Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katie fabray. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katie fabray. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

"So What"- rozdział 6 - (part I)

   Dobra, parę osób prosiło, to jest! Ta da! Rozdział dedykuję vanillacookie, która jest chyba największym fanem opowiadania, dzięki ci VC:* 
   Pod tym postem macie wstawioną część napisaną dla X, bo ona chciała, żeby była opisana "noc" (if you know what I mean), więc napisałam imagine uzupełniający (ten rozdział) o charakterze 18+ dla niej... ( imagine tutaj!! ) Kochana, to ty jesteś zboczuchem męcząc mnie o to!!
   No a teraz, co do tego rozdziału... Proszę o wyrozumiałość, bo muszą być zwroty akcji i muszę się na kimś/czymś wyżyć... Dlatego jest bardzo długi, jakoś tak... (jeśli nie pamiętacie co się działo w 5. rozdziale to wstawiam linka i obiecuję co najmniej 2 rozdziały tygodniowo: "So What" - rozdział 5 ) A i dzisiaj przywitajcie nową postać... ( spis postaci tutaj!! )A teraz...rozdział najbardziej rozłożony w czasie...Ready, steady, here we go!

------------------------------------------------------------------------------------------------

<< 2 dni po poprzednim rozdziale >>

~~ Melissa ~~
Otworzyłam oczy, oparłam się na ramionach, wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Z rezygnacją opadłam na łóżko, głowa mi pękała. Od kilkudziesięciu dni mało sypiam, bo pracuję do późna w nocy nad tym projektem muzealnym, a jeszcze wczoraj byliśmy na imprezie urodzinowej u Katie, przyjaciółki Liama. Ona jest na serio miłą i fajną dziewczyną, przyjemnie spędza się z nią czas. Liam był wczoraj zaskoczony, że impreza była typu: Zaprosiłeś koleżankę, a ona zaprosiła koleżanki, które zaprosiły jeszcze kilka innych osób... Ale naprawdę to była jedna z lepszych domowych imprez na jakich byłam! Ach, gdyby tylko nie ta głowa i uczucie mdłości... Powinnam już wstać, o 14 jestem umówiona na dopieszczenie ostatnich szczegółów i nasza wystawa muzealna będzie gotowa! Wreszcie będę miała trochę luzu i czasu dla siebie... dla nas... Obróciłam głowę w stronę śpiącego obok mnie Liama... Wyglądał tak słodko kiedy spał...Ale już nie spał...
- Witaj śliczna - uśmiechnął się, a ja nie byłam wstanie tego nie odwzajemnić... - Mały kac, co? - uśmiechnął się szerzej, a w odpowiedzi zakryłam sobie twarz poduszką... Liam pogładził mnie po włosach, które rozpływały się na łóżku...
- Daj mi umrzeć samotnie! - wypowiedziałam przed poduszkę... Liam się zaśmiał i to takim serdecznym śmiechem, że od razu odrzuciłam poduszkę i na niego spojrzałam. Pogładził mnie po włosach i nadal uśmiechał się jakoś za szeroko, nawet oczy mu się śmiały!
- Pamiętasz tą wspaniałą noc? - powiedział patrząc mi w oczy...
- Panie Payne, to że mam kaca nie znaczy, że nie pamiętam czemu w większej mierze jestem zmęczona... - lekko się uśmiechnęłam, ale chyba to był uśmiech Mona Lisy, bo na więcej mnie nie stać przez to zmęczenie.
Zamiast się ze mną droczyć, Liam wstał i poszedł nam przygotowywać wspólną kąpiel w wannie połączonej z prysznicem. W tym czasie mogłam przynajmniej poumierać w samotności. Liam wręcz zaniósł mnie do wanny i włożył do gorącej wody, a ja lekko westchnęłam. Mój chłopak zawsze wiedział, co dla mnie najlepsze. Do wody było dorzucone jakieś zioła i olejki - zapach był niesamowity, a woda wydawała się jeszcze milsza niż zwykle... Nie tylko przez temperaturą, ale przez to, że olejki sprawiały, że miało się uczucie bycia w płynnym jedwabiu. Usiadłam w połowie wanny, a Liam usiadł za mną. On usiadł popierając się o ścianę wanny i przyciągnął mnie do siebie... Oparłam się o niego i czułam jego muskularny tors. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął śpiewać mi do ucha i obmywać moje ręce gąbką. Żadna kąpiel, nawet ta w SPA, w którym błam tylko raz w życiu, nie mogła się równać z tą teraz. Byłam bardzo zmęczona, a Liam sprawiał, że się odprężałam i zaczęłam odpływać w krainę Morfeusza.

~~Liam~~
Zasnęła w wannie, aż się zaśmiałem, że miała takiego kaca giganta. Ubrałem ją w piżamę i zniosłem na dół, gdzie w salonie położyłem ją na kanapie. Tak słodko wygląda, jak spała... Zrobiłem jej śniadanie, ale kiedy się przebudziła najpierw dałem jej aspirynę i wodę, bo moja księżniczka nie może cierpieć... Do godziny 13 był to prawdziwie sielski dzień! Spaliśmy nawzajem, oglądaliśmy filmy i się dużo śmialiśmy... Chciałbym, żeby każdy dzień w tygodniu był taki jak ten... Nie licząc drobnego szczegółu, a mianowicie, Mellisa wyszła o 13:30 i poszła na spotkanie z tym sławnym projektantem Jakem. Patrząc na jej plecy wybierałem domowy numer Katie...

<< 4 tygodnie później >>

~~Melissa~~
Wyrwałam się z objęć Liama i pobiegłam do toalety. Kolejny dzień z rzędu budzą mnie mdłości. Nadal klęczę nad klopem, gdy Liam wchodzi do łazienki. 
- Powinnaś iść do lekarza... Może czymś się zatrułaś.. - mówi z troską w głosie i wyciera mi twarz. 
- Pójdę, obiecuję... A ty się nie przejmuj i idź na ten kurs... - odpowiedziałam, bo wiedziałam ile to dla niego znaczy. Liam zawsze pięknie śpiewał, ale ostatnio zaczął przywiązywać do tego większą wagę. Dostał się  na profesjonalny, całodniowy kurs ze sławnym artystą. Skakał co najmniej przez 3 dni, dopóki nie zaczęłam chorować. 
Po długim przekonywaniu, wreszcie wykopałam go z mieszkania, żeby w końcu poszedł, bo by się spóźnił. Podeszłam do lodówki i poczułam się niezmiernie głodna. Kiedy zjadłam 3 kawałek pizzy i planowałam, żeby zadzwonić do lekarza, do głowy wpadła mi pewna myśl, więc szybko ubrałam na piżamę płaszcz i pobiegłam do najbliższej  apteki...

<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.




 <<Ciąg dalszy rozdz.6 nastąpi dzisiaj>>



Opracowała: B - dla vanillacookie:* - Czemu nie było cię w szkole, ty przebrzydła?? ;D


Przepraszam, o 14 napiszę drugi part i obiecuję, że Lou też się pojawi jako imagine wieczorem!!


 PS Wiecie, że nasz Grzeczny chłopiec (Liam)  stracił dziewictwo w wieku 14 lat?? A jednak nie jest taki święty;D
PSS Alicja!! AAAAAA!! Napiszę coś chyba dla ciebie;D Napisz tylko o kim:D
PSSS Gdyby ktoś miał prośbę, to proszę walić prosto z mostu i prosić o imaginy z dedykacją... To jest strasznie miłe kiedy ktoś się zgłosi...
PSSSS AAAA!!! Mamy prawie 33 300!! Kocham was:* Viva la Polish Directioners!!:D

środa, 4 lipca 2012

"So What" - rozdział 5 (I jednocześnie 99 post!)

Kolejny rozdział.... Którego nie mogłam się doczekać, bo wymyśliłam go miesiąc temu, ale cóż... Oceny same się nie poprawią:D Mam nadzieję, że wam się spodoba i błagam napiszcie co sądzicie o tym opowiadaniu i proszę o odpowiedź na pytanie: "Czego chcecie więcej?" a) (naszych wspólnych) imaginów b) rozdziałów c) imaginów i rozdziałów... Taaa... dobra... To zapraszam do czytania, enjoy:D
PS:Tak na marginesie to już nasz 99 post:D Następny to będzie 100!! Jej!:)
PSS:Przepraszam, że skaczę tak od postaci do postaci, ale są sytuacje, które muszą następować po sobie, a po prostu czasem brzmią lepiej z punktu widzenia innego bohatera...No nie ważne...

 

<< Niecały tydzień od poprzedniego rozdziału >>
                         
                          ~~ Melissa ~~
Widzę samą ciemność, aż nagle jakiś czynnik wybudza mnie ze snu… Z trudem otwieram oczy i po chwili myślę: ”Nic się nie dzieję… To tylko chrapanie…”. Uśmiechnęłam się sama do siebie pod nosem, on zawsze chrapie...spojrzałam przed siebie… Zauważyłam kilka rozrzuconych drobiazgów na podłodze. Już musiała być szósta, bo zza firan prześwitywało poranne, budzące się słońce… Znów się uśmiechnęłam, uwielbiałam poranne słońce prawie tak samo, jak wylegiwanie się do późna w łóżku… Liam zawsze się śmiał, że uwielbia we mnie te drobne sprzeczności… Sięgnęłam po telefon, żeby zobaczyć która godzina i znów się nie zdziwiłam… Była 5:50, a ponieważ wyjść musiałam dopiero o 11:00, stwierdziłam iż nie ma to sensu i po prostu wrócę do spania… Już zamykałam oczy,  kiedy poczułam ciepłe usta składające czuły pocałunek na mojej szyi…
- A co robimy o takiej godzinie? – spytał mój chłopak jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy… Liam zawsze mnie przytulał kiedy spaliśmy… To było takie słodkie, budzić się każdego ranka w jego objęciach, zaczynać każdy ranek w jego objęciach. Wiedziałam, że nie spotka mnie nic złego w jego czułych, ale zarazem silnych ramionach… Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego mocniej, a każdy kto by nas zauważył, zrozumiały że jestem zadowolona, bo moim szerokim uśmiechu… Liam pocałował mnie bardzo delikatnie w ucho i wtulił twarz w moje włosy…
- Uwielbiam ten zapach…

~~Liam~~
Zaśmiała się… Zawsze kiedy jej mówiłem, że uwielbiam zapach jej włosów, zawsze mnie wyśmiewała, mówiła że jestem głupi i mówiła jedno kluczowe zdanie, które musiałoby się pojawić za każdym razem, bo inaczej bym się bał że z Melissą coś jest nie tak, więc nie zdziwiłem się kiedy w odpowiedzi usłyszałem…
- To tylko szampon, głuptasie! –zaczęła się śmiać, kiedy zacząłem ją delikatnie łaskotać po brzuchu…
- Mówię to co chcę, to wolny kraj! – ponieważ trzymałem nogę na jej nogach, nie miała szans, aby uciec kiedy zacząłem ją mocniej łaskotać… Melissa tak się śmiała, że łzy zaczęły spływać jej po policzkach… Myśląc, że mam przewagę oparłem się na łokciach i nachyliłem się nad nią, przerywając na chwilę wcześniejszą czynność… I jak się okazało, moja dziewczyna nie była zupełnie taka bezsilna jaką udawała… Teraz to ona rzuciła się na mnie gilgocząc mnie i doprowadzając do łez ze śmiechu…  Kiedy przestała, siedziała już na mnie i nachylała się tak, że kosmyki jej włosów łaskotały mnie po twarzy… Wziąłem jedno pasmo i zakręciłem je wokół palca, a potem je puściłem i spojrzałem jej w oczy…
- Jeśli nawet to tylko szampon, to i tak to uwielbiam… - powiedziałem, po czym ręką przyciągnąłem jej twarz i pocałowałem ją w usta…

~~Melissa~~
Liam na początku całował mnie bardzo delikatnie i czule, ale po dalszych naszych wspólnych pocałunkach można by pomyśleć, że zaraz coś się wydarzy, więc przerwałam i z trudem powiedziałam…
- Idźmy spać… Jest 6:32, a muszę wcześnie wstać, bo jestem umówiona z… - Liam mi przerwał…
- Tak, tak… z tym młodym architektem wnętrz, któremu pomagasz w projekcie muzealnym… pamiętam – powiedział chłopak obracając oczami…
- No weź, nie musisz być zazdrosny… On jest dla mnie za stary, ma 27 lat! A uwierz mi, że nie polecę na jego sławę i majątek… - powiedziałam patrząc mu w oczy…
- Taa…Ile? 27? Lou tam mówił, że lubisz starszych… - uśmiechnął się słodko…
- Głupi jesteś… - odwzajemniłam uśmiech, po czym przygryzłam dolną wargę i spojrzałam na niego spod rzęs… - Czyli jednak nie jesteś zazdrosny? – spytałam…
- I ty dziewczyno chcesz mnie nakłonić, abym poszedł spać?! O nie, nie ma mowy… - Liam wsparł się na łokciach, jedną ręką przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować… Po pewnej chwili jednak odzyskałam rozum i musiałam niestety zdecydować się na oderwanie od tych jego boskich warg…
- Idziemy spać!! – zawołałaś  grożąc palcem, który Liam po chwili zgiął i splótł swoje palce u dłoni z moimi…
- Nie mogę zasnąć przy takim cudzie, jak ty… - powiedział mój ukochany, a ja poczułam że się rumienię… I znowu musiałam przerwać taką wspaniałą chwilę, jak ta!!
- W takim razie… idę robić śniadanie… - zerwałam się z łóżka zanim Liam zdążyłby jakoś zareagować… A na schodach rzuciłam jeszcze tylko szybkie – Dzisiaj bekon i jajka!

<< Po śniadaniu >>

~~ Liam~~
Spałem i śniłem o spełniających się marzeniach, aż nagle obudził mnie dźwięk dzwonka… Otworzyłem oczy… I sięgnął po telefon, który leżał tuż obok mnie… ‘’Ech, to tylko sms od rodziców… odpiszę potem” – pomyślałem, po czym stwierdziłem, że jest na serio późno bo już 10:00! Spojrzałem na Melissę, która po śniadaniu zasnęła na moim torsie i tak trwała do teraz… Aż żal było mi ją budzić, ale wiedziałem że będzie bardziej denerwowana jeśli jej nie obudzę… Pogładziłem ją jeszcze po włosach zanim wyszeptałem jej do ucha, która jest godzina, a ta jak zaczarowana zerwała się na równe nogi i zaczęła coś szybko mówić i poszła do góry… a raczej wbiegła po schodach… W tym czasie kiedy słyszałem szybkie kroki i krzątaninę na piętrze, ja oglądałem różne programy w telewizji… Po około godzinie usłyszałem szybkie  zbieganie po schodach, więc wstałem i poszedłem w stronę drzwi wejściowych… Melissa zawiązywała sznurówki od butów, po chwili wyprostowała się, a ja jedyne co mogłem wydukać to było….
- Wow, wyglądasz prześlicznie… Jak zawsze z resztą… - uśmiechnęła się na te słowa i pocałowała mnie w policzek…

~~Melissa~~
Ubrałam się w fajny komplet .
A szczególnie miło zrobiło mi się po słowach Liama, chociaż wiedziałam, że nie mam na sobie nie wiadomo jak drogich ciuchów. Ponieważ się bardzo spieszyłam, miałam rozpuszczone włosy a no głowę włożyłam jeszcze czarny kapelusz… Przechodziłam już przez próg kiedy ktoś chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie… Liam pocałował mnie bardzo, ale to bardzo namiętnie na oczach chyba wszystkich osób, które znajdowały się na tej ulicy…
- I pamiętaj, że potrafię być strasznie zazdrosny – powiedział nadal mnie trzymając blisko siebie z cwaniackim uśmiechem na twarzy…
- Wiem, ale nie masz o co… - teraz to ja się cwaniacko uśmiechnęłam, chwyciłam jedną dłonią jego policzek i dodałam – Przecież to ja ciebie kocham… -  I odwzajemniłam poprzedni pocałunek… Zapomnieliśmy o tym, że ludzie nas widzą i się w ogóle nie przejmowaliśmy wszystkim dookoła, aż w końcu oderwałam się od niego i zaczęłam zbiegać po schodniach, kiedy usłyszałam...
- Bądź ostrożna!
- Jasne, że będę… - Krzyknęłam, a potem przystanęłam i odwróciłam się… - A ty gdzieś…
- Wyjdź… I się z kimś spotkaj… Tak wiem, jasne! Już nawet wiem dokąd pójdę… To miłego dnia!! I…
- Tak wiem, to hej! Do zobaczenia na obiedzie! – krzyknęłam zanim Liam mógłby coś dodać, bo naprawdę się już spieszyłam…

<< Południe>>
 
~~Liam~~
Około południa wyszedłem ubrany w to co zwykle  … czyli w moim naturalnym stylu…. I ruszyłem ulicami Londynu… Nigdzie mi się nie spieszyło i wiedziałem dokąd zmierzam, ale wolałem pójść tam pieszo niż jechać autobusem lub metrem… Szedłem chodnikiem po naszej dzielnicy aż doszedłem do dzielnicy azjatyckiej i wiedziałem, że za chwilę dojdę do Trafalgar Square, a tam będę musiał skręcić w stronę Big Bena i odbić  w pierwszą alejkę na prawo by potem udać się do kamienicy, w której mieściło się coś co było celem mojej podróży… Kiedy doszedłem i wchodziłem już po tych dwóch stopniach, aby otworzyć drzwi, na których widniały godziny otwarcia, już uśmiechałem się do samego siebie… Kiedy wszedłem zauważyłem to co zawsze… Wiele pełnych, wysokich regałów, tak że prawie nie było miejsca… Plakaty na ścianach, specjalne odtwarzacze… Tak, ten sklep muzyczny to moje ulubione miejsce w całym Londynie! Zacząłem się rozglądać, aż zauważyłem ją…

~~Katie~~
Ach, kolejny niby taki sam dzień pracy… Uwielbiam tutaj pracować, ale ludzie mogliby czasem odkładać albo szukać na własną rękę płyty… Nigdy nie miałam tutaj chwili spokoju, bo… Ktoś musiał by być głupi, aby nie zauważyć czarnych koszulek z nazwą sklepu i wyszywanymi nutkami, które musieli nosić wszyscy pracownicy naszego sklepu… Podeszłam do jednego z regałów, aby odłożyć płyty: Metallici, Nirvany, Nada Surf, Marleya i Madonny, o tych płytach mogłam powiedzieć wszystko od producentów i najfajniejszych kawałków, po możliwe teledyski i nagrody… Mogłam tak zrobić prawie ze wszystkimi zespołami, które znajdowały się w naszym sklepie…A mieliśmy tutaj asortyment od A do Z, od Ameryki po Azję, Afrykę i Europę… Potrafię powiedzieć wszystko o starych hitach, jak i ciekawych nowościach muzycznych…  Ale no wiecie, klient nasz pan, więc mi znajomość takich szczegółów pomaga… Gdybym w szkole równie dobrze mogłabym spamiętać te głupie daty i zasady ortografii!!  Po odłożeniu już musiałam zacząć szukać płyty zespołu The Doors… Jakby tak trudno było iść pod literkę D i poszukać płyty, co nie? No, ale cóż kocham tą pracę, bo czuję się tu jak u siebie w domu, chociaż pracuję tutaj dopiero pół roku… Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać… Dziwne, ale czułam się trochę obserwowana, ale wydawało mi się to absurdalne… Przeglądałam wzrokiem grzbiety płyt, aż znalazłam literkę D i zespół The Doors… Na szczęście płyty były na wysokości mojego wzroku, więc nie było trudno je sięgnąć… Wzięłam od razu 5, żeby zaproponować każdy z albumów mężczyźnie, który szukał którejś z tej płyt… Normalnie na nic bym nie zwróciła uwagi i bym wróciła do klienta, ale zauważyłam, że z szpary, która się utworzyła przez wyjęcie tych kilku płyt, spogląda na mnie para brązowych oczu… Na początku byłam zaskoczona, ale po chwili się uśmiechnęłam, bo bardzo dobrze znałam te oczy… Podeszłam szybkim krokiem do końca regału i słyszałam, że ktoś po drugiej stronie zmierza w tym samym kierunku… Kiedy regały się skończyły, nie zdążyłam się nawet obrócić, a wpadłam na wyższego ode mnie chłopaka o brązowych oczach w koszuli w kratę…
- Tak się za tobą stęskniłam! Bałam się, że coś poszło nie tak… ale rozmawiałam z twoimi rodzicami po operacji i… - Przerwałam, bo brunet podszedł i mnie przytulił…
- Nawet się nie przywitasz, a już zaczynasz mówić o przyziemnych sprawach…- powiedział ze słodkim uśmiechem na twarzy…
- No niech ci będzie… - Przewróciłam oczami, po czym odwzajemniłam uścisk i przytuliłam swój policzek do jego… Czułam jak jego oddech porusza moimi kosmykami blond włosów…
- Ej, muszę wracać do pracy… - powiedziałam, kiedy już zaczynałam myśleć, że wszystko może się jeszcze odwrócić...
-Hah, no tak… Zawsze zapracowana Katie! – zaśmiał się, po tym jak wypuścił mnie z ramion…
- Hej, Jimmy! – zawołałam do chłopaka, który był fanem The Doors i Kiss, a jednocześnie był moim pięć lat starszym kolegą z pracy… - Zanieś te płyty temu facetowi z koszulką Hard Rock Cafe i pomóż mu wybrać, a ja zajmę się tutaj panem… dobrze? – powiedziałam wskazując na Liama, którego już chyba wszyscy tutaj znali i to nie dlatego, że ten sklep był dla niego jak drugi dom, ale dlatego że był moim przyjacielem.
- Jimmy? – powiedział unosząc brwi Liam, kiedy chłopak znikał za kolejnymi regałami…
- Weź przestań… Co u ciebie? – spytałam, bo wiedziałam do czego zmierza Liam…
- Wy tak długo? – spytał z naturalnym dla niego misiowatym uśmiechem…
- Co my? – spytałam, chociaż i tak już wiedziałam o co mu chodzi…
- No od kiedy się umawiacie… - zaczął po czym przerwał, kiedy zobaczył moje spojrzenie i dodał – Ale na serio on chyba cię lubi, zobacz tylko jak na ciebie patrzy…
- Aha… No widzę… - powiedziałam trochę znudzonym tonem…
Liam wyprostował się, a jego uśmiech zbladł, spuścił wzrok i powiedział…
- Ty nigdy nie dostrzegasz… tego jakimi uczuciami darzą cię inni… - podniósł teraz wzrok i spojrzał mi prosto w oczy… A moje serce zaczęło mocniej bić, ale wiedziałam, że muszę być oziębła, bo inaczej rzucę mu się zaraz w ramiona…
- Taa… - teraz to ja opuściłam wzrok, by po chwili znów utonąć w jego oczach mówiąc – Może jestem trochę nie empatyczna…
- Nie to miałem na myśli… - przerwał, spojrzał w bok, aby chwilę po tym kontynuować – Przepraszam, ja serio…
- Nic nie szkodzi… Zapomnijmy… - uśmiechnęłam się teraz serdecznie, a potem bardziej cwaniacko i spytałam – A co u ciebie, panie Payne?

~~Liam~~
Zadrżałem na to, jak się do mnie odezwała… Jak dotychczas tylko Melissa tak mówiła… No właśnie… Spojrzałem jej w te wyjątkowe oczy…
- Wiesz, że masz niesamowite oczy… - Patrzyła na mnie po czym z lekkim uśmiechem opuściła wzrok, aby chwilę potem nieśmiało spojrzeć znów na mnie spod rzęs… Uśmiechnęła się serdecznie, stanęła jeszcze bliżej mnie i dodała przedrzeźniając mój głos…
- Masz, takie piękne oczy! Tak rzadko zdarza się, że blondynki mają brązowe, wręcz kasztanowe tęczówki! – zaśmiała się lekko, po czym szturchnęła mnie w ramie… - Zawsze tak mówisz! – Nagle uśmiech zszedł z jej twarzy i przerażona zapytała.. – Aż tak źle, że w ten sposób odpowiadasz mi na pytanie??
Na początku byłem trochę zdziwiony i nie wiedziałem o co jej chodzi, ale po chwili się zorientowałem…
- Ach, nie! Po prostu… Nieważne… U mnie wszystko okey… Wiesz, przeżyłem operację i wszystko jest dobrze, mam lepsze wyniki, nawet lepiej się czuję! – uśmiechnąłem się…
- A co u… jak tam jej było…? – uśmiechnęła się filuternie, a potem wybuchła śmiechem…
- Przecież wiesz, Katie… - obróciłem oczyma widząc jej zdziwiony wzrok, chociaż wiedziałem, że tylko udaje… - Melissa… - odpowiedziałem z rezygnacją…
- Ach, no tak! Melissssssa… - powiedziała specjalnie przeciągając „S” – Co u niej? Czy wy nadal..?
- Tak… Ku twojemu niezadowoleniu… Tak, nadal jesteśmy razem… - powiedziałem uśmiechając się…
- Na serio? Dziwne… - powiedziała opuszczając wzrok na swoje trampki…
- Co? Czemu niby dziwne? – spytałem zaskoczony jej odpowiedzią…
- Mówię, że to dziwne, bo zwykle zrywasz z kimś po dwóch miesiącach, mi się wydało dziwne, jak już byłeś z nią rok, a teraz ile to już? – spytała się nie uśmiechając się już, ale spoglądając w moje oczy…
- Trochę ponad dwa lata… Mieszkamy razem i… - Katie mi przerwała…
- Wow, to jest aż takie poważne…?- nie zwracałem uwagi na jej komentarz i kontynuowałem…
- Jestem z nią naprawdę szczęśliwy… - odwzajemniłem jej spojrzenie…
- No cóż, w takim razie… - uśmiechnęła się szeroko – Cieszę się waszym szczęściem! – szturchnęła mnie w ramię, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć na ten gest…
- Taa… dzięki – uśmiechnąłem się szerzej…
- Wiesz, niedługo mam urodziny i… - zaczęła nieśmiało i szybko jej przerwałem…
- Oczywiście, że wiem… Mogłabyś mi pomóc z płytą dla…
- Nie ma mowy! Sam szukaj dla mnie prezentu! – odpowiedziała śmiejąc się… - Wiesz, robię imprezę u mnie…
- Ale fajnie!
- No  tak… Jesteś oczywiście zaproszony… - zawiesiła głos, po czym dodała – Przyjdź z Melissą… - widać było, że ledwo te słowa wychodzą z jej ust, ale na końcu się uśmiechnęła, więc wziąłem te słowa jako jej szczere przekonanie…
- Miło z twojej strony… - przerwała nam jakaś dziewczyna, która spytała się o Britney Spears i Katie obróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie… - No widzisz, ja jestem wiecznie zapracowana! – po czym uśmiechnęła się i spytała się tej dziewczyny… - Jaki album?
- Dobra ja nie przerywam, miłej pracy… Zdzwonimy się… - uśmiechnąłem się i na jej odwzajemnienie podążyłem najpierw regałem z lat 70’ przez regał z literami E,F i G, aż doszedłem najszybszą drogą do wyjścia i zacząłem wracać do domu okrężną drogą – przez Big Bena i park… Kiedy dotarłem była już godzina 15 i wiedziałem, że wcześniej lub później pojawi się Melissa… Nagle zadzwonił mój telefon… Spojrzałem na wyświetlacz i pomyślałem : „O wilku mowa” i odebrałem…
- Hej Melissa!
- Hej, posłuchaj mną się jednak nie przejmuj… Dzisiaj na serio późno wrócę, bo z Jake’m mamy urwanie głowy z tymi projektami, więc zrób coś sobie sam na obiad, okey?
- No jasne, spoko… Tylko się nie przemęczaj…
- No dzięki! To hej, kocham cię!
- Ja ciebie też, cześć! – rozłączyłem się i sięgnąłem po klucze do mieszkania... Otworzyłem drzwi… Wszedłem do środka, położyłem się na kanapie i włączyłem telewizor… Moim oczom ukazała się zapowiedź dzisiejszego meczu London Chelsea i FC Barcelona… Taki ciekawy mecz, a ja o nim zapomniałem! Miałem go oglądać za godzinę razem z Melissą! No trudno… Byłem trochę zawiedziony, aż nagle mnie olśniło! Zdecydowałem się wykonać dwa telefony, pierwszy był do pizzerii i polegał na zamówieniu dwóch dużych pizz… Bo moja dewiza życiowa to: Lepiej, aby zostało, niż żeby miało brakować... A drugi telefon miałem zaraz wykonać… Wykręciłem numer, który znalazłem w naszej domowej książce telefonicznej, miałem nadzieję że odbierze… Już po dwóch sygnałach traciłem nadzieję, ale przy czwartym ktoś podniósł słuchawkę…
- Halo? – usłyszałem głos…
- Hej! Tu Liam… Przepraszam, że wcześniej nie proponowałem niczego takiego, ale masz może ochotę obejrzeć dzisiaj mecz u mnie? Melissy nie ma… a ja…
- No jasne, z przyjemnością, będę za 30 minut… - przerwała mi osoba po drugiej stronie.
- Dzięki… Nie wiesz, jak się cieszę… - powiedziałem z ulgą…
- Hah, nie ma za co… Potem mi się jakoś odpłacisz… To do zobaczenia!
- No, to hej i do zobaczenia Louis! – powiedziałem naciskając czerwoną słuchawkę…

<<KONIEC RDZ. 5>>



Opracowała B – mam nadzieję, że wam się podobało… Długi wyszedł (Ponad 6 stron w Wordzie!!)… Piszcie w komentarz co myślicie, błagam!! :D

wtorek, 8 maja 2012

"So What" - Prolog (part II)

No teraz wstawiam drugą część prologu...


 ~~~~Teraz~~~~

~~VI osoba~~
Znowu czerwone światło…  Ciekawe czy…? Nie, nie myśl o niej! Podgłośniłem  moje samochodowe radio, by zająć się muzyką… Zamknąłem oczy i zacząłem wystukiwać rytm tego co leciało na kierownicy… Stałem tak w bezruchu nie myśląc o niczym,  miałem zupełnie czysty umysł… Aż w końcu usłyszałem za sobą klakson… Otworzyłem oczy i szybko spojrzałem na światła drogowe, były zielone, ruszyłem… Zaczynało się zmierzchać, więc kiedy jechałem droga była zupełnie pusta… Cała szeroka dwupasmówka tylko dla mnie…  Przejeżdżałem akurat obok stacji metra, kiedy sobie przypomniałem… Jej ulubiony środek transportu to tramwaj… Wolała go od jazdy samochodem i sama nie wiedziała dlaczego… Uśmiechnąłem się sam do siebie… Po chwili mój uśmiech zbladł, przycisnąłem mocniej pedał gazu… Jechałem tak przez puste ulice, aż nagle na drogę wyskoczył mi jakiś pieszy… ledwo zdążyłem wyhamować, ale tuż przed pasami dla pieszych zatrzymałem samochód… Przechodniem okazała się stara pani w podeszłym wieku, która wyglądała jakby była siostrą bliźniaczką samej królowej! Uśmiechnąłem się do niej, a ona odwróciła wzrok i przechodząc na drugą stronę mruknęła coś o dzisiejszych kierowcach… Na ten komentarz zmarszczyłem brwi, bo nie sądziłem, że osoba wyglądająca tak… hmmm… arystokratycznie, może znać takie słowa… Kiedy staruszka przeszła znów ruszyłem, ale tym razem zdecydowanie wolniej, by móc zastanowić się nad sobą… Moje myśli biegły jednak w  jednym kierunku – Ona… Fakt, czasem bywam uparty i przesadzam, ale tym razem pobiłem samego siebie… Nakłoniłem ją do złego… Ale czy to, że poszło mi tak łatwo, nie znaczy, iż ona czuje to samo co ja…?

~~VII osoba~~
Uwielbiam porządki! Byłam właśnie w moim pokoju i zaczęłam sprzątać w szufladach… Znajdowałam stare płyty, zeszyty, plakaty i pocztówki wysyłane z świata… Miałam dzisiaj nawet miły dzień, aż trudno w to uwierzyć… Teraz czekam tylko na coś co może popsuć mi ten humor… A jeśli chodzi o dobry dzień, to mam na myśli to iż cierpię i jestem w dołku od pewnego czasu, ale jakoś ten dzień wydaje mi się jaśniejszy… Jakby ktoś za pomocą czarodziejskiej różdżki przepędził burzowe chmury… Czytam właśnie mój stary pamiętnik z 5 klasy gimnazjalnej… ale ja miałam przygody… wstałam z podłogi i schyliłam się do szafki na dole… Zaczęłam ją opróżniać i przeglądać jej zawartość… Radio cały czas grało hitu ostatniego miesiąca… Wyjęłam właśnie stos kartek i innych notatek, które posegregowałam i poukładałam w stosiki w zależności czego dotyczyły… Już byłam dumna z mojej pracy, chociaż wiedziałam że to nie koniec… Nagle natknęłam się na coś w twardej, wyblakłej, niebieskiej okładce… Na początku myślałam, że to album ze zdjęciami moich rodziców albo i nawet dziadków… Nie wiedziałam co on tutaj robi, otworzyłam na pierwszej stronie i już wiedziałam, że to nie ich album, lecz mój… Zaczęłam przeglądać strony oglądając kolorowe fotografie… Wszystkie przedstawiały mnie i go, jak jesteśmy razem jako para, jak jesteśmy szczęśliwi… Te wspomnienia wydawały mi się jeszcze nie dawno takie dawne, ale teraz wszystko wróciło… Cały ból po tym co się wydarzyło… Łzy napłynęły mi do oczu… Nie będziesz mi tu ryczeć z jego powodu! Zrozumiano? I wtedy jak na zawołanie, w radiu puszczono właśnie tę piosenkę… I wtedy już nie wytrzymałam! Położyłam się na podłodze i zaczęłam spazmatycznie płakać…

~~VIII osoba~~
Byliśmy teraz w trasie koncertowej i jechaliśmy akurat autobusem… Wszyscy uważają, że nie ma ze mną kontaktu… że jestem jakiś nieobecny… jakiś roztargniony… Mieliśmy na razie dwa koncerty i na dwóch się pomyliłem z tekstem… a wszystko przez nią… Nie ma jej tu, ze mną… Czuję się ociężały… Nie tak jak wtedy kiedy ona jest w pobliżu… Wtedy czuję się lekki i żywy… Chłopcy sobie żartują, że jestem zakochany… Ale czy ja naprawdę mogę…? Jeszcze nigdy nie czułem czegoś tak mocnego do drugiej osoby… Ale to nie może być to uczucie, o którym mówią, prawda? Motyle w brzuchu i radość na sam jej widok, głos… nic nie świadczą, co nie? Nigdy nikt nie spowodował, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować… Mam mętlik w głowie, a moje myśli ograniczają się tylko do niej… Nie mogę być zakochany, nigdy nie byłem i tym razem też nie jestem! Chyba, że w końcu się to komuś udało… Jak ona skradła moje serce? Czemu jej teraz przy mnie nie ma? Ja jestem tu, a ona tam… 

~~IX osoba~~
Wylegiwałam się w łóżku, po czym wstałam i udałam się do kuchni… Zrobiłam sobie śniadanie… Prawie spaliłam kuchnię po tym, jak zaczęłam myśleć czy dobrze zrobiłam… Tęsknię za nim… Myślałam, że to będzie tylko przelotny flirt, romans… ale to zaczęło być czymś więcej… Zrobiłam jajecznice i usiadłam przy stole. Spojrzałam na mój talerz… Znajdowało się na nim to, co oboje lubiliśmy najbardziej – jajecznica na boczku  z maślanymi grzankami… Zjadłam śniadanie i popiłam je kawą. Pozmywałam naczynia i szłam w stronę pokoju by się przebrać, kiedy nagle poczułam nieprzyjemne, znane chyba każdemu, uczucie… Rzuciłam się pędem do toalety… Nachyliłam się nad muszlą klozetową i zwymiotowałam… Odsunęłam się od klozetu i wytarłam usta dłonią, czułam się lekko skacowana… Czy te jajka były zepsute? Nie na pewno, nie! Chociaż… czy to na 100% była wina śniadania, a może czegoś innego? Otworzyłam ze zdumienia oczy! Nie to nie może być prawda… czy ja mogę…

~~X osoba~~
Leżałem i wpatrywałem się w widok za oknem… Byliśmy dzisiaj na imprezie, ale przez cały czas uciekałem myślami gdzieś indziej… do kogoś innego… Myślałem dużo o tym jak mnie potraktowała i o tym co zrobiła… Ale pomimo samych negatywnych stron, nadal jej potrzebowałem… nadal jej pragnąłem… Spojrzałem na szafkę nocną i wziąłem do ręki nasze wspólne zdjęcie w ramce… Fotografia przedstawiała szczęśliwą parę, ona całowała go w policzek, a on uśmiechał się jak gdyby to właśnie to, było najlepszym uczuciem pod słońcem! I to się zgadzało… jej usta były najlepszą rzeczą pod słońcem… Rozejrzałem się po pokoju… Nigdy nie lubiłem zbytniego przepychu, więc tutaj znajdowała się wysoka szafa z ubraniami, drzwi do łazienki, telewizor i dwie nocne szafki po obu stronach dwuosobowego łóżka… Tak, tego łóżka, w którym jeszcze niedawno sypiałem nie tylko ja… Znów spojrzałem na zdjęcie… Jak ona mogła wybrać, to co wybrała zamiast mnie? Tego nie mogę zrozumieć… Włożyłem zdjęcie do szuflady szafki i spojrzałem na sufit, po czym już na głos powiedziałem: "Oh, nie możesz bez niej żyć, co nie?" Głos mi się lekko załamał, ale również na głos odpowiedziałem: "Na to wygląda, przecież ją kocham". Łzy spłynęły mi po policzku…




 Opracowała: B - ale jestem zmęczona!! Mam nadzieję, że się spodoba!!

PS: Jest już trochę późno (ok.24), a ja co dziennie muszę wstawać 5 rano, więc czy po tym długim i wzruszającym prologu mogę wstawić jutro pierwszy rozdział...? Ale obiecuję, że napiszę go zaraz po tym jak wrócę ze szkoły!!