Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serce. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 stycznia 2013

Imagine - Louis (XI)

Hai! Wróciłam z nart... Strasznie jestem dumna z Polish Directioners za akcję #PolandNeedsTakeMeHomeTour ...
Przepraszam, że nie pisałam...
Przepraszam, że nie jadę kolejnością chronologiczną zamówień, ale dzisiaj przy obiedzie moja rodzina doprowadziła mnie do płaczu, więc nie jestem w sosie na pisanie zbytnio, nie licząc jednego zamówienia, któremu chyba dzisiaj podołam. Resztę zamówień dotrzymam w tym tygodniu.

Dedykuję ten imagine wspaniałej Nieznajomej - mam nadzieję, że się spodoba i dziękuję, że mnie wybrałaś <3

PS Będzie serio dłuuuuugi...

Wasza B

---------------------------------------------------









- Przepraszam, szuka Pan czegoś? - zapytałam opryskliwie już trochę poirytowana, widząc po raz kolejny tą samą osobę, włóczącą się za mną... Zacisnęłam mocniej dłonie na niesionych książkach i odwróciłam się na pięcie, by stanąć przodem do mojego prześladowcy.
- Nie... Raczej powiedziałbym, że czegoś straszliwie potrzebuję... - odparł i się uśmiechnął, a ja pewnie odwzajemniłabym ten uśmiech, gdyby nie to, co właśnie ujrzałam.  Mimowolnie wypuściłam książki z dłoni, a one upadły na podłogę, rozsypując się. Od razu uklękłam na ziemi, by je pozbierać, a mój rozmówca zrobił to samo. Uśmiechnął się szerzej podając mi jeden z tomów. Odwróciłam jak najszybciej wzrok od chłopaka przede mną i przygryzłam dolną wargę. Nie musiałam mu się przyglądać, doskonale znałam każdy szczegół jego twarzy. Wstałam powoli, a serce uderzało w mojej klatce piersiowej tak mocno, że miałam wrażenie, jakby chciało się z niej wyrwać. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście i głupotę zarazem. Szczęście - bo nigdy nie przeleciało mi nawet przez myśl, że spotkam Go w tej bibliotece, co prawda najlepszej w Londynie, ale jednak bibliotece. 
A głupocie - bo skrzyczałam właśnie członka mojego ulubionego zespołu... Spoglądałam na podłogę przede mną i westchnęłam głęboko.
- A czego potrzebujesz? - zapytałam tym razem milszym tonem.
- Cóż... Chciałem... Ale gdzie moje maniery - zaśmiał się, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, który pozostał na niej już do końca rozmowy - Jestem Lo... - zaczął, ale ja mu szybko przerwałam.
- Wiem, jesteś Louis... - odparowałam i ugryzłam się w język, ale napotykając jego wzrok - uśmiechnęłam się pogodnie.
- Haha... A mogę wiedzieć, kim jest moja piękna ofiara prześladowań? - zaśmiał się, ale był poważny.
- Jestem... Jestem zażenowana, że tak to wyszło... Przepraszam - powiedziałam, a on znów wybuchnął śmiechem.
- Haha... To chyba niespotykane imię... - uśmiechnęłam się szerzej na te słowa, a Louis dodał. - A czy droga zażenowana dałaby się przynajmniej wyrwać z biblioteki? - zapytał z pewnością siebie.
-Hahah... Oczywiście, ale może najpierw wróćmy do tego, czego potrzebowałeś... - zaproponowałam lekko. Chyba charakter Louisa wpływał na mnie tak odprężająco.
- Cóż... No właśnie potrzebowałem, żebyś się uśmiechnęła przynajmniej... dla mnie - powiedział, przechodząc z nogi na nogę, a ja uśmiechnęłam się, pokazując wszystkie zęby.
- Może lody i spacer? - zaproponował, a ja przytaknęłam.

*** 
Dwa miesiące minęły od kiedy poznałam tego chłopaka, a serce nadal biło z jakieś 500 razy szybciej, tylko na wypowiedzenie tego imienia - Louis. 
Spotykaliśmy się już od dnia, gdy poznałam go w bibliotece... Naprawdę bardzo go lubiłam...
Z rozmyślań wyrwały mnie krople wody, które uderzyły w moją twarz.
- Ej! Co ty robisz?! - zaśmiałam się i wychyliłam rękę, by też opryskać go wodą. 
- Ja? Ja nic nie robię... Sprawiam tylko, że jest ciekawiej! - zaśmiał się i znów odłożył wiosła, by mnie ochlapać. Śmialiśmy się obydwoje, będąc mokrzy.
- Zaraz się przewrócimy przez ciebie! - krzyknęłam, nadal się śmiejąc, bo chybotało nami we wszystkie strony. 
Louis zabrał mnie do Hyde Parku i teraz pływaliśmy łódką po jeziorze dzięki jednemu z jego szalonych pomysłów. A był to szalony pomysł, bo dochodziło powoli do 1:00 w nocy i normalnie nie można o tej porze wypożyczyć łódki, ale dla Louisa nie stanowiło to problemu, by odwiązać jedną od pomostu i popływać. 
- A jak się przewrócimy to co? - zapytał z chytrym uśmieszkiem, chwytając się obu burt, by rozbujać jeszcze mocniej drewnianą łódeczkę. 
- Przestań! Jak się przewrócimy, to mnie popamiętasz! - krzyknęłam w odpowiedzi, już trochę wystraszona, bo wiedziałam co czai się w umyśle tego chłopaka - od razu pożałowałam swoich słów.
Kolejne minuty wydawały się sekundami. Łódka przewróciła się do góry dnem, a nasza dwójka wpadła do wody. Gdy się wynurzyłam - znajdowałam się w środku odwróconej łódki. Rozejrzałam się dookoła i już chciałam wypłynąć spod łodzi na świeże powietrze, gdy coś, a raczej ktoś chwycił mnie za kostkę i pociągnął pod taflę wody. Wynurzając się znowu, wzięłam głęboki wdech, po czym  zauważyłam roześmianego Louisa - którego od razu ochlapałam.
- Myślisz, że to zabawne? - spytałam wściekłym tonem i wyciągnęłam ręce, by odepchnąć go. Louis odczytał moje zamiary i chwycił mnie za nadgarstki obu dłoni i przyciągnął do siebie. Spojrzałam w jego błękitne oczy i poczułam, jak moje serce bije wolniej i wolniej... Muskaliśmy się nogami pod wodą, próbując się utrzymać na powierzchni wody, nadal będąc w przewróconej łódce. Czułam ciepło jego ciała w lodowatej wodzie. Lou puścił jedną moją rękę i przyciągnął moją twarz już wolną dłonią, a jego usta prawie nie musnęły  moich - był to nasz najbardziej delikatny pocałunek. 
- Kocham cię - wyszeptał, gdy przerwał na chwilę pocałunek.
- Ja ciebie też... - powiedziałam, pozwalając by nasze usta znów się złączyły.
***
 
Wtuliłam się mocniej w jego tors, od którego biło ciepło i uśmiechnęłam się na wspomnienie tamtego dnia sprzed pół roku. Od tamtej pory byliśmy z Louisem nierozłączni - każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Zdążyłam już poznać chłopców z zespołu i wydaje mi się, że nawet mnie lubią.
- O czym tak myślisz, kochanie? - wyszeptał mi do ucha, muskając wargami jego płatek. Przymknęłam oczy, gdy jego usta zjechały niżej i złożyły delikatny pocałunek na mojej szyi. 
Siedzieliśmy na wydmach - pojechaliśmy na weekend nad morze. Louis był świetnym grzejnikiem na tutejsze wietrzne dni - opierałam się o jego tors plecami, a on swoje nogi rozprostował po obu stronach moich własnych nóg. 
- A nic... - zaczęłam, spoglądając na moją dłoń, którą subtelnie zakreślałam kółka na jego udzie. Wiedziałam, że on też patrzy na moją rękę. Po chwili dodałam. - Zastanawia mnie tylko, czy woda naprawdę jest taka zimna, jak wszyscy myślą... 
- Możemy to sprawdzić... - Lou uśmiechnął się szerzej i zaczął mnie łaskotać po brzuchu. 
- Hahaha... przestań! Przestań!! Pomocy!! - śmiałam się i próbowałam się wyrwać z jego żelaznego uścisku bez skutku. 
Chłopak obrócił mnie tak, że leżałam teraz na piasku, a on pochylał się nade mną. Nie miałam drogi ucieczki - po obu stronach moich ramion, on trzymał ręce, by się wspierać. 
- Wolę cię zdecydowanie bardziej teraz niż zmarzniętą w wodzie... - wyszeptał i pochylił się bardziej, by złożyć delikatny pocałunek na moich wargach. Moje serce stanęło na chwilę, a przynajmniej mi się tak wydawało. Delikatnie objęłam dłonią jego twarz i przyciągnęłam mocniej do pocałunku, który stał się bardziej namiętny. Oderwałam swoje od jego ust, ale nasze twarze nadal dzieliły milimetry.
- Ale wiesz... Jak wejdę do wody to tak zmarznę, że będzie mnie ktoś potem musiał ogrzać... - wyszeptałam i całując Louisa, przygryzłam delikatnie jego wargę.
Louis wstał szybko i zrzucił z siebie swoją koszulkę. 
- Kto ostatni w wodzie, ten zmywa naczynia po kolacji! - krzyknął i rzucił się pędem do wody.
- Ej! To nie fair! - krzyczałam za nim, biegnąc w tym samym kierunku. - Ja ostatnio zmywałam!

                                ***
 Dzisiaj jest już 23 grudnia. Minęło sporo czasu od kiedy w wiosnę poznałam Lou. Zdążyłam się z nim tak zżyć, że myślę, że nie potrafiłabym już normalnie funkcjonować bez niego. Jutro są urodziny Louisa i dopiero jutro mieliśmy się spotkać, ale chciałam mu zrobić "małą" niespodziankę. Ubrałam się niezbyt wyzywająco, ale to co miałam pod spodem było ważniejsze - bielizna. Szłam w stronę kamienicy Lou, która była położona niedaleko Hyde Parku - chłopak nie lubił dużych mieszkań, wolał "nie wyróżniać się z tłumu". Stałam już pod drzwiami i na szczęście nie musiałam dzwonić domofonem, bo jakaś staruszka właśnie wychodziła z kamienicy, więc przytrzymałam jej drzwi i po chwili weszłam na klatkę schodową. Przeszłam dwie kondygnacje schodów w górę i stanęłam przed drzwiami do mieszkania Lou. Mając nadzieję, że chłopak jak zwykle przez typowe dla siebie roztargnienie, zapomniał zamknąć drzwi - nacisnęłam klamkę...
Ku mojemu szczęściu, jak przynajmniej wtedy myślałam, drzwi były otwarte.
Uśmiechnęłam się szeroko i weszłam na palcach do środka. Zaczęłam powoli rozpinać guziki płaszcza i gwałtownie opuściłam dłonie, a uśmiech zszedł z mojej twarzy, gdy weszłam do salonu. 
- Kochanie... To nie tak, jak myślisz... - zaczął Louis, który właśnie wstał prawie nagi z kanapy, na której leżała blond piękność w samej koronkowej bieliźnie.
- Ah, czyżby? Czyli właśnie nie liżesz się na kanapie i nie próbujesz się przespać z Jennifer jakąś tam, która grała w tym nowym filmie z Joshem Hutchersonem? - powiedziałam, jak najszybciej potrafiłam, a go zamurowało, nie potrafił nic powiedzieć, więc dodałam zrezygnowana. - Wiesz co? Oszczędź sobie... - podążyłam szybko w stronę wyjścia, a Louis w ostatnim momencie złapał mnie za rękę, bym się odwróciła do niego przodem.
- To nie tak... Kocham cię! - powiedział, a ja się zamachnęłam i uderzyłam go w twarz tak mocno, że puścił mnie i chwycił się za policzek, otwierając usta. Spojrzał na mnie oniemiały.
- Jesteś kiepskim kłamcą... - rzuciłam, wybiegając z mieszkania, bo czułam, jak łzy zbierają mi się w oczach, a ostatnią rzeczą jaką chcę to, to żeby on widział ile dla mnie znaczył i jak bardzo teraz cierpię. Wybiegłam z kamienicy na ulicę i pobiegłam, nie zważając na nic do parku naprzeciw. Miałam szczęście, że jakieś auto się zatrzymało i tylko na mnie zatrąbiło. Biegłam ile sił w nogach, a z oczu cały czas płynęły mi łzy. Stanęłam pod wielkim dębem i oparłam się dłonią o jego pień. Otworzyłam gwałtownie oczy i próbowałam złapać dech - przebiegłam jakieś 500 metrów parkiem, więc stosunkowo niewiele, a czułam jakby ktoś wypruwał mi płuca. Otworzyłam usta, nie mogąc uspokoić oddechu. Przyłożyłam dłoń do mojej klatki piersiowej - moje serce biło jak oszalałe. Osunęłam się na ziemię, dysząc, a łzy płynęły mimowolnie po moich policzkach... Ostatnie co pamiętam, to odgłosy dobiegające z oddali i silne ręce, które potrząsnęły mym ciałem za ramiona...

                                 ***

Otworzyłam powoli oczy, mój organizm był słaby - czułam to. Gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zauważyłam najpierw rurkę przyczepioną do mojej ręki, a potem dopiero rodziców wraz z bratem śpiących na krzesłach w kącie sali. Nigdy tu wcześniej nie byłam, ale każdy by się zorientował, że znajduję się w jednej ze szpitalnych sal. Musiała być dość późna pora, że  cała trójka spała snem sprawiedliwego. Spojrzałam na nich z czułością i się uśmiechnęłam. "Pewnie nic mi nie jest, a te ciołki i tak tutaj będą!" - przeleciało mi przez myśl. Nagle mój brat otworzył oczy i poderwał się na równe nogi, podszedł do mnie i zaczął wykrzykiwać hasła, że żyję i wszystko będzie dobrze. Kochałam tego 13-latka, który właśnie obudził resztę rodziny i sprowadził pielęgniarkę. 
- Haha... Może ktoś mi wyjaśni, co się właściwie stało, co? - zapytałam, gdy brat wypuścił mnie z uścisku, a chwile potem poczułam mocny ból, jakby ukłucie, serca. 
- Au... - wyrwało się z moich ust.
- Wiesz, skarbie... Lekarz powiedział, że z tobą porozmawia, jak tylko się obudzisz, ale najlepiej będzie dopiero rano, teraz powinnaś odpoczywać - powiedziała pielęgniarka, która zmieniła mi kroplówkę i wyszła z sali, mrugając do mnie.
- Jak długo byłam nieprzytomna? - zapytam, marszcząc brwi.
- 8 dni... Lekarze zdążyli cię zdiagnozować i... - zaczęła mama, a jej głos powoli słabnął, nie chciałam, by powiedziała prawdę, więc szybko jej przerwałam.
- Wow! 8 dni! To ponad tydzień! Jeszcze nigdy tak długo nie spałam! - zaśmiałam się, co chyba polepszyło humor tacie.
- Tak... rzeczywiście! Powinniśmy przestać się czepiać, że śpisz w weekendy do południa, co? - zażartował sobie, a ja się uśmiechnęłam, przytakując głową.
- Aaa i tak z innej beczki, piękna... - powiedział sarkastycznie mój młodszy brat - Twój chłoptaś stoi pod drzwiami - dodał i wskazał głową w stronę drzwi.
Spoglądając tam, serce zamarło mi na chwilę, odwróciłam wzrok i spojrzałam na swoje dłonie.
- Coś się stało między wami zanim... no wiesz? - zapytała zatroskana mama, a ja się nie poruszyłam, więc dodała - Może powinniście pogadać... Gdyby mu na tobie nie zależało, to by tu nie przyszedł... Będziemy na krzesłach przed salą.
Spojrzałam w oczy mamie i wiedziałam, że ona już wszystko wie. Była niesamowita, po kilku gestach człowieka doskonale wiedziała, co jest grane. Moja rodzina wyszła i zobaczyłam tylko, jak przed salą mój tata rozmawia z Louisem, chłopak spuścił głowę i pokiwał nią delikatnie. Otworzył drzwi i wszedł do sali, a ja odwróciłam wzrok i spojrzałam za okno - na oświetlone ulice Londynu.
- Jeśli nie chcesz rozmawiać to... Mówi się trudno... - zaczął, a ja czułam jego wzrok, który sprawdzał, jak szybko się ugnę - Pozwól, że ja będę mówić - dodał. To zdanie sprawiło, że na chwilę opuściłam wzrok, ale potem znów spojrzałam za okno i postanowiłam, że będę w nie patrzeć do końca monologu Lou.
- Kiedy tylko wybiegłaś, ubrałem się i wybiegłem za tobą, ale nie mogłem cię nigdzie znaleźć, dopiero twoi rodzice do mnie zadzwonili i każdego dnia czuwałem przy twoim łóżku, bo chciałem być pierwszym, którego zobaczysz po obudzeniu się, jak trzyma cię za rękę... - zaciął się na chwilę, by chwycić moją dłoń. Nie spoglądając na niego, splotłam palce z jego własnymi ciepłymi palcami. - Ja żałuję... To była najgłupsza rzecz jaką zrobiłem, bo ja naprawdę cię kocham i nie mogę normalnie żyć bez ciebie. Myślałem, że to koniec z nami, ale że przynajmniej... Ale kiedy się dowiedziałem, że jesteś chora, poczułem, jak ziemia osuwa mi się spod nóg. Ja tak nie dam rady... Bez ciebie... - ciągnął, a jego głos z każdym zdaniem słabnął, mimowolnie zaczął płakać, a i po moim policzku spłynęły dwie pojedyncze, ciepłe łzy. - Ja nie będę umiał żyć bez ciebie, rozumiesz? Kocham cię, nie opuszczaj mnie... - powiedział błagalnym tonem. Siedział na krześle obok mnie, ale nie wytrzymał i pochylił się, by wtulić się w moje nogi i się w nie po prostu wypłakać. Spojrzałam na niego i przygryzłam wargę. Wolną dłonią przeczesałam jego gęste włosy. Louis spojrzał na mnie, a ja mogłam odczytać z jego twarzy, że wszystko co powiedział, co to słowa, było prawdą.
- W jednym się na pewno nie myliłam... - zaczęłam i uśmiechnęłam się delikatnie do niego. - Jesteś na serio kiepskim kłamcą - powiedziałam, a on się uśmiechnął słabo, a wierzchem dłoni wytarł twarz od łez.
- Jedyne co mogę dodać to, to że Jennifer od razu wyszła za tobą i powiedziała, że jestem dupkiem. Miała racje - wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili uśmiech zniknął z mojej twarzy.
- Lou... Co mi jest? - spytałam, a on uciekł wzrokiem.
- Rodzice prosili mnie, żebym... - zaczął, ale mu szybko przerwałam.
- Długo mi zostało? - spytałam znowu, a on spojrzał mi w oczy. W jego błękitnych tęczówkach mogłam przeczytać, ile bólu kosztuje go ta rozmowa.
- Tak. Wszystko będzie dobrze... - powiedział spokojnie, bardziej uspakajając samego siebie niż mnie - Powinnaś odpoczywać... Pogadamy jutro, co? - dodał, prosząc. Skinęłam głową, a on nachylił się i złożył subtelny pocałunek na moich ustach. Delikatnie odsunęłam go od siebie.
- Louis... Zostańmy przyjaciółmi - rzuciłam, a on otworzył usta oniemiały i uciekł wzrokiem w bok. 
- Dobrze... Przynajmniej będę ciebie miał blisko... Pójdę do bufetu po wodę, chcesz coś? - zapytał jakby od niechcenia, ale wiedziałam, że łamię mu tym serce, a on chce być teraz sam.
- Hah... Oni zbytnio o mnie dbają... - odpowiedziałam, wskazując na kroplówkę, a na twarzy chłopaka pojawił się nikły uśmiech. Chwilę potem zostałam sama w sali i się cieszyłam. Musiałam wszystko przemyśleć. "Chyba wybrałam dobre rozwiązanie... Czuję, że mój koniec jest blisko, a nie mogę pozwolić, by Lou cierpiał, gdy odejdę... Lepiej będzie, gdy złamię mu serce wcześniej i mniej boleśnie, prawda?" - próbowałam przekonać samą siebie. Zamknęłam oczy, ale nie zasnęłam, nie mogłam. Gdy je znów otworzyłam, za oknem wstał nowy dzień, a Louis siedział obok mnie i przez sen trzymał mnie za rękę...

Dwa dni później...

 Pielęgniarka weszła do pokoju i mnie obudziła. To dzisiaj... Dzisiaj będę miała operację. W sali znajdowali się wszyscy, wszyscy oprócz Louisa, który zniknął wczorajszego wieczora. 
Gdy dwa dni temu usłyszałam, że mam skazę serca i to taką, że nie może prawidłowo transportować krwi, nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Potrzebowałam nowego serca i na szczęście przez zeszły tydzień - udało nam się takie znaleźć. Nie mogę sobie wyobrazić, że od jutra, bo nie wiem kiedy skończą operację, w mojej klatce piersiowej już nie będzie biło moje serce, ale serce jakiegoś innego człowieka. To był dla mnie szok, ale bardziej się bałam. Lekarze oceniali raczej mój stan jako fatalny, skoro ot tak dają mi serce, na które niektórzy czekają latami. Nic dziwnego, nie potrafiłam usiedzieć 15 minut prosto - szybko się męczyłam. Bałam się, bo przeszczep serca to jedna z najbardziej skomplikowanych operacji... Tyle rzeczy może pójść nie tak... 


"Chciałabym, żeby Louis mnie teraz pocieszył jednym z tych swoich szalonych  pomysłów... albo żeby powiedział, że po operacji weźmie mnie na lody i przejdziemy się po parku - jak na naszej pierwszej randce. Gdzie on do cholery jest?" - pytałam samą siebie, gdy lekarze zakładali mi maskę tlenową, by mnie uśpić, a potem wywieźć na salę operacyjną... 
 ***
Ociężale otworzyłam powieki, a ostre światło południa mnie oślepiło. 
- Jeden dzień w narkozie i mieliśmy tyle spokoju, a teraz znowu się zacznie! - usłyszałam znajomy głos mojego przemądrzałego brata.
- Witamy, witamy! - zawołała radośnie mama, podchodząc do mojego łóżka.
- Operacja przeszła doskonale... Teraz serce jest jak nowe, haha... - zaśmiał się lekarz, który musiał właśnie rozmawiać z rodzicami, gdy się obudziłam.
- Cóż... Ono jest nowe, prawda? - spytałam, przecierając oczy i siadając.
- No tak, prawda... Ja zostawię państwa samych - powiedział doktor i wyszedł.
- Gdzie Louis? - zapytałam, spoglądając na tatę, a uśmiech na jego twarzy zbladł. Ojciec usiadł obok mnie i chwycił moją dłoń.
- To był szalony pomysł, ale znasz go przecie... Gdy zachorowałaś i było wiadomo, że... - mówił ojciec, a ja wiedziałam, co on miał na myśli.
- Nie, nie... to nie może być... - zaczęłam, łkając.
- Ktoś musiał dać ci serce... - dokończył mój brat, a ja zaczęłam płakać, jak jeszcze nigdy dotąd. 
- Ejej... Kochanie... To był kawał. Lou poszedł do toalety - przytulił mnie tata, a ja na niego spojrzałam wilkiem, łzy przestały spływać mi po policzkach.
- Jesteście najgorszymi ciołkami pod słońcem! - krzyknęłam na brata i ojca, a ci wybuchnęli śmiechem. 
Skrzyżowałam ręce na piersiach i modliłam się w duchu o cierpliwość do tej rodziny.
Nagle do sali wszedł Lou i zdziwił się na widok mojej zapłakanej twarzy. Podszedł do łóżka i... przybił piątkę z moim bratem i tatą.
- Nie złość się kochanie... - powiedział i nachylił się by mnie pocałować, a ja zrobiłam unik w bok.
- To że mam nowe serce, nie znaczy, że możecie je tak maltretować! -  powiedziałam z chytrym uśmieszkiem. 
Louis uśmiechał się, pokazując wszystkie zęby.
- No, przepraszamy... - powiedział i wyciągnął rękę zza pleców, za którymi chował cały czas coś przede mną. W rękach trzymał ogromny bukiet kwiatów - tulipanów, moich ulubionych. 
- Wow, a to z jakiej okazji...? - zapytałam zaskoczona, gdy nachylił się i pocałował mnie z czułością w czoło.
- Ehm... Z kilku... Za udaną operację, za przespanie Nowego Roku, w ramach przeprosin za głupi, szalony i nieodpowiedzialny dowcip... Ale myślałem, że się domyślisz... - powiedział i spojrzał mi w oczy, a ja odpowiedziałam mu błagalnym spojrzeniem, bo nie wiedziałam, co jeszcze mógł mieć na myśli...
- Podpowiedź? - zapytałam, a on się uśmiechnął szeroko.
- Liczba tulipanów... - odpowiedziała, a ja szybko policzyłam kwiaty.
- 40... Ja nie kończę 40 lat, Lou! - zaśmiałam się, a chłopak to odwzajemnił.
- Cóż... 40 oznacza 40 tygodni... - mówił, przechodząc z nogi na nogę, kochałam to jak się tak denerwował. - A 40 tygodni to 9 miesięcy, a dokładnie 9 miesięcy temu...
- Się poznaliśmy... - dokończyłam zdanie za niego. - Jak ja mogłam zapomnieć! 
- Zostawimy was samych... - powiedziała mama i rodzina wyszła z pokoju, już i tak zdążyłam zapomnieć o ich obecności przy Louisie.
- Przepraszam... że zapomniałam... Ja nic dla ciebie nie mam - wyszeptałam zasmucona i odłożyłam kwiaty na bok.
- Myślę, że masz... - powiedział Lou i przysiadł na krześle obok łóżka, nachylił się i otarł kciukiem jedną zagubioną łzę. - Nie chcesz mi czegoś powiedzieć? 
- Louis nie graj ze mną w te gierki... - rzekłam, trochę już zmęczona.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi i nigdy nie będziemy tylko nimi - powiedział i się nachylił, a ja przyciągnęłam go ręką za koszulkę. Nasze usta złączyły się w długim, namiętnym pocałunku.
- Kocham cię... - wyszeptał Lou, gdy oderwaliśmy się od siebie, by złapać oddech.
- Ja ciebie też, ale nie rób mi więcej takich chamskich kawałów - powiedziałam, a chłopak się uśmiechnął.
- Nigdy więcej - dodał i delikatnie musnął moje wargi swoimi.
- Ale ja kocham cię mocniej... - wyszeptał.
- Nawet z nowym sercem? - zapytałam.
- Może nie dorównuje staremu modelowi, ale tak, czy siak... Z tym sercem, czy tamtym... Z każdym dniem kocham cię bardziej - powiedział, a ja uśmiechnęłam się najszerzej jak się da.

                                ***
"Można powiedzieć, że z nowym sercem, zaczęłam życie od nowa. Tylko z jedną małą różnicą... Wszystko zostało po staremu..." - pisałam właśnie ostatnie słowa w pamiętniku, gdy Louis nachylił się nad moim ramieniem.
- Powinnaś napisać książkę... Masz dobre pióro... - powiedział.
- I najlepiej zadedykować ją tobie? - zaśmiałam się.
- Hm... Nie musisz mi od razu książki dedykować, ale wiesz jakby tak... - odparł i delikatnie pocałował moją szyję, a ja wybuchnęłam śmiechem...


KONIEC






Opracowała: B - Mam nadzieję Nieznajoma, że się podobało <3




PS W tygodniu wstawię inne zamówienia
PSS Proszę o komentarze!! :)

sobota, 28 lipca 2012

Imagine - Niall (VII) - part II




Dokończenie imaginu z zimą i paznokciem Nailem:D Mam nadzieję, że się spodoba...Jakieś życzenia albo preferencje na jutro??
Jestem otwarta na wszelkie komentarze!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    
<Ciąg dalszy...>

Długo zastanawiałaś się co włożyć, bo musisz wyglądać jednocześnie ładnie, ale i musi ci być wygodnie... w końcu łyżwy to sport. Zdecydowałaś się na fajny zestaw . Włosy rozpuściłaś tak jak dzisiaj rano. Zrobiłaś sobie delikatny i naturalny makijaż. Punktualnie o 7:00 usłyszałaś pukanie do drzwi, podbiegłaś do nich i otworzyłaś już gotowa do wyjścia. Nie zdziwiłaś się kiedy zobaczyłaś za drzwiami uśmiechniętego od ucha do ucha Nialla, który ubrany był w płaszcz i te same trampki, co rano... Cały czas trzymał ręce za sobą...
- Hej... - powitałaś go... Spojrzałaś na jego ręce i uniosłaś brwi...
- Cześć... - widząc twój wzrok uśmiech mu na chwile spełzł z twarzy i zastąpiła go mina małego chłopca, który coś przeskrobał... spojrzał w podłogę i zaczął - No bo widzisz, ja nie wiedziałem jakie kwiaty są twoimi ulubionymi... A ponieważ mamy zimę... - zaczął powoli wyciągać ręce przed siebie - To kupiłem ci... Gwiazdę betlejemską! 
Zdziwiona spojrzałaś na kwiat i zaczęłaś się śmiać, chłopak natomiast nie za bardzo wiedział co zrobić...
- Nie podoba ci się? - spytał zawiedziony.
- Nie jest doskonała! - przestałaś się śmiać, wzięłaś kwiat donicowy we własne dłonie, staliście na przeciwko siebie. Spojrzałaś mu w oczy, które wydały ci się jeszcze intensywniejsze niż o poranku... - Jest naprawdę piękna.
- Tak, ale nie dorównuje twojej urodzie... - powiedział Niall lekko się uśmiechając.
Ty uniosłaś się delikatnie na palcach i pocałowaś go w policzek, a kiedy się od niego odsunęłaś, zauważyłaś że chłopak się chyba trochę zarumienił, co wywołało u ciebie jeszcze szerszy uśmiech...
- Tak bardzo się postarałeś. - spojrzałaś na kwiat, a potem przeniosłaś wzrok znów na niego - Jeszcze nigdy nie dostałam kwiatu w doniczce!- cofnęłaś się dwa kroki do tyłu i na najbliższej półce położyłaś ten wyjątkowy prezent - Chcesz wejść?
- Nie... to znaczy... my... znaczy ty i ja... - zaczął trochę kłopotliwie, a ty się zastanawiałaś czy też czasem denerwujesz się w taki sposób w jego towarzystwie.
- Musimy iść... To chodźmy... - uśmiechnęłaś się i wyszłaś na klatkę schodową, zamknęłaś drzwi i oboje wyszliście na dwór. Poszliście dobrze znaną ci drogą, cały czas rozmawialiście i mieliście okazję lepiej siebie poznać... Niall i ty byliście, jak się okazało, częstymi bywalcami na stadionie hokejowym, na który się wybieraliście by pojeździć. Mieliście nawet swoje własne łyżwy, więc kiedy dotarliście kupiliście tylko bilety, włożyliście łyżwy, zostawiliście niepotrzebne rzeczy w szatni i ruszyliście na lód... Cały czas rozmawialiście, więc jazda nie była zbyt szybka, ale i tak po tym z jaką łatwością mijaliście przeszkody na drodze było widać, że to wasz żywioł. 
- Rzeczywiście jesteś mistrzynią... - zaśmiał się w czasie rozmowy Niall.
- Hah... Mówisz o łyżwach...? - spojrzałaś mu w oczy, a potem twój wzrok pokierował na wasze złączone dłonie, już od dłuższego czasu trzymaliście się za ręce, znów podniosłaś wzrok i na widok kiwającej twierdząco głowy Nialla, dodałaś - Ale jak widzę, też jesteś bardzo dobry...
- Bardzo dobry? - podniósł obie brwi do góry, uśmiechnął się cwaniacko i cały czas świdrując cię swymi hipnotyzującymi oczami dodał - Ja... moja droga mistrzyni... Mogę się założyć, żebym ciebie pokonał...
- Ah tak? - teraz ty też podniosłaś brwi do góry i odwzajemniłaś cwaniacki uśmiech mówiąc - Powątpiewam, ale skoro twoje ego się tego domaga, żebyś poniósł porażkę, to możemy to sprawdzić... Może jakieś małe zawody? - podkreśliłaś ostatnie słowo.
- Świetnie!- powiedział zadowolony i pewny siebie - kiedy tylko chcesz i gdziekolwiek chcesz - nachylił się bardziej do ciebie z tym swoim cwaniackim uśmiechem, który nagle zszedł z jego twarzy i było widać, że chłopak się waha, już myślałaś, że odda walkowerem, ale po chwili powiedział - To znaczy wszędzie, gdzie chcesz, o ile tam jest lód...
Uśmiechnęłaś się szeroko i spojrzałaś przed siebie.
- To może tu i teraz? - znów spojrzałaś w oczy Niallowi.
- Świetnie! Zasady i kto nas wystartuje...
- Mhm... To zasady... Gonimy siebie nawzajem  i omijamy tych wszystkich ludzi, którzy stają się takimi jakby przeszkodami i gramy dopóki nie poleje się pierwsza krew...
- Oh, kurczę - wydał się strapiony - A nie możemy tak dopóki, no nie wiem... Skończy nam się karnet?
- No masz rację, tak będzie chyba łatwiej.- wyrwałaś dłoń z jego uścisku, wyrwałaś się do przodu, zrobiłaś piruet  i zaczęłaś jazdę tyłem - Goń mnie!
Niall od razu przyspieszył i jechał za tobą... Goniliście się tak przez dobrą godzinę, często się zdarzało że Niall cię doganiał i gonienie przejmowałaś ty, ale to nie trwało długo bo zawsze podchodziłaś go podstępem... Teraz ludzi na lodowisku było coraz więcej, goniłaś Nialla już od dłuższej chwili, bo było na serio trudno wymijać innych, a lód stał się mniej twardy. Wreszcie  znalazłaś jakąś lukę i przyspieszyłaś, zauważył to w ostatniej chwili i jechał przez dłuższy czas odwrócony... Oboje się śmialiście i jechaliście z naprawdę zawrotną szybkością... Już prawie go dogoniłaś, ale sobie przypomniałaś, że lodowisko jest przecież okrągłe i w ostatniej chwili zdołałaś zawołać...
- Niall, odwróć się... Ściana! - krzyknęłaś, ale było już za późno... Pomimo zdolności chłopak, kiedy spojrzał przed siebie nie zdążył ani wyhamować, ani skręcić i uderzył z dużą siłą w barierkę... Podjechałaś do niego i uklęknęłaś obok leżącego na lodzie Nialla...Nachyliłaś się nad nim.
- Boże... Przepraszam to moja wina... Gdyby nie ja, to byśmy w ogóle w to nie grali i...
- Cii... - objął twoją twarz mokrą od lodu dłonią - Tak na serio to moja i mojego ega wina... Ale było warto, z tej perspektywy wyglądasz jeszcze piękniej...
- Chyba za mocno uderzyłeś się w głowę, że tak gadasz... - I odruchowo twój wzrok powędrował od tych jego hipnotyzujących oczu i spojrzałaś trochę wyżej... Na jego czoło, na którym zauważyłaś delikatne rozcięcie, z którego leciała mocno krew, jak przystało na studentkę medycyny zatamowałaś ją rękawiczką, którą miałaś akurat w dłoni...
- Niall, ja sobie nie żartuje... Krew ci leci, chodź wstawaj... opatrzę to. - zdjęliście łyżwy, chwyciłaś go za ramię i pomogłaś mu wstać.
- To takie miłe z twojej strony... - szliście w stronę wyjścia po drugiej stronie lodowiska w samych skarpetkach -  Że nie zostawisz mnie na lodzie... Hah, kumasz zostawić na lodzie?
- Niall, chyba serio mocno się uderzyłeś i nie mówię tu o tej ranie... - Niall lekko się zachwiał, na szczęście już doszliście, więc chwycił się barierki i usiadł na najbliższej ławce...
- Wiesz... - chciałaś kontynuować, ale ci przerwał.
- To takie słodkie, że mnie udajesz z tym "wiesz".. wiesz? - spojrzał ci w oczy, a ty spanikowana jego raną i zachowaniem, nawet się nie uśmiechnęłaś... Ktoś do was podszedł z apteczką. Trudno było w końcu nie zauważyć takiej rany... Gdyby nie twoja rękawiczka Niall pewnie miałby połowę twarzy we krwi.
- Dziękuję... - wzięłaś apteczkę od osoby, która sprawdzała wam bilety - Ja to zrobię, jestem na studiach medycznych, szwy to dla mnie łatwizna!
- W takim razie... - spojrzał na uśmiechniętego od ucha do ucha Nialla - zostawiam cię w dobrych rękach - znów spojrzał na ciebie i odszedł.
- Niall, pójdziemy do toalety i to opatrzę, okey? - spytałaś i czekałaś na odpowiedź, którą dostałaś tuż po chwili...
- Okey, ale nie musisz... - zaczął, ale urwał myśl, przestał się uśmiechać i powiedział - Przepraszam, psuję naszą randkę...
- Wcale jej nie psujesz, to był wypadek, który mógł się przytrafić każdemu... Poza tym nie psujesz jej, tylko właśnie sprawiasz że jest wyjątkowa - uśmiechnęłaś się do niego, a on to odwzajemnił... - Wszystko już okey?
- Taa... Kręciło mi się w głowie i byłem zdezorientowany, ale teraz jest lepiej... Chyba nie byłem trochę sobą...- wstał - Idźmy do tej toalety, zanim się wykrwawię na śmierć!
Zaśmialiście się, ale byłaś trochę nerwowa... Stanęliście na przeciwko drzwi do męskiej i damskiej toalety.
- Do której?
- No cóż... Ty pewnie wolałbyś do męskiej... - Niall wzruszył ramionami - Ale ja wolę do damskiej, bo no wiesz... - spojrzeliście sobie w oczy i się uśmiechnęliście - Pisuary nie są w kabinach...
Niall się zaśmiał.
- Czy jako przyszła lekarka nie powinnaś przyzwyczajać się do takich widoków?
- Niall! Po tym uderzeniu rzeczywiście nie jesteś sobą albo jesteś i to za bardzo...Idziemy do damskiej... - pociągnęłaś go za rękę i zaprowadziłaś do pierwszej kabiny i weszłaś tam razem z nim. Zamknęliście drzwi, Niall usiadł na klapie i się nachylił nad tobą, bo klęczałaś przed nim, tak że on patrzył na ciebie z góry (Bez podtekstów proszę, w szczególności tyczy się to X). Zaczęłaś wyciągać potrzebne przybory... Wodę utlenioną, chusteczki higieniczne, waciki, plaster i o dziwo nawet szwy! Myślałaś, że będziesz musiała zadowolić się zwykłą nitką, ale jak widać... Przewidziano każdy wypadek. Zdjęłaś rękawiczkę z czoła, rana nie wyglądała za ciekawie. Podniosłaś butelkę z wodą utlenioną do jego skroni, ale po drodze napotkałaś jego zdenerwowane spojrzenie...
- Nie musisz się bać... Naprawdę jestem na wydziale chirurgicznym... 
- Wiem... - nachylił się bardziej do twojej twarzy - Widziałem grafik obok mojego plakatu - uśmiechnął się, a ty wykorzystałaś ten moment i zaczęłaś polewać ranę wodą - Auu! Nigdy tego nie lubiłem!
- Hah, ja też nie... Jak byłam mała, mama dawała mi za to jakąś nagrodę... - odwróciłaś wzrok od rany i wasze spojrzenia się skrzyżowały.
- A ja dostanę jakąś nagrodę? - uśmiechnął się cwaniackim uśmiechem, a ty znów polałaś ranę wodą utlenioną... - Dobra, kumam! Auu...- nastąpiła chwila ciszy, ale nie na długo...
- Dlaczego chcesz być chirurgiem?
- Chciałabym ratować ludzkie życie... - wycierałaś już zdenazyfikowaną ranę i wyciągnęłaś igłę ze specjalnymi metalowymi nitkami, przyłożyłaś igłę do rany, a Niall głośno przełknął ślinę...
- Więc... chirurgia plastyczna odpada... Jaką specjalizację chcesz wybrać?
- Oh... widzę że ktoś się tutaj na tym zna... - spojrzałaś mu w oczy i się uśmiechnęłaś, podałaś już mu wcześniej znieczulenie, które, co dziwne, też znalazłaś w apteczce...Ale ponieważ to był stadion hokejowy i takie wypadki były tu codziennością, jakoś zbytnio cię to nie zaintrygowało...Jeszcze nie zaczęłaś zaszywać i właściwie nie wiedziałaś na co czekasz...
- Tak, kuzyn został chirurgiem 3 lata temu... - uśmiechał się już całkiem swobodnie.
- Myślę o neurologii albo kardiologii... - odpowiedziałaś.
- Hah, to mój przypadek nie przyda ci się w CV.
- No nie zupełnie... Gdybyś po upadku miał wstrząs mózgu, można to zaliczyć pod przypadek neurologiczny...
- A gdyby wziąć pod uwagę to, że serce bije mi jak oszalałe kiedy cię widzę, to można mnie zaliczyć pod przypadek kardiologiczny...
Spojrzeliście sobie w oczy, wasze twarze były naprawdę blisko, trwaliście tak dłuższą chwilę i może coś by się stało, ale przerwałaś ten moment...
- Wiesz... - krzywy uśmiech - to nie będzie teraz zbytnio przyjemne, chociaż nie powinieneś czuć po znieczuleniu... - wolnymi ruchami zaczęłaś przekładać igłę, a Niall uśmiechał się krzywo.
- Kiedyś już miałem zakładane szwy... - nie spojrzałaś mu w oczy, bo musiałaś być teraz skupiona na czymś innym... - na kolanie, bo przewróciłem się na rowerze w górach... - Niall zaczął opowiadać swoją przygodę. Słuchałaś go i zdążyłaś skończyć wraz z jego ostatnimi słowami kończącymi historię.
- Dziękuję za pomoc, Pani Doktor - uśmiechnął się do ciebie, a ty położyłaś na ranie zwilżony wacik i przykleiłaś go plastrem.
- Koniec... Nie ma za co, to była chyba moja najciekawsza operacja.
Zaśmialiście się oboje.
- Tak naprawdę to nie sądziłem, że mówiłaś na serio o tym, że będziemy się gonić do polania się pierwszej krwi...
Znowu się zaśmialiście, wstaliście, oddaliście apteczkę, zdaliście sprawozdanie, ubraliście się i wyszliście z hali na świeże powietrze. Niall zaproponował, że odprowadzi cię do domu, a ty nie protestowałaś, było już na serio późno. Po drodze rozmawialiście i dużo żartowaliście. Szliście bardzo blisko siebie, a wasze ramiona się stykały... W końcu Niall wziął cię za dłoń... Wasze spojrzenia się skrzyżowały, oboje spuściliście wzrok i najprawdopodobniej zarumieniliście się jeszcze bardziej, co było nieoczekiwane po tym, jak na lodowisku jeździliście tak dłuższą chwilę. Przechodziliście obok budki z lodami otwartej do 24:00...Spojrzałaś na nią, a wzrok Nialla powędrował za twoim.
- Czy moja mistrzyni ma ochoty na lody? - spytał patrząc ci w oczy.
- Cóż... Nie wiem czy to dobry pomysł, no wiesz... - uśmiech - jest zima. - Niall odwzjajemnił uśmiech...
- Pani doktor powinna to wiedzieć - jedna brew poszła mu lekko w górę, a ty nie mogłaś oderwać wzroku od tych jego hipnotyzujących oczu - że lody w zimę są najzdrowsze z powodu na niską amplitudę temperatur... - spojrzał w niebo, jakby powiedział najmądrzejszą rzecz w życiu, a ty się zaśmiałaś i spojrzałaś przed siebie. Poszliście na lody, Niall wziął truskawkowe, a ty miętowe z czekoladą - twoje ulubione. Szliście naprawdę wolno w stronę domu i cały czas nie mogliście przestać się wygłupiać, bo zrobiliście sobie konkurs kto więcej rozśmieszy drugą osobę... Jak się okazało oboje byliście w tym mistrzami:) Niall wziął cię na ramiona, zaczęłaś się głośniej śmiać i prosić, żeby cię puścił.
- Zaraz rzucę cię w śnieg!! - śmiał grożąc ci, ale po chwili puścił cię na ziemie...Byliście strasznie zaśmiani.
- Wiesz, co... - stanęłaś bardzo blisko naprzeciwko niego, przysunęłaś swoją twarz do jego, tak że wasze nosy prawie się stykały - Goń mnie! - i zaczęłaś uciekać... Niall się zaśmiał i rzucił się biegiem za tobą. Słyszałaś jak krzyczał za tobą, że tym razem cię dogoni i dogonił... tuż pod drzwiami twojej kamienicy... 
- Haha! Mam cię! - chwycił cię pod rękoma, podniósł cię i okręcił się razem z tobą na ramionach dookoła. Postawił cię na ziemi, stanęliście naprzeciwko siebie w framudze drzwi kamienicy. Na noc drzwi główne były zamykane, ale miałaś klucz, więc to nie był problem...
- To był najwspanialszy dzień w moim życiu... pomimo tych szwów - powiedział Niall.
- Mój też... - spojrzałaś mu w oczy z dołu, bo byłaś niższa.
- Nie ustaliliśmy nagrody w naszym konkursie na łyżwach i tego co teraz ja wygrałem... - spojrzał ci w oczy, a ty znów nie zdążyłaś się opanować i po prostu utonęłaś w jego tęczówkach... Przygryzłaś wargę, a Niall uśmiechnął się bardziej...
- Wiesz... - uśmiechnęłaś się szeroko - Ustalimy to przy następnej okazji, co?
- Ooo... No jasne - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Staliście naprzeciw siebie w framudze i wymienialiście spojrzenia. Wyciągnęłaś klucze od mieszkania oraz drzwi i zaczęłaś się nimi bawić...
- Wiesz... - uśmiech - Na mnie już chyba pora - powiedział Niall, zaczynając schodzić do ciebie tyłem po schodach, aby zejść na ścieżkę wiodącą do chodnika...
- Do zobaczenia później - zawołałaś kiedy chłopak był już prawie przy chodniku, obrócił się, uśmiechnął się krzywo i pomachał ręką... zaczął odchodzić... Zaczął padać śnieg. Obróciłaś się do niego tyłem i chciałaś otworzyć drzwi, jeszcze raz obróciłaś się za Niallem, z zaskoczeniem odkryłaś, że wasze spojrzenia się skrzyżowały... Odwróciłaś się do niego... A reszta trwała tak szybko, że nie zauważyłaś, jak to się stało. Zeszłaś po schodach, a Niall wbiegł znów na ścieżkę, wziął cię w ramiona.
- [Twoje imię] ten jeden dzień wystarczył, żebym się w tobie zakochał... - powiedział przysuwając swoją twarz do twojej...
- Ja cię też... - nie zdążyłaś dokończyć, bo przerwał ci namiętnym pocałunkiem, który był równie namiętny jak hipnotyzujące są oczy tego Irlandczyka. Ta chwila wydawała ci się wiecznością, pomimo że trwało to kilka sekund, wiedziałaś że był to twój najlepszy pocałunek w życiu... Oderwaliście się od siebie...
- Poprawka... teraz to był mój najlepszy dzień w życiu... - powiedział i oboje się zaśmialiście, po czym dodał - Ja już odebrałem moją nagrodę za to, że cię złapałem... - uśmiechnął się i zaczął odchodzić zostawiając cię w połowie dróżki do chodnika...
- Niall! - zawołałaś za nim, chłopak się odwrócił, a ty do niego podbiegłaś, rzuciłaś mu się w ramiona i odwzajemniłaś namiętny pocałunek sprzed chwili, a po nim nachyliłaś się do jego ucha i mu wyszeptałaś...
- Teraz ja też odebrałam swoją nagrodę - przygryzłaś wargę i zaczęłaś się cofać do mieszkania przodem do chłopaka...
Niall uśmiechał się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, tego uśmiechu nie było sposobu, żeby nie odwzajemnić...
- Do następnego razu... - powiedziałaś i wbiegłaś po schodach, otworzyłaś drzwi i rzuciłaś się pędem do mieszkania, weszłaś do swojego pokoju i podeszłaś do okna... Niall nadal stał przed kamienicą, więc otworzyłaś okno i zawołałaś...
- Ej, bo cię przysypie do rana - spojrzał w stronę okna i ci pomachał... po czym odszedł...
Prawie nie mogłaś zasnąć, nie mogłaś uwierzyć że twoje marzenia się tak łatwo spełniły i że pierwszy raz w życiu jesteś tak na serio zakochana... Współlokatorka natomiast o mało nie zemdlała na wieść o wybrańcu twojego serca, który oddał ci swoje w zamian... Z trudem położyłaś się do łóżka, zasnęłaś i wstałaś jak zwykle o szóstej... Znów padał śnieg w nocy... Ubrałaś się wyjątkowo, bo był piątek i po prostu miałaś taki kaprys... Uznałaś, że dziś też pójdziesz po chleb serowy... Chciałaś spotkać Nialla, a przy okazji kupić ulubiony chleb... Wyszłaś przed kamienicę i zauważyłaś jak ktoś pochylony odgarniał ostatnie grudy śniegu ze ścieżki... 
- Dzień dobry, Panu! - zawołałaś... ale jak się okazało osoba się wyprostowała i nie był nią Pan Nelson.
- Niall - zawołałaś radośnie i rzuciłaś się mu w ramiona, chłopak przytulił cię...
- No nie sądziłem, że jesteśmy na Pan/Pani... - zaśmiał się - Ślicznie dziś wyglądasz, nie spodziewałem się takiego miłego powitania... - uśmiechnął się szerzej, a ty zaczęłaś się rumienić...
- Idziesz ze mną po chleb z serem? - spytałaś. Chłopak przytaknął i udaliście się w stronę piekarni. Po drodze rozmawialiście ze sobą jeszcze swobodniej niż wczoraj kiedy pokonywaliście prawie tą samą trasę.
- Z głową wszystko okey?
- Tak, miałem w końcu najlepszego lekarza na świecie! - zarumieniłaś się jeszcze bardziej - Stój na chwilę - Niall zatrzymał cię i stanął blisko naprzeciw ciebie - Mam jedno pytanie... Chcesz być moją dziewczyną? - spytał się odgarniając ci pasemko włosów za ucho.
- Głuptasie, już nią jestem! - powiedziałaś i delikatnie, a zarazem czuło złożyłaś pocałunek na jego ustach, tak że one tylko delikatnie się muskały...
- To dobrze... A i jakbyś oglądała nasz wywiad albo jakbyś gdzieś coś przeczytała...- zaczął z tą samą miną, którą znałaś już z dnia wczorajszego... mina kogoś, co coś przeskrobał...
- Dobra, co zrobiłeś? - spytałaś unosząc jedną brew i krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Mów...
- Chodzi o to, że chłopcy powiedzieli wczoraj przy reporterach o tobie, no i jakoś tak wyszło... Że im trochę o tobie opowiedziałem i powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną... - zakończył z głupim uśmiechem...
- Jeśli nikt nie będzie mnie śledził, to ci wybaczę... - pocałowałaś go w policzek, po czym się spytałaś - To głównie wina Harrego co nie?
Pokiwał głową, zaśmialiście się i znów ruszyliście w stronę piekarni. Kiedy doszliście na miejsce, Niall otworzył ci drzwi tak samo jak wczoraj. Przywitał was uśmiechnięty Tom... Przedstawiłaś Toma Niallowi, a oni wymienili uściski rąk, chłopcy sobie żartowali i było widać, że się lubią.
Poprosiliście o dwa bochenki chlebowe i już szliście do wyjścia, aż...
- [Twoje imię] widzę, że mój plan wypalił... a nie byłbym w stanie ukrywać to w tajemnicy... Niall nie kupił wczoraj ostatniego bochenka, miałem jeszcze kilka, ale no... musiałem coś zrobić! - powiedział zdesperowany.
- Co?! - powiedziałaś uniesionym tonem, po czym się opanowałaś, spojrzałaś na swojego chłopaka... - Na szczęście wszystko poszło dobrze... wybaczam ci, a właściwie... Dziękuję, Tom!
- Ja też dziękuję! - dołączył się Niall.
- Ah... To dobrze! Kamień mi spadł z serca! Ale koleś, pamiętaj że [Twoje Imię] jest dla mnie jak siostra, więc jak coś jej zrobisz...
- Spokojnie, to ona mi coś szybciej zrobi - powiedział blondyn wskazując na ogromny plaster na czole. Wybuchnęliście śmiechem, ale Tom wydał się zdezorientowany. Wyszliście z piekarni i znów zjedliście śniadanie w swoim towarzystwie... Jeszcze tego samego dnia poznałaś resztę zespołu i dopiero wtedy uświadomiłaś sobie, że znalazłaś właśnie kilka ciekawych przypadków neurologicznych...

<KONIEC>

Opracowała: B - Ach, z tymi łyżwami i szwami to na serio moje marzenie...Co prawda co do mojego przyszłego zawodu już zdążyłam zmienić zdanie, ale zakładanie szwów mam już opanowane... A i chciałabym zobaczyć cwaniacki uśmiech Nialla...
PS: Co sądzicie o Ceremonii Otwarcia Letnich Igrzysk 2012 w Londynie?
PSS: Nasi chłopcy będą czwartymi z kolei artystami występującymi na Ceremonii Zamknięcia :D






niedziela, 29 kwietnia 2012

"So what" - zapowiedź!

"So what"... tak właśnie będzie się nazywać nasze opowiadanie... Czemu? Bo myślałam długo na tym, że wszystko musi mieć swoją nazwę i myślałam jak nazwać tą historię, którą w parę miesięcy chcemy wam przedstawić... Uznałam, że tytuł ten jest najbardziej odpowiedni z paru powodów...Nie obiecuję, że w opowiadaniu będzie happy end, ale wybrałam tą piosenkę bo patrząc bardziej w głąb można zauważyć, że jest o życiu...

Na Na Na Na Na Na Na
Na Na Na Na Na Na
Na Na Na Na Na Na Na
Na Na Na Na Na Na

I guess i just lost my husband

I don't know where he went
So i'm gonna drink my money
I'm not gonna pay his rent (Nope)
I got a brand new attitude
And i'm gonna wear it tonight
I wanna get in trouble
I wanna start a fight

Na Na Na Na Na Na Na

I wanna start a fight
Na Na Na Na Na Na Na
I wanna start a fight

So so what?

I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rockstar
I got my rock moves
And i don't want you tonight

Uh, check my flow, uh


The waiter just checked my table

And gave to Jessica Simp- Shit!
I guess i'll go sit with drum boy
At least he'll know how to hit
What if this song's on the radio
Then somebody's gonna die
I'm gonna get in trouble
My ex will start a fight

Na Na Na Na Na Na Na

He's gonna start a fight
Na Na Na Na Na Na Na
We're all gonna get in a fight!

So so what?

I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rock star
I got my rock moves
And i don't want you tonight

You weren't there

You never were
You want it all
But that's not fair
I gave your life
I gave my all
You weren't there
You let me fall

So so what?

I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done (we're done)
I'm gonna show you tonight
I'm alright(I'm alright),I'm just fine (I'm just fine)
And you're a tool
So so what?
I am a rock star
I got my rock moves
And i don't want you tonight

No No, No No

I Don't want you tonight
You weren't fair
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rock star
I got my rock moves
And i don't want you tonight

Pa ra da da da da

pffffrrr 

Życie jest ciężkie, ale ma swoje jasne strony. To trochę jak z nurkowaniem... Kiedy nauczyłeś się pływać, korciło cię by zobaczyć co jest pod wodą i to lekkie ryzyko, że już nigdy nie wypłyniesz na wierzch...Jednocześnie spełniasz marzenie, ale możesz się zapomnieć i coś stracić...Czy bohaterowie też będą ryzykować w opowiadaniu? No cóż...Życie jest jak nauka chodzenia... Co dzień się uczysz jak stawiać kroki i czasem się przewracasz, ale jak głosi góralskie przysłowie "Jeśli się nie przewrócisz, to się nie nauczysz!". To tak po prostu jest, że w życiu na okrągło czegoś się uczysz, o coś się strasz... I fakt, czasem popełniasz błędy, robisz coś źle i może nawet wszystko lec w gruzach, ale czy to właśnie nie jest najlepszy moment by powiedzieć "SO WHAT" i zacząć wszytko od nowa? Jak napisałam, nie obiecuję happy endu, ale czytając to pamiętajcie, że to wszystko jest prawdziwe... Ludzkie słabości, wątpliwości, ryzyko, błędy... Bo takie moim zdaniem jest życie, bez tej sielanki i mydlenia oczu... Jest po prostu plastyczne i to od nas zależy jaki będzie miało kształt...

Wasza B
Ale uważam, że X zgodziłaby 
się z moimi rozważaniami...



PS: Na koniec chcę żebyście wiedzieli, iż pomimo młodego wieku, ja i X już trochę przeżyłyśmy...i to może być trochę widoczne w tym co napiszemy... Jak się mówi "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", więc cieszę się że zawsze przy sobie mam kogoś takiego jak X...