Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romantyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romantyczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

Imagine - Harry (XIII)

Co znajduję w kopiach roboczych po tym, jak wchodzę na komputer po szkole? A to! 
Wiadomość od E: 
"Tak, nudzi mi się;) We are live in a yellow submarine...:) Ej, miałam dzisiaj dodatkowe z moją anglistką MJ, mam prawo wariować!:D Hmm... Lubisz piłkę nożną? Bo teraz w nią grasz... Niallowi by się spodobało...<3  Całuski z ławki w czasie WFu:*"

Tak, czy siak... Boże, ostatnio cały czas to powtarzam... Tak, czy siak... To pomimo tego, że dostałam 99% procent z pk z polskiego i mam 6, a rodzice pozwolili mi zamówić cokolwiek zechcę na obiad, to... Mam ochotę coś rozwalić!! Przepraszam, powinnam teraz pisać coś, czego dawno nie było (np. Liam/Louis), ale jestem taka... Wściekła? Załamana? Coś w ten deseń... Dlatego wstawiam coś, co teraz nasunęło mi się na myśl... I przepraszam, że jest w pierwszej osobie, ale po prostu jestem taka zdenerwowana, że...Ale będzie długie! Dajcie mi rozgrzeszenie! I dziękuję, że jesteście...

Wasza B

----------------------------------------------




 Wróciłam  z pracy do naszego, wspólnego mieszkania... Było już około 21, kiedy włożyłam kluczyki do zamka i przekręciłam je. Wchodząc, poczułam zapach świeżych kwiatów i czekolady. Wszędzie panowała ciemność, nie licząc kilkudziesięciu lub i nawet setek małych światełek - świeczek. To one pewnie były powodem woni o zapachu czekolady... Zdjęłam buty i podążyłam do jadalni, tam właśnie prowadziły mnie płatki róż rozsypane na podłodze... Gdy uchyliłam drzwi, zobaczyłam w środku Harry'ego, który wstał i podszedł do mnie. Pocałował delikatnie moje usta swoimi, a ja poczułam jego męskie perfumy, które sprawiały, że nie chciałam by zakończyło się tylko na pocałunku... Pierwszy zakończył tą chwilę namiętności i objął mój policzek, po czym chwycił jedną dłoń i poprowadził do stołu. Odsunął jedno krzesło, abym mogła usiąść i dosunął mnie do stołu. Nachylił się po butelkę wina i nalał nam do kieliszków. Wodziłam wzrokiem za jego sprawnymi dłońmi i lekko się uśmiechałam... Wiedziałam doskonale, co potrafią te ręce...
Byłam z Harrym od ponad roku, a takie niespodzianki, jak ta, którą mnie zaskoczył tego dnia, były wynikiem spontanicznego okazywania uczuć przez tego chłopaka. 
- Jesteś bardzo romantyczny, nie musiałeś... - powiedziałam, wspierając się na jednej ręce, gdy on usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, ale chciałem... - wymruczał i nachylił się, by mnie pocałować w policzek. Zamknęłam oczy, kiedy jego ciepłe wargi musnęły moją skórę. Nie mogłam uwierzyć, że różnica wieku między nami, stała się nagle taka nieistotna... Harry miał 18-ście,a ja byłam starsza od tego chłopaka o 10 lat... Na początku to był zwykły romans, nie chciałam niczego więcej, ale kiedy zamieszkaliśmy ze sobą... Dowiedziałam się jaki on jest naprawdę i pomimo woli oraz rozumu... Musiałam w końcu przyznać, że coś czuję do tego nastolatka. Nastolatek... To było słowo, które odbijało się echem w mojej głowie. Poniekąd trzeba było przyznać, że jestem dla niego okropna... On się tak stara, a ja... Ja go wykorzystuję. Czuję coś do niego, ale jeszcze nigdy nie powiedziałam tego na głos, bo nigdy też nie pozwoliłam sobie na podobne myśli, jak dzisiaj. On się angażował w ten związek za nas oboje...
Na stole stały małe świeczki, a gdzieniegdzie na białym obrusie, leżały czerwone płatki... 
- Zrobiłem zapiekankę, twoją ulubioną! - powiedział mi do ucha, muskając ustami jego płatek.
Uśmiechnęłam się szeroko, nie mogłam uwierzyć w to wszystko! Świece, kolacja, płatki kwiatów, wino... Jednak po chwili zaczęło gryź mnie sumienie... Czy ja kiedykolwiek zrobiłam dla niego coś, co mogłoby równać się z tym? 
Zjedliśmy posiłek, żartując sobie i rozmawiając.
- Mogę ci coś jeszcze pokazać? - zapytał niepewnie, a ja zamarłam i dopiero po chwili pokiwałam głową ze skromnym uśmiechem na twarzy.
Harry wstał, odsunął mi krzesło i chwycił mnie za rękę. Gdy nasze ciepłe palce się skrzyżowały, przeszył mnie dreszcz, znów poczułam się banalnie... "Prawie tak, jak w liceum" - zadrwił ze mnie mój mózg. Harry poprowadził mnie kwiatową ścieżką na ogród, gdzie na zielonej trawie, stało pianino. Usiedliśmy oboje na ławeczce przed nim. Na jego górze stało kilka świeczek, które delikatnie oświetlały nasze twarze w tym mroku. Harry położył dłonie na klawiszach i zaczął grać. Dopiero po kilku nutach zorientowałam się, że jest to jedna z moich ulubionych piosenek One Direction - "They Don't Know About Us". I to jeszcze jak trafnie opisywała to, co było między mną, a tym loczkowatym chłopcem. Nikt o nas nie wiedział, a właściwie nawet sami nie potrafiliśmy określić to, co między nami naprawdę było. Oparłam głowę o jego ramię i wodziłam wzrokiem po jego smukłych, długich palcach, które dość sprawnie poruszały się po klawiszach...
Nie zauważyłam nawet kiedy chłopak przestał grać. Pocałował mnie w czoło, a jego wargi były lekko spierzchnięte od wieczornego zimna, który panował na dworze. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niesamowite zielone oczy... Wyciągnął rękę i objął mój policzek, przejechał kciukiem pod okiem bardzo delikatnie. Wtuliłam się jeszcze bardziej w jego dłoń i własną dłonią przytrzymałam jego. 
- Chodźmy na górę... - wyszeptałam prawie niesłyszalnie, ale gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, widziałam, że wie o co mi chodzi. Wziął moją rękę i zaprowadził mnie schodami na piętro, do sypialni... Oparł mnie delikatnie o ścianę, a ja się nachyliłam i pocałowałam go w miejsce za jego lewym uchem. Jęknął, to był jego czuły punkt... Wyprostowałam się, a on zaczął mnie całować namiętnie, a ja odwzajemniałam pocałunki. Mój oddech stawał się powoli coraz bardzie płytki... Tym razem pozwoliłam mu przejąć inicjatywę. Poczułam jak jego ciepłe dłonie zjeżdżają w dół po moich plecach, podniósł mnie za pośladki, a ja automatycznie obwinęłam go nogami wokół bioder. Harry przeniósł mnie i położył delikatnie na łóżku. Nachylił się i pocałował moją szyję... W tym szaleństwie myślałam o tym, co mnie łączy z tym dzieciakiem... I w końcu powiedziałam to... To co ostatnio ciążyło mi na sercu.
- Ja przepraszam, Harry... - powiedziałam, kładąc rękę na jego nagim torsie i odsuwając go delikatnie. 
- Ja tak nie mogę! - dodałam, a głos mi zadrżał. - Cały czas cię wykorzystuję, a ty się tak starasz i... - jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
Chłopak ją wytarł i oparł czoło o mój czubek głowy.
- Wiem, jaka jest prawda... - odpowiedział cicho melodyjnym głosem. - Tylko szkoda, że nie umiesz jej przyznać głośno...
Odwróciłam wzrok od jego oczu i spojrzałam w bok. Czułam, jak zaczynają mnie piec policzki, a to znaczyło tylko jedno - rumieniłam się. Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili zaśmiałam się i spojrzałam na mojego chłopaka. Tak wreszcie mogłam tak o nim powiedzieć. Byłam w niebo wzięta! Od niepamiętnych czasów nie czułam czegoś, co dał mi ten chłopak. Przyciągnęłam go do siebie za kark i delikatnie musnęłam jego rozgrzane wargi własnymi. 
- Idźmy spać... - zaproponowałam, kładąc się.
Harry położył się obok mnie tak, że spoglądałam mu teraz w te jego zielone tęczówki. Przysunęłam się do niego jak najbardziej mogłam i wtuliłam się w jego umięśniony, ciepły tors. 
- Dobranoc - wyszeptał, gasząc lampkę nocną i przygarniając mnie do siebie mocniej ramieniem. 
- Dobranoc... Kocham cię. - powiedziałam, przytulając się mocniej i zamykając oczy. Usłyszałam jak jego serce gwałtownie przyspiesza i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Czułam, że to mój najszczęśliwszy dzień!  Nagle wszystko stało się takie oczywiste...
- Ja ciebie też, kochanie... - odpowiedział radosnym głosem, całując mnie w czoło. 
Zasnęliśmy i ze snu wyrwał mnie dopiero jakiś koszmar. Odwróciłam się w drugą stronę i spojrzałam w ciemną przestrzeń. Śniło mi się, że to, co stało się sensem mojego życia... Miało przestać istnieć. Wiem, że to szalone, ale... Dzisiaj odkryłam, że nie mogę żyć bez Loczkowatego. Nagle poczułam czyjeś silne ramiona przyciągające mnie do siebie. Harry pocałował mnie delikatnie w szyję i opatulił nogami...
- Nie bój się... Rano nadal tu będę. - wyszeptał mi do ucha, jakby wyczuwał to, o czym myślałam.


Załkałam głośniej. Łzy spływały mi po policzkach i mieszały się z wodą. Oparłam się o szybę kabiny prysznicowej, gdy moim ciałem wstrząsały kolejne spazmy płaczu. Te wspomnienia były zbyt rzeczywiste i jednocześnie przez to, zbyt brutalne. Te wspaniałe chwilę z nim już nigdy nie powrócą... Już nie zobaczę jego twarzy i uśmiechu... Czułam, że coś we mnie pęka... Usiadłam na dnie kabiny i zasłoniłam sobie twarz dłońmi, pomimo tego, że nikt nie mógł mnie zobaczyć. Łkanie stawało się coraz głośniejsze, a ja płakałam, siedząc pod strumieniami wody, dopóki łzy nie przestały lecieć. Kiedy dowiedziałam się niedawno, że Harry zginął w wypadku lotniczym, gdy próbował polecieć by odwiedzić swoich przyjaciół... Cały świat się dla mnie zawalił. Ani razu przez myśl nie przeszedł mi pomysł, że tak zakocham się  w tym młodym, loczkowatym chłopu. Faktu, że straciłam go bezpowrotnie, nie pomagała wieść o tym, że jestem w ciąży... Mam w sobie jego dziecko... Dziecko, które nie będzie mieć ojca... Nigdy się z nim nie spotka, nie pobawi... Harry nie nauczy go grać na pianinie albo jak zainteresować sobą dziewczyny... Nigdy nie usiądziemy razem przy wspólnym posiłku w Wigilię... Jeszcze jedna zabłąkana łza spłynęła mi po policzku, gdy położyłam się do łóżka. Naszego łóżka. Leżąc tam sama, dobijała mnie myśl, że teraz moje życie stało się bez wyrazu... ale muszę żyć. On był tym jedynym i to jest najważniejsze. Wychowam to dziecko i będzie ono moim największym skarbem. Odwróciłam się na bok i spojrzałam na gwiazdy za oknem. Tak bardzo chciałabym, żeby czas się cofnął, żeby ten cholerny samolot w ogóle nie startował... Zamknęłam oczy, a pod powiekami ujrzałam go, gdy mówił: "Nie bój się... Rano nadal tu będę" i uśmiechnęłam się, pomimo iż wiedziałam, że obudzę się sama...Jednak już mniej bałam się tego, co nadejdzie...



Opracowała: B


PS Wiem, że jest mega smutaśny, przepraszam was!
Chyba w ogóle was dzisiaj zawiodłam... Postaram się bardziej następnym razem... :(





wtorek, 27 listopada 2012

Imagine - Zayn (XIV-->XII PART 2)

Wróciła córka marnotrawna. Na wstępie chciałabym, Was przeprosić. To nie miało, tak wyglądać... Ale los chciał inaczej...
Jestem zdania, ze należą się Wam jakieś wyjaśnienia... Zdaję sobie sprawę, że możecie mi nie wybaczyć tego wszystkiego, ale muszę powiedzieć choć parę słów... Jak wiecie na początku miesiąca miałam mieć operację, która się nie odbyła. Nie wiem, kiedy ona się odbędzie, ale nie śpieszno mi na stół operacyjny:) To dlaczego przestałam pisać? Sprawa jest prosta i dotyczy zapewne wielu z Was. Uzależniłam się od komputera. Przestałam mieć czas na cokolwiek innego, moje oceny były coraz gorsze, kłóciłam się co chwilę z rodzicami. To oni powiedzieli "dość" i zaczęli mi dawkować komputer. Po jakimś czasie było lepiej, ale mimo to nie wchodziłam tutaj. Nie chciałam się kusić. Teraz jest już dobrze, ale nadal uważam, ponieważ nie chcę powtórki z rozrywki.
Przepraszam, Was jeszcze raz... Nie zasługuję, żeby tutaj pisać... X i B mi zaufały, a ja je zawiodłam... Od początku wydawało mi się, że nie powinno mnie tu być, a teraz utwierdziłam się w tym przekonaniu...

Napisałam drugą część Zayna:) Dodaję razem z pierwszą, tak dla przypomnienia;)




-Oczami [T.I.]-

Czekałam w korytarzu przychodni na badania. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, więc chodziłam z jednego końca pomieszczenia do drugiego. Jest do dość powszechny widok u lekarza, dlatego nikt nie zwracał na mnie uwagi. Poprawka, prawie nikt. Od pewnego czasu czułam na sobie spojrzenie pewnego chłopaka. Odkąd wszedł do przychodni, uważnie mi się przyglądał. W normalnych okolicznościach denerwowałoby mnie to, ale byłam zbyt zestresowana, żeby zaprzątać sobie tym głowę.
- Nie męczy cię to?-zapytał nagle mój obserwator. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy, które świetnie z nią współgrały. Znałam go, ale nie miałam pojęcia skąd.-Chodzisz, tak odkąd tu przyszedłem. Ale zapewne jesteś już tutaj od dawna.
Przyjrzałam mu się dokładniej i próbowałam przypomnieć sobie skąd go znam. Zauważyłam, że chłopak ma obwiązaną szyję szalikiem, więc wywnioskowałam, że przyszedł tutaj w sprawie chorego gardła
- Niektórzy przychodzą tutaj z większymi problemami, niż z lekkim kaszelkiem-powiedziałam jadowicie. Właśnie miałam wrócić do swojego "spaceru", ale on nie dał za wygraną.
- Jeśli ten "lekki kaszelek" sprawia, że nie mogę zarobić na życie, to jest to dość duży problem, nie uważasz?-zapytał retorycznie.- Ale pewnie ty przeżywasz, jakiś większy dramat. Zaszłaś w nieplanowaną ciążę, prawda?
- Niestety muszę cię zasmucić-wygięłam usta w podkówkę.- Nie jestem w błogosławionym stanie. Wiem, że żałujesz, bo nie zostaniesz wujkiem... Ale nie martw się, jak zajdę w ciążę to będziesz pierwszą osobą, której powiem!-mrugnęłam do niego.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale zawołała mnie lekarka. Nie oglądając się na niego, podeszłam do niej, żeby porozmawiać o zbliżającej się operacji, która być może uratuje mój wzrok. Kiedy się wszystkiego dowiedziałam i chciałam odejść, ktoś położył rękę na moim ramieniu. Natychmiast się odwróciłam i stanęłam twarzą w twarz z moim obserwatorem.
- Podsłuchiwałeś...?-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
- Przepraszam... Nie wiedziałem...-powiedział, spuszczając oczy.-Zachowałem się, jak dupek
- Z tym to się akurat zgodzę-powiedziałam, posyłając mu serdeczny uśmiech. Nie potrafiłam się długo gniewać na innych, nawet na nieznajomych.
- Masz taką tak poważną operację, a masz jeszcze nastrój żartować?-spojrzał głęboko w moje oczy. Miał piękne czekoladowe tęczówki, w których utonęłam. Myśl o tym, że nie długo mogę nie doświadczać podobnych doznań była nie do zniesienia.
- A co mam zrobić? Zabić się?-zapytałam retorycznie.- Już przywykłam do myśli, że niedługo prawdopodobnie nie będę nic widzieć, więc staram się wykorzystać czas, który mi pozostał...-spuściłam wzrok, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. On to zauważył, więc chwycił delikatnie mój podbródek i podniósł go tak, żebym ponownie spojrzała mu w oczy. Staliśmy tak zastawiając cały korytarz, dopóki jakaś staruszka nie chciała przejść koło nas. Odsunęłam się od chłopaka, przepuszczając starszą panią. Chciałam wychodzić z przychodni, ale czyjaś ręka złapała mnie w tali. Należała ona do mojego obserwatora, który obrócił mnie tak, że stałam dokładnie na przeciwko niego.
- Jestem Zayn, a ty?
- [T.I.]
- Ładnie...-gdy wypowiedział te słowa, zarumieniłam się.- Dasz się zaprosić gdzieś, w ramach przeprosin za tamto?
- Dobrze, ale powiesz mi coś o sobie... Wydajesz mi się znajomy...-przyjrzałam mu się badawczo, a on tylko zaśmiał się krótko, chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Mulat zaprowadził mnie na parking, na którym stał jego samochodu. I to nie byle jaki. Nigdy nie widziałam takiego z bliska, a co dopiero jechała takim...
- Zdziwiona?-zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Trochę... Boże Zayn, kim ty jesteś, że cię stać na takie rzeczy? Jakimś mafiozo, czy co?
- A wyglądam ci na takiego?-odpowiedział pytaniem i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie... Chociaż jakby się tak zastanowić...-uśmiechnęłam się do niego słodko.- To gdzie mnie pan zabierze, panie...-spojrzałam na niego pytająco.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
W aucie zapadła nieprzyjemna cisza. Chłopak odwrócił wzrok, odpalił samochód i wyjechał z parkingu. Nie miałam pojęcia, dlaczego nie chce mi nic powiedzieć o sobie. W mojej głowie zaczęły się pojawiać straszne obrazy. To nie był pierwszy raz, kiedy moja bardzo bujna wyobraźnia przerażała mnie. Zaczęłam oglądać zmieniający się krajobraz za oknem, żeby przestać o tym myśleć
- ...Malik. Zayn Malik.- niespodziewanie chłopak się odezwał. Natychmiast odwróciłam się i przyjrzałam się mu. No tak, wszystko pasuję, jak mogłam go nie rozpoznać...? Byłam w wielkim szoku, nie potrafiłam nic siebie wydusić, wpatrywałam się z osłupieniem na chłopaka. On zauważył to kątem oka i zacisnął mocniej ręce na kierownicy, jakby chciał dzięki temu się uspokoić- Proszę cię tylko, nie rób nic głupiego...
- Dlaczego miałabym zrobić coś głupiego?-spytałam zdezorientowana.
- Nie jesteś fanką...?-zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie, a ja ponownie utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach.
- Po raz kolejny dzisiaj, muszę cię zmartwić... -uśmiechnęłam się szeroko.
- To skąd mnie znasz?
- Czy muszę być Directionerką, żeby cię znać? Wystarczy, że moja najlepsza przyjaciółka nią jest...-dodałam pod nosem. Mulat zaśmiał się krótko.
- I co pewnie masz jej dość?
- Nie... Przecież nie mówi o was bez przerwy. Wróć, jednak mówi
- Nie tylko ona-mrugnął do mnie.
- Panie Próżny, weź się skup na drodze, jasne?
- Ooo... Zaskoczyłaś mnie-uśmiechnął się zadziornie- Ciekawy jestem, ile jeszcze wiesz...
- Dużo... Zdecydowanie za dużo...-chłopak zaśmiał się.- Od dawna próbuje mnie przekonać do was -przewróciłam oczami.
- Czyli, nie za bardzo jej to wychodzi
- Gdybyś w kółko słuchał o jednym, to też byś stracił cierpliwość...
- To nie byłoby takie złe... W końcu ona mówi też o mnie...-uśmiechnął się łobuzersko.
- Źle się wyraziłam. Kiedy twój przyjaciel nawija tylko o jakiejś aktorce, to w końcu masz dość i zaczynasz ją nienawidzić. Nie masz na to wpływu...
- Zawsze możesz się do niej przekonać...-westchnął.- Ej poczekaj! Nienawidzisz nas?!
- Nie wiem, czy można to tak nazwać...-udałam zamyśloną.- To że mam odruchy wymiotne na wasz widok, przecież nie oznacza nienawiści, prawda?-uśmiechnęłam się zadziornie.
- A gdyby nie twoja przyjaciółka, lubiłabyś nas?
- Pewnie bylibyście mi obojętni-wzruszyłam ramionami.- Albo bym was nie znała. Nie jestem typem dziewczyny, którą kręcą boysbandy...
- Szkoda...-mruknął pod nosem.-Już jesteśmy-powiedział, parkując samochód.- Pomyślałem sobie, że zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Jak miło...-uśmiechnęłam się słodko i wysiadłam z auta.

Znajdowaliśmy się koło jednego z moich ukochanych miejsc w Londynie-Hyde Parku. Po chwili Malik chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do jednej z restauracji. Była to włoska knajpa. Gdy weszliśmy do niej zachwyciło mnie jej piękno. Do oczu napłynęły mi łzy, ponieważ niedługo może nie będę doświadczać takich doznań. Opuściłam głowę, żeby ukryć mój smutek, jednak Zayn zauważył to. Usiadłam przy stoliku, który mi wskazał, ale on nie poszedł w moje ślady, tylko przykucnął przy moim krześle i złapał mnie za rękę.
- Hej, co się stało? -spytał, ścierając drugą dłonią łzę z mojego policzka.- Chodzi o operację, prawda? Mi możesz powiedzieć...-spojrzałam w jego brązowe oczy. Było w nich coś, co sprawiało, że zaczęłam się mu zwierzać.
- Od dziecka miała problemy ze wzrokiem. Nie widziałam, co nauczyciel pisał na tablicy, kiepsko radziłam sobie ze sportem. Jednak lekarze nie stwierdzili niczego groźnego. Jakiś czas temu okazało się, że grozi mi utrata wzroku. Gdyby wcześniej to zdiagnozowano, może nie byłoby z moimi oczami tak źle. Przeszłam już 4 operacje, ale one niewiele dały... Niedługo będę miała następną. W tej pokładane są największe nadzieje. Jeśli ona się nie uda, przestanę widzieć...-te ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. Zayn przytulił mnie mocno i pozwolił, żebym się wypłakała.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...-szepnął mi po dłuższej chwili do ucha.
- Ja już straciłam nadzieję...
- Co?!-spojrzał mi głęboko w oczy- Nie wolno ci tak mówić! Nie stracisz swojego wzroku!
- Mam nadzieję, że masz rację...-uśmiechnęłam się słabo.
- Ja jestem tego pewien. Głodna?
- Jasne...
Tego wieczora nie wróciliśmy do tematu mojej operacji. Rozmawialiśmy o sobie, marzeniach, planach. Zachowywaliśmy się, jak para najlepszych przyjaciół i poruszyliśmy każdy temat. Diametralnie zmieniłam swoje zdanie o Zaynie. Był on fajnym facetem, a nie próżnym burakiem. Nie chciałam, żeby nasz kontakt się urwał. I tak też nie było. Przez cały miesiąc, spotykaliśmy się, jak najczęściej, pisaliśmy ze sobą SMSy, rozmawialiśmy godzinami... Poznałam resztę One Direction, mimo że bardzo ich polubiłam, to Malik był dla mnie najważniejszy. Powoli zakochiwałam się w nim, jednak nie wiedziałam, czy on czuje do mnie to samo. Sielankę przerwała zbliżająca się operacja, która miała się odbyć w Dublinie, ponieważ moi rodzice chcieli mnie zawieść do najlepszego specjalisty. Oni robili dla mnie wszystko, mimo że nie mieszkałam już z nimi.
Tuż przed wylotem napisałam do Zayna SMSa. Chłopak nie wiedział prawie nic o moim zabiegu. Zaraz po tym wyłączyłam komórkę i weszłam na pokład samolotu.


-Oczami Zayna-

Rano obudził mnie SMS. Zaspany wziąłem z szafki przy moim łóżku telefon, żeby sprawdzić kto do mnie napisał. Była to [T.I.]...


Zayn... Dzisiaj wylatuję do Dublina, a jutro mam operację. Dziękuję Ci za ten miesiąc, to był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Niedługo znowu się zobaczymy, znaczy Ty mnie zobaczysz...

Czytałem wiele razy tą wiadomość, ale jak na złość nie docierała ona do mnie. Zszedłem do salonu, w którym siedziała już reszta
- Chłopaki...-powiedziałem, przegryzając dolną wargę.- Musicie mi pomóc...

-Oczami [T.I.]-

Po operacji budziłam się wiele razy, jednak prawie od razu zasypiałam. Chociaż spałam bardzo długo, cały czas byłam zmęczona. Uczucie potęgowały opatrunki, które założono mi na oczy, ponieważ całkowicie zasłaniały mi dostęp do światła. Nawet nie zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest to ich wina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że oślepłam. Nie chciałam robić scen. Dopiero za którymś razem obudziłam się wypoczęta. Leżałam przez chwilę nieruchomo, kiedy usłyszałam dwa głosy. Jeden należał do mojego lekarza, a drugi też wydawał mi się znajomy. Byłam taka szczęśliwa, gdy go rozpoznałam. Jednak po chwili uznałam, że osoba do której mógłby on należeć jest wiele kilometrów stąd. Zachciało mi się płakać. Żeby się uspokoić, podniosłam prawą rękę i dotknęłam nią opatrunków. To głupie, ale zawsze tak robiłam po operacjach. Poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Do mojego serca znowu zawitała nadzieja
- Zayn...?-szepnęłam.
- Jestem tutaj...-podniósł moją rękę do ust i delikatnie ją pocałował.- Tak się bałem... Nigdy nie rób mi tego więcej-mówił łamiącym się głosem, który z każdym słowem przechodził w szept.- Proszę...
- Jakim cudem?
- Czy to ważne?-odpowiedział pytaniem.-Jestem przy tobie i zawsze będę-zachciało mi się płakać, tym razem ze szczęścia. Jednak przez te głupie opatrunki nie mogłam. Dotknęłam dłonią jego twarzy. Wyczułam palcami, że był nieogolony i miał podkrążone oczy.
- Jesteś zmęczony... Jak długo już tu siedzisz?
- To nic...-chwycił moją rękę i przycisnął do swoich ust.
- Powinieneś odpocząć
- Nie zostawię cię!-znałam ten ton głosu. Jemu nie można się sprzeciwiać
- To chociaż...-nie dokończyłam, ale on wiedział o co mi chodzi. Położył delikatnie głowę na moim łóżku, tak że lekko dotykała mojego brzucha. Jedną ręką trzymałam jego dłoń, a drugą bawiłam się jego włosami. Po jakimś czasie zasnęłam, ponieważ nadal byłam mocno osłabiona po operacji.
Obudziłam się, kiedy pielęgniarka zmieniała mi kroplówkę. Głowa Malika leżała tam gdzie wcześniej, więc wywnioskowałam, że śpi. Znowu zaczęłam się bawić jego włosami, ponieważ odprężało mnie to.
- Wreszcie kochanie...-usłyszałam głos mojej mamy.- Baliśmy się o ciebie.
- Nie wiedzieliśmy, dlaczego tak długo się nie budzisz-powiedział tata.-Już niedługo będzie obchód, a ty cały czas spałaś.
- Ja się budziłam już parę razy... -mówiłam cicho, żeby nie obudzić Zayna.-Czy operacja się udała?
- Nie wiemy. Wszystko okaże się, kiedy ci zdejmą opatrunki. Ale lekarze są dobrej myśli-dodał pokrzepiająco mój ojciec.
- Wtedy też byli...-uśmiechnęłam się słabo.- Wiecie, co... Ja pójdę spać, jestem zmęczona...

- Jasne córciu...-mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.- Gdyby coś to wołaj, będziemy w bufecie.
- Chyba nie będzie to potrzebne... Ona ma już obstawę-powiedział tata, który zapewne miał na myśli Zayna, który cały czas spał przy moim boku
Rodzice wyszli, a ja próbowałam zasnąć. Nie udawało mi się to, ponieważ zaczęłam myśleć o operacji. Czułam, że ona się nie udała i oślepłam. Już nigdy nic nie zobaczę... Ta myśl była nie do zniesienia. Nagle głowa Malika się podniosła
- Jak się czujesz słońce?-spytał zaspanym głosem.
- Ja oślepłam, prawda? Tylko powiedz mi prawdę...
- O czym ty mówisz?! Operacja się udała!
- Nie kłam, proszę... Ja to czuję...
- [T.I.]... Nie kłamię... -chwycił moją dłoń i przyłożył ją sobie do klatki piersiowej.- Przysięgam...
- Przepraszam pana, ale muszę dostać do pacjentki-usłyszałam głos mojego lekarza. Mulat natychmiast się odsunął, puszczając moją rękę. Poczułam się zupełnie sama.
- Doktorze, czy...-nie potrafiłam dokończyć, ale mój rozmówca i tak zrozumiał o co mi chodzi.
- Zaraz się okaże...-zaczął delikatnie ściągać moje opatrunki. Ze strachu zacisnęłam oczy, które i tak miałam zamknięte, jeszcze bardziej. Poczułam delikatne szarpnięcie, kiedy ostatnie plastry zostały zdjęte z mojej twarzy.- Otwórz oczy
Chwilę się wahałam, ponieważ chciałam zostać w słodkiej nieświadomości chociaż przez minutę. Jednak przypomniało mi się, że wszyscy czekają na mój ruch, więc delikatnie podniosłam powieki. Uderzyła mnie fala światła, dlatego podniosłam rękę i osłoniłam oczy. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co to oznacza.
- Ja widzę...-szepnęłam zdumiona. Zaczęłam powoli mrugać, żeby przystosować swoje oczy do światła. Po chwili zauważyłam mojego lekarza, który siedział na moim łóżku oraz stojących za nim rodziców i Zayna.
- Mówiłem ci, ale ty nie wierzyłaś...-powiedział Mulat i lekko się uśmiechnął.
- Bo to byłoby zbyt piękne...-odwzajemniłam jego uśmiech. Mój okulista chrząknął znacząco, a ja zarunieniłam się, przez co mój tata parsknął śmiechem.
- Może najpierw sprawdzę, czy wszystko w porządku, a potem porozmawiacie-okulista zaczął badać moje oczy. Trwało to dość długo, ale nie okazywałam zniecierpliwienia, ponieważ chciałam dla mojego wzroku, jak najlepiej. Nie wyobrażałam sobie kolejnych operacji.- Masz wielkie szczęście.-spojrzałam zdziwiona na niego.- Będę szczery. Kiedy przyjmowałem cię na oddział, myślałem, że nie masz szans na uniknięcie ślepoty. Jednak zabieg się udał, więc jeśli będziesz przez jakiś czas szczególnie dbać o siebie to twoje oczy zupełnie wyzdrowieją. Nie będziesz musiała już nosić soczewek, nie przejdziesz kolejnej operacji...-nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. To było zbyt piękne... Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia.

- Doktorze, kiedy będzie mogła wrócić do domu?-wtrąciła się moja mama.
- Chciałbym ją zostawić na noc na obserwacji, ale jutro rano dostanie wypis.
- Czyli niedługo wracam do domu...?-zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale nie powinnaś latać samolotem przez jakiś czas. I oczywiście musisz mieć zapewnioną opiekę, bo nie możesz się nadwyrężać.
- O to się proszę nie martwić, mamy już wszystko ustalone-nagle odezwał się Malik, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chłopka przegryzł dolną wargę i odwrócił on ode mnie wzrok.
- Skoro tak, to jutro będziesz mogła wrócić do domu.-uśmiechnął się i zwrócił się do moich "gości".- Przepraszam, ale już późno, więc byłoby lepiej, żebyście państwo już poszli...
- Jasne, to o której jutro przyjść?-zapytał mój tata.
- O 10:00 [T.I.] powinna mieć już wypis
- To pa kochanie...- mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło
- Trzymaj się!-powiedział tata, wychodząc razem z mamą z sali.
- Zaraz przyjdzie pielęgniarka, założyć ci nowy opatrunek.-lekarz wstał i zaczął zmierzać w stronę drzwi.- Panie Malik, proszę nie...niepokoić pacjentki za długo. Jutro ją pan dostanie z powrotem-powiedział, wychodząc z sali. Zostaliśmy sami, więc Zayn usiadł tuż koło mnie na łóżku.
- Tak się cieszę...-mówiąc wplótł swoją dłoń w moją.
- Ja też...-oparłam się o jego ramię. Dla wielu ludzi zachowywaliśmy się, jak para, którą nie byliśmy i nie będziemy...nigdy... W moich oczach pojawiły się łzy, co nie umknęło uwadze chłopaka.
- Co się stało?
- Nie martw się. To łzy szczęścia...-nie wydawał się przekonany, więc delikatnie się uśmiechnęłam, żeby go przekonać.
- Niech ci będzie...-westchnął i przytulił mnie.
- Zayn... Idź już. Musisz odpocząć
- Nie musz...
- Proszę-przerwałam mu i spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On westchnął i pocałował mnie w czoło.
- To do jutra, piękna-powiedział wychodząc z sali.
- Pa...- zostałam zupełnie sama. Jednak nie na długo, ponieważ po chwili do sali weszła pielęgniarka z jedzeniem.


~Parę dni później, Londyn~

- Witaj w domu-powiedział Zayn, stawiając moją walizkę w korytarzu.
- Nie musiałeś tego robić...-spojrzałam na niego zza przeciwsłonecznych okularów, które teraz miałam nosić, żeby nie narażać za bardzo moich oczu.
- Ale chciałem...-wzruszył ramionami.- To może pokażę Ci, co i jak...
- Zayn....-złapałam go za przegub dłoni.- Dlaczego to zrobiłeś? Najpierw przyjeżdżasz do szpitala, potem zawozisz mnie do Londynu samochodem, który nie wiadomo skąd wytrzasnąłeś, a teraz to
- Chcę dla ciebie, jak najlepiej
- Mogłeś mnie zawieść do rodziców, tam też byłoby mi dobrze-moje słowa zupełnie się nie zgadzały z tym, co naprawdę myślałam. Pragnęłam mieszkać u Malika, ponieważ to dawało mi nadzieję, że on odwzajemni moje uczucia
- Przecież spodobał im się ten pomysł-Mulat unikał mojego wzroku.- Nie widzę problemu
- Ale ja widzę, Zayn! Coś ty im powiedział?
- Nieważne-przegryzł dolną wargę.- A teraz chodź-chwycił mnie za rękę i zaprowadził na górę. Poszliśmy do pokoju gościnnego, w którym spałam wiele razy, więc czułam się tam, jak w domu.- Twoje rzeczy już tu są, dlatego nie będziemy musieli po nie jechać...
- Grzebałeś...w...moich...rzeczach-wycedziłam. Trzymałam tam swój pamiętnik... Wolałam nie myśleć, co by się stało, gdyby on go przeczytał.
- Nie...! Twoi rodzice mają klucze do twojego mieszkania, więc je przywieźli-zaczął się gorączkowo tłumaczyć.- Nigdy bym tego nie zrobił! Przecież mnie znasz!-rzeczywiście znam go i wiem, że nie zrobiłby czegoś takiego. Cała złość uleciała ze mnie. Podeszłam do niego i pogłaskałam jego policzek.
- Dobrze, wierzę ci...-delikatnie się uśmiechnęłam a on przymknął oczy i wtulił się w moją dłoń. Przeze mnie przeszedł przyjemny dreszcz, więc speszona cofnęłam rękę i wbiłam wzrok w swoje stopy. W pokoju zapadła nieprzyjemna cisza.
- To rozgość się... Gdyby coś, będę u siebie-powiedział wreszcie Malik i zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
- Jasne...
Chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkowicie samą. Byłam bliska płaczu, ponieważ uświadomiłam sobie, że zakochiwałam się w Zaynie coraz bardziej...i nic nie mogłam na to poradzić...


~Dwa tygodnie później~

- Tak, mamo czuję się już dobrze... Zayn bardzo o mnie dba-próbowałam przekonać, że wszystko u mnie dobrze, podczas rozmowy telefonicznej. Mama nie była podejżliwa, więc moje kłamstwo nie zostało odkryte. Co prawda, fizycznie czułam się świetnie. Jednak psychicznie byłam załamana.- Cieszę się, że między wami wszystko dobrze. Zayn to dobry chłopak. Jestem pewna, że dobrze trafiłaś- Mamo...? O co ci chodzi?-zapytałam zdezorientowana.- Jak to o co?! Przecież Zayn miał cię poprosić o rękę!- Co!?-wykrzyczałam do słuchawki.- Kochanie, proszę uspokój się. Przepraszam, że zepsułam ci niespodziankę, ale to było wiadome po sposobie, w jakim on cię traktuje- My nie jesteśmy parą...!-wydusiłam z siebie.- Jak to nie...? Nie gadaj głupot! Przecież on nam wszystko powiedział, kiedy ty byłaś w szpitalu- Mamo, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przysięgam.- Co?! To niemożliwe...- Ja muszę kończyć-przerwałam jej.- To do usłyszenia-rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź.
Położyłam się na łóżku, którego przez pierwszy tydzień po operacji praktycznie nie opuszczałam. Musiałam wszystko przemyśleć. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Wiedziałam, że to One Direction, bo była już 17:00, a o tej godzinie zespół miał wrócić ze studia. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Wszyscy byli uśmiechnięci i mówili jeden przez drugiego. Splotłam ręce na piersiach i oparłam się o barierkę od schodów. Malik podszedł do mnie, żeby mnie przytulić, ale ja odepchnęłam go.
- Co jest?-zapytał zdezorientowany.
- Czemu okłamywałeś moich rodziców?!
- Nie wiem, o czym ty mówisz-spojrzał w bok i przegryzł dolną wargę.
- Nie zgrywaj niewiniątka!- warknęłam.- Miej przynajmniej odwagę, powiedzieć mi to wszystko.
- Oni by się nie zgodzili!
- Nie znasz ich... -wycedziłam i wróciłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Złość uleciała ze mnie, a teraz został tylko smutek i wstyd. Zrobiłam awanturę osobie, która jest dla mnie najważniejsza. Gdybym miała chociaż jakiś powód, ale on chciał tylko mojego bezpieczeństwa. Zawsze szybko się denerwowałam, ale to nie jest wytłumaczenie. Po jakimś czasie do mojego pokoju wszedł Zayn i usiadł koło mnie. Nie pukał, ale nie miałam mu tego za złe.
- Przepraszam, nie chciałem...-zaczął.
- To ja przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam-przerwałam mu, wycierając łzy wierzchem dłoni i spoglądając na Mulata.
- Ja...muszę ci coś wyznać...-chłopak kontynuował, nie zwracając uwagi na, to co powiedziałam.- Od zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna... Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć... Jednak teraz nie potrafię tego ukrywać... Ja cię kocham...
- Zayn...-szepnęłam, będąc w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Wiem, że pewnie nie czujesz tego samego, ale nie chciałam, żebyś wiedziała-chłopak urwał, wstał z łóżka i poszedł w kierunku drzwi.
- Ja ciebie też, ciołku!-krzyknęłam, kiedy wychodził z pokoju.
- Jak to...?-Zayn odwrócił się i podszedł do mnie parę kroków.- Myślałem, że...

- To źle myślałeś-uśmiechnęłam się delikatnie podeszłam do chłopaka i pogłaskałam go po policzku.
- Przecież to co mówiłaś na dole, świadczyło o czymś zupełnie innym
- Wolałam, nie mieć żadnych nadziei, niż nimi żyć...-powiedziałam spuszczając wzrok
- W tym się różnimy-zdjął moją dłoń ze swojego policzka i splótł nasze palce ze sobą. W momencie, kiedy podniosłam wzrok, poczułam jego usta na swoich. Zaskoczona odwzajemniłam pocałunek, więc zaczęliśmy się namiętnie całować. Po jakimś czasie niechętnie oderwałam się od niego.
- No, tak-zaśmiał się Mulat.- Muszę uważać, żeby cię nie uszkodzić
- Jeszcze trochę-uśmiechnęłam się słodko.
- Czy...
- Tak-przerwałam mu.
- Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać...!
- Tak, zostanę twoją dziewczyną
- Widzę, że masz ukryty talent...-nachylił się nad moim uchem i szepnął do niego.-...umiesz czytać w myślach... Ale nie martw się, nikomu nie powiem
- To będzie nasz sekret-zaśmiałam się.
- Ale nie chcę, żebyś ty była moim sekretem...-powiedział, po czym pocałował mnie delikatniej, więc tym nie musiałam tego przerywać.

Napisała E(która jeszcze raz bardzo przeprasza)

PS. Mam nadzieję, że przekupiłam Was tym imaginem:) Przepraszam jeszcze raz i błagam o wybaczenie...





poniedziałek, 29 października 2012

Imagine - Harry (XII) --> Ciche zabójstwo:D

Taaa... Jak ja kocham być w takim stanie... Później podziękuję za to B... Dobra muszę się wziąć w garść i napisać coś normalnego!
B już napisała o mnie parę słów w poprzednim poście, więc ja nie będę tego robić;) Chyba trafiła z tym cichym mordercą, bo mam w planach zabójstwo. Ups... Nie powinnam tego mówić...
Przepraszam, że to wszystko jest takie pogmatwane, ale nadal jestem w szoku i nie umiem przez to normalnie myśleć. Najlepiej będzie jeśli przejdę do imagine, bo zaraz zacznę gadać/pisać jakieś dziwne rzeczy... Napisałam go jakiś czas temu i jest on częścią takiego większego opowiadania, dlatego zanim go wstawiłam, musiałam thochę nad nim popracować, żeby dało się go czytać;)


-POLSKA-

22 grudnia 2012
Znam One Direction, odkąd powstało. Poznałam ich, ponieważ byłam/jestem najlepszą przyjaciółką Zayna. Nie będę tu pisać, jak się poznaliśmy, to długa i pokręcona historia. Najważniejsze jest to, że nigdy gdy nie czułam do niego niczego więcej. Był dla mnie jak brat, którego nie miałam. To Harry zawsze mi się podobał. Tak, tak... Nikt inny tylko słynny Harold Edward Styles. Na początku znajomości nienawidziłam go, znaczy tak tylko mi się wydawało. Chociaż myślałam o nim, jak najgorzej to zawsze w moje serce biło innym rytmem, gdy go widziałam. A robiłam to często... Najpierw nie wiedziałam co się ze mną dzieję, dopiero potem uświadomiłam sobie prawdę. Zakochałam się w nim, a najgorsze było to, że z każdym dniem moje uczucie do niego było coraz silniejsze. Nauczyłam się z tym żyć, dlatego dzisiaj udaje mi się żartować z faktu, że nie jest stały w uczuciach i często przyprowadza sobie fanki na noc. Nie wie o tym prawie nikt. Jakiś czas temu powiedziałam Zaynowi. Nie wiem, czy był to dobry wybór, ale musiałam się komuś wygadać. Potem dowiedziała się Danielle - dziewczyna Liama. Teraz już była... Ale mimo to nadal utrzymuję z nią kontakt, nie tylko dlatego, że zna mój sekret...
Pochodzę z Polski. To tam mieszkają moi przyjaciele, którzy nie mają pojęcia, że znam 1D. To dlatego im nie powiedziałam, w kim ulokowałam swoje uczucia. Przez to, że jestem Polką i jeszcze chodzę do szkoły, nie mogę spędzać całego mojego czasu w Londynie. Szczerze mówiąc cieszę się z tego, ponieważ nie widuję Stylesa codziennie osobiście. Te wszystkie plotki na jego temat, które pojawiają się w gazetach bolą. Jednak nie aż tak, jak spotkania z “dziewczynami” Hazzy
Ale nie to najbardziej boli... Więc co? Obojętność Harry’ego w stosunku do mnie i fakt, że nie mam u niego szans... Bo ja zawsze będę tylko przyjaciółką.... Czasem wydaję mi się, że zachowuje się w stosunku do mnie, jakbym była kimś więcej... Ale wiem, że to tylko moja wyobraźnia płata mi figle...

Oderwałam długopis od kartki i cisnęłam go w najdalszy kąt pokoju. “Czym ja sobie na to zasłużyłam?! Dlaczego nie mogłam się zakochać w chłopaku, u którego mam chociaż minimalne szansę!?” Nie mogłam powstrzymać łez, które kapały na mój pamiętnik. Postanowiłam go prowadzić, ponieważ myślałam, że to mi pomoże. Na razie tylko pogarsza całą sytuację... Nie chciałam, żeby ktoś widział mnie w takim stanie, ale niespodziewanie moja mama weszła do pokoju. 
- Taksówka już czeka na dole... - mimo, że chciałam ukryć swoje łzy, moja rodzicielka, je zauważyła.- Co się stało, dlaczego płaczesz?
- Nic, nie martw się...-mówię ocierając oczy wierzchem dłoni. 
- Jesteś moją córką, jak mam się nie martwić...
- Proszę, nie pytaj... -zaczynam w pośpiechu pakować swoje rzeczy do torebki, nie zapominając o "pamiętniku".- Ja już pójdę, bo się spóźnię. To do zobaczenia! Wesołych Świąt!- całuję mamę w policzek i schodzę do taksówki.
- Pozdrów ciocię...-słyszę jej zrezygnowany głos, gdy wsiadam do auta. Macham jej na pożegnanie i odjeżdżam na lotnisko.

-LONDYN-

Lot minął bez problemowo, ale na lotnisku od początku mi coś nie pasowało. Zayn obiecał, że przyjedzie po mnie, ale tak się nie stało. Te Święta chciałam spędzić z moją ciocią, która mieszka tuż obok rodziny Malika, więc miałam się z nim zabrać. Muszę pojechać do domu chłopców sama. Nawet wolę taki obrót sprawy, ponieważ kocham podróżować londyńską komunikacją miejską... Kiedy docieram pod wille zespołu, moje złe przeczucie się jeszcze się nasilają. Pukam do drzwi i czekam, aż ktoś mi otworzy. Robi to Harry, który widząc mnie omal nie dostaje zawału.
- [T.I.]Co ty tutaj robisz?!-pyta zdenerwowany.
- Miałam pojechać z Zaynem do Bradford. Moja ciocia mieszka koło jego rodziny, pamiętasz?- mówię zdezorientowana.
- No tak... Coś sobie przypominam...-przesuwa się, żebym mogła wejść do domu.- Chodź, musisz coś wiedzieć
Przechodzę przez drzwi, zostawiam swoje rzeczy na korytarzu i idę do salonu
- [T.I.]...- zaczyna mówić Loczek.- Bo jest sprawa... Oni wyjechali wcześniej...
- Jacy oni? O czym ty mówisz?
- Wróciliśmy wczoraj rano, więc Zayn, Liam i Niall postanowili pojechać do rodziny wcześniej. Lou wyjechał jakąś godzinę temu. Mnie też miało nie być, ale coś mnie powstrzymało-uśmiecha się zadziornie 
- Harry, znowu? Nawet w Święta żadnej nie odpuścisz?-mówię to luźnym tonem, ale czuję się strasznie ”Czemu mi on to robi?! Ja nigdy nie będę miała szans na jakieś cieplejsze słowa, spojrzenie, gesty...”
- Co?! Jak mogłaś tak pomyśleć!? Nie jestem puszczalski!-mówi urażonym głosem.
- To w takim razie, co cię zatrzymało?-przewracam oczami.
- Zaspałem...
- Oczywiście...
Styles opiera się o framugę drzwi, w których stoi i krzyżuje ręce na piersiach.
- Nie wierzysz mi, a tak bardzo chciałem ci pomóc...
- Niech będzie... Wierzę ci. To jak załatwisz mi transport do Bradford?- pytam z nadzieją.- Będę twoją dłużniczką...
- Kusząca propozycja... Ale mam inny pomysł
- Boję się...
- To dobrze...-uśmiecha się, więc momentalnie moje nogi się uginają.-Pojedziesz ze mną...
- Gdzie?!
- Do Holmes Chapel-z twarzy Loczka nie schodzi uśmiech.-I nie chcę słyszeć sprzeciwu!

-HOLMES CHAPEL-

Z Harry’m Stylesem się nie dyskutuje... Zwłaszcza jeśli kochasz go do szaleństwa i zrobiłabyś dla niego wszystko...

- Co tam piszesz? Chcesz zostać pisarką?
Podskakuję na dźwięk jego głosu. Wiem, że to głupota pisać to wszystko, kiedy on siedzi koło mnie, ale nie potrafię się powstrzymać... Poza tym Hazza nie zna polskiego i prowadzi teraz samochód, więc nie zwraca na mnie uwagi... W sumie to on nigdy nie zwraca na mnie uwagi...
- Pracę na angielski...-kłamię. Nie umiem tego robić dobrze, ale on nie rozpozna, że go oszukuję.
- Zadali ci coś na Święta? Wiesz, że zawsze służę ci pomocą
- Poradzę sobie...-mówię pod nosem.
- Coś się stało? Uśmiechnij się! Jest 22 grudnia, za chwilę Boże Narodzenie!
„Tak, stało się. Głupia, uległam jego namowom i spędzę te Święta z jego rodziną... Nie musiał się za bardzo wysilać, żeby mnie nakłonić do tego. Jestem taka słaba... Mogłam wsiąść w byle jaki pociąg do Bradford, ale nie musiałam się zgodzić! Moja ciocia już wiedziała, że nie przyjadę. Chyba się trochę ucieszyła, bo może spędzić ten czas ze swoim nowym chłopakiem”
- Już jesteśmy...-wysiada z samochodu i po chwili otwiera drzwi po mojej stronie.
- Jak gentelman...-uśmiechnęłam się słodko.
- Przecież nim jestem-odwzajemnia mój uśmiech.- Zapraszam w moje skromne progi
Wchodzimy jak najszybciej do domu, ponieważ w każdej chwili mogą pojawić się fanki
- Już jesteśmy!-krzyczy.
U szczytu schodów pojawia się Gemma, a z kuchni wychodzi Anne
- Witajcie-przytulając nas.- [T.I.], co za miła niespodzianka. Nie wiedziałam, że przyjedziesz
- Ja też nie, ale Zayn o mnie zapomniał i on się uparł...-zerkam na Stylesa.
- Przecież się zgodziłaś...
- Ja się nie chcę narzucać. Jeśli będę przeszkadzać, to wyjadę
- Weź przestań z tym narzucaniem. Cieszymy się, że przyjechałaś.
- Chodź pokaże ci, gdzie będziesz mieszkać-mówi Gemma.
Wchodzę na górę, przytulam ją i idziemy do pokoju dla gości. Zawsze się przyjaźniłyśmy. Mówiłyśmy sobie dużo, ale ona nie wiedziała nic o mojej słabości do jej brata.
- Mam nadzieję, że ci wystarczy...
- Jest świetny. Przecież wiesz, że nie lubię przepychu...
- Dobrze, że przyjechałaś. Nie widziałyśmy się tyle czasu, wreszcie będziemy mogły pogadać;) To ja cię zostawiam samą...
Wychodzi z pokoju, a ja rzucam się z bezsilnością na łóżko.


25 grudnia 2012
Dzisiaj Boże Narodzenie... Mam mętlik w głowie, nie wiem co myśleć... Dopiero dzisiaj piszę, ponieważ byłam bardzo zajęta. Świetnie, nie udało mi się opisać chociaż dwóch dni po rząd... Chyba się do tego nie nadaję...
Tegoroczne Święta spędzam w domu Harry’ego. Co za ironia, nieprawdaż? Ale nie jest źle. Prawie cały czas nie ma go w domu. Zachowuje się bardzo dziwnie. Nie wiem, o co mu chodzi... Pierwszy raz widzę go takiego. Jednak szczerze mówiąc cieszę się, że tu przyjechałam. Tęskniłam za jego rodziną, to cudowni ludzie.
Szczerze mówiąc to się dziwie, że on mnie zaprosił. Przyjaźnimy się, ale nie jesteśmy ze sobą jakoś szczególnie związani. Resztę zespołu traktuję, jak braci. Jednak Harry był dla mnie zawsze przyjacielem. Coraz bardziej nie rozumiem jego zachowania

Ktoś puka do drzwi, więc przestaję pisać.
- Proszę...-mówię, a do pokoju wchodzi Anne.
- O, już nie śpisz. Mogłam przyjść tu od razu, a nie do Harry’ego:)
- Zawsze byłam rannym ptaszkiem, mimo że kocham spać... Mam takie sprzeczności w sobie;)
- Śniadanie już czeka. Ubierz się i zejdź
- Mogłaś powiedzieć, pomogłabym ci.
- Wczoraj już się napracowałaś przy kolacji-wychodzi z pokoju.
Wstaję z łóżka zostawiając mój pamiętnik otwarty, ponieważ nikt nie zna polskiego. To plus mojego pochodzenia. Kiedy już jestem ogarnięta, schodzę do salonu. Są tam, już wszyscy, nawet Hazza, który dziwnie na mnie patrzy. Jemy świąteczny posiłek i rozpakowywujemy prezenty. Każdy coś dostaje, nawet dla mnie się coś znalazło. Nagle rozdzwania się mój telefon
- Halo?-mówię do słuchawki.
- Hej piękna. Wszystkiego najlepszego! Przepraszam, że dzwonię dopiero teraz.
- Nie ma sprawy, przecież wy nie obchodzicie świąt, poza tym dobrze dzwonisz. Tylko w Polsce obchodzi się Wigilię
- To mnie nie usprawiedliwia. Znamy się tak długo, powinienem pamiętać. Jak tam ci?
- Dobrze...
- Wiem, ze jest ci trudno... Przepraszam, zawaliłem sprawę...
- Przestań przepraszać! Nie pozwalam ci się o nic obwiniać! Niczego nie zawaliłeś, po prostu los tak chciał.
- Niech ci będzie... Trzymaj się i pozdrów resztę. Do zobaczenia
- Pa...
Rozłączam się i odkładam komórkę, na stolik przed telewizorem.
- Macie pozdrowienia od Zayna...-zwracam się do reszty. Momentalnie Harry wstaje od stołu i wychodzi na dwór trzaskając drzwiami wejściowymi.-Co się stało?
Wpatruję się w resztę ze zdziwienie, ale oni uparcie milczą. Biorę swoją kurtkę i wybiegam na dwór. Jest przeraźliwie zimno, ale nie zwracam na to uwagi i biegnę przed siebie nawołując Loczka. Kiedy już zupełnie tracę nadzieje na odnalezienie go, przypomina mi się miejsce, w które raz mnie zabrał. Postanawiam tam pobiec. Już z daleka rozpoznaję znajomą sylwetkę
- Harry...-podchodzę do niego po cichu.
- Zostaw mnie!-odwraca się ode mnie, żeby ukryć łzy.
- Powiedz mi, co się stało...
- Co się stało?! Nie ma sensu i tak nie zrozumiesz...
- Skąd wiesz? Ja rozumiem wiele rzeczy...
- Nie wydaje mi się-odpowiada cierpko.- Ale dam ci szansę... Jeśli ci powiem, że się zakochałem to mi nie uwierzysz, prawda? Ale to fakt... Kocham kogoś, mimo że trwa to już długo, nie mogę zapomnieć...-odwraca się i patrzy mi głęboko w oczy.- Domyślasz się  o kogo chodzi?-jego zachowanie mnie zaskakuję do tego stopnia, że nie potrafię wydusić z siebie słowa. Stoję i wpatruję się, jak zahipnotyzowana w jego zielone tęczówki.- Tak, myślałem... [T.I.] kocham cię! Szkoda, że nie czujesz tego samego do mnie...-zaczyna się ode mnie odsuwać, ale powstrzymuję go.
- Skąd wiesz?
- Kochasz Zayna...
- CO?!
- Słyszałem, jak mówiłaś Dan, że jesteś zakochana, ale nigdy nie masz szans, żeby on uznał cię za kogoś więcej, niż przyjaciółkę.
- Skąd wiesz, że nie chodziło o ciebie?
- Bo on zawsze był dla ciebie ważniejszy, widać to było po twoich gestach, słowach... 
- Harry, zawsze traktowałam cię, jak kogoś więcej. Dlatego nie tego nie widziałeś. Patrzyłam na ciebie oczami zakochanej dziewczyny, moje kolana uginały się pod wpływem twojego głosu...-nie dokończyłam, ponieważ Styles wpił się w moje usta. Zaskoczył mnie tym, ale natychmiast odwzajemniłam. Nasze usta pasowały do siebie idealnie. Był to najbardziej magiczny pocałunek w całym moim życiu. Całowaliśmy się, dopóki nie zabrakło nam tchu, wtedy oderwaliśmy się od siebie z trudem. Chłopak przytulił mnie, a ja oparłam głowę na jego piersi.
- Kocham cię-szepnął mi do ucha.
- Ja ciebie też... Nie wiesz, ile czekałam na te słowa.
- Wiem, bo też na nie czekałem... Zostaniesz moją dziewczyną?
- Chyba znasz moją odpowiedź...-szepczę. Chłopak nachyla się nade mną i złącza nasze usta w pocałunku
- Ale się pozostali się zdziwią-mówi, kiedy odrywamy się od siebie.
- Zayn, wiedział...
- I Lou...
- Pewnie reszta, też się domyślała...
- No to nie będzie niespodzianki...-jego słowa sprawiły, że oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Staliśmy tak jeszcze długo, ponieważ żadne z nas nie chciało przerywać tej chwili. Do domu wróciliśmy już jako para.

31 grudnia 2012
No to jutro nowy rok... Czuję, że będzie on przełomowy...
Nie będę, tu już pisać... To straciło sens po tym, jak zostałam dziewczyną Harry’ego... Teraz nie muszę niczego ukrywać. Może kiedyś wrócę do pisania w tym zeszycie, ale mam nadzieję, że się nigdy tak nie stanie...


Napisała(wciąż będąca w szoku) E

PS. Obiecuję, że następny mój wpis będzie w miarę normalny;) Chociaż po mnie można się wszystkiego spodziewać...


Imagine - Liam (VIII)

Hej! Piszę imagine z Panem Paynem dla mojej wspaniałej koleżanki! Nata TF mam nadzieję że to czytasz;D Jeszcze raz życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zdrowia, szczęścia, poczucia humoru, które cię nigdy nie opuszcza i... i chłopców oczywiście;* 101 lat, Pani Payne! :D

-------------------------------------------------------







        





   Szłam szybkim krokiem w stronę wejścia do pobliskiego metra. Była wspaniała jesień - drzewa mieniły się wszystkimi, możliwymi barwami. Pod czapką miałam swój nieodzowny dodatek - słuchawki, dzięki którym cały czas słuchałam mojego ukochanego zespołu. Wszedłszy do budynku, kupiłam bilety i przeszłam przez bramki. Po raz kolejny raz zachwycałam się tym londyńskim środkiem transportu. W Polsce nie mieliśmy metra, a co dopiero mówić o takim metrze! Po tym jak zjechałam kilka kondygnacji ruchomymi schodami, minęłam kilka zakrętów korytarza wyłożonego mozaiką. Pomimo skomplikowanej budowy już mniej więcej wiedziałam co i jak. W biegu spojrzałam na zegarek - miałam jeszcze chwilę przed przyjazdem, ale zawsze lubiłam być wszędzie wcześniej. Zaczęłam schodzić, tym razem normalnymi, schodami. Usłyszałam wtaczający się na peron pojazd, przyspieszyłam i przeskakiwałam po kilka stopni  naraz. Nagle z mojej torby wysypały się wszystkie książki. 
- Cholera, znowu! - przeklęłam, pochylając się by je zebrać. Jednak kiedy wyciągnęłam moją rękę po Williama Whartona, zauważyłam inną dłoń na okładce - podniosłam wzrok i nie wierzyłam własnym oczom. To był jeden z nich, właśnie jego głosu słuchałam przed chwilą w słuchawce, a teraz byłam z nim twarzą w twarz. Pierwszy zareagował on, uśmiechnął się, wziął książkę, podniósł się, a za nim ja. 
- To jego najlepsza powieść - powiedział wręczając mi tom "Ptaśka".
- "Werniks" też jest całkiem dobry... - bąknęłam w odpowiedzi, tonąc w jego brązowych oczach.
- Tak, ale wolę Salingera.. Widzę, że też go lubisz. - wskazał palcem jedną książkę, którą trzymałam kurczowo pod pachą. - A przepraszam, gdzie moje maniery... - dodał zakłopotany uśmiechając się tak, że kolana mi się ugięły, co było dla mnie nowym doznaniem, jeszcze nigdy nie denerwowałam się tak przy osobniku płci męskiej. - Jestem Liam... a ty...?
       - A ty? Co tak siedzisz cicho? - spojrzał wyrywając mnie ze wspomnień. - O czym tak myślisz? No chyba się nie denerwujesz, co? Pokochają cię w zupełności, zobaczysz! - zaśmiał się serdecznie, a ja spojrzałam na niego z ukosa. Lubiłam przyglądać się jego twarzy w uśmiechu, te delikatne zmarszczki w kącikach oczu... Przeniosłam wzrok na widok za oknem. Pełno zieleni, epizodyczne rezydencje, a w tle było słychać szum fal. Jechaliśmy teraz do letniego domku samego One Direction! I Liam doskonale przypomniał mi, że nie powinnam była teraz siedzieć i myśleć o tym, jak go spotkałam i jak zostaliśmy "przyjaciółmi", ale o tym, że zaraz spotkam resztę mojego ulubionego zespołu.
- Nie denerwuję się, nie ma przecież czym... - powiedziałam pod nosem, ale na tyle głośno, żeby usłyszał. Parsknął tylko cichym śmiechem, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć. Zaczęliśmy rozmawiać i zanim się zorientowałam, już wjeżdżaliśmy  na podjazd jakieś willi. Teraz byłam pewna, że mam oczy wielkości pięciozłotówek. Liam zaparkował, wysiadł z auta i podbiegł mi otworzyć drzwi samochodu.
- Hmm... Dziękuję Panie Payne... - podziękowałam mu głosem, jak w tych filmach o XX wieku, kiedy chłopak ujął mają jedną dłoń i pochylił się jak kamerdyner. 
- Cała przyjemność po mojej stronie, Pani [Twoje Nazwisko]... - odpowiedział mi tym samym tonem głosu, pocałował wierch mej dłoni i oboje wybuchnęliśmy śmiechem, idąc do drzwi. Chłopak otworzył je bez wahania, po czym zaprosił mnie do środka. Jeśli z zewnątrz dom robił wrażenie, to nic nie mogło się równać z wnętrzem! Elegancki, nowoczesny, ale zrobiony w domowym stylu z lekką nutką studenckiego nieładu. 
- Może coś do picia? - zapytał mój przyjaciel, a ja skinęłam głową i już szliśmy do kuchni. - Robi wrażenie, hah... Co? Dlatego wybraliśmy to miejsce na nasz bankiet, a właściwie przyjęcie... - dodał, nalewając mi soku do szklanki, a ja nagle sobie przypomniałam o tym, co czeka mnie dzisiejszego wieczoru! Liam zaprosił mnie głównie, żeby przedstawić zespołowi, ale przy okazji tego, że zostaję tu na cały weekend, to jeszcze oni wydają wieczorem bankiet! Wybrałam kreację na tę okazję kilka dni temu, razem z moją przyjaciółką, która mi pomagała i już wtedy ją spakowałam, a teraz nie pamiętałam całkowicie o sukience spoczywającej pod stertą innych rzeczy. Wzięłam łyk soku i zauważyłam, że Liam też sobie trochę nalał. Opieraliśmy się o blat kuchennego stołu, a ja ukradkiem rozglądałam się po pomieszczeniu. Nagle usłyszałam syczenie i spojrzałam na Liama - strużka wody, wycelowana w jego tors, moczyła mu koszulkę. Po chwili ja też oberwałam. Próbując się zasłonić, przeszliśmy kawałek i schowaliśmy się za szafką kuchenną. 
- Mogę nie wyjść z tego cało, ale zaryzykuję... - wyszeptał mi do ucha, muskając jego płatek tak, że aż poczułam przyjemne dreszcze. 
- Co zamierzasz zrobić? - zapytałam przerażana po chwili... Chłopak nie zdążył mi odpowiedzieć, już wstał i rzucił się bokiem w kierunku stołu kuchennego. Dostał przy tym mocno w twarz, po czym upadł na podłogę.
- Mam go! - odezwał się męski głos z lewej...
- Raport. Agent wrogiego wydziału został zdjęty. Powtarzam. Agent wrogiego wydziału został zdjęty! - zawtórował mu inny po tej samej stronie.
- Odebrano! Gratulacje agencie 007! Znów jesteś najlepszy! - odpowiedział ktoś po prawej. 
- Tak, agenci sekcji 00 (czyt. double O)... MI6 ( czyt. em aj siks) znowu może być z was dumne! - dodał ktoś dokładnie za mną, tak że wstałam podskakując. Wszyscy w pomieszczeniu wybuchnęli śmiechem, łącznie z mym przyjacielem pod stołem.
- Haha... [Twoje imię], poznaj One Direction! Haha...! - zaśmiał się Liam, wstając.
Uśmiech sam wyszedł na moją twarz. Liam nas sobie przedstawił, dodając komentarze o infantylności niektórych osób, które bawią się jeszcze pistoletami na wodę... Chłopcy bardzo mnie polubili, gdy nachyliłam się do zegarka i wyszeptałam:"Przechwycili mnie! Jest ich czwórka... Smok poległ! Czekam na rozkazy.". 
- Miło cię poznać! - wtrącił się Louis.
- Tak! Tyle o tobie słyszeliśmy... - dodał przeciągając Zayn.
- Ona jest taka zabawna, a zarazem inteligentna... - zawtórował Niall przedrzeźniając głos Liama.
- Ale nie powiedział nam, że jesteś taka piękna... - powiedział Harry, nachylając się do mnie...
- Ejej! Przestańcie... W szczególności ty, Hazza... - mój przyjaciel odsunął jedną ręką nowego "adoratora", a ja myślałam, że zaraz wybuchnę śmiechem.
- A co z imprezą? Pomogę w przygotowaniach! - rzuciłam, aby zmienić temat. Odpowiedział mi śmiech piątki chłopców.
- Taa... Możesz... - zaśmiał się Zayn, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
- Chodź, zobaczysz tylko coś! - powiedział, najbardziej podekscytowany wieczorem członek zespołu, chwytając mnie za rękę. Irlandczyk wyprowadził mnie tylnymi drzwiami na taras. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Basen, parkiet do tańczenia, bufet, a to wszystko otoczone ogrodem, gdzie na drzewach porozwieszane lampki dodawały uroku temu miejscu. Jednak nic nie mogło się równać z długą plażą i morzem w tle parkietu tanecznego. Jeszcze kilka osób krzątało się i coś rozkładało, porządkowało dookoła. Jak się dowiedziałam (od Nialla), będzie katering, który przyjedzie za godzinę, żeby mieć pół godziny przed przyjazdem gości. Słuchałam tego patrząc na ogród i nagle do mnie coś dotarło! Zaraz muszę się zacząć szykować!
- [T.I.]... Pokażę ci twój pokój, co? - powiedział Liam, który zauważył mój przerażony wzrok. Spojrzałam na niego i zauważyłam, że patrzy na mój mokry podkoszulek bez skrępowań. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i szeptem poprosiłam o eskortę do mej tymczasowej celi, co znowu wywołało salwę śmiechu, a w konsekwencji sympatię chłopców. Liam poprowadził mnie schodami na górę i pokazał pokój gościnny, jak i łazienkę, po czym się oddalił. Przyszykowałam sobie kreację i buty oraz dodatki, a potem poszłam wziąć kąpiel. Gorąca woda sprawiała mi przyjemność, po tym jak trochę zmarzłam stojąc w mokrej koszulce. Jak się umyłam i zrobiłam sobie delikatny makijaż - włożyłam sukienkę. Do przyjazdu gości zostało z 20 minut, podobno miały tam być same sławy! Rozpuściłam włosy by opadały na moje plecy. Postanowiłam zejść na dół modląc się, żeby nie potknąć się w tych butach. Z góry słyszałam odgłosy telewizora i moich nowych przyjaciół na dole. Kiedy weszłam do salonu - wszystkie pary oczu były skierowane na mnie. 
- WOW! - powiedział Louis!
- WOW to mało powiedziane... - obrócił oczyma Mulat, po czym dodał - Niezłe panna! - i puścił mi oczko. 
- Tak... Wyglądasz zabójczo! - zaśmiał się Niall.
- Nie dziwie się, że Liam chciał mieć pokój obok ciebie... - dodał w końcu Harry i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, natomiast wspomniany Payne, dał mu kuksańca w bok.
Wyszliśmy na dwór, było już ciemno, więc zapalone lampki na drzewach i pływające świece na tafli basenu wprowadzały wspaniałą atmosferę. Już po chwili zaczęli zjeżdżać się goście, chłopcy szybko mnie opuścili. Co prawda poznałam kilku gości i miałam okazję z nimi rozmawiać, ale wszystkim skradłam serce dopiero na parkiecie! Tańczyłam od dosyć dawna, umiałam tańczyć prawie wszystko, więc nie dziwiło mnie, że wiele osób prosiło mnie o jeden taniec. Po kilku piruetach z jakimś Włochem, stanęłam z boku parkietu z lekką zadyszką. Nagle poczułam ciepłą dłoń na moim nagim ramieniu. Znałam dobrze te dłonie. To one 6 miesięcy temu, podnosiły moje książki na stacji metra. Chłopak nachylił się do mnie od tyłu.
- Czy moja agentka zatańczyłaby ze mną jednego? - zapytał, muskając moje ucho przy każdym wypowiedzianym słowie. Przytaknęłam i już prowadził mnie na parkiet. Z głośników poleciał wolniejszy kawałek, a my stanęliśmy naprzeciwko siebie. Liam nie wiedział zbytnio co zrobić, więc wzięłam jego dłonie i położyłam sobie na biodrach, po czym zarzuciłam własne na jego szyję. Zaczęliśmy się kołysać w rytm, a po chwili przysunęłam się bliżej niego i oparłam głowę o jego ramię. Czułam jego perfumy - uwielbiałam ten zapach. Kiedy piosenka dobiegła końca, Liam splótł swoje palce dłoni z moimi i zaprowadził mnie na plażę. Bez oporów usiadłam na piasku, a chłopak dziwiąc się usiadł obok mnie.
- To sukienka z lumpeksu - rzuciłam i ugryzłam się od razu w język.
- I co z tego,  jest piękna... [T.I.], ty jesteś piękna... - odpowiedział patrząc mi w oczy.
Wiedziałam, że nikt nas nie słyszy, byliśmy co najmniej  100 metrów od najbliższych gości. Położyłam się na miękkim piasku obok Liama, a ten objął mnie ramieniem. 
- Spójrz! Spadająca gwiazda! - przerwałam ciszę łączącą nas, wyciągając rękę w niebo. 
- Pomyśl życzenie... - zaśmiał się chicho Liam.
- Hmmm... Mam! A ty? Pomyślałeś? - zapytałam, pomimo tego, że serce waliło mi jak młotem, bo właśnie leżałam obok mojego przyjaciela, a właściwe kogoś, kto zawsze był kimś więcej. 
- Nie muszę... - zaczął i spojrzał na w moim kierunku... - Moje marzenie się już spełniło... Jesteś tutaj. - dokończył, a ja utonęłam w jego tęczówkach po raz kolejny. Liam chwycił mój policzek, a ja zamknęłam oczy, bo wiedziałam co się zaraz wydarzy. Chłopak musnął delikatnie moje usta, a ja przyciągnęłam go do siebie mocniej dzięki dłoni na jego karku. Nasz pocałunek stał się trochę bardziej namiętny, a ja nie mogłam uwierzyć czyje rozgrzane wargi właśnie całuję! Liam przerwał i odsunął się, uśmiechając się radośnie. 
- Moje życzenie teraz też się spełniło... - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
- Szkoda, żeby coś zniszczyło taką piękną chwilę, co? - zapytał, a ja przytaknęłam. Chłopak spojrzał przed siebie na morze i nagle, jak od dotknięcia czarodziejską różdżką - źrenice mu się powiększyły, a na twarzy zagościł jeszcze szerszy uśmiech.
- Ooo,  nie...! - wykrztusiłam z siebie, wiedząc co się szykuje, gdy on zaczął ściągać mi i sobie buty.
Chłopak nie słuchając moich próśb - podniósł mnie na ramionach i już niósł w kierunku wody. Wszedł do poniżej pasa, tak że ja ledwie dotykałam nogami tafli wody...
- I jeden, i dwa, i trzy i...! - zaczął odliczać, po czym wrzucił mnie do lodowatej wody. Kiedy się wynurzyłam, rzuciłam się na niego i zaczęłam go podtapiać. Po chwili oboje byliśmy cali mokrzy, ale nie przeszkadzało nam to, żeby zacząć się chlapać i bawić jak małe dzieci. W pewnym momencie Liam przyciągnął mnie  do siebie.
- Nawet teraz jesteś najpiękniejsza... - powiedział, obejmując mój policzek,  a ja wspięłam się na palce i pocałowałam namiętnie jego zimne wargi o smaku truskawek, które pasowały idealnie do moich. Liam objął mnie w pasie...
         Wstaliśmy wcześniej z Liamem, bo wpadł nam pewien szatański plan... Zeszliśmy po cichu na dół i zastaliśmy tam całą resztę zespołu, śpiącą na kanapie! No cóż, tak długo balowali, że nie mieli nawet siły wejść po schodach... 
- Ty od lewej, ja od prawej... - wyszeptał Liam.
- Już się robi, Smoku! - zażartowałam i przeczołgałam się na lewą stronę kanapy.
- 3, 2 ..1... Już! - zawołał Liam i oboje zaczęliśmy polewać Zayna, Nialla, Harry'ego i Lou wodą z pistoletów.
- Ej! - zaśmiał się Louis.
- Przestańcie! - zaprotestował Loczek.
- To za wczoraj, chłopcy! - odpowiedziałam i nie przerwaliśmy, dopóki nie zabrakło nam wody. 
- Jak już nas tak budzicie, to byście śniadanie zrobili... -powiedział ten zawsze głodny.
- Ty? A Zayn? - nachyliłam się nad Mulatem , który, jak się okazało, spał! Ten to ma żelazny sen! Zrobiliśmy śniadanie, a ja przy posiłku wygłupiałam się razem z chłopcami i jak się miało później okazać, przez to co połączyło mnie z Liamem, takich śniadań i chwil miało być więcej.


Opracowała B:)


PS W tym tygodniu napiszę dedykację! 
PSS Ktoś był na nowym filmie o agencie 007? Piszcie w komentarzach co u was!! :)