wtorek, 9 października 2012

"So What" - rozdział 6 (part II)


Dobra, mam gdzieś, że jutro sprawdzian z chemii, której nie ogarniam w ogóle... No dobrze, może nie zupełnie, bo stwierdziłam, że jutro napiszę Lou...
 Ten rozdział dedykowany jest vanillacookie:* Przpraszam piękna, ale musiałam zostać w szkole i w efekcie wróciłam do domu o 20, bo byłam w przerwie u Zuzy W., bo głowa trochę bolała... wybacz, błagam... :C
Przepraszam, że nie wstawiłam tego rozdziału jako całość, ale musiałam iść spać, a następnego dnia zaspałam i wstałam o 6:40, co jest mniej więcej godzinnym opóźnieniem.  Dobra to part I tutaj!! :D Miłego czytanka;D


--------------------------------------------------


<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, po czym wróciłam do pracy, nucąc pod nosem. Joe (mój starszy o jeden rok kolega z pracy) mył naczynia, więc podeszłam do niego i poprosiłam o zamianę... Zgodził się i poszedł do klientów, a ja zaczęłam wycierać kufle, mając idealny widok na niego... Louis, którego znałam trochę, bo był moim klientem, był naprawdę fajnym chłopakiem... No i utalentowanym, Śpiewał właśnie "I'm Yours" Jasona Mraza... Odmachał mi kiedy, ja zamachałam, dopiero po chwili zauważyłam, że podoba mi się nasza luźna relacja, ale mogłoby to być coś więcej... (dla Alicji... "If you know what I mean";D).

~~Louis~~
Pokazałem wszystkie zęby w uśmiechu i opuściłem wzrok na podłogę, kiedy ona mrugnęła do mnie okiem. Mój plan chyba zaczynał działać... Poznałem Am niedawno i naprawdę coś między nami iskrzyło, pomimo że byłem tylko kolejnym klientem, którego trzeba obsłużyć. Gdy kończyłem utwór, a ja usłyszałem oklaski, spojrzałem na nią i zobaczyłem, że ona gwizdała najgłośniej. To jeszcze bardziej mnie podbudowało i nie miałem już problemu, żeby w pełni zrealizować mój pomysł.
- Następną piosenkę chciałbym zaśpiewać dla pewnej wyjątkowej dziewczyny... - powiedziałem do mikrofonu. - Wszyscy ją znacie, bo ona pracuje tutaj... I mam nadzieję, że mam u niej jakieś szanse... - wszyscy się zaśmiali, nawet cicho, ale zawsze. - Am... to dla ciebie. - powiedziałem wskazując ladę i uśmiechnąłem się szeroko widząc jej reakcje. Najpierw nie mogła uwierzyć, ale kiedy usiadła na ladzie, by mnie wysłuchać - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i zrobiła minę pod tytułem "w takim razie pokaż na co cię stać".

~~Amy~~
Nie wiem czemu, ale to było coś, co powodowało, że on pociągał mnie mocniej... Mam na myśli to dla niego charakterystyczne skracanie imion. Siadając na ladzie, nie wiedziałam czego się spodziewać, bo nie powiedział, ani autora, ani tytułu. Śledziłam jego każdy ruch i każde wypowiadane słowo przez jego wargi... Wiedziałam doskonale, co śpiewa... Była to piosenka, którą nuciłam za pierwszym razem, gdy się spotkaliśmy. Nuciłam ją sobie, a on przyszedł, usiadł przy ladzie i... i zaczął ją śpiewać, śpiewać moją piosenkę!! (tłumaczenie/tekst/klip tutaj!) Uwielbiam wspominać to jak oboje zaczęliśmy śpiewać na cały głos tekst, wydzierając się sobie nawzajem w twarze. Potem nastąpiło tylko krótkie "Hej jestem Louis, Lou, Loui jak wolisz...A ty piękna?" "Haha, jestem Amy, najdroższy Louisie" "Pozwól najdroższa, że skrócę twe zacne imię i będę mówił po prostu Am (czyt. Em)" powiedział kłoniąc się, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiało mogłam mówić, że to nasza piosenka, a Lou nazywać "moim nieznajomym" (patrz tekst - ang. stranger - obcy, nieznajomy), no przynajmniej nazywałam te dwie rzeczy tak w moich myślach, gdy czułam chwilę słabości. Nie chciałam związku, a przynajmniej takiego na serio, ale po woli zmieniałam zdanie, kiedy chłopak śpiewał...

Stranger, till I hear your laughter?
Crazy, cause you're all I'm after.
It's a pleasure, It was nice to have met you.
And I'll remember
to never forget you.
 

Cause when I'm excited,
I don't hide it, just to let you know
I'm feeling you baby from bottom to the top,
how could I not stop to say hello

So hello there,

How are you? Amazing
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off the search
cause I found my stranger.

Stranger, till they call your name

It's amazing, its a simple thing.
I see you walking, don't you walk too far.
I may be nervous but I wanna be where you are.

Cause when I'm excited,

I don't hide it, just to let you know
I'm feeling you baby from bottom to the top,
how could I not stop to say hello

So hello there,

How are you? Amazing,
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off the search
cause I found my ...

Strangest thing that I ever did feel,

I had to make you smile just to prove it's real,
it was the lack of starving attention??
So if you're feeling the symptoms today
all you gotta do is say...


Lou cały czas patrzył na mnie i poruszał się po scenie, właściwie tańczył, a przy każdym "amazing" mrugał do mnie okiem... Jednak kontynuował, schodząc ze sceny i idąc w moim kierunku... Podszedł, stanął przede mną i dokończył...

Hello there,
How are you? Amazing
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off that search
cause I found my stranger.

Cause I found my stranger x2


Kiedy skończył, na sali rozległy się gromkie brawa i gwizdy, niektórzy nawet wstali. Poczułam jak szybko bije mi serce dopiero wtedy, gdy chłopak chwycił mnie za dłoń przy ostatnim "cause I found my stranger"... Louis był trochę zmęczony, widać było na pierwszy rzut oka, że dał z siebie wszystko... Pochyliłam się do niego...
 

~~Louis~~
Pochyliła się i wyszeptała "dziękuje", po czym przeniosła z moich oczu wzrok na wargi. Od razu wiedziałem, co miała na myśli i ucieszyłem się, że plan zadziałał jeszcze lepiej niż się spodziewałem. Pochyliłem się w jej stronę, aby nasze wargi mogły się złączyć i kiedy byłem już blisko, ona wyprostowała się i potargała mi włosy. Następnie się zaśmiała, przekręciła przez ladę i znalazła się za nią.Już chwilę temu wszyscy wrócili do swoich czynności - nikt nie interesował się nareszcie naszą dwójką.
- Jak ci się podobało Am? - spytałem spoglądając na nią z dołu, bo siedziałem, więc ta pochyliła się do lady.
- Byłeś rewelacyjny jak zawsze... ale tym razem podobało mi się jeszcze bardziej... - przygryzła wargę, ja uśmiechnąłem się na jej słowa, a mój wzrok utkwił na jej ustach. Chwilę się krzątała w tą i wew tą pracując oraz patrząc jak po prostu siedzę tam i śledzę jej ruchy. W końcu do mnie podeszła.
- Niech ci będzie, ale zmykaj już... - powiedziała, po tym jak pocałowała mnie w policzek. Jej wargi były ciepłe i delikatne jak płatki róży. Uśmiechnąłem się i zobaczyłem kierunek, który wskazywała. Odwróciłem się i od razu poszedłem do dziewczyny siedzącej nieopodal i oglądającej wszystko ze stolika nieopodal.

~~Melissa~~
Podszedł do mnie, wstawałam i wtuliłam się w jego klatę bez słowa. Louis odwzajemnił uścisk. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zaczęliśmy rozmowę...
- Co się dzieje? - zapytał prawie od razu. Loui zawsze czytał mi w myślach, co mnie trochę nie dziwiło, bo w końcu on był moim najlepszym przyjacielem.
- Nic... Może ty opowiadaj o tej całej swojej...Jak jej na imię? Am? Czyli w normalnej formie Amy?? - zaśmiałam się, bo już umiałam zatuszować wstrząsające mną emocje.
- Hah, tak... Jest świetną dziewczyną. - spojrzał na bar, a mój wzrok powędrował za jego. - Am jest po prostu... Bardzo zabawna, piękna i wiesz... jest niezmiernie utalentowana muzycznie... - wymieniał rozmarzonym głosem, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Taa... Ktoś się chyba zakochał... - wypowiedziałam trochę wyższym głosem.
- Wcale, że nie! To tylko zauroczenie... - spojrzał mi w oczy. - Jak długo tu jesteś? - zapytał marszcząc brwi.
- Tak mniej więcej od dedykacji... - uśmiechnęłam się, po czym wyszeptałam - A teraz zmieńmy temat... Ona idzie tutaj.

~~Amy~~
Podeszłam do stolika Lou, który siedział teraz z jego znajomą - Mel jej chyba było... Kiedy podeszłam zebrałam zamówienie i odeszłam wymieniając jeszcze kilka uśmiechów z nimi. Świetnie wiedziałam kim jest ta cała Mel, bo jedną z zalet mojej pracy było niezwykłe źródło informacji, a mianowicie wszyscy przychodzący tutaj. Melissa była ładną dziewczyną i było widać, że traktuje Louisa po przyjacielsku, ona z całą pewnością nie miała zamiaru zmieniać coś w ich relacjach, ale Lou... Z tego co słyszałam, to chłopak był w niej szaleńczo zakochany, ale ta nigdy nie chciała od niego więcej niż przyjaźń, która przetrwała wieki. Po za tym, Mel miała chłopaka, więc mogłam czuć się bezpieczna, jeśli chodzi o względy Lou, ale poczułam ucisk zazdrości, gdy zobaczyłam, jak się to siebie przytulili. "Opanuj się! Nie możesz się zakochać... Nie myśl o nim w ten sposób" - karciłam się w myślach, ale pomimo tego wróciłam i z uśmiechem wręczyłam im ich napoje.

~~Louis~~
Patrzyłem jeszcze chwilkę, aż się oddaliła. Zacząłem z Mel rozmowę i czułem, że coś ukrywa, a ta na moją podejrzliwość, próbowała mnie zbyć, ale w końcu ją przekonałem.
- Mel nie wierzę, że nie było żadnego poważnego problemu ostatnimi czasy... - spróbowałem jeszcze raz, mając nadzieję, że wreszcie powie o co chodzi. - Wiem, że coś jest nie tak... - dodałem zmartwiony, chwyciłem ją za jedną dłoń. Widziałem jak wodzi wzrokiem po blacie, jakby miała tam znaleźć odpowiedź. W końcu nerwy mi puściły i powiedziałem co mam naprawdę na myśli i co od dawna miałem na języku.
- Cholera! - krzyknąłem i uderzyłem pięścią w stół. Po czym dodałem ciszej oskarżycielskim tonem. - Jak nie chcesz mówić to nie mów, ale widzę, że to jest coś w czymś potrzebujesz pomocy, ale najwyraźniej jej nie chcesz!
Podniosła wzrok znad stołu i patrzyliśmy sobie w oczy. Dopiero teraz widziałem, że ma je załzawione, a potem powiedziała słowa, których nie chciałem słyszeć z jej ust.
- Jestem w ciąży, Loui - wyszeptała, po czym jedna łza powoli spłynęła jej po policzku. Momentalnie puściłem jej dłoń, spojrzałem w blat i poczułem się, jakby ziemia osuwała mi się spod nóg.

<<KONIEC rozdz. 6>>


Opracowała: B - mam nadzieję, że się podobało;D


PS Alicja, napiszę dla ciebie głuptasie z wielką chęcią;D Masz jakieś słowa klucze?? :)
PSS Jutro wstawiam imagine z Lou!!
PSSS Kocham was;D Dzięki za komentarze:*

"So What"- rozdział 6 - (part I)

   Dobra, parę osób prosiło, to jest! Ta da! Rozdział dedykuję vanillacookie, która jest chyba największym fanem opowiadania, dzięki ci VC:* 
   Pod tym postem macie wstawioną część napisaną dla X, bo ona chciała, żeby była opisana "noc" (if you know what I mean), więc napisałam imagine uzupełniający (ten rozdział) o charakterze 18+ dla niej... ( imagine tutaj!! ) Kochana, to ty jesteś zboczuchem męcząc mnie o to!!
   No a teraz, co do tego rozdziału... Proszę o wyrozumiałość, bo muszą być zwroty akcji i muszę się na kimś/czymś wyżyć... Dlatego jest bardzo długi, jakoś tak... (jeśli nie pamiętacie co się działo w 5. rozdziale to wstawiam linka i obiecuję co najmniej 2 rozdziały tygodniowo: "So What" - rozdział 5 ) A i dzisiaj przywitajcie nową postać... ( spis postaci tutaj!! )A teraz...rozdział najbardziej rozłożony w czasie...Ready, steady, here we go!

------------------------------------------------------------------------------------------------

<< 2 dni po poprzednim rozdziale >>

~~ Melissa ~~
Otworzyłam oczy, oparłam się na ramionach, wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam budzik. Z rezygnacją opadłam na łóżko, głowa mi pękała. Od kilkudziesięciu dni mało sypiam, bo pracuję do późna w nocy nad tym projektem muzealnym, a jeszcze wczoraj byliśmy na imprezie urodzinowej u Katie, przyjaciółki Liama. Ona jest na serio miłą i fajną dziewczyną, przyjemnie spędza się z nią czas. Liam był wczoraj zaskoczony, że impreza była typu: Zaprosiłeś koleżankę, a ona zaprosiła koleżanki, które zaprosiły jeszcze kilka innych osób... Ale naprawdę to była jedna z lepszych domowych imprez na jakich byłam! Ach, gdyby tylko nie ta głowa i uczucie mdłości... Powinnam już wstać, o 14 jestem umówiona na dopieszczenie ostatnich szczegółów i nasza wystawa muzealna będzie gotowa! Wreszcie będę miała trochę luzu i czasu dla siebie... dla nas... Obróciłam głowę w stronę śpiącego obok mnie Liama... Wyglądał tak słodko kiedy spał...Ale już nie spał...
- Witaj śliczna - uśmiechnął się, a ja nie byłam wstanie tego nie odwzajemnić... - Mały kac, co? - uśmiechnął się szerzej, a w odpowiedzi zakryłam sobie twarz poduszką... Liam pogładził mnie po włosach, które rozpływały się na łóżku...
- Daj mi umrzeć samotnie! - wypowiedziałam przed poduszkę... Liam się zaśmiał i to takim serdecznym śmiechem, że od razu odrzuciłam poduszkę i na niego spojrzałam. Pogładził mnie po włosach i nadal uśmiechał się jakoś za szeroko, nawet oczy mu się śmiały!
- Pamiętasz tą wspaniałą noc? - powiedział patrząc mi w oczy...
- Panie Payne, to że mam kaca nie znaczy, że nie pamiętam czemu w większej mierze jestem zmęczona... - lekko się uśmiechnęłam, ale chyba to był uśmiech Mona Lisy, bo na więcej mnie nie stać przez to zmęczenie.
Zamiast się ze mną droczyć, Liam wstał i poszedł nam przygotowywać wspólną kąpiel w wannie połączonej z prysznicem. W tym czasie mogłam przynajmniej poumierać w samotności. Liam wręcz zaniósł mnie do wanny i włożył do gorącej wody, a ja lekko westchnęłam. Mój chłopak zawsze wiedział, co dla mnie najlepsze. Do wody było dorzucone jakieś zioła i olejki - zapach był niesamowity, a woda wydawała się jeszcze milsza niż zwykle... Nie tylko przez temperaturą, ale przez to, że olejki sprawiały, że miało się uczucie bycia w płynnym jedwabiu. Usiadłam w połowie wanny, a Liam usiadł za mną. On usiadł popierając się o ścianę wanny i przyciągnął mnie do siebie... Oparłam się o niego i czułam jego muskularny tors. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął śpiewać mi do ucha i obmywać moje ręce gąbką. Żadna kąpiel, nawet ta w SPA, w którym błam tylko raz w życiu, nie mogła się równać z tą teraz. Byłam bardzo zmęczona, a Liam sprawiał, że się odprężałam i zaczęłam odpływać w krainę Morfeusza.

~~Liam~~
Zasnęła w wannie, aż się zaśmiałem, że miała takiego kaca giganta. Ubrałem ją w piżamę i zniosłem na dół, gdzie w salonie położyłem ją na kanapie. Tak słodko wygląda, jak spała... Zrobiłem jej śniadanie, ale kiedy się przebudziła najpierw dałem jej aspirynę i wodę, bo moja księżniczka nie może cierpieć... Do godziny 13 był to prawdziwie sielski dzień! Spaliśmy nawzajem, oglądaliśmy filmy i się dużo śmialiśmy... Chciałbym, żeby każdy dzień w tygodniu był taki jak ten... Nie licząc drobnego szczegółu, a mianowicie, Mellisa wyszła o 13:30 i poszła na spotkanie z tym sławnym projektantem Jakem. Patrząc na jej plecy wybierałem domowy numer Katie...

<< 4 tygodnie później >>

~~Melissa~~
Wyrwałam się z objęć Liama i pobiegłam do toalety. Kolejny dzień z rzędu budzą mnie mdłości. Nadal klęczę nad klopem, gdy Liam wchodzi do łazienki. 
- Powinnaś iść do lekarza... Może czymś się zatrułaś.. - mówi z troską w głosie i wyciera mi twarz. 
- Pójdę, obiecuję... A ty się nie przejmuj i idź na ten kurs... - odpowiedziałam, bo wiedziałam ile to dla niego znaczy. Liam zawsze pięknie śpiewał, ale ostatnio zaczął przywiązywać do tego większą wagę. Dostał się  na profesjonalny, całodniowy kurs ze sławnym artystą. Skakał co najmniej przez 3 dni, dopóki nie zaczęłam chorować. 
Po długim przekonywaniu, wreszcie wykopałam go z mieszkania, żeby w końcu poszedł, bo by się spóźnił. Podeszłam do lodówki i poczułam się niezmiernie głodna. Kiedy zjadłam 3 kawałek pizzy i planowałam, żeby zadzwonić do lekarza, do głowy wpadła mi pewna myśl, więc szybko ubrałam na piżamę płaszcz i pobiegłam do najbliższej  apteki...

<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.




 <<Ciąg dalszy rozdz.6 nastąpi dzisiaj>>



Opracowała: B - dla vanillacookie:* - Czemu nie było cię w szkole, ty przebrzydła?? ;D


Przepraszam, o 14 napiszę drugi part i obiecuję, że Lou też się pojawi jako imagine wieczorem!!


 PS Wiecie, że nasz Grzeczny chłopiec (Liam)  stracił dziewictwo w wieku 14 lat?? A jednak nie jest taki święty;D
PSS Alicja!! AAAAAA!! Napiszę coś chyba dla ciebie;D Napisz tylko o kim:D
PSSS Gdyby ktoś miał prośbę, to proszę walić prosto z mostu i prosić o imaginy z dedykacją... To jest strasznie miłe kiedy ktoś się zgłosi...
PSSSS AAAA!!! Mamy prawie 33 300!! Kocham was:* Viva la Polish Directioners!!:D

Imagine - Liam (uzupełniający do "So What" - roz. 6)

Imagine jest uzupełnieniem powyższego opowiadania (rozdziału 6 "So What"). Ten imagine napisałam, bo nie chciałam go umieszczać w rozdziale, bo ja piszę albo tragicznie, albo romantycznie, a takie sprawy nie pasują do mojego stylu, a ponieważ X bardzo, ale to bardzo mnie o to prosiła... To drodzy państwo, imagine 18+ dla najdroższego zboczucha w moim świecie:* Ps Miałam taki polew jak to pisałam;D Proszę o wyrozumiałość, to mój pierwszy 18+.
Czytasz na własną odpowiedzialność!!


---------------------------------------------------



<<Po imprezie u Katie - dwie noce od poprzedniego rozdziału>>

~~Melissa~~ 
Byłam lekko pobudzona, kiedy wyszliśmy z zatłoczonego domu na rześkie powietrze.
- To do usłyszenia - pocałowałam ją w oba policzki i dodałam - Świetna impreza! Dziękuję, że mnie zaprosiłaś... Jeszcze raz sto lat!
- Haha... Nie ma za co! To była przyjemność dla mnie! - powiedziała rozentuzjazmowana Katie, a potem dodała coś, co mie zdziwiło... - Wiesz chłopie... - klepnęła Liama w ramię, a ten się zaśmiał. - Wreszcie znalazłeś sobie kogoś fajnego!
- Hah, dzięki - zaśmiał się serdecznie chłopak.
- Dobra, nie zatrzymuje was. Idźcie do domu, widzę jak zmęczeni jesteście... - rzuciła i jeszcze raz nas pożegnała pocałunkiem w policzki i wróciła do mieszkania, gdzie domówka trwała w najlepsze. Zaczęliśmy wracać pustymi ulicami do domu. Liam szedł w ramię, ramię ze mną. Po 5 minutach marszu, chwycił mnie za rękę. Poczułam jak splata swoje ciepłe palce z moimi zmarzniętymi dłońmi, dreszcz przebiegł po moim ciele - uwielbiałam jego dotyk...

~~Liam~~
Miała naprawdę zmarznięte ręce i chciałem się zaśmiać, że trzeba znaleźć sposób, żeby ją rozgrzać, ale się powstrzymałem. Melissa na imprezie trochę wypiła, ja nie mogłem - nerki. Wydawała mi się jeszcze pobudzona, ale nie to skłoniło mnie do rozważań, ale fakt, że tak świetnie zaczęła dogadywać się z Katie. 
- Katie cię bardzo lubi, poza tym cały wieczór spędziłyście bawiąc się razem i plotkując... - zauważyłem, patrząc przed siebie.
- Tak, to bardzo miła dziewczyna - odpowiedziała i przeniosła wzrok na mnie, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. - To nic dziwnego, że polubiłam twoją najlepszą przyjaciółkę...
Od razu wyczułem aluzję do Louisa - jej najlepszego przyjaciela. Melissa wiedziała, że przepadam za nim, ale nie powiedziałem jej o moim spotkaniu z tym chłopakiem, kiedy razem oglądaliśmy mecz. Nie miałem potrzeby jej tego mówić, czułem jakby to była moja prywatna sprawa.Do domu doszliśmy śmiejąc się z nieistotnych rzeczy, kiedy byliśmy pod drzwiami przyciągnąłem ją do mnie i pocałowałem namiętnie w usta. 
- Liam, przestań... Wiesz, że mam na ciebie ochotę, ale jestem zmęczona... Idziemy spać! - zawołała kiedy moje wargi oderwały się od jej, dziewczyna nadal była w moim uścisku.
- Kocham cię - powiedziałem i odgarnąłem jej kosmyk włosów z twarzy.

~~Melissa~~
Jego wszystkie ruchy były takie delikatne, kochałam jego dotyk.
- Ja ciebie też, głuptasie. - powiedziałam i uniosłam się na palce, żeby odwzajemnić pocałunek Liama, ale tym razem nasze wargi złączyły się bardziej namiętnie. Żadne z nas nie chciało przerywać, ale Liam musiał otworzyć mi drzwi...
- Proszę... - powiedział lekko się pochylając i wskazując środek pomieszczenia, jak robili dżentelmeni w starych filmach.
- Hah, dziękuję, Panie Payne - zaśmiałam się i weszłam do środka.
Liam pomógł mi zdjąć płaszcz, delikatnie go ze mnie zsuwając, po czym sam zdjął kurtkę i puścił mnie przodem jakby nigdy nic. 
Weszłam na górę i prosto udałam się pod prysznic, a Liam skorzystał z łazienki na dole i przyszedł do mnie tylko umyć zęby... Tak przynajmniej mi się wydawało, bo nie widziałam go przez ciemną zasłonę od prysznica. Kiedy mój chłopak zajmował się przyziemnymi rzeczami, ja rozważałam, czy naprawdę chcę dzisiaj to robić... Wyszłam spod prysznica i zdecydowałam - zrobię to, a właściwie zrobimy.
Ubrałam koronkową bieliznę, zarzuciłam szlafrok, zawiązałam go, umyłam zęby i ułożyłam włosy. Wyszłam z łazienki i poszłam prosto do naszej sypialni. Otworzyłam drzwi, oparłam się o framugę i odczekałam chwilę, aż Liam podniósł na mnie wzrok znad swojego pisemka o samochodach. I dopiero teraz wrócił mi zdrowy rozsądek...Co ja właściwie robię? Podeszłam do łóżka i położyłam się niespełniona po drugiej stronie mojego chłopaka. To nie miał być mój pierwszy raz z Liamem, ale się po prostu stresowałam, nie wiem czym. Usiadłam na łóżku i spojrzałam w cudne oczy chłopaka. Miał na sobie tylko długie spodnie od piżamy, ale widziałam wystającą gumę od bokserek ze spodni. Muskałam wzrokiem jego nagi, umięśniony tors. Lubiłam czuć jego naprężone mięśnie. Siedziałam teraz bardzo blisko, naprzeciwko niego, więc zwyczajnie wyciągnęłam dłoń i jednym palcem zaczęłam obrysowywać mięśnie jego ramion. Już dawno zauważyłam, że chłopak przygląda mi się z uwagą, ale nie zwracałam na to uwagi, aż do teraz, gdy opuściłam rękę i spojrzałam w jego brązowe tęczówki. Liam objął mój policzek i delikatnie mnie pocałował, ale ja chciałam więcej. Stwierdziłam, że teraz ja narzucę tempo i wplotłam swoje palce w jego włosy, przyciągając go do siebie. Chłopak odczytał moje intencje bezbłędnie, bo odwzajemnił mój namiętny pocałunek. Przysiadłam się trochę bliżej i objęłam go w pasie nogami, wracając do pocałunków. Liam przyciągał mnie do siebie ręką, którą trzymał poniżej dolnej połowy moich pleców. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, przeszliśmy swobodnie do pocałunków francuskich i nasze języki połączył taniec rozkoszy. Nagle Liam oderwał się ode mnie.
- Czy ty...? - zapytał ledwie mówiąc, bo brakowało mu oddechu.
- Tak... Czemu pytasz..? - zapytałam równie mocno dysząc, co mój ukochany. Objęłam delikatnie jego twarz.
- Pytam, bo my dawno nie... - nie dokończył, ale było wiadomo, o co miał na myśli, w jego oczach pojawił się błysk pożądania.
- Wiem, tęskniłam... - powiedziałam subtelnie, a na końcu przygryzłam dolną wargę i dokończyłam - ... za tym... - po czym lekko pociągnęłam swojego chłopaka za sznurek od piżamowych spodni. 

~~Liam~~
Nie sądziłem, że to się dzisiaj stanie, po takim wieczorze, ale Melissa dawała mi jasno do zrozumienia, że tego chce. Przyciągnąłem ją do siebie i namiętnie pocałowałem, chciałem tego. Spojrzałem na nią. Sięgnąłem ręką do jej wstążki od szlafroka, subtelnie rozwiązałem starannie zawiązaną kokardę i odsunąłem połowę okrycia. Zobaczyłem piękny komplet bielizny, chwyciłem ją za szyję i przyciągnąłem do pocałunku.
- Na pewno? - spytałem kiedy powoli zsuwałem jej szlafrok, by się go pozbyć. Ta kiwnęła głową i kiedy odzież leżała na ziemi, zawtórowała entuzjastycznym pocałunkiem. Przechyliłem ją do tyłu i delikatnie położyłem na łóżku. Całowaliśmy się coraz namiętniej z każdą chwilą, już nie zauważyłem, jak zdjęła mi dół od piżamy... Czułem jak wilgotniała z każdą sekundą... 

~~Melissa~~
Wykonałam gwałtowny ruch, a właściwie się na niego rzuciłam i obróciłam, tak że teraz ja była na nim. Jego smukłe palce powędrowały po moich plecach. Zaczął odpinać mój stanik i poszło mu bardzo łatwo, aż zbyt łatwo, co mnie zdziwiło - najwidoczniej miał wprawę. Nie wiem, czemu podziałało to na mnie jeszcze bardziej. Liam rzucił moją bielizną gdzieś w kąt i zaczął pieścić moje piersi z zaskoczenia, że aż ugryzłam jego wargę przy całowaniu. Chłopak jakby trochę bardziej się pobudził przez to, a ja byłam w siódmym niebie. Cały czas go całowałam, a jedna z moich rąk powędrowała w dół po torsie mego chłopaka i zaczęła zsuwać jego bokserki... Musiałam na chwilę przestać, aby w pełni je zdjąć i zapodziać gdzieś z resztą innych części garderoby... Moje usta znów złączyły się z jego wargami, a ręką już zaczęłam robić zamaszyste ruchy na jego przyjacielu. Nie chciałam odrywać się od jego wspaniałych warg, więc zadowalałam go tylko dłonią. Bałam się, że to za mało, ale czułam, że Liam jest coraz bardziej mniej delikatny. 

~~Liam~~
Jęknąłem. Ona była za dobra. Mój oddech, zarówno jak jej, stawał się coraz płytszy. Po jeszcze kilku ruchach, czułem, że dojdę, a ona to odczytała i przestała. Jedno trzeba jej było oddać, nie tylko w sprawach łóżkowych, zawsze rozumiała mnie bez słów. Chyba stałem się mnie delikatny, ale ją to podniecało jeszcze bardziej. Przerzuciłem ją na plecy. Zacząłem całować jej szyję, a ona lekko przygryzała moje ucho. Pocałunkami zjeżdżałem coraz niżej... Po klatce piersiowej, przez podbrzusze, aż dotarłem tam. Subtelnie rozwarłem jej nogi i zacząłem całować ją po zewnętrznej stronie uda, po czym delikatniej musnąłem jej wargi. Chiche westchnienie wyrwało jej się, a ja poczułem dreszcze. Wróciłem do jej ust, głaszcząc jej kobiecość.

~~Melissa~~
Dopiero teraz czułam, że odpływam. Usta Liama smakowały kwaśno-słodkawo, co powodowało, że miałam na niego jeszcze większą ochotę. Niespodziewanie on włożył mi dwa palce. Jęknęłam. Cieszyłam się, że nie mieszkamy w blokach o cienkich ścianach. Poruszał nimi do przodu i tyłu. Zaczęłam drżeć na całym ciele z rozkoszy, a on wyjął palce i oblizał je z moich soków. Pocałował mnie i teraz już wiedziałam skąd ten kwaśno-słodkawy smak. 
- Masz zabezpieczenie? - wyszeptałam drżącym głosem. Chłopak nachylił się i sprawdził szufladę szafki nocnej przy łóżku. Pokiwał twierdząco głową, a ja nie mogłam już wytrzymać - chciałam poczuć go całego. Wiedziałam, że biorę tabletki, ale zabezpieczeń nigdy za mało... 

~~Liam~~
Leżałem na niej, ale ona bez problemu założyła prezerwatywę na moją męskość. Pocałowała mnie bardzo delikatnie i przeciągle, a ja to odzajemniłem.

~~Melissa~~
Jego przyjaciel stał już na baczność i był gotowy. Kiedy nasze usta złączyły się w najdelikatniejszym i najdłuższym pocałunku tej nocy, Liam wszedł we mnie wolnym ruchem. Zaparło mi dech. Wyjął i włożył go jeszcze raz, ale bardziej zdecydowanie i brutalniej. Z każdym jego pchnięciem, ciepło rozlewało się po moim całym ciele. Po pewnej chwili chłopak znacznie przyspieszył, oboje jęczeliśmy. 

~~Liam~~
Czułem, że koniec jest blisko. Przynajmniej dla Melissy. Oboje jęczeliśmy z rozkoszy, ale ona była bliżej orgazmowi. Przyciągała mnie do siebie jeszcze mocniej swoimi nogami, którymi oplotła moje plecy. Chciałem, żebyśmy oboje doszli w tej samej chwili, więc przyspieszyłem swoje ruchy jeszcze bardziej...
- Aaaa, Payne... mocniej!! - wykrzyczała moja kochanka.

~~Melissa~~
Moje ciało wypięło się w łuk, Liam też szczytował. Po tak długiej przerwie doznania były jeszcze lepsze... Doszedł we mnie spuszczając się, westchnął i opadł na materac obok. Naszymi ciałami targały spazmy orgazmu. Był to chyba mój najprzyjemniejszy raz w całym życiu. Liam objął mnie i oboje zasnęliśmy w siebie wtuleni...


KONIEC


Opracowała: B - dla zboczucha, który mnie o to błagał przez, ło ho ho!! czyli dla X;*


PS Zaraz wstawię rozdział:D

poniedziałek, 8 października 2012

Imagine Liam (VII)? Part 1

Dawno nie było Liama z tego co widzę....let's go!
 Kocham Go <3



Mieszkasz w Nowym Jorku od 16 lat, czyli mając 2 lata przeprowadziłaś się tutaj wraz z twoim ojcem. Twoja mama po ciężkim porodzie zmarła, a tata po  latach postanowił wrócić do swojego miasta. Swojej mamy nie pamiętasz i nigdy jej nie widziałaś. Wszystko co o niej wiedziałaś usłyszałaś od rodziny lub widziałaś na zdjęciach. Tata, Josh, zawsze ci mówił, ze kiedy śpiewasz twój głos przypomina ci głos Marthy, mamy.  Śpiewałaś wtedy kiedy było ci smutno lub w jakiś ciężkich chwilach, kiedy śpiewałaś to czułaś tak jakby twoja mam jest przy tobie, i że ona jest twoim widzem...  Nie za bardzo lubiłaś kiedy ktoś ciebie chwalił, więc rzadko przy kimś to robiłaś.
Dzisiaj miał odbyć się piknik...parę godzin przed tym 'przyjęciem' przyszła do ciebie twoja najlepsza przyjaciółka, Ann...
Ty: Hej, wchodź.
Ann: Cześć, [T.I].
Ty: Będziesz kawę?
Ann: Z chęcią...słuchaj [T.I] weźmiesz gitarę na ten piknik? Bo Adam swoją wczoraj złamał, a inni co mają gitary nie umieją grać...-jedyna Ann, z twoich przyjaciół, wie, że ładnie śpiewasz..
Ty: No dobra nie ma sprawy....a jak ja Adam złamał?- Adam to chłopak Ann.
Ann: W skrócie udawał, że  jest na rock koncercie....
Ty: On to zawsze w coś się wczuje...dobra kawa gotowa, chodźmy na górę...
Poszłyście do twojego pokoju i tam szykowałyście się na piknik. Po dwóch godzinach dzwonek do twoich drzwi zadzwonił...
Ty: -otworzyłaś je, a w nich stał twój chłopak- A! David! -pocałowałaś go na powitanie..
David: Cześć, słońce.. no jak gotowa? Niedługo 14...
Ty: Tak, tylko wezmę Ann i gitarę...wchodź i poczekaj.- David wszedł i usiadł na kanapę czekając na was..a ty pobiegłaś do pokoju.
Ann: Kto przyszedł? Penie ten twój Romeo?- Ann nie znała za bardzo Davida, więc nazywała go Romeem.
Ty:Tak, David...chodź już...
Ann: Dobra...- zeszłyście na dół, a twój chłopak już czekał na was przy drzwiach.
David: I jak wychodzimy?
Wyszliście z domu. Na dworze była przepiękna pogoda, słońce świeciło, a lekki wiatr rozwiewał twoje długie włosy....nagle David złapał ciebie w pasie od tylu i szepnął do ucha...
David: Jesteś przepiękna jak zwykle...
Ty: Dzięki...ale nie musiałeś mnie z tego powodu podnosić...-pocałowałaś go..
Ann: Hej, gołąbeczki! Idziecie?
Przeszliście parę przecznic i już byliście w parku, tam gdzie miał się odbyć piknik...
Przyszli twoi wszyscy znajomi, znajomi znajomych, w skrócie połowę ludzi, których nie znałaś....kiedy się ściemniało, przenieśliście się do ogródka Ann i tam zapaliliście ognisko....
Ann: [T.I], może nam coś zaśpiewasz..? Masz gitarę, po co ma tak bezczynnie leżeć?-zarumieniłaś się na chwile...ale postanowiłaś być odważna i wzięłaś swoją gitarę w ręce i zaczęłaś śpiewać:
I've been roaming around, I was looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody

Someone like you and all you know and how you speak
Countless lovers under cover of the street
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Someone like you

Off in the night while you live it up I'm off to sleep
Waging wars to shake the poet and the beat
I hope it's gonna make you notice
I hope it's gonna make you notice

Someone like me, someone like me
Someone like me, somebody

I'm ready now, I'm ready now
I'm ready now, I'm ready now
I'm ready now, I'm ready now
I'm ready now

Someone like you, somebody
Someone like you, somebody
Someone like you, somebody

I've been roaming around, I was looking down at all I see



Kiedy skończyłaś usłyszałaś oklaski i gwizdy....wszyscy krzyczeli 'BRAWO'....podszedł do ciebie Romeo...:
David: Nie wiedziałem, że masz taki piękny głos....zaśpiewaj coś jeszcze błagam...
Ty: Dzięki....
Do końca imprezy śpiewaliście i robiliście inne ciekawe rzeczy (If you know what I mean...-sorry coś mnie napadło).
David odprowadzając ciebie do domu powiedział- [T.I], a nie myślisz, że powinnaś wystąpić w X-Factor? Na pewno byś wygrała, takiego anielskiego głosu jeszcze nigdy nie słyszałem...
Ty: Hmm...Pomyślę nad tym...
David: Nie ma czasu myśleć, słońce....niedługo będą castingi w naszej okolicy....no dawaj...zgódź się...proszę...:)
Ty: *po długich namysłach* dobra...pójdę na ten kasting...
Po 2 tygodniach.
Przez ostatnie dni ćwiczyłaś piosenkę "Pay Phone"..jednak postanowiłaś zmienić piosenkę, ponieważ poczułaś, że ta piosenka bardziej pasuje do twojego złamanego serca....'Breakeven'....David zerwał z tobą...a najgorsze było to, że zerwał z tobą dla Ann, najlepszej przyjaciółki...
Dzień kastingu:
Na kasting przyszłaś z Ann, chociaż narobiła dużo chaosu w
 twoim życiu, to i tak nie mogłaś o niej tak po prostu zapomnieć, w końcu przyjaciół się nie zostawia, nawet w biedzie...
Ann: [T.I], przepraszam...
Ty: NIe masz za co..
Ann: Mam, David ciebie zostawił...
Ty: Najwidoczniej nie był mnie wart jeśli mnie zostawił....
Ann: Przepraszam..
Ty: Już zapomnijmy....
Ann: Trzymam kciuki....dasz rade...
Wyszłaś na scenę... zobaczyłaś przed sobą jury....Od lewej: Rita Ora, Britney Spears, Liam Payne, Simon Cowell...
Simon: Witam...jak masz na imię?
Ty: [T.I], pochodzę z Nowego Jorku...
Britney: A ile masz lat, słońce?
Ty:18...
Britney: She's cute...a co nam zaśpiewasz?
Ty: 'Breakeven' by The Script...
Liam: Słuchamy...



I'm still alive but I'm barely breathing
Just prayed to a god that I don't believe in
Cause I got time while she got freedom
Cause when a heart breaks, no it don't break even

His best days will be some of my worst
He finally met a girl that's gonna put him first
While I'm wide awake she's no trouble sleeping
Cause when a heart breaks, no it don't break even
Even, no

What am I suppose to do when the best part of me was always you
What am I suppose to say when I'm all choked up and you're OK
I'm falling to pieces, yeah
I'm falling to pieces

They say bad things happen for a reason
But no wise words gonna stop the bleeding
Cause she's moved on while I'm still grievin
Cause when a heart breaks, no it don't break even
Even, Oooh

Skończyłaś. Cała widownia krzyczała, klaskała na stojąco....nawet jury wstało....zarumieniłaś się i nawet ze szczęścia spadła ci łza.
Rita Ora: Jesus, ale masz głos! ( widownia wpada w szum...)
Britney: Nie no, zgadzam się z poprzedniczką, czemu wcześniej do nas nie przyszlaś?
Ty: Bo namówił mnie na to mój przyjaciel...i ja czuję, że powinnam przyjść w tej edycji...
Liam: Dobrze poczułaś..
Simon:Dobra głosujmy..
Britney: Tak.!
Rita Ora: Tak!
Liam:-myśli- jestem na tak...(puścił do ciebie oczko..)
Simon: 4 razy tak, przechodzisz dalej...!
Za kulisami już nie mogłaś się opanować zaczęłaś piszczeć i skakać z radości....


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Myślę, że na dziś chyba wystarczy, jeśli sie spodoba to piszcie pod postem czy przedłużyć.....historia nie będzie typu wygrala i Liam chce z nią być....nieeee będzie o wiele bardziej dramatyczna (?)......tak więc....błagam wybaczcie mi......


PS: B, nie mogę z tobą się skontaktować już dwa tygodnie...brakuje mi Ciebie ;'(



na koniec zdjęcie, które kocham :

~~X KOCHAM WAS! ( WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW NASZEGO BLOGA.....i nnie tylko :) )

niedziela, 7 października 2012

Imagine - Harry (XI)



Błagam wszystkich jeszcze raz o rozgrzeszenie... A teraz Hazza dla MissLove, która rozśmiesza mnie na skypie, i która codziennie śni o Hazzacondzie XD Kocham cię śliczna i dzięki za te kilka zdań o Niallerze + za wsparcie każdego dnia:* 
PS Pomysłodawcą do tych scen, bez udziału głównej bohaterki [ty], była właśnie wyżej wspomniana, a ja tylko rozwinęłam jej myśli i ubrałam w język:) Więc wyliczam ją jako współtwórczynię:D
PSS Spokojnie Miss, to nie jest 18+ ;D
PSSS Wyznałam moje uczucia do kolegi ze szkoły na łamach bloga, a vanilliacookie cieszy się z tego bardziej ode mnie, że wreszcie sobie to uświadomiłam...Zawsze spoko :) - napiszę dla cb jutro rozdział, oki?
PSSSS Dzięki Żaba:* Ale i tak kocham tego idiotę...
PSSSSS Męczę was strasznie tymi "post scriptum", więc...
----------------------------------------------

Mieszkasz w Polsce i jesteś 16latką, a twoja najlepsza przyjaciółka wyjechała do Anglii kiedy obie miałyście 14 lat. Wtedy zżerała cię zazdrość, bo zawsze chciałaś mieszkać w tym wspaniałym miejscu, ale ta zazdrość nie mogła się równać z uczuciem, które ukłuło cię kiedy została przyjaciółką chłopaków z twojego ulubionego brytyjsko-irlandzkiego zespołu. Jednak, jak szybko to uczucie przyszło, tak szybko poszło...  Nadal najlepiej dogadywałaś się z nią pomimo tych dwóch różnic... W każde ferie jeździłyście do siebie nawzajem i spędzałyście każdą chwilę we dwójkę, ale w tym roku wakacje miały być jeszcze lepsze, bo miałaś poznać chłopców z One Direction! Nie mogłaś doczekać się przerwy, bo jesteś oddaną Directionerką i nie wyobrażasz sobie życia bez chłopców.
Dlatego wakacje zbliżały się dla ciebie strasznie wolno, a kiedy wreszcie nadeszły, byłaś wniebowzięta! Najpierw spędziłaś kilka dni w Polsce z przyjaciółką... Świetnie się bawiłyście razem i nie zauważyłaś jak nadszedł dzień odlotu. Kiedy siedziałaś już w samolocie strasznie się denerwowałaś...Tak mocno, że zaczęły ci się pocić ręce.
- Hej... - przyjaciółka objęła cię ramieniem. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. To tylko lot samolotem, nic się nie stanie - dodała krzepiącym głosem. Wiedziałaś o co jej chodziło. Nigdy nie latałaś samolotem i dziewczyna musiała wziąć to jako przyczynę twojego stresu, a ty bez wahania wyłożyłaś kawę na ławę, co cię zdziwiło, bo zwykle nie jesteś taka bezpośrednia.
 - Nie o to biega... - spojrzałaś koleżance w oczy i zauważyłaś troskę na jej pięknej twarzy. Zawsze zazdrościłaś jej urody, chociaż sama byłaś całkiem-całkiem. Przerwałaś rozmyślenia i dodałaś jeszcze pewniej siebie. - Nie chodzi o lot, tylko o to, że... - ugryzłaś się w język. "Czy ona musi to wiedzieć?" - zadałaś sobie pytanie w myślach i opuściłaś wzrok na swoje splecione dłonie na nogach...
- Powiedz, co jest nie tak... Nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę. - przyjaciółka przewróciła teatralnie oczami i uśmiechnęła się sympatycznie, nie sposób nie odwzajemnić  takiego uśmiechu.
- Boję się, że mnie nie polubią... - wybąkałaś, a dziewczyna wybuchła śmiechem. Podniosłaś wzrok i poczułaś jak fala zdziwienia, jak i złości rozlewa się po twoim ciele. Zaczęła ci pulsować skroń. - Co się lejesz? Nie moja wina, że ty mieszkasz z nimi, a ja od zawsze marzyłam, żeby przynajmniej ich zobaczyć. Wiesz co... - wybuchłaś i znów ugryzłaś się w język zanim dodałaś coś, co mogłoby sprawić, że nie odezwiecie się do siebie przez cały lot. Ale wszystko co powiedziałaś było prawdą... Kochałaś swoją przyjaciółkę bezgranicznie, byłyście jak siostry, jednak ukrywałaś to, że zazdrościsz jej, iż ty nigdy nie spotkałaś 1D, a ona  miała swój własny pokój w ich gigantycznej, wspólnej willi.
- Przepraszam... - powiedziała Zuza, bo to tak miała na imię twoja przyjaciółka, czy jak mówili na nią Anglicy - Susan. Skrzyżowałaś ręce na klatce piersiowej, przyjmując postawę zamkniętą. - Rozumiem twój wybuch złości, ale zrozum... - Podniosłaś wzrok na jej twarz i przestałaś się burmuszyć. - Zaczęłam się śmiać, bo wydało mi się głupie to co powiedziałaś. Jak można nie polubić takiej wspaniałej dziewczyny jak  ty! 
Nic nie odpowiedziałaś, tylko najzwyczajniej ją przytuliłaś, a ona to odwzajemniła. Przez resztę lotu rozmawiałyście i się wygłupiałyście. Nie zauważyłyście kiedy już stałyście na lotnisku i wsiadałyście do taksówki, w której obie zasnęłyście zmęczone. Sądziłaś, że to niemożliwe z podekscytowania, bo zaraz twoje największe marzenie się spełni. Kiedy nareszcie, o zachodzie słońca, zajechałyście pod dom, serce waliło ci młotem. Susan zapłaciła za taksówkę i otworzyła wam drzwi swoimi kluczami. W środku panowały kompletne ciemności egipskie. Susan szukała włącznika i kiedy go zapaliła waszym oczom ukazał się ogromny salon. 
- No to tutaj... - Sue machnęła ręką, jakby to nie było nic wielkiego, chociaż i tak wiedziałaś, że przyjaciółka jest pod ogromnym wrażeniem pięknego pomieszczenia. 
Nagle zza kanapy wyskoczyła piątka chłopaków i krzyknęła "Niespodzianka!". Twoja przyjaciółka przewróciła oczyma i wybuchnęła śmiechem, a ty... Ty stałaś nieruchomo, a twoje źrenice powiększyły się do wielkości pięciozłotówek. Chłopcy podeszli do was. Wszyscy... cała piątka stała teraz przed tobą i wyglądali tak jak zawsze, czyli wręcz nie do opisania! Stałaś oniemiała...
- [Twoje imię]? To jest 1D! 1D to jest [T.I.]! - krzyknęła entuzjastycznie Susan, a ty uśmiechnęłaś się lekko, próbując się opanować. 
Nagle podszedł do ciebie Harry i wyciągnął w twoją stronę dłoń, spojrzałaś na nią i ją uścisnęłaś, a chłopak podniósł ją do ust i delikatnie pocałował jej wierzch. Śledziłaś każdy jego ruch. 
- Cześć, jestem Harry - powiedział tym swoim seksownym głosem z brytyjskim akcentem i na końcu uśmiechnął się uśmiechem, od którego mdleją wszystkie kobiety świata. 
A ty? Ty wybuchłaś histerycznym śmiechem, bo to była właśnie twoja reakcja na stres. Nie mogłaś się powstrzymać, śmiałaś się w kółko. Harry złapał jedną ręką twoją rękę i pomachał drugą przed oczyma, żeby sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku. A ty zaczęłaś się śmiać jeszcze bardziej, Harry próbując cię uspokoić pochylił się bardziej, a on objął cię w talii... Chłopak coś jeszcze mówił, ale czułaś, że odpływasz... Najzwyczajniej w świecie zemdlałaś!! I upadłabyś, gdyby Harry cię nie złapał. 
- To... ona tak często? - zaczął rozmowę niepewnie Liam, kiedy Harry niósł cię na kanapę w salonie.
- Tak, ale nigdy na tak długo. - odpowiedziała Sue lekko przestraszona.
- To my tak na nią działamy? - spytał Zayn pewny swego i poruszył śmiesznie brwiami.
- Wiecie, co... Zaniosę ją do mojej sypialni, tam będzie jej wygodniej niż na kanapie... - powiedział Hazza, biorąc cię na ręce. Harry zaniósł cię do swojego pokoju i położył delikatnie na łóżku dwuosobowym, w którym sypiał. Przykrył cię pościelą. Chyba zaczynałaś wracać do świata żywych, bo poczułaś jak chłopak składa delikatny pocałunek rozgrzanymi wargami na twoim czole, ale go nie zatrzymałaś tylko poszłaś spać, bo kręciło ci się w głowie. 
Kiedy Harry zszedł na dół, wszyscy śmiali się przed już włączonym telewizorem...
- Masz bardzo roześmianą koleżankę Susan... - zaśmiał się Lou, po czym dodał - Ale Niallowi nie przypadłaby do gustu. - zaśmiał się bardziej i klepnął wspomnianego. Susan poczuła ulgę, od zawsze podobał się jej ten Irlandczyk, ale byli tylko przyjaciółmi.
- Taa... chyba za to podoba się Harry'emu... - zauważył Mulat, kiedy loczkowaty był już przy kanapie i sadowił się w fotelu.
- Uuuu... O wilku mowa! - mruknął pod nosem Liam. 
- Znowu mnie obgadujecie? - pyta chłopak z udawaną urazą w głosie, po czym się uśmiecha.
- Zjadłbym coś, głodny jestem... - powiedział Irlandczyk.
- Jakby to była jakaś nowość - zauważył głucho Lou i przewrócił oczyma, przez co dostał kuksańca w bok od Nialla.
- A ty Sue zjadłabyś coś? - spytał się dziewczyny Nialler.
- Wow, nie spodziewałam się usłyszeć taką propozycję z twoich ust... - odpowiedziała Susan ze zdziwieniem i podziwem. - Co byś zaproponował, Kucharzu Horan??
- Myślałem, że ty coś zrobisz... - mruknął, po czym dodał widząc wzrok dziewczyny - W końcu tak dobrze gotujesz! - powiedział miłym głosem, a reszta przytaknęła. 
- No nie wiem... - Sue spojrzała na Nialla.... Jego włosy, oczy i cała reszta... - No dobrze - dała za wygraną - Ale nie wchodźcie mi do kuchni!!
Po zbiorowym przytaknięciu Sue poszła do kuchni oddzielonej ścianą od salonu i zaczęła robić swoją słynną zapiekankę z kurczaka. Już się przyzwyczaiła do gotowania dla tych wiecznie głodnych mężczyzn...  Nagle Sue zaczęła słyszeć strzępki rozmów prowadzonych przyciszonymi głosami. Włożyła danie do piekarnika i podeszła do ściany, żeby lepiej słyszeć...
- Musisz jej powiedzieć... - sugerował Zayn. 
- Ale jeśli ona... - wykłócał się Niall. Serce Susan zabiło szybciej.
- Niall! Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz - wtrącił mu się Liam.
- Ale co mam jej powiedzieć: “Hej, nie wiem czy wiesz, ale zakochałem się w tobie!... Nie czujesz tego samego, oh jaka szkoda mielibyśmy ładne dzieci!;)”, a może zaśpiewać jej “Hey, we’re the best friends, and this is crazy, But you’re beautiful, so let’s have baby? - odpowiedział krzycząc, a nie mówiąc.
- Bądź ciszej, bo wszyscy się tu zlecą! - warknął Liam, co mocno zdziwiło podsłuchującą dziewczynę.
- Niall, jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę, to musisz jej to powiedzieć... - dodał Zayn spokojniejszym tonem niż jego kolega. Susan nagle przypomniała sobie o zapiekance w piekarniku, kiedy poczuła w nozdrzach smród spalenizny. Podbiegła do piekarnika i zobaczyła, że nic już nie da się zrobić z daniem - istny węgiel! Zapach musiał się szybko roznieść, bo zaraz chłopcy zlecieli się z pokoju obok.
- Co tu się stało? - zapytał Harry.
- Skąd ty tutaj! - wskazał ruchem głowy loczkowatego. - Przecież co chwilę gdzieś znikasz nie wiadomo gdzie, a może nie do końca... - mrugnął jednym okiem Zayn, bo doskonale wiedział, że Harry chodzi do swojej sypialni, patrzeć jak śpisz. Hazza kopnął Mulata z całej siły. - AŁA! Za co to?!
- Wydaje mi się... - wtrącił się Lou. - Że nasza kuchareczka jest rozkojarzona... może się zakochała... - wzniósł oczy ku niebu i po chwili został trzepnięty w głowę rękawicą od wspomnianej.
- Weźcie otwórzcie okno, czy coś, bo zaraz się tu wszyscy udusimy - powiedział Liam, który po wywietrzeniu całego domu, zrobił dla wszystkich jajecznicę, bo jak można się domyślić nie dopuszczali Sue do kuchni. Wszystkich trochę denerwowało to, że Harry "latał" co 5 minut na górę... Wszyscy zjedli kolacje, ale KOMUŚ było mało, więc podgrzał sobie dwa kawałki pizzy. Susan w ramach rehabilitacji poszła pozmywać i pomimo, że słyszała przytłumione głosy, to nie podsłuchiwała, bo wiedziała że to nie ma sensu... Kiedy dziewczyna wróciła do salonu, chłopcy zaproponowali obejrzenie jakiegoś filmu.
- Ja wybieram! - krzyknął Irlandczyk.
- No czemu ty? - zapytał Liam.
- Bo nie mam ochoty oglądać po raz setny Toy Story znając zakończenie... - wrócił do przeglądania pudełek z filmami... - O! Halloween z 1978! - krzyknął szczęśliwy wybierając horror. Niall liczył, że wybierając ten film będzie mógł chociaż przytulić Susan, ale jak się okazało, ta się wcale nie bała, tylko wręcz kochała grozę! Harry patrząc na Nialla i Susan, jak sobie wyjadają nawzajem popcorn i jak "przypadkowo" się dotykają, poczuł się zmęczony, a może znudzony...
- Wiecie, co... Idę spać. - rzucił wstając.
- Taa... Pozdrów Królewnę Śmieszkę od nas. - odpowiedział mu Lou z lekką zazdrością w głosie.
Harry wszedł po schodach, a kiedy był już w swoim pokoju, nie zważając na ciebie - wyciągnął się na swoim łóżku i odszedł w krainę Morfeusza. 
Obudziłaś się i rozejrzałaś po pokoju, co nie było trudne, bo jedna z lampek nocnych się paliła. Oniemiałaś kiedy zauważyłaś swojego idola tuż obok siebie. Dotknęłaś jego ramienia i nachyliłaś się do jego ucha.
- Harry? - zawołałaś melodyjnym i słodkim głosem.
- Mmmm.... - wymamrotał chłopak i obrócił  się do ciebie plecami.
- Harry? - powiedziałaś już mniej spokojniej, bo łatwo było cię wyprowadzić z równowagi.
- Ta... hm.. aha... - bełkotał, a ty już nie wytrzymałaś.
- HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES!! - wrzasnęłaś. 
Hazza od razu się wyprostował i spojrzał na ciebie oczami wielkości pięciozłotówek, po tym jak je przetarł.
- Tak? To znaczy... ja..  przepraszam... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie to ja przepraszam, chciałam się o coś spytać - powiedziałaś zażenowana swoją reakcją.
- Tak... Pytaj o co chcesz bejbe - mrugnął do ciebie i się uśmiechnęłaś, ale po chwili uśmiech nikł na twej twarzy, a źrenice zaczęły się rozszerzać. Chłopak siedział przodem do ciebie, do tego bez koszulki... Penetrowałaś wzrokiem jego idealny, nagi tors, który przy każdym ruchu się napinał... Zjeżdżałaś (wzrokiem) coraz niżej, aż zatrzymałaś się na gumie od bokserek wystającej z dopasowanych (if you know what I mean) jeansów. Po chwili się opanowałaś i spojrzałaś na twarz chłopaka. Harry miał minę zadowolenia, bo wiedział CO przykuło twoją uwagę...  Jednak po chwili twarz Brytyjczyka opanował spokój. Harry wyciągnął rękę w twoją stronę, ściągnął ci gumkę z włosów i trochę je rozczochrał. 
- Teraz wyglądasz pięknie - wyszeptał.
Siedzieliście naprawdę bardzo blisko siebie. Ty po turecku, a Hazza miał trochę zgięte/nie w pełni wyprostowane nogi po twoich bokach. Na komentarz loczkowatego, opuściłaś wzrok. Harry chwycił cię za podbródek i go podniósł tak, że patrzyłaś mu teraz w oczy. Chłopak zaczął zmniejszać przestrzeń między waszymi twarzami, przyciągał cię za podbródek oraz sam się pochylał. Wiedziałaś, co zaraz się stanie, więc zamknęłaś oczy.  Harry delikatnie musnął twoje wargi swoimi, po czym odsunął cię od siebie i spojrzał ci w oczy, jakby pytając czy może. Na twoje lekkie skinienie głowy, chłopak puścił twój podbródek i wplótł palce w twoje włosy. Wasze usta znów się złączyły, a ty odkryłaś, że idealnie do siebie pasują. Harry całował cię delikatniej, ale mniej niż za pierwszym razem, czułaś smak jego ust... zastanawiałaś się jak to jest możliwe, że smakują one truskawkami. Nie mogłaś się powstrzymać i przyciągnęłaś go mocniej dłonią, którą położyłaś na jego karku. Wasze oddechy zaczęły robić się płytsze. Zaczęliście całować się bardziej namiętnie, wasze języki zajęte były tańcem, kiedy ty kładłaś rękę na rozgrzanym torsie swojego wybranka. Widać było, że teraz oboje zapomnieliście się w czynnościach, które właśnie was zajmowały. Harry położył swoją dłoń na twoim biodrze i wasze pocałunki stały się naprawdę ostre. Chłopak położył cię na łóżku i zdjął ci koszulkę, nie protestowałaś... Nigdy z nikim nie wymieniałaś tak namiętnych pocałunków, jakie teraz dzieliłaś z jego truskawkowymi wargami. Harry pochylał się nad tobą, lekko się uniosłaś i sięgnęłaś ręką do zapięcia od stanika. Odpięłaś go i już chciałaś go zdejmować, ale on zorientował się co robisz i przerwał pocałunki, opierając swoje czoło o twoje. Próbowaliście wyrównać oddech sapiąc, trudno było wam złapać dech.
- Nie możemy... - wyszeptał Harry, spojrzał ci w oczy i powtórzył. - My nie możemy. - wstał, wziął koszulkę i wyszedł z pokoju. 
Wyprostowałaś się i usiadłaś. Nie mogłaś uwierzyć... Podkuliłaś nogi i ukryłaś twarz w dłoniach. Kiedy ty próbowałaś opanować łzy, Harry wściekły na rzucał pirunami...
- Widać, że obudziłeś królewnę pocałunkiem - mruknął Zayn, kiedy chłopak go mijał
- Taa... Mogliście być trochę ciszej. My tu film oglądaliśmy... - powiedział bez wyrazu zazdrosny Lou. 
Harry pobiegł do kuchni, a Susan pobiegła zanim. Nakryła chłopaka jak ukrywa twarz w dłoniach.
- Co się stało, Styles? - zapytała zmartwiona.
- Jestem beznadziejny! Tylko jedno mi w głowie... - krzyknął wściekły na siebie.
Reszta też pojawiła się w kuchni. 
- No to fakt, ale spoko to normalne.... Jesteś facetem... Chyba, że czegoś nie wiemy... - powiedział Niall uśmiechając się, ale kiedy Hazza spojrzał na nie go wilkiem, ten od razu przeprosił.
- Kiedy ją zobaczyłem... Wiedziałam, że to będzie ta... ale... spaprałem, jak zwykle - wydusił Harry, opuszczając wzrok. Liam klepnął go po ramieniu.
- Jeszcze wszystko możesz zmienić... - powiedział Daddy Direction. - Spójrz tylko na tych dwoje... - machnął ręką w kierunku trzymających się za rękę Sue i Nialla...
- Eemm... -rozległ się głos za nimi, wszyscy się obrócili i spojrzeli na ciebie. Oczy zaszły ci mgłą, kiedy zobaczyłaś złączone dłonie twojej przyjaciółki i Irlandczyka. - Ja pójdę się przejść - rzuciłaś i biegiem wyszłaś przed posesję. Słyszysz za sobą głos, ale się nie odwracasz, idziesz w kierunku, chyba ogrodu, nie zważasz, że zaczęło kropić.... Nagle silna dłoń łapię twoją rękę i przyciąga do siebie.
- Ja nie chcę, żeby to tak wyszło. - mówi Harold, który zmusił cię żebyś stanęła do niego przodem. W innych okolicznościach cieszyłabyś się z tego, że jest od ciebie wyższy i spogląda na ciebie z góry, ale teraz nie chciałaś tego. Byłaś smutna i zła, w takich momentach zawsze uciekasz od innych, ale nie tym razem. 
- Ja... ty... - zaczynał, a mżawka przerodziła się w delikatny deszcz.... 
- Ty jesteś tą jedyną [T.I.], nie chcę cię stracić... Na górze uznałem, że to nie idzie tak jak powinno. Bo to może i jest szalone, ale ja czuję... Ja czuję, że cię ko... - przerwałaś mu namiętnym pocałunkiem. 
- Ja ciebie też kocham, ty mój idioto. - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko. Teraz to już na serio się nieźle rozpadało, ale nie zwracaliście na to uwagi, byliście teraz tylko wy.
- Czyli mam u ciebie szanse? - spytał przygryzając na końcu wargę.
- Zastanowię się... - odparłaś filuteryjnie.
Harry objął twój policzek i znów połączył was długi i namiętny pocałunek. 
Jak się miało okazać to nie był twój ostatni pocałunek w ulewie z tym truskawkowym chłopcem.

KONIEC


Opracowała: B - dla MissLove na niedzielne smuteczki:)


PS  Jutro napiszę rozdział "So What" dla vanillacookie - przepraszam nie zdążyłam dzisiaj, jutro ci powiem czemu:)
PSS We wtorek napiszę imagine z Lou, a potem już nie wiem...Coś się wymyśli, a może ktoś mnie poprosi, żebym dla niego napisała... I dzięki wszystkim osobom, które sprawdzają/czytają/komentują... Kocham was!! :D



sobota, 6 października 2012

Wejście smoka!!






Hej, piękne... Jak widzicie nasz blog po długiej przerwie wraca do życia... Bardzo przepraszam, że zaniedbałam, ale chciałam wrócić, tylko wydarzyły się rzeczy, które sprawiły, że nie spałam kilka nocy, płacząc bez przerwy.... Powód numer a) to przeprowadzka X do innego kraju... powód numer b) to, to że chłopak, w którym (fakt) jestem zupełnie zakochana, codziennie łamie mi serce... I dwa tygodnie chciałam wrócić, naprawdę... Ale wtedy moja nauczycielka biologii, która była najbardziej optymistyczną osobą jaką znam i którą znałam od 8 lat.... zmarła na raka. Nie mogłam tak po prostu wrócić i pisać opowiadań z happy endami, ale już się przyzwyczaiłam, że wszystko nie jest tak, jak powinno być, ale to jest ten moment, żeby powiedzieć sobie "So What"... Kiedy sobie to uświadomiłam i kiedy zobaczyłam, że X wraca.... poczułam, że nie mogę tak po prostu was zostawić i oszukiwać... Wiem, że będzie trudno odbudować wasze zaufanie i że nic, a nic nie usprawiedliwia mnie, ale błagam was dajcie mi drugą szansę... Obiecuję, że będę pisać jak najwięcej będę mogła i robić jak najwięcej będę w stanie! 

Kocham was i całuje,
wasza B




PS: Jeśli ktoś chce mi wygarnąć (tak MissLove), jak okropna i egoistyczna jestem, czy tam beznadziejna, to proszę zrobić to teraz...
PSS: Tak jak X, piszę imaginy z dedykacją, więc jeśli ktoś by chciał, to proszę pisać i obiecuję, że was nie zawiodę! Przy okazji dedykacje bardziej mobilizują i szybciej się pisze tak dla kogoś...
PSSS: Kocham was, więc macie Zayna z serduszkiem :*  



LWWY

Live while we're young!
Penie już wszyscy widzieli, słyszeli.....ale i tak to wstawię, kocham to poprostu :)





                           *______*


Słuchajcie i oglądajcie na zdrowie :)

_x