Pokazywanie postów oznaczonych etykietą story. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą story. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 października 2012

Przywitajcie E!! - nowy admin:D

Hi, hey, hallo! Witajcie kochane! Przepraszam, że dano mnie ni było mnie, ale cóż... Nauka, nauka i jeszcze raz  nauka! Nawet na Twittera nie miałam czasu wchodzić i kompletnie nie wiem co się dzieje w 1D World!! No, ale mniejsza z tym... Mam nadzieję, że mnie rozgrzeszycie, jak usłyszycie, że teraz mamy tydzień wolnego (przerwa jesienna w naszej szkole)! Więc postaram się nie tylko codziennie coś wstawiać, ale i pisać jak najwięcej i najlepiej, a mój pierwszy cel to : wszystkie dedykacje w końcu skończyć!! :D

Nie ważne.. Jak możecie zauważyć zmieniła się nasza nazwa... Hmm.... Tak! Doszła do nas nowa adminka!! Hip hip hura! Mam, a właściwie mamy nadzieję, że przyjmiecie ją gorąco i pokochacie równie namiętnie jak my! A teraz w skrócie opiszę naszą ukochaną E :)

E (bo tak się nazywa nasza nowa współautorka) - jest w naszej klasie i również kocha 1D. Ma największą słabość do Hazzy (dobrze, że ostatnio mam większą słabość do Nialla, bo... ), a jej cała historia z zespołem zaczęła się od nie niewinnego snu z Lou! Haha;D  E jest bardzo zabawna i wybucha nieplanowanymi, nagłymi atakami śmiechu. Jej kolejnym atutem jest również nieprzewidywalność oraz... gniew? E często złości się o byle co, ale równie jak szybko takie ataki złości przychodzą, tak i szybko odchodzą... Można więc ja nazwać mieszanką wybuchową, która potrafi być zarazem groźna i słodka, taki cichy morderca powiedzmy:D Co mogę dodać? A! Naszą E jest nie kto inny jak MissLove, która zajęła 2 miejsce w naszym konkursie:) Bardzo często mam okazję czytać jej pracę, wieć dodam, że ma lekki styl, ale zabawny, a jej historię są bardzo nieprzewidywalne - cała E! :D 

Mam nadzieję, że wam się spodoba, a i jeszcze jedno...Dzięki E będzie się coś więcej działo na blogu;D 

Coś wprowadzić nasze nowo powstałe Trio w nową erę:) 

Całusy i viva la Polish Directioners!! 

Wasza B



środa, 10 października 2012

Tracz tarcicę tarł...

....tak w takt, jak takt w takt, tartak tarcicę tarł... 

Przepraszam, to moje ulubione zdanie, a nie wiedziałam jak nazwać post... Dzisiaj wstawię (zaraz!) pierwszy post ze zdjęciami mojej koleżanki... Po prostu nie wiem jak ona je obrabia, ale są świetne i trochę już sławne;D A teraz krótkie sprawozdanie... 
1. Lou będzie jutro, bo muszę się uczyć na biologię/polski/niemiecki/angielski... Ci nauczyciele serio nie mają co robić -.- Ale to, że ciągle przekładam Lou, to obiecuję, że będzie na serio, serio długi ten imagine!!
2. Dziękuję za komentarze, kocham was:*
3. Jeśli ktoś chciałby mnie poprosić o napisanie dla niego imagina, to proszę pisać w komentarzach pod byle jakim postem lub na maila everydaythinkabout1d@gmail.com :) Będę wdzięczna za nicka/imię i jakieś słowa klucze... Alicja ciebie też się to tyczy, kochana!!:*
4. Pomyślę o konkursie z np. biżuterią z ich imionami, nazwą zespołu... ;)
5. Już niedługo dobijemy do 34 tysiaków!! *-* Viva la Polish/Russian Directioners!! :*

Wasza B






wtorek, 9 października 2012

"So What"- rozdział 6 - (part I)

   Dobra, parę osób prosiło, to jest! Ta da! Rozdział dedykuję vanillacookie, która jest chyba największym fanem opowiadania, dzięki ci VC:* 
   Pod tym postem macie wstawioną część napisaną dla X, bo ona chciała, żeby była opisana "noc" (if you know what I mean), więc napisałam imagine uzupełniający (ten rozdział) o charakterze 18+ dla niej... ( imagine tutaj!! ) Kochana, to ty jesteś zboczuchem męcząc mnie o to!!
   No a teraz, co do tego rozdziału... Proszę o wyrozumiałość, bo muszą być zwroty akcji i muszę się na kimś/czymś wyżyć... Dlatego jest bardzo długi, jakoś tak... (jeśli nie pamiętacie co się działo w 5. rozdziale to wstawiam linka i obiecuję co najmniej 2 rozdziały tygodniowo: "So What" - rozdział 5 ) A i dzisiaj przywitajcie nową postać... ( spis postaci tutaj!! )A teraz...rozdział najbardziej rozłożony w czasie...Ready, steady, here we go!

------------------------------------------------------------------------------------------------

<< 2 dni po poprzednim rozdziale >>

~~ Melissa ~~
Otworzyłam oczy, oparłam się na ramionach, wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Z rezygnacją opadłam na łóżko, głowa mi pękała. Od kilkudziesięciu dni mało sypiam, bo pracuję do późna w nocy nad tym projektem muzealnym, a jeszcze wczoraj byliśmy na imprezie urodzinowej u Katie, przyjaciółki Liama. Ona jest na serio miłą i fajną dziewczyną, przyjemnie spędza się z nią czas. Liam był wczoraj zaskoczony, że impreza była typu: Zaprosiłeś koleżankę, a ona zaprosiła koleżanki, które zaprosiły jeszcze kilka innych osób... Ale naprawdę to była jedna z lepszych domowych imprez na jakich byłam! Ach, gdyby tylko nie ta głowa i uczucie mdłości... Powinnam już wstać, o 14 jestem umówiona na dopieszczenie ostatnich szczegółów i nasza wystawa muzealna będzie gotowa! Wreszcie będę miała trochę luzu i czasu dla siebie... dla nas... Obróciłam głowę w stronę śpiącego obok mnie Liama... Wyglądał tak słodko kiedy spał...Ale już nie spał...
- Witaj śliczna - uśmiechnął się, a ja nie byłam wstanie tego nie odwzajemnić... - Mały kac, co? - uśmiechnął się szerzej, a w odpowiedzi zakryłam sobie twarz poduszką... Liam pogładził mnie po włosach, które rozpływały się na łóżku...
- Daj mi umrzeć samotnie! - wypowiedziałam przed poduszkę... Liam się zaśmiał i to takim serdecznym śmiechem, że od razu odrzuciłam poduszkę i na niego spojrzałam. Pogładził mnie po włosach i nadal uśmiechał się jakoś za szeroko, nawet oczy mu się śmiały!
- Pamiętasz tą wspaniałą noc? - powiedział patrząc mi w oczy...
- Panie Payne, to że mam kaca nie znaczy, że nie pamiętam czemu w większej mierze jestem zmęczona... - lekko się uśmiechnęłam, ale chyba to był uśmiech Mona Lisy, bo na więcej mnie nie stać przez to zmęczenie.
Zamiast się ze mną droczyć, Liam wstał i poszedł nam przygotowywać wspólną kąpiel w wannie połączonej z prysznicem. W tym czasie mogłam przynajmniej poumierać w samotności. Liam wręcz zaniósł mnie do wanny i włożył do gorącej wody, a ja lekko westchnęłam. Mój chłopak zawsze wiedział, co dla mnie najlepsze. Do wody było dorzucone jakieś zioła i olejki - zapach był niesamowity, a woda wydawała się jeszcze milsza niż zwykle... Nie tylko przez temperaturą, ale przez to, że olejki sprawiały, że miało się uczucie bycia w płynnym jedwabiu. Usiadłam w połowie wanny, a Liam usiadł za mną. On usiadł popierając się o ścianę wanny i przyciągnął mnie do siebie... Oparłam się o niego i czułam jego muskularny tors. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął śpiewać mi do ucha i obmywać moje ręce gąbką. Żadna kąpiel, nawet ta w SPA, w którym błam tylko raz w życiu, nie mogła się równać z tą teraz. Byłam bardzo zmęczona, a Liam sprawiał, że się odprężałam i zaczęłam odpływać w krainę Morfeusza.

~~Liam~~
Zasnęła w wannie, aż się zaśmiałem, że miała takiego kaca giganta. Ubrałem ją w piżamę i zniosłem na dół, gdzie w salonie położyłem ją na kanapie. Tak słodko wygląda, jak spała... Zrobiłem jej śniadanie, ale kiedy się przebudziła najpierw dałem jej aspirynę i wodę, bo moja księżniczka nie może cierpieć... Do godziny 13 był to prawdziwie sielski dzień! Spaliśmy nawzajem, oglądaliśmy filmy i się dużo śmialiśmy... Chciałbym, żeby każdy dzień w tygodniu był taki jak ten... Nie licząc drobnego szczegółu, a mianowicie, Mellisa wyszła o 13:30 i poszła na spotkanie z tym sławnym projektantem Jakem. Patrząc na jej plecy wybierałem domowy numer Katie...

<< 4 tygodnie później >>

~~Melissa~~
Wyrwałam się z objęć Liama i pobiegłam do toalety. Kolejny dzień z rzędu budzą mnie mdłości. Nadal klęczę nad klopem, gdy Liam wchodzi do łazienki. 
- Powinnaś iść do lekarza... Może czymś się zatrułaś.. - mówi z troską w głosie i wyciera mi twarz. 
- Pójdę, obiecuję... A ty się nie przejmuj i idź na ten kurs... - odpowiedziałam, bo wiedziałam ile to dla niego znaczy. Liam zawsze pięknie śpiewał, ale ostatnio zaczął przywiązywać do tego większą wagę. Dostał się  na profesjonalny, całodniowy kurs ze sławnym artystą. Skakał co najmniej przez 3 dni, dopóki nie zaczęłam chorować. 
Po długim przekonywaniu, wreszcie wykopałam go z mieszkania, żeby w końcu poszedł, bo by się spóźnił. Podeszłam do lodówki i poczułam się niezmiernie głodna. Kiedy zjadłam 3 kawałek pizzy i planowałam, żeby zadzwonić do lekarza, do głowy wpadła mi pewna myśl, więc szybko ubrałam na piżamę płaszcz i pobiegłam do najbliższej  apteki...

<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.




 <<Ciąg dalszy rozdz.6 nastąpi dzisiaj>>



Opracowała: B - dla vanillacookie:* - Czemu nie było cię w szkole, ty przebrzydła?? ;D


Przepraszam, o 14 napiszę drugi part i obiecuję, że Lou też się pojawi jako imagine wieczorem!!


 PS Wiecie, że nasz Grzeczny chłopiec (Liam)  stracił dziewictwo w wieku 14 lat?? A jednak nie jest taki święty;D
PSS Alicja!! AAAAAA!! Napiszę coś chyba dla ciebie;D Napisz tylko o kim:D
PSSS Gdyby ktoś miał prośbę, to proszę walić prosto z mostu i prosić o imaginy z dedykacją... To jest strasznie miłe kiedy ktoś się zgłosi...
PSSSS AAAA!!! Mamy prawie 33 300!! Kocham was:* Viva la Polish Directioners!!:D

niedziela, 7 października 2012

Imagine - Harry (XI)



Błagam wszystkich jeszcze raz o rozgrzeszenie... A teraz Hazza dla MissLove, która rozśmiesza mnie na skypie, i która codziennie śni o Hazzacondzie XD Kocham cię śliczna i dzięki za te kilka zdań o Niallerze + za wsparcie każdego dnia:* 
PS Pomysłodawcą do tych scen, bez udziału głównej bohaterki [ty], była właśnie wyżej wspomniana, a ja tylko rozwinęłam jej myśli i ubrałam w język:) Więc wyliczam ją jako współtwórczynię:D
PSS Spokojnie Miss, to nie jest 18+ ;D
PSSS Wyznałam moje uczucia do kolegi ze szkoły na łamach bloga, a vanilliacookie cieszy się z tego bardziej ode mnie, że wreszcie sobie to uświadomiłam...Zawsze spoko :) - napiszę dla cb jutro rozdział, oki?
PSSSS Dzięki Żaba:* Ale i tak kocham tego idiotę...
PSSSSS Męczę was strasznie tymi "post scriptum", więc...
----------------------------------------------

Mieszkasz w Polsce i jesteś 16latką, a twoja najlepsza przyjaciółka wyjechała do Anglii kiedy obie miałyście 14 lat. Wtedy zżerała cię zazdrość, bo zawsze chciałaś mieszkać w tym wspaniałym miejscu, ale ta zazdrość nie mogła się równać z uczuciem, które ukłuło cię kiedy została przyjaciółką chłopaków z twojego ulubionego brytyjsko-irlandzkiego zespołu. Jednak, jak szybko to uczucie przyszło, tak szybko poszło...  Nadal najlepiej dogadywałaś się z nią pomimo tych dwóch różnic... W każde ferie jeździłyście do siebie nawzajem i spędzałyście każdą chwilę we dwójkę, ale w tym roku wakacje miały być jeszcze lepsze, bo miałaś poznać chłopców z One Direction! Nie mogłaś doczekać się przerwy, bo jesteś oddaną Directionerką i nie wyobrażasz sobie życia bez chłopców.
Dlatego wakacje zbliżały się dla ciebie strasznie wolno, a kiedy wreszcie nadeszły, byłaś wniebowzięta! Najpierw spędziłaś kilka dni w Polsce z przyjaciółką... Świetnie się bawiłyście razem i nie zauważyłaś jak nadszedł dzień odlotu. Kiedy siedziałaś już w samolocie strasznie się denerwowałaś...Tak mocno, że zaczęły ci się pocić ręce.
- Hej... - przyjaciółka objęła cię ramieniem. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. To tylko lot samolotem, nic się nie stanie - dodała krzepiącym głosem. Wiedziałaś o co jej chodziło. Nigdy nie latałaś samolotem i dziewczyna musiała wziąć to jako przyczynę twojego stresu, a ty bez wahania wyłożyłaś kawę na ławę, co cię zdziwiło, bo zwykle nie jesteś taka bezpośrednia.
 - Nie o to biega... - spojrzałaś koleżance w oczy i zauważyłaś troskę na jej pięknej twarzy. Zawsze zazdrościłaś jej urody, chociaż sama byłaś całkiem-całkiem. Przerwałaś rozmyślenia i dodałaś jeszcze pewniej siebie. - Nie chodzi o lot, tylko o to, że... - ugryzłaś się w język. "Czy ona musi to wiedzieć?" - zadałaś sobie pytanie w myślach i opuściłaś wzrok na swoje splecione dłonie na nogach...
- Powiedz, co jest nie tak... Nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę. - przyjaciółka przewróciła teatralnie oczami i uśmiechnęła się sympatycznie, nie sposób nie odwzajemnić  takiego uśmiechu.
- Boję się, że mnie nie polubią... - wybąkałaś, a dziewczyna wybuchła śmiechem. Podniosłaś wzrok i poczułaś jak fala zdziwienia, jak i złości rozlewa się po twoim ciele. Zaczęła ci pulsować skroń. - Co się lejesz? Nie moja wina, że ty mieszkasz z nimi, a ja od zawsze marzyłam, żeby przynajmniej ich zobaczyć. Wiesz co... - wybuchłaś i znów ugryzłaś się w język zanim dodałaś coś, co mogłoby sprawić, że nie odezwiecie się do siebie przez cały lot. Ale wszystko co powiedziałaś było prawdą... Kochałaś swoją przyjaciółkę bezgranicznie, byłyście jak siostry, jednak ukrywałaś to, że zazdrościsz jej, iż ty nigdy nie spotkałaś 1D, a ona  miała swój własny pokój w ich gigantycznej, wspólnej willi.
- Przepraszam... - powiedziała Zuza, bo to tak miała na imię twoja przyjaciółka, czy jak mówili na nią Anglicy - Susan. Skrzyżowałaś ręce na klatce piersiowej, przyjmując postawę zamkniętą. - Rozumiem twój wybuch złości, ale zrozum... - Podniosłaś wzrok na jej twarz i przestałaś się burmuszyć. - Zaczęłam się śmiać, bo wydało mi się głupie to co powiedziałaś. Jak można nie polubić takiej wspaniałej dziewczyny jak  ty! 
Nic nie odpowiedziałaś, tylko najzwyczajniej ją przytuliłaś, a ona to odwzajemniła. Przez resztę lotu rozmawiałyście i się wygłupiałyście. Nie zauważyłyście kiedy już stałyście na lotnisku i wsiadałyście do taksówki, w której obie zasnęłyście zmęczone. Sądziłaś, że to niemożliwe z podekscytowania, bo zaraz twoje największe marzenie się spełni. Kiedy nareszcie, o zachodzie słońca, zajechałyście pod dom, serce waliło ci młotem. Susan zapłaciła za taksówkę i otworzyła wam drzwi swoimi kluczami. W środku panowały kompletne ciemności egipskie. Susan szukała włącznika i kiedy go zapaliła waszym oczom ukazał się ogromny salon. 
- No to tutaj... - Sue machnęła ręką, jakby to nie było nic wielkiego, chociaż i tak wiedziałaś, że przyjaciółka jest pod ogromnym wrażeniem pięknego pomieszczenia. 
Nagle zza kanapy wyskoczyła piątka chłopaków i krzyknęła "Niespodzianka!". Twoja przyjaciółka przewróciła oczyma i wybuchnęła śmiechem, a ty... Ty stałaś nieruchomo, a twoje źrenice powiększyły się do wielkości pięciozłotówek. Chłopcy podeszli do was. Wszyscy... cała piątka stała teraz przed tobą i wyglądali tak jak zawsze, czyli wręcz nie do opisania! Stałaś oniemiała...
- [Twoje imię]? To jest 1D! 1D to jest [T.I.]! - krzyknęła entuzjastycznie Susan, a ty uśmiechnęłaś się lekko, próbując się opanować. 
Nagle podszedł do ciebie Harry i wyciągnął w twoją stronę dłoń, spojrzałaś na nią i ją uścisnęłaś, a chłopak podniósł ją do ust i delikatnie pocałował jej wierzch. Śledziłaś każdy jego ruch. 
- Cześć, jestem Harry - powiedział tym swoim seksownym głosem z brytyjskim akcentem i na końcu uśmiechnął się uśmiechem, od którego mdleją wszystkie kobiety świata. 
A ty? Ty wybuchłaś histerycznym śmiechem, bo to była właśnie twoja reakcja na stres. Nie mogłaś się powstrzymać, śmiałaś się w kółko. Harry złapał jedną ręką twoją rękę i pomachał drugą przed oczyma, żeby sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku. A ty zaczęłaś się śmiać jeszcze bardziej, Harry próbując cię uspokoić pochylił się bardziej, a on objął cię w talii... Chłopak coś jeszcze mówił, ale czułaś, że odpływasz... Najzwyczajniej w świecie zemdlałaś!! I upadłabyś, gdyby Harry cię nie złapał. 
- To... ona tak często? - zaczął rozmowę niepewnie Liam, kiedy Harry niósł cię na kanapę w salonie.
- Tak, ale nigdy na tak długo. - odpowiedziała Sue lekko przestraszona.
- To my tak na nią działamy? - spytał Zayn pewny swego i poruszył śmiesznie brwiami.
- Wiecie, co... Zaniosę ją do mojej sypialni, tam będzie jej wygodniej niż na kanapie... - powiedział Hazza, biorąc cię na ręce. Harry zaniósł cię do swojego pokoju i położył delikatnie na łóżku dwuosobowym, w którym sypiał. Przykrył cię pościelą. Chyba zaczynałaś wracać do świata żywych, bo poczułaś jak chłopak składa delikatny pocałunek rozgrzanymi wargami na twoim czole, ale go nie zatrzymałaś tylko poszłaś spać, bo kręciło ci się w głowie. 
Kiedy Harry zszedł na dół, wszyscy śmiali się przed już włączonym telewizorem...
- Masz bardzo roześmianą koleżankę Susan... - zaśmiał się Lou, po czym dodał - Ale Niallowi nie przypadłaby do gustu. - zaśmiał się bardziej i klepnął wspomnianego. Susan poczuła ulgę, od zawsze podobał się jej ten Irlandczyk, ale byli tylko przyjaciółmi.
- Taa... chyba za to podoba się Harry'emu... - zauważył Mulat, kiedy loczkowaty był już przy kanapie i sadowił się w fotelu.
- Uuuu... O wilku mowa! - mruknął pod nosem Liam. 
- Znowu mnie obgadujecie? - pyta chłopak z udawaną urazą w głosie, po czym się uśmiecha.
- Zjadłbym coś, głodny jestem... - powiedział Irlandczyk.
- Jakby to była jakaś nowość - zauważył głucho Lou i przewrócił oczyma, przez co dostał kuksańca w bok od Nialla.
- A ty Sue zjadłabyś coś? - spytał się dziewczyny Nialler.
- Wow, nie spodziewałam się usłyszeć taką propozycję z twoich ust... - odpowiedziała Susan ze zdziwieniem i podziwem. - Co byś zaproponował, Kucharzu Horan??
- Myślałem, że ty coś zrobisz... - mruknął, po czym dodał widząc wzrok dziewczyny - W końcu tak dobrze gotujesz! - powiedział miłym głosem, a reszta przytaknęła. 
- No nie wiem... - Sue spojrzała na Nialla.... Jego włosy, oczy i cała reszta... - No dobrze - dała za wygraną - Ale nie wchodźcie mi do kuchni!!
Po zbiorowym przytaknięciu Sue poszła do kuchni oddzielonej ścianą od salonu i zaczęła robić swoją słynną zapiekankę z kurczaka. Już się przyzwyczaiła do gotowania dla tych wiecznie głodnych mężczyzn...  Nagle Sue zaczęła słyszeć strzępki rozmów prowadzonych przyciszonymi głosami. Włożyła danie do piekarnika i podeszła do ściany, żeby lepiej słyszeć...
- Musisz jej powiedzieć... - sugerował Zayn. 
- Ale jeśli ona... - wykłócał się Niall. Serce Susan zabiło szybciej.
- Niall! Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz - wtrącił mu się Liam.
- Ale co mam jej powiedzieć: “Hej, nie wiem czy wiesz, ale zakochałem się w tobie!... Nie czujesz tego samego, oh jaka szkoda mielibyśmy ładne dzieci!;)”, a może zaśpiewać jej “Hey, we’re the best friends, and this is crazy, But you’re beautiful, so let’s have baby? - odpowiedział krzycząc, a nie mówiąc.
- Bądź ciszej, bo wszyscy się tu zlecą! - warknął Liam, co mocno zdziwiło podsłuchującą dziewczynę.
- Niall, jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę, to musisz jej to powiedzieć... - dodał Zayn spokojniejszym tonem niż jego kolega. Susan nagle przypomniała sobie o zapiekance w piekarniku, kiedy poczuła w nozdrzach smród spalenizny. Podbiegła do piekarnika i zobaczyła, że nic już nie da się zrobić z daniem - istny węgiel! Zapach musiał się szybko roznieść, bo zaraz chłopcy zlecieli się z pokoju obok.
- Co tu się stało? - zapytał Harry.
- Skąd ty tutaj! - wskazał ruchem głowy loczkowatego. - Przecież co chwilę gdzieś znikasz nie wiadomo gdzie, a może nie do końca... - mrugnął jednym okiem Zayn, bo doskonale wiedział, że Harry chodzi do swojej sypialni, patrzeć jak śpisz. Hazza kopnął Mulata z całej siły. - AŁA! Za co to?!
- Wydaje mi się... - wtrącił się Lou. - Że nasza kuchareczka jest rozkojarzona... może się zakochała... - wzniósł oczy ku niebu i po chwili został trzepnięty w głowę rękawicą od wspomnianej.
- Weźcie otwórzcie okno, czy coś, bo zaraz się tu wszyscy udusimy - powiedział Liam, który po wywietrzeniu całego domu, zrobił dla wszystkich jajecznicę, bo jak można się domyślić nie dopuszczali Sue do kuchni. Wszystkich trochę denerwowało to, że Harry "latał" co 5 minut na górę... Wszyscy zjedli kolacje, ale KOMUŚ było mało, więc podgrzał sobie dwa kawałki pizzy. Susan w ramach rehabilitacji poszła pozmywać i pomimo, że słyszała przytłumione głosy, to nie podsłuchiwała, bo wiedziała że to nie ma sensu... Kiedy dziewczyna wróciła do salonu, chłopcy zaproponowali obejrzenie jakiegoś filmu.
- Ja wybieram! - krzyknął Irlandczyk.
- No czemu ty? - zapytał Liam.
- Bo nie mam ochoty oglądać po raz setny Toy Story znając zakończenie... - wrócił do przeglądania pudełek z filmami... - O! Halloween z 1978! - krzyknął szczęśliwy wybierając horror. Niall liczył, że wybierając ten film będzie mógł chociaż przytulić Susan, ale jak się okazało, ta się wcale nie bała, tylko wręcz kochała grozę! Harry patrząc na Nialla i Susan, jak sobie wyjadają nawzajem popcorn i jak "przypadkowo" się dotykają, poczuł się zmęczony, a może znudzony...
- Wiecie, co... Idę spać. - rzucił wstając.
- Taa... Pozdrów Królewnę Śmieszkę od nas. - odpowiedział mu Lou z lekką zazdrością w głosie.
Harry wszedł po schodach, a kiedy był już w swoim pokoju, nie zważając na ciebie - wyciągnął się na swoim łóżku i odszedł w krainę Morfeusza. 
Obudziłaś się i rozejrzałaś po pokoju, co nie było trudne, bo jedna z lampek nocnych się paliła. Oniemiałaś kiedy zauważyłaś swojego idola tuż obok siebie. Dotknęłaś jego ramienia i nachyliłaś się do jego ucha.
- Harry? - zawołałaś melodyjnym i słodkim głosem.
- Mmmm.... - wymamrotał chłopak i obrócił  się do ciebie plecami.
- Harry? - powiedziałaś już mniej spokojniej, bo łatwo było cię wyprowadzić z równowagi.
- Ta... hm.. aha... - bełkotał, a ty już nie wytrzymałaś.
- HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES!! - wrzasnęłaś. 
Hazza od razu się wyprostował i spojrzał na ciebie oczami wielkości pięciozłotówek, po tym jak je przetarł.
- Tak? To znaczy... ja..  przepraszam... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie to ja przepraszam, chciałam się o coś spytać - powiedziałaś zażenowana swoją reakcją.
- Tak... Pytaj o co chcesz bejbe - mrugnął do ciebie i się uśmiechnęłaś, ale po chwili uśmiech nikł na twej twarzy, a źrenice zaczęły się rozszerzać. Chłopak siedział przodem do ciebie, do tego bez koszulki... Penetrowałaś wzrokiem jego idealny, nagi tors, który przy każdym ruchu się napinał... Zjeżdżałaś (wzrokiem) coraz niżej, aż zatrzymałaś się na gumie od bokserek wystającej z dopasowanych (if you know what I mean) jeansów. Po chwili się opanowałaś i spojrzałaś na twarz chłopaka. Harry miał minę zadowolenia, bo wiedział CO przykuło twoją uwagę...  Jednak po chwili twarz Brytyjczyka opanował spokój. Harry wyciągnął rękę w twoją stronę, ściągnął ci gumkę z włosów i trochę je rozczochrał. 
- Teraz wyglądasz pięknie - wyszeptał.
Siedzieliście naprawdę bardzo blisko siebie. Ty po turecku, a Hazza miał trochę zgięte/nie w pełni wyprostowane nogi po twoich bokach. Na komentarz loczkowatego, opuściłaś wzrok. Harry chwycił cię za podbródek i go podniósł tak, że patrzyłaś mu teraz w oczy. Chłopak zaczął zmniejszać przestrzeń między waszymi twarzami, przyciągał cię za podbródek oraz sam się pochylał. Wiedziałaś, co zaraz się stanie, więc zamknęłaś oczy.  Harry delikatnie musnął twoje wargi swoimi, po czym odsunął cię od siebie i spojrzał ci w oczy, jakby pytając czy może. Na twoje lekkie skinienie głowy, chłopak puścił twój podbródek i wplótł palce w twoje włosy. Wasze usta znów się złączyły, a ty odkryłaś, że idealnie do siebie pasują. Harry całował cię delikatniej, ale mniej niż za pierwszym razem, czułaś smak jego ust... zastanawiałaś się jak to jest możliwe, że smakują one truskawkami. Nie mogłaś się powstrzymać i przyciągnęłaś go mocniej dłonią, którą położyłaś na jego karku. Wasze oddechy zaczęły robić się płytsze. Zaczęliście całować się bardziej namiętnie, wasze języki zajęte były tańcem, kiedy ty kładłaś rękę na rozgrzanym torsie swojego wybranka. Widać było, że teraz oboje zapomnieliście się w czynnościach, które właśnie was zajmowały. Harry położył swoją dłoń na twoim biodrze i wasze pocałunki stały się naprawdę ostre. Chłopak położył cię na łóżku i zdjął ci koszulkę, nie protestowałaś... Nigdy z nikim nie wymieniałaś tak namiętnych pocałunków, jakie teraz dzieliłaś z jego truskawkowymi wargami. Harry pochylał się nad tobą, lekko się uniosłaś i sięgnęłaś ręką do zapięcia od stanika. Odpięłaś go i już chciałaś go zdejmować, ale on zorientował się co robisz i przerwał pocałunki, opierając swoje czoło o twoje. Próbowaliście wyrównać oddech sapiąc, trudno było wam złapać dech.
- Nie możemy... - wyszeptał Harry, spojrzał ci w oczy i powtórzył. - My nie możemy. - wstał, wziął koszulkę i wyszedł z pokoju. 
Wyprostowałaś się i usiadłaś. Nie mogłaś uwierzyć... Podkuliłaś nogi i ukryłaś twarz w dłoniach. Kiedy ty próbowałaś opanować łzy, Harry wściekły na rzucał pirunami...
- Widać, że obudziłeś królewnę pocałunkiem - mruknął Zayn, kiedy chłopak go mijał
- Taa... Mogliście być trochę ciszej. My tu film oglądaliśmy... - powiedział bez wyrazu zazdrosny Lou. 
Harry pobiegł do kuchni, a Susan pobiegła zanim. Nakryła chłopaka jak ukrywa twarz w dłoniach.
- Co się stało, Styles? - zapytała zmartwiona.
- Jestem beznadziejny! Tylko jedno mi w głowie... - krzyknął wściekły na siebie.
Reszta też pojawiła się w kuchni. 
- No to fakt, ale spoko to normalne.... Jesteś facetem... Chyba, że czegoś nie wiemy... - powiedział Niall uśmiechając się, ale kiedy Hazza spojrzał na nie go wilkiem, ten od razu przeprosił.
- Kiedy ją zobaczyłem... Wiedziałam, że to będzie ta... ale... spaprałem, jak zwykle - wydusił Harry, opuszczając wzrok. Liam klepnął go po ramieniu.
- Jeszcze wszystko możesz zmienić... - powiedział Daddy Direction. - Spójrz tylko na tych dwoje... - machnął ręką w kierunku trzymających się za rękę Sue i Nialla...
- Eemm... -rozległ się głos za nimi, wszyscy się obrócili i spojrzeli na ciebie. Oczy zaszły ci mgłą, kiedy zobaczyłaś złączone dłonie twojej przyjaciółki i Irlandczyka. - Ja pójdę się przejść - rzuciłaś i biegiem wyszłaś przed posesję. Słyszysz za sobą głos, ale się nie odwracasz, idziesz w kierunku, chyba ogrodu, nie zważasz, że zaczęło kropić.... Nagle silna dłoń łapię twoją rękę i przyciąga do siebie.
- Ja nie chcę, żeby to tak wyszło. - mówi Harold, który zmusił cię żebyś stanęła do niego przodem. W innych okolicznościach cieszyłabyś się z tego, że jest od ciebie wyższy i spogląda na ciebie z góry, ale teraz nie chciałaś tego. Byłaś smutna i zła, w takich momentach zawsze uciekasz od innych, ale nie tym razem. 
- Ja... ty... - zaczynał, a mżawka przerodziła się w delikatny deszcz.... 
- Ty jesteś tą jedyną [T.I.], nie chcę cię stracić... Na górze uznałem, że to nie idzie tak jak powinno. Bo to może i jest szalone, ale ja czuję... Ja czuję, że cię ko... - przerwałaś mu namiętnym pocałunkiem. 
- Ja ciebie też kocham, ty mój idioto. - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko. Teraz to już na serio się nieźle rozpadało, ale nie zwracaliście na to uwagi, byliście teraz tylko wy.
- Czyli mam u ciebie szanse? - spytał przygryzając na końcu wargę.
- Zastanowię się... - odparłaś filuteryjnie.
Harry objął twój policzek i znów połączył was długi i namiętny pocałunek. 
Jak się miało okazać to nie był twój ostatni pocałunek w ulewie z tym truskawkowym chłopcem.

KONIEC


Opracowała: B - dla MissLove na niedzielne smuteczki:)


PS  Jutro napiszę rozdział "So What" dla vanillacookie - przepraszam nie zdążyłam dzisiaj, jutro ci powiem czemu:)
PSS We wtorek napiszę imagine z Lou, a potem już nie wiem...Coś się wymyśli, a może ktoś mnie poprosi, żebym dla niego napisała... I dzięki wszystkim osobom, które sprawdzają/czytają/komentują... Kocham was!! :D



piątek, 27 lipca 2012

Okey...

Dzisiaj coś wstawię... obiecuję... tylko nie wiem co to ma być... I twittera muszę sprawdzić, co nasi chłopcy porabiali przez ten czas co mnie nie było... Tak mi głowa pęka... Posprzątałam dzisiaj cały dom i jestem w trakcie gotowania obiadu dla calutkiej rodzinki...I teraz idę czytać imagina urodzinowego od X, bo kochana nic mi nie mówiła, że go napisała... I jeszcze wieczorem leci "Lara Croft:Tomb Rider:Kolebka Życia!"!! No dobra... biorę się w garść i coś dzisiaj wstawię... Mam tylko wewnętrzną walkę, czy to ma być imagine, czy rozdział... Chyba napiszę imagin... albo rozdział... Pomożecie?? Piszcie co wolicie!
Wasza B

PS: I tak przy okazji... Jak wam mijają wakacje? Gdzieś byliście? Albo jakieś plany? Podzielcie się!!



 

środa, 4 lipca 2012

"So What" - rozdział 5 (I jednocześnie 99 post!)

Kolejny rozdział.... Którego nie mogłam się doczekać, bo wymyśliłam go miesiąc temu, ale cóż... Oceny same się nie poprawią:D Mam nadzieję, że wam się spodoba i błagam napiszcie co sądzicie o tym opowiadaniu i proszę o odpowiedź na pytanie: "Czego chcecie więcej?" a) (naszych wspólnych) imaginów b) rozdziałów c) imaginów i rozdziałów... Taaa... dobra... To zapraszam do czytania, enjoy:D
PS:Tak na marginesie to już nasz 99 post:D Następny to będzie 100!! Jej!:)
PSS:Przepraszam, że skaczę tak od postaci do postaci, ale są sytuacje, które muszą następować po sobie, a po prostu czasem brzmią lepiej z punktu widzenia innego bohatera...No nie ważne...

 

<< Niecały tydzień od poprzedniego rozdziału >>
                         
                          ~~ Melissa ~~
Widzę samą ciemność, aż nagle jakiś czynnik wybudza mnie ze snu… Z trudem otwieram oczy i po chwili myślę: ”Nic się nie dzieję… To tylko chrapanie…”. Uśmiechnęłam się sama do siebie pod nosem, on zawsze chrapie...spojrzałam przed siebie… Zauważyłam kilka rozrzuconych drobiazgów na podłodze. Już musiała być szósta, bo zza firan prześwitywało poranne, budzące się słońce… Znów się uśmiechnęłam, uwielbiałam poranne słońce prawie tak samo, jak wylegiwanie się do późna w łóżku… Liam zawsze się śmiał, że uwielbia we mnie te drobne sprzeczności… Sięgnęłam po telefon, żeby zobaczyć która godzina i znów się nie zdziwiłam… Była 5:50, a ponieważ wyjść musiałam dopiero o 11:00, stwierdziłam iż nie ma to sensu i po prostu wrócę do spania… Już zamykałam oczy,  kiedy poczułam ciepłe usta składające czuły pocałunek na mojej szyi…
- A co robimy o takiej godzinie? – spytał mój chłopak jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy… Liam zawsze mnie przytulał kiedy spaliśmy… To było takie słodkie, budzić się każdego ranka w jego objęciach, zaczynać każdy ranek w jego objęciach. Wiedziałam, że nie spotka mnie nic złego w jego czułych, ale zarazem silnych ramionach… Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego mocniej, a każdy kto by nas zauważył, zrozumiały że jestem zadowolona, bo moim szerokim uśmiechu… Liam pocałował mnie bardzo delikatnie w ucho i wtulił twarz w moje włosy…
- Uwielbiam ten zapach…

~~Liam~~
Zaśmiała się… Zawsze kiedy jej mówiłem, że uwielbiam zapach jej włosów, zawsze mnie wyśmiewała, mówiła że jestem głupi i mówiła jedno kluczowe zdanie, które musiałoby się pojawić za każdym razem, bo inaczej bym się bał że z Melissą coś jest nie tak, więc nie zdziwiłem się kiedy w odpowiedzi usłyszałem…
- To tylko szampon, głuptasie! –zaczęła się śmiać, kiedy zacząłem ją delikatnie łaskotać po brzuchu…
- Mówię to co chcę, to wolny kraj! – ponieważ trzymałem nogę na jej nogach, nie miała szans, aby uciec kiedy zacząłem ją mocniej łaskotać… Melissa tak się śmiała, że łzy zaczęły spływać jej po policzkach… Myśląc, że mam przewagę oparłem się na łokciach i nachyliłem się nad nią, przerywając na chwilę wcześniejszą czynność… I jak się okazało, moja dziewczyna nie była zupełnie taka bezsilna jaką udawała… Teraz to ona rzuciła się na mnie gilgocząc mnie i doprowadzając do łez ze śmiechu…  Kiedy przestała, siedziała już na mnie i nachylała się tak, że kosmyki jej włosów łaskotały mnie po twarzy… Wziąłem jedno pasmo i zakręciłem je wokół palca, a potem je puściłem i spojrzałem jej w oczy…
- Jeśli nawet to tylko szampon, to i tak to uwielbiam… - powiedziałem, po czym ręką przyciągnąłem jej twarz i pocałowałem ją w usta…

~~Melissa~~
Liam na początku całował mnie bardzo delikatnie i czule, ale po dalszych naszych wspólnych pocałunkach można by pomyśleć, że zaraz coś się wydarzy, więc przerwałam i z trudem powiedziałam…
- Idźmy spać… Jest 6:32, a muszę wcześnie wstać, bo jestem umówiona z… - Liam mi przerwał…
- Tak, tak… z tym młodym architektem wnętrz, któremu pomagasz w projekcie muzealnym… pamiętam – powiedział chłopak obracając oczami…
- No weź, nie musisz być zazdrosny… On jest dla mnie za stary, ma 27 lat! A uwierz mi, że nie polecę na jego sławę i majątek… - powiedziałam patrząc mu w oczy…
- Taa…Ile? 27? Lou tam mówił, że lubisz starszych… - uśmiechnął się słodko…
- Głupi jesteś… - odwzajemniłam uśmiech, po czym przygryzłam dolną wargę i spojrzałam na niego spod rzęs… - Czyli jednak nie jesteś zazdrosny? – spytałam…
- I ty dziewczyno chcesz mnie nakłonić, abym poszedł spać?! O nie, nie ma mowy… - Liam wsparł się na łokciach, jedną ręką przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować… Po pewnej chwili jednak odzyskałam rozum i musiałam niestety zdecydować się na oderwanie od tych jego boskich warg…
- Idziemy spać!! – zawołałaś  grożąc palcem, który Liam po chwili zgiął i splótł swoje palce u dłoni z moimi…
- Nie mogę zasnąć przy takim cudzie, jak ty… - powiedział mój ukochany, a ja poczułam że się rumienię… I znowu musiałam przerwać taką wspaniałą chwilę, jak ta!!
- W takim razie… idę robić śniadanie… - zerwałam się z łóżka zanim Liam zdążyłby jakoś zareagować… A na schodach rzuciłam jeszcze tylko szybkie – Dzisiaj bekon i jajka!

<< Po śniadaniu >>

~~ Liam~~
Spałem i śniłem o spełniających się marzeniach, aż nagle obudził mnie dźwięk dzwonka… Otworzyłem oczy… I sięgnął po telefon, który leżał tuż obok mnie… ‘’Ech, to tylko sms od rodziców… odpiszę potem” – pomyślałem, po czym stwierdziłem, że jest na serio późno bo już 10:00! Spojrzałem na Melissę, która po śniadaniu zasnęła na moim torsie i tak trwała do teraz… Aż żal było mi ją budzić, ale wiedziałem że będzie bardziej denerwowana jeśli jej nie obudzę… Pogładziłem ją jeszcze po włosach zanim wyszeptałem jej do ucha, która jest godzina, a ta jak zaczarowana zerwała się na równe nogi i zaczęła coś szybko mówić i poszła do góry… a raczej wbiegła po schodach… W tym czasie kiedy słyszałem szybkie kroki i krzątaninę na piętrze, ja oglądałem różne programy w telewizji… Po około godzinie usłyszałem szybkie  zbieganie po schodach, więc wstałem i poszedłem w stronę drzwi wejściowych… Melissa zawiązywała sznurówki od butów, po chwili wyprostowała się, a ja jedyne co mogłem wydukać to było….
- Wow, wyglądasz prześlicznie… Jak zawsze z resztą… - uśmiechnęła się na te słowa i pocałowała mnie w policzek…

~~Melissa~~
Ubrałam się w fajny komplet .
A szczególnie miło zrobiło mi się po słowach Liama, chociaż wiedziałam, że nie mam na sobie nie wiadomo jak drogich ciuchów. Ponieważ się bardzo spieszyłam, miałam rozpuszczone włosy a no głowę włożyłam jeszcze czarny kapelusz… Przechodziłam już przez próg kiedy ktoś chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie… Liam pocałował mnie bardzo, ale to bardzo namiętnie na oczach chyba wszystkich osób, które znajdowały się na tej ulicy…
- I pamiętaj, że potrafię być strasznie zazdrosny – powiedział nadal mnie trzymając blisko siebie z cwaniackim uśmiechem na twarzy…
- Wiem, ale nie masz o co… - teraz to ja się cwaniacko uśmiechnęłam, chwyciłam jedną dłonią jego policzek i dodałam – Przecież to ja ciebie kocham… -  I odwzajemniłam poprzedni pocałunek… Zapomnieliśmy o tym, że ludzie nas widzą i się w ogóle nie przejmowaliśmy wszystkim dookoła, aż w końcu oderwałam się od niego i zaczęłam zbiegać po schodniach, kiedy usłyszałam...
- Bądź ostrożna!
- Jasne, że będę… - Krzyknęłam, a potem przystanęłam i odwróciłam się… - A ty gdzieś…
- Wyjdź… I się z kimś spotkaj… Tak wiem, jasne! Już nawet wiem dokąd pójdę… To miłego dnia!! I…
- Tak wiem, to hej! Do zobaczenia na obiedzie! – krzyknęłam zanim Liam mógłby coś dodać, bo naprawdę się już spieszyłam…

<< Południe>>
 
~~Liam~~
Około południa wyszedłem ubrany w to co zwykle  … czyli w moim naturalnym stylu…. I ruszyłem ulicami Londynu… Nigdzie mi się nie spieszyło i wiedziałem dokąd zmierzam, ale wolałem pójść tam pieszo niż jechać autobusem lub metrem… Szedłem chodnikiem po naszej dzielnicy aż doszedłem do dzielnicy azjatyckiej i wiedziałem, że za chwilę dojdę do Trafalgar Square, a tam będę musiał skręcić w stronę Big Bena i odbić  w pierwszą alejkę na prawo by potem udać się do kamienicy, w której mieściło się coś co było celem mojej podróży… Kiedy doszedłem i wchodziłem już po tych dwóch stopniach, aby otworzyć drzwi, na których widniały godziny otwarcia, już uśmiechałem się do samego siebie… Kiedy wszedłem zauważyłem to co zawsze… Wiele pełnych, wysokich regałów, tak że prawie nie było miejsca… Plakaty na ścianach, specjalne odtwarzacze… Tak, ten sklep muzyczny to moje ulubione miejsce w całym Londynie! Zacząłem się rozglądać, aż zauważyłem ją…

~~Katie~~
Ach, kolejny niby taki sam dzień pracy… Uwielbiam tutaj pracować, ale ludzie mogliby czasem odkładać albo szukać na własną rękę płyty… Nigdy nie miałam tutaj chwili spokoju, bo… Ktoś musiał by być głupi, aby nie zauważyć czarnych koszulek z nazwą sklepu i wyszywanymi nutkami, które musieli nosić wszyscy pracownicy naszego sklepu… Podeszłam do jednego z regałów, aby odłożyć płyty: Metallici, Nirvany, Nada Surf, Marleya i Madonny, o tych płytach mogłam powiedzieć wszystko od producentów i najfajniejszych kawałków, po możliwe teledyski i nagrody… Mogłam tak zrobić prawie ze wszystkimi zespołami, które znajdowały się w naszym sklepie…A mieliśmy tutaj asortyment od A do Z, od Ameryki po Azję, Afrykę i Europę… Potrafię powiedzieć wszystko o starych hitach, jak i ciekawych nowościach muzycznych…  Ale no wiecie, klient nasz pan, więc mi znajomość takich szczegółów pomaga… Gdybym w szkole równie dobrze mogłabym spamiętać te głupie daty i zasady ortografii!!  Po odłożeniu już musiałam zacząć szukać płyty zespołu The Doors… Jakby tak trudno było iść pod literkę D i poszukać płyty, co nie? No, ale cóż kocham tą pracę, bo czuję się tu jak u siebie w domu, chociaż pracuję tutaj dopiero pół roku… Podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać… Dziwne, ale czułam się trochę obserwowana, ale wydawało mi się to absurdalne… Przeglądałam wzrokiem grzbiety płyt, aż znalazłam literkę D i zespół The Doors… Na szczęście płyty były na wysokości mojego wzroku, więc nie było trudno je sięgnąć… Wzięłam od razu 5, żeby zaproponować każdy z albumów mężczyźnie, który szukał którejś z tej płyt… Normalnie na nic bym nie zwróciła uwagi i bym wróciła do klienta, ale zauważyłam, że z szpary, która się utworzyła przez wyjęcie tych kilku płyt, spogląda na mnie para brązowych oczu… Na początku byłam zaskoczona, ale po chwili się uśmiechnęłam, bo bardzo dobrze znałam te oczy… Podeszłam szybkim krokiem do końca regału i słyszałam, że ktoś po drugiej stronie zmierza w tym samym kierunku… Kiedy regały się skończyły, nie zdążyłam się nawet obrócić, a wpadłam na wyższego ode mnie chłopaka o brązowych oczach w koszuli w kratę…
- Tak się za tobą stęskniłam! Bałam się, że coś poszło nie tak… ale rozmawiałam z twoimi rodzicami po operacji i… - Przerwałam, bo brunet podszedł i mnie przytulił…
- Nawet się nie przywitasz, a już zaczynasz mówić o przyziemnych sprawach…- powiedział ze słodkim uśmiechem na twarzy…
- No niech ci będzie… - Przewróciłam oczami, po czym odwzajemniłam uścisk i przytuliłam swój policzek do jego… Czułam jak jego oddech porusza moimi kosmykami blond włosów…
- Ej, muszę wracać do pracy… - powiedziałam, kiedy już zaczynałam myśleć, że wszystko może się jeszcze odwrócić...
-Hah, no tak… Zawsze zapracowana Katie! – zaśmiał się, po tym jak wypuścił mnie z ramion…
- Hej, Jimmy! – zawołałam do chłopaka, który był fanem The Doors i Kiss, a jednocześnie był moim pięć lat starszym kolegą z pracy… - Zanieś te płyty temu facetowi z koszulką Hard Rock Cafe i pomóż mu wybrać, a ja zajmę się tutaj panem… dobrze? – powiedziałam wskazując na Liama, którego już chyba wszyscy tutaj znali i to nie dlatego, że ten sklep był dla niego jak drugi dom, ale dlatego że był moim przyjacielem.
- Jimmy? – powiedział unosząc brwi Liam, kiedy chłopak znikał za kolejnymi regałami…
- Weź przestań… Co u ciebie? – spytałam, bo wiedziałam do czego zmierza Liam…
- Wy tak długo? – spytał z naturalnym dla niego misiowatym uśmiechem…
- Co my? – spytałam, chociaż i tak już wiedziałam o co mu chodzi…
- No od kiedy się umawiacie… - zaczął po czym przerwał, kiedy zobaczył moje spojrzenie i dodał – Ale na serio on chyba cię lubi, zobacz tylko jak na ciebie patrzy…
- Aha… No widzę… - powiedziałam trochę znudzonym tonem…
Liam wyprostował się, a jego uśmiech zbladł, spuścił wzrok i powiedział…
- Ty nigdy nie dostrzegasz… tego jakimi uczuciami darzą cię inni… - podniósł teraz wzrok i spojrzał mi prosto w oczy… A moje serce zaczęło mocniej bić, ale wiedziałam, że muszę być oziębła, bo inaczej rzucę mu się zaraz w ramiona…
- Taa… - teraz to ja opuściłam wzrok, by po chwili znów utonąć w jego oczach mówiąc – Może jestem trochę nie empatyczna…
- Nie to miałem na myśli… - przerwał, spojrzał w bok, aby chwilę po tym kontynuować – Przepraszam, ja serio…
- Nic nie szkodzi… Zapomnijmy… - uśmiechnęłam się teraz serdecznie, a potem bardziej cwaniacko i spytałam – A co u ciebie, panie Payne?

~~Liam~~
Zadrżałem na to, jak się do mnie odezwała… Jak dotychczas tylko Melissa tak mówiła… No właśnie… Spojrzałem jej w te wyjątkowe oczy…
- Wiesz, że masz niesamowite oczy… - Patrzyła na mnie po czym z lekkim uśmiechem opuściła wzrok, aby chwilę potem nieśmiało spojrzeć znów na mnie spod rzęs… Uśmiechnęła się serdecznie, stanęła jeszcze bliżej mnie i dodała przedrzeźniając mój głos…
- Masz, takie piękne oczy! Tak rzadko zdarza się, że blondynki mają brązowe, wręcz kasztanowe tęczówki! – zaśmiała się lekko, po czym szturchnęła mnie w ramie… - Zawsze tak mówisz! – Nagle uśmiech zszedł z jej twarzy i przerażona zapytała.. – Aż tak źle, że w ten sposób odpowiadasz mi na pytanie??
Na początku byłem trochę zdziwiony i nie wiedziałem o co jej chodzi, ale po chwili się zorientowałem…
- Ach, nie! Po prostu… Nieważne… U mnie wszystko okey… Wiesz, przeżyłem operację i wszystko jest dobrze, mam lepsze wyniki, nawet lepiej się czuję! – uśmiechnąłem się…
- A co u… jak tam jej było…? – uśmiechnęła się filuternie, a potem wybuchła śmiechem…
- Przecież wiesz, Katie… - obróciłem oczyma widząc jej zdziwiony wzrok, chociaż wiedziałem, że tylko udaje… - Melissa… - odpowiedziałem z rezygnacją…
- Ach, no tak! Melissssssa… - powiedziała specjalnie przeciągając „S” – Co u niej? Czy wy nadal..?
- Tak… Ku twojemu niezadowoleniu… Tak, nadal jesteśmy razem… - powiedziałem uśmiechając się…
- Na serio? Dziwne… - powiedziała opuszczając wzrok na swoje trampki…
- Co? Czemu niby dziwne? – spytałem zaskoczony jej odpowiedzią…
- Mówię, że to dziwne, bo zwykle zrywasz z kimś po dwóch miesiącach, mi się wydało dziwne, jak już byłeś z nią rok, a teraz ile to już? – spytała się nie uśmiechając się już, ale spoglądając w moje oczy…
- Trochę ponad dwa lata… Mieszkamy razem i… - Katie mi przerwała…
- Wow, to jest aż takie poważne…?- nie zwracałem uwagi na jej komentarz i kontynuowałem…
- Jestem z nią naprawdę szczęśliwy… - odwzajemniłem jej spojrzenie…
- No cóż, w takim razie… - uśmiechnęła się szeroko – Cieszę się waszym szczęściem! – szturchnęła mnie w ramię, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć na ten gest…
- Taa… dzięki – uśmiechnąłem się szerzej…
- Wiesz, niedługo mam urodziny i… - zaczęła nieśmiało i szybko jej przerwałem…
- Oczywiście, że wiem… Mogłabyś mi pomóc z płytą dla…
- Nie ma mowy! Sam szukaj dla mnie prezentu! – odpowiedziała śmiejąc się… - Wiesz, robię imprezę u mnie…
- Ale fajnie!
- No  tak… Jesteś oczywiście zaproszony… - zawiesiła głos, po czym dodała – Przyjdź z Melissą… - widać było, że ledwo te słowa wychodzą z jej ust, ale na końcu się uśmiechnęła, więc wziąłem te słowa jako jej szczere przekonanie…
- Miło z twojej strony… - przerwała nam jakaś dziewczyna, która spytała się o Britney Spears i Katie obróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie… - No widzisz, ja jestem wiecznie zapracowana! – po czym uśmiechnęła się i spytała się tej dziewczyny… - Jaki album?
- Dobra ja nie przerywam, miłej pracy… Zdzwonimy się… - uśmiechnąłem się i na jej odwzajemnienie podążyłem najpierw regałem z lat 70’ przez regał z literami E,F i G, aż doszedłem najszybszą drogą do wyjścia i zacząłem wracać do domu okrężną drogą – przez Big Bena i park… Kiedy dotarłem była już godzina 15 i wiedziałem, że wcześniej lub później pojawi się Melissa… Nagle zadzwonił mój telefon… Spojrzałem na wyświetlacz i pomyślałem : „O wilku mowa” i odebrałem…
- Hej Melissa!
- Hej, posłuchaj mną się jednak nie przejmuj… Dzisiaj na serio późno wrócę, bo z Jake’m mamy urwanie głowy z tymi projektami, więc zrób coś sobie sam na obiad, okey?
- No jasne, spoko… Tylko się nie przemęczaj…
- No dzięki! To hej, kocham cię!
- Ja ciebie też, cześć! – rozłączyłem się i sięgnąłem po klucze do mieszkania... Otworzyłem drzwi… Wszedłem do środka, położyłem się na kanapie i włączyłem telewizor… Moim oczom ukazała się zapowiedź dzisiejszego meczu London Chelsea i FC Barcelona… Taki ciekawy mecz, a ja o nim zapomniałem! Miałem go oglądać za godzinę razem z Melissą! No trudno… Byłem trochę zawiedziony, aż nagle mnie olśniło! Zdecydowałem się wykonać dwa telefony, pierwszy był do pizzerii i polegał na zamówieniu dwóch dużych pizz… Bo moja dewiza życiowa to: Lepiej, aby zostało, niż żeby miało brakować... A drugi telefon miałem zaraz wykonać… Wykręciłem numer, który znalazłem w naszej domowej książce telefonicznej, miałem nadzieję że odbierze… Już po dwóch sygnałach traciłem nadzieję, ale przy czwartym ktoś podniósł słuchawkę…
- Halo? – usłyszałem głos…
- Hej! Tu Liam… Przepraszam, że wcześniej nie proponowałem niczego takiego, ale masz może ochotę obejrzeć dzisiaj mecz u mnie? Melissy nie ma… a ja…
- No jasne, z przyjemnością, będę za 30 minut… - przerwała mi osoba po drugiej stronie.
- Dzięki… Nie wiesz, jak się cieszę… - powiedziałem z ulgą…
- Hah, nie ma za co… Potem mi się jakoś odpłacisz… To do zobaczenia!
- No, to hej i do zobaczenia Louis! – powiedziałem naciskając czerwoną słuchawkę…

<<KONIEC RDZ. 5>>



Opracowała B – mam nadzieję, że wam się podobało… Długi wyszedł (Ponad 6 stron w Wordzie!!)… Piszcie w komentarz co myślicie, błagam!! :D

wtorek, 5 czerwca 2012

"So What" - rozdział 4

Dobra... Ogólnie to sama nie mogę się doczekać, co stanie się w rozdziale 4, bo zwykle piszę spontanicznie rozdziały, więc stwierdziłam, że napiszę go jeszcze dzisiaj... Po za tym muszę odkupić swoje winy i o to, że dawno nic nie wstawiałam... A i kochane Directionerki, a niechaj będzie wam dane wiedzieć iż kolejny rozdział zaszczyt będzie miała napisać X... A i dzięki za miłe komentarze, aż się ciepło na serduchu zrobiło:D No dobra, to w imieniu tych co nie mogą się doczekać...



<<Ciąg Dalszy>>
~~Liam~~
 Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem coś co wyglądało, jak niezła scena z filmu. Dziewczyna, po której widać było że wcześniej płakała, wyrzuciła na środek pomieszczenia dużą skórzaną walizkę i zaczęła się pakować... Ej, zaraz... Czy to przypadkiem nie moja koszula? I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jednym z bohaterów tego melodramatu jestem ja i że to nie jest film, a rzeczywistość...
- Melissa, co ty do diabła robisz! - krzyknąłem zaciskając pięści. Nie odpowiedziała, zamiast tego wyrzucała ubrania z szafy i wrzucała je bezładnie do torby, była wściekła... - Melissa! - krzyknąłem głośnie, a ona nadal nie zareagowała, więc podszedłem i złapałem jej rękę w mocnym uścisku lekko ją wykręcając w górę...
- Estúpido! - krzyknęła głośniej, łzy na nowo zaczęły zbierać mi się w oczach... patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale już nie tak jak kiedyś...   Ja zaciskałem szczęki, a ona patrzyła na mnie z nienawiścią mieszaną z odrazą - Qué te parece?! Usted piensa que yo soy un juguete?! (Co ty sobie myślisz? Myślisz, że jestem zabawką?!)
- Przestań.... Wiesz, że to nie ma sensu... - powiedziałem spokojnie, by trochę załagodzić tą całą sytuacje...
- Yo estaba ciego! (Byłam ślepa)... - odpowiedziała spokojniej, ale nadal tym... tonem. Wyrwała swoją rękę z mojego uścisku, zaczęła rozcierać nadgarstek gdzie miała teraz czerwony ślad, spojrzała na mnie trochę przerażona, a ja sam zdziwiłem się, że użyłem takiej siły, nawet nie odczuwałem tego jak coraz bardziej pragnąłem ją zatrzymać. Ona na nowo zaczęła pakować moje rzeczy w taki sam, jak poprzednio sposób. Ukucnęła na podłodze i wrzucała coraz szybciej różne drobiazgi... Cofnąłem się do drzwi sypialni, kiedy nie wytrzymałem i z całej siły uderzyłem zamkniętą pięścią w framugę drzwi, obróciłem się szybko, podszedłem do niej od tyłu, ukucnąłem za nią i z objąłem ją mocno, tak że nie mogła wykonać żadnego ruchu, jednocześnie odsuwając ją do tyłu... W ten sposób przewróciłem się do tyłu, a ona nie miała szans i bardziej wpadła w moje ramiona... Chwilę się wyrywała po czym przestała, kiedy krzyknąłem...
- Weź, bo nigdy cię nie puszczę! - to ją uspokoiło... na moment - Posłuchaj... Ja... - I właśnie w tej chwili wybuchnęła spazmatycznym i głośnym płaczem, a prze łzy krzyczała, a może raczej bardziej szydziła słowa...
- Ty co Payne? Ty nie chcesz mnie popędzać? Właśnie widzę... daj sobie spokój... to... znaczy my... to nigdy nie miałoby przyszłości... I to ty wiesz! Ty nawet mnie nie kochasz! - przerwałem jej pocałunkiem, a kiedy skończyłem wykrzyczałem najszybciej jak mogłem, kiedy ona była oniemiała... 
- Ja dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie chcę cię nigdy stracić... Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? To byłby największy błąd w moim życiu, bo jesteś dla mnie jak tlen... Nie mógłbym bez ciebie żyć! Ja Cię... 
- Ty mnie co? -powiedziała nadal lekko zszokowana, po czym dodała mocniej i gniewniej - Wykrztuś to z siebie wreszcie!
- Ja cię kocham, zadowolona? - łzy zaczęły mi spływać po twarzy, więc zakryłem ją sobie dłońmi, a po chwili po czułem jak ktoś wtula się w moje ramiona... 
- Przestań Liam... Ja ciebie też kocham i też bym nie mogła bez ciebie żyć, ale ty...
- Rozumiem cię... - odkryłem twarz i spojrzałem na nią, opierała się teraz o moją klatkę piersiową - Też bym nie wytrzymał z takim dupkiem jak ja...
- Przestań Liam... Zapomnijmy... - Oparłem się o ścianę, ona była nadal wtulona we mnie... Zapanowała cisza, dopóki Melissa nie przerwała jej... - Ale ci szybko serce bije... To aż nienaturalne, powinieneś iść z tym do lekarza, może to...
- To zupełnie naturalne... Bije tak tylko wtedy, kiedy jesteś przy mnie... - Mel wyprostowała się i spojrzała mi w oczy... Lekko się uśmiechnęła, a ja wiedziałem że to moja ostatnia szansa... - Przepraszam, ja...
- To też moja wina. - Wytarła mi zagubioną łzę, po czym pocałowała w policzek i wstała - Wstawaj, czas posprzątać ten bałagan - wskazała ręką na walizkę, a ja uśmiechnąłem się mimo woli.
- Tak jest Pani Lestrage! - ona uśmiechnęła się szerzej i wyglądała przepięknie mimo zapuchniętych od płaczu oczu... 

~~Melissa~~
 Cieszyłam się na wyjście wieczorem, muszę się z kimś spotkać, pogadać...Było już około 18:00, kiedy zeszłam na dół i szłam już stronę drzwi, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos...
- Ślicznie wyglądasz... ( jesteś ubrana w... ) - szepnął mi do ucha Liam odgarniając kosmyk moich lekko podkręconych lokownicą włosów. - Jak zwykle z resztą... - uśmiechnął się cwaniacko, a ja zapomniałam o tym, co działo się rano i moje kolana się lekko ugięły, ale odwzajemniłam uśmiech... - Dokąd to? - spytał uśmiechając się szerzej, kiedy jedna z jego rąk obejmowała moją szyję...
- A z koleżanką się spotykam na mieście... - odpowiedziałam sprytnie...I myślałam, że już o nic więcej mnie nie spyta i nie będę go musiała znowu okłamywać, aż tu nagle...
- A z Jessicą? Pozdrów ją ode mnie... Gdzie będziecie? - znów ten cwaniacki uśmiech, który sprawia że nie jestem w stanie go okłamywać...
- W Olksie... - spojrzałam na jego pełną podziwu twarz, w końcu Olks znany był z nietuzinkowych imprez, po których nikt nic nie pamiętał -  Wiesz, trzeba świętować sukcesy swoich przyjaciół, a Jessica właśnie dostała się do wydawnictwa...- I tu go nie okłamałam, to znaczy miejsce oczywiście, że podałam fałszywe, ale to że Jessica dostała się do wydawnictwa, akurat było prawdą, szkoda że nie będę miała szansy jej osobiście złożyć gratulacji... - Może też powinieneś gdzieś wyjść, wiesz spotkać się kumplami albo coś takiego...
- No jasne, chyba tak zrobię...I pozdrów Jessicę ode mnie i złóż gratulacje... Dobra widzę, że się spieszysz, to cię nie zatrzymuje, słońce. - pocałował mnie na pożegnanie w czoło, ja wyszłam za drzwi i w ostatniej chwili cofnęłam się by pocałować go w progu domu... Kiedy nasze usta się złączyły znów poczułam fajerwerki... Nie wiem jak długo tak staliśmy, ale kiedy się od niego oderwałam, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam i kiedy biegłam już wzdłuż ulicy do metra, krzyknęłam: "Cześć, kochanie!". Kiedy wsiadłam już do metra odetchnęłam z ulgą, pomimo zżerającego mnie poczucia winy, że okłamałam tak bliską mi osobę jak Liam. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam w nich głośno muzykę, a wyjęłam je kiedy usłyszałam głos oznajmujący, że znajduje się na stacji w Green Parku i wtedy również wysiadłam... Kiedy wyszłam na świeże powietrze poszłam parkiem wzdłuż ulic Londynu, aby odejść kawałek od centrum... Mogłam bym wysiąść później, ale musiałam się przejść... Kiedy doszłam już na miejsce tej kamienicy, zauważyłam podświetlaną tradycyjną tablicę z napisem: "BillyBobBilly" i od razu tam weszłam. Co prawda bar ten został wymyślony z myślą dla studentów i zawsze tu było głośno i pełno ludzi, ale sama atmosfera tego miejsca sprawiała, że nie jedna osoba poczułaby się tutaj jak w domu. Barmani łatwo nawiązywali z tobą kontakt, prawie każdy znał tutaj moje imię. Kiedy ktoś wznosił toast wszyscy w środku mu dopingowali, było tu ciasno, ale pomimo tego przytulnie. Każdy element wystroju nawiązywał do historii Wysp Brytyjskich. Najczęściej używanym elementem były autentyczne wycinki z gazet, wszędzie tutaj walały się gry intelektualne albo jakoś bardziej rozrywkowe... Ale najbardziej tutaj podobała mi się scena do karaoke z tyłu pomieszczenia, gdzie czasem również śpiewali jakieś drobne koncerty jacyś uzdolnieni amatorzy, raz nawet ja miałam okazję na niej śpiewać... Podążyłam w jej kierunku, usiadłam przy wolnym stoliku obok niej, spojrzałam na scenę i uśmiechnęłam się pokazując wszystkie zęby widząc chłopaka w koszulce w paski, który właśnie zaczynał grać na gitarze i przerwał kiedy mnie zobaczył, po czym spojrzał przed siebie powiedział...
- Drodzy Państwa, chciałbym zadedykować tą piosenkę wyjątkowej dziewczynie, którą pewnie wszyscy tutaj znacie - przerwał, by spojrzeć mi w oczy. - Mel to dla ciebie... - Opuścił wzrok, zarzucił głową by poprawić włosy i zaczął znów grać to samo na gitarze. Wiedziałam, że to już jego ostatni utwór dzisiaj, zawsze swoje występy kończył tą piosenką "Hey There Delilah", ale zdziwiło mnie to że zadedykował ją właśnie mnie po tylu latach ( tekst + tłumaczenie )! Kiedy chłopak skończył, rozległy się głośne oklaski i wiwaty, a on niezgrabnie się ukłonił i zszedł ze sceny zostawiając tam gitarę. 
- Hej, Mel... - uśmiechnął się szeroko, kiedy do mnie podchodził, a ja pomyślałam, że tylko on tak mówił "Mel"... Inni albo w ogóle nie skracali tego imienia albo starali się je skracać na różne sposoby, ale nie pomyśleli by powiedzieć do mnie po prostu "Mel"... Wstałam od stołu i szybko podeszłam do niego, przytuliłam go i pocałowałam w policzek, on odwzajemnił uścisk ze śmiechem... Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy i powiedziałam grożąc mu palcem wskazującym...
- Wiesz, że ci mówiłam coś o tej piosence... - mówiłam kiedy siadaliśmy przy stoliku - Kiedyś ci się za nią oberwie... - uśmiechnęłaś się słodko. A barman właśnie stawiał nam na stole dwie cole i jedno piwo bezalkoholowe, nie zamawialiśmy, ale to było wasze stałe zamówienie...
- Och, weź Mel... - spojrzał na szklankę i podniósł wzrok patrząc ci prosto w oczy... A ty na chwilę zapomniałaś o bożym świecie tonąc w tych błękitnych oczach, niczym Morze Karaibskie... "Ej dziewczyno, opanuj się! Ty masz chłopaka!" - Tęskniłem za tobą...
Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz, a X factor?
- Też za Tobą tęskniłam, Lou... - powiedziałam nadal rozmarzona, po czym dopiero się obudziłam i zrozumiałam o co pytał... - Nie mów tak głośno co, nie chcę żeby...
- Liam nie wie, prawda... - powiedział Louis, po czym dodał szeptem widząc twoją twarz, z której można było czytać jak z książki. - Nie powiedziałaś mu jeszcze? Niezła historia, jak się dowie...
- Nie może się dowiedzieć. - przerwałam mu - Przynajmniej nie teraz... - "Mi się zdaje, czy on wie więcej niż mój chłopak?" ta myśl przeleciała szybko przez twój umysł i nie pomogła w tej sytuacji...
- Dobra Mel, gadaj co cię trapi... - Powiedział do mnie wygodniej rozsiadając się na krześle.
- Mnie? Mnie nic nie trapi... - machnęłam ręką, po czym dodałam - Tylko ten bar...
- Wiem, że go lubisz...Zawsze lubiłaś. Tylko chcesz zmienić temat i wiesz że ja ci na to nie pozwolę, więc... - przerwał kiedy zobaczył, jak opuszczam głowę i patrzę na podłogę... - Ojej, jest aż tak źle?
- Taa... Między mną, a Liamem... Ej zaraz... A ty i twoja dziewczyna? - nadal starałam się zmienić temat...
- To przeszłość...A my gadamy teraz o twojej teraźniejszości, no dawaj...
- O patrz, a tamta dziewczyna która siedzi przy barze... Niezła jest co?
- Przestań, proszę... Mów co jest nie tak... - od zawsze byłam pełna podziwu dla spokoju Louisa, pomimo tego że był najbardziej spontaniczną osobą jaką znałam...
- Drobna sprzeczka, ale teraz jest już lepiej... serio. - dodałam kiedy zauważyłam jego niedowierzający wzrok.
- No dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów...- I to był właśnie chwyt, który mój przyjaciel stosował od 7 lat, czyli od początku naszej przyjaźni... Zawsze kiedy on wypowiadał to zdanie, mówiłam mu wszystko jak na spowiedzi... "Ale nie tym razem" - pomyślałam...
 - Czemu akurat tą piosenkę zawsze śpiewasz na końcu? - spytałam, a go najwyraźniej zdziwiło to pytanie, bo pewnie myślał iż zacznę mówić o porannej kłótni...
- Czemu "Hey There Delilah"? - zrobił słodką minkę, spojrzał na sufit, po czym znów na mnie i się uśmiechnął... - Nie mów, że nie wiesz czemu... Pamiętasz przecież tamtą noc... - Lou uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłam jego uśmiech, a on dodał - Może ty mi ją przypomnisz? - Opuściłaś wzrok na szklankę z colą i zaczęłaś opowiadać...
 - Kiedy na swoje 11 urodziny dostałeś gitarę od dziadka nie mogłeś przestać skakać z radości... Mówiłeś, że kiedyś będziesz tak samo dobry, a nawet lepszy niż on... Ćwiczyłeś dzień i noc, aż miałeś palce pozdzierane do krwi od strun... Pamiętam, że znałam cię niecałe dwa lata, ale już byliśmy ze sobą bardzo zżyci, obraziłam się wtedy na ciebie bo myślałam, że wolisz gitarę niż mnie... Więc pewnego wieczora - spojrzałaś na niego i wróciłaś do opowieści - Kiedy leżałam już w łóżku i patrzyłam przez okno na ośnieżone londyńskie ulice, zauważyłam chłopca, który jechał na rowerze z ogromnym futerałem na plecach... Usiadłam wówczas na łóżku, otworzyłam okno i... - przerwałaś, spojrzałaś na niego, zauważyłaś że się strasznie słodko uśmiecha... - Dalej ty mówisz... - powiedziałaś krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o oparcie... On nachylił się nad stołem...
- I przez nie wyjrzałaś... Tym tajemniczym chłopakiem okazał się twój najlepszy przyjaciel w całym życiu, ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy - mrugnął do mnie okiem... - Więc kiedy chłopak zaczął ci grać i śpiewać piosenkę...A właśnie jaka to była?
- "Hey there Delilah"...- obróciłam oczami, jakby to było oczywiste...
-Byłaś na tyle tak zauroczona - kontynuował Lou - że wybiegłaś z domu po cichu by nie obudzić rodziców, że kiedy już spotkałaś się w samej piżamie w środku zimy z tym przystojniakiem - Lou przerwał, by poprawić włosy, dopiero teraz zauważyłam, że obije nachylaliśmy się nie tyle nas stołem, co ku sobie... - To nie mogłaś zrobić nic innego niż go pocałować...
- Kogo pocałować? - odsunęliśmy się od siebie, a wasz wzrok powędrował w jednym kierunku - Liam.  "Co? Nigdy się go tutaj nie spodziewałam..." - pomyślałam...
- O, hej... Liam... - Lou uśmiechnął się, on zawsze wiedział jak wybrnąć z nawet najgorszej sytuacji, w przeciwieństwie do mnie... Liam usiadł obok nas...
- Nie przerywajcie sobie, z chęcią posłucham... - powiedział Liam krzywo odwzajemniając uśmiech mojego przyjaciela...I Lou musiał się najwyraźniej poczuć tak, jakby Liam rzuciłby mu rękawice, bo kontynuował...
- I wtedy mnie pocałowałaś... - zwrócił wzrok z Liama na mnie. -  Był to dla nas obojga pierwszy pocałunek w życiu... I kiedy to się stało, stwierdziliśmy że to się nigdy nie może powtórzyć i zostaliśmy przyjaciółmi na zabój... - przerwał na chwilę, po czym dodał - Dlatego śpiewam zawsze "Hey There Delilah" na koniec... Bo przypomina mi to o tych dobrych czasach, a poza tym mam taką cichą nadzieję śpiewając to, że skoro początek był dobry, to koniec też będzie... Tak, zdecydowanie dlatego lubię śpiewać ją jako ostatnią... - uśmiechnął się słodko...Liam zaczął cicho śpiewać...
- Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty - spojrzał na nasze twarze, po czym dodał - To jest to, tak?
- No... uwielbiam ten utwór... - powiedział Lou.
- Wiecie co, już jest serio późno... - przerwałam Louisowi.- Liam, kochanie wracamy do domu??
- No to nawet dobry pomysł - spojrzał na Lou, a potem... -  Jestem trochę zmęczony - dopowiedział Liam ziewając...

~~Liam~~
Kiedy wracaliśmy do domu dużo rozmawialiśmy i się też dużo śmialiśmy...Okazało się, że Jessica nie mogła się spotkać z powodu prestiżu, więc Melissa spotkała się z Louisem. Nie mogłem być na nią zły, ma najlepszego przyjaciela, tak jak ja najlepszą przyjaciółkę... Kiedy weszliśmy do domu, od razu poszedłem do części kuchennej, bo kuchnia nie jest jakoś bardzo wyodrębniona w tym mieszkaniu, by napić się wody. Nalałem sobie trochę do szklanki, aż poczułem jej ciepłe ciało, które przytulało się do moich pleców...
- Chyba nie jesteś zły, co...? - powiedziała, z powodu braku mojej reakcji...
- Nie, niby dlaczego? - chciałem wydawać się obojętny, ale tak na serio byłem trochę zazdrosny.
- No wiesz, Lou... On jest tylko przyjacielem, ale ... - urwała, a ja stanąłem do niej przodem. Przysunęła się blisko i spojrzała mi w oczy... - Ja ci nigdy nie mówiłam, że to z nim się po raz pierwszy raz całowałam i myślałam...- opuściła wzrok, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy.
- Nie jestem zły... - powiedziałem uśmiechając się i obracając oczami, kiedy sięgałem po wcześniej odstawioną na bok szklankę... 
- Taa... Właśnie widzę... - spojrzała na mnie z pod tych swoich pięknych, długich rzęs, a ja nie mogłem nie ulec...więc nachyliłem się trochę bardziej do niej, bo byłem wyższy...a ona dodała - W takim razie, czemu tak ci się spieszyło do domu?
- Mówiłem, że jestem zmęczony... A... Jak on ma? - Melissa się cicho zaśmiała, spojrzała na kołnierz mojej koszuli, a ja oparłem swoją głowę o jej czoło, kiedy ona go poprawiała. Spojrzała mi prosto w oczy nadal trzymając mój kołnierz...
- Wiesz... - powiedziała, po czym na chwile przerwała, by przygryźć wargi - Może mi pokarzesz na górze... - pocałowała mnie w usta przyciągając za kołnierz koszuli i znów spojrzała w oczy - Jak bardzo jesteś zazdrosny?
Odsunęła się a wchodząc po schodach, zdjęła buty...Zanim poszedłem za nią zdążyłem tylko szepnąć pod nosem...
- I to jest właśnie to, za cię kocham...








Opracowała: B - mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba... Teraz wyjeżdżam do Kołobrzegu, ale biorę laptopa i będę pisać jak będzie internet i czas:D A i piszcie co sądzicie... I czy czekacie na kolejne rozdziały:) Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze...


CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!!:D