poniedziałek, 30 lipca 2012

"Bring One Direction to Poland!"

Hej... Dziękuję wszystkim, którzy pomogli w akcji!! Przez dłuższy czas utrzymywaliśmy się na 4 miejscu w worldwide trends na Twitterze!! A ogólnie na światowej liście trendów byliśmy od 20:42 do 1:46 !! Potem byliśmy  już tylko na angielskiej liście trendów:) Najbardziej podobało mi się to, że wiele ludzi się przyłączało i pisało, że nie są z Polski, ale każdy zasługuje na to by spotkać chłopców! Najwięcej zagranicznej pomocy dostaliśmy około 2:00, kiedy Polska napisała, że idzie spać! Jak się okazało haterzy też się przyłączyli (nie umyślnie nam pomogali pisząc komentarze typu: "Bring One Direction to Poland we don't want them here!!"... Podczas akcji Liam wszedł jeden raz i Niall wszedł aż 2 razy!! Większość Diectioners miało limit tweetów (między innymi ja)... Ale najważniejsze, że akcja się udała, jeszcze raz dziękuję wszystkim za wspaniale spędzony czas!!
Wasza B


A oto kilka zdjęć z wczorajszej akcji, które szczególnie mi się spodobały... Polish Directioners, you're incredible!!




 Komentarz: " 'Bring One Direction to Poland' jest w trends!! "




















 


 


Wiem, że podobne jest wyżej, ale nie mogłam się powstrzymać przez ten zaciesz Harrego z tyłu:D






















PS: Wiem, że wczoraj nic nie wstawiłam, ale wystarczyła chwila nieuwagi i już spadaliśmy na ostatnie miejsce albo wylatywaliśmy z trendów, więc wtedy trzeba było to szybko odbudowywać... Ale dzisiaj coś wstawię, bo mam świetny humor i będę miała jeszcze lepszy jak wysprzątam calutki pokój! (Boże mniej mnie w opiece) A macie może jakieś życzenia? Błagam napiszcie cokolwiek!!

PSS:  Szykuje się kolejna akcja! Pomóżcie pobić nam poprzedni sukces! Plany są takie... Wstawiam post z strony na FB ----> One Direction Polska : "Po ostatnich sukcesach Polski w Trends, chciałybyśmy zorganizować akcje. Nie ma sensu robić ich codziennie, tak jak to już się zdarzało, więc następna wypadłaby w poniedziałek za tydzień (06.08). Do trends staramy się wejść z hasłem "Poland is Up All Life with 1D" (zwróćcie uwagę na wielkość liter). Akcja zaczęłaby się o godzinie 19. Kto jest za? Kto da radę być w poniedziałek o godzinie 19 podpisuje http://twitition.com/y5dro/ ! :) "

niedziela, 29 lipca 2012

Hej! 1D w Polsce! Pomocy!!

Hej... postaram się zaraz coś wstawić... a jeśli chodzi o tytuł... To pomocy!! Jest akcja... Jeśli macie twittera to wbijajcie i róbcie wszystko, żeby ' Bring One Direction to Poland ' było w trendach!! Może jak zauważą, że jest nas dużo i że nam tak bardzo zależy, to może przyjadą...Powiadomcie wszystkich!! Ja idę to wstawić na FB jeszcze.... I zaraz coś wstawię na bloga obiecuję, po prostu cały dzień u babci byłam... 
Wasza B


sobota, 28 lipca 2012

Imagine - Niall (VII) - part II




Dokończenie imaginu z zimą i paznokciem Nailem:D Mam nadzieję, że się spodoba...Jakieś życzenia albo preferencje na jutro??
Jestem otwarta na wszelkie komentarze!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    
<Ciąg dalszy...>

Długo zastanawiałaś się co włożyć, bo musisz wyglądać jednocześnie ładnie, ale i musi ci być wygodnie... w końcu łyżwy to sport. Zdecydowałaś się na fajny zestaw . Włosy rozpuściłaś tak jak dzisiaj rano. Zrobiłaś sobie delikatny i naturalny makijaż. Punktualnie o 7:00 usłyszałaś pukanie do drzwi, podbiegłaś do nich i otworzyłaś już gotowa do wyjścia. Nie zdziwiłaś się kiedy zobaczyłaś za drzwiami uśmiechniętego od ucha do ucha Nialla, który ubrany był w płaszcz i te same trampki, co rano... Cały czas trzymał ręce za sobą...
- Hej... - powitałaś go... Spojrzałaś na jego ręce i uniosłaś brwi...
- Cześć... - widząc twój wzrok uśmiech mu na chwile spełzł z twarzy i zastąpiła go mina małego chłopca, który coś przeskrobał... spojrzał w podłogę i zaczął - No bo widzisz, ja nie wiedziałem jakie kwiaty są twoimi ulubionymi... A ponieważ mamy zimę... - zaczął powoli wyciągać ręce przed siebie - To kupiłem ci... Gwiazdę betlejemską! 
Zdziwiona spojrzałaś na kwiat i zaczęłaś się śmiać, chłopak natomiast nie za bardzo wiedział co zrobić...
- Nie podoba ci się? - spytał zawiedziony.
- Nie jest doskonała! - przestałaś się śmiać, wzięłaś kwiat donicowy we własne dłonie, staliście na przeciwko siebie. Spojrzałaś mu w oczy, które wydały ci się jeszcze intensywniejsze niż o poranku... - Jest naprawdę piękna.
- Tak, ale nie dorównuje twojej urodzie... - powiedział Niall lekko się uśmiechając.
Ty uniosłaś się delikatnie na palcach i pocałowaś go w policzek, a kiedy się od niego odsunęłaś, zauważyłaś że chłopak się chyba trochę zarumienił, co wywołało u ciebie jeszcze szerszy uśmiech...
- Tak bardzo się postarałeś. - spojrzałaś na kwiat, a potem przeniosłaś wzrok znów na niego - Jeszcze nigdy nie dostałam kwiatu w doniczce!- cofnęłaś się dwa kroki do tyłu i na najbliższej półce położyłaś ten wyjątkowy prezent - Chcesz wejść?
- Nie... to znaczy... my... znaczy ty i ja... - zaczął trochę kłopotliwie, a ty się zastanawiałaś czy też czasem denerwujesz się w taki sposób w jego towarzystwie.
- Musimy iść... To chodźmy... - uśmiechnęłaś się i wyszłaś na klatkę schodową, zamknęłaś drzwi i oboje wyszliście na dwór. Poszliście dobrze znaną ci drogą, cały czas rozmawialiście i mieliście okazję lepiej siebie poznać... Niall i ty byliście, jak się okazało, częstymi bywalcami na stadionie hokejowym, na który się wybieraliście by pojeździć. Mieliście nawet swoje własne łyżwy, więc kiedy dotarliście kupiliście tylko bilety, włożyliście łyżwy, zostawiliście niepotrzebne rzeczy w szatni i ruszyliście na lód... Cały czas rozmawialiście, więc jazda nie była zbyt szybka, ale i tak po tym z jaką łatwością mijaliście przeszkody na drodze było widać, że to wasz żywioł. 
- Rzeczywiście jesteś mistrzynią... - zaśmiał się w czasie rozmowy Niall.
- Hah... Mówisz o łyżwach...? - spojrzałaś mu w oczy, a potem twój wzrok pokierował na wasze złączone dłonie, już od dłuższego czasu trzymaliście się za ręce, znów podniosłaś wzrok i na widok kiwającej twierdząco głowy Nialla, dodałaś - Ale jak widzę, też jesteś bardzo dobry...
- Bardzo dobry? - podniósł obie brwi do góry, uśmiechnął się cwaniacko i cały czas świdrując cię swymi hipnotyzującymi oczami dodał - Ja... moja droga mistrzyni... Mogę się założyć, żebym ciebie pokonał...
- Ah tak? - teraz ty też podniosłaś brwi do góry i odwzajemniłaś cwaniacki uśmiech mówiąc - Powątpiewam, ale skoro twoje ego się tego domaga, żebyś poniósł porażkę, to możemy to sprawdzić... Może jakieś małe zawody? - podkreśliłaś ostatnie słowo.
- Świetnie!- powiedział zadowolony i pewny siebie - kiedy tylko chcesz i gdziekolwiek chcesz - nachylił się bardziej do ciebie z tym swoim cwaniackim uśmiechem, który nagle zszedł z jego twarzy i było widać, że chłopak się waha, już myślałaś, że odda walkowerem, ale po chwili powiedział - To znaczy wszędzie, gdzie chcesz, o ile tam jest lód...
Uśmiechnęłaś się szeroko i spojrzałaś przed siebie.
- To może tu i teraz? - znów spojrzałaś w oczy Niallowi.
- Świetnie! Zasady i kto nas wystartuje...
- Mhm... To zasady... Gonimy siebie nawzajem  i omijamy tych wszystkich ludzi, którzy stają się takimi jakby przeszkodami i gramy dopóki nie poleje się pierwsza krew...
- Oh, kurczę - wydał się strapiony - A nie możemy tak dopóki, no nie wiem... Skończy nam się karnet?
- No masz rację, tak będzie chyba łatwiej.- wyrwałaś dłoń z jego uścisku, wyrwałaś się do przodu, zrobiłaś piruet  i zaczęłaś jazdę tyłem - Goń mnie!
Niall od razu przyspieszył i jechał za tobą... Goniliście się tak przez dobrą godzinę, często się zdarzało że Niall cię doganiał i gonienie przejmowałaś ty, ale to nie trwało długo bo zawsze podchodziłaś go podstępem... Teraz ludzi na lodowisku było coraz więcej, goniłaś Nialla już od dłuższej chwili, bo było na serio trudno wymijać innych, a lód stał się mniej twardy. Wreszcie  znalazłaś jakąś lukę i przyspieszyłaś, zauważył to w ostatniej chwili i jechał przez dłuższy czas odwrócony... Oboje się śmialiście i jechaliście z naprawdę zawrotną szybkością... Już prawie go dogoniłaś, ale sobie przypomniałaś, że lodowisko jest przecież okrągłe i w ostatniej chwili zdołałaś zawołać...
- Niall, odwróć się... Ściana! - krzyknęłaś, ale było już za późno... Pomimo zdolności chłopak, kiedy spojrzał przed siebie nie zdążył ani wyhamować, ani skręcić i uderzył z dużą siłą w barierkę... Podjechałaś do niego i uklęknęłaś obok leżącego na lodzie Nialla...Nachyliłaś się nad nim.
- Boże... Przepraszam to moja wina... Gdyby nie ja, to byśmy w ogóle w to nie grali i...
- Cii... - objął twoją twarz mokrą od lodu dłonią - Tak na serio to moja i mojego ega wina... Ale było warto, z tej perspektywy wyglądasz jeszcze piękniej...
- Chyba za mocno uderzyłeś się w głowę, że tak gadasz... - I odruchowo twój wzrok powędrował od tych jego hipnotyzujących oczu i spojrzałaś trochę wyżej... Na jego czoło, na którym zauważyłaś delikatne rozcięcie, z którego leciała mocno krew, jak przystało na studentkę medycyny zatamowałaś ją rękawiczką, którą miałaś akurat w dłoni...
- Niall, ja sobie nie żartuje... Krew ci leci, chodź wstawaj... opatrzę to. - zdjęliście łyżwy, chwyciłaś go za ramię i pomogłaś mu wstać.
- To takie miłe z twojej strony... - szliście w stronę wyjścia po drugiej stronie lodowiska w samych skarpetkach -  Że nie zostawisz mnie na lodzie... Hah, kumasz zostawić na lodzie?
- Niall, chyba serio mocno się uderzyłeś i nie mówię tu o tej ranie... - Niall lekko się zachwiał, na szczęście już doszliście, więc chwycił się barierki i usiadł na najbliższej ławce...
- Wiesz... - chciałaś kontynuować, ale ci przerwał.
- To takie słodkie, że mnie udajesz z tym "wiesz".. wiesz? - spojrzał ci w oczy, a ty spanikowana jego raną i zachowaniem, nawet się nie uśmiechnęłaś... Ktoś do was podszedł z apteczką. Trudno było w końcu nie zauważyć takiej rany... Gdyby nie twoja rękawiczka Niall pewnie miałby połowę twarzy we krwi.
- Dziękuję... - wzięłaś apteczkę od osoby, która sprawdzała wam bilety - Ja to zrobię, jestem na studiach medycznych, szwy to dla mnie łatwizna!
- W takim razie... - spojrzał na uśmiechniętego od ucha do ucha Nialla - zostawiam cię w dobrych rękach - znów spojrzał na ciebie i odszedł.
- Niall, pójdziemy do toalety i to opatrzę, okey? - spytałaś i czekałaś na odpowiedź, którą dostałaś tuż po chwili...
- Okey, ale nie musisz... - zaczął, ale urwał myśl, przestał się uśmiechać i powiedział - Przepraszam, psuję naszą randkę...
- Wcale jej nie psujesz, to był wypadek, który mógł się przytrafić każdemu... Poza tym nie psujesz jej, tylko właśnie sprawiasz że jest wyjątkowa - uśmiechnęłaś się do niego, a on to odwzajemnił... - Wszystko już okey?
- Taa... Kręciło mi się w głowie i byłem zdezorientowany, ale teraz jest lepiej... Chyba nie byłem trochę sobą...- wstał - Idźmy do tej toalety, zanim się wykrwawię na śmierć!
Zaśmialiście się, ale byłaś trochę nerwowa... Stanęliście na przeciwko drzwi do męskiej i damskiej toalety.
- Do której?
- No cóż... Ty pewnie wolałbyś do męskiej... - Niall wzruszył ramionami - Ale ja wolę do damskiej, bo no wiesz... - spojrzeliście sobie w oczy i się uśmiechnęliście - Pisuary nie są w kabinach...
Niall się zaśmiał.
- Czy jako przyszła lekarka nie powinnaś przyzwyczajać się do takich widoków?
- Niall! Po tym uderzeniu rzeczywiście nie jesteś sobą albo jesteś i to za bardzo...Idziemy do damskiej... - pociągnęłaś go za rękę i zaprowadziłaś do pierwszej kabiny i weszłaś tam razem z nim. Zamknęliście drzwi, Niall usiadł na klapie i się nachylił nad tobą, bo klęczałaś przed nim, tak że on patrzył na ciebie z góry (Bez podtekstów proszę, w szczególności tyczy się to X). Zaczęłaś wyciągać potrzebne przybory... Wodę utlenioną, chusteczki higieniczne, waciki, plaster i o dziwo nawet szwy! Myślałaś, że będziesz musiała zadowolić się zwykłą nitką, ale jak widać... Przewidziano każdy wypadek. Zdjęłaś rękawiczkę z czoła, rana nie wyglądała za ciekawie. Podniosłaś butelkę z wodą utlenioną do jego skroni, ale po drodze napotkałaś jego zdenerwowane spojrzenie...
- Nie musisz się bać... Naprawdę jestem na wydziale chirurgicznym... 
- Wiem... - nachylił się bardziej do twojej twarzy - Widziałem grafik obok mojego plakatu - uśmiechnął się, a ty wykorzystałaś ten moment i zaczęłaś polewać ranę wodą - Auu! Nigdy tego nie lubiłem!
- Hah, ja też nie... Jak byłam mała, mama dawała mi za to jakąś nagrodę... - odwróciłaś wzrok od rany i wasze spojrzenia się skrzyżowały.
- A ja dostanę jakąś nagrodę? - uśmiechnął się cwaniackim uśmiechem, a ty znów polałaś ranę wodą utlenioną... - Dobra, kumam! Auu...- nastąpiła chwila ciszy, ale nie na długo...
- Dlaczego chcesz być chirurgiem?
- Chciałabym ratować ludzkie życie... - wycierałaś już zdenazyfikowaną ranę i wyciągnęłaś igłę ze specjalnymi metalowymi nitkami, przyłożyłaś igłę do rany, a Niall głośno przełknął ślinę...
- Więc... chirurgia plastyczna odpada... Jaką specjalizację chcesz wybrać?
- Oh... widzę że ktoś się tutaj na tym zna... - spojrzałaś mu w oczy i się uśmiechnęłaś, podałaś już mu wcześniej znieczulenie, które, co dziwne, też znalazłaś w apteczce...Ale ponieważ to był stadion hokejowy i takie wypadki były tu codziennością, jakoś zbytnio cię to nie zaintrygowało...Jeszcze nie zaczęłaś zaszywać i właściwie nie wiedziałaś na co czekasz...
- Tak, kuzyn został chirurgiem 3 lata temu... - uśmiechał się już całkiem swobodnie.
- Myślę o neurologii albo kardiologii... - odpowiedziałaś.
- Hah, to mój przypadek nie przyda ci się w CV.
- No nie zupełnie... Gdybyś po upadku miał wstrząs mózgu, można to zaliczyć pod przypadek neurologiczny...
- A gdyby wziąć pod uwagę to, że serce bije mi jak oszalałe kiedy cię widzę, to można mnie zaliczyć pod przypadek kardiologiczny...
Spojrzeliście sobie w oczy, wasze twarze były naprawdę blisko, trwaliście tak dłuższą chwilę i może coś by się stało, ale przerwałaś ten moment...
- Wiesz... - krzywy uśmiech - to nie będzie teraz zbytnio przyjemne, chociaż nie powinieneś czuć po znieczuleniu... - wolnymi ruchami zaczęłaś przekładać igłę, a Niall uśmiechał się krzywo.
- Kiedyś już miałem zakładane szwy... - nie spojrzałaś mu w oczy, bo musiałaś być teraz skupiona na czymś innym... - na kolanie, bo przewróciłem się na rowerze w górach... - Niall zaczął opowiadać swoją przygodę. Słuchałaś go i zdążyłaś skończyć wraz z jego ostatnimi słowami kończącymi historię.
- Dziękuję za pomoc, Pani Doktor - uśmiechnął się do ciebie, a ty położyłaś na ranie zwilżony wacik i przykleiłaś go plastrem.
- Koniec... Nie ma za co, to była chyba moja najciekawsza operacja.
Zaśmialiście się oboje.
- Tak naprawdę to nie sądziłem, że mówiłaś na serio o tym, że będziemy się gonić do polania się pierwszej krwi...
Znowu się zaśmialiście, wstaliście, oddaliście apteczkę, zdaliście sprawozdanie, ubraliście się i wyszliście z hali na świeże powietrze. Niall zaproponował, że odprowadzi cię do domu, a ty nie protestowałaś, było już na serio późno. Po drodze rozmawialiście i dużo żartowaliście. Szliście bardzo blisko siebie, a wasze ramiona się stykały... W końcu Niall wziął cię za dłoń... Wasze spojrzenia się skrzyżowały, oboje spuściliście wzrok i najprawdopodobniej zarumieniliście się jeszcze bardziej, co było nieoczekiwane po tym, jak na lodowisku jeździliście tak dłuższą chwilę. Przechodziliście obok budki z lodami otwartej do 24:00...Spojrzałaś na nią, a wzrok Nialla powędrował za twoim.
- Czy moja mistrzyni ma ochoty na lody? - spytał patrząc ci w oczy.
- Cóż... Nie wiem czy to dobry pomysł, no wiesz... - uśmiech - jest zima. - Niall odwzjajemnił uśmiech...
- Pani doktor powinna to wiedzieć - jedna brew poszła mu lekko w górę, a ty nie mogłaś oderwać wzroku od tych jego hipnotyzujących oczu - że lody w zimę są najzdrowsze z powodu na niską amplitudę temperatur... - spojrzał w niebo, jakby powiedział najmądrzejszą rzecz w życiu, a ty się zaśmiałaś i spojrzałaś przed siebie. Poszliście na lody, Niall wziął truskawkowe, a ty miętowe z czekoladą - twoje ulubione. Szliście naprawdę wolno w stronę domu i cały czas nie mogliście przestać się wygłupiać, bo zrobiliście sobie konkurs kto więcej rozśmieszy drugą osobę... Jak się okazało oboje byliście w tym mistrzami:) Niall wziął cię na ramiona, zaczęłaś się głośniej śmiać i prosić, żeby cię puścił.
- Zaraz rzucę cię w śnieg!! - śmiał grożąc ci, ale po chwili puścił cię na ziemie...Byliście strasznie zaśmiani.
- Wiesz, co... - stanęłaś bardzo blisko naprzeciwko niego, przysunęłaś swoją twarz do jego, tak że wasze nosy prawie się stykały - Goń mnie! - i zaczęłaś uciekać... Niall się zaśmiał i rzucił się biegiem za tobą. Słyszałaś jak krzyczał za tobą, że tym razem cię dogoni i dogonił... tuż pod drzwiami twojej kamienicy... 
- Haha! Mam cię! - chwycił cię pod rękoma, podniósł cię i okręcił się razem z tobą na ramionach dookoła. Postawił cię na ziemi, stanęliście naprzeciwko siebie w framudze drzwi kamienicy. Na noc drzwi główne były zamykane, ale miałaś klucz, więc to nie był problem...
- To był najwspanialszy dzień w moim życiu... pomimo tych szwów - powiedział Niall.
- Mój też... - spojrzałaś mu w oczy z dołu, bo byłaś niższa.
- Nie ustaliliśmy nagrody w naszym konkursie na łyżwach i tego co teraz ja wygrałem... - spojrzał ci w oczy, a ty znów nie zdążyłaś się opanować i po prostu utonęłaś w jego tęczówkach... Przygryzłaś wargę, a Niall uśmiechnął się bardziej...
- Wiesz... - uśmiechnęłaś się szeroko - Ustalimy to przy następnej okazji, co?
- Ooo... No jasne - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Staliście naprzeciw siebie w framudze i wymienialiście spojrzenia. Wyciągnęłaś klucze od mieszkania oraz drzwi i zaczęłaś się nimi bawić...
- Wiesz... - uśmiech - Na mnie już chyba pora - powiedział Niall, zaczynając schodzić do ciebie tyłem po schodach, aby zejść na ścieżkę wiodącą do chodnika...
- Do zobaczenia później - zawołałaś kiedy chłopak był już prawie przy chodniku, obrócił się, uśmiechnął się krzywo i pomachał ręką... zaczął odchodzić... Zaczął padać śnieg. Obróciłaś się do niego tyłem i chciałaś otworzyć drzwi, jeszcze raz obróciłaś się za Niallem, z zaskoczeniem odkryłaś, że wasze spojrzenia się skrzyżowały... Odwróciłaś się do niego... A reszta trwała tak szybko, że nie zauważyłaś, jak to się stało. Zeszłaś po schodach, a Niall wbiegł znów na ścieżkę, wziął cię w ramiona.
- [Twoje imię] ten jeden dzień wystarczył, żebym się w tobie zakochał... - powiedział przysuwając swoją twarz do twojej...
- Ja cię też... - nie zdążyłaś dokończyć, bo przerwał ci namiętnym pocałunkiem, który był równie namiętny jak hipnotyzujące są oczy tego Irlandczyka. Ta chwila wydawała ci się wiecznością, pomimo że trwało to kilka sekund, wiedziałaś że był to twój najlepszy pocałunek w życiu... Oderwaliście się od siebie...
- Poprawka... teraz to był mój najlepszy dzień w życiu... - powiedział i oboje się zaśmialiście, po czym dodał - Ja już odebrałem moją nagrodę za to, że cię złapałem... - uśmiechnął się i zaczął odchodzić zostawiając cię w połowie dróżki do chodnika...
- Niall! - zawołałaś za nim, chłopak się odwrócił, a ty do niego podbiegłaś, rzuciłaś mu się w ramiona i odwzajemniłaś namiętny pocałunek sprzed chwili, a po nim nachyliłaś się do jego ucha i mu wyszeptałaś...
- Teraz ja też odebrałam swoją nagrodę - przygryzłaś wargę i zaczęłaś się cofać do mieszkania przodem do chłopaka...
Niall uśmiechał się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, tego uśmiechu nie było sposobu, żeby nie odwzajemnić...
- Do następnego razu... - powiedziałaś i wbiegłaś po schodach, otworzyłaś drzwi i rzuciłaś się pędem do mieszkania, weszłaś do swojego pokoju i podeszłaś do okna... Niall nadal stał przed kamienicą, więc otworzyłaś okno i zawołałaś...
- Ej, bo cię przysypie do rana - spojrzał w stronę okna i ci pomachał... po czym odszedł...
Prawie nie mogłaś zasnąć, nie mogłaś uwierzyć że twoje marzenia się tak łatwo spełniły i że pierwszy raz w życiu jesteś tak na serio zakochana... Współlokatorka natomiast o mało nie zemdlała na wieść o wybrańcu twojego serca, który oddał ci swoje w zamian... Z trudem położyłaś się do łóżka, zasnęłaś i wstałaś jak zwykle o szóstej... Znów padał śnieg w nocy... Ubrałaś się wyjątkowo, bo był piątek i po prostu miałaś taki kaprys... Uznałaś, że dziś też pójdziesz po chleb serowy... Chciałaś spotkać Nialla, a przy okazji kupić ulubiony chleb... Wyszłaś przed kamienicę i zauważyłaś jak ktoś pochylony odgarniał ostatnie grudy śniegu ze ścieżki... 
- Dzień dobry, Panu! - zawołałaś... ale jak się okazało osoba się wyprostowała i nie był nią Pan Nelson.
- Niall - zawołałaś radośnie i rzuciłaś się mu w ramiona, chłopak przytulił cię...
- No nie sądziłem, że jesteśmy na Pan/Pani... - zaśmiał się - Ślicznie dziś wyglądasz, nie spodziewałem się takiego miłego powitania... - uśmiechnął się szerzej, a ty zaczęłaś się rumienić...
- Idziesz ze mną po chleb z serem? - spytałaś. Chłopak przytaknął i udaliście się w stronę piekarni. Po drodze rozmawialiście ze sobą jeszcze swobodniej niż wczoraj kiedy pokonywaliście prawie tą samą trasę.
- Z głową wszystko okey?
- Tak, miałem w końcu najlepszego lekarza na świecie! - zarumieniłaś się jeszcze bardziej - Stój na chwilę - Niall zatrzymał cię i stanął blisko naprzeciw ciebie - Mam jedno pytanie... Chcesz być moją dziewczyną? - spytał się odgarniając ci pasemko włosów za ucho.
- Głuptasie, już nią jestem! - powiedziałaś i delikatnie, a zarazem czuło złożyłaś pocałunek na jego ustach, tak że one tylko delikatnie się muskały...
- To dobrze... A i jakbyś oglądała nasz wywiad albo jakbyś gdzieś coś przeczytała...- zaczął z tą samą miną, którą znałaś już z dnia wczorajszego... mina kogoś, co coś przeskrobał...
- Dobra, co zrobiłeś? - spytałaś unosząc jedną brew i krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Mów...
- Chodzi o to, że chłopcy powiedzieli wczoraj przy reporterach o tobie, no i jakoś tak wyszło... Że im trochę o tobie opowiedziałem i powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną... - zakończył z głupim uśmiechem...
- Jeśli nikt nie będzie mnie śledził, to ci wybaczę... - pocałowałaś go w policzek, po czym się spytałaś - To głównie wina Harrego co nie?
Pokiwał głową, zaśmialiście się i znów ruszyliście w stronę piekarni. Kiedy doszliście na miejsce, Niall otworzył ci drzwi tak samo jak wczoraj. Przywitał was uśmiechnięty Tom... Przedstawiłaś Toma Niallowi, a oni wymienili uściski rąk, chłopcy sobie żartowali i było widać, że się lubią.
Poprosiliście o dwa bochenki chlebowe i już szliście do wyjścia, aż...
- [Twoje imię] widzę, że mój plan wypalił... a nie byłbym w stanie ukrywać to w tajemnicy... Niall nie kupił wczoraj ostatniego bochenka, miałem jeszcze kilka, ale no... musiałem coś zrobić! - powiedział zdesperowany.
- Co?! - powiedziałaś uniesionym tonem, po czym się opanowałaś, spojrzałaś na swojego chłopaka... - Na szczęście wszystko poszło dobrze... wybaczam ci, a właściwie... Dziękuję, Tom!
- Ja też dziękuję! - dołączył się Niall.
- Ah... To dobrze! Kamień mi spadł z serca! Ale koleś, pamiętaj że [Twoje Imię] jest dla mnie jak siostra, więc jak coś jej zrobisz...
- Spokojnie, to ona mi coś szybciej zrobi - powiedział blondyn wskazując na ogromny plaster na czole. Wybuchnęliście śmiechem, ale Tom wydał się zdezorientowany. Wyszliście z piekarni i znów zjedliście śniadanie w swoim towarzystwie... Jeszcze tego samego dnia poznałaś resztę zespołu i dopiero wtedy uświadomiłaś sobie, że znalazłaś właśnie kilka ciekawych przypadków neurologicznych...

<KONIEC>

Opracowała: B - Ach, z tymi łyżwami i szwami to na serio moje marzenie...Co prawda co do mojego przyszłego zawodu już zdążyłam zmienić zdanie, ale zakładanie szwów mam już opanowane... A i chciałabym zobaczyć cwaniacki uśmiech Nialla...
PS: Co sądzicie o Ceremonii Otwarcia Letnich Igrzysk 2012 w Londynie?
PSS: Nasi chłopcy będą czwartymi z kolei artystami występującymi na Ceremonii Zamknięcia :D






piątek, 27 lipca 2012

Imagine - Niall (VII) - part I






Dobra przeczytałam Imagine urodzinowy dla mnie od X , który okazałam się całkowitym arcydziełem! Moje poszanowania i wielkie dziękuję dla Ciebie kochana!! 
 A teraz czas na dzisiejszego imagina... Proszę o niekrytykowanie mnie,że jest nie na czasie bo piszę o zimie, a mamy lato, ale po prostu ten pomysł chodził za mną od dłuższego czasu... Więc na ochłodę zimowy imagine z naszym słodkim (i chyba nie za dobrym na ochłodę) Irlandczykiem;D Chyba będzie trochę długi...
-----------------------------------------------------------------
     

Mieszkasz w Londynie od niedawna i jesteś na pierwszym roku studiów na wydziale medycyny, a twoim największym marzeniem i celem życiowym zarazem jest zostanie chirurgiem i ratowanie innym życia…
To był chłodny, mglisty poranek kiedy wstałaś, jak to miałaś w zwyczaju,  o szóstej rano… Mieliście teraz trochę luzu na uniwersytecie, bo sesja skończyła się niedawno i jak zwykle poszła ci rewelacyjnie, w końcu medycyna to twój żywioł. Wyciągnęłaś rękę i wyłączyłaś budzik, odrzuciłaś kołdrę, usiadłaś i się przeciągnęłaś… Otworzyłaś oczy i wyjrzałaś za okno… Otworzyłaś je jeszcze szerzej, wyskoczyłaś z łóżka, podbiegłaś do okna… oparłaś ręce na parapecie i się szeroko uśmiechnęłaś pokazując swoje wszystkie zęby… To był twój szczery i najradośniejszy uśmiech… A dzisiejszym jego powodem były drobne płatki śniegu wirujące w powietrzu. Uwielbiałaś lato, ale zawsze wolałaś zimę… Była niebezpieczniejsza, bardziej tajemnicza i na pewno miała więcej sportów i zabaw, w które byłaś dobra… Narty, snowboard, łyżwy, sanki, jabłuszka (dupoloty, jak kto woli), bitwy na śnieżki, lepienie bałwana… Patrząc przez okno już nie mogłaś się doczekać kiedy wyjdziesz na dwór i będziesz się rozkoszować śniegiem i rześkim powietrzem... "Jaką masz na dziś dla mnie tajemnicę?" - powiedziałaś sama do siebie...  Poszłaś do łazienki i wyszykowałaś się jak najszybciej mogłaś, a potem podbiegłaś do szafy i wybrałaś luźny zestaw zimowy.  Spod czapki na ramiona spływały ci twoje rozpuszczone włosy... Wzięłaś portfel i telefon do torby, zamknęłaś drzwi od swojego mieszkania, które wynajmowałaś z koleżanką, ale ona teraz została na noc u swojego chłopaka... Zbiegłaś po schodach i wyszłaś frontowymi drzwiami kamienicy na dwór. Przed kamienicą spotkałaś Pana Nelsona - jednego z twoich sąsiadów z kamienicy. Pan Nelson był na emeryturze i był naprawdę w sędziwym wieku, ale miał końskie zdrowie... Grał w tennisa, chodził na dyskoteki ze swoją żoną i codziennie rano biegał (wcale nie opisuje naszego 75-letniego nauczyciela fizyki)... Nie zdziwiłaś się, że go tutaj spotkałaś, Pan Nelson zawsze odśnieżał schody i przejście na chodnik w zimę... 
- Dzień dobry, Panu! - zawołałaś radośnie i podniosłaś rękę do góry w geście powitania.
- Ach, dzień dobry, panienko! Jeszcze szósta, a panienka na nogach? - ach ten poczciwy pan Nelson... nigdy nie mógł pojąć, że ludzie młodsi od niego mogą wstawać o tej samej porze, co on sam.
- Hah, tak... Nie mogłam się doczekać, bo widzi pan... - nie dokończyłaś bo ci przerwał...
- Bo uwielbiasz zimę... Tak jak ja! - uśmiechnął się, co odwzajemniłaś - Dobrze, biegnij już dziecko, jak tak nie możesz się doczekać... Tylko uważaj na siebie!
- Tak, będę i dziękuję... Miłej pracy... - zawołałaś na koniec i kiedy już szłaś chodnikiem, usłyszałaś za sobą jeszcze :"Dziękuję". Mieszkałaś w małej dzielnicy oddalonej trochę od centrum, szłaś teraz prosto do piekarni twojego dobrego znajomego... Już prawie czułaś smak świeżego, chrupiącego bochenka z serem, który zjesz na śniadanie po tym jak wrócisz do mieszkania... Chleb z serem był twoim ulubionym pieczywem i zawsze kupowałaś go na śniadanie, kiedy mogłaś sobie na to pozwolić... Sprzedawano go w kilku miejscach, ale u twojego kolegi Toma, który pracował w rodzinnej piekarni, był najlepszy. Dotarłaś już do miejsca i chciałaś otworzyć drzwi, osoba która chciała wyjść, otworzyła ci je wciskając pakunek z zakupami pod pachę, a wolną ręką zapraszając cię do środka... Po ubiorze i sylwetce mogłaś wywnioskować, że był to wyższy od ciebie (marzenie) chłopak w zimowym płaszczu, jeansach, spod czapki pilotki wystawały mu blond włosy, ale nie zwracałaś zbytnio na to uwagi bo zdążyłaś już utonąć w jego niesamowitych oczach...W oczach, które wydały ci się jakieś znajome... Patrzyliście tak w sobie w oczy stojąc w przejściu, aż w końcu upuściłaś wzrok i zaintrygowało cię coś, co zupełnie nie pasowało do tego całego zimowego stroju... Chłopak miał na nogach trampki! Uśmiechnęłaś się na ten widok swoim szerokim uśmiechem, podniosłaś wzrok na niego.
- Dziękuję - powiedziałaś ze skinieniem głowy nadal się uśmiechając, po czym weszłaś wgłąb piekarni.
Chłopak  patrzył na ciebie jeszcze dłuższą chwilę trzymając drzwi, po czym pokręcił głową, wychodząc obrócił za tobą głowę i się potknął... Usłyszałaś jakieś przekleństwo i się obróciłaś... Zobaczyłaś jeszcze jak nieznajomy kierował się w prawą stronę, a potem odwróciłaś się w stronę swojego kolegi, który stał za ladą, oparty na ramionach i miał minę pod tytułem: "Wiem co się świeci... Ale może powiesz mi o co chodziło? Czyżby ktoś tu był zakooochany??"
- Cześć Tom! - powiedziałaś swoim uprzejmym tonem, po czym go zbeształaś - Mógłbyś przestać się na mnie gapić, jak bym była jakimś nowym eksponatem w muzeum?
- Hej [Twoje Imię]... Też cię miło spotkać... - uśmiechnął się - To był twój kolega? Czemu ja go nie znam?
- Sam wiesz, że to nie był... - zaczęłaś nie za miłym tonem i  Tom ci przerwał ...
- Jak się na siebie patrzyliście! A potem on nie mógł od ciebie oderwać oczu! Biegnij za nim, dziewczyno! Nic tylko nauka ci w głowie, a co z twoim życiem?!
- Jak to sprytnie zauważyłeś... To moje życie! - dopowiedziałaś mu w taki sam sposób jak on to zrobił, po czym już obojętnie i normalnie dodałaś... - Dla mnie to co zwykle...
- No nie wiem... Bo widzisz... Nie sądziłem, że przyjdziesz, a ten gość zgarnął ostatni, twój ulubiony bochenek...
- Co?! - powiedziałaś zaskoczona, ale i jednocześnie zrezygnowana... Kierowałaś się już w kierunku wyjścia...
- Biegnij, może się podzieli... Do jutra!
- Ta, do jutra - odparłaś trochę oschle... Nie miałaś zamiaru pytać nieznajomego, czy się z tobą podzieli, a co dopiero go szukać... Szłaś trochę inną drogą, by dojść do innej piekarni. Cały czas rozmyślałaś i nie zauważyłaś jak na kogoś wpadłaś...
- Ojej, przepraszam, ja nie... - zaczęłaś, a potem spojrzałaś na osobę, z którą się zderzyłaś... Nie mogłaś uwierzyć...
- O hej... My się już znamy, co nie? Z piekarni... Miło cię znów widzieć - powiedział uprzejmie i się szeroko uśmiechnął, ale nie dałaś rady tego odwzajemnić, bo spojrzałaś w jego oczy, a potem odwróciłaś wzrok od tych boskich tęczówek, żeby znów nie odpłynąć... Spojrzałaś na pakunek pod pachą... Cieszyłaś się, że jest zimno i masz rumieńce od temperatury, bo w innych okolicznościach pewnie miałabyś rumieńce, ale oznaczały by one zupełnie coś innego... - Lubisz chleb z serem? - spytał chłopak, a ty mimowolnie spojrzałaś w jego oczy obiecując sobie, że dasz teraz radę...
- Szczerze mówiąc to mój ulubiony, a ty kupiłeś ostatni... - chłopak przestał się uśmiechać, pokiwał głową patrząc na wyjęty z pod pachy pakunek...
- Wiesz... To też mój ulubiony. Pomimo odległości zawsze przyjeżdżam tutaj po niego, bo tu jest najlepszy. Ale ty chyba o tym wiesz...- spojrzał na ciebie i się uśmiechnął, co odwzajemniłaś... - Wiesz, mam taki pomysł... Usiądźmy na ławce i zjedzmy go na pół... Bo no widzisz, całego ci nie oddam - uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ty uczyniłaś to samo... Pomyślałaś, że Tom ma chyba trochę racji, ale mimo to nie chciałaś tego robić, co zrobiłaś chwilę później...
- Wiesz... - odpowiedziałaś mu tak jak on to robił - Mieszkam niedaleko... Może pójdziesz ze mną do mieszkania i tam zjemy śniadanie? Tam jest ciepło i... umiem robić świetną gorącą czekoladę... - patrzyłaś w jego oczy, które się do ciebie śmiały...
- Wiesz... To chyba nie taki zły pomysł... Poza tym ta czekolada, jakoś mnie bardzo przekonuje...
Poszliście chodnikiem w stronę twojej kamienicy, żartowaliście sobie i rozmawialiście o pogodzie i o zimie, która się okazała również ulubioną porą roku twojego rozmówcy... Weszliście do mieszkania i zdjęliście płaszcze. Chłopak miał na sobie sweter w renifery, który wydał ci się na serio słodki i uroczy... Zaprowadziłaś go do kuchni,która była jednocześnie przedsionkiem, bo mieszkanie jest na serio małe... Razem przygotowaliście śniadanie... On pokroił chleb na kromki, a ty zrobiłaś prawdziwą gorącą czekoladę. On odsunął ci krzesło, usiedliście na przeciwko siebie przy stole... zaczęliście jeść cały czas rozmawiając...
- Ach, przepraszam...Ty mnie do domu zapraszasz, a ja nawet ci się nie przedstawiłem... - powiedział patrząc ci w oczy, po czym się uśmiechnął i dodał - Jestem Niall...
- Fajne imię... Ja jestem [Twoje Imię]. Jak to się pisze... Tak jak paznokieć? - spytałaś, ale dokładnie wiedziałaś jak to się piszę, pomimo tego że Nialla znałaś tylko jednego... Tego z twojego ulubionego zespołu... Zamarłaś, ale Niall się zaśmiał, a ty uśmiechnęłaś się jak najszerzej potrafiłaś...Niall przestał się śmiać i nachylił się bardziej nad stołem...
- Masz najładniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałem... Powinnaś uśmiechać  się częściej - wyprostował się i się uśmiechnął, "teraz na pewno widać twoje rumieńce" pomyślałaś... Chłopak spojrzał za ciebie, gdzie wisiała tablica korkowa, uśmiech zszedł z jego twarzy, aby zastąpiła go mina myśliciela... Musiałaś to dobrze rozegrać, nie może się wydać... Już miałaś siebie za idiotkę, ale wiedziałaś że potrzebujesz tylko jednego spojrzenia na plakat wiszący na ścianie, żeby się upewnić, że to o czym tak marzyłaś, nagle stało się prawdą... Ale nie zdążyłaś, bo Niall przeniósł spojrzenia na ciebie...
 - Jesteś fanką One Direction? - powiedział uśmiechając się i wskazując palcem za wiszącą za tobą tablicę...
- Właściwie to moja współlokatorka... - obejrzałaś się i zauważyłaś tego blond chłopaka na plakacie, tego samego co siedział teraz z tobą przy stole..."Co mam do zaryzykowania?" - pomyślałaś, po czym dodałaś - Jestem waszą wielką fanką... ale wyszłam na idiotkę, nie wiem czemu cię wcześniej nie rozpoznałam... - spojrzałaś na niego - Może to przez te hipnotyzujące oczy...
- Oczy? - spojrzał na ciebie zaciekawionym spojrzeniem i wydawał się rozbawiony... - Czy to takie dziwne, że irlandzki paznokieć ma oczy? 
Wybuchnęłaś śmiechem, a Niall poszedł w twój ślad...
- Chodziło mi o to, że nie wiedziałam że masz takie wyraziste tęczówki, zawsze mi się wydawało że melanina twoich rogówek ma słabszy odcień... 
- Nic nie zrozumiałem, oprócz "masz na serio ładne oczy"... Poza tym daj spokój... - obrócił oczami - Mogłaś mnie nie rozpoznać, miałem czapkę i płaszcz i... Czy ty powiedziałaś, że ja cię hipnotyzuję??
- Poniekąd tak... - odpowiedziałaś wahając się.
- [Twoje Imię] to ty mnie hipnotyzujesz... Swoim uśmiechem i nieziemsko ładnymi oczami... i ja... Ja myślę, że... - spuścił wzrok i spojrzał na stół i patrząc cały czas w niego dokończył - Ja myślę, że jesteś w moim typie...
- Co? A no tak kiedyś wyznałeś, że wystarczy być waszą fanką, aby być w twoim typie... - uśmiechnęłaś się, ale czułaś lekki niedosyt.
- Wiesz, że nie o to chodzi... Chociaż fakt ten jeszcze bardziej mnie uszczęśliwił... - spojrzał ci w oczy i oboje się uśmiechnęliście... - Jesteś wyjątkowa... Też jak ja lubisz zimę i jesteś pierwszą osobą, którą znam i która lubi serowy chleb!
- Daj spokój, nie rozumiem jak można go nie lubić! - zaśmiałaś się, znów utonęłaś w napotkanych przez ciebie oczach Nialla... Siedzieliście tak chwile i patrzyliście sobie w oczy, zaczęłaś się rumienić... Nagle zadzwonił telefon... Niall odebrał, nie słyszałaś głosu w słuchawce, ale słyszałaś Nialla... Rozmowa wyglądała tak: Hej... - pauza - Co?! JUŻ 11? - pauza - A kiedy oni przyjeżdżają? - pauza - No powinienem zdążyć... - pauza - Co? Autobusem? Nie, mam auto... - pauza - Co robiłem? Spędzałem najlepiej czas jak mogłem *uśmiechnął się do ciebie* - pauza - *Obrócił oczami* - Tak pozdrowię ją... A tak przy okazji, to ty dopiero co wstałeś? - pauza - I ty mnie pouczasz o spóźnieniach... Mam nadzieję, że przynajmniej już jesteś ubrany Harry, bo... *Odłożył telefon i dodał już do ciebie* Rozłączył się... - spojrzał na ciebie, a ty próbowałaś powstrzymać śmiech...
- Jest mi smutno, że muszę już iść ale mnie potrzebują... - wydał się trochę smutny - Ale my się jeszcze spotkamy prawda? Bo... To było najmilsze śniadanie, jakie jadłem od...no nie pamiętam jeszcze tak miłego - uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłaś...
- Mam pozdrowienia od Harrego? - na te słowa mina Nialla trochę zrzedła...
- Taa... Pozdrawia cię - powiedział patrząc w stół i na końcu przygryzł delikatnie wargę...
- Ejej, nie musisz być zazdrosny... - uśmiechnęłaś się szeroko, a on spojrzał na ciebie i po pewnej chwili to odwzajemnił...Wstałaś i podałaś mu płaszcz, wyciągnęłaś kartkę i napisałaś na niej swój numer , kiedy Niall nie patrzył wsunęłaś ją do kieszeni jego płaszcza...
- Proszę... - Niall wstał od stołu i wziął od ciebie kurtkę.
- Nie musiałaś... Mi się jeszcze spotkamy, mam nadzieję... Teraz mam wywiad, ale wieczorem jakbyś miała... no nie wiem... ochotę... to byśmy mogli... teges...
- Z chęcią pójdę na randkę z takim miłym paznokciem jak ty...
Oboje wybuchnęliście śmiechem, staliście teraz na przeciwko siebie... 
- To skoro zima? - powiedział Niall i kontynuował dopiero po twoim twierdzącym ruchu głowy - To może łyżwy? 
- Świetny pomysł! Tylko jestem mistrzynią, nie wiem czy mnie dogonisz - uśmiechnęłaś się, przygryzłaś wargę i spojrzałaś na jego trampki... Filtr nigdy nie szedł ci za dobrze...
- To jesteśmy umówieni... Przyjadę dzisiaj o 7:00... - włożył płaszcz i czapkę i szedł w stronę wyjścia...
- Pozdrów ode mnie chłopaków, w szczególności Harrego! - Niall przystanął, a ty się uśmiechnęłaś, podeszłaś do niego i kiedy się odwrócił pocałowałaś go w policzek... - No już nie musisz być taki zazdrosny... 
Niall uśmiechnął się zadowolony i szczęśliwy rzucił się pędem po schodach... Zaczęłaś się śmiać na ten widok, wychyliłaś się przez framugę drzwi i krzyknęłaś tylko, żeby się nie zabił i żeby spradził dokładnie kieszenie, ale nie wiedziałaś czy to usłyszał... Wróciłaś do mieszkania, posprzątałaś po śniadaniu i wciąż nie mogłaś uwierzyć co ci się przytrafiło... Poszłaś do swojego pokoju, otworzyłaś szafę i zaczęłaś się zastanawiać co włożyć na wyjście wieczorem... Nagle usłyszałaś dźwięk, który sygnalizował że dostałaś wiadomość... Dostałaś SMS'a i nie mogłaś przestać go czytać: "Hej tu twój paznokieć... Chłopacy cały czas mnie o ciebie wypytują... Harry bardzo się ucieszył na pozdrowienia, po czym już był mniej szczęśliwy kiedy powiedziałem, że pocałowałaś mnie w policzek... Cały czas się ze mnie śmieją, że przyleciałem do nich jak na skrzydłach miłości i mówią, że muszą poznać kogoś, kto doprowadził mnie do takiego stanu... Wiesz... A ja najnormalniej nie mogę doczekać się wieczora:) xoxo Nail;D"...



Opracowała: B - Chyba napiszę drugą część z randką... Ktoś za??








Okey...

Dzisiaj coś wstawię... obiecuję... tylko nie wiem co to ma być... I twittera muszę sprawdzić, co nasi chłopcy porabiali przez ten czas co mnie nie było... Tak mi głowa pęka... Posprzątałam dzisiaj cały dom i jestem w trakcie gotowania obiadu dla calutkiej rodzinki...I teraz idę czytać imagina urodzinowego od X, bo kochana nic mi nie mówiła, że go napisała... I jeszcze wieczorem leci "Lara Croft:Tomb Rider:Kolebka Życia!"!! No dobra... biorę się w garść i coś dzisiaj wstawię... Mam tylko wewnętrzną walkę, czy to ma być imagine, czy rozdział... Chyba napiszę imagin... albo rozdział... Pomożecie?? Piszcie co wolicie!
Wasza B

PS: I tak przy okazji... Jak wam mijają wakacje? Gdzieś byliście? Albo jakieś plany? Podzielcie się!!



 

czwartek, 26 lipca 2012

Powrót smoka!

Hej wszystkim!
Właśnie co wróciłam do domu z wakacji... Tak, o 24:00 dokładniej... Po pierwsze lot nam się opóźnił o 5 godzin i lecieliśmy jeszcze do tego okrężną drogą przez Meksyk, więc się cofaliśmy i potem musieliśmy nadrabiać... No nie ważne... Najważniejsze jest to, że właśnie wróciłam i wreszcie mam internet i będę mogła tutaj pisać prawie całymi dniami i godzinami!! :) 
Bardzo się ucieszyłam na widok wyników ankiety zamieszczonej przez X... Tak, mam na myśli tą o opowiadaniu... No i prawie oczy z orbit mi wyskoczyły jak zobaczyłam ilu mamy obserwatorów (aż 22!!), a i liczba wejść zrobiła na mnie piorunujące wrażenie!! W końcu prawie 20 tysięcy to nie tak mało:D
Na koniec wstawiam filmik, który jeszcze nie obejrzałam, ale musi być na serio dobry i fajny skoro sama główna strona One Direction mi go wysłała na maila!! Enjoy:D
 Wasza B





PS: Dzisiaj, mam na myśli to dzisiaj 25 lipca... Pozwólcie, że już nic nie wstawię bo padam z nóg... Od siedzenia odpada mi kość ogonowa!!

poniedziałek, 23 lipca 2012

100 Lat!

Nasi chłopcy...? One Direction dzisiaj obchodzi swoje 2 urodziny...Boże jak ja jestem z nich dumna :)
2 lata. 1 album. 18 piosenek. 3 książki. 1 BRIT. 3 TCA. 1 documentary. 3 rekordy światowe. 1 trasa. Miliony fanów na całym świecie...!


Pamiętacie tych chłopców na schodach? Ja za nimi tęsknię...!


niedziela, 22 lipca 2012

Przepraszam..

Przepraszam Was wszystkich...B niedługo wraca więc poprawi tutaj wszystko...ja nie miałam czasu wchodzić, co mnie bardzo boli....wyjeżdżam .....wrócę i nadrobię zaległości...raczej nie wstawię dokończenia imagina...jeśli mam go dokończyć to napiszcie...muszę się pakować...dzięki za liczne wejścia :) Kocham Was :) i przepraszam..

-X

środa, 18 lipca 2012

Imagine Lou (VIII)

Dokończenie....imaginu poniżej...


on jednak kupił mi coś na galę...Powiedział, że wyglądam w nim seksownie...jak na mój gust..to może być.....Zasnęliśmy spokojnie...Adam spakowany i gotowy do podróży, a ja miałam przyszykowane ubrania i wejściówkę na tę galę...
Wstałam wcześniej, bo chciałam zawieść Adama na lotnisko...umyłam się, zakręciłam włosy, lekko się pomalowałam...lubiłam naturalny wygląd. Przygotowałam omlet na śniadanie..ulubione danie moje i chłopaka...Zjedliśmy spokojnie i wsiedliśmy do samochodu. Oczywiście jazda jak zwykle nie była łatwa po zatłoczonym i ośnieżonym mieście...
*Lotnisko*
Adam: [T.I.] będę tęsknił...
Ty: Ja też...Miłych świąt...a i pozdrów rodziców..-powiedziałam żegnając się..
Adam: Dzięki i nawzajem..mam nadzieję, że twoje święta będą lepsze od moich...
Ty: Ja pewnie będę siedziała z lampką wina...a w sylwestra pójdę spać...-moi przyjaciele mieszkają dość daleko od Londynu, ba od Anglii...nie miałam nikogo bliskiego tutaj oprócz Adama....Uścisnął mnie, a ja poczułam jak łzy lecą po moim policzku...Adamowi też parę łezek popłynęło...
Nie miałam po co wracać do domu, musiałam jeszcze wstąpić do pracy po kamerzystę..ktoś musiał to wszystko kręcić...
Ty: Hej, Rose, jest Bob?- sekretarka Rose, jak zwykle malowała paznokcie, pozazdrościłam jej tej pracy..
Rose: Jest, jest...siedzi w kawiarni i czeka niecierpliwie...ej, [T.I], a wiesz, że szef zwalnia w przyszłym roku połowę ludzi?-ja na pewno wylecę, dość często pyskuję szefowi...
Ty: Nie wiedziałam...ale dzięki, że informujesz...-pożegnałam się i pobiegłam do kawiarni...Bob,wysoki szczupły, młody i brodaty kamerzysta...chciał filmować filmy, ale nie udało mu się wkręcić w Hollywood, więc przyjechał do Londynu...
Bob: Jesteś...jedziemy?
Ty: Jasne..
Nie za bardzo się z nim dogadywałam...nie znaliśmy się aż tak dobrze aby rozmawiać swobodnie, ale podczas jazdy samochodem poznaliśmy się lepiej.. zaparkowałam i wysiedliśmy z pojazdu...pokazaliśmy ochroniarzom nasze wejściówki..
Ty: No to teraz czekać na sławy...
Bob: Pewnie będą te same osoby, co w zeszłym miesiącu..-tak w listopadzie też byłam na gali...i to wtedy byłam z Adamem...eh, pech, że spotkał swoich idoli...o mało nie wyleciałam z pracy...
Ty: Penie tak...
Bob: Czy Adam, powiedział ci, że masz zdobyć autografy, bo mnie o to poprosił..
Ty: Mnie też...o by dali...
Czekaliśmy z pół godziny na tym mrozie...aż nagle pozjeżdżały się gwiazdy...najpierw rozmawiałam z The Wanted...rozmowa przebiegła miło, zaśpiewali nawet kilka kolęd...Adam Lambert dał mi nawet autograf ze zdjęciem dla Adama...Mijało nas wiele piosenkarzy i aktorów, każdy się zatrzymywał na mały wywiadzik...nadszedł czas na One Direction...
Ty: Cześć.!
Liam: Hey..
Niall: Hello..!
Harry:  Witam...
Zayn: Cześć..
Louis: Hejo!
Ty: Jak mijają przygotowania do świąt?
Liam: Nasz dom już jest gotowy na jutrzejszy dzień-uśmiechnął się z zadowoleniem..
Ty: A no tak, przecież jutro Louis ma urodziny, najlepszego Lou..-chłopak uśmiechnął się do  mnie uroczo...
Wywiad z chłopakami był najdłuższy...śmialiśmy się, oni się wygłupiali..a Lou jakby był nie przytomny...zaśpiewali mnóstwo piosenek...skończyliśmy wywiad...kiedy wyłączyliśmy kamerę przypomniałam sobie o Adamie..
Ty: Chłopacy!-biegłam za nimi krzycząc..na szczęście Lou się odwrócił..
Lou: Czekajcie...redaktorka coś chyba zapomniała...
Ty: Przepraszam, że zawracam głowę, ale czy możecie dać mi swoje autografy?...dla kolegi...Adama..
Zayn: Czy to nie ten chłopak co ostatnim razem też z tobą był?
Ty: Tak...
Harry: I to on na nasz widok piszczał?-kiwnęłam głową..trochę się zarumieniłam..
Lou: Przestańcie się czepiać chłopaka, tej przemiłej dziewczyny..
Ty: To nie mój chłopak, to mój przyjaciel, mówiłam..
Liam: Dobra to gdzie mamy się podpisać?
Ty:-wyjęłam zdjęcia z torby i podałam chłopakom- tutaj..dla Adama, jeśli można..
Lou: Mogę wiedzieć jak masz na imię?
Ty: [T.I]...
Chłopacy podpisali się, a ja podziękowałam i poszłam...kiedy poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię..
Lou: [T.I] ma prośbę....czy zjawiłabyś się jutro u nas na mojej imprezie urodzinowej..?
Ty: Louis, ta propozycja...emm...przecież my się nie znamy..
Louis: Wiem, ale to jest moje życzenie urodzinowe, błagam ciebie...-co miałam powiedzieć..."tak jasne z chęcią"?
Ty: A dasz mi się zastanowić?
Louis: Tak,jasne...dam ci mój numer...
Ty: Może ja ci podam swój, a ty mi dasz głuchacza?
Lou: Dobra-uśmiechnął się, pokazując swoje piękne białe zęby...Podałam mu numer....zadzwonił i usłyszał mój dzwonek..
Louis: Dziękuję...
Ty: To chyba ja powinnam podziękować za zaproszenie..i dziękuję bardzo..
Pożegnaliśmy się, a ja wróciłam do Boba...
Bob: I jak dostałaś autografy?
Ty: Tak dostałam...wracamy?
Odwiozłam chłopaka do domu i sama wróciłam do swojego...włączyłam laptop i skaypa, poprosił mnie o to Adam...
Adam: Cześć...
Ty: Hej, i jak tam w domu?
Adam: Dobrze, dobrze...a jak gala..?
Ty: Dowiesz się jak wrócisz...dostaniesz swój prezent świąteczny później..
Opowiedziałam mu o wszystkim co się stało...powiedział abym poszła na tą imprezę...może mi się poszczęści..?


Będzie jeszcze jedna część :)
-X