pamiętasz tą wspaniałą noc? - powiedział patrząc mi w oczy...
- Panie Payne, to że mam kaca nie znaczy, że nie pamiętam czemu w większej mierze jestem zmęczona... - lekko się uśmiechnęłam, ale chyba to był uśmiech Mona Lisy, bo na więcej mnie nie stać przez to zmęczenie.
Zamiast się ze mną droczyć, Liam wstał i poszedł nam przygotowywać wspólną kąpiel w wannie połączonej z prysznicem. W tym czasie mogłam przynajmniej poumierać w samotności. Liam wręcz zaniósł mnie do wanny i włożył do gorącej wody, a ja lekko westchnęłam. Mój chłopak zawsze wiedział, co dla mnie najlepsze. Do wody było dorzucone jakieś zioła i olejki - zapach był niesamowity, a woda wydawała się jeszcze milsza niż zwykle... Nie tylko przez temperaturą, ale przez to, że olejki sprawiały, że miało się uczucie bycia w płynnym jedwabiu. Usiadłam w połowie wanny, a Liam usiadł za mną. On usiadł popierając się o ścianę wanny i przyciągnął mnie do siebie... Oparłam się o niego i czułam jego muskularny tors. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął śpiewać mi do ucha i obmywać moje ręce gąbką. Żadna kąpiel, nawet ta w SPA, w którym błam tylko raz w życiu, nie mogła się równać z tą teraz. Byłam bardzo zmęczona, a Liam sprawiał, że się odprężałam i zaczęłam odpływać w krainę Morfeusza.

~~Liam~~
Zasnęła w wannie, aż się zaśmiałem, że miała takiego kaca giganta. Ubrałem ją w piżamę i zniosłem na dół, gdzie w salonie położyłem ją na kanapie. Tak słodko wygląda, jak spała... Zrobiłem jej śniadanie, ale kiedy się przebudziła najpierw dałem jej aspirynę i wodę, bo moja księżniczka nie może cierpieć... Do godziny 13 był to prawdziwie sielski dzień! Spaliśmy nawzajem, oglądaliśmy filmy i się dużo śmialiśmy... Chciałbym, żeby każdy dzień w tygodniu był taki jak ten... Nie licząc drobnego szczegółu, a mianowicie, Mellisa wyszła o 13:30 i poszła na spotkanie z tym sławnym projektantem Jakem. Patrząc na jej plecy wybierałem domowy numer Katie...

<< 4 tygodnie później >>

~~Melissa~~
Wyrwałam się z objęć Liama i pobiegłam do toalety. Kolejny dzień z rzędu budzą mnie mdłości. Nadal klęczę nad klopem, gdy Liam wchodzi do łazienki. 
- Powinnaś iść do lekarza... Może czymś się zatrułaś.. - mówi z troską w głosie i wyciera mi twarz. 
- Pójdę, obiecuję... A ty się nie przejmuj i idź na ten kurs... - odpowiedziałam, bo wiedziałam ile to dla niego znaczy. Liam zawsze pięknie śpiewał, ale ostatnio zaczął przywiązywać do tego większą wagę. Dostał się  na profesjonalny, całodniowy kurs ze sławnym artystą. Skakał co najmniej przez 3 dni, dopóki nie zaczęłam chorować. 
Po długim przekonywaniu, wreszcie wykopałam go z mieszkania, żeby w końcu poszedł, bo by się spóźnił. Podeszłam do lodówki i poczułam się niezmiernie głodna. Kiedy zjadłam 3 kawałek pizzy i planowałam, żeby zadzwonić do lekarza, do głowy wpadła mi pewna myśl, więc szybko ubrałam na piżamę płaszcz i pobiegłam do najbliższej  apteki...

<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.




 <<Ciąg dalszy rozdz.6 nastąpi dzisiaj>>



Opracowała: B - dla vanillacookie:* - Czemu nie było cię w szkole, ty przebrzydła?? ;D


Przepraszam, o 14 napiszę drugi part i obiecuję, że Lou też się pojawi jako imagine wieczorem!!


 PS Wiecie, że nasz Grzeczny chłopiec (Liam)  stracił dziewictwo w wieku 14 lat?? A jednak nie jest taki święty;D
PSS Alicja!! AAAAAA!! Napiszę coś chyba dla ciebie;D Napisz tylko o kim:D
PSSS Gdyby ktoś miał prośbę, to proszę walić prosto z mostu i prosić o imaginy z dedykacją... To jest strasznie miłe kiedy ktoś się zgłosi...
PSSSS AAAA!!! Mamy prawie 33 300!! Kocham was:* Viva la Polish Directioners!!:D

środa, 4 lipca 2012

"So What" - rozdział 5 (I jednocześnie 99 post!)

Kolejny rozdział.... Którego nie mogłam się doczekać, bo wymyśliłam go miesiąc temu, ale cóż... Oceny same się nie poprawią:D Mam nadzieję, że wam się spodoba i błagam napiszcie co sądzicie o tym opowiadaniu i proszę o odpowiedź na pytanie: "Czego chcecie więcej?" a) (naszych wspólnych) imaginów b) rozdziałów c) imaginów i rozdziałów... Taaa... dobra... To zapraszam do czytania, enjoy:D
PS:Tak na marginesie to już nasz 99 post:D Następny to będzie 100!! Jej!:)
PSS:Przepraszam, że skaczę tak od postaci do postaci, ale są sytuacje, które muszą następować po sobie, a po prostu czasem brzmią lepiej z punktu widzenia innego bohatera...No nie ważne...

 

<< Niecały tydzień od poprzedniego rozdziału >>
                         
                          ~~ Melissa ~~
Widzę samą ciemność, aż nagle jakiś czynnik wybudza mnie ze snu… Z trudem otwieram oczy i po chwili myślę: ”Nic się nie dzieję… To tylko chrapanie…”. Uśmiechnęłam się sama do siebie pod nosem, on zawsze chrapie...spojrzałam przed siebie… Zauważyłam kilka rozrzuconych drobiazgów na podłodze. Już musiała być szósta, bo zza firan prześwitywało poranne, budzące się słońce… Znów się uśmiechnęłam, uwielbiałam poranne słońce prawie tak samo, jak wylegiwanie się do późna w łóżku… Liam zawsze się śmiał, że uwielbia we mnie te drobne sprzeczności… Sięgnęłam po telefon, żeby zobaczyć która godzina i znów się nie zdziwiłam… Była 5:50, a ponieważ wyjść musiałam dopiero o 11:00, stwierdziłam iż nie ma to sensu i po prostu wrócę do spania… Już zamykałam oczy,  kiedy poczułam ciepłe usta składające czuły pocałunek na mojej szyi…
- A co robimy o takiej godzinie? – spytał mój chłopak jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy… Liam zawsze mnie przytulał kiedy spaliśmy… To było takie słodkie, budzić się każdego ranka w jego objęciach, zaczynać każdy ranek w jego objęciach. Wiedziałam, że nie spotka mnie nic złego w jego czułych, ale zarazem silnych ramionach… Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego mocniej, a każdy kto by nas zauważył, zrozumiały że jestem zadowolona, bo moim szerokim uśmiechu… Liam pocałował mnie bardzo delikatnie w ucho i wtulił twarz w moje włosy…
- Uwielbiam ten zapach…

~~Liam~~
Zaśmiała się… Zawsze kiedy jej mówiłem, że uwielbiam zapach jej włosów, zawsze mnie wyśmiewała, mówiła że jestem głupi i mówiła jedno kluczowe zdanie, które musiałoby się pojawić za każdym razem, bo inaczej bym się bał że z Melissą coś jest nie tak, więc nie zdziwiłem się kiedy w odpowiedzi usłyszałem…
- To tylko szampon, głuptasie! –zaczęła się śmiać, kiedy zacząłem ją delikatnie łaskotać po brzuchu…
- Mówię to co chcę, to wolny kraj! – ponieważ trzymałem nogę na jej nogach, nie miała szans, aby uciec kiedy zacząłem ją mocniej łaskotać… Melissa tak się śmiała, że łzy zaczęły spływać jej po policzkach… Myśląc, że mam przewagę oparłem się na łokciach i nachyliłem się nad nią, przerywając na chwilę wcześniejszą czynność… I jak się okazało, moja dziewczyna nie była zupełnie taka bezsilna jaką udawała… Teraz to ona rzuciła się na mnie gilgocząc mnie i doprowadzając do łez ze śmiechu…  Kiedy przestała, siedziała już na mnie i nachylała się tak, że kosmyki jej włosów łaskotały mnie po twarzy… Wziąłem jedno pasmo i zakręciłem je wokół palca, a potem je puściłem i spojrzałem jej w oczy…
- Jeśli nawet to tylko szampon, to i tak to uwielbiam… - powiedziałem, po czym ręką przyciągnąłem jej twarz i pocałowałem ją w usta…

~~Melissa~~
Liam na początku całował mnie bardzo delikatnie i czule, ale po dalszych naszych wspólnych pocałunkach można by pomyśleć, że zaraz coś się wydarzy, więc przerwałam i z trudem powiedziałam…
- Idźmy spać… Jest 6:32, a muszę wcześnie wstać, bo jestem umówiona z… - Liam mi przerwał…
- Tak, tak… z tym młodym architektem wnętrz, któremu pomagasz w projekcie muzealnym… pamiętam – powiedział chłopak obracając oczami…
- No weź, nie musisz być zazdrosny… On jest dla mnie za stary, ma 27 lat! A uwierz mi, że nie polecę na jego sławę i majątek… - powiedziałam patrząc mu w oczy…
- Taa…Ile? 27? Lou tam mówił, że lubisz starszych… - uśmiechnął się słodko…
- Głupi jesteś… - odwzajemniłam uśmiech, po czym przygryzłam dolną wargę i spojrzałam na niego spod rzęs… - Czyli jednak nie jesteś zazdrosny? – spytałam…
- I ty dziewczyno chcesz mnie nakłonić, abym poszedł spać?! O nie, nie ma mowy… - Liam wsparł się na łokciach, jedną ręką przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować… Po pewnej chwili jednak odzyskałam rozum i musiałam niestety zdecydować się na oderwanie od tych jego boskich warg…
- Idziemy spać!! – zawołałaś  grożąc palcem, który Liam po chwili zgiął i splótł swoje palce u dłoni z moimi…
- Nie mogę zasnąć przy takim cudzie, jak ty… - powiedział mój ukochany, a ja poczułam że się rumienię… I znowu musiałam przerwać taką wspaniałą chwilę, jak ta!!
- W takim razie… idę robić śniadanie… - zerwałam się z łóżka zanim Liam zdążyłby jakoś zareagować… A na schodach rzuciłam jeszcze tylko szybkie – Dzisiaj bekon i jajka!

<< Po śniadaniu >>

~~ Liam~~
Spałem i śniłem o spełniających się marzeniach, aż nagle obudził mnie dźwięk dzwonka… Otworzyłem oczy… I sięgnął po telefon, który leżał tuż obok mnie… ‘’Ech, to tylko sms od rodziców… odpiszę potem” – pomyślałem, po czym stwierdziłem, że jest na serio późno bo już 10:00! Spojrzałem na Melissę, która po śniadaniu zasnęła na moim torsie i tak trwała do teraz… Aż żal było mi ją budzić, ale wiedziałem że będzie bardziej denerwowana jeśli jej nie obudzę… Pogładziłem ją jeszcze po włosach zanim wyszeptałem jej do ucha, która jest godzina, a ta jak zaczarowana zerwała się na równe nogi i zaczęła coś szybko mówić i poszła do góry… a raczej wbiegła po schodach… W tym czasie kiedy słyszałem szybkie kroki i krzątaninę na piętrze, ja oglądałem różne programy w telewizji… Po około godzinie usłyszałem szybkie  zbieganie po schodach, więc wstałem i poszedłem w stronę drzwi wejściowych… Melissa zawiązywała sznurówki od butów, po chwili wyprostowała się, a ja jedyne co mogłem wydukać to było….
- Wow, wyglądasz prześlicznie… Jak zawsze z resztą… - uśmiechnęła się na te słowa i pocałowała mnie w policzek…

~~Melissa~~
Ubrałam się w fajny komplet .
A szczególnie miło zrobiło mi się po słowach Liama, chociaż wiedziałam, że nie mam na sobie nie wiadomo jak drogich ciuchów. Ponieważ się bardzo spieszyłam, miałam rozpuszczone włosy a no głowę włożyłam jeszcze czarny kapelusz… Przechodziłam już przez próg kiedy ktoś chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie… Liam pocałował mnie bardzo, ale to bardzo namiętnie na oczach chyba wszystkich osób, które znajdowały się na tej ulicy…
- I pamiętaj, że potrafię być strasznie zazdrosny – powiedział nadal mnie trzymając blisko siebie z cwaniackim uśmiechem na twarzy…
- Wiem, ale nie masz o co… - teraz to ja się cwaniacko uśmiechnęłam, chwyciłam jedną dłonią jego policzek i dodałam – Przecież to ja ciebie kocham… -  I odwzajemniłam poprzedni pocałunek… Zapomnieliśmy o tym, że ludzie nas widzą i się w ogóle nie przejmowaliśmy wszystkim dookoła, aż w końcu oderwałam się od niego i zaczęłam zbiegać po schodniach, kiedy usłyszałam...
- Bądź ostrożna!
- Jasne, że będę… - Krzyknęłam, a potem przystanęłam i odwróciłam się… - A ty gdzieś…
- Wyjdź… I się z kimś spotkaj… Tak wiem, jasne! Już nawet wiem dokąd pójdę… To miłego dnia!! I…
- Tak wiem, to hej! Do zobaczenia na obiedzie! – krzyknęłam zanim Liam mógłby coś dodać, bo naprawdę się już spieszyłam…

<< Południe>>
 
~~Liam~~
Około południa wyszedłem ubrany w to co zwykle  … czyli w moim naturalnym stylu…. I ruszyłem ulicami Londynu… Nigdzie mi się nie spieszyło i wiedziałem dokąd zmierzam, ale wolałem pójść tam pieszo niż jechać autobusem lub metrem… Szedłem chodnikiem po naszej dzielnicy aż doszedłem do dzielnicy azjatyckiej i wiedziałem, że za chwilę dojdę do Trafalgar Square, a tam będę musiał skręcić w stronę Big Bena i odbić  w pierwszą alejkę na prawo by potem udać się do kamienicy, w której mieściło się coś co było celem mojej podróży… Kiedy doszedłem i wchodziłem już po tych dwóch stopniach, aby otworzyć drzwi, na których widniały godziny otwarcia, już uśmiechałem się do samego siebie… Kiedy wszedłem zauważyłem to co zawsze… Wiele pełnych, wysokich regałów, tak że prawie nie było miejsca… Plakaty na ścianach, specjalne odtwarzacze… Tak, ten sklep muzyczny to moje ulubione miejsce w całym Londynie! Zacząłem się rozglądać, aż zauważyłem ją…

~~Katie~~
Ach, kolejny niby taki sam dzień pracy… Uwielbiam tutaj pracować, ale ludzie mogliby czasem odkładać albo szukać na własną rękę płyty… Nigdy nie miałam tutaj chwili spokoju, bo… Ktoś musiał by być głupi, aby nie zauważyć czarnych koszulek z nazwą sklepu i wyszywanymi nutkami, które musieli nosić wszyscy pracownicy naszego sklepu… Podeszłam do jednego z regałów, aby odłożyć płyty: Metallici, Nirvany, Nada Surf, Marleya i Madonny, o tych płytach mogłam powiedzieć wszystko od producentów i najfajniejszych kawałków, po możliwe teledyski i nagrody… Mogłam tak zrobić prawie ze wszystkimi zespołami, które znajdowały się w naszym sklepie…A mieliśmy tutaj asortyment od A do Z, od Ameryki po Azję, Afrykę i Europę… Potrafię powiedzieć wszystko o starych hitach, jak i ciekawych nowościach muzycznych…  Ale no wiecie, klient nasz pan, więc mi znajomość takich szczegółów pomaga… Gdybym w szkole równie dobrze mogłabym spamiętać te głupie daty i zasady ortografii!!  Po odłożeniu już musiałam zacząć szukać płyty zespołu The Doors… Jakby tak trudno było iść pod literkę D i poszukać płyty, co nie? No, ale cóż kocham tą pracę, bo czuję się tu jak u siebie w domu, chociaż pracuję tutaj dopiero pół roku… Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać… Dziwne, ale czułam się trochę obserwowana, ale wydawało mi się to absurdalne… Przeglądałam wzrokiem grzbiety płyt, aż znalazłam literkę D i zespół The Doors… Na szczęście płyty były na wysokości mojego wzroku, więc nie było trudno je sięgnąć… Wzięłam od razu 5, żeby zaproponować każdy z albumów mężczyźnie, który szukał którejś z tej płyt… Normalnie na nic bym nie zwróciła uwagi i bym wróciła do klienta, ale zauważyłam, że z szpary, która się utworzyła przez wyjęcie tych kilku płyt, spogląda na mnie para brązowych oczu… Na początku byłam zaskoczona, ale po chwili się uśmiechnęłam, bo bardzo dobrze znałam te oczy… Podeszłam szybkim krokiem do końca regału i słyszałam, że ktoś po drugiej stronie zmierza w tym samym kierunku… Kiedy regały się skończyły, nie zdążyłam się nawet obrócić, a wpadłam na wyższego ode mnie chłopaka o brązowych oczach w koszuli w kratę…
- Tak się za tobą stęskniłam! Bałam się, że coś poszło nie tak… ale rozmawiałam z twoimi rodzicami po operacji i… - Przerwałam, bo brunet podszedł i mnie przytulił…
- Nawet się nie przywitasz, a już zaczynasz mówić o przyziemnych sprawach…- powiedział ze słodkim uśmiechem na twarzy…
- No niech ci będzie… - Przewróciłam oczami, po czym odwzajemniłam uścisk i przytuliłam swój policzek do jego… Czułam jak jego oddech porusza moimi kosmykami blond włosów…
- Ej, muszę wracać do pracy… - powiedziałam, kiedy już zaczynałam myśleć, że wszystko może się jeszcze odwrócić...
-Hah, no tak… Zawsze zapracowana Katie! – zaśmiał się, po tym jak wypuścił mnie z ramion…
- Hej, Jimmy! – zawołałam do chłopaka, który był fanem The Doors i Kiss, a jednocześnie był moim pięć lat starszym kolegą z pracy… - Zanieś te płyty temu facetowi z koszulką Hard Rock Cafe i pomóż mu wybrać, a ja zajmę się tutaj panem… dobrze? – powiedziałam wskazując na Liama, którego już chyba wszyscy tutaj znali i to nie dlatego, że ten sklep był dla niego jak drugi dom, ale dlatego że był moim przyjacielem.
- Jimmy? – powiedział unosząc brwi Liam, kiedy chłopak znikał za kolejnymi regałami…
- Weź przestań… Co u ciebie? – spytałam, bo wiedziałam do czego zmierza Liam…
- Wy tak długo? – spytał z naturalnym dla niego misiowatym uśmiechem…
- Co my? – spytałam, chociaż i tak już wiedziałam o co mu chodzi…
- No od kiedy się umawiacie… - zaczął po czym przerwał, kiedy zobaczył moje spojrzenie i dodał – Ale na serio on chyba cię lubi, zobacz tylko jak na ciebie patrzy…
- Aha… No widzę… - powiedziałam trochę znudzonym tonem…
Liam wyprostował się, a jego uśmiech zbladł, spuścił wzrok i powiedział…
- Ty nigdy nie dostrzegasz… tego jakimi uczuciami darzą cię inni… - podniósł teraz wzrok i spojrzał mi prosto w oczy… A moje serce zaczęło mocniej bić, ale wiedziałam, że muszę być oziębła, bo inaczej rzucę mu się zaraz w ramiona…
- Taa… - teraz to ja opuściłam wzrok, by po chwili znów utonąć w jego oczach mówiąc – Może jestem trochę nie empatyczna…
- Nie to miałem na myśli… - przerwał, spojrzał w bok, aby chwilę po tym kontynuować – Przepraszam, ja serio…
- Nic nie szkodzi… Zapomnijmy… - uśmiechnęłam się teraz serdecznie, a potem bardziej cwaniacko i spytałam – A co u ciebie, panie Payne?

~~Liam~~
Zadrżałem na to, jak się do mnie odezwała… Jak dotychczas tylko Melissa tak mówiła… No właśnie… Spojrzałem jej w te wyjątkowe oczy…
- Wiesz, że masz niesamowite oczy… - Patrzyła na mnie po czym z lekkim uśmiechem opuściła wzrok, aby chwilę potem nieśmiało spojrzeć znów na mnie spod rzęs… Uśmiechnęła się serdecznie, stanęła jeszcze bliżej mnie i dodała przedrzeźniając mój głos…
- Masz, takie piękne oczy! Tak rzadko zdarza się, że blondynki mają brązowe, wręcz kasztanowe tęczówki! – zaśmiała się lekko, po czym szturchnęła mnie w ramie… - Zawsze tak mówisz! – Nagle uśmiech zszedł z jej twarzy i przerażona zapytała.. – Aż tak źle, że w ten sposób odpowiadasz mi na pytanie??
Na początku byłem trochę zdziwiony i nie wiedziałem o co jej chodzi, ale po chwili się zorientowałem…
- Ach, nie! Po prostu… Nieważne… U mnie wszystko okey… Wiesz, przeżyłem operację i wszystko jest dobrze, mam lepsze wyniki, nawet lepiej się czuję! – uśmiechnąłem się…
- A co u… jak tam jej było…? – uśmiechnęła się filuternie, a potem wybuchła śmiechem…
- Przecież wiesz, Katie… - obróciłem oczyma widząc jej zdziwiony wzrok, chociaż wiedziałem, że tylko udaje… - Melissa… - odpowiedziałem z rezygnacją…
- Ach, no tak! Melissssssa… - powiedziała specjalnie przeciągając „S” – Co u niej? Czy wy nadal..?
- Tak… Ku twojemu niezadowoleniu… Tak, nadal jesteśmy razem… - powiedziałem uśmiechając się…
- Na serio? Dziwne… - powiedziała opuszczając wzrok na swoje trampki…
- Co? Czemu niby dziwne? – spytałem zaskoczony jej odpowiedzią…
- Mówię, że to dziwne, bo zwykle zrywasz z kimś po dwóch miesiącach, mi się wydało dziwne, jak już byłeś z nią rok, a teraz ile to już? – spytała się nie uśmiechając się już, ale spoglądając w moje oczy…
- Trochę ponad dwa lata… Mieszkamy razem i… - Katie mi przerwała…
- Wow, to jest aż takie poważne…?- nie zwracałem uwagi na jej komentarz i kontynuowałem…
- Jestem z nią naprawdę szczęśliwy… - odwzajemniłem jej spojrzenie…
- No cóż, w takim razie… - uśmiechnęła się szeroko – Cieszę się waszym szczęściem! – szturchnęła mnie w ramię, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć na ten gest…
- Taa… dzięki – uśmiechnąłem się szerzej…
- Wiesz, niedługo mam urodziny i… - zaczęła nieśmiało i szybko jej przerwałem…
- Oczywiście, że wiem… Mogłabyś mi pomóc z płytą dla…
- Nie ma mowy! Sam szukaj dla mnie prezentu! – odpowiedziała śmiejąc się… - Wiesz, robię imprezę u mnie…
- Ale fajnie!
- No  tak… Jesteś oczywiście zaproszony… - zawiesiła głos, po czym dodała – Przyjdź z Melissą… - widać było, że ledwo te słowa wychodzą z jej ust, ale na końcu się uśmiechnęła, więc wziąłem te słowa jako jej szczere przekonanie…
- Miło z twojej strony… - przerwała nam jakaś dziewczyna, która spytała się o Britney Spears i Katie obróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie… - No widzisz, ja jestem wiecznie zapracowana! – po czym uśmiechnęła się i spytała się tej dziewczyny… - Jaki album?
- Dobra ja nie przerywam, miłej pracy… Zdzwonimy się… - uśmiechnąłem się i na jej odwzajemnienie podążyłem najpierw regałem z lat 70’ przez regał z literami E,F i G, aż doszedłem najszybszą drogą do wyjścia i zacząłem wracać do domu okrężną drogą – przez Big Bena i park… Kiedy dotarłem była już godzina 15 i wiedziałem, że wcześniej lub później pojawi się Melissa… Nagle zadzwonił mój telefon… Spojrzałem na wyświetlacz i pomyślałem : „O wilku mowa” i odebrałem…
- Hej Melissa!
- Hej, posłuchaj mną się jednak nie przejmuj… Dzisiaj na serio późno wrócę, bo z Jake’m mamy urwanie głowy z tymi projektami, więc zrób coś sobie sam na obiad, okey?
- No jasne, spoko… Tylko się nie przemęczaj…
- No dzięki! To hej, kocham cię!
- Ja ciebie też, cześć! – rozłączyłem się i sięgnąłem po klucze do mieszkania... Otworzyłem drzwi… Wszedłem do środka, położyłem się na kanapie i włączyłem telewizor… Moim oczom ukazała się zapowiedź dzisiejszego meczu London Chelsea i FC Barcelona… Taki ciekawy mecz, a ja o nim zapomniałem! Miałem go oglądać za godzinę razem z Melissą! No trudno… Byłem trochę zawiedziony, aż nagle mnie olśniło! Zdecydowałem się wykonać dwa telefony, pierwszy był do pizzerii i polegał na zamówieniu dwóch dużych pizz… Bo moja dewiza życiowa to: Lepiej, aby zostało, niż żeby miało brakować... A drugi telefon miałem zaraz wykonać… Wykręciłem numer, który znalazłem w naszej domowej książce telefonicznej, miałem nadzieję że odbierze… Już po dwóch sygnałach traciłem nadzieję, ale przy czwartym ktoś podniósł słuchawkę…
- Halo? – usłyszałem głos…
- Hej! Tu Liam… Przepraszam, że wcześniej nie proponowałem niczego takiego, ale masz może ochotę obejrzeć dzisiaj mecz u mnie? Melissy nie ma… a ja…
- No jasne, z przyjemnością, będę za 30 minut… - przerwała mi osoba po drugiej stronie.
- Dzięki… Nie wiesz, jak się cieszę… - powiedziałem z ulgą…
- Hah, nie ma za co… Potem mi się jakoś odpłacisz… To do zobaczenia!
- No, to hej i do zobaczenia Louis! – powiedziałem naciskając czerwoną słuchawkę…

<<KONIEC RDZ. 5>>



Opracowała B – mam nadzieję, że wam się podobało… Długi wyszedł (Ponad 6 stron w Wordzie!!)… Piszcie w komentarz co myślicie, błagam!! :D

wtorek, 5 czerwca 2012

"So What" - rozdział 4

Dobra... Ogólnie to sama nie mogę się doczekać, co stanie się w rozdziale 4, bo zwykle piszę spontanicznie rozdziały, więc stwierdziłam, że napiszę go jeszcze dzisiaj... Po za tym muszę odkupić swoje winy i o to, że dawno nic nie wstawiałam... A i kochane Directionerki, a niechaj będzie wam dane wiedzieć iż kolejny rozdział zaszczyt będzie miała napisać X... A i dzięki za miłe komentarze, aż się ciepło na serduchu zrobiło:D No dobra, to w imieniu tych co nie mogą się doczekać...



<<Ciąg Dalszy>>
~~Liam~~
 Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem coś co wyglądało, jak niezła scena z filmu. Dziewczyna, po której widać było że wcześniej płakała, wyrzuciła na środek pomieszczenia dużą skórzaną walizkę i zaczęła się pakować... Ej, zaraz... Czy to przypadkiem nie moja koszula? I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jednym z bohaterów tego melodramatu jestem ja i że to nie jest film, a rzeczywistość...
- Melissa, co ty do diabła robisz! - krzyknąłem zaciskając pięści. Nie odpowiedziała, zamiast tego wyrzucała ubrania z szafy i wrzucała je bezładnie do torby, była wściekła... - Melissa! - krzyknąłem głośnie, a ona nadal nie zareagowała, więc podszedłem i złapałem jej rękę w mocnym uścisku lekko ją wykręcając w górę...
- Estúpido! - krzyknęła głośniej, łzy na nowo zaczęły zbierać mi się w oczach... patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale już nie tak jak kiedyś...   Ja zaciskałem szczęki, a ona patrzyła na mnie z nienawiścią mieszaną z odrazą - Qué te parece?! Usted piensa que yo soy un juguete?! (Co ty sobie myślisz? Myślisz, że jestem zabawką?!)
- Przestań.... Wiesz, że to nie ma sensu... - powiedziałem spokojnie, by trochę załagodzić tą całą sytuacje...
- Yo estaba ciego! (Byłam ślepa)... - odpowiedziała spokojniej, ale nadal tym... tonem. Wyrwała swoją rękę z mojego uścisku, zaczęła rozcierać nadgarstek gdzie miała teraz czerwony ślad, spojrzała na mnie trochę przerażona, a ja sam zdziwiłem się, że użyłem takiej siły, nawet nie odczuwałem tego jak coraz bardziej pragnąłem ją zatrzymać. Ona na nowo zaczęła pakować moje rzeczy w taki sam, jak poprzednio sposób. Ukucnęła na podłodze i wrzucała coraz szybciej różne drobiazgi... Cofnąłem się do drzwi sypialni, kiedy nie wytrzymałem i z całej siły uderzyłem zamkniętą pięścią w framugę drzwi, obróciłem się szybko, podszedłem do niej od tyłu, ukucnąłem za nią i z objąłem ją mocno, tak że nie mogła wykonać żadnego ruchu, jednocześnie odsuwając ją do tyłu... W ten sposób przewróciłem się do tyłu, a ona nie miała szans i bardziej wpadła w moje ramiona... Chwilę się wyrywała po czym przestała, kiedy krzyknąłem...
- Weź, bo nigdy cię nie puszczę! - to ją uspokoiło... na moment - Posłuchaj... Ja... - I właśnie w tej chwili wybuchnęła spazmatycznym i głośnym płaczem, a prze łzy krzyczała, a może raczej bardziej szydziła słowa...
- Ty co Payne? Ty nie chcesz mnie popędzać? Właśnie widzę... daj sobie spokój... to... znaczy my... to nigdy nie miałoby przyszłości... I to ty wiesz! Ty nawet mnie nie kochasz! - przerwałem jej pocałunkiem, a kiedy skończyłem wykrzyczałem najszybciej jak mogłem, kiedy ona była oniemiała... 
- Ja dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie chcę cię nigdy stracić... Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? To byłby największy błąd w moim życiu, bo jesteś dla mnie jak tlen... Nie mógłbym bez ciebie żyć! Ja Cię... 
- Ty mnie co? -powiedziała nadal lekko zszokowana, po czym dodała mocniej i gniewniej - Wykrztuś to z siebie wreszcie!
- Ja cię kocham, zadowolona? - łzy zaczęły mi spływać po twarzy, więc zakryłem ją sobie dłońmi, a po chwili po czułem jak ktoś wtula się w moje ramiona... 
- Przestań Liam... Ja ciebie też kocham i też bym nie mogła bez ciebie żyć, ale ty...
- Rozumiem cię... - odkryłem twarz i spojrzałem na nią, opierała się teraz o moją klatkę piersiową - Też bym nie wytrzymał z takim dupkiem jak ja...
- Przestań Liam... Zapomnijmy... - Oparłem się o ścianę, ona była nadal wtulona we mnie... Zapanowała cisza, dopóki Melissa nie przerwała jej... - Ale ci szybko serce bije... To aż nienaturalne, powinieneś iść z tym do lekarza, może to...
- To zupełnie naturalne... Bije tak tylko wtedy, kiedy jesteś przy mnie... - Mel wyprostowała się i spojrzała mi w oczy... Lekko się uśmiechnęła, a ja wiedziałem że to moja ostatnia szansa... - Przepraszam, ja...
- To też moja wina. - Wytarła mi zagubioną łzę, po czym pocałowała w policzek i wstała - Wstawaj, czas posprzątać ten bałagan - wskazała ręką na walizkę, a ja uśmiechnąłem się mimo woli.
- Tak jest Pani Lestrage! - ona uśmiechnęła się szerzej i wyglądała przepięknie mimo zapuchniętych od płaczu oczu... 

~~Melissa~~
 Cieszyłam się na wyjście wieczorem, muszę się z kimś spotkać, pogadać...Było już około 18:00, kiedy zeszłam na dół i szłam już stronę drzwi, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos...
- Ślicznie wyglądasz... ( jesteś ubrana w... ) - szepnął mi do ucha Liam odgarniając kosmyk moich lekko podkręconych lokownicą włosów. - Jak zwykle z resztą... - uśmiechnął się cwaniacko, a ja zapomniałam o tym, co działo się rano i moje kolana się lekko ugięły, ale odwzajemniłam uśmiech... - Dokąd to? - spytał uśmiechając się szerzej, kiedy jedna z jego rąk obejmowała moją szyję...
- A z koleżanką się spotykam na mieście... - odpowiedziałam sprytnie...I myślałam, że już o nic więcej mnie nie spyta i nie będę go musiała znowu okłamywać, aż tu nagle...
- A z Jessicą? Pozdrów ją ode mnie... Gdzie będziecie? - znów ten cwaniacki uśmiech, który sprawia że nie jestem w stanie go okłamywać...
- W Olksie... - spojrzałam na jego pełną podziwu twarz, w końcu Olks znany był z nietuzinkowych imprez, po których nikt nic nie pamiętał -  Wiesz, trzeba świętować sukcesy swoich przyjaciół, a Jessica właśnie dostała się do wydawnictwa...- I tu go nie okłamałam, to znaczy miejsce oczywiście, że podałam fałszywe, ale to że Jessica dostała się do wydawnictwa, akurat było prawdą, szkoda że nie będę miała szansy jej osobiście złożyć gratulacji... - Może też powinieneś gdzieś wyjść, wiesz spotkać się kumplami albo coś takiego...
- No jasne, chyba tak zrobię...I pozdrów Jessicę ode mnie i złóż gratulacje... Dobra widzę, że się spieszysz, to cię nie zatrzymuje, słońce. - pocałował mnie na pożegnanie w czoło, ja wyszłam za drzwi i w ostatniej chwili cofnęłam się by pocałować go w progu domu... Kiedy nasze usta się złączyły znów poczułam fajerwerki... Nie wiem jak długo tak staliśmy, ale kiedy się od niego oderwałam, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam i kiedy biegłam już wzdłuż ulicy do metra, krzyknęłam: "Cześć, kochanie!". Kiedy wsiadłam już do metra odetchnęłam z ulgą, pomimo zżerającego mnie poczucia winy, że okłamałam tak bliską mi osobę jak Liam. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam w nich głośno muzykę, a wyjęłam je kiedy usłyszałam głos oznajmujący, że znajduje się na stacji w Green Parku i wtedy również wysiadłam... Kiedy wyszłam na świeże powietrze poszłam parkiem wzdłuż ulic Londynu, aby odejść kawałek od centrum... Mogłam bym wysiąść później, ale musiałam się przejść... Kiedy doszłam już na miejsce tej kamienicy, zauważyłam podświetlaną tradycyjną tablicę z napisem: "BillyBobBilly" i od razu tam weszłam. Co prawda bar ten został wymyślony z myślą dla studentów i zawsze tu było głośno i pełno ludzi, ale sama atmosfera tego miejsca sprawiała, że nie jedna osoba poczułaby się tutaj jak w domu. Barmani łatwo nawiązywali z tobą kontakt, prawie każdy znał tutaj moje imię. Kiedy ktoś wznosił toast wszyscy w środku mu dopingowali, było tu ciasno, ale pomimo tego przytulnie. Każdy element wystroju nawiązywał do historii Wysp Brytyjskich. Najczęściej używanym elementem były autentyczne wycinki z gazet, wszędzie tutaj walały się gry intelektualne albo jakoś bardziej rozrywkowe... Ale najbardziej tutaj podobała mi się scena do karaoke z tyłu pomieszczenia, gdzie czasem również śpiewali jakieś drobne koncerty jacyś uzdolnieni amatorzy, raz nawet ja miałam okazję na niej śpiewać... Podążyłam w jej kierunku, usiadłam przy wolnym stoliku obok niej, spojrzałam na scenę i uśmiechnęłam się pokazując wszystkie zęby widząc chłopaka w koszulce w paski, który właśnie zaczynał grać na gitarze i przerwał kiedy mnie zobaczył, po czym spojrzał przed siebie powiedział...
- Drodzy Państwa, chciałbym zadedykować tą piosenkę wyjątkowej dziewczynie, którą pewnie wszyscy tutaj znacie - przerwał, by spojrzeć mi w oczy. - Mel to dla ciebie... - Opuścił wzrok, zarzucił głową by poprawić włosy i zaczął znów grać to samo na gitarze. Wiedziałam, że to już jego ostatni utwór dzisiaj, zawsze swoje występy kończył tą piosenką "Hey There Delilah", ale zdziwiło mnie to że zadedykował ją właśnie mnie po tylu latach ( tekst + tłumaczenie )! Kiedy chłopak skończył, rozległy się głośne oklaski i wiwaty, a on niezgrabnie się ukłonił i zszedł ze sceny zostawiając tam gitarę. 
- Hej, Mel... - uśmiechnął się szeroko, kiedy do mnie podchodził, a ja pomyślałam, że tylko on tak mówił "Mel"... Inni albo w ogóle nie skracali tego imienia albo starali się je skracać na różne sposoby, ale nie pomyśleli by powiedzieć do mnie po prostu "Mel"... Wstałam od stołu i szybko podeszłam do niego, przytuliłam go i pocałowałam w policzek, on odwzajemnił uścisk ze śmiechem... Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy i powiedziałam grożąc mu palcem wskazującym...
- Wiesz, że ci mówiłam coś o tej piosence... - mówiłam kiedy siadaliśmy przy stoliku - Kiedyś ci się za nią oberwie... - uśmiechnęłaś się słodko. A barman właśnie stawiał nam na stole dwie cole i jedno piwo bezalkoholowe, nie zamawialiśmy, ale to było wasze stałe zamówienie...
- Och, weź Mel... - spojrzał na szklankę i podniósł wzrok patrząc ci prosto w oczy... A ty na chwilę zapomniałaś o bożym świecie tonąc w tych błękitnych oczach, niczym Morze Karaibskie... "Ej dziewczyno, opanuj się! Ty masz chłopaka!" - Tęskniłem za tobą...
Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz, a X factor?
- Też za Tobą tęskniłam, Lou... - powiedziałam nadal rozmarzona, po czym dopiero się obudziłam i zrozumiałam o co pytał... - Nie mów tak głośno co, nie chcę żeby...
- Liam nie wie, prawda... - powiedział Louis, po czym dodał szeptem widząc twoją twarz, z której można było czytać jak z książki. - Nie powiedziałaś mu jeszcze? Niezła historia, jak się dowie...
- Nie może się dowiedzieć. - przerwałam mu - Przynajmniej nie teraz... - "Mi się zdaje, czy on wie więcej niż mój chłopak?" ta myśl przeleciała szybko przez twój umysł i nie pomogła w tej sytuacji...
- Dobra Mel, gadaj co cię trapi... - Powiedział do mnie wygodniej rozsiadając się na krześle.
- Mnie? Mnie nic nie trapi... - machnęłam ręką, po czym dodałam - Tylko ten bar...
- Wiem, że go lubisz...Zawsze lubiłaś. Tylko chcesz zmienić temat i wiesz że ja ci na to nie pozwolę, więc... - przerwał kiedy zobaczył, jak opuszczam głowę i patrzę na podłogę... - Ojej, jest aż tak źle?
- Taa... Między mną, a Liamem... Ej zaraz... A ty i twoja dziewczyna? - nadal starałam się zmienić temat...
- To przeszłość...A my gadamy teraz o twojej teraźniejszości, no dawaj...
- O patrz, a tamta dziewczyna która siedzi przy barze... Niezła jest co?
- Przestań, proszę... Mów co jest nie tak... - od zawsze byłam pełna podziwu dla spokoju Louisa, pomimo tego że był najbardziej spontaniczną osobą jaką znałam...
- Drobna sprzeczka, ale teraz jest już lepiej... serio. - dodałam kiedy zauważyłam jego niedowierzający wzrok.
- No dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów...- I to był właśnie chwyt, który mój przyjaciel stosował od 7 lat, czyli od początku naszej przyjaźni... Zawsze kiedy on wypowiadał to zdanie, mówiłam mu wszystko jak na spowiedzi... "Ale nie tym razem" - pomyślałam...
 - Czemu akurat tą piosenkę zawsze śpiewasz na końcu? - spytałam, a go najwyraźniej zdziwiło to pytanie, bo pewnie myślał iż zacznę mówić o porannej kłótni...
- Czemu "Hey There Delilah"? - zrobił słodką minkę, spojrzał na sufit, po czym znów na mnie i się uśmiechnął... - Nie mów, że nie wiesz czemu... Pamiętasz przecież tamtą noc... - Lou uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłam jego uśmiech, a on dodał - Może ty mi ją przypomnisz? - Opuściłaś wzrok na szklankę z colą i zaczęłaś opowiadać...
 - Kiedy na swoje 11 urodziny dostałeś gitarę od dziadka nie mogłeś przestać skakać z radości... Mówiłeś, że kiedyś będziesz tak samo dobry, a nawet lepszy niż on... Ćwiczyłeś dzień i noc, aż miałeś palce pozdzierane do krwi od strun... Pamiętam, że znałam cię niecałe dwa lata, ale już byliśmy ze sobą bardzo zżyci, obraziłam się wtedy na ciebie bo myślałam, że wolisz gitarę niż mnie... Więc pewnego wieczora - spojrzałaś na niego i wróciłaś do opowieści - Kiedy leżałam już w łóżku i patrzyłam przez okno na ośnieżone londyńskie ulice, zauważyłam chłopca, który jechał na rowerze z ogromnym futerałem na plecach... Usiadłam wówczas na łóżku, otworzyłam okno i... - przerwałaś, spojrzałaś na niego, zauważyłaś że się strasznie słodko uśmiecha... - Dalej ty mówisz... - powiedziałaś krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o oparcie... On nachylił się nad stołem...
- I przez nie wyjrzałaś... Tym tajemniczym chłopakiem okazał się twój najlepszy przyjaciel w całym życiu, ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy - mrugnął do mnie okiem... - Więc kiedy chłopak zaczął ci grać i śpiewać piosenkę...A właśnie jaka to była?
- "Hey there Delilah"...- obróciłam oczami, jakby to było oczywiste...
-Byłaś na tyle tak zauroczona - kontynuował Lou - że wybiegłaś z domu po cichu by nie obudzić rodziców, że kiedy już spotkałaś się w samej piżamie w środku zimy z tym przystojniakiem - Lou przerwał, by poprawić włosy, dopiero teraz zauważyłam, że obije nachylaliśmy się nie tyle nas stołem, co ku sobie... - To nie mogłaś zrobić nic innego niż go pocałować...
- Kogo pocałować? - odsunęliśmy się od siebie, a wasz wzrok powędrował w jednym kierunku - Liam.  "Co? Nigdy się go tutaj nie spodziewałam..." - pomyślałam...
- O, hej... Liam... - Lou uśmiechnął się, on zawsze wiedział jak wybrnąć z nawet najgorszej sytuacji, w przeciwieństwie do mnie... Liam usiadł obok nas...
- Nie przerywajcie sobie, z chęcią posłucham... - powiedział Liam krzywo odwzajemniając uśmiech mojego przyjaciela...I Lou musiał się najwyraźniej poczuć tak, jakby Liam rzuciłby mu rękawice, bo kontynuował...
- I wtedy mnie pocałowałaś... - zwrócił wzrok z Liama na mnie. -  Był to dla nas obojga pierwszy pocałunek w życiu... I kiedy to się stało, stwierdziliśmy że to się nigdy nie może powtórzyć i zostaliśmy przyjaciółmi na zabój... - przerwał na chwilę, po czym dodał - Dlatego śpiewam zawsze "Hey There Delilah" na koniec... Bo przypomina mi to o tych dobrych czasach, a poza tym mam taką cichą nadzieję śpiewając to, że skoro początek był dobry, to koniec też będzie... Tak, zdecydowanie dlatego lubię śpiewać ją jako ostatnią... - uśmiechnął się słodko...Liam zaczął cicho śpiewać...
- Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty - spojrzał na nasze twarze, po czym dodał - To jest to, tak?
- No... uwielbiam ten utwór... - powiedział Lou.
- Wiecie co, już jest serio późno... - przerwałam Louisowi.- Liam, kochanie wracamy do domu??
- No to nawet dobry pomysł - spojrzał na Lou, a potem... -  Jestem trochę zmęczony - dopowiedział Liam ziewając...

~~Liam~~
Kiedy wracaliśmy do domu dużo rozmawialiśmy i się też dużo śmialiśmy...Okazało się, że Jessica nie mogła się spotkać z powodu prestiżu, więc Melissa spotkała się z Louisem. Nie mogłem być na nią zły, ma najlepszego przyjaciela, tak jak ja najlepszą przyjaciółkę... Kiedy weszliśmy do domu, od razu poszedłem do części kuchennej, bo kuchnia nie jest jakoś bardzo wyodrębniona w tym mieszkaniu, by napić się wody. Nalałem sobie trochę do szklanki, aż poczułem jej ciepłe ciało, które przytulało się do moich pleców...
- Chyba nie jesteś zły, co...? - powiedziała, z powodu braku mojej reakcji...
- Nie, niby dlaczego? - chciałem wydawać się obojętny, ale tak na serio byłem trochę zazdrosny.
- No wiesz, Lou... On jest tylko przyjacielem, ale ... - urwała, a ja stanąłem do niej przodem. Przysunęła się blisko i spojrzała mi w oczy... - Ja ci nigdy nie mówiłam, że to z nim się po raz pierwszy raz całowałam i myślałam...- opuściła wzrok, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy.
- Nie jestem zły... - powiedziałem uśmiechając się i obracając oczami, kiedy sięgałem po wcześniej odstawioną na bok szklankę... 
- Taa... Właśnie widzę... - spojrzała na mnie z pod tych swoich pięknych, długich rzęs, a ja nie mogłem nie ulec...więc nachyliłem się trochę bardziej do niej, bo byłem wyższy...a ona dodała - W takim razie, czemu tak ci się spieszyło do domu?
- Mówiłem, że jestem zmęczony... A... Jak on ma? - Melissa się cicho zaśmiała, spojrzała na kołnierz mojej koszuli, a ja oparłem swoją głowę o jej czoło, kiedy ona go poprawiała. Spojrzała mi prosto w oczy nadal trzymając mój kołnierz...
- Wiesz... - powiedziała, po czym na chwile przerwała, by przygryźć wargi - Może mi pokarzesz na górze... - pocałowała mnie w usta przyciągając za kołnierz koszuli i znów spojrzała w oczy - Jak bardzo jesteś zazdrosny?
Odsunęła się a wchodząc po schodach, zdjęła buty...Zanim poszedłem za nią zdążyłem tylko szepnąć pod nosem...
- I to jest właśnie to, za cię kocham...








Opracowała: B - mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba... Teraz wyjeżdżam do Kołobrzegu, ale biorę laptopa i będę pisać jak będzie internet i czas:D A i piszcie co sądzicie... I czy czekacie na kolejne rozdziały:) Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze...


CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!!:D

poniedziałek, 4 czerwca 2012

"So What" - rozdział 3

Okey... Bardzo, ale to bardzo przepraszam za to, że dawno nic tu nie wstawiałam i pewnie kiedy wam powiem, że to się zmieni, to nie uwierzycie... Ale naprawdę jest mi bardzo przykro, bo ten blog znaczy dla mnie dużo, a pewnie będzie źle jeśli będę się tłumaczyć tym, iż w mojej rodzinie się ostatnio trochę popsuło... Ale git... Dobra... piszę rozdział 3, chociaż nie usłyszałyśmy żadnych waszych opinii o tym  opowiadaniu i nie wiemy czy jest dobrze, że to piszemy... No nie ważne, jeszcze raz przepraszam i postanawiam poprawę, proszę o rozgrzeszenie i pokutę (najlepiej jakby nią było napisanie kilku imaginów, tak tylko mówię...) 





<< Kilka dni po incydencie ze szwami >>
~~Melissa~~
- Obiad na stole! - zawołałam kładąc półmisek z ziemniakami na blacie. Wyprostowałam się i rozejrzałam się po kuchni połączonej z salonem. Na przeciwko lodówki obok, której stałam, znajdowały się schody na górę, po ich lewej stronie druga łazienka (pierwsza jest na piętrze) i drzwi wejściowe, a po lewej już salon. Obróciłam się przodem do kranu i włączyłam wodę, opłukałam ręce i spojrzałam na ulicę przed domem. Moje... a może teraz raczej już nasze... mieszkanie mieściło się w starej kamienicy na skrzyżowaniu dwóch ulic na przedmieściach Londynu, tak że patrząc z kuchni widziało się jedną z nich, a wychodziło się drzwiami frontowymi na drugą. Z rozmyśleń, a raczej z tępego gapienia się na dzieciaki majstrujące coś przy hydrancie, wyrwało mnie powolne schodzenie po stopniach... Nie obróciłam się, wiedziałam że to mój chłopak... Nawet nie miałam ochoty się obrócić, nie zrozumcie mnie źle... Kocham go i to nad własne życie, gdybym mogła oddałam bym mu własną nerkę, ale... Ostatnio boli mnie samo patrzenia na niego, on już nie jest sobą... Jest taki smutny, widać że każdy krok sprawia mu ból, nie tyle fizyczny, co wewnętrzny...Mam wrażenie jakby popadał w jakąś depresje, tylko nie wiem czemu... Cały dzień potrafi spędzić zamknięty w tym swoim pokoju i stamtąd nie wychodzić lub spać do 13 lub i nawet 14, kiedy wcześniej każdą chwilę starał się spędzać ze mną i rano to on mnie budził skacząc po całym pokoju. "Co się stało?" - poruszyłam ustami, nie wypowiadając ani jednego słowa na głos. Patrzyłam tak w dal, czekając na odpowiedź z nieba, aż nagle poczułam ciepłe wargi, które na mojej szyi składały pocałunki. Ale teraz to nie było to samo, co kiedyś. Brak czułości i samego uczucia pożądania, a raczej same suche czyny, świadczące tylko o uczuciu, które kiedyś nas łączyło... "Dziewczyno, opanuj się! Jest tak, jak zawsze... To z tobą jest coś nie tak, a nie z nim! Zaczęło ci odbijać od kiedy ci nic nie odpowiedział, na wyznanie w szpitalu...Weź się w garść, bo twoja wyobraźnia bierze zwykłą rzeczywistość w swoje ręce..." - skarciłam się w myślach, zamknęłam oczy, a po chwili je otworzyłam, a w odbiciu kuchennego okna zobaczyłam siebie i Liama, który mnie obejmował, lekko się uśmiechał i śledził każdy mój ruch w odbiciu. Odwzajemniłam jego uśmiech, obróciłam się do niego przodem, tak że teraz staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze ciała na siebie napierały. Czułam jak jego ciepły oddech sprawia, że wolne kosmyki moich włosów drgają...

~~Liam~~
Oparłem własne o jej czoło, a ona zamknęła oczy... Mógłbym tak spędzić cały dzień... Ale wiedziałem, że coś przeskrobałem... Dlatego przez cały czas uśmiechałem się jak głupi idiota, byle tylko nic po sobie nie poznać... Kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie spode rzęs, zrozumiałem, że nie mogę jej stracić... Wyprostowałem się i otworzyłem usta, żeby w końcu TO powiedzieć, ale ona przerwała mi delikatnie muskając moje usta palcem wskazującym w geście, abym zamilkł. Teraz uśmiechnęła się lekko, widząc najwyraźniej moje posłuszeństwo, ale nagle jej uśmiech zbladł i opuściła wzrok razem z ręką. Patrzyła na podłogę obok nas, kiedy zaczęła mówić...
- Liam... My... Znaczy ty i ja...- łzy nabiegły jej do oczu, było widać jednak że nie zacznie płakać, bolało ją to co chciała powiedzieć, ale i jednocześnie męczyło już od jakiegoś czasu. Przestraszyłem się, złapałem kurczowo jej ręki, spojrzała na nasze dłonie, po czym zwróciła wzrok prosto w moje oczy i powiedziała bardzo szybko, jakby to były wyścigi...
- Liam, my się od siebie oddalamy - momentalnie puściłem jej dłoń, a ona zasłoniła sobie usta rękoma... Odwróciłem się i oparłem się o stół z już pewnie zimnym, obiadem. Ukradkiem jedna łza spłynęła w dół mojego policzka, po czym spadła na stół z niemym dźwiękiem. Znowu się odwróciłem, wiedziałem że nie powinienem tego robić, ale po prostu wyszedłem z pokoju, byłem w szoku. Zacząłem z szybkością żółwia wchodzić na schody i nie obróciłem się nawet wtedy kiedy usłyszałem dźwięk osuwającego się ciała na podłogę... Łzy zaczęły mi same napływać do oczu, kiedy usłyszałem krzyki za sobą: "Liam, ty jesteś temu winny, więc nie odchodź bez słowa, Liam!", a może dopiero wtedy kiedy usiadłem na łóżku i pomyślałem o tym co zrobiłem? Do ręki wziąłem szklankę z wodą i już ją podnosiłem do ust, kiedy nagle usłyszałem jakiś hałas... Wiedziałem, co on oznaczał... Upuściłem szklankę, a ona roztrzaskała się o podłogę... Bez zastanowienia wybiegłem na korytarz i zobaczyłem, coś co sprawiło że chyba nie zapomnę tego dnia do końca swoich dni...

C.D.N.



Opracowała: B - Jeszcze raz przepraszam, że dawno nie pisałam i mam nadzieję, że wam się podoba, piszcie w komentarzach czy chcecie więcej i proszę was o opinie, a i bym zapomniała! Już całkiem niedługo pojawią się nowe postaci, więc jeśli chcecie dalsze rozdziały - piszcie!!

poniedziałek, 21 maja 2012

"So What" - rozdział 2

Przepraszam, że długo musieliście czekać na drugi rozdział, ale musiałam wszystko poukładać w swoim zakręconym życiu... Co prawda nie poukładałam, ale kit...Następny rozdział napisze X i błagam piszcie co o tym myślicie i czy  w ogóle coś takiego chcecie tutaj:D Dobra, to na tyle...
Ready, steady, go!
Ciąg dalszy pierwszego rozdziału...

<<Dziesięć dni po operacji>>

~~Melissa~~
Siedziałam na łące pełnej modraków, które uwielbiałam. Siedziałam na kocu w pięknej długiej kreacji wieczorowej, a tuż obok mnie siedział mój chłopak – Liam – w garniturze… Śmialiśmy się do upadłego, on wyciągnął dwie babeczki z koszyka, podał mi jedną i sam wziął drugą, po czym odgryzł kawałek…
- Hah, kochanie… Zostało ci tutaj trochę kremu!  - powiedziałam do niego cały czas się śmiejąc, po czym przybliżyłam się i zlizałam mu krem z ust jednocześnie go całując. Kiedy się od niego odsunęłam, zobaczyłam że się uśmiecha, ale jest czymś przejęty…
- Spróbuj swojej… Na pewno ci zasmakuje – spojrzał mi w oczy, a potem opuścił wzrok na ciastko.
Ugryzłam i poczułam w ustach coś twardego i okrągłego… Podniosłam zdziwiona rękę i z ust wyjęłam pierścionek… Z zaskoczeniem spojrzałam na Liama…
- Słońce, czy wyjdziesz za mnie? – powiedział swoim normalnym głosem, po czym dodał – Kocham cię… - ale to już nie był jego głos, tylko mój.
Przestraszona podniosłam się i  w osłupieniu patrzyłam, jak cała sceneria się zmienia… Wszystko pociemniało… Gdzieś w oddali było słychać grzmoty – sygnał, że niedługo będzie burza. Liam zaczął siwieć, kurczyć,  po prostu zaczął się starzeć… Przestraszona spojrzałam na siebie… Moje pomarszczone dłonie, dotknęłam głowy, a tam pod palcami poczułam poważnie przerzedzone włosy… Otworzyłam usta by krzyknąć i w tej chwili…
Obudziłam się z przeraźliwym krzykiem, usiadłam prosto na łóżku i zaczęłam ciężko oddychać, wyłączyłam budzik, który wskazywał godzinę 8.30. Boże, jaki to był okropny sen!
- El cólera, sino un sueño estúpido ...  – zaklęłam cicho pod nosem.
- Co tam mruczysz kochanie? – spytał się mnie zachrypnięty głos po drugiej stronie łóżka, odwróciłam wzrok w tamtym kierunku.
Ach, Liam… Tak nie dawno była operacja i wszystko poszło dobrze, wyglądał teraz znacznie lepiej, zdrowiej… Zamieszkaliśmy razem, pomimo iż Liam miał wybór, ja lub rodzice, wybrał mnie…
- Jak minęła noc? Chyba niezbyt dobrze, skoro budzisz mnie hiszpańskim, co? – uśmiechnął się cwaniacko, a ja nie mogłam nie odwzajemnić tego…
- Wiesz, coś ci się dowcip wyostrzył po tej operacji… - nachyliłam się i pocałowałam go lekko w usta… 


~~Liam~~
Oderwała swoje usta od moich, a ja spojrzałem na najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek dany było mi zobaczyć… Melissa wyglądała pięknie o poranku… te poczochrane włosy, szeroki uśmiech i ta piżama w kratkę… Krótkie spodenki i bluzka bez rękawów… Chwyciłem jej nogę która była bliżej mnie i przeniosłem na moją drugą stronę, tak że Melissa była nade mną w rozkroku… Lekko się podniosłem i pocałowałem ją namiętnie w usta, a ona to odwzajemniła… Całowaliśmy się tak przez pewną chwilę, aż ona się oderwała…
- Nie wiem, czy my… - ledwie mówiła przez brak oddechu, całowałem ją po szyi, a ona wybita w rytmu objęła mnie mocniej tak, że się położyliśmy…
Teraz zaczęliśmy się naprawdę bardzo namiętnie całować, objąłem ją w pasie i przerzuciłem ją na plecy , tak że teraz ja nachylałem się nad nią… Znowu oderwała swoje usta od moich, a ja bez przerwy całowałem jej szyję, twarz, ramiona… Nie chciałem z nikim dzielić się moim skarbem…
- Liam, wiesz że nie możesz się zbytnio nadwyrężać… - przygryzła wargi, po czym dodała – Miałeś niedawno operację…
Na te słowa pocałowałem ją długo w usta i to chyba był wystarczający argument z mojej strony, bo ona to odwzajemniła… Ponieważ nie miałem koszuli, jak mam w zwyczaju sypiać, czułem dokładnie jak położyła swoją rękę na moich łopatkach lekko wbijając paznokcie… Całowaliśmy się bardzo namiętnie, aż ona położyła nogę na moich plecach…
- Aaaa… - odchyliłem się do tyłu i zawyłem – Au…!
- O boże, Liam… Szwy… - podniosła ręce w geście pokory, by mnie uspokoić – Ja nie chciałam, przepraszam… Mówiłam, że nie powinnyśmy… To cię boli i…
- Tak, fakt to boli – powiedziałem swoim normalnym już tonem, uśmiechnąłem się cwaniacko i dodałem – Ale to jest rodzaj tego przyjemnego bólu… - zamknąłem oczy i nachyliłem się by ją pocałować, ale ona się odsunęła…
- Liam, ty mój głupku… - uderzyła mnie lekko otwartą dłonią w głowę – Ach… Ty i te twoje pomysły… - wyczołgała się z pode mnie i poszła w stronę drzwi,  gdzie zatrzymała się w framudze… - Idę robić śniadanie, jakieś preferencje…? – uśmiechnęła się słodko, co odwzajemniłem…
- Tylko jedno… - zawiesiłem głos…
- Nie, nie zostanę tu… - powiedziała chwytając klamkę i uśmiechając się zadziornie, lecz szerzej…
- Nie o to chodzi, chociaż bym tego chciał – mój słodki uśmiech nr 5 i teraz albo nigdy – Chcę żebyś wiedziała, że ja Cię… - urwałem.
- Tak? Ty mnie co, Payne? – spytała zaciekawiona… a ja nie mogłem, nie teraz… To musi być gdzieś indziej, kiedy indziej…
- Ja cię nie popędzam… - uśmiechnąłem się cwaniacko, bo grunt to dobra mina do złej gry…
Melissa rozczarowana podeszła do mnie, uśmiechnęła się delikatnie i złożyła na moich ustach czuły pocałunek… Kiedy wstała i szła tyłem w stronę drzwi powiedziała…
- Chciałbyś… - uśmiechnęła się zalotnie, po czym dodała – W takim razie rozumiem… Dziś na śniadanie francuskie tosty… - odwróciła się do mnie tyłem i wyszła… Usłyszałem wolne zbieganie po stopniach schodów, a odgłosy stawały się coraz cichsze…
Położyłem się na plecach, spojrzałem w sufit i złapałem się za głowę…
- Chłopie jesteś głupi… - powiedziałem cicho na głos do samego siebie…
Chciałem jej powiedzieć co do niej czuję, ale nie zrobiłem tego dzisiaj, ani jutro… Kiedy w końcu będę gotowy?? Tego miałem się chyba dowiedzieć w najbliższej przyszłości…


Opracowała: B - Nie wiem, jak wam ale według mnie jest git;D Piszcie w komentarzach, czy chcecie kontynuację!!