Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Imagine - Harry (XIV - PART II!)

Joł! Jestem chora i się pakuję na narty. Numero de uno: dziękuję za miłe komentarze i praktycznie chcę, żebyście wiedzieli, że jesteście genialni! I numero de dos: Ten imagine dedykowany jest dla kochanej, wspaniałej Hani, mojej korepetytorki od matematyki... Przyszłej przynajmniej. Hanno, mam nadzieję, iż zaiste bardzo spodoba Ci się, o najdroższa, ta epika, którą tworzę tu dla Ciebie! No coś w ten deseń... A i wstawiam linka pod spodem z PARTEM I-szym tego tutaj imagina.. I czy o czymś zapomniałam? A! Dwie sprawy...  III part pojawi się jak wrócę... 
I na koniec jeszcze chciałabym dodać... "ciche podziękowania i drobną dedykację" dla Anonima, który poprosił w "Zamówieniach" bym to skończyła:3     <3

Wasza B

No... Ready, steady, go!

PS I dobra... Dodam twoje imię, a nie "T. I." :D




--------------------------------------------------------





Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Otworzyłam powoli oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Pobiegłam szybko do kuchni, gdzie siedzieli moi krewni,którzy spożywali śniadanie przed pójściem do pracy.
- Dzień dobry! - wykrzyknęłam radośnie i ucałowałam wujka, i ciocię w policzki. Byli trochę zdziwieni moim zachowaniem, ale chwilę potem przestali na to zwracać większą uwagę, gdyż musieli powoli opuszczać dom. 
Wlałam wodę do czajnika i przyszykowałam dwa kubki z miętą - dla mnie i dla mojej kuzynki. Odwróciłam i oparłam się o kuchenny blat plecami. Przygryzłam dolną wargę na wspomnienie wczorajszego dnia. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co się naprawdę wydarzyło. A jednocześnie czułam się taka lekka i wesoła! Nawet ciocia i wujek nie mieli wczoraj do mnie zbytniego żalu... Co prawda nakrzyczeli, że opuściłam Marie (moją kuzynkę), ale uznali, że to był wyjątkowy raz i nie powiedzą o tym moim rodzicom... Tym bardziej zdziwieni byli moimi obrażeniami, a gdy opowiedziałam im o miłym chłopcu, który pomógł mi je opatrzyć - ich zdziwienie stało się tak wielkie, że trudno jest to opisać słowami. Obyło się bez zbędnego szlabanu i... długich wyjaśnień kim tak naprawdę był kierowca, który podrzucił mnie pod dom. Co prawda wiedzieli, że ma na imię Harry i to powinno im wystarczyć, Marie wystarczyło... Chciałam jej powiedzieć, ale na pewno by nie uwierzyła, tylko obróciłaby oczyma i powiedziała, że znowu fantazjuję. Po raz kolejny przygryzłam wargę na wspomnienie ostatnich słów Harry'ego... 
- Oh, woda się zaparzyła ciołku! - z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej kuzynki, która podeszła do kuchenki i zdjęła z niej gwiżdżący już czajnik. Nalała wody do dwóch kubków i obróciła oczami, spoglądając na mnie.
- Znowu fantazjujesz o tym chłopcu, że nie masz kontaktu ze światem rzeczywistym? - zapytała trochę ostro, znając odpowiedź.
- Może... - odparłam, uśmiechając się, a Marie to odwzajemniła po pewnej chwili.
- Może mi jeszcze powiesz, że czujesz motyle w brzuchu, gdy pomyślisz o dzisiejszym wieczorze, co? - zaśmiała się, a ja delikatnie przytakując głową, uśmiechnęłam się szerzej.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy szykować śniadanie...

*Kilka godzin później*

- Wyglądasz ślicznie... Chłopak nie będzie mógł odwrócić od ciebie wzroku! - powiedziała zachwycona Marie. 
Obie stałyśmy przed dużym lustrem w jej pokoju i oceniałyśmy efekt naszej wspólnej pracy. Starannie wybrałyśmy niezbyt elegancki i niezbyt luzacki zestaw. Włosy upięłam w luźnego koka, a makijażem zajęła się Marie. Był on bardzo delikatny i naturalny, ale zakrywał dokładnie ranę na policzku. Spojrzałam na zabandażowaną dłoń i zdjęłam z niej opatrunek - nie wyglądała źle. 
- Tylko wróć przed 24, kochanie... - powiedziała ciocia, która niespodziewanie wychyliła się zza uchylonych drzwi. Nadal nie mogłam uwierzyć, że wujostwo nie zrobiło mi bury o wczorajszy wybryk, a do tego jeszcze zgodzili się, bym wyszła dziś wieczorem. 
Kilka minut później po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, a Marie uderzyła mnie kolanem w pupę, mówiąc "Co taka zdziwiona? Kopniak na szczęście!".
Poszłam razem z nią i wujostwem pod drzwi - chcieli przynajmniej wiedzieć, kto był moim "wybawcą". 
Gdy wujek otworzył drzwi, ciocia zdziwiona rozszerzyła oczy, a kuzynka spojrzała na mnie.
- Porozmawiamy sobie potem... - powiedziała oschle po polsku, by Harry nie zrozumiał. Spojrzała na mnie wilkiem, po czym przeniosła wzrok na Hazzę.
- Wczorajszy koncert był genialny! - dodała, tym razem po angielsku, uśmiechając się.
- Dziękuję... Przekażę reszcie - uśmiechnął się do niej, po czym zwrócił się do wujka. - Odwiozę pańską córkę przed 11, proszę pana... punktualnie - dodał niepewnie, gdyż mój wujek przyjął zamkniętą postawę i miał srogi wyraz twarzy - był dobrym aktorem.
- Odwieź ją, o której chcesz, byle przed 12... - rozluźnił się i uśmiechnął do Harry'ego wujek. - Tylko pilnuj jej, żeby nie zrobiła sobie niczego złego! - dodał, a Harry przytaknął. Oboje wyszliśmy z przedpokoju na dwór i poszliśmy w stronę samochodu. 
Harry podszedł szybciej do auta i otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam, a gdy chwilę później oboje siedzieliśmy w środku, spojrzałam na niego.
- Nie przejmuj się moim wujkiem... Jest dziwny. - zaśmiałam się.
- Wujkiem? A nie... - zwrócił się do mnie, trochę zdziwiony.
- Oh... Mieszkam w Polsce, a przyjechałam na tydzień do mojego wujostwa, które tu mieszka... - powiedziałam, a uśmiech nikł na mojej twarzy, gdyż Harry posmutniał, gdy to powiedziałam. Bez słowa odpalił silnik i ruszyliśmy. W radiu akurat leciało "Bitter Sweet Symphony" zespołu The Verve, więc oboje zaczęliśmy podśpiewywać i chwilę później atmosfera się całkowicie rozładowała. 
- To... Gdzie mnie porywasz? - zapytałam, spoglądając na niego i zauważyłam, jak uśmiecha się, znów pokazując swoje wspaniałe dołeczki.
- Cóż... Z tego co pamiętam... Oboje lubimy włoską kuchnie, a ja znam takie jedno dobre miejsce - odpowiedział, a na końcu zdania spojrzał mi w oczy. Odwróciłam spojrzenie, od jego intensywnie zielonych tęczówek, które mnie hipnotyzowały.
Wchodząc do restauracji, byłam zachwycona jej wystrojem.
- Ale tu ślicznie... - powiedziałam, a Harry podążył za mym wzrokiem.
- Tak, ale właściwie... - zaczął, a ja od razu spojrzałam na niego. - Będziemy jeść na górze.
Nie wiedziałam, co miał na myśli, ale poprowadził mnie bocznymi schodami do góry i szliśmy nimi trochę, a potem otworzył drzwi. Znów znajdowaliśmy się na dworze, ale tym razem na dachu czteropiętrowej kamienicy. Cieszyłam się, że wzięłam kurtkę oraz że mamy lato, bo wieczorami było teraz trochę cieplej. Harry poprowadził mnie do nakrytego stołu, który stał niedaleko przedniego krańca dachu. Odsunął mi krzesło, bym usiadła, a ja oszołomiona zrobiłam to od razu, nie zastanawiając się nad niczym. Harry usiadł naprzeciwko mnie. 
- Wow! Tu jest... - pokręciłam głową, bo nie wiedziałam, jakimi słowami opisać to miejsce. Wszędzie błyszczały miliardy świateł Londynu pogrążonego w ciemnościach nocy. 
- Wyjątkowe miejsce... - odparł, spoglądając na widok, po czym odwrócił wzrok i spojrzał na mnie, dodając - Dla wyjątkowej dziewczyny.
Wytrzymałam jego spojrzenie, dopóki nie poczułam, że policzki zaczynaj mnie piec. Wiedziałam, że zaczynam się rumienić i miałam nadzieję, że nie będzie tego widać w tym półmroku. Na szczęście wybawił mnie kelner, który przyniósł karty, a potem wrócił się na klatkę schodową. Otworzyłam kartę i starałam się ją przeczytać, ale ukradkiem spoglądałam na Harry'ego. Siedział z zamkniętą kartą i oglądał miasto. Nie zauważył kiedy kelner podszedł do nas.
- Co państwo zamawiacie? - zapytał się nas mężczyzna, wyciągając notes.
- Dla mnie to co zawsze, a dla ciebie, Hanno? {nie kumam czemu nie lubisz zdrobnienia} - spojrzał na mnie, a pod wpływem spojrzenia Harry'ego kolana zawsze mi miękną.
- Hm... Eh... - poczęłam gorączkowo przeszukiwać wzrokiem kartę, aż w końcu się poddałam. - Może ty coś za mnie wybierzesz? - zapytałam.
- Dwa razy - zaśmiał się Harry, a kelner odszedł, zastawiając nas samych. 
- Jak często tu bywasz? - nachyliłam się w stronę Harry'ego, a wzrok skierowałam na stół. Biały obrus wydawał się tak miły w dotyku, że odruchowo wyciągnęłam rękę by go dotknąć. Na białym tle odcinały się płatki czerwonych róż i małe świeczki rozstawione tu i tam. 
- Cóż... zbyt często - odpowiada, a jego wzrok podąża za moimi palcami muskającymi obrus.
- Hm.. Przepraszam - powiedziałam i położyłam dłonie na stole.
- Nic nie... Nie masz za co. A co do miejsca to bywam tu na okrągło, jedna z lepszych restauracji w Londynie i w Wielkiej Brytanii... - odparł i spojrzał na moje dłonie. Sięgnął po jedną. - Widzę, że się goi dobrze... - zaśmiał się i spojrzał mi w oczy, a moje ciało przeszył dreszcz.
- Tak, byłbyś dobrym pielęgniarzem - powiedziałam i ugryzłam się w język, a on tylko uśmiechnął się szerzej, nie wypuszczając mojej dłoni ze swojej. Spojrzałam na nie i spokojniej dodałam - Skąd znasz to miejsce?
- Restauracje znam od kiedy skończyłem 10 lat. Byłem raz tutaj, gdy rodzinnie pojechaliśmy na wycieczkę do Londynu, akurat to były moje urodziny, więc poszliśmy tu na pizzę. Od tamtego czasu, pomimo, że to kawał drogi z Holmes Chapel, jeździmy zawsze tutaj w moje urodziny na kolację. A co do tego miejsca... - dodał, odwracając wzrok od naszych dłoni, na oświetlony Londyn - To zabawna historia - spojrzał mi w oczy, a ja się uśmiechnęłam.
- Opowiesz mi ją? - zapytałam, przygryzając dolną wargę.
- Cóż... Kiedyś zaprosiłem tutaj resztę zespołu, to było chyba po tym jak wygraliśmy naszą pierwszą nagrodę EMA. Siedzieliśmy na dole, żartując sobie i jedząc pizzę. Jakaś fanka nas zauważyła i poszła plotka, że siedzimy tutaj, na tej ulicy i w ogóle... W ciągu kilku minut pod restauracją były tłumy. Mój znajomy powiedział, że nas stąd wyprowadzi i zaprowadził nas tu... na dach - opowiadał, a ja słuchałam go zafascynowana, gdy to zauważył, uśmiechnął się szerzej, pokazując dołeczki.
- Jak możesz zobaczyć dach ten łączy trzy kamienice obok siebie, my jesteśmy nad pierwszą, a w trzeciej z kolejny znajduje się biblioteka. Poszliśmy do niej, wchodząc wejściem na dachu. Dawno nie byłem w żadnej bibliotece, więc się bardzo ucieszyłem - dokończył.
- I co się stało potem? - zapytałam, chcąc dowiedzieć się reszty historii. 
- Nic specjalnego. Wyszliśmy tylnym wyjściem i pojechaliśmy do Brighton, do mnie na pizzę i gry komputerowe - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową.
- A ty? Opowiesz mi jakiś śmieszny epizod z twojego życia? - zapytał, a ja zaczęłam opowiadać o różnych wypadkach i gafach, na co Harry opowiedział mi swoje. Coraz bardziej czułam, że lubię go i to bardzo - mogłam z nim rozmawiać o wszystkim i niczym. Zanim się obejrzeliśmy zjedliśmy dania i deser, które wcześniej przyniósł nam kelner. Jedzenie było wyśmienite, ale kto by zwracał na nie uwagę, siedząc obok kogoś, o kim się wcześniej marzyło, a teraz czując, że jest się mu coraz bliższym... 
- Siedzimy tu już od dwóch godzin... Chyba musimy już wracać... - powiedziałam w pewnej chwili zasmucona.
- Cóż... lepiej wracajmy, bo twój wujek mnie zabije - zaśmiał się Harry.
- Ja bym się nie śmiała, był w marynarce wojennej i uprawiał zapasy - powiedziałam poważnie, a Harry się przestraszył, bo jego uśmiech zbladł, więc dodałam od razu - Żartuje przecież! - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Zeszliśmy na dół, Harry zapłacił i wyszliśmy na dwór. 
- Odwiozę cię od razu pod... - zaczął, a ja mu przerwałam.
- Wolę spacer - powiedziałam i przygryzłam wargę, mając nadzieję, że się zgodzi.
- No dobrze... - uśmiechnął się szerzej.
Podążaliśmy ulicami Londynu i rozmawialiśmy o wszystkim, co nam przyszło do głowy. W pewnym momencie Harry zdjął swoją kurtkę i zarzucił mi ją na ramiona.
- Widzę, że ci zimno - powiedział powoli tym swoim magnetycznym głosem z chrypką.
- Dziękuję - odrzekłam uśmiechając się.
Szliśmy tak ramię, w ramię, aż w pewnym momencie poczułam, jak moje palce splatają się z jego ciepłymi. Spojrzałam na niego ukradkiem, a on nadal spoglądał przed siebie, opowiadając o czasach z X factora. Uśmiechnęłam się więc i podążyłam wzrokiem w tym samym kierunku, co on. 
Godzinę później staliśmy już pod domem wujostwa - była 23, jak obiecał Harry. 
- No... - zaczął, gdy staliśmy pod drzwiami naprzeciwko siebie i spoglądaliśmy sobie w oczy. Odgarnął włosy z lewej na prawo tak, jak zawsze to robił. Staliśmy na tyle blisko, że czułam ciepło bijące od jego ciała - moje serce biło teraz szybciej.
- Było bardzo miło - wypowiedziałam cicho, a Harry uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki. Nadal mieliśmy złączone dłonie. Harry powoli nachylił się do mnie, zamknęłam oczy i już byliśmy blisko siebie, gdy zatrzymałam go ręką. 
- Ja... - zaczęłam, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
- Harry, wiem, że ty taki nie jesteś... i nie uwierzysz, jak bardzo chcę, żebyś mnie pocałował. Marzyłam o tym odkąd pamiętam, ale... Ja nie całuję się na pierwszych randkach - wypowiedziałam szybko na jednym tchu, a na końcu zdania - ugryzłam się w język. "Co ja robię? Kit zasady... To jest Harry. Ten Harry! O którym tak fantazjowałam..." - przeleciało mi przez myśl i żałowałam, że zepsułam atmosferę.
- Przepraszam - wyszeptałam i cofnęłam rękę, opuszczając głowę. 
- Nic nie szkodzi, właściwie... - powiedział wesoło, gdy położył palec pod moją brodą i delikatnie podniósł mój podbródek tak, bym na niego spojrzała, po czym dodał - Przez to, że masz zasady i trzymasz ich się nawet w takich sytuacjach, jak ta... Podobasz mi się jeszcze bardziej - dokończył i oblizał wargi przez co kolana jeszcze bardziej mi zmiękły. 
 Wspięłam się na palce i ledwie musnęłam ustami jego policzek trochę niżej, tuż obok ust. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego jeszcze raz.
- Do usłyszenia - powiedziałam i oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. 

Chwilę później dostałam SMSa: "Słodkich snów! Mam nadzieję, że niebawem znów Cię zobaczę! xx - Harry". Uśmiechnęłam się do ekranu i przygryzłam wargę - jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa...




CIĄG DALSZY NASTĄPI...




Opracowała: B - Jadę na narty, będę za Wami tęsknić!! <3 Wracam w sobotę, ale maila sprawdzać będę... !!




PS Przepraszam, że takie krótkie!!
PSS Będę wdzięczna za komentarze! :3   <3
 

piątek, 30 listopada 2012

Imagine - Liam (IX)

We are live in a yellow submarine, yellow submarine... Ups... Przepraszam, trochę mnie poniosło... Ostatnio mam fazę na tą piosenkę. Chociaż znam ją od roku dopiero teraz mnie napadało:) Może to dzięki dodatkowym lekcjom z moją anglistką;3 B ma mnie już dość, bo cały czas ją śpiewam-_- Pewnie niedługo mi przejdzie, więc...:D
Dzisiaj piszę ja, bo B przygotowuje się do konkursu;) Znowu nie przeczytała wymaganych książek, ale ja w nią wierzę, bo ostatnio dzięki streszczeniom przeszła do kolejnego etapu:) U nas w szkole skończył się trymestr, więc oceny wystawione... Teraz trzeba od nowa wypełnić dziennik-_-
Tym razem napisałam Liama... Nie jestem zadowolona, ale obiecałam X i B, że coś dzisiaj wstawię, a nie zdążę napisać nic innego... Pierwszy raz o nim pisze, więc wybaczcie mi, że jest taki słaby.




-[T.I.]! Wychodzimy!-zawołała z dołu moja mama. Niechętnie wzlokłam się z łóżka i zeszłam na dół. Usiadłam na schodach i zaczęłam ubierać trampki.
- Dziecko, jak ty wyglądasz?!-zdenerwowała się mama.- Nie jedziemy na kajaki, a nie na pokaz mody!
- Mamo, przecież mówiłaś, że nie muszę z wami płynąć-powiedziałam łagodnie mimo, że byłam na nią zła.-Poza tym...-spojrzałam na swoje ubranie(niebieskie jeansy, biały top i narzucona na niego, luźna czerwona koszula)), po czym skończyłam zawiązywać drugiego buta.-...to jedne z moich najwygodniejszych rzeczy...
- Ach, tak... Chyba rzeczywiście coś takiego mówiłam...-zastanowiła się moja rodzicielka.
- Jak to, [T.I.] nie będzie z nami płynąć?-powiedział mój młodszy brat, wyginając usta w podkówkę.
- Chodź tu do mnie...-rozłożyłam ręce, żeby przytulić chłopca. Nie wahał się on długo i po chwili znalazł się w moich ramionach.-[I.T.B.], przecież wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- Ja cię uratuję, jeśli będzie taka potrzeba!
- Dobrze, ale może innym razem...-zaśmiałam się, na słowa chłopca.- Dzisiaj bardzo chętnie sobie odpocznę na plaży... Ale obiecuję ci, że zaraz po kajakach zabiorę cię na lody! To jak umowa stoi?
Chłopiec pokiwał twierdząco głową, przytulił się do mnie mocno, ale po chwili wyrwał się z moich objęć.
- To, jak jedziemy?!-zaczął ciągnąć moją rękę, żebym wstała.- Nie mogę się doczekać!
-Lodów, czy kajaków?-zapytała z uśmiechem moja mama. Chociaż miałam z nią coraz gorszy kontakt, to mój brat sprawiał, że potrafiłyśmy się dogadać.
- Tego i tego! To będzie super dzień!-razem z mamą zaśmiałyśmy się krótko, po czym wzięłam chłopca za rękę i wyszliśmy z domu.
- Widzę, że humor wszystkim dopisuję...-zaczął mój tata.- I tak ma być!:)
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy nad jedno z najbliższych jezior. Często tam jeździliśmy, ale dopiero niedawno odkryliśmy, ze można tam wypożyczyć kajaki. Całej mojej rodzinie podobał się ten pomysł z wyjątniem mnie, ponieważ przeraźliwie bałam się wody. Miałam tak od dzieciństwa, odkąd prawie się utopiłam podczas nauki pływania. Od tamtego czasu nie ma siły, która zmusiłaby mnie do jakiegoś głębokiego zbiornika wodnego. Chociaż miałam spędzić ten dzień na samotnym siedzeniu na plaży, to zapowiadało się przyjemnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie byłam skłócona z mamą. Kiedyś jej mówiłam o wszystkim, teraz prawie o niczym. Parę razy próbowałam to zmienić, ale nie potrafię... Na szczęście zdarzają się takie chwile, jak teraz:) Zanim się zorientowałam, dojechaliśmy na miejsce. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam czytać "Plotkarę" Cecily von Ziegesar(zainspirował mnie mój drugi mąż:)), podczas gdy moja rodzina przygotowywała się, żeby wypłynąć na kajaki. Lektura mnie tak zainteresowała, że nie zwracałam uwagi na otaczający mnie świat. Przerwałam tylko na chwilę, żeby pomachać na pożegnanie rodzicom i bratu, którzy wypływali na swoją pierwszą przygodę z kajakami. Wróciłam na swoje miejsce i zajęłam się poprzednią czynnością
- Witaj Czerwony Kapturku, co tam czytasz?-usłyszałam głos zza drzewa, przy którym siedziałam. Na jego dźwięk podskoczyłam i wyrzuciłam książkę z rąk, tak że wylądowała w najbliższych krzakach.-Przestraszyłem cię?- nagle przede mną pojawia się osoba, przez którą prawie dostałam zawału serca. Był to wysoki brunet, który wydawał mi się skądś znajomy, ale nie wiedziałam zupełnie skąd.-Przepraszam nie chciałem...-powiedział podając mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Kiedy udało mi się stanąć na nogach, chłopak podał mi książkę, którą rzuciłam w krzaki.
- Nie ma sprawy-uśmiechnęłam się delikatnie, przyciskając powieść do klatki piersiowej.
- Może się przejdziemy?
- Hmm... No nie wiem... Mama mi nie pozwala rozmawiać z nieznajomymi...-zrobiłam "niewinną" minę.
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Chociaż w sumie to nim jestem...-zamyślił się.-...ale możemy to zmienić:) Jestem Liam..
- A ja [T.I.]-powiedziałam i ścisnęłam jego wyciągniętą rękę. Po czym przyjrzałam mu się bardzo dokładnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie z kim rozmawiam.- Nie musiałeś się przedstawiać. Wiem, kim jesteś-uśmiechnęłam się słodko.- Ale będziesz się musiał przyzwyczaić, że będę do ciebie mówiła Wilku...
- Dla ciebie Czerwony Kapturku, jestem do tego skłonny. To teraz będziesz chciała się ze mną przejść?
- Owszem-chłopak ujął moją dłoń i ruszyliśmy w stronę leśnej ścieżki.
Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, oddychając świeżym powietrzem, o które trudno w wielkiej metropolii i napawając się pięknymi widokami. Przeszliśmy spory kawałek drogi, zanim któreś z nas się odezwało.
- Jesteś plotkarą?
- Nie... Dlaczego tak uważasz?-spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam, tak tylko myślałem...-odwróciłam głowę w stronę chłopaka i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Liam zarumienił się lekko i odwrócił wzrok.- Bo...wiesz, ta książka, którą czytałaś...
Zaśmiałam się, gdy usłyszałam słowa, które padły z jego ust. Jednak po chwili opanowałam się, żeby nie robić mu przykrości.
- Liam, nie martw się, mi można zaufać. Nie obwieszczę całemu światu za pomocą twittera, że cię spotkałam...
- Nie chodziło mi o to, nie mam nic przeciwko, żebyś to zrobiła... Wiele dziewczyn by tak uczyniło... Ale po prostu nie lubię plotek...
- Ja też-uśmiechnęłam się delikatnie.- Ale mimo to jestem fanką "Plotkary". Książek, jak i serialu... Ale pomyśl racjonalnie, co bym miała tam napisać? Że jestem twoją dziewczyną? Przecież to by było jakieś szaleństwo. Ja nie jestem taka
- Przepraszam, nie chciałem...
- Nie jestem zła, nie mam przecież za co... Nie znasz mnie, więc sąd mogłeś wiedzieć, jaka jestem:) Może zmieńmy temat?
- Tak, to dobry pomysł-wreszcie chłopak się uśmiechnął.
- To może najpierw mi odpowiesz, co słynny Liam Payne z One Direction tutaj robi?
- Hah... Lubię to miejsce, jest takie ciche... Można odpocząć... Może usiądziemy?-nie czekając na moją odpowiedź, chłopak pociągnął mnie za rękę, którą cały czas trzymał, przez co usiadłam na ławce tuż obok niego.-Skąd mnie znasz?
- Szczerze...? Trudno cię nie znać. Razem z resztą jesteście wszędzie... Koszulki, bransoletki, lalki, szczoteczki do zębów... To już się robi dziwne... Mam małe pytanie, ale odpowiedz szczerze... Nie przeraża cię to?
- Trochę...-zaśmiał się krótko.-Ale to nie jest, tak że mamy dość. Kochamy naszych fanów...
- Wiem...-przerwałam mu.- Nie musisz mi się tłumaczyć... Tyle, że chyba każdego by coś takiego przerażało...
- Chyba tak...-chłopak uśmiechnął się delikatnie.- Skoro odpowiedziałem na twoje pytanie, to teraz odpowiesz na moje. Co tutaj robisz Czerwony Kapturku?
- Rozumiem, że oprócz zadawania się ze złymi Wilkami...-uśmiechnęłam się słodko.- Moja rodzinka przyjechała tu na kajaki...
- To czemu nie jesteś z nimi? Jeśli wolno spytać..
- Jasne, że wolno:) Od dzieciństwa boję się wody, znaczy dużych zbiorników wodnych, w których mogę się utopić... Poza tym często się kłócę z mamą, więc wolę nie narażać nas na utratę życia...-wypowiadając ostatnie zdanie, wpatrywałam się czubki swoich butów.
- To smutne, że się z nią kłócisz. Zawsze wydawało mi się, że matka z córką są ze sobą blisko.
- Kiedyś tak było, ale teraz jest zupełnie inaczej... Zdążyłam się już przyzwyczaić, więc nie
- Może uda ci się to jeszcze naprawić
- Wątpię...-przerwał mi dzwoniący telefon. Nie musiałam sprawdzać, kto do mnie telefonuje. Wiedziałam, że to moi rodzice wrócili z kajaków i teraz mnie szukają.- Liam, ja misze iść... Przepraszam...-wstałam, a on po chwili poszedł w moje ślady.
- Nie ma sprawy... Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...
- Na pewno-uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam swojego Wilka.- Wiesz co...?! Idę zaraz z młodszym bratem na lody dołączysz się...
- Bardzo chętnie-uśmiechnął się, tak że nogi się pode mną ugięły.-Czuję się bardzo zaszczycony tym, że Czerwony Kapturek wreszcie zaufał Wilkow
Chłopak chwycił moją dłoń i zaczął iść w stronę przystani, ale ja nie ruszyłam się z miejsca, więc Liam przyciągnął mnie do siebie. Bardzo szybko się do siebie zbliżyliśmy i nasze usta się delikatnie musnęły, więc szybko odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na siebie w osłupieniu.
- To może już pójdziemy-wyjąkałam.-Żeby nie czekali na nas za długo...
- To dobry pomysł...-powiedział chłopak po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął, tym razem delikatniej, w stronę samochodu.


Napisała E
PS. Przepraszam, że ten imagine wyszedł mi taki nabazgrany, ale postaram się, żeby następny był lepszy:) Wybaczcie mi...



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Imagine - Harry (IV)

Jedziesz z Harrym i resztą chłopaków, na wakacje do Turcji. To są wasz pierwszy wyjazd wypoczynkowy od kiedy jesteście parą. Nikt nie wie o waszym związku, oprócz rodziny oraz członków zespołu, którzy są waszymi przyjaciółmi. 
Niall: No, to lecimy..
Liam: Dobra, ale kto wie jaki mamy numer miejsc w samolocie?
Lou: Liam..
Liam: No co? Mam prawo spytać...
Zayn: No tylko, że my lecimy samolotem, który jest tylko dla nas..
Lou: i nie musisz się pytać  o miejsce..
Harry: Dobra, idźmy już, bo nie wytrzymam..
Niall: Ej, a jak myślicie jest NANDOS w Turcji?
Ty: Zapewne..
 *Wsiadacie to prywatnego samolotu i umiejscawiacie się wygodnie w fotelach.Liam zakłada słuchawki, Zayn idzie spać, Louis dotrzymuje Bad Boyowi towarzystwa, a Niall zaczął coś pożerać z lodówki. Ty i Harry usiedliście obok siebie w milczeniu..tej ciszy nikt nie mógł przerwać.*
Harry: [T.I], chcesz może coś zjeść lub się napić?
Ty: Nie dzięki...
*Harry daje ci namiętnego buziaka, a ty kładziesz się na jego ramieniu. Lot miał trwać około czterech godzin. A na początku lotu już wszyscy się wyspali, więc po dwóch godzinach rozległ się hałas w pomieszczeniu.*
Harry: Wy, cymbały. Uspokójcie się [T.I] śpi.
Zayn: Już spokojnie...słyszeliście [T.I] i ja śpimy... <obudził się śpioch.>
Lou: Już, już. 
Słyszałaś tą rozmowę, byłaś pod wrażeniem. Po  wylądowaniu oraz po przyjechaniu do hotelu, zaczęliście się rozpakowywać. Ty miałaś pokój z Harrym, Zayn z Liamem, a Louis z Niallem. Oczywiście chłopacy zamiast się rozpakowywać przybyli do waszego pokoju.
Zayn: To co na plażę?
Ty: Jak teraz o tej godzinie, kiedy słońce zachodzi?
Liam: No a czemu nie??
Niall: Chętnie bym popływał w takim słoneczku..
Louis: Głupki wy jedne... Harry gdzieś zabiera [T.I], a wy o plaży, my(Liam, Niall i Zayn) idziemy na miasto, na imprezę, pasi?
Zayn: Impreza to moje drugie imię....idę się przyszykować.
*Wszyscy w śmiech, kiedy Zayn to powiedział. Ty dopiero po chwili zrozumiałaś, co Louis powiedział.*
Ty: Jak to Harold gdzieś mnie zabiera, ja nic o tym nie wiem.
Harry: <wchodzi do pokoju ze świadomością, że ty już wiesz o niespodziance> Właśnie chciałem cię zaprosić na kolację. Ale widać, że Lou powiedział to przede mną. A więc [T.I] pójdziesz ze mną na kolację?
Ty: Tak, z chęcią.
*Hazza dał ci namiętnego buziaka. Poszłaś się szykować na romantyczną kolację z Harrym. Już byłaś gotowa i usłyszałaś pukanie do drzwi.  Był tam Harry trzymający bukiet słoneczników.
Harry: Czy mogę cię porwać na kolację i wręczyć ci te kwiaty, które są tak samo słoneczne, jak ty?
Ty:Nie jestem przekonana... <kręcisz głową, po czym się uśmiechasz> Jasne, że możesz <dajesz mu namiętnego buziaka>.
Harry: Przepięknie wyglądasz.
Ty: Dziękuję.
*Poszliście do restauracji i dostaliście stolik na werandzie, gdzie mieliście przepiękny widok na morze. Podczas kolacji świetnie się bawiliście. Po posiłku Harry zabrał cię na spacer... Nagle zatrzymujecie się na plaży, gdzie jest rozesłany koc specjalnie dla was.
Harry: Usiądziemy? <usiedliście, a później położyłaś głowę na jego klatę i słyszałaś bicie jego serca.>
Ty: Twoje serce bije dwa razy szybciej niż moje.
Harry: Bo się boję…
Ty: Czego?
Harry: Posłuchaj, znamy się nie od dziś, łączy nas coś od zawsze, a ja jestem głupkiem, że nie poprosiłem cię o chodzenie wcześniej.  I chcę żebyś została ze mną już na zawsze, na zawsze. Czy zostaniesz moją panią Styles?
*Milczysz.*
Harry: Właśnie tego się bałem... <opuścił wzrok, po czym podniósł oczy na ciebie>... że powiesz nie.
Ty: Kto powiedział, że  powiedziałam nie? Ja tylko chciałam zobaczyć twoja reakcję na  moje milczenie.
Harry: Czekaj... czyli, że odpowiedź to tak?
Ty: Oczywiście że tak, zostanę twoja panią Styles.
*Dajesz buziaka Harremu. Do hotelu idziecie z dobrą nowiną. A po powrocie do Londynu słyszysz w radiu jak Harry mówi: ”Pozdrawiam moją  panią Styles. Kocham cię [T.I]”. *


Opracowała : X                Korekta: B - "Kocham twoje błędy!"





sobota, 7 kwietnia 2012

Imagine - Liam (I)

Jedziesz do Londynu studiować. Poznajesz tam swoje przyjaciółki, które kochają One Direction., a ty nie masz o nich bladego pojęcia. Jednak twoje przyjaciółki namawiają cię na ich słuchanie. Pewnego wieczoru postanawiasz przejść się po wieczornym Londynie. Zakładasz kurtkę szalik i słuchawki, w
których leci One Direction "I Want". Idziesz po parku i zauważasz, że nikogo nie ma, więc włączasz muzykę na maksa i sobie nucisz pod nosem. Po pewnej chwili rozkręcasz się i śpiewasz na głos. Idzie ci to świetnie, śpiewasz ciągle 'I Want'. Zamykasz oczy i wyobrażasz sobie, że śpiewasz razem
z chłopakami na scenie i tu nagle…… wpadasz na jakiegoś chłopaka. Wyciągasz szybko słuchawki z uszu i przestajesz śpiewać. Nie widzisz jego twarzy w tym mroku. 
Ty: Bardzo przepraszam, nie zauważyłam cię… 
Liam: Spokojnie, nic się nie stało… 
*Skądś znasz ten głos tylko nie wiedziałaś skąd. Pasował do osoby, którą znasz, ale nie mogłaś sobie przypomnieć, do której...*
L: Patrzysz tak na mnie jakbyś się zastanawiała, skąd mnie znasz. 
T: Czytasz mi w myślach, tylko wiesz ułatwiłobyś mi sprawę jakbyś powiedział skąd mogę cię znać… 
L: To jakby to zacząć? Jestem może tak jakby sławny, i mam czworo chłopaków… 
T: Takich szczegółów mogłeś mi oszczędzić, Liam?? Poznałam cię od początku, twój głos, który właśnie leciał w słuchawce mi pomógł… 
L: Szedłem w twoją stronę słuchając jak śpiewasz, naprawdę masz ładny głos.. 
T: Dzięki… 
L: Wiesz jak ja mam na imię, czy mogę się dowiedzieć jak ty masz.? Byłoby mi łatwiej się z tobą porozumiewać.. 
T: [Twoje imię], dość typowe.
L: Ale przepiękne….może miałabyś ochotę ze mną pospacerować po Londynie? 
T: Czemu by nie? Chętnie się przejdę z osobą, która zna to miasto. 
L: [T.I], tylko ci się tak wydaje, że je znam… ale wolę już z tobą zabłądzić w tym wielkim mieście niż siedzieć sam w domu… 
*Idziecie, spacerujecie cały czas rozmawiacie. Kiedy nagle dostajesz esemesa o treści: „ [T.I], gdzie jesteś, jest już po północy….martwimy się”. Sms ten był od twoich przyjaciółek, które razem z tobą mieszkają. 
L: Coś się stało? (pyta się zaciekawiony) 
T: Liam, czy ty wiesz która jest godzina? Bo tak jakoś sobie spacerujemy od trzech godzin..nie mówię,że było niefajnie było prześwietnie, to jest szczęście, że cię poznałam osobiście.. 
L: Wiem, która godzina. Nie mogłem po prostu tak powiedzieć „Cześć”, bo byśmy się nie spotkali już nigdy więcej, a ja tego nie chcę, spodobałaś mi się bardzo… nigdy takiej dziewczyny jak ty nie widziałem, która by nie piszczała na mój widok….ty nawet nie wiedziałaś do końca jak mam na imie(uśmiecha się do ciebie słodko)…[T.I], czy mogę cię odprowadzić do domu? 
T: Nie wiem co powiedzieć, zatkało mnie………tak oczywiście możesz.. 
Liam zaprowadza cię do domu. Przed drzwiami nie możesz się pożegnać bo Liam cię nagle złapał za rękę. 
L: Jesteś wyjątkowa… (szepcze ci to na ucho i daje namiętnego buziaka). 
Jesteś w kompletnym szoku. Nie wiesz co powiedzieć. 
L: Może się jutro spotkamy? 
T: Myślałam, że już nigdy się nie spytasz… 
Rozchodzicie się do własnych domów i żadne z was nie może przestać myśleć o tym wieczorze, który nie jeden raz się powtarza w przyszłości… co oznacza, że jesteście razem.

Opracowała: X                 Korekta: B