Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2012

Imagine - Harry (XIV PART 1!!)

Hai:3 No.. widzi mi się, że to będzie iście Harrehowy tydzień, bo mam aż na niego 3 zamówienia, w tym jednego partowca! No właśnie, a propos niego... Dedykuję ten imagine, który miał być z koncertem...(będzie miał 3, może więcej partów) wspaniałej Hani (@Sara_jaka) , którą uwielbiam i po prostu... Jesteś genialna i błagam cię, nigdy się nie zmieniaj!!:P Nigdy nie zapomnę tego:"They on replay, One Direction is on replay!";D Mam nadzieję, że się spodoba, nie będzie za krótki i że będzie "realny";D


Wasza B


--------------------------------------------------



Nadszedł ten dzień, na który tak długo czekałaś! Dzisiaj idziesz na koncert One Direction! Już od miesięcy planowałaś ten wyjazd do Londynu. Na szczęście miałaś tutaj ciocię, która cię przyjęła, a ich córka i zarazem twoja dobra przyjaciółka, też jest Directionerem i razem z nią miałaś  iść na koncert. Wczoraj przegadałyście całą noc, ale nie byłaś zmęczona, a wręcz przeciwnie - latałaś w tą i z powrotem. Byłaś podekscytowana i zarazem radosna... Czułaś, że to będzie twój szczęśliwy dzień.
- Chodzisz jak na trybikach, a i tak wychodzicie dopiero wieczorem! - zaśmiała się serdecznie twoja ciocia przy śniadaniu.
Godziny mijały, a ty i twoja kuzynka byłyście coraz bardziej nakręcone. Kiedy wreszcie nadszedł czas koncertu czułyście się jak we śnie. Byłyście na arenie, gdzie nie było jakoś makabrycznie wiele miejsc, ale i tak harmider, który powstał przez szepczące między sobą Directioners, był niesamowicie głośny. A co dopiero porównywać to z tym, co się działo kiedy na scenę wyszli chłopcy. Nie mogłaś uwierzyć, że będąc w pierwszym rzędzie masz ich prawie na wyciągnięcie ręki... Zawsze wydawali ci się tacy niedostępni i nieosiągalni dla ciebie w rzeczywistym świecie, ale teraz... Myślałaś, że łzy będą ci płynąć cały czas po twarzy, ale miałaś tak wysoki poziom adrenaliny, że  praktycznie przeskakałaś i prześpiewałaś z zespołem cały koncert tak samo, jak reszta fanek. One Direction było niesamowite jak zawsze, a atmosfera nie do opisania... Szczególnie kiedy Liam poprosił o wsparcie przy śpiewaniu 'Live While We're Young' i cała arena śpiewała razem z nimi! Jednak to i tak nie równało się z momentem, gdy na końcu chłopcy mieli się już żegnać, ale powiedzieli, że chcą podziękować Directioners za ostatnie dwa niewyobrażalne lata i zaśpiewali "What Makes You Beautiful". Wtedy większość, jak nie wszyscy, zaczęli płakać... Ty również nie mogłaś powstrzymać kilku łez, które spłynęły po twoich policzkach i które przez cały koncert były wstrzymywane z uporem.  Kilka minut później Oni zniknęli ze sceny i koncert oficjalnie się zakończył, a ciebie nadal rzucało. Wszyscy podążyli powolnie w stronę głównego wyjścia, a kilka osób się przepychało w nadziei, że przed wejściem spotka zespół... Wy również miałyście taką nadzieję i popędziłyście do wejścia, ale w połowie areny twoja kuzynka cię zatrzymała.
- Tu musi być jeszcze jakieś inne wyjście... - mruknęła i rozejrzała się po sali, wskazała tobie jedną ręką szerokie drzwi. - Ja pójdę głównym, a ty tamtym i jak jedna z nas ich spotka, to zadzwoni po drugą... Umowa stoi? - zapytała na końcu, ale i tak znała odpowiedź.
- Stoi... - odrzekłaś z determinacją w głosie.
Pobiegłyście w wybrane kierunki... Po kilku minutach marszu i przepychanek pod prąd wyszłaś bocznym wejściem, które ku twojemu zdziwieniu - wybrałaś tylko ty. Jednak i tak bardziej zdziwiona byłaś, gdy trafiłaś na jakiś korytarz. Drogi prowadziły w lewo i prawo, wybrałaś tą drugą opcję. Szłaś przez jakąś chwilę sama i zaczęłaś podejrzewać, że nie powinno cię tu być... A kiedy usłyszałaś jakieś głosy za sobą - wyskoczyłaś przez pierwsze, lepsze drzwi. Znalazłaś się na dworze i nie byłaś z tego powodu zbytnio zadowolona... Przed tobą był chodnik, za nim jakaś boczna/pusta ulica, a po drugiej stronie ciągnął się park. Wyciągnęłaś telefon by zadzwonić do koleżanki i podążyłaś przed siebie. Wpisując cyfry numeru, nie spoglądałaś przed siebie, lecz byłaś wpatrzona w ekran komórki. Gdy wpisywałaś ostatnią cyfrę, telefon wypadł ci z rąk, a ty uderzyłaś o asfalt. To był ułamek sekundy, kiedy uświadomiłaś sobie, że leżysz tuż przed maską jakiegoś, srebrnego Large Rovera. W uszach nadal ci dzwoniło po mocnym spotkaniu z betonem... Ociężale się wsparłaś na łokciach i usiadłaś. Spojrzałaś za siebie i ujrzałaś winowajce - wystający krawężnik! Poczułaś coś na ramieniu, powoli się obróciłaś i zauważyłaś, że strasznie kręci ci się w głowie. Ktoś nachylał się nad tobą i coś mówił... Nagle źrenice ci się rozszerzyły... Nie mogłaś uwierzyć w obrót sytuacji. 
- Przepraszam... Wszystko ok? W ostatnim momencie ja i Tom cię zauważyliśmy, ale i ... - przerwał na chwilę swój monolog i chwycił jedną z twoich dłoni, by pomóc ci wstać. - Gdzie są moje maniery?! Jestem... - nie dokończył, bo mu przerwałaś. Harry puścił twoją dłoń i ramię.
- Wiem kim jesteś... - powiedziałaś powoli, pocierając nadgarstki.. Byłaś trochę skołowana... Obróciłaś się za siebie i wskazałaś budynek, przełykając głośno ślinę. - Właśnie wracałam z koncertu... - zaczęłaś, ale urwałaś gdy zakręciło ci się w głowie i gwałtownie poleciałaś do przodu. Na szczęście Harry cię złapał w swoje ramiona. Czułaś jego silne, napięte mięśnie... Powoli przeniosłaś wzrok z jego odsłoniętych ramion na twarz, od której dzieliły cię tylko milimetry. Utonęłaś w jego zielonych tęczówkach, a chłopak szeroko się uśmiechnął, pokazując przy tym te swoje słodkie dołeczki. Czułaś, że znów odlatujesz... 
- Hm... Harry... Zostawiam ci auto, chyba wiem, co przeszło ci przez myśl. - usłyszałaś jakiś męski głos za sobą i odkryłaś, że był to mężczyzna, którego nie kojarzyłaś. Rzucił kluczki, a Harry na chwilę puścił cię jedną ręką i sprawnie przejął lecący przedmiot. 
- To był Tom, nasz kierowca... - powiedział, dokładnie oglądając twoje dłonie, które były całe poharatane. 
- Chłopaki pojechali innym autem, bo Tom miał mnie podrzucić pod Brighton, bym mógł odpocząć w swoim domu...  - rzucił Harry, gdy prowadził cię na tył auta. Otworzył bagażnik, po czym chwycił cię w pasie i podsadził, żebyś mogła usiąść...
- Przepraszam, ale... Mógłbym wiedzieć, jak nazywa się piękna dziewczyna, którą prawie przejechałem? - zapytał niepewnie, spoglądając ci w oczy. Otworzyłaś usta w niemej odpowiedzi, w głowie nadal rozbrzmiewał ci jego niesamowity głos z chrypką... A ten akcent! Zawsze sądziłaś, że jego głos jest perfekcyjny, ale teraz wiedziałaś, że słowo "perfekcyjny" nie wystarcza... Nie mogłaś uwierzyć, że chłopak, o którym od dawna marzyłaś stoi teraz przed tobą... 
- [Twoje Imię] - mruknęłaś cicho, a Harry się zaśmiał, co wywołało najpierw szok, a potem czuły uśmiech na twojej twarzy. 
- Hm... Dobrze, [T.I] - wyjął apteczkę, a ty zorientowałaś się o co chodzi.
- Nie musisz tego robić - powiedziałaś i automatycznie cofnęłaś dłonie.
Harry spojrzał na ciebie i się uśmiechnął, oparł się jedną ręką obok twojej nogi i się delikatnie nachylił, spoglądając ci w oczy.
- Sunshine... Nie utrudniaj mi sprawy jeszcze bardziej... - powiedział namiętnie, po czym odgarnął tobie włosy z lewego policzka za ucho i zmarszczył brwi. Wyprostował się jak gdyby nigdy nic i wyjął wodę utlenioną.
- To może trochę szczypać... - mruknął i polał twoje dłonie wodą.
Jęknęłaś cicho.
- Przepraszam... - powiedział skruszony, a ty zaczęłaś przyglądać się jego twarzy.
- Nie musisz... To nie twoja wina... To moja nieodpowiedzialność... - westchnęłaś i opuściłaś wzrok. 
Poczułaś jak obejmuje twój podbródek i delikatnie podnosi go do góry tak, że spoglądałaś mu teraz w oczy. Serce zabiło ci mocniej. "Czy on właśnie...?" - pomyślałaś. Jednak chłopak tylko wyciągnął nasączony czymś wacik i oczyścił ranę na twoim policzku. Nieznacznie posmutniałaś.
- Do wesela się zagoi! - zaśmiał się Harry, który źle musiał zinterpretować twoje zachowanie. Chwilę potem miałaś zabandażowaną jedną rękę, a na drugiej spoczywał plaster, tak samo jak na policzku. Położył obie dłonie po twoich bokach i nachylił się... Był teraz tak blisko ciebie, że jego oddech poruszał kosmykami twych włosów. 
- A czy szanowna... [T.I], pozwoli siebie odwieźć do domu? - zapytał i przeniósł wzrok z twojego obojczyka na twarz. 
Delikatnie się uśmiechnęłaś i pokiwałaś głową. Usiedliście na przednich siedzeniach, a Harry zaśmiał się, żebyś zapięła pasy, bo na kolejny wypadek nie ma ochoty. Pomimo tego, że na początku byłaś zestresowana, to podejście Hazzy sprawiło, że całkowicie się wyluzowałaś. Podczas drogi dużo rozmawialiście, a szczególnie o dzisiejszym koncercie. 
- To tutaj... - powiedziałaś, śmiejąc się, bo Harry opowiadał właśnie o epizodach za kulisami... Wskazałaś palcem dom cioci, a Harry zatrzymał samochód. Byliście na typowym, angielskim osiedlu. Dróżka, a po dwóch stronach mało uczęsczanej drogi - rzędy domów.
- No... - odwrócił od ciebie wzrok i spoważniał. Zmarszczył brwi i uderzył delikatnie otwartymi dłońmi w kierownicę... - To trzymaj się.. - dodał i spojrzał ci w oczy, jego kąciki ust uniosły się w górę. - Tylko uważaj na siebie, ok?
- Hah, będę... - powiedziałaś i nachyliłaś się, po czym musnęłaś ledwie ustami policzek Harry'ego. Otworzyłaś drzwi i już chciałaś wysiadać, ale coś mocno pociągnęło cię do tyłu.
- Hah, pasy! - powiedziałaś i czułaś, że się rumienisz...taki głupi wypadek... Wydawało ci się, że Hazza zaraz pęknie ze śmiechu. Odpięłaś pasy i wysiadłaś z samochodu, a po sekundzie już byłaś po drugiej stronie i przemierzałaś trawnik przed mieszkaniem. 
- Hej! - zawołał za tobą. 
Obróciłaś się, będąc już pod drzwiami. Harry opuścił okno po stronie pasażera i nachylił się bardziej w jego stronę.
- [T.I.], masz jutro czas? - spytał, przygryzając wargi, a ty się uśmiechnęłaś...



CIĄG DALSZY NASTĄPI...



Opracowała: B 


PS Dzisiaj postaram się jeszcze coś dodać!
 






poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Imagine - Zayn (chyba XI)

Dobra... Tak szybko...Byłam u chirurga, mam szwy za lewym uchem i startą do jak najmniejszych rozmiarów chrząstkę...Było super na sali operacyjnej:żartowałam sobie z lekarzami, dużo rozmawialiśmy i żartowałam sobie, że słyszę ścieranie kostki i jak nitką mnie zaszywają...Na serio było tak fajnie...ale teraz boli jak cholera, mam ochotę sobie amputować to ucho, trudno jest myśleć... Wracając do tematu... Dziękuję za miłe komentarze, mamy już 27 obserwatorów i niedługo dobijemy do 25 700 wejść:) W przyszłym roku podobno ma być koncert 1D w Polsce!! (Rodzice powiedzieli, że kupią mi bilety:D) A co dzisiaj... No więc, ponieważ dawno nie było naszego Mulata... to dzisiaj on:) Ola twojego z Harrym wstawię w tym tygodniu, tylko chodzi o to, że nie chcę by dwa razy pod rząd był Loczek:D No to... Z dedykacją dla Alicji:) Na serio dziękuję, twój komentarz był jednym z najwspanialszych i z najbardziej budujących! Alice you made my day <3 A i ja też to robię dla Liama;) No dobra... Wiem, że tutaj trochę pozmyślałam, ale przymknijcie oko na fakty, które nie są realne albo coś:D Chyba będzie długi... Alicja, mam nadzieję iż się spodoba i że będzie amaZAYN:*

----------------------------------------------------------------







 Mieszkałaś w Londynie od dosyć niedawna, dopiero co poznawałaś tutejszą kulturę i miasto. Przeprowadziłaś się tutaj, bo to było jedno z twoich marzeń, ale przede wszystkim szkoła artystyczna. Sztuka była twoim nieodłącznym przyjacielem odkąd pamiętałaś. Uwielbiałaś chodzić po swoim nowym miejscu zamieszkania i uwieczniać na kartkach albo zdjęciach miejsca/momenty, które cię zachwyciły/zaintrygowały.
Dzisiaj, jak to często robiłaś, poszłaś się przejść ze szkicownikiem po mieście. Przeszłaś niezły kawałek, aż doszłaś do Hyde Parku. Myślałaś na początku o tym by narysować Speakers Corner, ale było tam dziś za dużo osób, dlatego stwierdziłaś, że przejdziesz się wzdłuż polany z wypoczywającymi ludźmi.Poszłaś nad jezioro i przysiadłaś na ławce w cieniu. Dość mało osób się tutaj kręciło. Na ławce kawałek dalej siedział skrzypek i grał, a na ławce trochę bliżej widziałaś odwróconego tyłem chłopaka. Bez zastanowienia wyciągnęłaś rysownik i zaczęłaś przenosić obraz na kartki. Unoszące się na wodzie łódki, ludzi, drzewa wokoło - to wszystko sprawiało, że uśmiechałaś się kiedy rysowałaś. Kątem oka zauważyłaś dziewczynkę, która się do ciebie przysiadła. Oderwałaś wzrok od kartki i spojrzałaś na dziecko, dziewczynka uśmiechnęła się, a ty to odwzajemniłaś uśmiechając się równie uprzejmie jak ona. 
- Ładnie rysujesz! - powiedziała śmiało dziewczynka pokazując twój blok.
- Hah, dziękuję... - spojrzałaś na nią i zauważyłaś, że dziecko spogląda na twoje kredki. - Chcesz też sobie trochę porysować? - spytałaś i przygryzłaś wargę, bo nie wiedziałaś czy robisz dobrze. Dziewczynka przytaknęła, a ty z chęcią dałaś jej podkładkę, kartki, a piórnik z kredkami położyłaś między wami. Obie rysowałyście, czasem spoglądałaś na dziewczynkę...
- WOW! Pięknie rysujesz, masz talent! - powiedziałaś, aby zagadać, bo jednak trochę intrygowała cię jej obecność.
- Dziękuję i nawzajem - odpowiedziała - Jak masz na imię? Ja jestem Zoey.
- Och, ładne imię. Ja jestem [Twoje Imię]. 
- Twoje jest dopiero ładne - uśmiechnęła się i zrobiłaś to samo.
- Z kimś tutaj jesteś, bo chyba jesteś za młoda, żeby sama tutaj tak chodzić... - spytałaś.
- Nie jestem za młoda... Mam już 5 i 3/4! I jestem z wujkiem... - powiedziała wyciągając paluszek w stronę chłopaka, który wcześniej siedział odwrócony. Spojrzałaś w tamtą stronę, chłopak przyglądał wam się, ale kiedy napotkał twój wzrok - spuścił głowę. Kogoś ci przypominał, ale nie byłaś pewna kogo.
- Dziękuję - oddała ci niewykorzystane kartki i ołówek, wstała i widząc twój zdziwiony wyraz twarzy dodała - Nie martw się zaraz wracam - obie się uśmiechnęłyście.
Zoey poszła do swojego wujka podała mu rysunek, a on się ucieszył na jego widok. Cała ta scena mogłaby być równie jedną z jakiegoś filmu fabularnego. Po chwili Zoey wróciła z siateczką.
- Mam chlebek dla kaczek i gołębi - powiedziała wyciągając ku tobie otwartą siateczkę, aby zachęcić cię do współpracy przy karmieniu. Na początku ptaków nie było zbyt wiele, ale po chwili zleciało się całe stado. Rozmawiałaś z Zoey i poznawałyście siebie nawzajem, miałyście wiele wspólnego i obie często się śmiałyście. Od czasu do czasu spoglądałaś na tajemniczego chłopaka na ławce i krzyżowałaś z nim spojrzenia, żeby potem je odwrócić. Przestałaś w pewnym momencie słyszeć skrzypka, a ludzi na jeziorze było coraz mniej, zauważyłaś, że musiała już być chyba pora obiadowa. Chleb wam się skończył, obie wstałyście i pozbierałyście rzeczy, a chwilę potem podszedł wujek Zoey.
- Hej... - zaczął nieśmiało, a tobie serce zabiło mocniej, bo teraz doskonale wiedziałaś kogo masz przed sobą - Jestem Zayn - wyciągnął rękę.
- Hej, [Twoje Imię] - podałaś rękę, a chłopak zamiast ją potrząsnąć na powitanie, chwycił ją ale podniósł do ust i lekko pocałował jej wierzch. Kolana ci się ugięły. Chłopak nachylił się do dziewczynki.
- Zoey, jesteś głodna? Masz ochotę na hamburgera albo hot doga? - spytał się jej Zayn, a ona lekko pokiwała głową na znak "tak".
- A czy moja nowa koleżanka może iść z nami? - spojrzałyście sobie w oczy i się uśmiechnęłyście. Zayn się wyprostował i uśmiechnął szeroko do ciebie.
- Właściwie, to miałem sam to zaproponować... Zjesz z nami coś? - spytał spoglądając ci w oczy. Głos ugrzązł ci w gardle, dałaś radę tylko pokiwać głową. Zoey chwyciła cię za rękę i poszliście chodnikiem wzdłuż jeziora. Rozmowa sama się wam cisnęła na usta, wam czyli tobie i panu Malikowi, a Zoey oglądała to z cieniem uśmiechu na twarzyczce.
- Więc jesteś wujkiem Zoey? - zagadałaś.
- Tak... To znaczy nie biologicznym. Jej mama jest moją koleżanką i umówiła się na randkę, czy coś i muszę się opiekować małą do popołudnia - wyjaśnił chłopak.
- Ej, nie jestem mała! - wtrąciła się wspomniana.
- Hah, oczywiście że nie... - odpowiedział Zayn.
- Właśnie... Pozwalasz jej podchodzić do obcych ludzi? - spojrzałaś mu w oczy.
- Hah, oczywiście że nie! Przecież ty nie jesteś obca... - wasze ramiona się ocierały, a ty spuściłaś wzrok, chłopak się lekko zaśmiał... Wiedziałaś, że musisz być twarda, a poza tym coś cię zaintrygowało w jego wypowiedzi.
- Jak to nie jestem obca? - znów spojrzałaś mu w oczy i tym razem czułaś, że nie odpuścisz.
- Po prostu... Nie chcę, żeby zabrzmiało to źle...Ale przyglądałem się tobie od dłuższego czasu i wydałaś się nieszkodliwa - wzruszył ramionami. Patrzyliście sobie w oczy od dłuższego momentu, aż w końcu coś was wyrwało z transu, a właściwie nie coś, ale ktoś.
- Wiesz [T.I.]... - spojrzałaś w jej stronę - Wpadałaś w oko wujkowi i ja miałam was... 
- Cicho Zoey, spójrz pan z balonami! - chłopak wskazał kierunek, a dziewczynka pobiegła w tamtą stronę. Spojrzałaś na Zayna... On spuścił wzrok na buty i się zarumienił... Stałaś naprzeciwko niego i nie wytrzymałaś... Pocałowałaś go w policzek i położyłaś swoją rękę na jego ramieniu.
- Zayn... Ja ciebie znam bardzo dobrze... Jestem waszą wielką fanką, ale nie chciałam cię wystraszyć poza tym... Też mi się podobasz... - patrzyliście sobie tak w oczy, aż przyleciała do was radosna Zoey.
- Wujku, wujku! Chyba mi się udało, wszystko widziałam! - zawołała.
- Hah... - spojrzał na nią, potem na ciebie - Nie wiem o czym mówi... - uśmiechnął się nerwowo - Dostałaś balona? - starał się zmienić temat.
- Tak... To jest Kubuś Puchatek widzisz?
Poszliście dalej i dużo rozmawialiście, wasze ramiona cały czas po drodze się o siebie ocierały, Zoey w jednej dłoni miała twoją, a w drugiej balon. Zayn w pewnym momencie spojrzał ci przeciągle w oczy, a potem ujął twoją dłoń. Odwzajemniłaś uścisk. Pewnie dla innych wyglądaliście jak młoda, szczęśliwa rodzina. Kiedy doszliście do budki z jedzeniem było już około godziny 14. Zamówiliście po hamburgerze i usiedliście na polanie. Rozmowa się nie urywała, a co chwilę wasza trójka wybuchała śmiechem.
- Masz ładną kokardkę... - powiedziała w końcu Zoey wskazując twoją torbę. Na pasku od torby miałaś przypinkę w kształcie kokardki. Bez zastanowienia odpięłaś ją i przypięłaś małej na jej rozpuszczonych włosach.
- Pasuje ci do sukienki... - powiedziałaś wskazując niebieski strój dziewczynki.
- Nie musisz tego robić...- zaczął Mulat, ale kiedy napotkał twój wzrok spojrzał na Zoey i dodał - Co się mówi?
- Bardzo dziękuję, jesteś bardzo sympatyczna. Miło z twojej strony. - spojrzała na wujka - Tak? - i przeniosła wzrok na ciebie.
- Hah...Nie ma sprawy...Powiedzmy, że to taki mały prezent... - zaśmiałaś się.
- Nic dla ciebie nie mam... - spojrzała na ciebie ze smutną miną i dopowiedziała - Ale już dostałaś pewien prezent dzisiaj... - i spojrzała cwaniacko, ale wymownie na swojego wujka. Cała wasza trójka wybuchnęła głośnym śmiechem. Spędziliście razem jeszcze godzinę, Zayn i Zoey (Z&Z) stwierdzili, że cię odprowadzą do domu, kiedy byliście już pod drzwiami musiałaś się pożegnać. Mała zaczęła lamentować i przyznała, że było bardzo miło cię poznać.
- Szkoda... ale może... - zaczął Zayn - Byśmy się jeszcze spotkali co?
- Z wielką chęcią... - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko i szczerze na te słowa.
- To może dzisiaj? Przyszedłbym po ciebie około 19 i byśmy może poszli do tego małego, starego kina w okolicy? - zaproponował.
- W takim razie... Do zobaczenia - powiedziałaś i pocałowałaś go w policzek. On stanął oczarowany, a ty weszłaś do kamienicy i zamknęłaś za sobą drzwi, o które od razu się oparłaś. Usłyszałaś po chwili jak jakiś dziecięcy głosik mówi:"Chyba ktoś się tutaj zakochał!", a na to grubszy głos mu odpowiedział:"Nieprawda" i znów pierwszy głos powiedział"Prawda, prawda". Wyjrzałaś przez okular, Zayn i Zoey dopiero zaczęli się oddalać. Wbiegłaś do swojego mieszkania i zaczęłaś się szykować. Włosy rozpuściłaś, zrobiłaś sobie delikatny makijaż i wybrałaś jeden z twoich ulubionych zestawów. Dziesięć minut po 19 zadzwonił dzwonek do twojego mieszkania... - był to Zayn. Otworzyłaś mu.
- Spóźnienie... - zawołałaś w progu.
- Tak, przepraszam, ale Zoey musiała zostać trochę dłużej... - nachylił się i pocałował cię w policzek na powitanie.
- Myślisz, że to spowoduje, że zapomnę o wpadce z godziną? - droczyłaś się z nim i miałaś przy tym frajdę. Jednak chłopak przejrzał twoje plany...
- A nie przekonało? - odwzajemnił twój cwaniacki uśmiech, który chwilę potem zastąpił szczerym uśmiechem - Ślicznie wyglądasz.
- I wice wersa! - powiedziałaś zamykając drzwi, bo to była prawda (bez rękawiczek i tego złotego)... Szliście do małego kina na przedmieściach, było to naprawdę małe kino w okolicy, gdzie rzadko kogo można było spotkać po godzinie 24. A kino przecież zamykane było już o godzinie 22! Podczas drogi dużo rozmawialiście, Zayn trzymał cię za rękę, a ty czułaś jak motylki trzepotały w twoim brzuchu. Kiedy doszliście pozostało tylko wybranie filmu...Zayn proponował "Epokę Lodowcową", ale ty byłaś uparta i zdecydowana na "Spidermana". Chłopak powiedział, że nie lubi tego bohatera i całej serii oraz filmów jaka kiedykolwiek wyszła na jego temat... Poczułaś uderzające ciepło w skroni, zawsze to czułaś kiedy byłaś zdenerwowana...Zdenerwowana? Wściekła! Pomimo tego przypomniałaś sobie słowa babci:"łatwiej jest wrzeszczeć, niż się uśmiechać". Dlatego uśmiechnęłaś się i wytłumaczyłaś, że uwielbiasz tą serię, którą chwilę wcześniej on wykpił. Dodałaś również, że to twój ulubiony bohater jaki kiedykolwiek powstał i że jesteś wielką fanką Spidermana. Zaynowi zrobiło się trochę głupio za to jak obrażał coś co kochasz i zaczął cię przepraszać, nawet sam zaproponował pójście na ten film. Uznałaś, że to miło z jego strony... Zayn niechętnie mówił kasjerce o biletach, kiedy kupował. Zrobiło się ci go trochę żal, ale wcześniej powiedziałaś, że możecie iść na coś co on chce, ale Mulat upierał się, że pójdziecie na to co ci się na pewno spodoba. Po zakupie biletów poszliście po przekąski. Kiedy usiedliście w sali, Zayn objął cię ramieniem... Dużo rozmawialiście zanim seans się zaczął. Oglądaliście trzymając się za ręce i karmiąc się nawzajem popcornem. Zayn cię cały czas rozśmieszał, a ty szeptałaś czasem coś do niego. Film ci się bardzo podobał, szczególnie w takim dobrym towarzystwie. Jednak po godzinie telefon twojego idola zawibrował. Otworzył go, przeczytał wiadomość i przestał się uśmiechać.
- Muszę wyjść, przepraszam, ale oni mnie potrzebują... - zwrócił się do ciebie.
- Jasne, spoko... - powiedziałaś oschle...
- Dzięki za mile spędzony czas... - nachylił się by cię pocałować w policzek, a kiedy wychodził nadal tępo gapiłaś się w ekran. Żałowałaś, że postąpiłaś z nim tak ostro, ale było ci smutno. Obejrzałaś film do końca i ze smutkiem stwierdziłaś, że bardzo ci się podobał. Wolałabyś, żeby Zayn odprowadzał cię teraz do domu... Czułaś się niepewnie i bałaś się wracać do domu o 22, co wydało ci się dziwne bo zwykle wracałaś sama nawet w środku nocy i niczego się nie obawiałaś. Weszłaś do  mieszkania i włączyłaś komputer. Weszłaś na Twittera... Przeglądałaś posty, zawsze jechałaś od najdawniejszego do najnowszego. To był twój trochę dziwny nawyk. Nagle zauważyłaś tweeta Nialla:"Zdaj prawo jazdy mówili, jeździj autem mówili, będziesz miał frajdę mówili... I co? Skasowałem samochód!! Dzięki za pomoc @zaynmalik1d :D" Uśmiechnęłaś się przez tą wiadomość... Oczywiście nie dlatego, ponieważ Nialler miał wypadek... Tylko dlatego, że Zayn miał przynajmniej jakiś sensowny powód, aby zostawić cię już na pierwszej randce. Pojechałaś wyżej, czytałaś tweety osób, które obserwowałaś, aż nagle znalazłaś... Zayn napisał odpowiedź Niallowi... Kiedy to przeczytałaś łza pociekła ci po policzku, bo mimo wszystko coś czułaś do tego typa, a on chyba do ciebie nic, bo napisał:"Hah, nie ma sprawy... Właściwie to ja dziękuję... Spiderman? Masakra!!:) xx". Na początku nie przeszkadzały ci łzy, ale po chwili je otarłaś i stwierdziłaś, że nie dasz tak sobą pomiatać. Nacisnęłaś "Odpowiedz" i napisałaś do Zayna wiadomość:"Dupek xx". Wiedziałaś, że raczej jej nie przeczyta... Dostaje każdego dnia miliony wiadomości od fanów, a poza tym nie obserwował ciebie, więc miałaś pewność, że tego nie przeczyta i nawet było ci trochę smutno z tego powodu, bo  na serio byłaś na niego zła. Pomyślałaś, czy nie napisać mu sms'a, że też z nim tylko tak dla zabawy byłaś w tym kinie, ale nie mogłaś z dwóch powodów: a)zawsze mówiłaś prawdę, a to że to było bez uczuć byłoby kłamstwem i...b)nie miałaś jego numeru, tylko on miał twój. Poszłaś wziąć długą kąpiel, bo woda zawsze kojąco na ciebie wpływała. Nalałaś wody do wanny, usiadłaś w niej. Pomyślałaś, że musisz się zanurzyć i to zrobiłaś. Pod wodą zawsze było bezpieczniej, nikt nie mógł cię tu skrzywdzić, nic się tu nie liczyło... Wynurzyłaś, bo brakło ci tlenu... A nad sobą zauważyłaś duży rudy pyszczek. Na koszu do prania obok wanny siedział twój gruby, rudy kocur "Arti". Wyciągnęłaś rękę z wody i pogładziłaś nią zwierzę, które nie prychnęło, bo widziało że jesteś "nie w sosie".
- Co Arti? Nikt nas nie kocha, co? Ale mamy siebie, tak? Nie obchodzą nas żadni piosenkarze, których jesteśmy fanami... I nie wracamy do nich po tym jak pokazali, że nic dla nich nie znaczyliśmy...Co z tego że są bogaci, sławni, przystojni...mili...zabawni... - zamyśliłaś się i po chwili łzy nabiegły ci do oczu, zależało ci na tym dupku pomimo tego, że przyznał się 5 milionom followerów, że spędzanie z tobą czasu wymaga pomocy kolegi, aby to przerwać... Wyszłaś z wody, ubrałaś szlafrok i położyłaś się na łóżku w twojej sypialni. Zaczęłaś płakać, a z wyczerpania nie zauważyłaś kiedy zasnęłaś. Rano gdy wstałaś zapomniałaś o wczorajszej "przygodzie" z tym chłopakiem poznanym w parku...Tak "ten z parku" było fajnym określeniem dla niego... Nie myślałaś o nim, aż nagle zadzwonił telefon.
Ty:Halo?
Głos w słuchawce:Hej, tu ja Zayn...
Ty:A... chłopak z parku...Już prawie zapomniałam...
Zayn:Yyyy...Taaa...Dzwonię by się spytać, czy się spotkamy może dzisiaj?
Ty: Żebyś mógł mnie zostawić tak jak wczoraj?
Zayn:Weź przestań, musiałem pomóc Niallowi, przecież wiesz...
Ty:Tak, wiem. Wiem też również, że uważasz nasze wspólne spędzanie czasu za katastrofę...Więc chyba się nie spotkamy...
Zayn:Co? O co ci chodzi? Ja tak nie myślę, było wspaniale!
Ty: Wczoraj sądziłeś inaczej...Sprawdź swojego Twittera.
I się rozłączyłaś, czułaś się pusta. Sądziłaś, że zemsta a raczej wyrównanie rachunków przyniesie ci trochę więcej satysfakcji. Nie miałaś ochoty nigdzie wychodzić, więc poszłaś malować Londyn z balkonu... Około 17 stwierdziłaś, że pójdziesz po coś do jedzenia do spożywczaka. Kiedy otworzyłaś drzwi od mieszkania na wycieraczce zauważyłaś różę z karteczką. Wychyliłaś się z framugi i spojrzałaś w lewo, a potem w prawo, nikogo tu nie było... Pochyliłaś się i wzięłaś różę, wróciłaś do środka. Kwiat włożyłaś do wazonu, a bilecik obracałaś w dłoniach. Bałaś się przeczytać co tam jest napisane... Ale w końcu zdobyłaś się na odwagę i zaczęłaś czytać:"Droga... Wiem, że nie miłe było to co wczoraj zrobiłem, a słowa które dobrałem były niewłaściwe. Tak naprawdę zostałbym tam tylko dla ciebie, gdybym mógł. Proszę, jeśli to było dla ciebie coś więcej niż tylko jednodniowe zauroczenie...Błagam przyjdź dzisiaj pod kino o 1 w nocy. Wcześniej nie mogę - koncert. Przepraszam i, mam nadzieję, do zobaczenia. Zayn xx" Nie wiedziałaś czy płakać, czy się śmiać. Płakać bo byłaś na tyle głupia, żeby zbytnio zinterpretować słowa chłopaka, czy się śmiać bo wieczorem się z nim spotkasz... Wybrałaś tą drugą opcję i nie mogłaś doczekać się wieczora. Chociaż zachowywałaś zimną krew, bo wszystko mogło się zdarzyć... Około 24 wyszłaś z domu i spacerkiem szłaś w stronę kina, miałaś dużo czasu aby rozmyślać o tym co było, jest i  może będzie. Miałaś na sobie wytarte jeansy, stary podkoszulek , a na tym kurtkę skórzaną po ojcu, włosy rozpuściłaś. Kiedy od kina dzieliło cię jeszcze tylko kilka ulic, zaczęło padać. A nawet nie padać, ale lać. Szłaś sama pustymi ulicami, nie obchodziło cię nic, więc nie próbowałaś się schować przed deszczem. Z cukru nie jesteś, dasz sobie radę... Twoje włosy zmokły całkowicie i pozlepiały w mokre kosmyki.  Dochodziłaś do kina. Zauważyłaś coś dziwnego... Jakiś duży obiekt nad wejściem. Podeszłaś bliżej i zaczęłaś się śmiać, bo rozpoznałaś co to, a właściwie kto to. Postać wisiała do góry nogami nad wejściem zaczepiona nogami o szyld. Na twarzy miała maskę Spidermana. Podeszłaś do superbohatera.
- Całkiem zmokłeś - powiedziałaś przygryzając wargę, twoje oczy były na wysokości jego.
- Tak jak ty! - powiedział, ale nie całkiem wyraźnie, więc podniosłaś rękę i zsunęłaś mu delikatnie maskę do połowy twarzy, tak że usta były odkryte - Już się bałem, że nie przyjdziesz... Na serio mi przykro... i...
- Wybaczam... W końcu, nikt by nigdy nic takiego dla mnie nie zrobił... - powiedziałaś uśmiechając się, Zaynowe usta odwzajemniły to.
- Wiesz, zrobiłem to specjalnie dla ciebie, ale trochę nie wygodnie tak cały czas do góry nogami... - powiedział całkiem poważny, a ty się zaśmiałaś...
- Zayn, to słodkie co zrobiłeś, ale mogę o coś spytać? -chłopak kiwnął głową -Skąd wiedziałeś o tej scenie w "Spidermanie"?
- Och to proste! - machnął ręką i się zachwiał tak, że myślałaś, że spadnie - Obejrzałem wszystkie filmy i komiksy jakie w ogóle o nim istnieją dla ciebie... Bo jesteś jego fanką i muszę w tobie lubić wszystko... Bo widzisz ja chyba...To znaczy ja ciebie...Ja cię...
- Ja ciebie też kocham mój superbohaterze! - powiedziałaś, kiedy wspięłaś się na palce. Jedną dłonią chwyciłaś policzek Zayna, a on objął twoją twarz swoimi rękoma i po prostu cię pocałował. Na początku delikatnie, a potem coraz bardziej namiętnie. Wasze usta były dla siebie stworzone, nie przeszkadzało ci nawet kiedy przeszliście do francuskiego i kiedy czuliście, że przemokliście do suchej nitki, to nadal tam staliście pieczętując wasze uczucie. Następnego dnia Zayn zabrał cię na randkę i na szczęście nikt z zespołu nie miał wypadku...

KONIEC



Opracowała:B - "Alicja mam nadzieję, że lubisz Spidermana:*"


PS:Pamiętajcie o konkursie!! Sprawdź "Nie tylko sercem, ale duszą":D


czwartek, 7 czerwca 2012

Imagine Liam (VI)

 Mój pierwszy imagine w 1 osobie...Let's go!



Świetnie mi się żyje z chłopakami..są dla mnie jak bracia, najlepsi przyjaciele...ważni jak cholera. Liam...Liam, to ten jedyny. Może mówię to zbyt wcześnie, ale rok to dużo aby to stwierdzić, nieprawdaż? Z nim to wszystko da się świetnie przeżyć, nawet piątek 13. Może i jest poważny, ale nie zawsze..takiego go kocham. Właśnie na niego patrzę jak słodko śpi, uśmiecha się przez sen..słodziak. Pocałowałam go w czoło i próbowałam wyjść z jego objęć...jednak te mięśnie nie są zbyt łatwe do podniesienia...przestałam próbować, po prostu wtuliłam się w jego goły tors..
Liam: Dobrze mieć takie mięśnie...-wyszeptał mi do ucha..w tej chwili chciałam walnąć go za to, że musiałam się tak męczyć, no ale cóż...wolę leżeć w jego objęciach, niż siedzieć w kuchni i robić śniadanie dla domu..
Ty: Liam..kocham cię...
Liam: Ja ciebie też...-zaczął całować mnie po karku, po czym doszedł do ust...czemu on musi aż tak dobrze całować!
Ty: Liam...puść mnie..muszę iść...
Liam: Nie puszczę..
Ty: Kotku..błagam. Puść..-nagle rozległo się, w naszym pokoju, pukanie do drzwi.-proszę!
Louis: Oj, gołąbeczki...nie warto tak długo spać...nawet Zayn już wstał...
Ty: Lou, która jest godzina?
Louis: Za pięć dziewiąta..
Ty: Osz w mordę jeża, Liam wstawaj, albo mnie chociaż puść!-powiedziałam oburzona godziną. Na szczęście chłopczyna wstał razem ze mną..! Zbiegliśmy na dół...a tam chłopacy przy nakrytym stole do śniadania...widać, że chłopacy sami  sobie załatwili jedzenie...eh, jak ja ich kocham.
Ty: Smacznego!
Harry: Nego!
Niall: Harry, smacznego!
Harry: Jutro wyjeżdżamy w trasę..wiesz o tym [T.I]?-zapytał mnie jak głupią. Przecież Liam zawsze mnie informuje.
Ty: No wiem..
Zayn: A wiesz, że zawsze dzień przed wyjazdem idziemy na imprezę?- zapytał, zaspany.
Ty: No to też wiem...
Louis: No to dobrze. Słuchajcie jedziemy do "SoulNight"..!
Liam: Co?? Przecież to bar ze striptizem!
Louis: Chciałb...-urawał, ale i tak wiedziałm co chciał powiedzieć.-Nie, "Soul&Nighty" to ten bar...a ten drugi to bardziej taki...disco bar..-powiedział, unikając mojego wzroku.
Ty: Ja się wycofuję...
Liam: Ja też-powiedział patrząc na mnie i śmiesznie ruszając brwiami..
Niall: Ja się tak nie bawię!
Zayn: Niall, masz szansę zabawić się bez Dady Direction!-"szepnął" mu do ucha...ja i reszta to usłyszeliśmy.
Louis: Dobra idziemy bez was..
Harry: Ale mam nadzieję,że nie będziecie się lepiej bawić od nas?
Ty: Nie, my jedziemy do kina na noc filmów...
Harry: Do kina...-spojrzał na Liama, jak na wariata..
Po śniadaniu chłopacy posprzątali, ja poszłam się umyć i ubrać. Ubrałam się wygodnie, bo Liam przed kinem chciał mnie zabrać na spacer...
*Spacer*
Liam: Jutro wyjeżdżamy...
Ty: Szkoda, że na dwa miesiące...a jak tam jedziecie, słyszałam, że samochodem..
Liam: Miałem ja prowadzić, ale Paul nie pozwolił, więc jedziemy busem..
Ty: To dobrze..-objął mnie ramieniem, a ja go..przeszliśmy obok dwóch dziewczyn siedzących na ławce..
Dziewczyna1: Oj, jak słodko oni wyglądają...
Dziewczyna2: Ej, to przecież Liam Payne i [T.I]-kurde zauważyły nas! Podbiegły i poprosiły o autograf..
Liam: No hej..
Dziewczyna1: Liam, podpiszesz się nam?- niechętnie wyswobodził się z mojego objęcia..
Dziewczyna2: Jesteś wielką szczęściarą, że masz Liama, [T.I]!
Ty; Wiem..
Po autografach i po kinie wróciliśmy do domu padnięci..Zasnęliśmy od razu..chłopaków nie było. Ich sprawa, bo my wróciliśmy o 1, a wyjechać mieli o czwartej. Rankiem poleżałam sobie z Liamem..jednak Paul musiał nam przerwać i zabrać pijaków i mojego chłopaka..Zostałam sama.
*Parę dni później*
Dawno nie słyszałam głosu Liama i chłopaków. Zadzwoniłam im na Skayp'a, dopóki byli dostępni.
Ty: Hej! Chłopacy.
Louis: Hello! [T.I], jak tam w domu?
Ty: Dobrze..gdzie reszta?
Louis: Harry na łóżku, a obok niego Zayn! Chłopacy [T.I] jest na linii!-powiedział....wszyscy się zeszli oprócz Liama.
Ty: Hej.
Chłopacy: Hey!
Ty: Gdzie jest Liam?
Harry: Pojechał do apteki po leki..
Zayn: Powinien zaraz wrócić..-powiedział tak jakby chciał mnie upewnić, że nic mu nie jest..
Ty: Dobra..jak pogoda w USA?
Louis: Skoro ja chodzę bez skarpetek, to jest ciepło...-zauważyłam jak Niall odbiera telefon i jak nagle mu mina zwiędła..myślałam, że jedzenie nie przyjedzie, ale kiedy zobaczyłam jak mu łzy leją się po policzkach wystraszyłam się...
Niall: Lou!- zawołał, a ten się poderwał..Louisowi też zaczęły płynąć łzy..poinformowali wszystkich...pierwszy raz widziałam jak Zayn płacze..to było okropne..
Ty: Ej, chłopacy co się stało.!?
Louis: [T.I]...powinnaś przyjechać i to jak najszybciej...-przy tej wypowiedzi miał tak poważną minę, że wolałam nie wiedzieć co się stało... 
Harry: Pośpiesz się, Paul przygotował dla ciebie już samolot...czekamy na lotnisku..
Spakowałam się..cały czas rozmyślałam, co się stało. Myślałam, że Liamowi coś się stało, ale oni b mi powiedzieli...na pewno by to zrobili... Na tą myśl usiadłam na podłodze płacząc..Po trzech godzinach byłam już w USA ( samolot pędził  jak wiatr). Na lotnisku  czekali na mnie rozpłakani chłopcy..próbowali udawać, że nic się nie stało kiedy do nich podeszłam..
Louis: Nareszcie  jesteś, kochana..-wyszlochał przez łzy..
Ty: O co chodzi, co się stało, że musiałam przyjechać?!- nie odpowiadali..-MÓWCIE!
Zayn:  Pamiętasz jak mówiliśmy, że Liam pojechał samochodem po leki, sam?-pokiwałam głową..- W drodze powrotnej miał wypadek samochodowy werżnął się w drzewo..teraz jest w szpitalu na ostrym dyżurze..
Niall: Próbują go uratować..
Nic nie powiedziałam...zaczęłam płakać..nie mogłam przestać myśleć o tym, że go mogę stracić, że go już nigdy nie zobaczę..nie mogłam..
Harry: Chodźcie jedziemy do niego..
Przez całą drogę trzęsłam się ze strachu...chłopacy mnie pocieszali, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam, że sami w to nie wierzą..
*W szpitalu*
Wyskoczyłam z samochodu..i pobiegłam do środka. Podbiegłam do recepcji..
Ty: Liam Payne...-powiedziałam szlochając..
Pani: Przykro mi, ale go w tej chwili operują..
Ty: Musze go zobaczyć, proszę..
Pani: Nie wolno w tej chwili..
Ty: Niech pani mi powie gdzie on jest!- zaczęłam despotycznie płakać i krzyczeć..Zayn mnie złapał i przytulił. Wtuliłam się w niego i nie przestawałam płakać...zauważyłam jak podchodzi doktor..w zakrwawionych rękawiczkach..
Doktor: Państwo są rodziną Liama Payna?
Zayn: Przyjaciółmi, a to jego dziewczyna..-wskazał na mnie.
Doktor: To proszę panią aby pani ze mną poszła..
Ty: Pójdę tylko z nimi..-odwróciłam się w stronę chłopaków..
Doktor: Proszę..
Poszliśmy do sali..zauważyłam Liama leżącego na łóżku.. Odwróciłam się w drugą stronę nic chciałam na to patrzeć..
Doktor: Liam ma pęknięty kręgosłup oraz złamane żebro..
Zayn: Będzie chodził?
Doktor: Tak, tylko będzie musiał nosić gorset przez sześć miesięcy..
Niall: A  będzie mógł występować?
Doktor: Myślę, że tak jeśli nie będzie mu to sprawiało bólu..
Nie miałam ochoty ich słuchać, wbiegłam do sali i usiadłam przy moim chłopaku..Pocałowałam go w usta..
Ty: Kocham Cię...- chłopacy i doktor nie wchodzili, wiedzieli, że chcę być teraz tylko z nim..sam na sam..Siedziałam tak z dobre trzy godziny kiedy usłyszałam..
Liam: Ja ciebie też...
Ty: Kochanie..-łzy płynęły jak po maśle na mojej twarzy..
Liam: Ciii, wszystko w dobrze..-uspokoił mnie...pocałowałam go, a on odwzajemnił mój pocałunek.
Liam: Dobrze, że jesteś..
Ty: Ja to powinnam powiedzieć, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła..jakbym bez ciebie żyła..
Liam: Jestem, ty tu jesteś ze mną..
Do pokoju weszli do pokoju..
Harry: Stary! Nastraszyłeś nas..!
Louis: Bracie..!
Niall: Liam!
Zayn tylko podszedł do niego i przytulił, było widać, że każdy z nich cierpiał..
*Pół roku później*
Po wypadku zbliżyliśmy się do siebie..  każdą chwilę ze sobą traktujemy jak ostatnią. Cieszymy się sobą..Liam występował  normalnie. Fanki wspierały go, tak samo jak chłopcy. Kiedy ktoś wspomina podczas wywiadu o jego wypadku, ból, łzy powracają..Cieszę się, że jest teraz ze mną..
Liam zabrał mnie na kolację...bez gorsetu z zrośniętym żebrem..cały i zdrów..Zeszłam po schodach  na dół gdzie już na mnie czekał Liam z bukietem róż w ręce.
Liam: Wow..prześlicznie wyglądasz, kochanie.
Ty:Dziękuję- pocałowaliśmy się namiętnie..i popędziliśmy na naszą randkę..




Opracowała: X