sobota, 15 grudnia 2012

Imagine - Harry (XV)

Aaaaaaaaaaa!! Już niedługo 50 000 wejść! Dziękujemy Wam, kochani!! :D

Dzisiaj wstawiam Harreha (o 1szym spotkaniu) dla niesamowitej Claudii!! Uwielbiam rozmawiać z tą dziewczyną (@Love_You_MTT) i mam nadzieję, że ją kiedyś spotkam;D Przepraszam, że nie zrobiłam tego wczoraj, ale miałam mocną gorączkę i zasnęłam po powrocie z kościoła... Wybaczysz?? :C
A i jeszcze jedno... Claudia, jest mi mega przykro, że skończyłaś z blogiem:C

Mam nadzieję, że się spodoba:3 

Jest bardzo długi w ramach przeprosin...



Wasza B

-----------------------------------------






- Jeszcze raz to samo? - zapytał mnie jakiś męski głos, a ja podniosłam wzrok z nad blatu i spojrzałam na starszego, pulchnego mężczyznę, który wycierał mokry kufel. Skinęłam głową i znów zwróciłam wzrok na ladę, którą potrafiłam opisać nawet z dokładnością do ilości widocznych słoi na tym kawałku drewna, o który się opierałam. Po chwili stał przede mną pół-litrowy kufel jasnego piwa. 
- Wiesz... Nie jestem tu tylko po to, by podawać zamówienia... Jakbyś chciała możesz ze mną porozmawiać... - powiedział zmartwiony mężczyzna, który nachylał się nade mną. Spojrzałam w jego oczy, a on zauważył, jak łzy powoli gromadzą się w kącikach moich własnych. Skinął głową i odszedł. 
Siedziałam teraz w The Punch Bowl - londyńskim pubie, kawałek drogi od mojego mieszkania, które wynajęłam, gdy przyjęli mnie tu na uniwersytet. Pub był dość sławny, kiedyś nawet Madonna go odwiedziła i to było oczywiście chlubą pracowników... No, ale jak wszystko mija, tak i świetność tego miejsca zanikła.  Jego "5 minut" dobiegło końca, dlatego teraz, w piątek wieczór, siedziałam tam tylko ja i kilka innych osób.
Złapałam ucho kufla i upiłam duży łyk płynu. Byłam... zła? smutna? zażenowana? Przyszłam tutaj zatopić swoje smutki w alkoholu, ale nie zauważyłam, żeby to jakoś zbytnio pomagało. Coraz bardziej czułam się wypruta z emocji. To co ostatnio się działo, nie chciało wyjść mi z głowy. Westchnęłam głośno. Tyle problemów się nazbierało... A wszystko zaczęło się, kiedy przeprowadziłam się tutaj z Polski. Moim i mojej najlepszej przyjaciółki marzeniem zawsze było, by zamieszkać w Londynie i studiować tutaj. Dlatego bez wahania się przeprowadziłyśmy, gdy obie dostałyśmy potwierdzenie przyjęcia na uniwerek. Wynajęłyśmy wspólne mieszkanie, ale potem moja przyjaciółka znalazła sobie mniejsze, bo nie chciała mi "przeszkadzać", gdy będzie przyprowadzać swojego chłopaka. Ja zrobiłam to samo - znalazłam mniejsze mieszkanie, w którym do dzisiaj mieszkam. Moi rodzice powiedzieli mi, że nie będą cały czas płacić za moje utrzymanie, dlatego przyjęłam pracę w Haroddsie - najdroższym, najbardziej luksusowym i najsławniejszym domu towarowym w Wielkiej Brytanii. Pracowałam jako ekspedientka na dziale ubrań, ta robota była wspaniała! Nie mogłam uwierzyć, że ją dostałam... Kilka tygodni po zaczęciu pracy w tamtym miejscu, poznałam pewnego chłopaka - Toma, w którym zadurzyłam się po uszy, a on odwzajemniał moje uczucie... Nie minęło dużo czasu, gdy zostaliśmy oficjalnie parą...
Minął rok od tamtych wydarzeń. 
Nie mogłam uwierzyć, że wszystko szło tak dobrze, aż do teraz...
Pierwszym powodem, który przyprowadził mnie do tego pubu, było stracenie pracy. I pomimo, że się tym strasznie przejęłam, to nie wiedziałam, że może być gorzej... 
Oblałam egzamin na zakończenie semestru, ale nie wiem, czy uda mi się pójść na poprawę... Do tego nakryłam moją byłą, najlepszą przyjaciółkę w łóżku z moim byłym chłopakiem... Ta... Nie za fajnie... Jak rodzice dowiedzą się, że oblałam, to będą mi kazali wracać do Polski i na tym skończy się moja samodzielność - na życiu z nimi pod jednym dachem dopóki na wyjdę za mąż. 
Nachyliłam się na kuflem, a jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku i wpadła do płynu.  Dopiłam alkohol do dna i spojrzałam na słoje blatu, gdy kelner zabrał naczynie.
Minęło kilka minut, a mężczyzna wrócił do mnie.
- To od tamtego pana. - mruknął i skierował głowę w prawą stronę, a moje spojrzenie powędrowało w tamtym kierunku. Na końcu lady siedział chłopak z brązowymi lokami, którego doskonale znałam - byłam jego fanką. Pomimo uderzenia adrenaliny i przeczucia, że jedno z moich największych marzeń się spełnia - nie zrobiłam nic. Nie miałam siły teraz na takie rzeczy. Zrezygnowana spojrzałam na niebieskiego drinka, który stał przede mną. Spróbowałam go i pozwoliłam sobie na dopicie alkoholu - pomimo ilości jakie w siebie wlałam dzisiejszego wieczora, nie czułam się, ani osłabiona, ani smutek nie znikał. Chwilę później Harry przysiadł się do mnie, co zauważyłam kątem oka. Przygryzł dolną wargę i tak samo, jak ja pochylił się nad stołem, wspierając się na łokciu. Westchnął głęboko, a ja zwróciłam swój wzrok na niego. 
- Co jest? - zapytałam, a on podniósł wzrok. Jego zielone tęczówki wydawały mi się jeszcze bardziej intensywniejsze niż na tych wszystkich zdjęciach w kolorowych magazynach.
- To raczej ja powinienem się spytać o to ciebie... - mruknął, a jego głęboki głos z chrypką dudnił mi w uszach jeszcze przez chwilę...Skinęłam głową i podrapałam się po karku. Nie wiedziałam, co robić dopóki znów nie utonęłam w jego oczach... 
Wtedy bez wahania opowiedziałam mu o wszystkim - szkole, przyjaciołach, pracy, chłopaku... Aż nie mogłam uwierzyć, że wszystko tak po prostu opowiadam osobie, o której marzyłam. Harry okazał się niesamowitym słuchaczem i osobą, która wie jak wesprzeć na duchu.
- A ciebie? Co gnębi? - zapytałam na końcu mojej historii. Chłopak spojrzał na ladę i westchnął.
- Taylor... Wszyscy mają nas za parę, a to jest tylko chwyt marketingowy.
Otworzyłam usta oniemiała. Wiedziałam o tym, że go i Swift coś łączyło... ale nie spodziewałam się, że Haylor Swyles, o której było teraz wszędzie głośno to tylko wymysł... Nie wiedziałam co powiedzieć, by go jakoś pocieszyć, więc palnęłam to, co pierwsze przyszło mi na myśl.
- Czyli nie potrzebnie napisałam do niej, żeby trzymała cię mocno, bo gdy ona cię trzyma za rękę, to trzyma mój cały świat... - rzuciłam prędko, a potem ugryzłam się w język. Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął, pokazując dołeczki. Nie dziwiłam się, że przez ten uśmiech dziewczyny na całym świecie wzdychają. 
- Ale jak w ogóle do tego doszło? - dodałam, a mój wzrok zawisł w przestrzeni przed nami. 
- Hm... To długa historia. - odpowiedział chłopak, kierując wzrok na blat.
- Mam czas... - rzuciłam od razu, wzruszając ramionami. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i oboje się uśmiechnęliśmy.
- Paul powiedział, że tak będzie lepiej.. Wiesz, narobi się trochę szumu i będzie o mnie i reszcie zespołu trochę głośniej... Taylor w ogóle nie protestowała, ona sama też miała w tym spory interes. - mówił, a ja szybko się wtrąciłam.
- Materiał na nowy album... - szepnęłam i ku mojemu zdziwieniu Styles pokiwał głową.
- Nie miałem wyboru... Zgodziłem się i tyle. Nie sądziłem, że będzie o tym, aż tak głośno. Jednak najbardziej denerwuje mnie już Tay... Gdziekolwiek nie pójdziemy, ona musi się do mnie przytulać i tak dalej, jak tylko pojawią się aparaty w pobliżu... - dodał.
Rozmawialiśmy jeszcze z jakieś 2 godziny i zrobiło się bardzo późno. Na początku mówiliśmy tylko o swoich problemach, ale szybko zmieniliśmy temat i wyszliśmy o 1 w nocy z pubu, śmiejąc się. Harry zaproponował, że mnie odprowadzi, a ja nie próbowałam protestować. Bardzo go polubiłam przez ostatnie kilka godzin. Wydawało mi się to zabawne, bo znałam go już wcześniej, ale tylko jako gwiazdę - teraz miałam okazję poznać go bardziej, jako zwykłego, szarego człowieka. Nie spieszyło nam się zbytnio, mieliśmy tyle rzeczy sobie do powiedzenia. Dlatego pod moją kamienice doszliśmy dopiero o 2 w nocy... 
- Zostaniesz? - zapytałam i przygryzłam wargę, bojąc się, że odmówi. Staliśmy naprzeciwko siebie pod drzwiami. Harry otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, a ja mu przerwałam.
- Jest późno... - dodałam, a chłopak uśmiechnął się, pokazując dołeczki.
- Jesteś niemożliwa! - zaśmiał się, po czym dorzucił. - Jeśli mnie przygarniesz, to z chęcią.
Uśmiechnęłam się szeroko. Wyjęłam klucze, weszliśmy na klatkę schodową i przemierzyliśmy 3 kondygnacje schodów, by znaleźć się pod drzwiami do mojego mieszkania, które sprawnie otworzyłam. 
Harry podążył za mną. Pokazałam mu salonik z kanapą, kuchnię i łazienkę. Chłopak puścił sobie jakiś wieczorny program, a ja poszłam wziąć szybki prysznic. 
- Możesz iść! - krzyknęłam, gdy wychodziłam już z łazienki i poszłam do kuchni, by zrobić sobie ciepłej herbaty przed snem. 
Piłam właśnie ciepły napój, gdy do pomieszczenia wszedł Hazza... kompletnie nagi - zakrztusiłam się. Uśmiechnęłam się szeroko i zasłoniłam sobie oczy dłonią. 
- Harry, czy mógłbyś...? - zapytałam, prawie się śmiejąc.
- Hm... Zaraz pójdę się umyć... ale mam drobne pytanie... - powiedział równie roześmiany, co ja.
- Czy to naprawdę jest takie ważne? - znowu zapytałam, odwracając się do niego tyłem, by upić łyk zielonej herbaty, bo słyszałam, że ma ona również działanie uspokajające.
- Chyba... Gdzie są ręczniki? - zapytał.
- Druga szafka od drzwi... - zaśmiałam się, gestykulując.
Usłyszałam kroki, ale odwróciłam się dopiero, gdy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, by mieć pewność.
Poszłam do swojej sypialni i położyłam się w swoim łóżku. Myślałam, że sen szybko przyjdzie, ale myliłam się... Wsłuchując się w wodę uderzającą o dno kabiny prysznicowej, zastanawiałam się, co tak naprawdę się dzisiaj wydarzyło. Przeleżałam w tej pozycji godzinę, Harry dawno skończył kąpiel. Wpatrywałam się w sufit i podjęłam szybką decyzję. Poszłam do salonu i zauważyłam Hazzę, który oglądał jakiś kryminał, który chyba dopiero co się zaczął.
- Też nie możesz spać? - zapytał, będąc nadal do mnie tyłem. 
- Tak... - odrzekłam i przysiadłam obok niego na kanapie. 
Chłopak opatulił mnie kocem, a ja po chwili oparłam się o jego ramie... Bez słów siedzieliśmy tak i oglądaliśmy akcje przedstawianą na ekranie. 
Obudziłam się, a za oknami widziałam wstające słońce. 
Nie zauważyłam kiedy, ale zasnęłam na torsie Harreha. Czułam serce bijące pod jego mostkiem, a jego oddech poruszał kosmykami moich włosów. Nie chciałam niszczyć tej chwili, dlatego wtuliłam się bardziej w klatkę piersiową chłopaka i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, jak sam się wierci. Nie minęła minuta, gdy poczułam ciepłe wargi składające pocałunek na moim czole. To była najsłodsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam, ale nie otworzyłam oczu i nie spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się tylko lekko i pozwoliłam, żeby sen znów mnie znużył. 
Obudziłam się, a w całym pomieszczeniu było już jasno. Harry zniknął z kanapy, rozejrzałam się po salonie. A potem usłyszałam trzask talerzy w kuchni, gdzie od razu poszłam. 
- Dzień dobry! Zrobiłem śniadanie... Mam nadzieję, że lubisz jajecznicę. - powiedział rozradowany, a ja automatycznie się uśmiechnęłam szeroko i usiadłam przy stole. 
Harry był dobrym kucharzem. Śniadanie, które zjedliśmy było wyśmienite. Rozmowa cały czas towarzyszyła posiłkowi. Godzinę później staliśmy w drzwiach mojego mieszkania. Harry musiał się zbierać. 
- To do usłyszenia... - szepnęłam, wkładając w jego dłoń karteczkę z moim numerem telefonu.
- Wiesz, {Twoje Imię}... Najgorsze w Taylor jest to, że nie mogę być z kimś na kim mi naprawdę zależy i kogo na serio lubię... Na przykład z tobą. - powiedział, a ja odwróciłam wzrok od jego tęczówek, gdy dokończył. Harry ujął mój podbródek i przyciągnął mnie do siebie. Nasze wargi złączyły się w długim, ale delikatnym i czułym pocałunku...
Od tamtej pory chodziłam z Harrym. Sprawa Haylor się wyjaśniła, a ja zdałam egzamin poprawkowy. 
Po kilku miesiącach Harry zamieszkał ze mną, a reszta zespołu cały czas wpadała z odwiedzinami... Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę taka szczęśliwa...




Opracowała: B - Mam nadzieję, że Ci się podobało, Claudia!!:D



PS Proszę o komentarze i oceny pod postem:3

PSS Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzenie na nasze 2 nowe ankiety (lewy, górny róg) :P 

PSSS Jeśli podobała wam się piosenka to wstawiam z nią filmik, który mnie dzisiaj totalnie rozwalił!!:3 
Btw, ten chłopak jest gejem:C

PSSSS!! Dzisiaj jeszcze wstawię jednego imagine'a:3

czwartek, 13 grudnia 2012

"To nie jest koniec" - Ziall (one part and only)

Hai! :3 Przepraszam, że ostatnio nic nie wstawiałam, ale w tym tygodniu musiałam napisać aż dwie prace na konkurs z j. polskiego i chcę się jedną pochwalić przed wami;D No i musiałam jeszcze napisać artykuł do gazetki szkolnej i wg... Przepraszam! W weekend i jutro się poprawię;D No i jeszcze przyszły tydzień i święta;D <3 
Tak, czy siak.. Wstawiam Zialla mojego autorstwa, który byłby dłuższy, ale na konkurs były dozwolone maksymalnie 3 strony... Więc życzę przyjemności i mam nadzieję, że jakoś to skomentujecie w przeciwieństwie do mojej polonistki:3

PS Wiem, że Hazza, Zayn i Niall nie są w tym samym wieku, ale proszę was o wyrozumiałość - to było potrzebne dla fabuły:3

PSS Nie wiem czemu post podzielił mi się na akapity, tak jakoś...


Wasza B



-----------------------------------------






„To nie jest koniec”

       Biegłem chodnikiem i nie przeszkadzał mi nawet padający deszcz, który sprawił, że przemokłem do suchej nitki, a moje książki w plecaku pewnie były całkowicie mokre i zniszczone. Nawet nie poczekałem na autobus, ale nie mogłem, musiałem być jak najszybciej w domu – sam. Kilka ostatnich metrów pokonałem, jak najsprawniej potrafiłem, by otworzyć drzwi do domu. Zatrzasnąłem je, by każdy wiedział, że już wróciłem i mam podły humor. Na posadzkę kapały krople wody z moich włosów, a ja nie zdejmując kurtki, pobiegłem do kuchni, słysząc tam przytłumione głosy. Rodzice siedzieli przy stole i pili popołudniową herbatę. Rzuciłem głośno torbę na podłogę, by mnie zauważyli, a kiedy ich wzrok zwrócił się na mnie, przygryzłem dolną wargę – „Teraz albo nigdy.”.

- Przemyślałem to i chcę jechać do Brighton… - powiedziałem opanowanych głosem, po czym dodałem. – Mam nadzieję, że będziemy mieszkać blisko jakieś lodziarni.

Poczekałem na ich parsknięcie śmiechem i ruszyłem schodami na piętro, przeskakując kilka stopni na raz, wbiegłem do mojej sypialni. Zatrzasnąłem drzwi i oparłem się plecami o nie. Zacisnąłem mocno powieki, a łzy zaczęły mimowolnie spływać mi po policzkach. Mówiłem sobie, że muszę być silny, ale chyba byłem taki przez zbyt długi czas. Opadłem bezradny na podłogę i pozwoliłem sobie na wypłakanie wszystkich emocji, których ostatnio doświadczyłem.

       „Jakiś czas temu przeprowadziłem się z Mullingaru w Irlandii do Londynu, czyli jednego z ważniejszych miast Wielkiej Brytanii. Moja rodzina nie należała do zamożnej i często się przeprowadzaliśmy, gdy mój ojciec otrzymywał lepsze oferty pracy. Jednak nigdy nie wyjeżdżaliśmy z kraju, jak to było tym razem. Myślałem, że tutaj zacznę nowe życie, które jednak po pewnym czasie zaczęło przypominać mi istne piekło. Najgorsze było chodzenie do szkoły, ale nie mam tu na myśli nauki, lecz to, że nikt nie szanował mojej „odmienności”.” – przeczytałem swój ostatni wpis w  notatniku. Szedłem właśnie korytarzem szkolnym, gdy ktoś z ogromną siłą popchnął mnie na szafki, a ja uderzyłem w nie tak mocno, że zabrało mi aż dech w piersiach. Automatycznie wypuściłem z rąk moje książki, zeszyty i rzecz jasna notatnik.

- Uważaj, jak leziesz! – krzyknął mój roześmiany napastnik, gdy przybijał piątkę z jakimś maturzystą. Obróciłem oczyma i pomyślałem: „Znowu się zaczyna.”. Harry podszedł do mnie i pomógł mi zbierać moje rzeczy. Wyciągając rękę po książkę od biologii, spojrzałem na jego ciemne loki, które dodawały mu uroku, ale on był tylko moim przyjacielem, nigdy nie pomyślałem o nim w „ten sposób”.

- Nie przejmuj się, Craig jest w drużynie zapaśniczej i musi sobie nadrabiać brak inteligencji. – zaśmiał się Harry, a ja się lekko uśmiechnąłem. Razem z nim chodziłem do klasy i przyjaźniliśmy się prawie od początku roku szkolnego. Siadywaliśmy razem na lekcjach, jedliśmy lunche we dwójkę i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu wolnego. Harry też był w tej „drugiej lidze”, jak ja, ale on był przynajmniej jakoś szanowany w tej szkole.

- Styles… Słyszałem, że… - zacząłem i przerwałem, gdy podeszliśmy pod salę od biologii.

- Tak? – zauważył, że jestem niepewny, czy powinienem pytać, więc od razu dodał. - No dalej, nie wstydź się, Irlandczyku. – mruknął trochę zniecierpliwiony przyjaciel.

- Słyszałem, że ty i ten o dwa lata starszy… W sensie my mamy 17, a  on 19 lat.. No ten maturzysta… - zacząłem pokrętnie, bo nie wiedziałem, jak zapytać o to prosto z mostu.

- Hah, za to cię uwielbiam!  - klasnął w dłonie Harry, gdy prawie tarzał się ze śmiechu.

- Ty i Louis Tomlinson to na serio? – zapytałem oschle, bo jego reakcja zadziała mi na nerwy.

- Hm… Nie… chociaż może tak… - odpowiedział ze swoim wyraźnym, brytyjskim akcentem, a w jego głosie było słychać tą charakterystyczną chrypkę. Chciałbym, żeby ten chłopak chodził ze mną na wszystkie zajęcia pozalekcyjne, wtedy nie czułbym się tak samotnie. Poza nim nie miałem tutaj żadnych znajomych, ale  wrogów na pewno nie zdołałbym policzyć na palcach dwóch rąk. Jednak gdy dzisiaj popołudniu poszedłem na zajęcia plastyczne i zobaczyłem na nich  samego Zayna Malika, czułem, jak moje serce wykonuje obrót o 180 stopni. Usiadłem obok niego w ławce i bez słowa zacząłem kończyć mój projekt.

Co chwilę ukradkiem spoglądałem na jego piękne, ciemne włosy, które ułożył za pomocą żelu. Miał korzenie pakistańskie i był bladym mulatem, a do tego był w moim wieku.

Dzisiaj ubrał się w baseballową bluzę naszej szkolnej drużyny, a gdy wdychałem powietrze, czułem zapach jego silnych, męskich perfum.

- Tylko nie mów nikomu, że mnie tu widziałeś, ok? – zapytał Zayn, nachylając się do mnie i spoglądając mi w oczy. Jego czekoladowe tęczówki przyciągnęły mój wzrok na dłużej. Chłopak pomachał mi dłonią przed oczyma, bym mu odpowiedział, a ja tylko przytaknąłem ruchem głowy. Malik miał w szkole opinię Bad-boya i najwyraźniej starał się ją zatrzymać. Bardzo go lubiłem, czasem mój najlepszy przyjaciel sobie żartował, że Malik jest moją ukrytą miłością i chyba nawet miał rację… To dla tego chłopaka zapisałem się na zajęcia z piłki nożnej, której wielkim fanem nie byłem. Spojrzałem na to, co rysował i byłem zaskoczony. Zawsze sądziłem, że rysowanie i malowanie to moje broszki, a teraz byłem najnormalniej w świecie zazdrosny, jednak nie mogłem powstrzymać uśmiechu, gdy sobie uświadomiłem, że Zayn zaczął mnie zauważać i nawet się do mnie odezwał.

- Hm… Niall, czy mógłbym? – z rozmyśleń wyrwał mnie jego mocny głos, a on w ręku trzymał moją temperówkę.

- Tak, jasne bierz. – rzuciłem, jakby od niechcenia, ale wydawało mi się, że poszedłem kilka oktaw w górę z powodu stresu. Zayn tylko się uśmiechnął, a potem nie rozmawialiśmy do następnego dnia, czyli treningu piłki nożnej. Przebraliśmy się w szatni i wybiegliśmy całą drużyną na boisko.

- Dzisiaj sobie pogramy, ciamajdy. – krzyknął donośnie trener Ticks, który był znany ze słabego panowania nad sobą. – Wybiera Zayn i Liam! – dodał równie głośno, wybierając na liderów dwóch najlepszych zawodników i jednocześnie jego ulubieńców.  

- Ja pierwszy… - oznajmił Malik i zaczął spoglądać na wszystkich chłopców w drużynie. – Wybieram Horana! – krzyknął i wskazał na mnie ręką. Byłem w wielkim szoku, ja nawet dobrze piłki nie umiem prowadzić, a chłopak mnie wybiera na pierwszym miejscu. „Chyba chce się odwdzięczyć za to, że nie wydam go z tym rysunkiem…” – pomyślałem.

- Kogo bierzemy? – zapytał mnie, szepcząc, a jego ciepłe wargi muskały przy tym moje

ucho - moje serce na chwilę stanęło.

- Hm… Może Josha? – zaproponowałem niepewnie, a on przytaknął i się uśmiechnął. „Zayn jeszcze nigdy nie był dla mnie, dla kogokolwiek taki miły…” – przeleciało mi przez myśl.

Kiedy wybraliśmy zespoły, zaczął się mecz. Starałem się grać, jak najlepiej potrafię, ale i tak wiele moich prób podania lub strzału kończyło się niepowodzeniem. Raz dostałem piłkę i prowadziłem ją już, a kiedy byłem przy bramce – poślizgnąłem się na mokrej od deszczu murawie. Byłem zawiedziony, ale On wtedy do mnie podszedł i pomógł mi wstać.

- Każdemu mogło się zdarzyć, następnym razem będzie lepiej! – zaśmiał się Malik, a ja się uśmiechnąłem i zrobiłem to jeszcze szerzej, gdy zmierzwił moje blond włosy i odbiegł, by pomóc napastnikowi na lewym skrzydle. Pamiętam, że od tamtej chwili byłej jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie, aż do pewnego feralnego wieczora. Wróciłem właśnie z treningu i wszedłem do kuchni, gdzie reszta rodziny już na mnie czekała.

- Hah, nie uwierzycie! Strzeliłem dzisiaj 2 bramki, a nasza drużyna odniosła ogromną wygraną! – wykrzyknąłem radosny, dając się ponieść emocjom.

- No… Moja krew! W końcu Niall znaczy „zwycięstwo” w Irlandii, co nie? Nie bez powodu daliśmy ci takie imię… - odpowiedział mój ojciec tym samym, podekscytowanym tonem, co ja. Mama siedziała ze spuszczoną głową i dopiero po chwili zauważyłem, że łzy spływają jej po policzkach.

- Co się stało? – zapytał poważny i podszedłem do matki, by ją objąć.

- Nie mamy zbyt dużo środków, jak wiesz, a uczelnia w Brighton chce ci dać stypendium… - zaczęła matka, urywając, gdyż widziała, jak wyraz mojej twarzy gwałtownie się zmienia.

- Dopiero co, zaczęło mi się tu podobać! – odsunąłem się od niej. – Wreszcie zacząłem mieć normalne życie! – wykrzyknąłem, a słysząc tylko „Niall, tak będzie lepiej” w odpowiedzi, wbiegłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko, w które zacząłem uderzać dłońmi zaciśniętymi w pięści. Jedynym uczuciem jakie teraz czułem była złość, która mną całkowicie owładnęła. Przez ostatni miesiąc zdążyłem bardzo się zbliżyć do Zayna, który teraz był główną przyczyną mojego dobrego samopoczucia. Zaczęło się, gdy Malik raz odprowadził mnie pod dom,  a potem począł robić to coraz częściej. Na wspólnych lekcjach angielskiego machał mi z przeciwległego rzędu, a  z czasem siadywał na lekcjach ze mną w ławce. Kiedy indziej spytał się mnie, czy chciałbym z nim zjeść lunch, a ja bez wahania się zgodziłem. Czasem wydawało mi się, że zbyt łatwo i szybko ze szkolnego Bad-boya stał się takim miłym i ciepłym chłopakiem w stosunku do mnie. Teraz gdy słyszałem przezwiska i obelgi na mój temat, nie reagowałem, nie widziałem w tym sensu – byłem „inny” i się tego nie wstydziłem.

Raz, kiedy Zayn mnie odprowadzał po lekcjach, szliśmy ramię w ramię, a on bez słowa splótł swoje ciepłe palce z moimi. Nikt nas nie widział, ale i tak jego zachowanie nie pasowało mi do tego „dawnego Malika”. Stojąc pod wejściem, uśmiechnął się i pochylił, a moje usta złączyły się w pocałunku z jego rozgrzanymi i trochę spierzchniętymi wargami. Nie wiedziałem co robić, chciałem tego, ale myśl, że coś może pójść nie tak, sparaliżowała mnie doszczętnie, więc tylko stałem oniemiały. To z nim po raz pierwszy całowałem się z chłopakiem i musiałem przyznać, że bardzo mi się to podobało. Od tamtego popołudnia spędzaliśmy ze sobą dużo czasu wolnego, a Zayn przestawał być moją ukrytą miłością, którą miałem szansę tylko podziwiać z daleka. Mówiłem mu o wszystkim, a on z czasem sam zaczął mi się zwierzać. Nie byliśmy już zwykłymi znajomymi, łączyło nas coś więcej, tak mi się przynajmniej wydawało. Przez ostatnie dwa tygodnie byliśmy prawie nierozłączni.

Dzisiaj kiedy po treningu wyszedłem prędko z szatni, bo spieszyłem się do domu, musiałem się wrócić, bo zapomniałem jednej książki, która najprawdopodobniej musiała zostać w szafce. Wchodząc do szatni usłyszałem śmiechy. Zayn stał tyłem do reszty zespołu, a ci szydzili z niego. Podszedłem do Malika i dotknąłem jego ramienia, chciałem się spytać, co się dzieje.

- Nie dotykaj mnie… - warknął, po czym wybiegł z pomieszczenia na korytarz.

Stałem oniemiały w tej samej pozycji i nagle wszystko się wyjaśniło. Kilka osób z drużyny szeptało teraz między sobą, że Malik, tak ten Bad-boy jest gejem, pedałem, a i gorsze określenia padały. Ścisnąłem mocno wargi i wybiegłem  z szatni, mając nadzieję, że go spotkam. Stał sam, a korytarz był zupełnie pusty, pakował coś do swojej szafki, a ja do niego podszedłem.

- Zayn, nie zwracaj na nich uwagi… - powiedziałem, a on trzymał spojrzenie na swojej szafce. Powoli się obrócił do mnie i przygryzł wewnętrzną stronę policzka.

- Wiesz, co jest najgorsze? – zapytał ostrym tonem, przechylając głowę i podchodząc do mnie o krok.

- Co? – spytałem, marszcząc brwi. Znałem go na tyle, by wiedzieć, że nie panuje nad swoimi uczuciami, ale teraz wiedziałem, że musiało się stać coś naprawdę okropnego. Złapał moje dwie ręce nad łokciami i obrócił mnie, uderzając moim ciałem o szafki szkolne. Znów poczułem, że tracę dech w piersiach, a serce prawie wyrywało się z mojej klatki piersiowej.

- Najgorsze jest to, że nie powinni mnie tak nazywać… - rzekł wściekły, a ja ukradkiem spojrzałem na jego malinowe usta. Nagle rozległ się dzwonek, a kilku uczniów wyszło na korytarz i poczęło spoglądać na naszą dwójkę. Zayn nie zwracał na nich uwagi, a właściwie wyglądał, jakby chciał ich towarzystwa. Hipnotyzował mnie wzrokiem, kontynuując. – To był tylko zakład, Niall! Oni mnie w to wciągnęli. Chłopaki z drużyny chciały wyciąć takiej niedojdzie, jak ty kawał… - skończył, a ja odwróciłem swoje spojrzenie w pustą przestrzeń obok nas. Przygryzłem wargi, próbowałem powstrzymać się od tego, co w tej chwili poczułem, gdy cała prawda się wydała.

- Przez myśl nie przeszło mi nigdy, że ktoś taki, jak ty by mi się spodobał. Jesteś mężczyzną, tak samo jak ja… Powinieneś wiedzieć, że nic do ciebie nie czułem. – wypowiedział, a ja znów spojrzałem w jego oczy, które jeszcze niedawno były pełne sympatii, jednak teraz mogłem dostrzec w nich tylko żal i drwinę.  

- Czyli to koniec? – zapytałem, a mój głos zadrżał na końcu zdania.

- Hah… Jesteś nie możliwy! – krzyknął mój rozmówca, puścił mnie i się odsunął o krok, stając na środku przejścia. Obrócił oczyma. – To nie jest koniec… Bo nigdy, przenigdy nic między nami nie było. – rzucił zdenerwowany, a ja zacisnąłem mocniej wargi i zrobiłem coś, co sądziłem, że nigdy się nie stanie – po prostu wybuchłem.

- Było! Czemu nie chcesz tego przyznać! Wszyscy znają prawdę! – krzyknąłem.

–  Hah, zabawny jesteś – mruknął i dodał. – Wszyscy ją znają, oprócz ciebie. – poszedł wzdłuż korytarza i  będąc do mnie tyłem, dorzucił jeszcze oschle. - Jedź do Brighton, nie masz co tu robić, Horan.

Czułem, jak ziemia osuwa mi się spod nóg. Wszystko, co było moim szczęściem i życiem zarazem, okazało się teraz fikcją…





Opracowała: B

PS Proszę o oceny i komentarze!! Btw, też macie zaciesz, jak myślicie o świętach??:D

niedziela, 9 grudnia 2012

Imagine - Harry (XIV PART 1!!)

Hai:3 No.. widzi mi się, że to będzie iście Harrehowy tydzień, bo mam aż na niego 3 zamówienia, w tym jednego partowca! No właśnie, a propos niego... Dedykuję ten imagine, który miał być z koncertem...(będzie miał 3, może więcej partów) wspaniałej Hani (@Sara_jaka) , którą uwielbiam i po prostu... Jesteś genialna i błagam cię, nigdy się nie zmieniaj!!:P Nigdy nie zapomnę tego:"They on replay, One Direction is on replay!";D Mam nadzieję, że się spodoba, nie będzie za krótki i że będzie "realny";D


Wasza B


--------------------------------------------------



Nadszedł ten dzień, na który tak długo czekałaś! Dzisiaj idziesz na koncert One Direction! Już od miesięcy planowałaś ten wyjazd do Londynu. Na szczęście miałaś tutaj ciocię, która cię przyjęła, a ich córka i zarazem twoja dobra przyjaciółka, też jest Directionerem i razem z nią miałaś  iść na koncert. Wczoraj przegadałyście całą noc, ale nie byłaś zmęczona, a wręcz przeciwnie - latałaś w tą i z powrotem. Byłaś podekscytowana i zarazem radosna... Czułaś, że to będzie twój szczęśliwy dzień.
- Chodzisz jak na trybikach, a i tak wychodzicie dopiero wieczorem! - zaśmiała się serdecznie twoja ciocia przy śniadaniu.
Godziny mijały, a ty i twoja kuzynka byłyście coraz bardziej nakręcone. Kiedy wreszcie nadszedł czas koncertu czułyście się jak we śnie. Byłyście na arenie, gdzie nie było jakoś makabrycznie wiele miejsc, ale i tak harmider, który powstał przez szepczące między sobą Directioners, był niesamowicie głośny. A co dopiero porównywać to z tym, co się działo kiedy na scenę wyszli chłopcy. Nie mogłaś uwierzyć, że będąc w pierwszym rzędzie masz ich prawie na wyciągnięcie ręki... Zawsze wydawali ci się tacy niedostępni i nieosiągalni dla ciebie w rzeczywistym świecie, ale teraz... Myślałaś, że łzy będą ci płynąć cały czas po twarzy, ale miałaś tak wysoki poziom adrenaliny, że  praktycznie przeskakałaś i prześpiewałaś z zespołem cały koncert tak samo, jak reszta fanek. One Direction było niesamowite jak zawsze, a atmosfera nie do opisania... Szczególnie kiedy Liam poprosił o wsparcie przy śpiewaniu 'Live While We're Young' i cała arena śpiewała razem z nimi! Jednak to i tak nie równało się z momentem, gdy na końcu chłopcy mieli się już żegnać, ale powiedzieli, że chcą podziękować Directioners za ostatnie dwa niewyobrażalne lata i zaśpiewali "What Makes You Beautiful". Wtedy większość, jak nie wszyscy, zaczęli płakać... Ty również nie mogłaś powstrzymać kilku łez, które spłynęły po twoich policzkach i które przez cały koncert były wstrzymywane z uporem.  Kilka minut później Oni zniknęli ze sceny i koncert oficjalnie się zakończył, a ciebie nadal rzucało. Wszyscy podążyli powolnie w stronę głównego wyjścia, a kilka osób się przepychało w nadziei, że przed wejściem spotka zespół... Wy również miałyście taką nadzieję i popędziłyście do wejścia, ale w połowie areny twoja kuzynka cię zatrzymała.
- Tu musi być jeszcze jakieś inne wyjście... - mruknęła i rozejrzała się po sali, wskazała tobie jedną ręką szerokie drzwi. - Ja pójdę głównym, a ty tamtym i jak jedna z nas ich spotka, to zadzwoni po drugą... Umowa stoi? - zapytała na końcu, ale i tak znała odpowiedź.
- Stoi... - odrzekłaś z determinacją w głosie.
Pobiegłyście w wybrane kierunki... Po kilku minutach marszu i przepychanek pod prąd wyszłaś bocznym wejściem, które ku twojemu zdziwieniu - wybrałaś tylko ty. Jednak i tak bardziej zdziwiona byłaś, gdy trafiłaś na jakiś korytarz. Drogi prowadziły w lewo i prawo, wybrałaś tą drugą opcję. Szłaś przez jakąś chwilę sama i zaczęłaś podejrzewać, że nie powinno cię tu być... A kiedy usłyszałaś jakieś głosy za sobą - wyskoczyłaś przez pierwsze, lepsze drzwi. Znalazłaś się na dworze i nie byłaś z tego powodu zbytnio zadowolona... Przed tobą był chodnik, za nim jakaś boczna/pusta ulica, a po drugiej stronie ciągnął się park. Wyciągnęłaś telefon by zadzwonić do koleżanki i podążyłaś przed siebie. Wpisując cyfry numeru, nie spoglądałaś przed siebie, lecz byłaś wpatrzona w ekran komórki. Gdy wpisywałaś ostatnią cyfrę, telefon wypadł ci z rąk, a ty uderzyłaś o asfalt. To był ułamek sekundy, kiedy uświadomiłaś sobie, że leżysz tuż przed maską jakiegoś, srebrnego Large Rovera. W uszach nadal ci dzwoniło po mocnym spotkaniu z betonem... Ociężale się wsparłaś na łokciach i usiadłaś. Spojrzałaś za siebie i ujrzałaś winowajce - wystający krawężnik! Poczułaś coś na ramieniu, powoli się obróciłaś i zauważyłaś, że strasznie kręci ci się w głowie. Ktoś nachylał się nad tobą i coś mówił... Nagle źrenice ci się rozszerzyły... Nie mogłaś uwierzyć w obrót sytuacji. 
- Przepraszam... Wszystko ok? W ostatnim momencie ja i Tom cię zauważyliśmy, ale i ... - przerwał na chwilę swój monolog i chwycił jedną z twoich dłoni, by pomóc ci wstać. - Gdzie są moje maniery?! Jestem... - nie dokończył, bo mu przerwałaś. Harry puścił twoją dłoń i ramię.
- Wiem kim jesteś... - powiedziałaś powoli, pocierając nadgarstki.. Byłaś trochę skołowana... Obróciłaś się za siebie i wskazałaś budynek, przełykając głośno ślinę. - Właśnie wracałam z koncertu... - zaczęłaś, ale urwałaś gdy zakręciło ci się w głowie i gwałtownie poleciałaś do przodu. Na szczęście Harry cię złapał w swoje ramiona. Czułaś jego silne, napięte mięśnie... Powoli przeniosłaś wzrok z jego odsłoniętych ramion na twarz, od której dzieliły cię tylko milimetry. Utonęłaś w jego zielonych tęczówkach, a chłopak szeroko się uśmiechnął, pokazując przy tym te swoje słodkie dołeczki. Czułaś, że znów odlatujesz... 
- Hm... Harry... Zostawiam ci auto, chyba wiem, co przeszło ci przez myśl. - usłyszałaś jakiś męski głos za sobą i odkryłaś, że był to mężczyzna, którego nie kojarzyłaś. Rzucił kluczki, a Harry na chwilę puścił cię jedną ręką i sprawnie przejął lecący przedmiot. 
- To był Tom, nasz kierowca... - powiedział, dokładnie oglądając twoje dłonie, które były całe poharatane. 
- Chłopaki pojechali innym autem, bo Tom miał mnie podrzucić pod Brighton, bym mógł odpocząć w swoim domu...  - rzucił Harry, gdy prowadził cię na tył auta. Otworzył bagażnik, po czym chwycił cię w pasie i podsadził, żebyś mogła usiąść...
- Przepraszam, ale... Mógłbym wiedzieć, jak nazywa się piękna dziewczyna, którą prawie przejechałem? - zapytał niepewnie, spoglądając ci w oczy. Otworzyłaś usta w niemej odpowiedzi, w głowie nadal rozbrzmiewał ci jego niesamowity głos z chrypką... A ten akcent! Zawsze sądziłaś, że jego głos jest perfekcyjny, ale teraz wiedziałaś, że słowo "perfekcyjny" nie wystarcza... Nie mogłaś uwierzyć, że chłopak, o którym od dawna marzyłaś stoi teraz przed tobą... 
- [Twoje Imię] - mruknęłaś cicho, a Harry się zaśmiał, co wywołało najpierw szok, a potem czuły uśmiech na twojej twarzy. 
- Hm... Dobrze, [T.I] - wyjął apteczkę, a ty zorientowałaś się o co chodzi.
- Nie musisz tego robić - powiedziałaś i automatycznie cofnęłaś dłonie.
Harry spojrzał na ciebie i się uśmiechnął, oparł się jedną ręką obok twojej nogi i się delikatnie nachylił, spoglądając ci w oczy.
- Sunshine... Nie utrudniaj mi sprawy jeszcze bardziej... - powiedział namiętnie, po czym odgarnął tobie włosy z lewego policzka za ucho i zmarszczył brwi. Wyprostował się jak gdyby nigdy nic i wyjął wodę utlenioną.
- To może trochę szczypać... - mruknął i polał twoje dłonie wodą.
Jęknęłaś cicho.
- Przepraszam... - powiedział skruszony, a ty zaczęłaś przyglądać się jego twarzy.
- Nie musisz... To nie twoja wina... To moja nieodpowiedzialność... - westchnęłaś i opuściłaś wzrok. 
Poczułaś jak obejmuje twój podbródek i delikatnie podnosi go do góry tak, że spoglądałaś mu teraz w oczy. Serce zabiło ci mocniej. "Czy on właśnie...?" - pomyślałaś. Jednak chłopak tylko wyciągnął nasączony czymś wacik i oczyścił ranę na twoim policzku. Nieznacznie posmutniałaś.
- Do wesela się zagoi! - zaśmiał się Harry, który źle musiał zinterpretować twoje zachowanie. Chwilę potem miałaś zabandażowaną jedną rękę, a na drugiej spoczywał plaster, tak samo jak na policzku. Położył obie dłonie po twoich bokach i nachylił się... Był teraz tak blisko ciebie, że jego oddech poruszał kosmykami twych włosów. 
- A czy szanowna... [T.I], pozwoli siebie odwieźć do domu? - zapytał i przeniósł wzrok z twojego obojczyka na twarz. 
Delikatnie się uśmiechnęłaś i pokiwałaś głową. Usiedliście na przednich siedzeniach, a Harry zaśmiał się, żebyś zapięła pasy, bo na kolejny wypadek nie ma ochoty. Pomimo tego, że na początku byłaś zestresowana, to podejście Hazzy sprawiło, że całkowicie się wyluzowałaś. Podczas drogi dużo rozmawialiście, a szczególnie o dzisiejszym koncercie. 
- To tutaj... - powiedziałaś, śmiejąc się, bo Harry opowiadał właśnie o epizodach za kulisami... Wskazałaś palcem dom cioci, a Harry zatrzymał samochód. Byliście na typowym, angielskim osiedlu. Dróżka, a po dwóch stronach mało uczęsczanej drogi - rzędy domów.
- No... - odwrócił od ciebie wzrok i spoważniał. Zmarszczył brwi i uderzył delikatnie otwartymi dłońmi w kierownicę... - To trzymaj się.. - dodał i spojrzał ci w oczy, jego kąciki ust uniosły się w górę. - Tylko uważaj na siebie, ok?
- Hah, będę... - powiedziałaś i nachyliłaś się, po czym musnęłaś ledwie ustami policzek Harry'ego. Otworzyłaś drzwi i już chciałaś wysiadać, ale coś mocno pociągnęło cię do tyłu.
- Hah, pasy! - powiedziałaś i czułaś, że się rumienisz...taki głupi wypadek... Wydawało ci się, że Hazza zaraz pęknie ze śmiechu. Odpięłaś pasy i wysiadłaś z samochodu, a po sekundzie już byłaś po drugiej stronie i przemierzałaś trawnik przed mieszkaniem. 
- Hej! - zawołał za tobą. 
Obróciłaś się, będąc już pod drzwiami. Harry opuścił okno po stronie pasażera i nachylił się bardziej w jego stronę.
- [T.I.], masz jutro czas? - spytał, przygryzając wargi, a ty się uśmiechnęłaś...



CIĄG DALSZY NASTĄPI...



Opracowała: B 


PS Dzisiaj postaram się jeszcze coś dodać!
 






piątek, 7 grudnia 2012

Zdjęcia i gify (XVI) 1D

I dupa... Tyle wam powiem... Miałyśmy tu pisać i pisać, a wyszło jak zwykle... Przepraszam bardzo... Tyle zdążyło się wydarzyć ostatnimi czasy, że aż trudno jest mi w to uwierzyć! Pomimo tego teraz mam jakąś falę natchnienia, a przede wszystkim obowiązki - czekające zamówienia.... Dlatego postaram się każdą możliwą, wolną chwilę poświęcić Wam:3 

Wasza B


-----------------------------------------------------------



Ja preferuję tą Haylor poniżej niż powyżej;D 


 Nagle moje 0/5 jest wytłumaczone!!
 

 Hahah, to poniżej mnie rozwala za każdym razem!!:P



 Ah... Harry FUCKINGHOT Styles... <3 :3
Ja chcę takie nogi!!


Madison Square Garden... Nadal nie mogę uwierzyć, że oni tam zagrali... Tak mi się chce płakać, bo jestem strasznie dumna z naszych chłopców na schodach :')

 
Po zerwaniu Haylor...  
( w którą i tak wątpię, bo oni są tylko przyjaciółmi, ale cóż)




 Haha.. To powyżej wysyła X z pozdrowieniami!! :D

 Shipuję Sarry! SEAL + HARRY!! Są dla siebie stworzeni :')


Lirry :D <3




Niam!! *-*




 Shipujesz Haylor??



Muszę powiedzieć mamie, że należę do sekty!! :(


To chyba oczywiste, nie?:D


Jakie momenty Nialla z "Take Me Home" lubię: 


A pod spodem coś, co mnie zainspirowało do napisania tego smutnego imagine - Harreha! :)







                   *-*       *ovaries exploded*







 I jak zwykle...
Życzę wam przedwcześnie wszystkiego dobrego, jak ten tyłek Hazzy:D

Wasza B




PS Dzisiaj wstawię imagine!! :D