niedziela, 24 czerwca 2012

Zdjęcia i Gify (VII)

Przepraszamy, za to, że nas długo nie było...wiecie szkoła (my mamy dłużej i z tego powodu więcej nauki na ostatnie dwa tygodnie) musimy poprawić oceny, średnie itp. Mamy obydwie szlabany więc w ciągu tygodnia nić nie dodajemy, ale w weekendy będzie się coś pojawiało. W przyszłym tygodniu na pewno wstawię mnóstwo imaginów. Obiecuje, jak mówię, że obiecuję, to mówię prawdę. Nie chcę Was zawieść...Przepraszamy.
O to zdjęcia, które mi się uzbierały. Będzie ich więcej tylko muszę je zgrać na laptop :)















































 Nowe tatuaże Zayna i Harrego *____* Kocham je! Harry: won't stop 'till we surrender- nie zatrzyma się dopóki się nie poddamy :) A Zayn ma fajny ten tatuaż...nie wiem, ale większość mówi, że przesadził z tak wielkim tatuażem. Ja myślę, że skoro mu się właśnie takie podobają, to niech sobie robi. Mi się podobają duże tatuaże, może z  powodu tego, że chce mieć owiniętego pięknego smoka wokoło ręki?




Teraz mamy wszystkich chłopaków wokoło siebie  :) ( chodzi mi o te zdjęcia iluzjonistyczne) Liama pozostawiłam na dowidzenia :) Miłego końcowego weekendu Kochane :)
Dziękujemy za wszystko. Massive Thank You <3 Love you guys :)

wtorek, 12 czerwca 2012

Ich chyba pogięło... WIELKIE DZIĘKI!!

No więc, chciałabym przeprosić że ostatnio ja i X dawno nic nie wstawiałyśmy, a szczególnie ja (nie licząc rozdziałów do "So What") ale chodzi o naszą szkołę. Bo widzicie ja i X chodzimy do specyficznej szkoły, gdzie ostatnie miesiące w szkole decydują kompletnie o twojej ocenie końcowej, więc może być na plus lub na minus, a i kończymy tydzień później szkołę niż wy! I jeszcze do tego wszystkim nagle się przypomniało o sprawdzianach! Aby wam to udowodnić, powiem tylko o jutrzejszym dniu który i tak wydaje mi się "lajcikowy", a oto on: 1.Kartkówka elementarna z wszystkich czasów z j.angielskiego
                           2. Kartkówka elementarna z biologii, z czegoś czego nie przerabialiśmy
                           3. Egzamin całoroczny z j.polskiego,  z czego chcę tylko powiedzieć że mamy panią, która ciągle nam przypomina że już niedługo piszemy maturę...
                           4. Praca klasowa z informatyki... no dobra, jest git
                           5. Zaliczenie z WF: styl - żabka kryta
Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę się usprawiedliwiać szkołą, ale chyba same rozumiecie... A i jeszcze raz bardzo przepraszam, bo wierzcie lub nie ale mnie to na serio boli, że nie mogę tu pisać... Przynajmniej do czasu! W weekend chyba napiszę z 5 rozdziałów i z milion imaginów! No dobra... To kończę, bo czas powtórzyć sobie wszystkie teksty jakie czytaliśmy na polskim... Dzięki z góry za wyrozumiałość i jeszcze raz przepraszamy!!
Wasza B



 PS: Bardzo, ale to bardzo dziękujemy wszystkim dziękujemy, którzy odwiedzają i obserwują nasz blog! 11tys. wejść wiiiii!!!!!! A i mam do was drobne pytanie... Oglądacie mecze?Za  kim jesteście w Euro2012? Kto według was wygra?? Piszcie w komentarzach;D

sobota, 9 czerwca 2012

Imagine - Harry (VIII)

Ten Imagine jest z dedykacja dla Alex :) Proszę bardzo :)

Niby z nimi mieszkasz, ale tego nie czujesz. Oni cały czas wyjeżdżają w trasę, cały czas ich nie ma. Na głowie masz ogromny dom, którym tylko ty się zajmujesz podczas ich nie obecności i wtedy kiedy są..Masz już powoli tego dosyć, bo nie dajesz rady sama utrzymać spokoju i porządku po pięciu zwariowanych chłopakach, ale wiesz, że oni cię kochają  i warto z nimi zostać. Z nimi czujesz się inna, wyjątkowa, bo nie jedna marzy o tym aby ich znać, aby z nimi mieszkać..
Louis: Słuchajcie mam pomysł.!
Zayn: Tylko nie mów, że na bandżi..-powiedział znudzonym głosem w salonie, kiedy ty i Harry robiliście kolację..
Louis: Wcale, że nie..-powiedział z sarkazmem w głosie..już nie dokończył  swej wypowiedzi, bo Zayn zgadł..
Może i mieszkasz z gwiazdami, ale sama nią jesteś..tak jesteś aktorka, młodą aktorką. Zagrałaś już w kilku filmach, gdzie twoja rola wszystkim się spodobała...zwykle grałaś w filmach romantycznych, gdzie miałaś męża, dzieci, kochanków lub wymarzonego chłopaka..lecz to była gra aktorska, a nie rzeczywistość.  W prawdziwym życiu nie znalazłaś chłopaka, z którym byś mogła być..miałaś jednego czy dwóch, ale im zależało na Twojej kasie..a nie na miłości. Wiedziałaś,że jeszcze całe życie przed Tobą, więc nie szukałaś najemnika Twojego serca...Z Zaynem, Louisem, Liamem, Niallem i Harrym świetnie się dogadywałaś..poznałaś ich trzy lata temu, a już ze sobą mieszkacie i spędzacie ze sobą każdą wolną chwilę..
Harry: Ja zrobię ciasto, a ty usmażysz? Czy na odwrót.?
Ty: Naleśniki robimy? Myślałam, że pizze..
Harry: Louis i Zayn powiedzieli naleśniki..
Ty: Liam i Niall powiedzieli pizza..
Wybuchnęliście śmiechem..
Harry i Ty (jednocześnie): To i to!-znów śmiech na sali..
Ty: Ty pizze ja naleśniki..
Harry: Dobra..tylko mów jak będziesz potrzebować pomocy..
Ty: Harry ja ci zrobiłam już ciasto do pizzy, może ty mi zrobisz do naleśników?
Harry: Razem je zrobimy..-uśmiechnął się tym swoim uroczym uśmiechem..pokazał swoje piękne ząbki..
Przy robieniu ciasta w waszej kuchni wybuchła wojna pomiędzy wami..mąka była wszędzie..nawet w spodniach Harrego..?
Louis: Boże! Chłopacy w kuchni mamy białe Eskimosy!!-do kuchni zleciała się reszta aby na was popatrzeć..
Harry: No co?
Ty: To taka zabawa..
Liam: Tylko kto to będzie sprzątał?
Ty: Ja umywam ręce od sprzątania..
Harry: I ja! Nie zamierzamy tego sprzątać kiedy wy zamierzacie sobie leżeć brzuchem do góry..
Niall: Dobra posprzątamy, ale ma być kolacja..
Harry: Ale warunki!
Zayn: Dobra, dajmy im pracować...
Louis: Chodźmy na mecz!
Chłopacy poszli do salonu oglądać mecz piłki nożnej..
Ty: Nie chcesz z nimi oglądać?
Harry: Meczu? Nie, tutaj lepiej się bawię..*rzucił w ciebie garścią maki*
Ty: Weź..bo zaraz będziesz miał siwe loki!*oddałaś mu..*
Po bitwie wzięliście się za kolację..wszyscy się najedli i każdy dostał to co chciał. Po kolacji poszłaś się myć, bo mąka pokryła całe twoje ciało..
Harry: Dokąd to?
Ty: Pod prysznic?
Harry: A nie lepiej się oblać wodą na ogródku?
Ty: Wężem ogrodowym?
Harry: Miałem na myśli wiadrem, ale ten wąż ogrodowy to też niezły pomysł..
Zgodziłaś się...laliście się zimną wodą..nakryli was przy tym paparazzi..pytali się czy jesteście razem ty kiwałaś przecząco głową, a Harry nic nie robił, jakby chciał powiedzieć "Nie, ale niedługo będziemy.."
Po zimnym prysznicu poleciałaś pod gorącą wodę i od razu spać, bo jutro mieliście iść na galę...Chłopacy zamierzali ciebie wziąść ze sobą na rozdanie nagród. Całe dwa tygodnie chodziłaś po sklepach aby znaleźć suknię idealną. W końcu znalazłaś ten zestaw, w którym postanowiłaś się pokazać z chłopakami.
*Dzień gali*
Rano zjedliście śniadanie przygotowane przez Harrego, który wyjątkowo wstał wcześniej. Po czym pobiegłaś na górę i przebrałaś się i zeszłaś na dół już gotowa. Wyglądałaś bosko, chłopacy na Twój widok oniemieli...
Louis: Wow..
Zayn: Czy taka piękna dziewczyna musi z nami mieszkać?
Liam: Wyglądasz prześlicznie..
Niall: *Wychodzi z kuchni z kanapką i się o mało nie zadławił* osz w mordę..
Harry: *Wziął cię za rękę i zakręcił* Wyglądasz bosko, jak zwykle z resztą..
Chłopacy: UUU...
Harry wziął cię na ogród..
Harry: Muszę Ci coś dać..
Ty: Hm?
Harry: Odwróć się..
Zrobiłaś co kazał..nagle poczułaś jak zakłada ci na szyję naszyjnik..
Ty: Ojej, dziękuję..jest prześliczny...
Harry: Nie ma za co..taki naszyjnik zasługuje na tak piękną nosicielkę..*dotknął palcem Twoich ust, na znak, że nie masz odpowiadać..przysunął się bliżej Ciebie..poczułaś jego oddech, jego perfumy, jego ciepło, które było tak blisko Ciebie..Położyłaś rękę na jego tors..wyczułaś te mięśnie, które rzeźbił przez ostatnie miesiące..Wasze usta złączyły się jak cała układanka w puzzle..które pasowały do siebie idealnie, i których nie można było rozłączyć..
Harry: *niespodziewanie się oderwał od Ciebie* Wiem, że możesz nie być na kolejny związek, ale błagam Cię daj mi szansę..ja mam wszystko tylko mi brakuje Ciebie, Twojej miłości do szczęścia..
Nic już nie powiedziałaś, po prostu pocałowałaś go namiętnie. Złapaliście się za ręce i weszliście do domu..
Zayn: Gotowi?
Harry: Zwarci, razem i gotowi..
Liam: *podchodzi do Harrego i mówi* Widzieliśmy to całe widowisko..
Harry: To teraz wiecie, że [T.I] jest moja i że nie dam jej wykorzystywać jako kucharki czy sprzątaczki...teraz jesteśmy wszyscy razem jako jedność..
Liam: Mhm..
*Gala*
Stresowałaś się, bo wiedziałaś, że Harry będzie musiał udawać, ze nie jesteście razem...ale ty chciałaś pokazać światu, że to ty jesteś tą szczęściarą, która ma Harrego...(trochę samolubne.pomińmy ten fakt)
Wychodzicie z limuzyny..ty wychodzisz jako ostatnia z Harrym, jednak już nie trzymacie się za ręce jak w samochodzie..Idziecie po czerwonym dywanie..słyszycie jak fanki piszczą, dźwięk robionych zdjęć oraz pytania padające z ust dziennikarzy. Wstajesz z chłopakami aby z nimi zapozować do zdjęcia, do kilkunastu zdjęć, które miały znaleźć się w internecie i nie tylko.
Weszliście do środka, zajęliście swoje miejsce. Na ochłodę dostaliście szampana.. Harry usiadł obok ciebie..
Harry: Widać, że denerwujesz się bardziej od nas..
Ty: Wiem, że to widać. Próbuję to jakoś ukryć, w końcu jesteście nominowani do "najlepszego brytyjskiego boysbandu"! 
Harry: Jesteś z nami, przynosisz nam szczęście, zwłaszcza mi..
Podczas rozdawania nagród klaskaliście, ale kiedy nadeszła nominacja chłopaków trzymaliście kciuki aby wygrali...
Pan: A NAJLEPSZYM BRYTYJSKIM BOYSBANDEM JEST.....
(piosenka w tle) Come on Barbie let's go party...
Pan: To nie jest boysband...-zagroził palcu dźwiękowcu...
(Piosenka w tle) 
So get out, get out, get out of my head

And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing

So get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing


Dopiero potem się skapnęłaś, że chłopacy to śpiewają... Ze szczęści zaczęłaś skakać i piszczeć..Harry odwrócił się w twoją stronę. Podniósł Cię i pocałował..przy wszystkich. Po czym pobiegł na scenę..Na końcu Harry dodał "Dziękuję [T.I], która nas cały czas wspierała..Kocham Cię!" i zbiegł..Wrócił po czym to ty go do siebie przyciągnęłaś i zaczęliście się całować..
Po gali mnóstwo dziennikarzy się pytało czy jesteście parą..
Harry na to: Tak i odczepcie się ona jest moja!
Od kiedy zostaliście parą Twoje i ich życie się zmieniło...Byliście szczęśliwsi...a ty otworzyłaś swoje serce Harremu, który zakochał się w tobie na zabój...


Opracowała: X


Chyba nie wiecie ja się cieszę z tych powyżej 10.000 wejść!!!

czwartek, 7 czerwca 2012

Imagine Liam (VI)

 Mój pierwszy imagine w 1 osobie...Let's go!



Świetnie mi się żyje z chłopakami..są dla mnie jak bracia, najlepsi przyjaciele...ważni jak cholera. Liam...Liam, to ten jedyny. Może mówię to zbyt wcześnie, ale rok to dużo aby to stwierdzić, nieprawdaż? Z nim to wszystko da się świetnie przeżyć, nawet piątek 13. Może i jest poważny, ale nie zawsze..takiego go kocham. Właśnie na niego patrzę jak słodko śpi, uśmiecha się przez sen..słodziak. Pocałowałam go w czoło i próbowałam wyjść z jego objęć...jednak te mięśnie nie są zbyt łatwe do podniesienia...przestałam próbować, po prostu wtuliłam się w jego goły tors..
Liam: Dobrze mieć takie mięśnie...-wyszeptał mi do ucha..w tej chwili chciałam walnąć go za to, że musiałam się tak męczyć, no ale cóż...wolę leżeć w jego objęciach, niż siedzieć w kuchni i robić śniadanie dla domu..
Ty: Liam..kocham cię...
Liam: Ja ciebie też...-zaczął całować mnie po karku, po czym doszedł do ust...czemu on musi aż tak dobrze całować!
Ty: Liam...puść mnie..muszę iść...
Liam: Nie puszczę..
Ty: Kotku..błagam. Puść..-nagle rozległo się, w naszym pokoju, pukanie do drzwi.-proszę!
Louis: Oj, gołąbeczki...nie warto tak długo spać...nawet Zayn już wstał...
Ty: Lou, która jest godzina?
Louis: Za pięć dziewiąta..
Ty: Osz w mordę jeża, Liam wstawaj, albo mnie chociaż puść!-powiedziałam oburzona godziną. Na szczęście chłopczyna wstał razem ze mną..! Zbiegliśmy na dół...a tam chłopacy przy nakrytym stole do śniadania...widać, że chłopacy sami  sobie załatwili jedzenie...eh, jak ja ich kocham.
Ty: Smacznego!
Harry: Nego!
Niall: Harry, smacznego!
Harry: Jutro wyjeżdżamy w trasę..wiesz o tym [T.I]?-zapytał mnie jak głupią. Przecież Liam zawsze mnie informuje.
Ty: No wiem..
Zayn: A wiesz, że zawsze dzień przed wyjazdem idziemy na imprezę?- zapytał, zaspany.
Ty: No to też wiem...
Louis: No to dobrze. Słuchajcie jedziemy do "SoulNight"..!
Liam: Co?? Przecież to bar ze striptizem!
Louis: Chciałb...-urawał, ale i tak wiedziałm co chciał powiedzieć.-Nie, "Soul&Nighty" to ten bar...a ten drugi to bardziej taki...disco bar..-powiedział, unikając mojego wzroku.
Ty: Ja się wycofuję...
Liam: Ja też-powiedział patrząc na mnie i śmiesznie ruszając brwiami..
Niall: Ja się tak nie bawię!
Zayn: Niall, masz szansę zabawić się bez Dady Direction!-"szepnął" mu do ucha...ja i reszta to usłyszeliśmy.
Louis: Dobra idziemy bez was..
Harry: Ale mam nadzieję,że nie będziecie się lepiej bawić od nas?
Ty: Nie, my jedziemy do kina na noc filmów...
Harry: Do kina...-spojrzał na Liama, jak na wariata..
Po śniadaniu chłopacy posprzątali, ja poszłam się umyć i ubrać. Ubrałam się wygodnie, bo Liam przed kinem chciał mnie zabrać na spacer...
*Spacer*
Liam: Jutro wyjeżdżamy...
Ty: Szkoda, że na dwa miesiące...a jak tam jedziecie, słyszałam, że samochodem..
Liam: Miałem ja prowadzić, ale Paul nie pozwolił, więc jedziemy busem..
Ty: To dobrze..-objął mnie ramieniem, a ja go..przeszliśmy obok dwóch dziewczyn siedzących na ławce..
Dziewczyna1: Oj, jak słodko oni wyglądają...
Dziewczyna2: Ej, to przecież Liam Payne i [T.I]-kurde zauważyły nas! Podbiegły i poprosiły o autograf..
Liam: No hej..
Dziewczyna1: Liam, podpiszesz się nam?- niechętnie wyswobodził się z mojego objęcia..
Dziewczyna2: Jesteś wielką szczęściarą, że masz Liama, [T.I]!
Ty; Wiem..
Po autografach i po kinie wróciliśmy do domu padnięci..Zasnęliśmy od razu..chłopaków nie było. Ich sprawa, bo my wróciliśmy o 1, a wyjechać mieli o czwartej. Rankiem poleżałam sobie z Liamem..jednak Paul musiał nam przerwać i zabrać pijaków i mojego chłopaka..Zostałam sama.
*Parę dni później*
Dawno nie słyszałam głosu Liama i chłopaków. Zadzwoniłam im na Skayp'a, dopóki byli dostępni.
Ty: Hej! Chłopacy.
Louis: Hello! [T.I], jak tam w domu?
Ty: Dobrze..gdzie reszta?
Louis: Harry na łóżku, a obok niego Zayn! Chłopacy [T.I] jest na linii!-powiedział....wszyscy się zeszli oprócz Liama.
Ty: Hej.
Chłopacy: Hey!
Ty: Gdzie jest Liam?
Harry: Pojechał do apteki po leki..
Zayn: Powinien zaraz wrócić..-powiedział tak jakby chciał mnie upewnić, że nic mu nie jest..
Ty: Dobra..jak pogoda w USA?
Louis: Skoro ja chodzę bez skarpetek, to jest ciepło...-zauważyłam jak Niall odbiera telefon i jak nagle mu mina zwiędła..myślałam, że jedzenie nie przyjedzie, ale kiedy zobaczyłam jak mu łzy leją się po policzkach wystraszyłam się...
Niall: Lou!- zawołał, a ten się poderwał..Louisowi też zaczęły płynąć łzy..poinformowali wszystkich...pierwszy raz widziałam jak Zayn płacze..to było okropne..
Ty: Ej, chłopacy co się stało.!?
Louis: [T.I]...powinnaś przyjechać i to jak najszybciej...-przy tej wypowiedzi miał tak poważną minę, że wolałam nie wiedzieć co się stało... 
Harry: Pośpiesz się, Paul przygotował dla ciebie już samolot...czekamy na lotnisku..
Spakowałam się..cały czas rozmyślałam, co się stało. Myślałam, że Liamowi coś się stało, ale oni b mi powiedzieli...na pewno by to zrobili... Na tą myśl usiadłam na podłodze płacząc..Po trzech godzinach byłam już w USA ( samolot pędził  jak wiatr). Na lotnisku  czekali na mnie rozpłakani chłopcy..próbowali udawać, że nic się nie stało kiedy do nich podeszłam..
Louis: Nareszcie  jesteś, kochana..-wyszlochał przez łzy..
Ty: O co chodzi, co się stało, że musiałam przyjechać?!- nie odpowiadali..-MÓWCIE!
Zayn:  Pamiętasz jak mówiliśmy, że Liam pojechał samochodem po leki, sam?-pokiwałam głową..- W drodze powrotnej miał wypadek samochodowy werżnął się w drzewo..teraz jest w szpitalu na ostrym dyżurze..
Niall: Próbują go uratować..
Nic nie powiedziałam...zaczęłam płakać..nie mogłam przestać myśleć o tym, że go mogę stracić, że go już nigdy nie zobaczę..nie mogłam..
Harry: Chodźcie jedziemy do niego..
Przez całą drogę trzęsłam się ze strachu...chłopacy mnie pocieszali, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam, że sami w to nie wierzą..
*W szpitalu*
Wyskoczyłam z samochodu..i pobiegłam do środka. Podbiegłam do recepcji..
Ty: Liam Payne...-powiedziałam szlochając..
Pani: Przykro mi, ale go w tej chwili operują..
Ty: Musze go zobaczyć, proszę..
Pani: Nie wolno w tej chwili..
Ty: Niech pani mi powie gdzie on jest!- zaczęłam despotycznie płakać i krzyczeć..Zayn mnie złapał i przytulił. Wtuliłam się w niego i nie przestawałam płakać...zauważyłam jak podchodzi doktor..w zakrwawionych rękawiczkach..
Doktor: Państwo są rodziną Liama Payna?
Zayn: Przyjaciółmi, a to jego dziewczyna..-wskazał na mnie.
Doktor: To proszę panią aby pani ze mną poszła..
Ty: Pójdę tylko z nimi..-odwróciłam się w stronę chłopaków..
Doktor: Proszę..
Poszliśmy do sali..zauważyłam Liama leżącego na łóżku.. Odwróciłam się w drugą stronę nic chciałam na to patrzeć..
Doktor: Liam ma pęknięty kręgosłup oraz złamane żebro..
Zayn: Będzie chodził?
Doktor: Tak, tylko będzie musiał nosić gorset przez sześć miesięcy..
Niall: A  będzie mógł występować?
Doktor: Myślę, że tak jeśli nie będzie mu to sprawiało bólu..
Nie miałam ochoty ich słuchać, wbiegłam do sali i usiadłam przy moim chłopaku..Pocałowałam go w usta..
Ty: Kocham Cię...- chłopacy i doktor nie wchodzili, wiedzieli, że chcę być teraz tylko z nim..sam na sam..Siedziałam tak z dobre trzy godziny kiedy usłyszałam..
Liam: Ja ciebie też...
Ty: Kochanie..-łzy płynęły jak po maśle na mojej twarzy..
Liam: Ciii, wszystko w dobrze..-uspokoił mnie...pocałowałam go, a on odwzajemnił mój pocałunek.
Liam: Dobrze, że jesteś..
Ty: Ja to powinnam powiedzieć, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła..jakbym bez ciebie żyła..
Liam: Jestem, ty tu jesteś ze mną..
Do pokoju weszli do pokoju..
Harry: Stary! Nastraszyłeś nas..!
Louis: Bracie..!
Niall: Liam!
Zayn tylko podszedł do niego i przytulił, było widać, że każdy z nich cierpiał..
*Pół roku później*
Po wypadku zbliżyliśmy się do siebie..  każdą chwilę ze sobą traktujemy jak ostatnią. Cieszymy się sobą..Liam występował  normalnie. Fanki wspierały go, tak samo jak chłopcy. Kiedy ktoś wspomina podczas wywiadu o jego wypadku, ból, łzy powracają..Cieszę się, że jest teraz ze mną..
Liam zabrał mnie na kolację...bez gorsetu z zrośniętym żebrem..cały i zdrów..Zeszłam po schodach  na dół gdzie już na mnie czekał Liam z bukietem róż w ręce.
Liam: Wow..prześlicznie wyglądasz, kochanie.
Ty:Dziękuję- pocałowaliśmy się namiętnie..i popędziliśmy na naszą randkę..




Opracowała: X









wtorek, 5 czerwca 2012

"So What" - rozdział 4

Dobra... Ogólnie to sama nie mogę się doczekać, co stanie się w rozdziale 4, bo zwykle piszę spontanicznie rozdziały, więc stwierdziłam, że napiszę go jeszcze dzisiaj... Po za tym muszę odkupić swoje winy i o to, że dawno nic nie wstawiałam... A i kochane Directionerki, a niechaj będzie wam dane wiedzieć iż kolejny rozdział zaszczyt będzie miała napisać X... A i dzięki za miłe komentarze, aż się ciepło na serduchu zrobiło:D No dobra, to w imieniu tych co nie mogą się doczekać...



<<Ciąg Dalszy>>
~~Liam~~
 Wybiegłem na korytarz i zobaczyłem coś co wyglądało, jak niezła scena z filmu. Dziewczyna, po której widać było że wcześniej płakała, wyrzuciła na środek pomieszczenia dużą skórzaną walizkę i zaczęła się pakować... Ej, zaraz... Czy to przypadkiem nie moja koszula? I w tej chwili uświadomiłem sobie, że jednym z bohaterów tego melodramatu jestem ja i że to nie jest film, a rzeczywistość...
- Melissa, co ty do diabła robisz! - krzyknąłem zaciskając pięści. Nie odpowiedziała, zamiast tego wyrzucała ubrania z szafy i wrzucała je bezładnie do torby, była wściekła... - Melissa! - krzyknąłem głośnie, a ona nadal nie zareagowała, więc podszedłem i złapałem jej rękę w mocnym uścisku lekko ją wykręcając w górę...
- Estúpido! - krzyknęła głośniej, łzy na nowo zaczęły zbierać mi się w oczach... patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ale już nie tak jak kiedyś...   Ja zaciskałem szczęki, a ona patrzyła na mnie z nienawiścią mieszaną z odrazą - Qué te parece?! Usted piensa que yo soy un juguete?! (Co ty sobie myślisz? Myślisz, że jestem zabawką?!)
- Przestań.... Wiesz, że to nie ma sensu... - powiedziałem spokojnie, by trochę załagodzić tą całą sytuacje...
- Yo estaba ciego! (Byłam ślepa)... - odpowiedziała spokojniej, ale nadal tym... tonem. Wyrwała swoją rękę z mojego uścisku, zaczęła rozcierać nadgarstek gdzie miała teraz czerwony ślad, spojrzała na mnie trochę przerażona, a ja sam zdziwiłem się, że użyłem takiej siły, nawet nie odczuwałem tego jak coraz bardziej pragnąłem ją zatrzymać. Ona na nowo zaczęła pakować moje rzeczy w taki sam, jak poprzednio sposób. Ukucnęła na podłodze i wrzucała coraz szybciej różne drobiazgi... Cofnąłem się do drzwi sypialni, kiedy nie wytrzymałem i z całej siły uderzyłem zamkniętą pięścią w framugę drzwi, obróciłem się szybko, podszedłem do niej od tyłu, ukucnąłem za nią i z objąłem ją mocno, tak że nie mogła wykonać żadnego ruchu, jednocześnie odsuwając ją do tyłu... W ten sposób przewróciłem się do tyłu, a ona nie miała szans i bardziej wpadła w moje ramiona... Chwilę się wyrywała po czym przestała, kiedy krzyknąłem...
- Weź, bo nigdy cię nie puszczę! - to ją uspokoiło... na moment - Posłuchaj... Ja... - I właśnie w tej chwili wybuchnęła spazmatycznym i głośnym płaczem, a prze łzy krzyczała, a może raczej bardziej szydziła słowa...
- Ty co Payne? Ty nie chcesz mnie popędzać? Właśnie widzę... daj sobie spokój... to... znaczy my... to nigdy nie miałoby przyszłości... I to ty wiesz! Ty nawet mnie nie kochasz! - przerwałem jej pocałunkiem, a kiedy skończyłem wykrzyczałem najszybciej jak mogłem, kiedy ona była oniemiała... 
- Ja dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie chcę cię nigdy stracić... Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? To byłby największy błąd w moim życiu, bo jesteś dla mnie jak tlen... Nie mógłbym bez ciebie żyć! Ja Cię... 
- Ty mnie co? -powiedziała nadal lekko zszokowana, po czym dodała mocniej i gniewniej - Wykrztuś to z siebie wreszcie!
- Ja cię kocham, zadowolona? - łzy zaczęły mi spływać po twarzy, więc zakryłem ją sobie dłońmi, a po chwili po czułem jak ktoś wtula się w moje ramiona... 
- Przestań Liam... Ja ciebie też kocham i też bym nie mogła bez ciebie żyć, ale ty...
- Rozumiem cię... - odkryłem twarz i spojrzałem na nią, opierała się teraz o moją klatkę piersiową - Też bym nie wytrzymał z takim dupkiem jak ja...
- Przestań Liam... Zapomnijmy... - Oparłem się o ścianę, ona była nadal wtulona we mnie... Zapanowała cisza, dopóki Melissa nie przerwała jej... - Ale ci szybko serce bije... To aż nienaturalne, powinieneś iść z tym do lekarza, może to...
- To zupełnie naturalne... Bije tak tylko wtedy, kiedy jesteś przy mnie... - Mel wyprostowała się i spojrzała mi w oczy... Lekko się uśmiechnęła, a ja wiedziałem że to moja ostatnia szansa... - Przepraszam, ja...
- To też moja wina. - Wytarła mi zagubioną łzę, po czym pocałowała w policzek i wstała - Wstawaj, czas posprzątać ten bałagan - wskazała ręką na walizkę, a ja uśmiechnąłem się mimo woli.
- Tak jest Pani Lestrage! - ona uśmiechnęła się szerzej i wyglądała przepięknie mimo zapuchniętych od płaczu oczu... 

~~Melissa~~
 Cieszyłam się na wyjście wieczorem, muszę się z kimś spotkać, pogadać...Było już około 18:00, kiedy zeszłam na dół i szłam już stronę drzwi, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos...
- Ślicznie wyglądasz... ( jesteś ubrana w... ) - szepnął mi do ucha Liam odgarniając kosmyk moich lekko podkręconych lokownicą włosów. - Jak zwykle z resztą... - uśmiechnął się cwaniacko, a ja zapomniałam o tym, co działo się rano i moje kolana się lekko ugięły, ale odwzajemniłam uśmiech... - Dokąd to? - spytał uśmiechając się szerzej, kiedy jedna z jego rąk obejmowała moją szyję...
- A z koleżanką się spotykam na mieście... - odpowiedziałam sprytnie...I myślałam, że już o nic więcej mnie nie spyta i nie będę go musiała znowu okłamywać, aż tu nagle...
- A z Jessicą? Pozdrów ją ode mnie... Gdzie będziecie? - znów ten cwaniacki uśmiech, który sprawia że nie jestem w stanie go okłamywać...
- W Olksie... - spojrzałam na jego pełną podziwu twarz, w końcu Olks znany był z nietuzinkowych imprez, po których nikt nic nie pamiętał -  Wiesz, trzeba świętować sukcesy swoich przyjaciół, a Jessica właśnie dostała się do wydawnictwa...- I tu go nie okłamałam, to znaczy miejsce oczywiście, że podałam fałszywe, ale to że Jessica dostała się do wydawnictwa, akurat było prawdą, szkoda że nie będę miała szansy jej osobiście złożyć gratulacji... - Może też powinieneś gdzieś wyjść, wiesz spotkać się kumplami albo coś takiego...
- No jasne, chyba tak zrobię...I pozdrów Jessicę ode mnie i złóż gratulacje... Dobra widzę, że się spieszysz, to cię nie zatrzymuje, słońce. - pocałował mnie na pożegnanie w czoło, ja wyszłam za drzwi i w ostatniej chwili cofnęłam się by pocałować go w progu domu... Kiedy nasze usta się złączyły znów poczułam fajerwerki... Nie wiem jak długo tak staliśmy, ale kiedy się od niego oderwałam, uśmiechnęłam się jak najszerzej umiałam i kiedy biegłam już wzdłuż ulicy do metra, krzyknęłam: "Cześć, kochanie!". Kiedy wsiadłam już do metra odetchnęłam z ulgą, pomimo zżerającego mnie poczucia winy, że okłamałam tak bliską mi osobę jak Liam. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam w nich głośno muzykę, a wyjęłam je kiedy usłyszałam głos oznajmujący, że znajduje się na stacji w Green Parku i wtedy również wysiadłam... Kiedy wyszłam na świeże powietrze poszłam parkiem wzdłuż ulic Londynu, aby odejść kawałek od centrum... Mogłam bym wysiąść później, ale musiałam się przejść... Kiedy doszłam już na miejsce tej kamienicy, zauważyłam podświetlaną tradycyjną tablicę z napisem: "BillyBobBilly" i od razu tam weszłam. Co prawda bar ten został wymyślony z myślą dla studentów i zawsze tu było głośno i pełno ludzi, ale sama atmosfera tego miejsca sprawiała, że nie jedna osoba poczułaby się tutaj jak w domu. Barmani łatwo nawiązywali z tobą kontakt, prawie każdy znał tutaj moje imię. Kiedy ktoś wznosił toast wszyscy w środku mu dopingowali, było tu ciasno, ale pomimo tego przytulnie. Każdy element wystroju nawiązywał do historii Wysp Brytyjskich. Najczęściej używanym elementem były autentyczne wycinki z gazet, wszędzie tutaj walały się gry intelektualne albo jakoś bardziej rozrywkowe... Ale najbardziej tutaj podobała mi się scena do karaoke z tyłu pomieszczenia, gdzie czasem również śpiewali jakieś drobne koncerty jacyś uzdolnieni amatorzy, raz nawet ja miałam okazję na niej śpiewać... Podążyłam w jej kierunku, usiadłam przy wolnym stoliku obok niej, spojrzałam na scenę i uśmiechnęłam się pokazując wszystkie zęby widząc chłopaka w koszulce w paski, który właśnie zaczynał grać na gitarze i przerwał kiedy mnie zobaczył, po czym spojrzał przed siebie powiedział...
- Drodzy Państwa, chciałbym zadedykować tą piosenkę wyjątkowej dziewczynie, którą pewnie wszyscy tutaj znacie - przerwał, by spojrzeć mi w oczy. - Mel to dla ciebie... - Opuścił wzrok, zarzucił głową by poprawić włosy i zaczął znów grać to samo na gitarze. Wiedziałam, że to już jego ostatni utwór dzisiaj, zawsze swoje występy kończył tą piosenką "Hey There Delilah", ale zdziwiło mnie to że zadedykował ją właśnie mnie po tylu latach ( tekst + tłumaczenie )! Kiedy chłopak skończył, rozległy się głośne oklaski i wiwaty, a on niezgrabnie się ukłonił i zszedł ze sceny zostawiając tam gitarę. 
- Hej, Mel... - uśmiechnął się szeroko, kiedy do mnie podchodził, a ja pomyślałam, że tylko on tak mówił "Mel"... Inni albo w ogóle nie skracali tego imienia albo starali się je skracać na różne sposoby, ale nie pomyśleli by powiedzieć do mnie po prostu "Mel"... Wstałam od stołu i szybko podeszłam do niego, przytuliłam go i pocałowałam w policzek, on odwzajemnił uścisk ze śmiechem... Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy i powiedziałam grożąc mu palcem wskazującym...
- Wiesz, że ci mówiłam coś o tej piosence... - mówiłam kiedy siadaliśmy przy stoliku - Kiedyś ci się za nią oberwie... - uśmiechnęłaś się słodko. A barman właśnie stawiał nam na stole dwie cole i jedno piwo bezalkoholowe, nie zamawialiśmy, ale to było wasze stałe zamówienie...
- Och, weź Mel... - spojrzał na szklankę i podniósł wzrok patrząc ci prosto w oczy... A ty na chwilę zapomniałaś o bożym świecie tonąc w tych błękitnych oczach, niczym Morze Karaibskie... "Ej dziewczyno, opanuj się! Ty masz chłopaka!" - Tęskniłem za tobą...
Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz, a X factor?
- Też za Tobą tęskniłam, Lou... - powiedziałam nadal rozmarzona, po czym dopiero się obudziłam i zrozumiałam o co pytał... - Nie mów tak głośno co, nie chcę żeby...
- Liam nie wie, prawda... - powiedział Louis, po czym dodał szeptem widząc twoją twarz, z której można było czytać jak z książki. - Nie powiedziałaś mu jeszcze? Niezła historia, jak się dowie...
- Nie może się dowiedzieć. - przerwałam mu - Przynajmniej nie teraz... - "Mi się zdaje, czy on wie więcej niż mój chłopak?" ta myśl przeleciała szybko przez twój umysł i nie pomogła w tej sytuacji...
- Dobra Mel, gadaj co cię trapi... - Powiedział do mnie wygodniej rozsiadając się na krześle.
- Mnie? Mnie nic nie trapi... - machnęłam ręką, po czym dodałam - Tylko ten bar...
- Wiem, że go lubisz...Zawsze lubiłaś. Tylko chcesz zmienić temat i wiesz że ja ci na to nie pozwolę, więc... - przerwał kiedy zobaczył, jak opuszczam głowę i patrzę na podłogę... - Ojej, jest aż tak źle?
- Taa... Między mną, a Liamem... Ej zaraz... A ty i twoja dziewczyna? - nadal starałam się zmienić temat...
- To przeszłość...A my gadamy teraz o twojej teraźniejszości, no dawaj...
- O patrz, a tamta dziewczyna która siedzi przy barze... Niezła jest co?
- Przestań, proszę... Mów co jest nie tak... - od zawsze byłam pełna podziwu dla spokoju Louisa, pomimo tego że był najbardziej spontaniczną osobą jaką znałam...
- Drobna sprzeczka, ale teraz jest już lepiej... serio. - dodałam kiedy zauważyłam jego niedowierzający wzrok.
- No dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów...- I to był właśnie chwyt, który mój przyjaciel stosował od 7 lat, czyli od początku naszej przyjaźni... Zawsze kiedy on wypowiadał to zdanie, mówiłam mu wszystko jak na spowiedzi... "Ale nie tym razem" - pomyślałam...
 - Czemu akurat tą piosenkę zawsze śpiewasz na końcu? - spytałam, a go najwyraźniej zdziwiło to pytanie, bo pewnie myślał iż zacznę mówić o porannej kłótni...
- Czemu "Hey There Delilah"? - zrobił słodką minkę, spojrzał na sufit, po czym znów na mnie i się uśmiechnął... - Nie mów, że nie wiesz czemu... Pamiętasz przecież tamtą noc... - Lou uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłam jego uśmiech, a on dodał - Może ty mi ją przypomnisz? - Opuściłaś wzrok na szklankę z colą i zaczęłaś opowiadać...
 - Kiedy na swoje 11 urodziny dostałeś gitarę od dziadka nie mogłeś przestać skakać z radości... Mówiłeś, że kiedyś będziesz tak samo dobry, a nawet lepszy niż on... Ćwiczyłeś dzień i noc, aż miałeś palce pozdzierane do krwi od strun... Pamiętam, że znałam cię niecałe dwa lata, ale już byliśmy ze sobą bardzo zżyci, obraziłam się wtedy na ciebie bo myślałam, że wolisz gitarę niż mnie... Więc pewnego wieczora - spojrzałaś na niego i wróciłaś do opowieści - Kiedy leżałam już w łóżku i patrzyłam przez okno na ośnieżone londyńskie ulice, zauważyłam chłopca, który jechał na rowerze z ogromnym futerałem na plecach... Usiadłam wówczas na łóżku, otworzyłam okno i... - przerwałaś, spojrzałaś na niego, zauważyłaś że się strasznie słodko uśmiecha... - Dalej ty mówisz... - powiedziałaś krzyżując ręce na piersi i opierając się wygodnie o oparcie... On nachylił się nad stołem...
- I przez nie wyjrzałaś... Tym tajemniczym chłopakiem okazał się twój najlepszy przyjaciel w całym życiu, ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy - mrugnął do mnie okiem... - Więc kiedy chłopak zaczął ci grać i śpiewać piosenkę...A właśnie jaka to była?
- "Hey there Delilah"...- obróciłam oczami, jakby to było oczywiste...
-Byłaś na tyle tak zauroczona - kontynuował Lou - że wybiegłaś z domu po cichu by nie obudzić rodziców, że kiedy już spotkałaś się w samej piżamie w środku zimy z tym przystojniakiem - Lou przerwał, by poprawić włosy, dopiero teraz zauważyłam, że obije nachylaliśmy się nie tyle nas stołem, co ku sobie... - To nie mogłaś zrobić nic innego niż go pocałować...
- Kogo pocałować? - odsunęliśmy się od siebie, a wasz wzrok powędrował w jednym kierunku - Liam.  "Co? Nigdy się go tutaj nie spodziewałam..." - pomyślałam...
- O, hej... Liam... - Lou uśmiechnął się, on zawsze wiedział jak wybrnąć z nawet najgorszej sytuacji, w przeciwieństwie do mnie... Liam usiadł obok nas...
- Nie przerywajcie sobie, z chęcią posłucham... - powiedział Liam krzywo odwzajemniając uśmiech mojego przyjaciela...I Lou musiał się najwyraźniej poczuć tak, jakby Liam rzuciłby mu rękawice, bo kontynuował...
- I wtedy mnie pocałowałaś... - zwrócił wzrok z Liama na mnie. -  Był to dla nas obojga pierwszy pocałunek w życiu... I kiedy to się stało, stwierdziliśmy że to się nigdy nie może powtórzyć i zostaliśmy przyjaciółmi na zabój... - przerwał na chwilę, po czym dodał - Dlatego śpiewam zawsze "Hey There Delilah" na koniec... Bo przypomina mi to o tych dobrych czasach, a poza tym mam taką cichą nadzieję śpiewając to, że skoro początek był dobry, to koniec też będzie... Tak, zdecydowanie dlatego lubię śpiewać ją jako ostatnią... - uśmiechnął się słodko...Liam zaczął cicho śpiewać...
- Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty - spojrzał na nasze twarze, po czym dodał - To jest to, tak?
- No... uwielbiam ten utwór... - powiedział Lou.
- Wiecie co, już jest serio późno... - przerwałam Louisowi.- Liam, kochanie wracamy do domu??
- No to nawet dobry pomysł - spojrzał na Lou, a potem... -  Jestem trochę zmęczony - dopowiedział Liam ziewając...

~~Liam~~
Kiedy wracaliśmy do domu dużo rozmawialiśmy i się też dużo śmialiśmy...Okazało się, że Jessica nie mogła się spotkać z powodu prestiżu, więc Melissa spotkała się z Louisem. Nie mogłem być na nią zły, ma najlepszego przyjaciela, tak jak ja najlepszą przyjaciółkę... Kiedy weszliśmy do domu, od razu poszedłem do części kuchennej, bo kuchnia nie jest jakoś bardzo wyodrębniona w tym mieszkaniu, by napić się wody. Nalałem sobie trochę do szklanki, aż poczułem jej ciepłe ciało, które przytulało się do moich pleców...
- Chyba nie jesteś zły, co...? - powiedziała, z powodu braku mojej reakcji...
- Nie, niby dlaczego? - chciałem wydawać się obojętny, ale tak na serio byłem trochę zazdrosny.
- No wiesz, Lou... On jest tylko przyjacielem, ale ... - urwała, a ja stanąłem do niej przodem. Przysunęła się blisko i spojrzała mi w oczy... - Ja ci nigdy nie mówiłam, że to z nim się po raz pierwszy raz całowałam i myślałam...- opuściła wzrok, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy.
- Nie jestem zły... - powiedziałem uśmiechając się i obracając oczami, kiedy sięgałem po wcześniej odstawioną na bok szklankę... 
- Taa... Właśnie widzę... - spojrzała na mnie z pod tych swoich pięknych, długich rzęs, a ja nie mogłem nie ulec...więc nachyliłem się trochę bardziej do niej, bo byłem wyższy...a ona dodała - W takim razie, czemu tak ci się spieszyło do domu?
- Mówiłem, że jestem zmęczony... A... Jak on ma? - Melissa się cicho zaśmiała, spojrzała na kołnierz mojej koszuli, a ja oparłem swoją głowę o jej czoło, kiedy ona go poprawiała. Spojrzała mi prosto w oczy nadal trzymając mój kołnierz...
- Wiesz... - powiedziała, po czym na chwile przerwała, by przygryźć wargi - Może mi pokarzesz na górze... - pocałowała mnie w usta przyciągając za kołnierz koszuli i znów spojrzała w oczy - Jak bardzo jesteś zazdrosny?
Odsunęła się a wchodząc po schodach, zdjęła buty...Zanim poszedłem za nią zdążyłem tylko szepnąć pod nosem...
- I to jest właśnie to, za cię kocham...








Opracowała: B - mam nadzieję, że opowiadanie się wam podoba... Teraz wyjeżdżam do Kołobrzegu, ale biorę laptopa i będę pisać jak będzie internet i czas:D A i piszcie co sądzicie... I czy czekacie na kolejne rozdziały:) Jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarze...


CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!!:D

poniedziałek, 4 czerwca 2012

"So What" - rozdział 3

Okey... Bardzo, ale to bardzo przepraszam za to, że dawno nic tu nie wstawiałam i pewnie kiedy wam powiem, że to się zmieni, to nie uwierzycie... Ale naprawdę jest mi bardzo przykro, bo ten blog znaczy dla mnie dużo, a pewnie będzie źle jeśli będę się tłumaczyć tym, iż w mojej rodzinie się ostatnio trochę popsuło... Ale git... Dobra... piszę rozdział 3, chociaż nie usłyszałyśmy żadnych waszych opinii o tym  opowiadaniu i nie wiemy czy jest dobrze, że to piszemy... No nie ważne, jeszcze raz przepraszam i postanawiam poprawę, proszę o rozgrzeszenie i pokutę (najlepiej jakby nią było napisanie kilku imaginów, tak tylko mówię...) 





<< Kilka dni po incydencie ze szwami >>
~~Melissa~~
- Obiad na stole! - zawołałam kładąc półmisek z ziemniakami na blacie. Wyprostowałam się i rozejrzałam się po kuchni połączonej z salonem. Na przeciwko lodówki obok, której stałam, znajdowały się schody na górę, po ich lewej stronie druga łazienka (pierwsza jest na piętrze) i drzwi wejściowe, a po lewej już salon. Obróciłam się przodem do kranu i włączyłam wodę, opłukałam ręce i spojrzałam na ulicę przed domem. Moje... a może teraz raczej już nasze... mieszkanie mieściło się w starej kamienicy na skrzyżowaniu dwóch ulic na przedmieściach Londynu, tak że patrząc z kuchni widziało się jedną z nich, a wychodziło się drzwiami frontowymi na drugą. Z rozmyśleń, a raczej z tępego gapienia się na dzieciaki majstrujące coś przy hydrancie, wyrwało mnie powolne schodzenie po stopniach... Nie obróciłam się, wiedziałam że to mój chłopak... Nawet nie miałam ochoty się obrócić, nie zrozumcie mnie źle... Kocham go i to nad własne życie, gdybym mogła oddałam bym mu własną nerkę, ale... Ostatnio boli mnie samo patrzenia na niego, on już nie jest sobą... Jest taki smutny, widać że każdy krok sprawia mu ból, nie tyle fizyczny, co wewnętrzny...Mam wrażenie jakby popadał w jakąś depresje, tylko nie wiem czemu... Cały dzień potrafi spędzić zamknięty w tym swoim pokoju i stamtąd nie wychodzić lub spać do 13 lub i nawet 14, kiedy wcześniej każdą chwilę starał się spędzać ze mną i rano to on mnie budził skacząc po całym pokoju. "Co się stało?" - poruszyłam ustami, nie wypowiadając ani jednego słowa na głos. Patrzyłam tak w dal, czekając na odpowiedź z nieba, aż nagle poczułam ciepłe wargi, które na mojej szyi składały pocałunki. Ale teraz to nie było to samo, co kiedyś. Brak czułości i samego uczucia pożądania, a raczej same suche czyny, świadczące tylko o uczuciu, które kiedyś nas łączyło... "Dziewczyno, opanuj się! Jest tak, jak zawsze... To z tobą jest coś nie tak, a nie z nim! Zaczęło ci odbijać od kiedy ci nic nie odpowiedział, na wyznanie w szpitalu...Weź się w garść, bo twoja wyobraźnia bierze zwykłą rzeczywistość w swoje ręce..." - skarciłam się w myślach, zamknęłam oczy, a po chwili je otworzyłam, a w odbiciu kuchennego okna zobaczyłam siebie i Liama, który mnie obejmował, lekko się uśmiechał i śledził każdy mój ruch w odbiciu. Odwzajemniłam jego uśmiech, obróciłam się do niego przodem, tak że teraz staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze ciała na siebie napierały. Czułam jak jego ciepły oddech sprawia, że wolne kosmyki moich włosów drgają...

~~Liam~~
Oparłem własne o jej czoło, a ona zamknęła oczy... Mógłbym tak spędzić cały dzień... Ale wiedziałem, że coś przeskrobałem... Dlatego przez cały czas uśmiechałem się jak głupi idiota, byle tylko nic po sobie nie poznać... Kiedy otworzyła oczy i spojrzała na mnie spode rzęs, zrozumiałem, że nie mogę jej stracić... Wyprostowałem się i otworzyłem usta, żeby w końcu TO powiedzieć, ale ona przerwała mi delikatnie muskając moje usta palcem wskazującym w geście, abym zamilkł. Teraz uśmiechnęła się lekko, widząc najwyraźniej moje posłuszeństwo, ale nagle jej uśmiech zbladł i opuściła wzrok razem z ręką. Patrzyła na podłogę obok nas, kiedy zaczęła mówić...
- Liam... My... Znaczy ty i ja...- łzy nabiegły jej do oczu, było widać jednak że nie zacznie płakać, bolało ją to co chciała powiedzieć, ale i jednocześnie męczyło już od jakiegoś czasu. Przestraszyłem się, złapałem kurczowo jej ręki, spojrzała na nasze dłonie, po czym zwróciła wzrok prosto w moje oczy i powiedziała bardzo szybko, jakby to były wyścigi...
- Liam, my się od siebie oddalamy - momentalnie puściłem jej dłoń, a ona zasłoniła sobie usta rękoma... Odwróciłem się i oparłem się o stół z już pewnie zimnym, obiadem. Ukradkiem jedna łza spłynęła w dół mojego policzka, po czym spadła na stół z niemym dźwiękiem. Znowu się odwróciłem, wiedziałem że nie powinienem tego robić, ale po prostu wyszedłem z pokoju, byłem w szoku. Zacząłem z szybkością żółwia wchodzić na schody i nie obróciłem się nawet wtedy kiedy usłyszałem dźwięk osuwającego się ciała na podłogę... Łzy zaczęły mi same napływać do oczu, kiedy usłyszałem krzyki za sobą: "Liam, ty jesteś temu winny, więc nie odchodź bez słowa, Liam!", a może dopiero wtedy kiedy usiadłem na łóżku i pomyślałem o tym co zrobiłem? Do ręki wziąłem szklankę z wodą i już ją podnosiłem do ust, kiedy nagle usłyszałem jakiś hałas... Wiedziałem, co on oznaczał... Upuściłem szklankę, a ona roztrzaskała się o podłogę... Bez zastanowienia wybiegłem na korytarz i zobaczyłem, coś co sprawiło że chyba nie zapomnę tego dnia do końca swoich dni...

C.D.N.



Opracowała: B - Jeszcze raz przepraszam, że dawno nie pisałam i mam nadzieję, że wam się podoba, piszcie w komentarzach czy chcecie więcej i proszę was o opinie, a i bym zapomniała! Już całkiem niedługo pojawią się nowe postaci, więc jeśli chcecie dalsze rozdziały - piszcie!!

niedziela, 3 czerwca 2012

Filmiki (V?)

Em. Dodaję filmiki, z których się śmieję..są tak zabawne..dla mnie oczywiście.
Byłyśmy z B na urodzinach koleżanki. B zaśpiewała mi wersję Harrego "I Want"...zaciekawiło mnie to i poszperałam trochę na YT...znalazłam..dodaję.


I drugi z udziałem Ziama.. <3
Inna wersja...
Jeszcze jedna..
 
 A tu taka jedna..





Powiem szczerze...oglądałam te filmiki przed kolacją...i mówię, że śmiałam się przy niej jak głupia, jak myślałam o "I Want", o Ziamie, oraz minie Zayna przy rozbieraniu Harrego...zadławiłam się wodą przez chłopaków..-_-



Opracowała: X