Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telefon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telefon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2012

Imagine - Liam (IX)

We are live in a yellow submarine, yellow submarine... Ups... Przepraszam, trochę mnie poniosło... Ostatnio mam fazę na tą piosenkę. Chociaż znam ją od roku dopiero teraz mnie napadało:) Może to dzięki dodatkowym lekcjom z moją anglistką;3 B ma mnie już dość, bo cały czas ją śpiewam-_- Pewnie niedługo mi przejdzie, więc...:D
Dzisiaj piszę ja, bo B przygotowuje się do konkursu;) Znowu nie przeczytała wymaganych książek, ale ja w nią wierzę, bo ostatnio dzięki streszczeniom przeszła do kolejnego etapu:) U nas w szkole skończył się trymestr, więc oceny wystawione... Teraz trzeba od nowa wypełnić dziennik-_-
Tym razem napisałam Liama... Nie jestem zadowolona, ale obiecałam X i B, że coś dzisiaj wstawię, a nie zdążę napisać nic innego... Pierwszy raz o nim pisze, więc wybaczcie mi, że jest taki słaby.




-[T.I.]! Wychodzimy!-zawołała z dołu moja mama. Niechętnie wzlokłam się z łóżka i zeszłam na dół. Usiadłam na schodach i zaczęłam ubierać trampki.
- Dziecko, jak ty wyglądasz?!-zdenerwowała się mama.- Nie jedziemy na kajaki, a nie na pokaz mody!
- Mamo, przecież mówiłaś, że nie muszę z wami płynąć-powiedziałam łagodnie mimo, że byłam na nią zła.-Poza tym...-spojrzałam na swoje ubranie(niebieskie jeansy, biały top i narzucona na niego, luźna czerwona koszula)), po czym skończyłam zawiązywać drugiego buta.-...to jedne z moich najwygodniejszych rzeczy...
- Ach, tak... Chyba rzeczywiście coś takiego mówiłam...-zastanowiła się moja rodzicielka.
- Jak to, [T.I.] nie będzie z nami płynąć?-powiedział mój młodszy brat, wyginając usta w podkówkę.
- Chodź tu do mnie...-rozłożyłam ręce, żeby przytulić chłopca. Nie wahał się on długo i po chwili znalazł się w moich ramionach.-[I.T.B.], przecież wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- Ja cię uratuję, jeśli będzie taka potrzeba!
- Dobrze, ale może innym razem...-zaśmiałam się, na słowa chłopca.- Dzisiaj bardzo chętnie sobie odpocznę na plaży... Ale obiecuję ci, że zaraz po kajakach zabiorę cię na lody! To jak umowa stoi?
Chłopiec pokiwał twierdząco głową, przytulił się do mnie mocno, ale po chwili wyrwał się z moich objęć.
- To, jak jedziemy?!-zaczął ciągnąć moją rękę, żebym wstała.- Nie mogę się doczekać!
-Lodów, czy kajaków?-zapytała z uśmiechem moja mama. Chociaż miałam z nią coraz gorszy kontakt, to mój brat sprawiał, że potrafiłyśmy się dogadać.
- Tego i tego! To będzie super dzień!-razem z mamą zaśmiałyśmy się krótko, po czym wzięłam chłopca za rękę i wyszliśmy z domu.
- Widzę, że humor wszystkim dopisuję...-zaczął mój tata.- I tak ma być!:)
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy nad jedno z najbliższych jezior. Często tam jeździliśmy, ale dopiero niedawno odkryliśmy, ze można tam wypożyczyć kajaki. Całej mojej rodzinie podobał się ten pomysł z wyjątniem mnie, ponieważ przeraźliwie bałam się wody. Miałam tak od dzieciństwa, odkąd prawie się utopiłam podczas nauki pływania. Od tamtego czasu nie ma siły, która zmusiłaby mnie do jakiegoś głębokiego zbiornika wodnego. Chociaż miałam spędzić ten dzień na samotnym siedzeniu na plaży, to zapowiadało się przyjemnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie byłam skłócona z mamą. Kiedyś jej mówiłam o wszystkim, teraz prawie o niczym. Parę razy próbowałam to zmienić, ale nie potrafię... Na szczęście zdarzają się takie chwile, jak teraz:) Zanim się zorientowałam, dojechaliśmy na miejsce. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam czytać "Plotkarę" Cecily von Ziegesar(zainspirował mnie mój drugi mąż:)), podczas gdy moja rodzina przygotowywała się, żeby wypłynąć na kajaki. Lektura mnie tak zainteresowała, że nie zwracałam uwagi na otaczający mnie świat. Przerwałam tylko na chwilę, żeby pomachać na pożegnanie rodzicom i bratu, którzy wypływali na swoją pierwszą przygodę z kajakami. Wróciłam na swoje miejsce i zajęłam się poprzednią czynnością
- Witaj Czerwony Kapturku, co tam czytasz?-usłyszałam głos zza drzewa, przy którym siedziałam. Na jego dźwięk podskoczyłam i wyrzuciłam książkę z rąk, tak że wylądowała w najbliższych krzakach.-Przestraszyłem cię?- nagle przede mną pojawia się osoba, przez którą prawie dostałam zawału serca. Był to wysoki brunet, który wydawał mi się skądś znajomy, ale nie wiedziałam zupełnie skąd.-Przepraszam nie chciałem...-powiedział podając mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Kiedy udało mi się stanąć na nogach, chłopak podał mi książkę, którą rzuciłam w krzaki.
- Nie ma sprawy-uśmiechnęłam się delikatnie, przyciskając powieść do klatki piersiowej.
- Może się przejdziemy?
- Hmm... No nie wiem... Mama mi nie pozwala rozmawiać z nieznajomymi...-zrobiłam "niewinną" minę.
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Chociaż w sumie to nim jestem...-zamyślił się.-...ale możemy to zmienić:) Jestem Liam..
- A ja [T.I.]-powiedziałam i ścisnęłam jego wyciągniętą rękę. Po czym przyjrzałam mu się bardzo dokładnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie z kim rozmawiam.- Nie musiałeś się przedstawiać. Wiem, kim jesteś-uśmiechnęłam się słodko.- Ale będziesz się musiał przyzwyczaić, że będę do ciebie mówiła Wilku...
- Dla ciebie Czerwony Kapturku, jestem do tego skłonny. To teraz będziesz chciała się ze mną przejść?
- Owszem-chłopak ujął moją dłoń i ruszyliśmy w stronę leśnej ścieżki.
Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, oddychając świeżym powietrzem, o które trudno w wielkiej metropolii i napawając się pięknymi widokami. Przeszliśmy spory kawałek drogi, zanim któreś z nas się odezwało.
- Jesteś plotkarą?
- Nie... Dlaczego tak uważasz?-spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam, tak tylko myślałem...-odwróciłam głowę w stronę chłopaka i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Liam zarumienił się lekko i odwrócił wzrok.- Bo...wiesz, ta książka, którą czytałaś...
Zaśmiałam się, gdy usłyszałam słowa, które padły z jego ust. Jednak po chwili opanowałam się, żeby nie robić mu przykrości.
- Liam, nie martw się, mi można zaufać. Nie obwieszczę całemu światu za pomocą twittera, że cię spotkałam...
- Nie chodziło mi o to, nie mam nic przeciwko, żebyś to zrobiła... Wiele dziewczyn by tak uczyniło... Ale po prostu nie lubię plotek...
- Ja też-uśmiechnęłam się delikatnie.- Ale mimo to jestem fanką "Plotkary". Książek, jak i serialu... Ale pomyśl racjonalnie, co bym miała tam napisać? Że jestem twoją dziewczyną? Przecież to by było jakieś szaleństwo. Ja nie jestem taka
- Przepraszam, nie chciałem...
- Nie jestem zła, nie mam przecież za co... Nie znasz mnie, więc sąd mogłeś wiedzieć, jaka jestem:) Może zmieńmy temat?
- Tak, to dobry pomysł-wreszcie chłopak się uśmiechnął.
- To może najpierw mi odpowiesz, co słynny Liam Payne z One Direction tutaj robi?
- Hah... Lubię to miejsce, jest takie ciche... Można odpocząć... Może usiądziemy?-nie czekając na moją odpowiedź, chłopak pociągnął mnie za rękę, którą cały czas trzymał, przez co usiadłam na ławce tuż obok niego.-Skąd mnie znasz?
- Szczerze...? Trudno cię nie znać. Razem z resztą jesteście wszędzie... Koszulki, bransoletki, lalki, szczoteczki do zębów... To już się robi dziwne... Mam małe pytanie, ale odpowiedz szczerze... Nie przeraża cię to?
- Trochę...-zaśmiał się krótko.-Ale to nie jest, tak że mamy dość. Kochamy naszych fanów...
- Wiem...-przerwałam mu.- Nie musisz mi się tłumaczyć... Tyle, że chyba każdego by coś takiego przerażało...
- Chyba tak...-chłopak uśmiechnął się delikatnie.- Skoro odpowiedziałem na twoje pytanie, to teraz odpowiesz na moje. Co tutaj robisz Czerwony Kapturku?
- Rozumiem, że oprócz zadawania się ze złymi Wilkami...-uśmiechnęłam się słodko.- Moja rodzinka przyjechała tu na kajaki...
- To czemu nie jesteś z nimi? Jeśli wolno spytać..
- Jasne, że wolno:) Od dzieciństwa boję się wody, znaczy dużych zbiorników wodnych, w których mogę się utopić... Poza tym często się kłócę z mamą, więc wolę nie narażać nas na utratę życia...-wypowiadając ostatnie zdanie, wpatrywałam się czubki swoich butów.
- To smutne, że się z nią kłócisz. Zawsze wydawało mi się, że matka z córką są ze sobą blisko.
- Kiedyś tak było, ale teraz jest zupełnie inaczej... Zdążyłam się już przyzwyczaić, więc nie
- Może uda ci się to jeszcze naprawić
- Wątpię...-przerwał mi dzwoniący telefon. Nie musiałam sprawdzać, kto do mnie telefonuje. Wiedziałam, że to moi rodzice wrócili z kajaków i teraz mnie szukają.- Liam, ja misze iść... Przepraszam...-wstałam, a on po chwili poszedł w moje ślady.
- Nie ma sprawy... Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...
- Na pewno-uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam swojego Wilka.- Wiesz co...?! Idę zaraz z młodszym bratem na lody dołączysz się...
- Bardzo chętnie-uśmiechnął się, tak że nogi się pode mną ugięły.-Czuję się bardzo zaszczycony tym, że Czerwony Kapturek wreszcie zaufał Wilkow
Chłopak chwycił moją dłoń i zaczął iść w stronę przystani, ale ja nie ruszyłam się z miejsca, więc Liam przyciągnął mnie do siebie. Bardzo szybko się do siebie zbliżyliśmy i nasze usta się delikatnie musnęły, więc szybko odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na siebie w osłupieniu.
- To może już pójdziemy-wyjąkałam.-Żeby nie czekali na nas za długo...
- To dobry pomysł...-powiedział chłopak po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął, tym razem delikatniej, w stronę samochodu.


Napisała E
PS. Przepraszam, że ten imagine wyszedł mi taki nabazgrany, ale postaram się, żeby następny był lepszy:) Wybaczcie mi...



sobota, 13 października 2012

Imagine Liam (VII) Part 2

Poszłam sobie spać, jak zwykle o 1 w nocy....i śni mi się sen...nagle budzę się i mówię sobie ( w myślach) 'Jest, kurde przyszła ta wena mnie odwiedzić'...no ja oczywiście kiedy mam wenę to muszę to szybko napisać bo inaczej zapomnę -_- słaba pamięć staruszki....no dobra włączam laptop...i patrze na godzinę O_o tak, teraz mam 3 w nocy 13 Października...witam :)

Przepraszam, że wcześniej nie pisałam, ale jak widzicie dopiero teraz dobra ciotka Wena przyszła...a jeszcze te zawody i przygotowania do niej -_- No dobra....błagam wybaczcie mi, za tą nieobecność...błagam wybaczcie....a jeśli ktoś chce śmiało rzucajcie we mnie pomidorami...pod komentarzami...:)


So let's go!


Liam: Dobrze poczułaś..
Simon:Dobra głosujmy..
Britney: Tak.!
Rita Ora: Tak!
Liam:-myśli- jestem na tak...(puścił do ciebie oczko..)
Simon: 4 razy tak, przechodzisz dalej...!
Za kulisami już nie mogłaś się opanować zaczęłaś piszczeć i skakać z radości....
Ann: Mówiłam, że ci się uda!
Ty: Dzięki....ufff..!!! Yeah!!!
Wróciłaś do domu z Ann szczęśliwa....w środku czekali już na ciebie twoi przyjaciele i rodzina, Ann ich powiadomiła o występie.
Wstawiłaś klucze do drzwi i je otworzyłaś..
Wszyscy: NIESPODZIANKA!!!
Ty: Oooo! Jak miło..!
Mama: Wiedziałam, że moja mała da radę.!
Ty: Dzięki...-pocałowałaś ją w policzek.
Podczas tego przyjęcia, każdy do ciebie podchodził i gratulował....i wtedy podszedł David...
David: Hej, [T.I]...
Ty: Mh...Hej.-powiedziałaś spławiając go jednocześnie.
David: [T.I] chciałem ciebie przeprosić,za to co ci zrobiłem..
Ty: rozumiem, a teraz chcesz żebym ci wybaczyła i udawać, że nic się nie stało? Że chłopak, w którym byłam szaleńczo zakochana rzucił mnie dla mojej naj przyjaciółki? David gdybyś ty wiedział co ja do ciebie czułam i nigdy nie myślałam, że możesz coś takiego zrobić...
David: pff...ty też powinnaś przeprosić...
Ty: Za co? Za to, że musiałeś ze  mną być i mnie kochać, czy za to, że nie przespałam się z tobą kiedy mnie o to poprosiłeś?
David: Za mój stracony czas....myślałem że będziemy się pieprzyć na prawo i lewo...(sorry...w uszach mam LWWY :) )-nie wytrzymałaś  w reku miałaś jakiś drink bez alkoholowy....
Ty: No to przepraszam...za to- i wylałaś na niego zawartość twojego kubka. Parę osób to zauważyło...podszedł Adam.
Adam: Sorry,  gościu ale spadówa...i się nie pojawiaj tu więcej....-Adam go dosłownie wykopał z twojego domu..
Ty: Dzięki..
Adam: Nie ma za co....
Ann: [T.I] za co ty tak z nim?
Ty: Aaa...no fajnie mój były uważa mnie za dziwkę  a moja przyjaciółka jeszcze go broni...miło...- wyszłaś i zatrzasnęłaś za sobą drzwi...poszłaś w stronę plaży. Jedynym plusem tego, że mieszkałaś W NY , to to że miałaś pół godziny do 'plaży'.To jest nie było plaży, lecz taki park przed morzem. Szłaś i płakałaś...doszłaś do celu...usiadłaś na ławce.. widziałaś parę ludzi, którzy sobie spacerują  ale nie miałaś ochotę na nich zwracać uwagi...ktoś dosiadł się do ciebie, ale ty i tak nie odwróciłaś  się w jego stronę..
Nieznajomy: Co się stało..?-nie odpowiedziałaś- Słuchaj, nie znamy się...może ci to pomoże jak się komuś wypowiesz...na przykład mi?-nie odwróciłaś się, ale coś powiedziałaś..
Ty: Dziś był mój najszczęśliwszy dzień w życiu, a mój ex i BFF musieli to zepsuć...
Nieznajomy: o. A co się dziś takiego wydarzyło.?
Ty: Przeszłam dalej w X Factorze..- nieznajomy, coś mruknął pod nosem..- bawi ciebie to co nie?
Nieznajomy: Nie, ja po prostu jestem z tym związany, z X Factorem...dobra, a co ci oni takiego zrobili?- nie zwróciłaś uwagi na pierwszą część zdania.
Ty:Chłopak nazwał mnie dziwką, nie powiedział mi tego prosto z mostu, lecz jego zdanie nawiązywało do tego 'myślałem że będziemy się pieprzyć na prawo i lewo.', a przyjaciółka, za która uważałam, odbiła mi go i do tego go broniła....kurde to nie ma sensu..
Nieznajomy: Ale ja to i tak zrozumiałem.-powiedział poważnie i spokojnie.- nie martw się oni nie wiedzą co tracą...
Ty:-odwróciłaś się żeby na niego popatrzeć, ale go już nie było....poczułaś...usłyszałaś jak ktoś mówi ci na ucho 'jeszcze się zobaczymy'...
Poczułaś się dziwnie... wypowiedziałaś się jakiemuś nie znajomemu, ale poczułaś się lepiej. Postanowiłaś wrócić do domu. Impreza podczas twojego nie pobytu zakończyła się. Pobiegłaś do swojego pokoju... wzięłaś ręcznik i poszłaś się kąpać. Nalałaś sobie wodę do wanny i się położyłaś. Wzięłaś telefon do reki i weszłaś na Twittera ...napisałaś posta 'Jej.! I;m in X Factor' twoi znajomi to polubili i (granatowo-biali.- to co na serio napisałam -_-) pogrutowlai. Weszłaś na profil jednego z jurorów...i zobaczyłaś post z zawartością '...............'

--------------------------------------------------------------------------


Czy na pierwszy rzut oka oni wam kogoś przypominają?

Buja! Jeśli wam się podoba to napiszcie, a jutro ( dziś) wstawię kolejną część. :)

A tak wogule co u Was? Ja cholernie tęskniłam za Wami ! Kocham Was!


~~X - która wszystkich kocha <3

piątek, 27 lipca 2012

Imagine - Niall (VII) - part I






Dobra przeczytałam Imagine urodzinowy dla mnie od X , który okazałam się całkowitym arcydziełem! Moje poszanowania i wielkie dziękuję dla Ciebie kochana!! 
 A teraz czas na dzisiejszego imagina... Proszę o niekrytykowanie mnie,że jest nie na czasie bo piszę o zimie, a mamy lato, ale po prostu ten pomysł chodził za mną od dłuższego czasu... Więc na ochłodę zimowy imagine z naszym słodkim (i chyba nie za dobrym na ochłodę) Irlandczykiem;D Chyba będzie trochę długi...
-----------------------------------------------------------------
     

Mieszkasz w Londynie od niedawna i jesteś na pierwszym roku studiów na wydziale medycyny, a twoim największym marzeniem i celem życiowym zarazem jest zostanie chirurgiem i ratowanie innym życia…
To był chłodny, mglisty poranek kiedy wstałaś, jak to miałaś w zwyczaju,  o szóstej rano… Mieliście teraz trochę luzu na uniwersytecie, bo sesja skończyła się niedawno i jak zwykle poszła ci rewelacyjnie, w końcu medycyna to twój żywioł. Wyciągnęłaś rękę i wyłączyłaś budzik, odrzuciłaś kołdrę, usiadłaś i się przeciągnęłaś… Otworzyłaś oczy i wyjrzałaś za okno… Otworzyłaś je jeszcze szerzej, wyskoczyłaś z łóżka, podbiegłaś do okna… oparłaś ręce na parapecie i się szeroko uśmiechnęłaś pokazując swoje wszystkie zęby… To był twój szczery i najradośniejszy uśmiech… A dzisiejszym jego powodem były drobne płatki śniegu wirujące w powietrzu. Uwielbiałaś lato, ale zawsze wolałaś zimę… Była niebezpieczniejsza, bardziej tajemnicza i na pewno miała więcej sportów i zabaw, w które byłaś dobra… Narty, snowboard, łyżwy, sanki, jabłuszka (dupoloty, jak kto woli), bitwy na śnieżki, lepienie bałwana… Patrząc przez okno już nie mogłaś się doczekać kiedy wyjdziesz na dwór i będziesz się rozkoszować śniegiem i rześkim powietrzem... "Jaką masz na dziś dla mnie tajemnicę?" - powiedziałaś sama do siebie...  Poszłaś do łazienki i wyszykowałaś się jak najszybciej mogłaś, a potem podbiegłaś do szafy i wybrałaś luźny zestaw zimowy.  Spod czapki na ramiona spływały ci twoje rozpuszczone włosy... Wzięłaś portfel i telefon do torby, zamknęłaś drzwi od swojego mieszkania, które wynajmowałaś z koleżanką, ale ona teraz została na noc u swojego chłopaka... Zbiegłaś po schodach i wyszłaś frontowymi drzwiami kamienicy na dwór. Przed kamienicą spotkałaś Pana Nelsona - jednego z twoich sąsiadów z kamienicy. Pan Nelson był na emeryturze i był naprawdę w sędziwym wieku, ale miał końskie zdrowie... Grał w tennisa, chodził na dyskoteki ze swoją żoną i codziennie rano biegał (wcale nie opisuje naszego 75-letniego nauczyciela fizyki)... Nie zdziwiłaś się, że go tutaj spotkałaś, Pan Nelson zawsze odśnieżał schody i przejście na chodnik w zimę... 
- Dzień dobry, Panu! - zawołałaś radośnie i podniosłaś rękę do góry w geście powitania.
- Ach, dzień dobry, panienko! Jeszcze szósta, a panienka na nogach? - ach ten poczciwy pan Nelson... nigdy nie mógł pojąć, że ludzie młodsi od niego mogą wstawać o tej samej porze, co on sam.
- Hah, tak... Nie mogłam się doczekać, bo widzi pan... - nie dokończyłaś bo ci przerwał...
- Bo uwielbiasz zimę... Tak jak ja! - uśmiechnął się, co odwzajemniłaś - Dobrze, biegnij już dziecko, jak tak nie możesz się doczekać... Tylko uważaj na siebie!
- Tak, będę i dziękuję... Miłej pracy... - zawołałaś na koniec i kiedy już szłaś chodnikiem, usłyszałaś za sobą jeszcze :"Dziękuję". Mieszkałaś w małej dzielnicy oddalonej trochę od centrum, szłaś teraz prosto do piekarni twojego dobrego znajomego... Już prawie czułaś smak świeżego, chrupiącego bochenka z serem, który zjesz na śniadanie po tym jak wrócisz do mieszkania... Chleb z serem był twoim ulubionym pieczywem i zawsze kupowałaś go na śniadanie, kiedy mogłaś sobie na to pozwolić... Sprzedawano go w kilku miejscach, ale u twojego kolegi Toma, który pracował w rodzinnej piekarni, był najlepszy. Dotarłaś już do miejsca i chciałaś otworzyć drzwi, osoba która chciała wyjść, otworzyła ci je wciskając pakunek z zakupami pod pachę, a wolną ręką zapraszając cię do środka... Po ubiorze i sylwetce mogłaś wywnioskować, że był to wyższy od ciebie (marzenie) chłopak w zimowym płaszczu, jeansach, spod czapki pilotki wystawały mu blond włosy, ale nie zwracałaś zbytnio na to uwagi bo zdążyłaś już utonąć w jego niesamowitych oczach...W oczach, które wydały ci się jakieś znajome... Patrzyliście tak w sobie w oczy stojąc w przejściu, aż w końcu upuściłaś wzrok i zaintrygowało cię coś, co zupełnie nie pasowało do tego całego zimowego stroju... Chłopak miał na nogach trampki! Uśmiechnęłaś się na ten widok swoim szerokim uśmiechem, podniosłaś wzrok na niego.
- Dziękuję - powiedziałaś ze skinieniem głowy nadal się uśmiechając, po czym weszłaś wgłąb piekarni.
Chłopak  patrzył na ciebie jeszcze dłuższą chwilę trzymając drzwi, po czym pokręcił głową, wychodząc obrócił za tobą głowę i się potknął... Usłyszałaś jakieś przekleństwo i się obróciłaś... Zobaczyłaś jeszcze jak nieznajomy kierował się w prawą stronę, a potem odwróciłaś się w stronę swojego kolegi, który stał za ladą, oparty na ramionach i miał minę pod tytułem: "Wiem co się świeci... Ale może powiesz mi o co chodziło? Czyżby ktoś tu był zakooochany??"
- Cześć Tom! - powiedziałaś swoim uprzejmym tonem, po czym go zbeształaś - Mógłbyś przestać się na mnie gapić, jak bym była jakimś nowym eksponatem w muzeum?
- Hej [Twoje Imię]... Też cię miło spotkać... - uśmiechnął się - To był twój kolega? Czemu ja go nie znam?
- Sam wiesz, że to nie był... - zaczęłaś nie za miłym tonem i  Tom ci przerwał ...
- Jak się na siebie patrzyliście! A potem on nie mógł od ciebie oderwać oczu! Biegnij za nim, dziewczyno! Nic tylko nauka ci w głowie, a co z twoim życiem?!
- Jak to sprytnie zauważyłeś... To moje życie! - dopowiedziałaś mu w taki sam sposób jak on to zrobił, po czym już obojętnie i normalnie dodałaś... - Dla mnie to co zwykle...
- No nie wiem... Bo widzisz... Nie sądziłem, że przyjdziesz, a ten gość zgarnął ostatni, twój ulubiony bochenek...
- Co?! - powiedziałaś zaskoczona, ale i jednocześnie zrezygnowana... Kierowałaś się już w kierunku wyjścia...
- Biegnij, może się podzieli... Do jutra!
- Ta, do jutra - odparłaś trochę oschle... Nie miałaś zamiaru pytać nieznajomego, czy się z tobą podzieli, a co dopiero go szukać... Szłaś trochę inną drogą, by dojść do innej piekarni. Cały czas rozmyślałaś i nie zauważyłaś jak na kogoś wpadłaś...
- Ojej, przepraszam, ja nie... - zaczęłaś, a potem spojrzałaś na osobę, z którą się zderzyłaś... Nie mogłaś uwierzyć...
- O hej... My się już znamy, co nie? Z piekarni... Miło cię znów widzieć - powiedział uprzejmie i się szeroko uśmiechnął, ale nie dałaś rady tego odwzajemnić, bo spojrzałaś w jego oczy, a potem odwróciłaś wzrok od tych boskich tęczówek, żeby znów nie odpłynąć... Spojrzałaś na pakunek pod pachą... Cieszyłaś się, że jest zimno i masz rumieńce od temperatury, bo w innych okolicznościach pewnie miałabyś rumieńce, ale oznaczały by one zupełnie coś innego... - Lubisz chleb z serem? - spytał chłopak, a ty mimowolnie spojrzałaś w jego oczy obiecując sobie, że dasz teraz radę...
- Szczerze mówiąc to mój ulubiony, a ty kupiłeś ostatni... - chłopak przestał się uśmiechać, pokiwał głową patrząc na wyjęty z pod pachy pakunek...
- Wiesz... To też mój ulubiony. Pomimo odległości zawsze przyjeżdżam tutaj po niego, bo tu jest najlepszy. Ale ty chyba o tym wiesz...- spojrzał na ciebie i się uśmiechnął, co odwzajemniłaś... - Wiesz, mam taki pomysł... Usiądźmy na ławce i zjedzmy go na pół... Bo no widzisz, całego ci nie oddam - uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ty uczyniłaś to samo... Pomyślałaś, że Tom ma chyba trochę racji, ale mimo to nie chciałaś tego robić, co zrobiłaś chwilę później...
- Wiesz... - odpowiedziałaś mu tak jak on to robił - Mieszkam niedaleko... Może pójdziesz ze mną do mieszkania i tam zjemy śniadanie? Tam jest ciepło i... umiem robić świetną gorącą czekoladę... - patrzyłaś w jego oczy, które się do ciebie śmiały...
- Wiesz... To chyba nie taki zły pomysł... Poza tym ta czekolada, jakoś mnie bardzo przekonuje...
Poszliście chodnikiem w stronę twojej kamienicy, żartowaliście sobie i rozmawialiście o pogodzie i o zimie, która się okazała również ulubioną porą roku twojego rozmówcy... Weszliście do mieszkania i zdjęliście płaszcze. Chłopak miał na sobie sweter w renifery, który wydał ci się na serio słodki i uroczy... Zaprowadziłaś go do kuchni,która była jednocześnie przedsionkiem, bo mieszkanie jest na serio małe... Razem przygotowaliście śniadanie... On pokroił chleb na kromki, a ty zrobiłaś prawdziwą gorącą czekoladę. On odsunął ci krzesło, usiedliście na przeciwko siebie przy stole... zaczęliście jeść cały czas rozmawiając...
- Ach, przepraszam...Ty mnie do domu zapraszasz, a ja nawet ci się nie przedstawiłem... - powiedział patrząc ci w oczy, po czym się uśmiechnął i dodał - Jestem Niall...
- Fajne imię... Ja jestem [Twoje Imię]. Jak to się pisze... Tak jak paznokieć? - spytałaś, ale dokładnie wiedziałaś jak to się piszę, pomimo tego że Nialla znałaś tylko jednego... Tego z twojego ulubionego zespołu... Zamarłaś, ale Niall się zaśmiał, a ty uśmiechnęłaś się jak najszerzej potrafiłaś...Niall przestał się śmiać i nachylił się bardziej nad stołem...
- Masz najładniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałem... Powinnaś uśmiechać  się częściej - wyprostował się i się uśmiechnął, "teraz na pewno widać twoje rumieńce" pomyślałaś... Chłopak spojrzał za ciebie, gdzie wisiała tablica korkowa, uśmiech zszedł z jego twarzy, aby zastąpiła go mina myśliciela... Musiałaś to dobrze rozegrać, nie może się wydać... Już miałaś siebie za idiotkę, ale wiedziałaś że potrzebujesz tylko jednego spojrzenia na plakat wiszący na ścianie, żeby się upewnić, że to o czym tak marzyłaś, nagle stało się prawdą... Ale nie zdążyłaś, bo Niall przeniósł spojrzenia na ciebie...
 - Jesteś fanką One Direction? - powiedział uśmiechając się i wskazując palcem za wiszącą za tobą tablicę...
- Właściwie to moja współlokatorka... - obejrzałaś się i zauważyłaś tego blond chłopaka na plakacie, tego samego co siedział teraz z tobą przy stole..."Co mam do zaryzykowania?" - pomyślałaś, po czym dodałaś - Jestem waszą wielką fanką... ale wyszłam na idiotkę, nie wiem czemu cię wcześniej nie rozpoznałam... - spojrzałaś na niego - Może to przez te hipnotyzujące oczy...
- Oczy? - spojrzał na ciebie zaciekawionym spojrzeniem i wydawał się rozbawiony... - Czy to takie dziwne, że irlandzki paznokieć ma oczy? 
Wybuchnęłaś śmiechem, a Niall poszedł w twój ślad...
- Chodziło mi o to, że nie wiedziałam że masz takie wyraziste tęczówki, zawsze mi się wydawało że melanina twoich rogówek ma słabszy odcień... 
- Nic nie zrozumiałem, oprócz "masz na serio ładne oczy"... Poza tym daj spokój... - obrócił oczami - Mogłaś mnie nie rozpoznać, miałem czapkę i płaszcz i... Czy ty powiedziałaś, że ja cię hipnotyzuję??
- Poniekąd tak... - odpowiedziałaś wahając się.
- [Twoje Imię] to ty mnie hipnotyzujesz... Swoim uśmiechem i nieziemsko ładnymi oczami... i ja... Ja myślę, że... - spuścił wzrok i spojrzał na stół i patrząc cały czas w niego dokończył - Ja myślę, że jesteś w moim typie...
- Co? A no tak kiedyś wyznałeś, że wystarczy być waszą fanką, aby być w twoim typie... - uśmiechnęłaś się, ale czułaś lekki niedosyt.
- Wiesz, że nie o to chodzi... Chociaż fakt ten jeszcze bardziej mnie uszczęśliwił... - spojrzał ci w oczy i oboje się uśmiechnęliście... - Jesteś wyjątkowa... Też jak ja lubisz zimę i jesteś pierwszą osobą, którą znam i która lubi serowy chleb!
- Daj spokój, nie rozumiem jak można go nie lubić! - zaśmiałaś się, znów utonęłaś w napotkanych przez ciebie oczach Nialla... Siedzieliście tak chwile i patrzyliście sobie w oczy, zaczęłaś się rumienić... Nagle zadzwonił telefon... Niall odebrał, nie słyszałaś głosu w słuchawce, ale słyszałaś Nialla... Rozmowa wyglądała tak: Hej... - pauza - Co?! JUŻ 11? - pauza - A kiedy oni przyjeżdżają? - pauza - No powinienem zdążyć... - pauza - Co? Autobusem? Nie, mam auto... - pauza - Co robiłem? Spędzałem najlepiej czas jak mogłem *uśmiechnął się do ciebie* - pauza - *Obrócił oczami* - Tak pozdrowię ją... A tak przy okazji, to ty dopiero co wstałeś? - pauza - I ty mnie pouczasz o spóźnieniach... Mam nadzieję, że przynajmniej już jesteś ubrany Harry, bo... *Odłożył telefon i dodał już do ciebie* Rozłączył się... - spojrzał na ciebie, a ty próbowałaś powstrzymać śmiech...
- Jest mi smutno, że muszę już iść ale mnie potrzebują... - wydał się trochę smutny - Ale my się jeszcze spotkamy prawda? Bo... To było najmilsze śniadanie, jakie jadłem od...no nie pamiętam jeszcze tak miłego - uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłaś...
- Mam pozdrowienia od Harrego? - na te słowa mina Nialla trochę zrzedła...
- Taa... Pozdrawia cię - powiedział patrząc w stół i na końcu przygryzł delikatnie wargę...
- Ejej, nie musisz być zazdrosny... - uśmiechnęłaś się szeroko, a on spojrzał na ciebie i po pewnej chwili to odwzajemnił...Wstałaś i podałaś mu płaszcz, wyciągnęłaś kartkę i napisałaś na niej swój numer , kiedy Niall nie patrzył wsunęłaś ją do kieszeni jego płaszcza...
- Proszę... - Niall wstał od stołu i wziął od ciebie kurtkę.
- Nie musiałaś... Mi się jeszcze spotkamy, mam nadzieję... Teraz mam wywiad, ale wieczorem jakbyś miała... no nie wiem... ochotę... to byśmy mogli... teges...
- Z chęcią pójdę na randkę z takim miłym paznokciem jak ty...
Oboje wybuchnęliście śmiechem, staliście teraz na przeciwko siebie... 
- To skoro zima? - powiedział Niall i kontynuował dopiero po twoim twierdzącym ruchu głowy - To może łyżwy? 
- Świetny pomysł! Tylko jestem mistrzynią, nie wiem czy mnie dogonisz - uśmiechnęłaś się, przygryzłaś wargę i spojrzałaś na jego trampki... Filtr nigdy nie szedł ci za dobrze...
- To jesteśmy umówieni... Przyjadę dzisiaj o 7:00... - włożył płaszcz i czapkę i szedł w stronę wyjścia...
- Pozdrów ode mnie chłopaków, w szczególności Harrego! - Niall przystanął, a ty się uśmiechnęłaś, podeszłaś do niego i kiedy się odwrócił pocałowałaś go w policzek... - No już nie musisz być taki zazdrosny... 
Niall uśmiechnął się zadowolony i szczęśliwy rzucił się pędem po schodach... Zaczęłaś się śmiać na ten widok, wychyliłaś się przez framugę drzwi i krzyknęłaś tylko, żeby się nie zabił i żeby spradził dokładnie kieszenie, ale nie wiedziałaś czy to usłyszał... Wróciłaś do mieszkania, posprzątałaś po śniadaniu i wciąż nie mogłaś uwierzyć co ci się przytrafiło... Poszłaś do swojego pokoju, otworzyłaś szafę i zaczęłaś się zastanawiać co włożyć na wyjście wieczorem... Nagle usłyszałaś dźwięk, który sygnalizował że dostałaś wiadomość... Dostałaś SMS'a i nie mogłaś przestać go czytać: "Hej tu twój paznokieć... Chłopacy cały czas mnie o ciebie wypytują... Harry bardzo się ucieszył na pozdrowienia, po czym już był mniej szczęśliwy kiedy powiedziałem, że pocałowałaś mnie w policzek... Cały czas się ze mnie śmieją, że przyleciałem do nich jak na skrzydłach miłości i mówią, że muszą poznać kogoś, kto doprowadził mnie do takiego stanu... Wiesz... A ja najnormalniej nie mogę doczekać się wieczora:) xoxo Nail;D"...



Opracowała: B - Chyba napiszę drugą część z randką... Ktoś za??