Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświadczyny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oświadczyny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Imagine - Harry (IV)

Jedziesz z Harrym i resztą chłopaków, na wakacje do Turcji. To są wasz pierwszy wyjazd wypoczynkowy od kiedy jesteście parą. Nikt nie wie o waszym związku, oprócz rodziny oraz członków zespołu, którzy są waszymi przyjaciółmi. 
Niall: No, to lecimy..
Liam: Dobra, ale kto wie jaki mamy numer miejsc w samolocie?
Lou: Liam..
Liam: No co? Mam prawo spytać...
Zayn: No tylko, że my lecimy samolotem, który jest tylko dla nas..
Lou: i nie musisz się pytać  o miejsce..
Harry: Dobra, idźmy już, bo nie wytrzymam..
Niall: Ej, a jak myślicie jest NANDOS w Turcji?
Ty: Zapewne..
 *Wsiadacie to prywatnego samolotu i umiejscawiacie się wygodnie w fotelach.Liam zakłada słuchawki, Zayn idzie spać, Louis dotrzymuje Bad Boyowi towarzystwa, a Niall zaczął coś pożerać z lodówki. Ty i Harry usiedliście obok siebie w milczeniu..tej ciszy nikt nie mógł przerwać.*
Harry: [T.I], chcesz może coś zjeść lub się napić?
Ty: Nie dzięki...
*Harry daje ci namiętnego buziaka, a ty kładziesz się na jego ramieniu. Lot miał trwać około czterech godzin. A na początku lotu już wszyscy się wyspali, więc po dwóch godzinach rozległ się hałas w pomieszczeniu.*
Harry: Wy, cymbały. Uspokójcie się [T.I] śpi.
Zayn: Już spokojnie...słyszeliście [T.I] i ja śpimy... <obudził się śpioch.>
Lou: Już, już. 
Słyszałaś tą rozmowę, byłaś pod wrażeniem. Po  wylądowaniu oraz po przyjechaniu do hotelu, zaczęliście się rozpakowywać. Ty miałaś pokój z Harrym, Zayn z Liamem, a Louis z Niallem. Oczywiście chłopacy zamiast się rozpakowywać przybyli do waszego pokoju.
Zayn: To co na plażę?
Ty: Jak teraz o tej godzinie, kiedy słońce zachodzi?
Liam: No a czemu nie??
Niall: Chętnie bym popływał w takim słoneczku..
Louis: Głupki wy jedne... Harry gdzieś zabiera [T.I], a wy o plaży, my(Liam, Niall i Zayn) idziemy na miasto, na imprezę, pasi?
Zayn: Impreza to moje drugie imię....idę się przyszykować.
*Wszyscy w śmiech, kiedy Zayn to powiedział. Ty dopiero po chwili zrozumiałaś, co Louis powiedział.*
Ty: Jak to Harold gdzieś mnie zabiera, ja nic o tym nie wiem.
Harry: <wchodzi do pokoju ze świadomością, że ty już wiesz o niespodziance> Właśnie chciałem cię zaprosić na kolację. Ale widać, że Lou powiedział to przede mną. A więc [T.I] pójdziesz ze mną na kolację?
Ty: Tak, z chęcią.
*Hazza dał ci namiętnego buziaka. Poszłaś się szykować na romantyczną kolację z Harrym. Już byłaś gotowa i usłyszałaś pukanie do drzwi.  Był tam Harry trzymający bukiet słoneczników.
Harry: Czy mogę cię porwać na kolację i wręczyć ci te kwiaty, które są tak samo słoneczne, jak ty?
Ty:Nie jestem przekonana... <kręcisz głową, po czym się uśmiechasz> Jasne, że możesz <dajesz mu namiętnego buziaka>.
Harry: Przepięknie wyglądasz.
Ty: Dziękuję.
*Poszliście do restauracji i dostaliście stolik na werandzie, gdzie mieliście przepiękny widok na morze. Podczas kolacji świetnie się bawiliście. Po posiłku Harry zabrał cię na spacer... Nagle zatrzymujecie się na plaży, gdzie jest rozesłany koc specjalnie dla was.
Harry: Usiądziemy? <usiedliście, a później położyłaś głowę na jego klatę i słyszałaś bicie jego serca.>
Ty: Twoje serce bije dwa razy szybciej niż moje.
Harry: Bo się boję…
Ty: Czego?
Harry: Posłuchaj, znamy się nie od dziś, łączy nas coś od zawsze, a ja jestem głupkiem, że nie poprosiłem cię o chodzenie wcześniej.  I chcę żebyś została ze mną już na zawsze, na zawsze. Czy zostaniesz moją panią Styles?
*Milczysz.*
Harry: Właśnie tego się bałem... <opuścił wzrok, po czym podniósł oczy na ciebie>... że powiesz nie.
Ty: Kto powiedział, że  powiedziałam nie? Ja tylko chciałam zobaczyć twoja reakcję na  moje milczenie.
Harry: Czekaj... czyli, że odpowiedź to tak?
Ty: Oczywiście że tak, zostanę twoja panią Styles.
*Dajesz buziaka Harremu. Do hotelu idziecie z dobrą nowiną. A po powrocie do Londynu słyszysz w radiu jak Harry mówi: ”Pozdrawiam moją  panią Styles. Kocham cię [T.I]”. *


Opracowała : X                Korekta: B - "Kocham twoje błędy!"