Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłotnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłotnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 listopada 2012

Imagine - Zayn (XIV-->XII PART 2)

Wróciła córka marnotrawna. Na wstępie chciałabym, Was przeprosić. To nie miało, tak wyglądać... Ale los chciał inaczej...
Jestem zdania, ze należą się Wam jakieś wyjaśnienia... Zdaję sobie sprawę, że możecie mi nie wybaczyć tego wszystkiego, ale muszę powiedzieć choć parę słów... Jak wiecie na początku miesiąca miałam mieć operację, która się nie odbyła. Nie wiem, kiedy ona się odbędzie, ale nie śpieszno mi na stół operacyjny:) To dlaczego przestałam pisać? Sprawa jest prosta i dotyczy zapewne wielu z Was. Uzależniłam się od komputera. Przestałam mieć czas na cokolwiek innego, moje oceny były coraz gorsze, kłóciłam się co chwilę z rodzicami. To oni powiedzieli "dość" i zaczęli mi dawkować komputer. Po jakimś czasie było lepiej, ale mimo to nie wchodziłam tutaj. Nie chciałam się kusić. Teraz jest już dobrze, ale nadal uważam, ponieważ nie chcę powtórki z rozrywki.
Przepraszam, Was jeszcze raz... Nie zasługuję, żeby tutaj pisać... X i B mi zaufały, a ja je zawiodłam... Od początku wydawało mi się, że nie powinno mnie tu być, a teraz utwierdziłam się w tym przekonaniu...

Napisałam drugą część Zayna:) Dodaję razem z pierwszą, tak dla przypomnienia;)




-Oczami [T.I.]-

Czekałam w korytarzu przychodni na badania. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, więc chodziłam z jednego końca pomieszczenia do drugiego. Jest do dość powszechny widok u lekarza, dlatego nikt nie zwracał na mnie uwagi. Poprawka, prawie nikt. Od pewnego czasu czułam na sobie spojrzenie pewnego chłopaka. Odkąd wszedł do przychodni, uważnie mi się przyglądał. W normalnych okolicznościach denerwowałoby mnie to, ale byłam zbyt zestresowana, żeby zaprzątać sobie tym głowę.
- Nie męczy cię to?-zapytał nagle mój obserwator. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy, które świetnie z nią współgrały. Znałam go, ale nie miałam pojęcia skąd.-Chodzisz, tak odkąd tu przyszedłem. Ale zapewne jesteś już tutaj od dawna.
Przyjrzałam mu się dokładniej i próbowałam przypomnieć sobie skąd go znam. Zauważyłam, że chłopak ma obwiązaną szyję szalikiem, więc wywnioskowałam, że przyszedł tutaj w sprawie chorego gardła
- Niektórzy przychodzą tutaj z większymi problemami, niż z lekkim kaszelkiem-powiedziałam jadowicie. Właśnie miałam wrócić do swojego "spaceru", ale on nie dał za wygraną.
- Jeśli ten "lekki kaszelek" sprawia, że nie mogę zarobić na życie, to jest to dość duży problem, nie uważasz?-zapytał retorycznie.- Ale pewnie ty przeżywasz, jakiś większy dramat. Zaszłaś w nieplanowaną ciążę, prawda?
- Niestety muszę cię zasmucić-wygięłam usta w podkówkę.- Nie jestem w błogosławionym stanie. Wiem, że żałujesz, bo nie zostaniesz wujkiem... Ale nie martw się, jak zajdę w ciążę to będziesz pierwszą osobą, której powiem!-mrugnęłam do niego.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale zawołała mnie lekarka. Nie oglądając się na niego, podeszłam do niej, żeby porozmawiać o zbliżającej się operacji, która być może uratuje mój wzrok. Kiedy się wszystkiego dowiedziałam i chciałam odejść, ktoś położył rękę na moim ramieniu. Natychmiast się odwróciłam i stanęłam twarzą w twarz z moim obserwatorem.
- Podsłuchiwałeś...?-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
- Przepraszam... Nie wiedziałem...-powiedział, spuszczając oczy.-Zachowałem się, jak dupek
- Z tym to się akurat zgodzę-powiedziałam, posyłając mu serdeczny uśmiech. Nie potrafiłam się długo gniewać na innych, nawet na nieznajomych.
- Masz taką tak poważną operację, a masz jeszcze nastrój żartować?-spojrzał głęboko w moje oczy. Miał piękne czekoladowe tęczówki, w których utonęłam. Myśl o tym, że nie długo mogę nie doświadczać podobnych doznań była nie do zniesienia.
- A co mam zrobić? Zabić się?-zapytałam retorycznie.- Już przywykłam do myśli, że niedługo prawdopodobnie nie będę nic widzieć, więc staram się wykorzystać czas, który mi pozostał...-spuściłam wzrok, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. On to zauważył, więc chwycił delikatnie mój podbródek i podniósł go tak, żebym ponownie spojrzała mu w oczy. Staliśmy tak zastawiając cały korytarz, dopóki jakaś staruszka nie chciała przejść koło nas. Odsunęłam się od chłopaka, przepuszczając starszą panią. Chciałam wychodzić z przychodni, ale czyjaś ręka złapała mnie w tali. Należała ona do mojego obserwatora, który obrócił mnie tak, że stałam dokładnie na przeciwko niego.
- Jestem Zayn, a ty?
- [T.I.]
- Ładnie...-gdy wypowiedział te słowa, zarumieniłam się.- Dasz się zaprosić gdzieś, w ramach przeprosin za tamto?
- Dobrze, ale powiesz mi coś o sobie... Wydajesz mi się znajomy...-przyjrzałam mu się badawczo, a on tylko zaśmiał się krótko, chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Mulat zaprowadził mnie na parking, na którym stał jego samochodu. I to nie byle jaki. Nigdy nie widziałam takiego z bliska, a co dopiero jechała takim...
- Zdziwiona?-zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Trochę... Boże Zayn, kim ty jesteś, że cię stać na takie rzeczy? Jakimś mafiozo, czy co?
- A wyglądam ci na takiego?-odpowiedział pytaniem i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie... Chociaż jakby się tak zastanowić...-uśmiechnęłam się do niego słodko.- To gdzie mnie pan zabierze, panie...-spojrzałam na niego pytająco.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
W aucie zapadła nieprzyjemna cisza. Chłopak odwrócił wzrok, odpalił samochód i wyjechał z parkingu. Nie miałam pojęcia, dlaczego nie chce mi nic powiedzieć o sobie. W mojej głowie zaczęły się pojawiać straszne obrazy. To nie był pierwszy raz, kiedy moja bardzo bujna wyobraźnia przerażała mnie. Zaczęłam oglądać zmieniający się krajobraz za oknem, żeby przestać o tym myśleć
- ...Malik. Zayn Malik.- niespodziewanie chłopak się odezwał. Natychmiast odwróciłam się i przyjrzałam się mu. No tak, wszystko pasuję, jak mogłam go nie rozpoznać...? Byłam w wielkim szoku, nie potrafiłam nic siebie wydusić, wpatrywałam się z osłupieniem na chłopaka. On zauważył to kątem oka i zacisnął mocniej ręce na kierownicy, jakby chciał dzięki temu się uspokoić- Proszę cię tylko, nie rób nic głupiego...
- Dlaczego miałabym zrobić coś głupiego?-spytałam zdezorientowana.
- Nie jesteś fanką...?-zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie, a ja ponownie utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach.
- Po raz kolejny dzisiaj, muszę cię zmartwić... -uśmiechnęłam się szeroko.
- To skąd mnie znasz?
- Czy muszę być Directionerką, żeby cię znać? Wystarczy, że moja najlepsza przyjaciółka nią jest...-dodałam pod nosem. Mulat zaśmiał się krótko.
- I co pewnie masz jej dość?
- Nie... Przecież nie mówi o was bez przerwy. Wróć, jednak mówi
- Nie tylko ona-mrugnął do mnie.
- Panie Próżny, weź się skup na drodze, jasne?
- Ooo... Zaskoczyłaś mnie-uśmiechnął się zadziornie- Ciekawy jestem, ile jeszcze wiesz...
- Dużo... Zdecydowanie za dużo...-chłopak zaśmiał się.- Od dawna próbuje mnie przekonać do was -przewróciłam oczami.
- Czyli, nie za bardzo jej to wychodzi
- Gdybyś w kółko słuchał o jednym, to też byś stracił cierpliwość...
- To nie byłoby takie złe... W końcu ona mówi też o mnie...-uśmiechnął się łobuzersko.
- Źle się wyraziłam. Kiedy twój przyjaciel nawija tylko o jakiejś aktorce, to w końcu masz dość i zaczynasz ją nienawidzić. Nie masz na to wpływu...
- Zawsze możesz się do niej przekonać...-westchnął.- Ej poczekaj! Nienawidzisz nas?!
- Nie wiem, czy można to tak nazwać...-udałam zamyśloną.- To że mam odruchy wymiotne na wasz widok, przecież nie oznacza nienawiści, prawda?-uśmiechnęłam się zadziornie.
- A gdyby nie twoja przyjaciółka, lubiłabyś nas?
- Pewnie bylibyście mi obojętni-wzruszyłam ramionami.- Albo bym was nie znała. Nie jestem typem dziewczyny, którą kręcą boysbandy...
- Szkoda...-mruknął pod nosem.-Już jesteśmy-powiedział, parkując samochód.- Pomyślałem sobie, że zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Jak miło...-uśmiechnęłam się słodko i wysiadłam z auta.

Znajdowaliśmy się koło jednego z moich ukochanych miejsc w Londynie-Hyde Parku. Po chwili Malik chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do jednej z restauracji. Była to włoska knajpa. Gdy weszliśmy do niej zachwyciło mnie jej piękno. Do oczu napłynęły mi łzy, ponieważ niedługo może nie będę doświadczać takich doznań. Opuściłam głowę, żeby ukryć mój smutek, jednak Zayn zauważył to. Usiadłam przy stoliku, który mi wskazał, ale on nie poszedł w moje ślady, tylko przykucnął przy moim krześle i złapał mnie za rękę.
- Hej, co się stało? -spytał, ścierając drugą dłonią łzę z mojego policzka.- Chodzi o operację, prawda? Mi możesz powiedzieć...-spojrzałam w jego brązowe oczy. Było w nich coś, co sprawiało, że zaczęłam się mu zwierzać.
- Od dziecka miała problemy ze wzrokiem. Nie widziałam, co nauczyciel pisał na tablicy, kiepsko radziłam sobie ze sportem. Jednak lekarze nie stwierdzili niczego groźnego. Jakiś czas temu okazało się, że grozi mi utrata wzroku. Gdyby wcześniej to zdiagnozowano, może nie byłoby z moimi oczami tak źle. Przeszłam już 4 operacje, ale one niewiele dały... Niedługo będę miała następną. W tej pokładane są największe nadzieje. Jeśli ona się nie uda, przestanę widzieć...-te ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. Zayn przytulił mnie mocno i pozwolił, żebym się wypłakała.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...-szepnął mi po dłuższej chwili do ucha.
- Ja już straciłam nadzieję...
- Co?!-spojrzał mi głęboko w oczy- Nie wolno ci tak mówić! Nie stracisz swojego wzroku!
- Mam nadzieję, że masz rację...-uśmiechnęłam się słabo.
- Ja jestem tego pewien. Głodna?
- Jasne...
Tego wieczora nie wróciliśmy do tematu mojej operacji. Rozmawialiśmy o sobie, marzeniach, planach. Zachowywaliśmy się, jak para najlepszych przyjaciół i poruszyliśmy każdy temat. Diametralnie zmieniłam swoje zdanie o Zaynie. Był on fajnym facetem, a nie próżnym burakiem. Nie chciałam, żeby nasz kontakt się urwał. I tak też nie było. Przez cały miesiąc, spotykaliśmy się, jak najczęściej, pisaliśmy ze sobą SMSy, rozmawialiśmy godzinami... Poznałam resztę One Direction, mimo że bardzo ich polubiłam, to Malik był dla mnie najważniejszy. Powoli zakochiwałam się w nim, jednak nie wiedziałam, czy on czuje do mnie to samo. Sielankę przerwała zbliżająca się operacja, która miała się odbyć w Dublinie, ponieważ moi rodzice chcieli mnie zawieść do najlepszego specjalisty. Oni robili dla mnie wszystko, mimo że nie mieszkałam już z nimi.
Tuż przed wylotem napisałam do Zayna SMSa. Chłopak nie wiedział prawie nic o moim zabiegu. Zaraz po tym wyłączyłam komórkę i weszłam na pokład samolotu.


-Oczami Zayna-

Rano obudził mnie SMS. Zaspany wziąłem z szafki przy moim łóżku telefon, żeby sprawdzić kto do mnie napisał. Była to [T.I.]...


Zayn... Dzisiaj wylatuję do Dublina, a jutro mam operację. Dziękuję Ci za ten miesiąc, to był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Niedługo znowu się zobaczymy, znaczy Ty mnie zobaczysz...

Czytałem wiele razy tą wiadomość, ale jak na złość nie docierała ona do mnie. Zszedłem do salonu, w którym siedziała już reszta
- Chłopaki...-powiedziałem, przegryzając dolną wargę.- Musicie mi pomóc...

-Oczami [T.I.]-

Po operacji budziłam się wiele razy, jednak prawie od razu zasypiałam. Chociaż spałam bardzo długo, cały czas byłam zmęczona. Uczucie potęgowały opatrunki, które założono mi na oczy, ponieważ całkowicie zasłaniały mi dostęp do światła. Nawet nie zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest to ich wina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że oślepłam. Nie chciałam robić scen. Dopiero za którymś razem obudziłam się wypoczęta. Leżałam przez chwilę nieruchomo, kiedy usłyszałam dwa głosy. Jeden należał do mojego lekarza, a drugi też wydawał mi się znajomy. Byłam taka szczęśliwa, gdy go rozpoznałam. Jednak po chwili uznałam, że osoba do której mógłby on należeć jest wiele kilometrów stąd. Zachciało mi się płakać. Żeby się uspokoić, podniosłam prawą rękę i dotknęłam nią opatrunków. To głupie, ale zawsze tak robiłam po operacjach. Poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Do mojego serca znowu zawitała nadzieja
- Zayn...?-szepnęłam.
- Jestem tutaj...-podniósł moją rękę do ust i delikatnie ją pocałował.- Tak się bałem... Nigdy nie rób mi tego więcej-mówił łamiącym się głosem, który z każdym słowem przechodził w szept.- Proszę...
- Jakim cudem?
- Czy to ważne?-odpowiedział pytaniem.-Jestem przy tobie i zawsze będę-zachciało mi się płakać, tym razem ze szczęścia. Jednak przez te głupie opatrunki nie mogłam. Dotknęłam dłonią jego twarzy. Wyczułam palcami, że był nieogolony i miał podkrążone oczy.
- Jesteś zmęczony... Jak długo już tu siedzisz?
- To nic...-chwycił moją rękę i przycisnął do swoich ust.
- Powinieneś odpocząć
- Nie zostawię cię!-znałam ten ton głosu. Jemu nie można się sprzeciwiać
- To chociaż...-nie dokończyłam, ale on wiedział o co mi chodzi. Położył delikatnie głowę na moim łóżku, tak że lekko dotykała mojego brzucha. Jedną ręką trzymałam jego dłoń, a drugą bawiłam się jego włosami. Po jakimś czasie zasnęłam, ponieważ nadal byłam mocno osłabiona po operacji.
Obudziłam się, kiedy pielęgniarka zmieniała mi kroplówkę. Głowa Malika leżała tam gdzie wcześniej, więc wywnioskowałam, że śpi. Znowu zaczęłam się bawić jego włosami, ponieważ odprężało mnie to.
- Wreszcie kochanie...-usłyszałam głos mojej mamy.- Baliśmy się o ciebie.
- Nie wiedzieliśmy, dlaczego tak długo się nie budzisz-powiedział tata.-Już niedługo będzie obchód, a ty cały czas spałaś.
- Ja się budziłam już parę razy... -mówiłam cicho, żeby nie obudzić Zayna.-Czy operacja się udała?
- Nie wiemy. Wszystko okaże się, kiedy ci zdejmą opatrunki. Ale lekarze są dobrej myśli-dodał pokrzepiająco mój ojciec.
- Wtedy też byli...-uśmiechnęłam się słabo.- Wiecie, co... Ja pójdę spać, jestem zmęczona...

- Jasne córciu...-mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.- Gdyby coś to wołaj, będziemy w bufecie.
- Chyba nie będzie to potrzebne... Ona ma już obstawę-powiedział tata, który zapewne miał na myśli Zayna, który cały czas spał przy moim boku
Rodzice wyszli, a ja próbowałam zasnąć. Nie udawało mi się to, ponieważ zaczęłam myśleć o operacji. Czułam, że ona się nie udała i oślepłam. Już nigdy nic nie zobaczę... Ta myśl była nie do zniesienia. Nagle głowa Malika się podniosła
- Jak się czujesz słońce?-spytał zaspanym głosem.
- Ja oślepłam, prawda? Tylko powiedz mi prawdę...
- O czym ty mówisz?! Operacja się udała!
- Nie kłam, proszę... Ja to czuję...
- [T.I.]... Nie kłamię... -chwycił moją dłoń i przyłożył ją sobie do klatki piersiowej.- Przysięgam...
- Przepraszam pana, ale muszę dostać do pacjentki-usłyszałam głos mojego lekarza. Mulat natychmiast się odsunął, puszczając moją rękę. Poczułam się zupełnie sama.
- Doktorze, czy...-nie potrafiłam dokończyć, ale mój rozmówca i tak zrozumiał o co mi chodzi.
- Zaraz się okaże...-zaczął delikatnie ściągać moje opatrunki. Ze strachu zacisnęłam oczy, które i tak miałam zamknięte, jeszcze bardziej. Poczułam delikatne szarpnięcie, kiedy ostatnie plastry zostały zdjęte z mojej twarzy.- Otwórz oczy
Chwilę się wahałam, ponieważ chciałam zostać w słodkiej nieświadomości chociaż przez minutę. Jednak przypomniało mi się, że wszyscy czekają na mój ruch, więc delikatnie podniosłam powieki. Uderzyła mnie fala światła, dlatego podniosłam rękę i osłoniłam oczy. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co to oznacza.
- Ja widzę...-szepnęłam zdumiona. Zaczęłam powoli mrugać, żeby przystosować swoje oczy do światła. Po chwili zauważyłam mojego lekarza, który siedział na moim łóżku oraz stojących za nim rodziców i Zayna.
- Mówiłem ci, ale ty nie wierzyłaś...-powiedział Mulat i lekko się uśmiechnął.
- Bo to byłoby zbyt piękne...-odwzajemniłam jego uśmiech. Mój okulista chrząknął znacząco, a ja zarunieniłam się, przez co mój tata parsknął śmiechem.
- Może najpierw sprawdzę, czy wszystko w porządku, a potem porozmawiacie-okulista zaczął badać moje oczy. Trwało to dość długo, ale nie okazywałam zniecierpliwienia, ponieważ chciałam dla mojego wzroku, jak najlepiej. Nie wyobrażałam sobie kolejnych operacji.- Masz wielkie szczęście.-spojrzałam zdziwiona na niego.- Będę szczery. Kiedy przyjmowałem cię na oddział, myślałem, że nie masz szans na uniknięcie ślepoty. Jednak zabieg się udał, więc jeśli będziesz przez jakiś czas szczególnie dbać o siebie to twoje oczy zupełnie wyzdrowieją. Nie będziesz musiała już nosić soczewek, nie przejdziesz kolejnej operacji...-nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. To było zbyt piękne... Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia.

- Doktorze, kiedy będzie mogła wrócić do domu?-wtrąciła się moja mama.
- Chciałbym ją zostawić na noc na obserwacji, ale jutro rano dostanie wypis.
- Czyli niedługo wracam do domu...?-zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale nie powinnaś latać samolotem przez jakiś czas. I oczywiście musisz mieć zapewnioną opiekę, bo nie możesz się nadwyrężać.
- O to się proszę nie martwić, mamy już wszystko ustalone-nagle odezwał się Malik, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chłopka przegryzł dolną wargę i odwrócił on ode mnie wzrok.
- Skoro tak, to jutro będziesz mogła wrócić do domu.-uśmiechnął się i zwrócił się do moich "gości".- Przepraszam, ale już późno, więc byłoby lepiej, żebyście państwo już poszli...
- Jasne, to o której jutro przyjść?-zapytał mój tata.
- O 10:00 [T.I.] powinna mieć już wypis
- To pa kochanie...- mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło
- Trzymaj się!-powiedział tata, wychodząc razem z mamą z sali.
- Zaraz przyjdzie pielęgniarka, założyć ci nowy opatrunek.-lekarz wstał i zaczął zmierzać w stronę drzwi.- Panie Malik, proszę nie...niepokoić pacjentki za długo. Jutro ją pan dostanie z powrotem-powiedział, wychodząc z sali. Zostaliśmy sami, więc Zayn usiadł tuż koło mnie na łóżku.
- Tak się cieszę...-mówiąc wplótł swoją dłoń w moją.
- Ja też...-oparłam się o jego ramię. Dla wielu ludzi zachowywaliśmy się, jak para, którą nie byliśmy i nie będziemy...nigdy... W moich oczach pojawiły się łzy, co nie umknęło uwadze chłopaka.
- Co się stało?
- Nie martw się. To łzy szczęścia...-nie wydawał się przekonany, więc delikatnie się uśmiechnęłam, żeby go przekonać.
- Niech ci będzie...-westchnął i przytulił mnie.
- Zayn... Idź już. Musisz odpocząć
- Nie musz...
- Proszę-przerwałam mu i spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On westchnął i pocałował mnie w czoło.
- To do jutra, piękna-powiedział wychodząc z sali.
- Pa...- zostałam zupełnie sama. Jednak nie na długo, ponieważ po chwili do sali weszła pielęgniarka z jedzeniem.


~Parę dni później, Londyn~

- Witaj w domu-powiedział Zayn, stawiając moją walizkę w korytarzu.
- Nie musiałeś tego robić...-spojrzałam na niego zza przeciwsłonecznych okularów, które teraz miałam nosić, żeby nie narażać za bardzo moich oczu.
- Ale chciałem...-wzruszył ramionami.- To może pokażę Ci, co i jak...
- Zayn....-złapałam go za przegub dłoni.- Dlaczego to zrobiłeś? Najpierw przyjeżdżasz do szpitala, potem zawozisz mnie do Londynu samochodem, który nie wiadomo skąd wytrzasnąłeś, a teraz to
- Chcę dla ciebie, jak najlepiej
- Mogłeś mnie zawieść do rodziców, tam też byłoby mi dobrze-moje słowa zupełnie się nie zgadzały z tym, co naprawdę myślałam. Pragnęłam mieszkać u Malika, ponieważ to dawało mi nadzieję, że on odwzajemni moje uczucia
- Przecież spodobał im się ten pomysł-Mulat unikał mojego wzroku.- Nie widzę problemu
- Ale ja widzę, Zayn! Coś ty im powiedział?
- Nieważne-przegryzł dolną wargę.- A teraz chodź-chwycił mnie za rękę i zaprowadził na górę. Poszliśmy do pokoju gościnnego, w którym spałam wiele razy, więc czułam się tam, jak w domu.- Twoje rzeczy już tu są, dlatego nie będziemy musieli po nie jechać...
- Grzebałeś...w...moich...rzeczach-wycedziłam. Trzymałam tam swój pamiętnik... Wolałam nie myśleć, co by się stało, gdyby on go przeczytał.
- Nie...! Twoi rodzice mają klucze do twojego mieszkania, więc je przywieźli-zaczął się gorączkowo tłumaczyć.- Nigdy bym tego nie zrobił! Przecież mnie znasz!-rzeczywiście znam go i wiem, że nie zrobiłby czegoś takiego. Cała złość uleciała ze mnie. Podeszłam do niego i pogłaskałam jego policzek.
- Dobrze, wierzę ci...-delikatnie się uśmiechnęłam a on przymknął oczy i wtulił się w moją dłoń. Przeze mnie przeszedł przyjemny dreszcz, więc speszona cofnęłam rękę i wbiłam wzrok w swoje stopy. W pokoju zapadła nieprzyjemna cisza.
- To rozgość się... Gdyby coś, będę u siebie-powiedział wreszcie Malik i zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
- Jasne...
Chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkowicie samą. Byłam bliska płaczu, ponieważ uświadomiłam sobie, że zakochiwałam się w Zaynie coraz bardziej...i nic nie mogłam na to poradzić...


~Dwa tygodnie później~

- Tak, mamo czuję się już dobrze... Zayn bardzo o mnie dba-próbowałam przekonać, że wszystko u mnie dobrze, podczas rozmowy telefonicznej. Mama nie była podejżliwa, więc moje kłamstwo nie zostało odkryte. Co prawda, fizycznie czułam się świetnie. Jednak psychicznie byłam załamana.- Cieszę się, że między wami wszystko dobrze. Zayn to dobry chłopak. Jestem pewna, że dobrze trafiłaś- Mamo...? O co ci chodzi?-zapytałam zdezorientowana.- Jak to o co?! Przecież Zayn miał cię poprosić o rękę!- Co!?-wykrzyczałam do słuchawki.- Kochanie, proszę uspokój się. Przepraszam, że zepsułam ci niespodziankę, ale to było wiadome po sposobie, w jakim on cię traktuje- My nie jesteśmy parą...!-wydusiłam z siebie.- Jak to nie...? Nie gadaj głupot! Przecież on nam wszystko powiedział, kiedy ty byłaś w szpitalu- Mamo, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przysięgam.- Co?! To niemożliwe...- Ja muszę kończyć-przerwałam jej.- To do usłyszenia-rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź.
Położyłam się na łóżku, którego przez pierwszy tydzień po operacji praktycznie nie opuszczałam. Musiałam wszystko przemyśleć. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Wiedziałam, że to One Direction, bo była już 17:00, a o tej godzinie zespół miał wrócić ze studia. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Wszyscy byli uśmiechnięci i mówili jeden przez drugiego. Splotłam ręce na piersiach i oparłam się o barierkę od schodów. Malik podszedł do mnie, żeby mnie przytulić, ale ja odepchnęłam go.
- Co jest?-zapytał zdezorientowany.
- Czemu okłamywałeś moich rodziców?!
- Nie wiem, o czym ty mówisz-spojrzał w bok i przegryzł dolną wargę.
- Nie zgrywaj niewiniątka!- warknęłam.- Miej przynajmniej odwagę, powiedzieć mi to wszystko.
- Oni by się nie zgodzili!
- Nie znasz ich... -wycedziłam i wróciłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Złość uleciała ze mnie, a teraz został tylko smutek i wstyd. Zrobiłam awanturę osobie, która jest dla mnie najważniejsza. Gdybym miała chociaż jakiś powód, ale on chciał tylko mojego bezpieczeństwa. Zawsze szybko się denerwowałam, ale to nie jest wytłumaczenie. Po jakimś czasie do mojego pokoju wszedł Zayn i usiadł koło mnie. Nie pukał, ale nie miałam mu tego za złe.
- Przepraszam, nie chciałem...-zaczął.
- To ja przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam-przerwałam mu, wycierając łzy wierzchem dłoni i spoglądając na Mulata.
- Ja...muszę ci coś wyznać...-chłopak kontynuował, nie zwracając uwagi na, to co powiedziałam.- Od zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna... Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć... Jednak teraz nie potrafię tego ukrywać... Ja cię kocham...
- Zayn...-szepnęłam, będąc w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Wiem, że pewnie nie czujesz tego samego, ale nie chciałam, żebyś wiedziała-chłopak urwał, wstał z łóżka i poszedł w kierunku drzwi.
- Ja ciebie też, ciołku!-krzyknęłam, kiedy wychodził z pokoju.
- Jak to...?-Zayn odwrócił się i podszedł do mnie parę kroków.- Myślałem, że...

- To źle myślałeś-uśmiechnęłam się delikatnie podeszłam do chłopaka i pogłaskałam go po policzku.
- Przecież to co mówiłaś na dole, świadczyło o czymś zupełnie innym
- Wolałam, nie mieć żadnych nadziei, niż nimi żyć...-powiedziałam spuszczając wzrok
- W tym się różnimy-zdjął moją dłoń ze swojego policzka i splótł nasze palce ze sobą. W momencie, kiedy podniosłam wzrok, poczułam jego usta na swoich. Zaskoczona odwzajemniłam pocałunek, więc zaczęliśmy się namiętnie całować. Po jakimś czasie niechętnie oderwałam się od niego.
- No, tak-zaśmiał się Mulat.- Muszę uważać, żeby cię nie uszkodzić
- Jeszcze trochę-uśmiechnęłam się słodko.
- Czy...
- Tak-przerwałam mu.
- Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać...!
- Tak, zostanę twoją dziewczyną
- Widzę, że masz ukryty talent...-nachylił się nad moim uchem i szepnął do niego.-...umiesz czytać w myślach... Ale nie martw się, nikomu nie powiem
- To będzie nasz sekret-zaśmiałam się.
- Ale nie chcę, żebyś ty była moim sekretem...-powiedział, po czym pocałował mnie delikatniej, więc tym nie musiałam tego przerywać.

Napisała E(która jeszcze raz bardzo przeprasza)

PS. Mam nadzieję, że przekupiłam Was tym imaginem:) Przepraszam jeszcze raz i błagam o wybaczenie...





wtorek, 5 czerwca 2012

"So What" - rozdział 4

Dobra... Ogólnie to sama nie mogę się doczekać, co stanie się w rozdziale 4, bo zwykle piszę spontanicznie rozdziały, więc stwierdziłam, że napiszę go jeszcze dzisiaj... Po za tym muszę odkupić swoje winy i o to, że dawno nic nie wstawiałam... A i kochane Directionerki, a niechaj będzie wam dane wiedzieć iż kolejny rozdział zaszczyt będzie miała napisać X... A i dzięki za miłe komentarze, aż się ciepło na serduchu zrobiło:D No dobra, to w imieniu tych co nie mogą się doczekać...



<<Ciąg Dalszy>>
~~Liam~~
 Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem coś co wyglądało, jak niezła scena z filmu. Dziewczyna, po której widać było że wcześniej płakała, wyrzuciła na środek pomieszczenia dużą skórzaną walizkę i zaczęła się pakować... Ej, zaraz... Czy to przypadkiem nie moja koszula? I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jednym z bohaterów tego melodramatu jestem ja i że to nie jest film, a rzeczywistość...
- Melissa, co ty do diabła robisz! - krzyknąłem zaciskając pięści. Nie odpowiedziała, zamiast tego wyrzucała ubrania z szafy i wrzucała je bezładnie do torby, była wściekła... - Melissa! - krzyknąłem głośnie, a ona nadal nie zareagowała, więc podszedłem i złapałem jej rękę w mocnym uścisku lekko ją wykręcając w górę...
- Estúpido! - krzyknęła głośniej, łzy na nowo zaczęły zbierać mi się w oczach... patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale już nie tak jak kiedyś...   Ja zaciskałem szczęki, a ona patrzyła na mnie z nienawiścią mieszaną z odrazą - Qué te parece?! Usted piensa que yo soy un juguete?! (Co ty sobie myślisz? Myślisz, że jestem zabawką?!)
- Przestań.... Wiesz, że to nie ma sensu... - powiedziałem spokojnie, by trochę załagodzić tą całą sytuacje...
- Yo estaba ciego! (Byłam ślepa)... - odpowiedziała spokojniej, ale nadal tym... tonem. Wyrwała swoją rękę z mojego uścisku, zaczęła rozcierać nadgarstek gdzie miała teraz czerwony ślad, spojrzała na mnie trochę przerażona, a ja sam zdziwiłem się, że użyłem takiej siły, nawet nie odczuwałem tego jak coraz bardziej pragnąłem ją zatrzymać. Ona na nowo zaczęła pakować moje rzeczy w taki sam, jak poprzednio sposób. Ukucnęła na podłodze i wrzucała coraz szybciej różne drobiazgi... Cofnąłem się do drzwi sypialni, kiedy nie wytrzymałem i z całej siły uderzyłem zamkniętą pięścią w framugę drzwi, obróciłem się szybko, podszedłem do niej od tyłu, ukucnąłem za nią i z objąłem ją mocno, tak że nie mogła wykonać żadnego ruchu, jednocześnie odsuwając ją do tyłu... W ten sposób przewróciłem się do tyłu, a ona nie miała szans i bardziej wpadła w moje ramiona... Chwilę się wyrywała po czym przestała, kiedy krzyknąłem...
- Weź, bo nigdy cię nie puszczę! - to ją uspokoiło... na moment - Posłuchaj... Ja... - I właśnie w tej chwili wybuchnęła spazmatycznym i głośnym płaczem, a prze łzy krzyczała, a może raczej bardziej szydziła słowa...
- Ty co Payne? Ty nie chcesz mnie popędzać? Właśnie widzę... daj sobie spokój... to... znaczy my... to nigdy nie miałoby przyszłości... I to ty wiesz! Ty nawet mnie nie kochasz! - przerwałem jej pocałunkiem, a kiedy skończyłem wykrzyczałem najszybciej jak mogłem, kiedy ona była oniemiała... 
- Ja dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie chcę cię nigdy stracić... Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? To byłby największy błąd w moim życiu, bo jesteś dla mnie jak tlen... Nie mógłbym bez ciebie żyć! Ja Cię... 
- Ty mnie co? -powiedziała nadal lekko zszokowana, po czym dodała mocniej i gniewniej - Wykrztuś to z siebie wreszcie!
- Ja cię kocham, zadowolona? - łzy zaczęły mi spływać po twarzy, więc zakryłem ją sobie dłońmi, a po chwili po czułem jak ktoś wtula się w moje ramiona... 
- Przestań Liam... Ja ciebie też kocham i też bym nie mogła bez ciebie żyć, ale ty...
- Rozumiem cię... - odkryłem twarz i spojrzałem na nią, opierała się teraz o moją klatkę piersiową - Też bym nie wytrzymał z takim dupkiem jak ja...
- Przestań Liam... Zapomnijmy... - Oparłem się o ścianę, ona była nadal wtulona we mnie... Zapanowała cisza, dopóki Melissa nie przerwała jej... - Ale ci szybko serce bije... To aż nienaturalne, powinieneś iść z tym do lekarza, może to...
- To zupełnie naturalne... Bije tak tylko wtedy, kiedy jesteś przy mnie... - Mel wyprostowała się i spojrzała mi w oczy... Lekko się uśmiechnęła, a ja wiedziałem że to moja ostatnia szansa... - Przepraszam, ja...
- To też moja wina. - Wytarła mi zagubioną łzę, po czym pocałowała w policzek i wstała - Wstawaj, czas posprzątać ten bałagan - wskazała ręką na walizkę, a ja uśmiechnąłem się mimo woli.
- Tak jest Pani Lestrage! - ona uśmiechnęła się szerzej i wyglądała przepięknie mimo zapuchniętych od płaczu oczu... 

~~Melissa~~
 Cieszyłam się na wyjście wieczorem, muszę się z kimś spotkać, pogadać...Było już około 18:00, kiedy zeszłam na dół i szłam już stronę drzwi, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos...
- Ślicznie wyglądasz... ( jesteś ubrana w... ) - szepnął mi do ucha Liam odgarniając kosmyk moich lekko podkręconych lokownicą włosów. - Jak zwykle z resztą... - uśmiechnął się cwaniacko, a ja zapomniałam o tym, co działo się rano i moje kolana się lekko ugięły, ale odwzajemniłam uśmiech... - Dokąd to? - spytał uśmiechając się szerzej, kiedy jedna z jego rąk obejmowała moją szyję...
- A z koleżanką się spotykam na mieście... - odpowiedziałam sprytnie...I myślałam, że już o nic więcej mnie nie spyta i nie będę go musiała znowu okłamywać, aż tu nagle...
- A z Jessicą? Pozdrów ją ode mnie... Gdzie będziecie? - znów ten cwaniacki uśmiech, który sprawia że nie jestem w stanie go okłamywać...
- W Olksie... - spojrzałam na jego pełną podziwu twarz, w końcu Olks znany był z nietuzinkowych imprez, po których nikt nic nie pamiętał -  Wiesz, trzeba świętować sukcesy swoich przyjaciół, a Jessica właśnie dostała się do wydawnictwa...- I tu go nie okłamałam, to znaczy miejsce oczywiście, że podałam fałszywe, ale to że Jessica dostała się do wydawnictwa, akurat było prawdą, szkoda że nie będę miała szansy jej osobiście złożyć gratulacji... - Może też powinieneś gdzieś wyjść, wiesz spotkać się kumplami albo coś takiego...
- No jasne, chyba tak zrobię...I pozdrów Jessicę ode mnie i złóż gratulacje... Dobra widzę, że się spieszysz, to cię nie zatrzymuje, słońce. - pocałował mnie na pożegnanie w czoło, ja wyszłam za drzwi i w ostatniej chwili cofnęłam się by pocałować go w progu domu... Kiedy nasze usta się złączyły znów poczułam fajerwerki... Nie wiem jak długo tak staliśmy, ale kiedy się od niego oderwałam, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam i kiedy biegłam już wzdłuż ulicy do metra, krzyknęłam: "Cześć, kochanie!". Kiedy wsiadłam już do metra odetchnęłam z ulgą, pomimo zżerającego mnie poczucia winy, że okłamałam tak bliską mi osobę jak Liam. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam w nich głośno muzykę, a wyjęłam je kiedy usłyszałam głos oznajmujący, że znajduje się na stacji w Green Parku i wtedy również wysiadłam... Kiedy wyszłam na świeże powietrze poszłam parkiem wzdłuż ulic Londynu, aby odejść kawałek od centrum... Mogłam bym wysiąść później, ale musiałam się przejść... Kiedy doszłam już na miejsce tej kamienicy, zauważyłam podświetlaną tradycyjną tablicę z napisem: "BillyBobBilly" i od razu tam weszłam. Co prawda bar ten został wymyślony z myślą dla studentów i zawsze tu było głośno i pełno ludzi, ale sama atmosfera tego miejsca sprawiała, że nie jedna osoba poczułaby się tutaj jak w domu. Barmani łatwo nawiązywali z tobą kontakt, prawie każdy znał tutaj moje imię. Kiedy ktoś wznosił toast wszyscy w środku mu dopingowali, było tu ciasno, ale pomimo tego przytulnie. Każdy element wystroju nawiązywał do historii Wysp Brytyjskich. Najczęściej używanym elementem były autentyczne wycinki z gazet, wszędzie tutaj walały się gry intelektualne albo jakoś bardziej rozrywkowe... Ale najbardziej tutaj podobała mi się scena do karaoke z tyłu pomieszczenia, gdzie czasem również śpiewali jakieś drobne koncerty jacyś uzdolnieni amatorzy, raz nawet ja miałam okazję na niej śpiewać... Podążyłam w jej kierunku, usiadłam przy wolnym stoliku obok niej, spojrzałam na scenę i uśmiechnęłam się pokazując wszystkie zęby widząc chłopaka w koszulce w paski, który właśnie zaczynał grać na gitarze i przerwał kiedy mnie zobaczył, po czym spojrzał przed siebie powiedział...
- Drodzy Państwa, chciałbym zadedykować tą piosenkę wyjątkowej dziewczynie, którą pewnie wszyscy tutaj znacie - przerwał, by spojrzeć mi w oczy. - Mel to dla ciebie... - Opuścił wzrok, zarzucił głową by poprawić włosy i zaczął znów grać to samo na gitarze. Wiedziałam, że to już jego ostatni utwór dzisiaj, zawsze swoje występy kończył tą piosenką "Hey There Delilah", ale zdziwiło mnie to że zadedykował ją właśnie mnie po tylu latach ( tekst + tłumaczenie )! Kiedy chłopak skończył, rozległy się głośne oklaski i wiwaty, a on niezgrabnie się ukłonił i zszedł ze sceny zostawiając tam gitarę. 
- Hej, Mel... - uśmiechnął się szeroko, kiedy do mnie podchodził, a ja pomyślałam, że tylko on tak mówił "Mel"... Inni albo w ogóle nie skracali tego imienia albo starali się je skracać na różne sposoby, ale nie pomyśleli by powiedzieć do mnie po prostu "Mel"... Wstałam od stołu i szybko podeszłam do niego, przytuliłam go i pocałowałam w policzek, on odwzajemnił uścisk ze śmiechem... Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy i powiedziałam grożąc mu palcem wskazującym...
- Wiesz, że ci mówiłam coś o tej piosence... - mówiłam kiedy siadaliśmy przy stoliku - Kiedyś ci się za nią oberwie... - uśmiechnęłaś się słodko. A barman właśnie stawiał nam na stole dwie cole i jedno piwo bezalkoholowe, nie zamawialiśmy, ale to było wasze stałe zamówienie...
- Och, weź Mel... - spojrzał na szklankę i podniósł wzrok patrząc ci prosto w oczy... A ty na chwilę zapomniałaś o bożym świecie tonąc w tych błękitnych oczach, niczym Morze Karaibskie... "Ej dziewczyno, opanuj się! Ty masz chłopaka!" - Tęskniłem za tobą...
Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz, a X factor?
- Też za Tobą tęskniłam, Lou... - powiedziałam nadal rozmarzona, po czym dopiero się obudziłam i zrozumiałam o co pytał... - Nie mów tak głośno co, nie chcę żeby...
- Liam nie wie, prawda... - powiedział Louis, po czym dodał szeptem widząc twoją twarz, z której można było czytać jak z książki. - Nie powiedziałaś mu jeszcze? Niezła historia, jak się dowie...
- Nie może się dowiedzieć. - przerwałam mu - Przynajmniej nie teraz... - "Mi się zdaje, czy on wie więcej niż mój chłopak?" ta myśl przeleciała szybko przez twój umysł i nie pomogła w tej sytuacji...
- Dobra Mel, gadaj co cię trapi... - Powiedział do mnie wygodniej rozsiadając się na krześle.
- Mnie? Mnie nic nie trapi... - machnęłam ręką, po czym dodałam - Tylko ten bar...
- Wiem, że go lubisz...Zawsze lubiłaś. Tylko chcesz zmienić temat i wiesz że ja ci na to nie pozwolę, więc... - przerwał kiedy zobaczył, jak opuszczam głowę i patrzę na podłogę... - Ojej, jest aż tak źle?
- Taa... Między mną, a Liamem... Ej zaraz... A ty i twoja dziewczyna? - nadal starałam się zmienić temat...
- To przeszłość...A my gadamy teraz o twojej teraźniejszości, no dawaj...
- O patrz, a tamta dziewczyna która siedzi przy barze... Niezła jest co?
- Przestań, proszę... Mów co jest nie tak... - od zawsze byłam pełna podziwu dla spokoju Louisa, pomimo tego że był najbardziej spontaniczną osobą jaką znałam...
- Drobna sprzeczka, ale teraz jest już lepiej... serio. - dodałam kiedy zauważyłam jego niedowierzający wzrok.
- No dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów...- I to był właśnie chwyt, który mój przyjaciel stosował od 7 lat, czyli od początku naszej przyjaźni... Zawsze kiedy on wypowiadał to zdanie, mówiłam mu wszystko jak na spowiedzi... "Ale nie tym razem" - pomyślałam...
 - Czemu akurat tą piosenkę zawsze śpiewasz na końcu? - spytałam, a go najwyraźniej zdziwiło to pytanie, bo pewnie myślał iż zacznę mówić o porannej kłótni...
- Czemu "Hey There Delilah"? - zrobił słodką minkę, spojrzał na sufit, po czym znów na mnie i się uśmiechnął... - Nie mów, że nie wiesz czemu... Pamiętasz przecież tamtą noc... - Lou uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłam jego uśmiech, a on dodał - Może ty mi ją przypomnisz? - Opuściłaś wzrok na szklankę z colą i zaczęłaś opowiadać...
 - Kiedy na swoje 11 urodziny dostałeś gitarę od dziadka nie mogłeś przestać skakać z radości... Mówiłeś, że kiedyś będziesz tak samo dobry, a nawet lepszy niż on... Ćwiczyłeś dzień i noc, aż miałeś palce pozdzierane do krwi od strun... Pamiętam, że znałam cię niecałe dwa lata, ale już byliśmy ze sobą bardzo zżyci, obraziłam się wtedy na ciebie bo myślałam, że wolisz gitarę niż mnie... Więc pewnego wieczora - spojrzałaś na niego i wróciłaś do opowieści - Kiedy leżałam już w łóżku i patrzyłam przez okno na ośnieżone londyńskie ulice, zauważyłam chłopca, który jechał na rowerze z ogromnym futerałem na plecach... Usiadłam wówczas na łóżku, otworzyłam okno i... - przerwałaś, spojrzałaś na niego, zauważyłaś że się strasznie słodko uśmiecha... - Dalej ty mówisz... - powiedziałaś krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o oparcie... On nachylił się nad stołem...
- I przez nie wyjrzałaś... Tym tajemniczym chłopakiem okazał się twój najlepszy przyjaciel w całym życiu, ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy - mrugnął do mnie okiem... - Więc kiedy chłopak zaczął ci grać i śpiewać piosenkę...A właśnie jaka to była?
- "Hey there Delilah"...- obróciłam oczami, jakby to było oczywiste...
-Byłaś na tyle tak zauroczona - kontynuował Lou - że wybiegłaś z domu po cichu by nie obudzić rodziców, że kiedy już spotkałaś się w samej piżamie w środku zimy z tym przystojniakiem - Lou przerwał, by poprawić włosy, dopiero teraz zauważyłam, że obije nachylaliśmy się nie tyle nas stołem, co ku sobie... - To nie mogłaś zrobić nic innego niż go pocałować...
- Kogo pocałować? - odsunęliśmy się od siebie, a wasz wzrok powędrował w jednym kierunku - Liam.  "Co? Nigdy się go tutaj nie spodziewałam..." - pomyślałam...
- O, hej... Liam... - Lou uśmiechnął się, on zawsze wiedział jak wybrnąć z nawet najgorszej sytuacji, w przeciwieństwie do mnie... Liam usiadł obok nas...
- Nie przerywajcie sobie, z chęcią posłucham... - powiedział Liam krzywo odwzajemniając uśmiech mojego przyjaciela...I Lou musiał się najwyraźniej poczuć tak, jakby Liam rzuciłby mu rękawice, bo kontynuował...
- I wtedy mnie pocałowałaś... - zwrócił wzrok z Liama na mnie. -  Był to dla nas obojga pierwszy pocałunek w życiu... I kiedy to się stało, stwierdziliśmy że to się nigdy nie może powtórzyć i zostaliśmy przyjaciółmi na zabój... - przerwał na chwilę, po czym dodał - Dlatego śpiewam zawsze "Hey There Delilah" na koniec... Bo przypomina mi to o tych dobrych czasach, a poza tym mam taką cichą nadzieję śpiewając to, że skoro początek był dobry, to koniec też będzie... Tak, zdecydowanie dlatego lubię śpiewać ją jako ostatnią... - uśmiechnął się słodko...Liam zaczął cicho śpiewać...
- Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty - spojrzał na nasze twarze, po czym dodał - To jest to, tak?
- No... uwielbiam ten utwór... - powiedział Lou.
- Wiecie co, już jest serio późno... - przerwałam Louisowi.- Liam, kochanie wracamy do domu??
- No to nawet dobry pomysł - spojrzał na Lou, a potem... -  Jestem trochę zmęczony - dopowiedział Liam ziewając...

~~Liam~~
Kiedy wracaliśmy do domu dużo rozmawialiśmy i się też dużo śmialiśmy...Okazało się, że Jessica nie mogła się spotkać z powodu prestiżu, więc Melissa spotkała się z Louisem. Nie mogłem być na nią zły, ma najlepszego przyjaciela, tak jak ja najlepszą przyjaciółkę... Kiedy weszliśmy do domu, od razu poszedłem do części kuchennej, bo kuchnia nie jest jakoś bardzo wyodrębniona w tym mieszkaniu, by napić się wody. Nalałem sobie trochę do szklanki, aż poczułem jej ciepłe ciało, które przytulało się do moich pleców...
- Chyba nie jesteś zły, co...? - powiedziała, z powodu braku mojej reakcji...
- Nie, niby dlaczego? - chciałem wydawać się obojętny, ale tak na serio byłem trochę zazdrosny.
- No wiesz, Lou... On jest tylko przyjacielem, ale ... - urwała, a ja stanąłem do niej przodem. Przysunęła się blisko i spojrzała mi w oczy... - Ja ci nigdy nie mówiłam, że to z nim się po raz pierwszy raz całowałam i myślałam...- opuściła wzrok, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy.
- Nie jestem zły... - powiedziałem uśmiechając się i obracając oczami, kiedy sięgałem po wcześniej odstawioną na bok szklankę... 
- Taa... Właśnie widzę... - spojrzała na mnie z pod tych swoich pięknych, długich rzęs, a ja nie mogłem nie ulec...więc nachyliłem się trochę bardziej do niej, bo byłem wyższy...a ona dodała - W takim razie, czemu tak ci się spieszyło do domu?
- Mówiłem, że jestem zmęczony... A... Jak on ma? - Melissa się cicho zaśmiała, spojrzała na kołnierz mojej koszuli, a ja oparłem swoją głowę o jej czoło, kiedy ona go poprawiała. Spojrzała mi prosto w oczy nadal trzymając mój kołnierz...
- Wiesz... - powiedziała, po czym na chwile przerwała, by przygryźć wargi - Może mi pokarzesz na górze... - pocałowała mnie w usta przyciągając za kołnierz koszuli i znów spojrzała w oczy - Jak bardzo jesteś zazdrosny?
Odsunęła się a wchodząc po schodach, zdjęła buty...Zanim poszedłem za nią zdążyłem tylko szepnąć pod nosem...
- I to jest właśnie to, za cię kocham...








Opracowała: B - mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba... Teraz wyjeżdżam do Kołobrzegu, ale biorę laptopa i będę pisać jak będzie internet i czas:D A i piszcie co sądzicie... I czy czekacie na kolejne rozdziały:) Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze...


CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!!:D