Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciółka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciółka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

Żeby zacząć nowe życie...(II)

Znowu przerwa w moim pisaniu, ale na szczęście nie taka wielka:) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Mam drugą część mojego partowca... Jest dość krótka i słaba, ale nie potrafię napisać tego lepiej... Przepraszam. Tutaj pojawia się wątek z Tobą i jednym z chłopców, ale jest mały. Obiecuję, że w następnych częściach będzie tego więcej:D Przepraszam Was...
Postaram się coś jeszcze wstawić w tym tygodniu, ale mam dość dużo na głowie. Mam wiele spraw do załatwienia, a rodzice zagrozili, że nie wezmą mnie na wakacje, jeśli wszystkiego nie zrobię... 
Pewnie, jak każda Directionerka jestem zboczona... Przyznaję się do tego otwarcie... B cały czas mi to powtarza, ale ja przez długo...hm... można powiedzieć, że nie wierzyłam... Teraz powoli zaczynam dorównywać X... Tak więc w moich imaginach jest pełno fragmentów, w których tylko ja widzę podtekst. Wybaczcie...
I chyba ostatnia rzecz... Chciałabym podziękować za dedykację. Zabiorę się za nią, gdy tylko skończę tego partowca, bo nie mogę pisać dwóch na raz... Potem się zgubię i nie skończę żadnego... Przepraszam...
Tą część dedykuję Anonimowi, który w zakładce Zamówienia prosił o kontynuacje. <3






~Oczami [T.I]~

Obudziłam się w zupełnie nieznanym sobie miejscu... Nie wiedziałam, jak się tutaj znalazłam... Miałam zupełny mętlik w głowie... Pojawiały się w niej wspomnienia, które wydawały się być tylko snem... To że koło mnie siedziała [I.T.N.P.], tylko je urzeczywistniało... Chociaż z drugiej strony cieszyłam się, że ona tu jest, bo nie czułam się samotna...
- [I.T.N.P.]...? Czy to wszystko mi się śniło, czy to jest prawda...? - zapytałam i wsparłam się na łokciach.
- Zależy o co pytasz... - odwróciła się do mnie i delikatnie uśmiechnęła.
- O to, że całowałaś się z Harry'm... I znasz One Direction...
- No to...
- Poczekaj... - przerwałam jej.- Znasz 1D i spotykasz się ze Harry'm Stylesem, i nic mi o tym nie powiedziałaś?!
- Kochanie, co ci miałam powiedzieć? Nie uwierzyłabyś mi, a chłopcy przeważnie byli w rozjazdach, kiedy ty byłaś u mnie... Nie miałam, jak...
- Mogłaś chociaż spróbować...-mruknęłam.
- Nie chciałam... Bo bałam się, że wtedy będziesz się ze mną kontaktować tylko ze względu na chłopców...-powiedziała pod nosem.
- Co? - spytałam się, chociaż doskonale wiedziałam, co powiedziała.
- Już nic...-powiedziała, po czym pospiesznie wstała z łóżka. Natychmiast zrobiłam to samo, żeby móc z nią normalnie porozmawiać.
- Jak mogłaś, tak pomyśleć? Kocham Cię, jesteś dla mnie jak siostra...-przytuliłyśmy się, a do pokoju wszedł Niall. Natychmiast się od siebie oderwałyśmy i spojrzałyśmy na niego ze zdziwieniem. 
- Hej...-powiedział zmieszany, jakby nakrył nas na czymś dziwnym(wiem, jestem zboczona i pewnie tylko ja mam tutaj skojarzenia...-.-). - Nie chciałem, wam przeszkadzać, po prostu...-zamilkł.
- Po prostu co? - spytała się [I.T.N.P.] i założyła ręce na piersiach. 
- My już idziemy... Nie ma sensu dłużej was niepokoić
- Jakoś wcześniej, nigdy wam to nie przeszkadzało...
- Ale teraz macie gościa. A wcześniej...
- ...też mieliśmy - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. - Liam wam kazał, prawda?
- Może... - zaśmiał się po czym wyszedł z pokoju zostawiając nas same. 
- To co słońce? Mam ich zatrzymywać, czy wolisz pogadać ze mną i z Harry'm? - spytała  [I.T.N.P.] i spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem. 
- Z Harry'm i z tobą?! Chyba cię...
- No dobrze...-westchnęła. - Możesz tu zostać, jeśli tak bardzo chcesz...
- Nie chcę tu zostawać... Wracam do domu...
- Co?! Nie ma mowy! Przed chwilą zemdlałaś, jakbyś nie pamiętała! Nie puszczę cię nigdzie!
- Ale będę tutaj przeszkadzać. Poza tym czuję się strasznie, że znowu mnie utrzymujesz...
- Jedna noc, cię nie zbawi. Jutro po śniadaniu cię puszczę do domu
- Ale będę się czuła, że się narzucam... - próbowałam ją przekonać, chociaż doskonale wiedziałam, że nie wygram z nią.
- Kochanie, przestań... To też jest mój dom, więc nie masz prawa się źle czuć...
- Twój dom? - jej słowa sprawiły, że zupełnie zapomniałam o kłótni.
- Ups...
- Jak to twój dom? - kontynuowałam nie zwracając na nią uwagi. - Od kiedy? Dlaczego? Co na to rodzice?
- Nie powinnam ci tego mówić...
- Skoro już zaczęłaś, to musisz skończyć! - założyłam ręce na piersiach i spojrzałam na nią wyczekująco.
- Dobrze, niech ci będzie... Pomieszkuję tutaj od miesiąca. Nadal mieszkam u rodziców, ale większość czasu spędzam z chłopakami.
- Hmm... Noce też zapewne... Ale to tylko z Hazzą... Mrau...-powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie żyjesz... - wycedziła i zaczęła mnie gonić. Natychmiast wybiegłam z pokoju. Zaczęłam zmierzać w kierunku salonu. Znaczy miałam nadzieję, że to salon. Nie znałam zupełnie tego domu. Jedyne, co mnie prowadziło to głosy chłopców, na które byłam już mocno wyczulona. Byłam Directionerką prawie od początku ich występów w XFactorze. To [I.T.N.P.] ich mi pokazała... Teraz już wszystko zaczęło układać się w logiczną całość, tylko skąd ona ich znała... Nagle wpadłam do pokoju, w którym siedzieli chłopcy. Jednak nie poszli do domów, jak obiecali. Tym razem nie byłam już oszołamiana ich widokiem, ponieważ goniła mnie wściekła [I.T.N.P.]. Stanęłam po drugiej stronie kanapy tak, żeby dziewczyna miała do mnie trudniejszy dostęp.
 - O widzę, że nasza Śpiąca Królewna już się obudziła! - powiedział Zayn.
- Hej [T.I.]. Co cię tak wystra...- wypowiedź Louisa przerwała [I.T.N.P.], która wbiegła do pokoju. - Aaaa... czyli wszystko jasne...
- Trafiłaś na czuły punkt? - spytał Liam.
- Jaki czuły pun..- nie zdążyłam tego skończyć, ponieważ [I.T.N.P.] prawie mnie złapała. W ostatnim momencie uciekłam i schowałam się za stołem.
 - Nie wiesz? - zdziwił się Niall. - No tak, skąd miałaś się dowiedzieć...
 - Nie wspominaj o jej życiu seksualnym. - zaczął Liam. - Żadnych aluzji, spojrzeń, słówek... Dosłownie nic..
- Ale możesz się zachowywać, jak my- zaśmiał się Lou. - Czyli nic sobie z tego nie robić...
- Nie martw się. Obronimy cię przed jej gniewem... - dodał Zayn. - Nienawidzę was...-powiedziała [I.T.N.P.], po czym usiadła koło Hazzy, rezygnując z dalszej pogoni. - Przyzwyczaisz się... Harry już to zrobił...-powiedział Niall. - Pewnie nawet się cieszy, że jest w centrum uwagi...- powiedział Zayn. - A może cieszy się, że potem musi cię w nocy pocieszać...- powiedział ze złośliwym uśmiechem Lou.
- Mówicie tak, jakby mnie tutaj nie było-wreszcie odezwał się Styles.- I jakbym nie mógł za siebie odpowiedzieć.
- Ale my znamy twoją odpowiedź, dziubasku(Boże co się ze mną dzieje-.-). Wiemy, że odpowiesz, tak jak twoja dziewczyna ci karze...- wypowiedź Louisa przerwał dzwonek do drzwi.
- Kogo jeszcze tu niesie?- [I.T.N.P.] wstała z kanapy i poszła otworzyć. Po chwili w drzwiach salonu pojawiła się razem z Perrie(pozdrowienia dla X, naszej nowej Mixer Nr 1)
- Słońce? Mógłbyś?- zaczęła blondynka.- Jesteś trochę nam potrzebny... I poza tym widzę, że [I.T.N.P.] jest już wystarczająco zdenerwowana.
- Ale skąd pomysł, że to nasza wina, kochanie?
- Zayn, tylko wy potraficie ją tak wkurzyć. Będę czekać w domu, tu i tak jest was dużo - gdy tylko dziewczyna skończyła to mówić, natychmiast wyszła.
Zaraz po tym reszta też zaczęła się zbierać. Oczywiście zajęło im to dość dużo czasu, więc zostaliśmy same dopiero godzinę później. Nawet Harry gdzieś poszedł, żebyśmy mogły porozmawiać na osobności. Szczerze mówiąc nie wiem, po co skoro Hazza nie mówi po polsku. Może po prostu dziwnie by się czuł...
- Pewnie chcesz się wszystkiego dowiedzieć...-powiedziała [I.T.N.P.] i usiadła koło mnie na kanapie.
- Taaa.... To wszystko jest....- zabrakło mi słów, więc zaczęłam gestykulować. Niezbyt dobrze to mi wychodziło, bo prawie uderzyłam [I.T.N.P.].
- Słońce, przestań... proszę.... Powiedz lepiej, co chcesz wiedzieć na początek...
- No to... Jak ich poznałaś...?
- To trochę skomplikowane... Bo wiesz, wyjechaliśmy z Polski z powodu pracy mojego taty. Jakiś czas tam pracował, ale potem to się zmieniło. Co prawda nadal nadal ma swoją firmę, ale ona od pewnego czasu współpracuje w tworzeniu XFactora. To tak poznałam chłopców. Często jeździłam z tatą do pracy, więc znam wiele osób...
- Szczęściara...-westchnęłam.
- Mimo wszystko tęsknię za Polską...-uśmiechnęła się delikatnie.
- To dziwne, że tata zabierał cię tak często do pracy... Nie zrozum mnie źle, ale mój by tak nie robił...
- Wiesz, cały czas słuchał tylko o XFactor, więc w końcu uległ. Poza tym zaczęłam tam dorywczo pracować, dlatego musiał mnie tam zabierać.
- Jako kto?
- Stylistka... Nadal tam pracuje, ale chyba zrezygnuję, bo mam na to mało czasu...
- No tak masz wiele obowiązków...! Bycie dziewczyną Harry'ego Stylesa to nie przelewki...! - zaśmiałam się.
- Taaa...Podobno tak.
- Jak to się stało?
- Co się stało?
- Jak zostaliście parą? Bo to na pewno nie wyszło tak samo z siebie... Wiesz, Harry nie miał dużo prawdziwych dziewczyn
- Prawdziwych? - zaśmiała się.
- No wiesz, nie pokazywał się z wieloma dziewczynami.
- Ze mną też się nie pokazuje...-uśmiechnęła się.
- A to w parku?
- No tak... Można powiedzieć, że się ze mną pokazuje...
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jak zostaliście parą?
- Szczerze? Wyszło to tak sam z siebie... Poszliśmy kiedyś razem na imprezę razem jako przyjaciele, ale wszyscy wzięli nas za parę... I tak już zostało... Jasne, były pierwsze randki, kwiaty, spotkania z rodzicami... Ale to już po tym wszystkim.
- Rodzice go lubią?
- Tak... Wiesz, jak to rodzice... Cieszą się, że jestem szczęśliwa
- Dlaczego się jeszcze nie ujawniliście..? To bez sensu... Niby chłopcy robili aluzje w wywiadach, ale on nigdy o tobie nie wspominał
- Uznaliśmy, że będziemy się ukrywać dopóki nie pojawią się nasze zdjęcia w necie...
- Czyli chcecie szanować swoją prywatność, całując się w Hyde Parku?
- Uwierz mi, to jest bezpieczne... Robiliśmy już tak parę razy i nikt się nie skapnął...
- Skoro tak mówisz... Ale nie zdziw się jeśli jutro zobaczysz swoje zdjęcia w gazetach! - zaśmiałam się. - Już widzę te nagłówki! "Harry Styles całuje się z tajemniczą dziewczyną w Hyde Parku!"
- Hahaha... bardzo śmieszne - powiedziała sarkastycznie.
- Wiem - uśmiechnęłam się do niej.- Ale jeśli myślisz, że to koniec to się grubo mylisz! Jak wyglądał początek waszej znajomości? Znaczy twojej i 1D..
- Było dziwnie... Kiedy mój tata nas zapoznawał, oni dawali sobie jakieś dziwne znaki, a ja stałam i się cholernie rumieniłam. Ale bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Pasowałam do nich. Czasem zachowywałam się najdoroślej, mimo że jestem z nich wszystkich najmłodsza. Jednak nie mam zamiaru im “matkować”. Mają już ojca, to powinno wystarczyć.
- Co sobie pomyślałaś, gdy ich pierwszy raz spotkałaś?
- To może po kolei. O Liamie miałam podobne zdanie co teraz,był najbardziej normalny, chociaż wiele przeszedł... Teraz to się trochę zmieniło, ale to wpływ tych wariatów;) Wyjaśnijmy sobie coś, Louis nigdy nie był cichy. Nie wiem, jakim cudem reszta tak o nim pomyślała. Często sobie dogryzaliśmy, w sumie nadal to robimy... Mamy podobne charaktery, może dlatego...;) Nienawidzę ludzi, którzy jedzą ile chcą, a są chudzi. To przeczy wszystkiemu! W Niallu zakochałam się od pierwszego wejrzenia;) Moje pierwsze skojarzenie z nim to szczeniak... Nie wiem czemu... Z Zaynem, kłóciłam się bez przerwy... Jakiś dziwny się wydawał. Dopiero potem wszystko zrozumiałam... No to jeszcze Hazza, bezczelny, wkurzający, niewyżyty dzieciak... To może dlatego zawsze mi się podobał...
- O czym plotkujecie? - usłyszałam głos z tyłu. Tą chrypkę potrafiłabym rozpoznać na kilometr... Chociaż nie, w parku go nie rozpoznałam. To dziwne... Może lepiej, żebym zrzuciła to na szok, bo przecież nie przyznam się nikomu, że nie rozpoznałam Harry'ego... Nadal nie mogę się powstrzymać od fantazjowania o nim, mimo że koło mnie siedzi jego dziewczyna, która w dodatku jest moją przyjaciółką. To wszystko wydarzyło się tak szybko... Potrzebuję czasu, żeby przywyknąć i to wszystko przemyśleć. Dlatego wolałabym pojechać do domu, bo tutaj nie mogę się skupić.
- A co ciekawy? - powiedziała zalotnie [I.T.N.P]
- Trochę... [T.I] mogę na chwilę porwać twoją przyjaciółkę. Oddam ją za chwilę...
- Jasne, ale nie zachowujcie się za głośno...- uśmiechnęłam się szeroko, a [I.T.N.P] dała mi kuksańca w bok, po czym wyszła razem z Hazzą do kuchni.
Kiedy tylko drzwi za nimi się zamknęły wstałam z kanapy i pobiegłam do wyjścia. Musiałam wrócić do domu i tam wszystko przemyśleć. Im dłużej siedziałam u [I.T.N.P], tym większy mętlik miałam w głowie. Wiedziała, że zanim ona i Harry zorientują się, iż mnie nie ma, będę już w domu. Szłam chodnikiem w stronę najbliższego postoju taksówek. Widziałam go, kiedy tutaj jechałam. Nagle zatrzymał się koło mnie ciemny samochód. Szyba się opuściła i zobaczyłam w nim...
- Hej [I.T.N.P]... Widzę, że nie wytrzymałaś tam z nimi. Norma - zaśmiał się Niall.- Podwieść cię gdzieś?


Ciąg dalszy nastąpi...
Napisała E




PS. No to wiemy, kto jest naszym głównym męskim bohaterem:)

PSS. Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodobało. 





środa, 31 października 2012

Imagine - Zayn (XII)

Przez najbliższe parę dni nie będzie mnie tutaj. Jutro jadę na operacje oczu i wracam w piątek. Ale przynajmniej w następnym tygodniu będę tu częściej zaglądać, ponieważ będę na chorobowym;) 

Ten imagine miał być bez dedykacji, z racji dość osobistego tematu, ale zmieniłam zdanie(kobieta zmienną jest...;D) i dedykuję go X;) Która jest chyba największą fanką ZM, jaką znam<3


-Oczami [T.I.]-

Czekałam w korytarzu przychodni na badania. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, wiec chodziłam z jednego końca pomieszczenia do drugiego. Jest do dość powszechny widok u lekarza, więc nikt nie zwracał na mnie uwagi. Poprawka, prawie nikt.Od pewnego czasu czułam na sobie spojrzenie pewnego chłopaka. Odkąd wszedł do pomieszczenia, uważnie mi się przyglądał. W normalnych okolicznościach denerwowałoby mnie to, ale byłam zbyt zestresowana, żeby zaprzątać sobie tym głowę.
- Nie męczy cię to-zapytał nagle mój obserwator. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy, które świetnie z nią współgrały. Znałam go, ale nie mam pojęcia skąd.-Chodzisz, tak odkąd tu przyszedłem. Ale zapewne jesteś już tutaj od dawna.
Przyjrzałam mu się dokładniej i próbowałam przypomnieć sobie skąd go znam. Zauważyłam, że chłopak ma obwiązaną szyję szalikiem, więc wywnioskowałam, że przyszedł tutaj w sprawie chorego gardła
- Niektórzy przychodzą tutaj z większymi problemami, niż z lekkim kaszelkiem-powiedziałam jadowicie. Właśnie miała wrócić do swojego "spaceru", ale on nie dał za wygraną.
- Jeśli ten "lekki kaszelek" sprawia, że nie mogę zarobić na życie, to jest to dość duży problem, nie uważasz?-zapytał retorycznie.- Ale pewnie to ty przeżywasz jakiś większy dramat. Zaszłaś w nieplanowaną ciążę, prawda?
- Niestety muszę cię zasmucić-zrobiłam smutną minę.- Nie jestem w błogosławionym stanie. Wiem, że żałujesz, bo nie zostaniesz wujkiem... Ale nie martw się, jak zajdę w ciążę to będziesz pierwszą osobą, której powiem!-mrugnęłam do niego.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale zawołała mnie lekarka. Nie oglądając się na niego podeszłam do niej, by porozmawiać o zbliżającej się operacji, która być może uratuje mój wzrok. Kiedy się wszystkiego dowiedziałam i chciałam odejść ktoś położył rękę na moim ramieniu. Natychmiast się odwróciłam i stanęłam twarzą w twarz z moim obserwatorem.
- Podsłuchiwałeś...?-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
- Przepraszam... Nie wiedziałem...-powiedział, spuszczając oczy.-Zachowałem się, jak dupek
- Z tym to się akurat zgodzę-powiedziałam uśmiechając się serdecznie do niego. Nie potrafiłam się długo gniewać na innych, nawet na nieznajomych.
- Masz taką tak poważną operację, a masz jeszcze nastrój żartować?-spojrzał głęboko w moje oczy. Miał piękne czekoladowe tęczówki, w których utonęłam. Myśl o tym, że nie długo mogę nie doświadczać podobnych doznań była nie do zniesienia.
- A co mam zrobić? Zabić się?-zapytałam retorycznie.- Już przywykłam do myśli, że niedługo prawdopodobnie nie będę nic widzieć, więc staram się wykorzystać czas, który mi pozostał...-spuściłam wzrok, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. On to zauważył, więc chwycił delikatnie mój podbródek i podniósł go tak, żebym ponownie spojrzała mu w oczy. Staliśmy tak zastawiając cały korytarz, dopóki jakaś staruszka chciała przejść koło nas. Odsunęłam się od chłopaka, przepuszczając starszą panią. Już chciałam wychodzić z przychodni, ale czyjaś ręka złapała mnie w tali. Należała ona do mojego obserwatora, który obrócił mnie tak, że stałam dokładnie na przeciwko niego.
- Jestem Zayn, a ty?
- [T.I.]
- Ładnie...-gdy wypowiedział te słowa, zarumieniłam się.- Dasz się zaprosić gdzieś, w ramach przeprosin za tamto?
- Dobrze, ale powiesz mi coś o sobie... Wydajesz mi się znajomy...-przyjrzałam mu się badawczo, a on tylko zaśmiał się krótko, chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Mulat zaprowadził mnie na parking, na którym stał jego samochodu. I to nie byle jaki. Nigdy nie widziałam takiego z bliska, a co dopiero jechała takim...
- Zdziwiona?-zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Trochę... Boże Zayn, kim ty jesteś, że cię stać na takie rzeczy? Jakimś mafiozo, czy co?
- A wyglądam ci na takiego?-odpowiedział pytaniem i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie... Chociaż jakby się tak zastanowić...-uśmiechnęłam się do niego słodko.- To gdzie mnie pan zabierze, panie...-spojrzałam na niego pytająco.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
W aucie zapadła nieprzyjemna cisza. Chłopak odwrócił wzrok, odpalił samochód i wyjechał z parkingu. Nie miałam pojęcia, dlaczego nie chce mi nic powiedzieć o sobie. W mojej głowie zaczęły się pojawiać straszne obrazy. To nie był pierwszy raz, kiedy moja bardzo bujna wyobraźnia przerażała mnie. Zaczęłam oglądać zmieniający się krajobraz za oknem, żeby przestać o tym myśleć
- ...Malik. Zayn Malik.- niespodziewanie chłopak się odezwał. Natychmiast odwróciłam się i przyjrzałam się mu. No tak, wszystko pasuję, jak mogłam go nie rozpoznać...? Byłam w wielkim szoku, nie potrafiłam nic siebie wydusić, wpatrywałam się z osłupieniem na chłopaka. On zauważył to kątem oka i zacisnął mocniej ręce na kierownicy, jakby chciał dzięki temu się uspokoić- Proszę cię tylko, nie rób nic głupiego...
- Dlaczego miałabym zrobić coś głupiego?-spytałam zdezorientowana.
- Nie jesteś fanką...?-zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie, a ja po raz kolejny utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach.
- Po raz kolejny dzisiaj, muszę cię zmartwić... -uśmiechnęłam się szeroko.
- To skąd mnie znasz?
- Czy muszę być Directionerką, żeby cię znać? Wystarczy, że moja najlepsza przyjaciółka nią jest...-dodałam pod nosem. Mulat zaśmiał się krótko.
- I co pewnie masz jej dość?
- Nie... Przecież nie mówi o was bez przerwy. Wróć, jednak mówi;)
- Nie tylko ona-mrugnął do mnie.
- Panie Próżny, weź się skup na drodze, jasne?
- Ooo... Zaskoczyłaś mnie-uśmiechnął się zadziornie- Ciekawy jestem, ile jeszcze wiesz...
- Dużo... Zdecydowanie za dużo...-chłopak zaśmiał się.- Od dawna próbuje mnie przekonać do was -przewróciłam oczami.
- Czyli, nie za bardzo jej to wychodzi
- Gdybyś w kółko słuchał o jednym, to też byś stracił cierpliwość...
- To nie byłoby takie złe... W końcu ona mówi też o mnie...-uśmiechnął się łobuzersko.
- Źle się wyraziłam;) Kiedy twój przyjaciel nawijałby tylko o jakiejś aktorce, to w końcu masz dość i ją znienawidzisz. Nie masz na to wpływu...
- Zawsze możesz się do niej przekonać...-westchnął.- Ej poczekaj! Nienawidzisz nas?!
- Nie wiem, czy można to tak nazwać...-udałam zamyśloną.- To że mam odruchy wymiotne na wasz widok, przecież nie oznacza nienawiści, prawda?-uśmiechnęłam się zadziornie.
- A gdyby nie twoja przyjaciółka, nie nienawidziłabyś nas?
- Pewnie bylibyście mi obojętni-wzruszyłam ramionami.- Albo bym was nie znała. Nie jestem typem dziewczyny, którą kręcą boysbandy...
- Szkoda...-mruknął pod nosem.-Już jesteśmy-powiedział, parkując samochód.- Pomyślałem sobie, że zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Jak miło...-uśmiechnęłam się słodko i wysiadłam z auta.

Znajdowaliśmy się koło jednego z moich ukochanych miejsc w Londynie-Hyde Parku. Po chwili Malik chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do jednej z restauracji. Była to włoska knajpa. Gdy weszliśmy do niej zachwyciło mnie jej piękno. Do oczu napłynęły mi łzy, ponieważ niedługo może nie będę doświadczać takich doznań. Opuściłam głowę, żeby ukryć mój smutek, jednak Zayn zauważył to. Usiadłam przy stoliku, który mi wskazał, ale on nie poszedł w moje ślady, tylko przykucnął przy moim krześle i złapał mnie za rękę.

- Hej, co się stało? -spytał, ścierając drugą dłonią łzę z mojego policzka.- Chodzi o operację, prawda? Mi możesz powiedzieć...-spojrzałam w jego brązowe oczy. Było w nich coś, co sprawiało, że zaczęłam się mu zwierzać.
- Od dziecka miała problemy ze wzrokiem, nie widziałam, co nauczyciel pisał na tablicy, kiepsko radziłam sobie ze sportem. Jednak lekarze nie stwierdzili niczego groźnego. Jakiś czas temu  okazało się, że grozi mi utrata wzroku. Gdyby wcześniej to zdiagnozowano, może nie byłoby z moimi oczami tak źle. Przeszłam już 4 operacje, ale one niewiele dały... Niedługo będę miała następną. W tej pokładane są największe nadzieje, jeśli ona się nie uda przestanę widzieć...-te ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. Zayn przytulił mnie mocno i pozwolił, żebym się wypłakała.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...-szepnął mi po dłuższej chwili do ucha.
- Ja już straciłam nadzieję...
- Co?!-spojrzał mi głęboko w oczy- Nie wolno ci tak mówić! Nie stracisz swoich oczu!
- Mam nadzieję, że masz rację-uśmiechnęłam się słabo.
- Ja jestem tego pewien. Głodna?
- Jasne...
Tego wieczora nie wróciliśmy do tematu mojej operacji. Rozmawialiśmy o sobie, marzeniach, planach. Zachowywaliśmy się, jak para najlepszych przyjaciół i poruszyliśmy każdy temat. Diametralnie zmieniłam swoje zdanie o Zaynie. Był on fajnym facetem, a nie próżnym burakiem. Nie chciałam, żeby nasz kontakt się urwał. I tak też nie było. Przez cały miesiąc, spotykaliśmy się, jak najczęściej. Pisaliśmy ze sobą SMSy, rozmawialiśmy godzinami... Poznałam resztę One Direction, mimo że bardzo ich polubiłam, to Malik był dla mnie najważniejszy. Powoli zakochiwałam się w nim, jednak nie wiedziałam, czy on czuję do mnie to samo. Sielankę przerwała zbliżająca się operacja, która miała się odbyć w Dublinie. Moi rodzice chcieli mnie zawieść do najlepszego specjalisty. 
Tuż przed wylotem napisałam do Zayna SMSa. Chłopak nie wiedział prawie nic o moim zabiegu. Zaraz po tym wyłączyłam komórkę i weszłam na pokład samolotu.

-Oczami Zayna-

Rano obudził mnie SMS. Zaspany wziąłem z szafki przy moim łóżku telefon, żeby sprawdzić kto do mnie napisał. Była i [T.I.]...

Zayn... Dzisiaj wylatuję do Dublina, a jutro mam operację. Dziękuję Ci za ten miesiąc, to był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Niedługo znowu się zobaczymy, znaczy Ty mnie zobaczysz...  

Czytałem wiele razy tą wiadomość, ale jak na złość nie docierało to do mnie. Zszedłem do salonu, w którym siedziała już reszta
- Chłopaki...-powiedziałem, przegrywając dolną wargę.- Musicie mi pomóc...

-Oczami [T.I.]-

Po operacji budziłam się wiele razy, jednak prawie od razu zasypiałam. Chociaż spałam bardzo długo, cały czas byłam zmęczona. Uczucie potęgowały opatrunki, które założono mi na oczy, ponieważ zasłaniały mi dostęp do światła. Nawet nie zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest to ich wina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że oślepłam Dopiero za którymś razem obudziałam się wypoczęta. Leżałam przez chwilę nieruchomo, gdy usłyszałam dwa głosy. Jeden należał do mojego lekarza, a drugi też wydawał mi się znajomy. Byłam taka szczęśliwa, gdy go usłyszałam. Jednak po chwili uznałam, że osoba do której mógłby należeć ten głos jest wiele kilometrów stąd. Zachciało mi się płakać. Żeby się uspokoić, podniosłam prawą rękę i dotknęłam nią opatrunków. To głupie, ale zawsze tak robiłam po operacjach. Poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Do mojego serca znowu zawitała nadzieja
- Zayn...?-szepnęłam.

Napisała E


PS. Moja operacja nie jest tak poważna, jak ta opisana powyżej;) Nie zależy od niej, czy będę widzieć, czy nie.
PSS. Na początku chciałam zrobić z tego partowca, ale nie wiem czy się zdecyduję...
PSSS. Do zobaczenia za parę dni;) Kocham Was:*

niedziela, 22 kwietnia 2012

Imagine - Louis (II)






Idziesz na zakupy wiosenne z przyjaciółką. Wchodzicie do sklepu i zauważasz bluzkę w paski, niebieskie spodnie oraz buty w paski, które ci się spodobały i uznałaś, że musisz je mieć. Przyjaciółka idzie do innego sklepu i mówi, że za dwie minuty wróci, ty chociaż w te dwie minuty nie wierzysz idziesz do przymierzalni. Wyglądasz wyśmienicie. Pomiędzy podłogą, a  drzwiami, czyli w tej szparze zauważyłaś cień i pomyślałaś, że to twoja przyjaciółka więc wychodzisz z tekstem:
Ty: No i jak Susan? Jak pasuje do mnie ten strój?
*Nagle patrzysz na osobę, która wydawała ten cień, okazało się, że to nie Susan, a chłopak ubrany w T-shirt w paski, niebieskie spodnie oraz  buty w groszki (paski+groszki=?). Patrzysz na twarz chłopaka, przychodzi ci tylko jedno imię i nazwisko...Louis Tomlinson.*
Lou: Wyśmienicie, pasuje jak ulał...
Ty: Emm, sory myślałam, że to moja przyjaciółka..
Lou: Nic się nie stało..
*Louis cały czas patrzył na ciebie takim wzrokiem, jakby chciał cię zabić za to, że lepiej wyglądasz w paski niż on.*
Lou: Mam pytanko?
Ty: Wal prosto z mostu, nieznajomy.
Lou: Podejrzewam, że lepiej wyglądasz niż ja w paskach...ale wróćmy do tematu... <nagle go zatkało, bo w przebieralni zauważył twoją torebkę w marchewki...>
Ty: Coś się stało?
Lou: Emm, świetna torebka...nie nic, ale zapomniałem pytania...
*Nagle słyszycie, że ktoś woła Louisa, był to Harry Styles!! Nie mogłaś uwierzyć, że ich widzisz na żywo, jesteś directionerką, oczywiście.*
Harry: Louis, dawaj tylko na ciebie czekamy!!
Lou: Już, zaraz. Przepraszam, ale ja już idę, miło było ciebie spotkać.
Ty: Wzajemnie..
*Wracasz do przebieralni i wychodzisz z tymi rzeczami, które zamierzasz kupić. Nagle widzisz Susan.*
Susan: Ty!
Ty: Co ja?
Susan: Szukałam, ciebie...
Ty: A ja  na ciebie czekałam. A teraz idę kupić rzeczy, które spodobały się...<nie dokończyłaś zdania, bo wiedziałaś, że twoja przyjaciółka może ci nie uwierzyć>.
*Jedziecie do ciebie do domu, bo Susan, zamierzała u ciebie nocować.  Ubierasz ubrania, które kupiłaś i nagle słyszysz pukanie do drzwi. Podchodzisz i je otwierasz.*
Kurier: Oto kwiaty dla pani, od pani tajemniczego wielbiciela.
Ty:*zdziwiona odbierasz kwiaty* Dziękuję, a może pan zdradzić imię tego wielbiciela?
Kurier: Przykro mi nie, ale pozostawił w bukiecie karteczkę dla pani.
*Idziesz do salonu, Susan zauważ bukiet. A ty otwierasz kopertę, czytasz oto ten list na głos:
Ty: "Wierząc że jesteś tą osobą, chciałbym każdą chwilę spędzać z Tobą, w Twych objęciach kłaść się spać, razem z Tobą rano wstać, obok Ciebie zawsze być, właśnie z Tobą pragnę żyć. Ujrzałem ciebie tylko raz, ale to wystarczyło aby tylko o tobie pamiętać. ~~Osoba, która jest zazdrosna, że wyglądasz lepiej niż ona w paskach~~"
*Popłakałaś się przy tym liściku, wiedziałaś, że to Lou i w tej chwili byś go przytuliła...*
Susan: Wow...kto to może być?
Ty: Louis ...
Susan: Tomlinson!?
Ty: Tak spotkałam go dziś w sklepie, i byłam w to ubrana...
Susan: Żesz pierdzielesz... [X, tego nie wiem jak poprawić]
Ty: Tylko skąd on wie gdzie ja mieszkam?
Susan: Przecież to sławna osoba, i do tego 1/5 One Direction, on może wszystko...
Ty: Dobra chodź już do pokoju, mam ochotę iść spać..
 *Poszłyście spać, a w środku nocy słyszycie jak ktoś śpiewa pod twoim oknem. Znałaś ta melodię, była to piosenka The Fray "Look after you". Wyskakujecie z Susan z łóżka (tak spałyście razem w jednym łóżku), otwierasz okno, a tam widzisz Louisa. Schodzisz na dół, przed dom.*
Ty: Louis, co ty tu robisz o tej godzinie?
Lou: Ja, tylko śpiewam dla ciebie..
Ty: O trzeciej w nocy?
Lou: Tak, bo od kiedy cię ujrzałem, myślę tylko o tobie, i nie ważne, która jest godzina, jaka jest pogoda, zawsze chcę być z tobą i tylko z tobą...
*spłynęła ci łza po policzku...*
Ty: Ale ty nawet nie wiesz jak mam na imię...
Louis: Wiem, ja mogę wszystko, [Twoje Imię], nie wiesz o tym?
Ty:* Podbiegasz do niego i go przytulasz* Wiem, już wiem.
*Louis zauważa, że jesteś w krótkiej piżamie i ci jest "trochę" zimno, więc zdejmuje swoją bluzę w PASKI i zakłada ci ją na plecy...*
Ty: Może wejdziesz do środka, skoro tu jesteś...?
Lou: Nie, jeśli śpisz z twoją przyjaciółką <spojrzał na Susan.>
Ty: Jeśli nie to nie...
Lou: Przyjdę jutro, rano, bo chcę cię ujrzeć o wchodzie słońca i zjeść z tobą śniadanie...
Ty: to do zobaczenia za dwie godziny...
Lou: Przyjdę trochę później, dam ci się wyspać, bo nie chce abyś była nieprzytomna na śniadaniu...
*Pożegnaliście się, a rankiem czyli o 12 spotkaliście się, jednak nie przed domem , ale u ciebie w kuchni. Susan wpuściła, go do środka, a sama wyszła, żebyście zostali sami. Wiedziałaś, że na Susan można polegać. Śniadanie było przepyszne, Lou zrobił tartę marchewkową i tosty. Po tym poszliście na zakupy, jednak na zakupy dla Louisa. Minęły wam fajnie. Już po paru spotkaniach Louis przedstawił cię chłopakom, a już po trzech miesiącach zostaliście parą, szczęśliwą parą.*

Opracowała: X                                             Korekta: B - "X... jak się pisze uwierzyć??"