Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Imagine - Harry (XIV - PART II!)

Joł! Jestem chora i się pakuję na narty. Numero de uno: dziękuję za miłe komentarze i praktycznie chcę, żebyście wiedzieli, że jesteście genialni! I numero de dos: Ten imagine dedykowany jest dla kochanej, wspaniałej Hani, mojej korepetytorki od matematyki... Przyszłej przynajmniej. Hanno, mam nadzieję, iż zaiste bardzo spodoba Ci się, o najdroższa, ta epika, którą tworzę tu dla Ciebie! No coś w ten deseń... A i wstawiam linka pod spodem z PARTEM I-szym tego tutaj imagina.. I czy o czymś zapomniałam? A! Dwie sprawy...  III part pojawi się jak wrócę... 
I na koniec jeszcze chciałabym dodać... "ciche podziękowania i drobną dedykację" dla Anonima, który poprosił w "Zamówieniach" bym to skończyła:3     <3

Wasza B

No... Ready, steady, go!

PS I dobra... Dodam twoje imię, a nie "T. I." :D




--------------------------------------------------------





Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Otworzyłam powoli oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Pobiegłam szybko do kuchni, gdzie siedzieli moi krewni,którzy spożywali śniadanie przed pójściem do pracy.
- Dzień dobry! - wykrzyknęłam radośnie i ucałowałam wujka, i ciocię w policzki. Byli trochę zdziwieni moim zachowaniem, ale chwilę potem przestali na to zwracać większą uwagę, gdyż musieli powoli opuszczać dom. 
Wlałam wodę do czajnika i przyszykowałam dwa kubki z miętą - dla mnie i dla mojej kuzynki. Odwróciłam i oparłam się o kuchenny blat plecami. Przygryzłam dolną wargę na wspomnienie wczorajszego dnia. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co się naprawdę wydarzyło. A jednocześnie czułam się taka lekka i wesoła! Nawet ciocia i wujek nie mieli wczoraj do mnie zbytniego żalu... Co prawda nakrzyczeli, że opuściłam Marie (moją kuzynkę), ale uznali, że to był wyjątkowy raz i nie powiedzą o tym moim rodzicom... Tym bardziej zdziwieni byli moimi obrażeniami, a gdy opowiedziałam im o miłym chłopcu, który pomógł mi je opatrzyć - ich zdziwienie stało się tak wielkie, że trudno jest to opisać słowami. Obyło się bez zbędnego szlabanu i... długich wyjaśnień kim tak naprawdę był kierowca, który podrzucił mnie pod dom. Co prawda wiedzieli, że ma na imię Harry i to powinno im wystarczyć, Marie wystarczyło... Chciałam jej powiedzieć, ale na pewno by nie uwierzyła, tylko obróciłaby oczyma i powiedziała, że znowu fantazjuję. Po raz kolejny przygryzłam wargę na wspomnienie ostatnich słów Harry'ego... 
- Oh, woda się zaparzyła ciołku! - z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej kuzynki, która podeszła do kuchenki i zdjęła z niej gwiżdżący już czajnik. Nalała wody do dwóch kubków i obróciła oczami, spoglądając na mnie.
- Znowu fantazjujesz o tym chłopcu, że nie masz kontaktu ze światem rzeczywistym? - zapytała trochę ostro, znając odpowiedź.
- Może... - odparłam, uśmiechając się, a Marie to odwzajemniła po pewnej chwili.
- Może mi jeszcze powiesz, że czujesz motyle w brzuchu, gdy pomyślisz o dzisiejszym wieczorze, co? - zaśmiała się, a ja delikatnie przytakując głową, uśmiechnęłam się szerzej.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy szykować śniadanie...

*Kilka godzin później*

- Wyglądasz ślicznie... Chłopak nie będzie mógł odwrócić od ciebie wzroku! - powiedziała zachwycona Marie. 
Obie stałyśmy przed dużym lustrem w jej pokoju i oceniałyśmy efekt naszej wspólnej pracy. Starannie wybrałyśmy niezbyt elegancki i niezbyt luzacki zestaw. Włosy upięłam w luźnego koka, a makijażem zajęła się Marie. Był on bardzo delikatny i naturalny, ale zakrywał dokładnie ranę na policzku. Spojrzałam na zabandażowaną dłoń i zdjęłam z niej opatrunek - nie wyglądała źle. 
- Tylko wróć przed 24, kochanie... - powiedziała ciocia, która niespodziewanie wychyliła się zza uchylonych drzwi. Nadal nie mogłam uwierzyć, że wujostwo nie zrobiło mi bury o wczorajszy wybryk, a do tego jeszcze zgodzili się, bym wyszła dziś wieczorem. 
Kilka minut później po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, a Marie uderzyła mnie kolanem w pupę, mówiąc "Co taka zdziwiona? Kopniak na szczęście!".
Poszłam razem z nią i wujostwem pod drzwi - chcieli przynajmniej wiedzieć, kto był moim "wybawcą". 
Gdy wujek otworzył drzwi, ciocia zdziwiona rozszerzyła oczy, a kuzynka spojrzała na mnie.
- Porozmawiamy sobie potem... - powiedziała oschle po polsku, by Harry nie zrozumiał. Spojrzała na mnie wilkiem, po czym przeniosła wzrok na Hazzę.
- Wczorajszy koncert był genialny! - dodała, tym razem po angielsku, uśmiechając się.
- Dziękuję... Przekażę reszcie - uśmiechnął się do niej, po czym zwrócił się do wujka. - Odwiozę pańską córkę przed 11, proszę pana... punktualnie - dodał niepewnie, gdyż mój wujek przyjął zamkniętą postawę i miał srogi wyraz twarzy - był dobrym aktorem.
- Odwieź ją, o której chcesz, byle przed 12... - rozluźnił się i uśmiechnął do Harry'ego wujek. - Tylko pilnuj jej, żeby nie zrobiła sobie niczego złego! - dodał, a Harry przytaknął. Oboje wyszliśmy z przedpokoju na dwór i poszliśmy w stronę samochodu. 
Harry podszedł szybciej do auta i otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam, a gdy chwilę później oboje siedzieliśmy w środku, spojrzałam na niego.
- Nie przejmuj się moim wujkiem... Jest dziwny. - zaśmiałam się.
- Wujkiem? A nie... - zwrócił się do mnie, trochę zdziwiony.
- Oh... Mieszkam w Polsce, a przyjechałam na tydzień do mojego wujostwa, które tu mieszka... - powiedziałam, a uśmiech nikł na mojej twarzy, gdyż Harry posmutniał, gdy to powiedziałam. Bez słowa odpalił silnik i ruszyliśmy. W radiu akurat leciało "Bitter Sweet Symphony" zespołu The Verve, więc oboje zaczęliśmy podśpiewywać i chwilę później atmosfera się całkowicie rozładowała. 
- To... Gdzie mnie porywasz? - zapytałam, spoglądając na niego i zauważyłam, jak uśmiecha się, znów pokazując swoje wspaniałe dołeczki.
- Cóż... Z tego co pamiętam... Oboje lubimy włoską kuchnie, a ja znam takie jedno dobre miejsce - odpowiedział, a na końcu zdania spojrzał mi w oczy. Odwróciłam spojrzenie, od jego intensywnie zielonych tęczówek, które mnie hipnotyzowały.
Wchodząc do restauracji, byłam zachwycona jej wystrojem.
- Ale tu ślicznie... - powiedziałam, a Harry podążył za mym wzrokiem.
- Tak, ale właściwie... - zaczął, a ja od razu spojrzałam na niego. - Będziemy jeść na górze.
Nie wiedziałam, co miał na myśli, ale poprowadził mnie bocznymi schodami do góry i szliśmy nimi trochę, a potem otworzył drzwi. Znów znajdowaliśmy się na dworze, ale tym razem na dachu czteropiętrowej kamienicy. Cieszyłam się, że wzięłam kurtkę oraz że mamy lato, bo wieczorami było teraz trochę cieplej. Harry poprowadził mnie do nakrytego stołu, który stał niedaleko przedniego krańca dachu. Odsunął mi krzesło, bym usiadła, a ja oszołomiona zrobiłam to od razu, nie zastanawiając się nad niczym. Harry usiadł naprzeciwko mnie. 
- Wow! Tu jest... - pokręciłam głową, bo nie wiedziałam, jakimi słowami opisać to miejsce. Wszędzie błyszczały miliardy świateł Londynu pogrążonego w ciemnościach nocy. 
- Wyjątkowe miejsce... - odparł, spoglądając na widok, po czym odwrócił wzrok i spojrzał na mnie, dodając - Dla wyjątkowej dziewczyny.
Wytrzymałam jego spojrzenie, dopóki nie poczułam, że policzki zaczynaj mnie piec. Wiedziałam, że zaczynam się rumienić i miałam nadzieję, że nie będzie tego widać w tym półmroku. Na szczęście wybawił mnie kelner, który przyniósł karty, a potem wrócił się na klatkę schodową. Otworzyłam kartę i starałam się ją przeczytać, ale ukradkiem spoglądałam na Harry'ego. Siedział z zamkniętą kartą i oglądał miasto. Nie zauważył kiedy kelner podszedł do nas.
- Co państwo zamawiacie? - zapytał się nas mężczyzna, wyciągając notes.
- Dla mnie to co zawsze, a dla ciebie, Hanno? {nie kumam czemu nie lubisz zdrobnienia} - spojrzał na mnie, a pod wpływem spojrzenia Harry'ego kolana zawsze mi miękną.
- Hm... Eh... - poczęłam gorączkowo przeszukiwać wzrokiem kartę, aż w końcu się poddałam. - Może ty coś za mnie wybierzesz? - zapytałam.
- Dwa razy - zaśmiał się Harry, a kelner odszedł, zastawiając nas samych. 
- Jak często tu bywasz? - nachyliłam się w stronę Harry'ego, a wzrok skierowałam na stół. Biały obrus wydawał się tak miły w dotyku, że odruchowo wyciągnęłam rękę by go dotknąć. Na białym tle odcinały się płatki czerwonych róż i małe świeczki rozstawione tu i tam. 
- Cóż... zbyt często - odpowiada, a jego wzrok podąża za moimi palcami muskającymi obrus.
- Hm.. Przepraszam - powiedziałam i położyłam dłonie na stole.
- Nic nie... Nie masz za co. A co do miejsca to bywam tu na okrągło, jedna z lepszych restauracji w Londynie i w Wielkiej Brytanii... - odparł i spojrzał na moje dłonie. Sięgnął po jedną. - Widzę, że się goi dobrze... - zaśmiał się i spojrzał mi w oczy, a moje ciało przeszył dreszcz.
- Tak, byłbyś dobrym pielęgniarzem - powiedziałam i ugryzłam się w język, a on tylko uśmiechnął się szerzej, nie wypuszczając mojej dłoni ze swojej. Spojrzałam na nie i spokojniej dodałam - Skąd znasz to miejsce?
- Restauracje znam od kiedy skończyłem 10 lat. Byłem raz tutaj, gdy rodzinnie pojechaliśmy na wycieczkę do Londynu, akurat to były moje urodziny, więc poszliśmy tu na pizzę. Od tamtego czasu, pomimo, że to kawał drogi z Holmes Chapel, jeździmy zawsze tutaj w moje urodziny na kolację. A co do tego miejsca... - dodał, odwracając wzrok od naszych dłoni, na oświetlony Londyn - To zabawna historia - spojrzał mi w oczy, a ja się uśmiechnęłam.
- Opowiesz mi ją? - zapytałam, przygryzając dolną wargę.
- Cóż... Kiedyś zaprosiłem tutaj resztę zespołu, to było chyba po tym jak wygraliśmy naszą pierwszą nagrodę EMA. Siedzieliśmy na dole, żartując sobie i jedząc pizzę. Jakaś fanka nas zauważyła i poszła plotka, że siedzimy tutaj, na tej ulicy i w ogóle... W ciągu kilku minut pod restauracją były tłumy. Mój znajomy powiedział, że nas stąd wyprowadzi i zaprowadził nas tu... na dach - opowiadał, a ja słuchałam go zafascynowana, gdy to zauważył, uśmiechnął się szerzej, pokazując dołeczki.
- Jak możesz zobaczyć dach ten łączy trzy kamienice obok siebie, my jesteśmy nad pierwszą, a w trzeciej z kolejny znajduje się biblioteka. Poszliśmy do niej, wchodząc wejściem na dachu. Dawno nie byłem w żadnej bibliotece, więc się bardzo ucieszyłem - dokończył.
- I co się stało potem? - zapytałam, chcąc dowiedzieć się reszty historii. 
- Nic specjalnego. Wyszliśmy tylnym wyjściem i pojechaliśmy do Brighton, do mnie na pizzę i gry komputerowe - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową.
- A ty? Opowiesz mi jakiś śmieszny epizod z twojego życia? - zapytał, a ja zaczęłam opowiadać o różnych wypadkach i gafach, na co Harry opowiedział mi swoje. Coraz bardziej czułam, że lubię go i to bardzo - mogłam z nim rozmawiać o wszystkim i niczym. Zanim się obejrzeliśmy zjedliśmy dania i deser, które wcześniej przyniósł nam kelner. Jedzenie było wyśmienite, ale kto by zwracał na nie uwagę, siedząc obok kogoś, o kim się wcześniej marzyło, a teraz czując, że jest się mu coraz bliższym... 
- Siedzimy tu już od dwóch godzin... Chyba musimy już wracać... - powiedziałam w pewnej chwili zasmucona.
- Cóż... lepiej wracajmy, bo twój wujek mnie zabije - zaśmiał się Harry.
- Ja bym się nie śmiała, był w marynarce wojennej i uprawiał zapasy - powiedziałam poważnie, a Harry się przestraszył, bo jego uśmiech zbladł, więc dodałam od razu - Żartuje przecież! - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Zeszliśmy na dół, Harry zapłacił i wyszliśmy na dwór. 
- Odwiozę cię od razu pod... - zaczął, a ja mu przerwałam.
- Wolę spacer - powiedziałam i przygryzłam wargę, mając nadzieję, że się zgodzi.
- No dobrze... - uśmiechnął się szerzej.
Podążaliśmy ulicami Londynu i rozmawialiśmy o wszystkim, co nam przyszło do głowy. W pewnym momencie Harry zdjął swoją kurtkę i zarzucił mi ją na ramiona.
- Widzę, że ci zimno - powiedział powoli tym swoim magnetycznym głosem z chrypką.
- Dziękuję - odrzekłam uśmiechając się.
Szliśmy tak ramię, w ramię, aż w pewnym momencie poczułam, jak moje palce splatają się z jego ciepłymi. Spojrzałam na niego ukradkiem, a on nadal spoglądał przed siebie, opowiadając o czasach z X factora. Uśmiechnęłam się więc i podążyłam wzrokiem w tym samym kierunku, co on. 
Godzinę później staliśmy już pod domem wujostwa - była 23, jak obiecał Harry. 
- No... - zaczął, gdy staliśmy pod drzwiami naprzeciwko siebie i spoglądaliśmy sobie w oczy. Odgarnął włosy z lewej na prawo tak, jak zawsze to robił. Staliśmy na tyle blisko, że czułam ciepło bijące od jego ciała - moje serce biło teraz szybciej.
- Było bardzo miło - wypowiedziałam cicho, a Harry uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki. Nadal mieliśmy złączone dłonie. Harry powoli nachylił się do mnie, zamknęłam oczy i już byliśmy blisko siebie, gdy zatrzymałam go ręką. 
- Ja... - zaczęłam, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
- Harry, wiem, że ty taki nie jesteś... i nie uwierzysz, jak bardzo chcę, żebyś mnie pocałował. Marzyłam o tym odkąd pamiętam, ale... Ja nie całuję się na pierwszych randkach - wypowiedziałam szybko na jednym tchu, a na końcu zdania - ugryzłam się w język. "Co ja robię? Kit zasady... To jest Harry. Ten Harry! O którym tak fantazjowałam..." - przeleciało mi przez myśl i żałowałam, że zepsułam atmosferę.
- Przepraszam - wyszeptałam i cofnęłam rękę, opuszczając głowę. 
- Nic nie szkodzi, właściwie... - powiedział wesoło, gdy położył palec pod moją brodą i delikatnie podniósł mój podbródek tak, bym na niego spojrzała, po czym dodał - Przez to, że masz zasady i trzymasz ich się nawet w takich sytuacjach, jak ta... Podobasz mi się jeszcze bardziej - dokończył i oblizał wargi przez co kolana jeszcze bardziej mi zmiękły. 
 Wspięłam się na palce i ledwie musnęłam ustami jego policzek trochę niżej, tuż obok ust. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego jeszcze raz.
- Do usłyszenia - powiedziałam i oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. 

Chwilę później dostałam SMSa: "Słodkich snów! Mam nadzieję, że niebawem znów Cię zobaczę! xx - Harry". Uśmiechnęłam się do ekranu i przygryzłam wargę - jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa...




CIĄG DALSZY NASTĄPI...




Opracowała: B - Jadę na narty, będę za Wami tęsknić!! <3 Wracam w sobotę, ale maila sprawdzać będę... !!




PS Przepraszam, że takie krótkie!!
PSS Będę wdzięczna za komentarze! :3   <3
 

sobota, 15 grudnia 2012

Imagine - Harry (XV)

Aaaaaaaaaaa!! Już niedługo 50 000 wejść! Dziękujemy Wam, kochani!! :D

Dzisiaj wstawiam Harreha (o 1szym spotkaniu) dla niesamowitej Claudii!! Uwielbiam rozmawiać z tą dziewczyną (@Love_You_MTT) i mam nadzieję, że ją kiedyś spotkam;D Przepraszam, że nie zrobiłam tego wczoraj, ale miałam mocną gorączkę i zasnęłam po powrocie z kościoła... Wybaczysz?? :C
A i jeszcze jedno... Claudia, jest mi mega przykro, że skończyłaś z blogiem:C

Mam nadzieję, że się spodoba:3 

Jest bardzo długi w ramach przeprosin...



Wasza B

-----------------------------------------






- Jeszcze raz to samo? - zapytał mnie jakiś męski głos, a ja podniosłam wzrok z nad blatu i spojrzałam na starszego, pulchnego mężczyznę, który wycierał mokry kufel. Skinęłam głową i znów zwróciłam wzrok na ladę, którą potrafiłam opisać nawet z dokładnością do ilości widocznych słoi na tym kawałku drewna, o który się opierałam. Po chwili stał przede mną pół-litrowy kufel jasnego piwa. 
- Wiesz... Nie jestem tu tylko po to, by podawać zamówienia... Jakbyś chciała możesz ze mną porozmawiać... - powiedział zmartwiony mężczyzna, który nachylał się nade mną. Spojrzałam w jego oczy, a on zauważył, jak łzy powoli gromadzą się w kącikach moich własnych. Skinął głową i odszedł. 
Siedziałam teraz w The Punch Bowl - londyńskim pubie, kawałek drogi od mojego mieszkania, które wynajęłam, gdy przyjęli mnie tu na uniwersytet. Pub był dość sławny, kiedyś nawet Madonna go odwiedziła i to było oczywiście chlubą pracowników... No, ale jak wszystko mija, tak i świetność tego miejsca zanikła.  Jego "5 minut" dobiegło końca, dlatego teraz, w piątek wieczór, siedziałam tam tylko ja i kilka innych osób.
Złapałam ucho kufla i upiłam duży łyk płynu. Byłam... zła? smutna? zażenowana? Przyszłam tutaj zatopić swoje smutki w alkoholu, ale nie zauważyłam, żeby to jakoś zbytnio pomagało. Coraz bardziej czułam się wypruta z emocji. To co ostatnio się działo, nie chciało wyjść mi z głowy. Westchnęłam głośno. Tyle problemów się nazbierało... A wszystko zaczęło się, kiedy przeprowadziłam się tutaj z Polski. Moim i mojej najlepszej przyjaciółki marzeniem zawsze było, by zamieszkać w Londynie i studiować tutaj. Dlatego bez wahania się przeprowadziłyśmy, gdy obie dostałyśmy potwierdzenie przyjęcia na uniwerek. Wynajęłyśmy wspólne mieszkanie, ale potem moja przyjaciółka znalazła sobie mniejsze, bo nie chciała mi "przeszkadzać", gdy będzie przyprowadzać swojego chłopaka. Ja zrobiłam to samo - znalazłam mniejsze mieszkanie, w którym do dzisiaj mieszkam. Moi rodzice powiedzieli mi, że nie będą cały czas płacić za moje utrzymanie, dlatego przyjęłam pracę w Haroddsie - najdroższym, najbardziej luksusowym i najsławniejszym domu towarowym w Wielkiej Brytanii. Pracowałam jako ekspedientka na dziale ubrań, ta robota była wspaniała! Nie mogłam uwierzyć, że ją dostałam... Kilka tygodni po zaczęciu pracy w tamtym miejscu, poznałam pewnego chłopaka - Toma, w którym zadurzyłam się po uszy, a on odwzajemniał moje uczucie... Nie minęło dużo czasu, gdy zostaliśmy oficjalnie parą...
Minął rok od tamtych wydarzeń. 
Nie mogłam uwierzyć, że wszystko szło tak dobrze, aż do teraz...
Pierwszym powodem, który przyprowadził mnie do tego pubu, było stracenie pracy. I pomimo, że się tym strasznie przejęłam, to nie wiedziałam, że może być gorzej... 
Oblałam egzamin na zakończenie semestru, ale nie wiem, czy uda mi się pójść na poprawę... Do tego nakryłam moją byłą, najlepszą przyjaciółkę w łóżku z moim byłym chłopakiem... Ta... Nie za fajnie... Jak rodzice dowiedzą się, że oblałam, to będą mi kazali wracać do Polski i na tym skończy się moja samodzielność - na życiu z nimi pod jednym dachem dopóki na wyjdę za mąż. 
Nachyliłam się na kuflem, a jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku i wpadła do płynu.  Dopiłam alkohol do dna i spojrzałam na słoje blatu, gdy kelner zabrał naczynie.
Minęło kilka minut, a mężczyzna wrócił do mnie.
- To od tamtego pana. - mruknął i skierował głowę w prawą stronę, a moje spojrzenie powędrowało w tamtym kierunku. Na końcu lady siedział chłopak z brązowymi lokami, którego doskonale znałam - byłam jego fanką. Pomimo uderzenia adrenaliny i przeczucia, że jedno z moich największych marzeń się spełnia - nie zrobiłam nic. Nie miałam siły teraz na takie rzeczy. Zrezygnowana spojrzałam na niebieskiego drinka, który stał przede mną. Spróbowałam go i pozwoliłam sobie na dopicie alkoholu - pomimo ilości jakie w siebie wlałam dzisiejszego wieczora, nie czułam się, ani osłabiona, ani smutek nie znikał. Chwilę później Harry przysiadł się do mnie, co zauważyłam kątem oka. Przygryzł dolną wargę i tak samo, jak ja pochylił się nad stołem, wspierając się na łokciu. Westchnął głęboko, a ja zwróciłam swój wzrok na niego. 
- Co jest? - zapytałam, a on podniósł wzrok. Jego zielone tęczówki wydawały mi się jeszcze bardziej intensywniejsze niż na tych wszystkich zdjęciach w kolorowych magazynach.
- To raczej ja powinienem się spytać o to ciebie... - mruknął, a jego głęboki głos z chrypką dudnił mi w uszach jeszcze przez chwilę...Skinęłam głową i podrapałam się po karku. Nie wiedziałam, co robić dopóki znów nie utonęłam w jego oczach... 
Wtedy bez wahania opowiedziałam mu o wszystkim - szkole, przyjaciołach, pracy, chłopaku... Aż nie mogłam uwierzyć, że wszystko tak po prostu opowiadam osobie, o której marzyłam. Harry okazał się niesamowitym słuchaczem i osobą, która wie jak wesprzeć na duchu.
- A ciebie? Co gnębi? - zapytałam na końcu mojej historii. Chłopak spojrzał na ladę i westchnął.
- Taylor... Wszyscy mają nas za parę, a to jest tylko chwyt marketingowy.
Otworzyłam usta oniemiała. Wiedziałam o tym, że go i Swift coś łączyło... ale nie spodziewałam się, że Haylor Swyles, o której było teraz wszędzie głośno to tylko wymysł... Nie wiedziałam co powiedzieć, by go jakoś pocieszyć, więc palnęłam to, co pierwsze przyszło mi na myśl.
- Czyli nie potrzebnie napisałam do niej, żeby trzymała cię mocno, bo gdy ona cię trzyma za rękę, to trzyma mój cały świat... - rzuciłam prędko, a potem ugryzłam się w język. Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął, pokazując dołeczki. Nie dziwiłam się, że przez ten uśmiech dziewczyny na całym świecie wzdychają. 
- Ale jak w ogóle do tego doszło? - dodałam, a mój wzrok zawisł w przestrzeni przed nami. 
- Hm... To długa historia. - odpowiedział chłopak, kierując wzrok na blat.
- Mam czas... - rzuciłam od razu, wzruszając ramionami. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i oboje się uśmiechnęliśmy.
- Paul powiedział, że tak będzie lepiej.. Wiesz, narobi się trochę szumu i będzie o mnie i reszcie zespołu trochę głośniej... Taylor w ogóle nie protestowała, ona sama też miała w tym spory interes. - mówił, a ja szybko się wtrąciłam.
- Materiał na nowy album... - szepnęłam i ku mojemu zdziwieniu Styles pokiwał głową.
- Nie miałem wyboru... Zgodziłem się i tyle. Nie sądziłem, że będzie o tym, aż tak głośno. Jednak najbardziej denerwuje mnie już Tay... Gdziekolwiek nie pójdziemy, ona musi się do mnie przytulać i tak dalej, jak tylko pojawią się aparaty w pobliżu... - dodał.
Rozmawialiśmy jeszcze z jakieś 2 godziny i zrobiło się bardzo późno. Na początku mówiliśmy tylko o swoich problemach, ale szybko zmieniliśmy temat i wyszliśmy o 1 w nocy z pubu, śmiejąc się. Harry zaproponował, że mnie odprowadzi, a ja nie próbowałam protestować. Bardzo go polubiłam przez ostatnie kilka godzin. Wydawało mi się to zabawne, bo znałam go już wcześniej, ale tylko jako gwiazdę - teraz miałam okazję poznać go bardziej, jako zwykłego, szarego człowieka. Nie spieszyło nam się zbytnio, mieliśmy tyle rzeczy sobie do powiedzenia. Dlatego pod moją kamienice doszliśmy dopiero o 2 w nocy... 
- Zostaniesz? - zapytałam i przygryzłam wargę, bojąc się, że odmówi. Staliśmy naprzeciwko siebie pod drzwiami. Harry otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, a ja mu przerwałam.
- Jest późno... - dodałam, a chłopak uśmiechnął się, pokazując dołeczki.
- Jesteś niemożliwa! - zaśmiał się, po czym dorzucił. - Jeśli mnie przygarniesz, to z chęcią.
Uśmiechnęłam się szeroko. Wyjęłam klucze, weszliśmy na klatkę schodową i przemierzyliśmy 3 kondygnacje schodów, by znaleźć się pod drzwiami do mojego mieszkania, które sprawnie otworzyłam. 
Harry podążył za mną. Pokazałam mu salonik z kanapą, kuchnię i łazienkę. Chłopak puścił sobie jakiś wieczorny program, a ja poszłam wziąć szybki prysznic. 
- Możesz iść! - krzyknęłam, gdy wychodziłam już z łazienki i poszłam do kuchni, by zrobić sobie ciepłej herbaty przed snem. 
Piłam właśnie ciepły napój, gdy do pomieszczenia wszedł Hazza... kompletnie nagi - zakrztusiłam się. Uśmiechnęłam się szeroko i zasłoniłam sobie oczy dłonią. 
- Harry, czy mógłbyś...? - zapytałam, prawie się śmiejąc.
- Hm... Zaraz pójdę się umyć... ale mam drobne pytanie... - powiedział równie roześmiany, co ja.
- Czy to naprawdę jest takie ważne? - znowu zapytałam, odwracając się do niego tyłem, by upić łyk zielonej herbaty, bo słyszałam, że ma ona również działanie uspokajające.
- Chyba... Gdzie są ręczniki? - zapytał.
- Druga szafka od drzwi... - zaśmiałam się, gestykulując.
Usłyszałam kroki, ale odwróciłam się dopiero, gdy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, by mieć pewność.
Poszłam do swojej sypialni i położyłam się w swoim łóżku. Myślałam, że sen szybko przyjdzie, ale myliłam się... Wsłuchując się w wodę uderzającą o dno kabiny prysznicowej, zastanawiałam się, co tak naprawdę się dzisiaj wydarzyło. Przeleżałam w tej pozycji godzinę, Harry dawno skończył kąpiel. Wpatrywałam się w sufit i podjęłam szybką decyzję. Poszłam do salonu i zauważyłam Hazzę, który oglądał jakiś kryminał, który chyba dopiero co się zaczął.
- Też nie możesz spać? - zapytał, będąc nadal do mnie tyłem. 
- Tak... - odrzekłam i przysiadłam obok niego na kanapie. 
Chłopak opatulił mnie kocem, a ja po chwili oparłam się o jego ramie... Bez słów siedzieliśmy tak i oglądaliśmy akcje przedstawianą na ekranie. 
Obudziłam się, a za oknami widziałam wstające słońce. 
Nie zauważyłam kiedy, ale zasnęłam na torsie Harreha. Czułam serce bijące pod jego mostkiem, a jego oddech poruszał kosmykami moich włosów. Nie chciałam niszczyć tej chwili, dlatego wtuliłam się bardziej w klatkę piersiową chłopaka i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, jak sam się wierci. Nie minęła minuta, gdy poczułam ciepłe wargi składające pocałunek na moim czole. To była najsłodsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam, ale nie otworzyłam oczu i nie spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się tylko lekko i pozwoliłam, żeby sen znów mnie znużył. 
Obudziłam się, a w całym pomieszczeniu było już jasno. Harry zniknął z kanapy, rozejrzałam się po salonie. A potem usłyszałam trzask talerzy w kuchni, gdzie od razu poszłam. 
- Dzień dobry! Zrobiłem śniadanie... Mam nadzieję, że lubisz jajecznicę. - powiedział rozradowany, a ja automatycznie się uśmiechnęłam szeroko i usiadłam przy stole. 
Harry był dobrym kucharzem. Śniadanie, które zjedliśmy było wyśmienite. Rozmowa cały czas towarzyszyła posiłkowi. Godzinę później staliśmy w drzwiach mojego mieszkania. Harry musiał się zbierać. 
- To do usłyszenia... - szepnęłam, wkładając w jego dłoń karteczkę z moim numerem telefonu.
- Wiesz, {Twoje Imię}... Najgorsze w Taylor jest to, że nie mogę być z kimś na kim mi naprawdę zależy i kogo na serio lubię... Na przykład z tobą. - powiedział, a ja odwróciłam wzrok od jego tęczówek, gdy dokończył. Harry ujął mój podbródek i przyciągnął mnie do siebie. Nasze wargi złączyły się w długim, ale delikatnym i czułym pocałunku...
Od tamtej pory chodziłam z Harrym. Sprawa Haylor się wyjaśniła, a ja zdałam egzamin poprawkowy. 
Po kilku miesiącach Harry zamieszkał ze mną, a reszta zespołu cały czas wpadała z odwiedzinami... Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę taka szczęśliwa...




Opracowała: B - Mam nadzieję, że Ci się podobało, Claudia!!:D



PS Proszę o komentarze i oceny pod postem:3

PSS Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzenie na nasze 2 nowe ankiety (lewy, górny róg) :P 

PSSS Jeśli podobała wam się piosenka to wstawiam z nią filmik, który mnie dzisiaj totalnie rozwalił!!:3 
Btw, ten chłopak jest gejem:C

PSSSS!! Dzisiaj jeszcze wstawię jednego imagine'a:3

czwartek, 29 listopada 2012

Imagine - Harry (XIII)

Co znajduję w kopiach roboczych po tym, jak wchodzę na komputer po szkole? A to! 
Wiadomość od E: 
"Tak, nudzi mi się;) We are live in a yellow submarine...:) Ej, miałam dzisiaj dodatkowe z moją anglistką MJ, mam prawo wariować!:D Hmm... Lubisz piłkę nożną? Bo teraz w nią grasz... Niallowi by się spodobało...<3  Całuski z ławki w czasie WFu:*"

Tak, czy siak... Boże, ostatnio cały czas to powtarzam... Tak, czy siak... To pomimo tego, że dostałam 99% procent z pk z polskiego i mam 6, a rodzice pozwolili mi zamówić cokolwiek zechcę na obiad, to... Mam ochotę coś rozwalić!! Przepraszam, powinnam teraz pisać coś, czego dawno nie było (np. Liam/Louis), ale jestem taka... Wściekła? Załamana? Coś w ten deseń... Dlatego wstawiam coś, co teraz nasunęło mi się na myśl... I przepraszam, że jest w pierwszej osobie, ale po prostu jestem taka zdenerwowana, że...Ale będzie długie! Dajcie mi rozgrzeszenie! I dziękuję, że jesteście...

Wasza B

----------------------------------------------




 Wróciłam  z pracy do naszego, wspólnego mieszkania... Było już około 21, kiedy włożyłam kluczyki do zamka i przekręciłam je. Wchodząc, poczułam zapach świeżych kwiatów i czekolady. Wszędzie panowała ciemność, nie licząc kilkudziesięciu lub i nawet setek małych światełek - świeczek. To one pewnie były powodem woni o zapachu czekolady... Zdjęłam buty i podążyłam do jadalni, tam właśnie prowadziły mnie płatki róż rozsypane na podłodze... Gdy uchyliłam drzwi, zobaczyłam w środku Harry'ego, który wstał i podszedł do mnie. Pocałował delikatnie moje usta swoimi, a ja poczułam jego męskie perfumy, które sprawiały, że nie chciałam by zakończyło się tylko na pocałunku... Pierwszy zakończył tą chwilę namiętności i objął mój policzek, po czym chwycił jedną dłoń i poprowadził do stołu. Odsunął jedno krzesło, abym mogła usiąść i dosunął mnie do stołu. Nachylił się po butelkę wina i nalał nam do kieliszków. Wodziłam wzrokiem za jego sprawnymi dłońmi i lekko się uśmiechałam... Wiedziałam doskonale, co potrafią te ręce...
Byłam z Harrym od ponad roku, a takie niespodzianki, jak ta, którą mnie zaskoczył tego dnia, były wynikiem spontanicznego okazywania uczuć przez tego chłopaka. 
- Jesteś bardzo romantyczny, nie musiałeś... - powiedziałam, wspierając się na jednej ręce, gdy on usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, ale chciałem... - wymruczał i nachylił się, by mnie pocałować w policzek. Zamknęłam oczy, kiedy jego ciepłe wargi musnęły moją skórę. Nie mogłam uwierzyć, że różnica wieku między nami, stała się nagle taka nieistotna... Harry miał 18-ście,a ja byłam starsza od tego chłopaka o 10 lat... Na początku to był zwykły romans, nie chciałam niczego więcej, ale kiedy zamieszkaliśmy ze sobą... Dowiedziałam się jaki on jest naprawdę i pomimo woli oraz rozumu... Musiałam w końcu przyznać, że coś czuję do tego nastolatka. Nastolatek... To było słowo, które odbijało się echem w mojej głowie. Poniekąd trzeba było przyznać, że jestem dla niego okropna... On się tak stara, a ja... Ja go wykorzystuję. Czuję coś do niego, ale jeszcze nigdy nie powiedziałam tego na głos, bo nigdy też nie pozwoliłam sobie na podobne myśli, jak dzisiaj. On się angażował w ten związek za nas oboje...
Na stole stały małe świeczki, a gdzieniegdzie na białym obrusie, leżały czerwone płatki... 
- Zrobiłem zapiekankę, twoją ulubioną! - powiedział mi do ucha, muskając ustami jego płatek.
Uśmiechnęłam się szeroko, nie mogłam uwierzyć w to wszystko! Świece, kolacja, płatki kwiatów, wino... Jednak po chwili zaczęło gryź mnie sumienie... Czy ja kiedykolwiek zrobiłam dla niego coś, co mogłoby równać się z tym? 
Zjedliśmy posiłek, żartując sobie i rozmawiając.
- Mogę ci coś jeszcze pokazać? - zapytał niepewnie, a ja zamarłam i dopiero po chwili pokiwałam głową ze skromnym uśmiechem na twarzy.
Harry wstał, odsunął mi krzesło i chwycił mnie za rękę. Gdy nasze ciepłe palce się skrzyżowały, przeszył mnie dreszcz, znów poczułam się banalnie... "Prawie tak, jak w liceum" - zadrwił ze mnie mój mózg. Harry poprowadził mnie kwiatową ścieżką na ogród, gdzie na zielonej trawie, stało pianino. Usiedliśmy oboje na ławeczce przed nim. Na jego górze stało kilka świeczek, które delikatnie oświetlały nasze twarze w tym mroku. Harry położył dłonie na klawiszach i zaczął grać. Dopiero po kilku nutach zorientowałam się, że jest to jedna z moich ulubionych piosenek One Direction - "They Don't Know About Us". I to jeszcze jak trafnie opisywała to, co było między mną, a tym loczkowatym chłopcem. Nikt o nas nie wiedział, a właściwie nawet sami nie potrafiliśmy określić to, co między nami naprawdę było. Oparłam głowę o jego ramię i wodziłam wzrokiem po jego smukłych, długich palcach, które dość sprawnie poruszały się po klawiszach...
Nie zauważyłam nawet kiedy chłopak przestał grać. Pocałował mnie w czoło, a jego wargi były lekko spierzchnięte od wieczornego zimna, który panował na dworze. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niesamowite zielone oczy... Wyciągnął rękę i objął mój policzek, przejechał kciukiem pod okiem bardzo delikatnie. Wtuliłam się jeszcze bardziej w jego dłoń i własną dłonią przytrzymałam jego. 
- Chodźmy na górę... - wyszeptałam prawie niesłyszalnie, ale gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, widziałam, że wie o co mi chodzi. Wziął moją rękę i zaprowadził mnie schodami na piętro, do sypialni... Oparł mnie delikatnie o ścianę, a ja się nachyliłam i pocałowałam go w miejsce za jego lewym uchem. Jęknął, to był jego czuły punkt... Wyprostowałam się, a on zaczął mnie całować namiętnie, a ja odwzajemniałam pocałunki. Mój oddech stawał się powoli coraz bardzie płytki... Tym razem pozwoliłam mu przejąć inicjatywę. Poczułam jak jego ciepłe dłonie zjeżdżają w dół po moich plecach, podniósł mnie za pośladki, a ja automatycznie obwinęłam go nogami wokół bioder. Harry przeniósł mnie i położył delikatnie na łóżku. Nachylił się i pocałował moją szyję... W tym szaleństwie myślałam o tym, co mnie łączy z tym dzieciakiem... I w końcu powiedziałam to... To co ostatnio ciążyło mi na sercu.
- Ja przepraszam, Harry... - powiedziałam, kładąc rękę na jego nagim torsie i odsuwając go delikatnie. 
- Ja tak nie mogę! - dodałam, a głos mi zadrżał. - Cały czas cię wykorzystuję, a ty się tak starasz i... - jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
Chłopak ją wytarł i oparł czoło o mój czubek głowy.
- Wiem, jaka jest prawda... - odpowiedział cicho melodyjnym głosem. - Tylko szkoda, że nie umiesz jej przyznać głośno...
Odwróciłam wzrok od jego oczu i spojrzałam w bok. Czułam, jak zaczynają mnie piec policzki, a to znaczyło tylko jedno - rumieniłam się. Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili zaśmiałam się i spojrzałam na mojego chłopaka. Tak wreszcie mogłam tak o nim powiedzieć. Byłam w niebo wzięta! Od niepamiętnych czasów nie czułam czegoś, co dał mi ten chłopak. Przyciągnęłam go do siebie za kark i delikatnie musnęłam jego rozgrzane wargi własnymi. 
- Idźmy spać... - zaproponowałam, kładąc się.
Harry położył się obok mnie tak, że spoglądałam mu teraz w te jego zielone tęczówki. Przysunęłam się do niego jak najbardziej mogłam i wtuliłam się w jego umięśniony, ciepły tors. 
- Dobranoc - wyszeptał, gasząc lampkę nocną i przygarniając mnie do siebie mocniej ramieniem. 
- Dobranoc... Kocham cię. - powiedziałam, przytulając się mocniej i zamykając oczy. Usłyszałam jak jego serce gwałtownie przyspiesza i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Czułam, że to mój najszczęśliwszy dzień!  Nagle wszystko stało się takie oczywiste...
- Ja ciebie też, kochanie... - odpowiedział radosnym głosem, całując mnie w czoło. 
Zasnęliśmy i ze snu wyrwał mnie dopiero jakiś koszmar. Odwróciłam się w drugą stronę i spojrzałam w ciemną przestrzeń. Śniło mi się, że to, co stało się sensem mojego życia... Miało przestać istnieć. Wiem, że to szalone, ale... Dzisiaj odkryłam, że nie mogę żyć bez Loczkowatego. Nagle poczułam czyjeś silne ramiona przyciągające mnie do siebie. Harry pocałował mnie delikatnie w szyję i opatulił nogami...
- Nie bój się... Rano nadal tu będę. - wyszeptał mi do ucha, jakby wyczuwał to, o czym myślałam.


Załkałam głośniej. Łzy spływały mi po policzkach i mieszały się z wodą. Oparłam się o szybę kabiny prysznicowej, gdy moim ciałem wstrząsały kolejne spazmy płaczu. Te wspomnienia były zbyt rzeczywiste i jednocześnie przez to, zbyt brutalne. Te wspaniałe chwilę z nim już nigdy nie powrócą... Już nie zobaczę jego twarzy i uśmiechu... Czułam, że coś we mnie pęka... Usiadłam na dnie kabiny i zasłoniłam sobie twarz dłońmi, pomimo tego, że nikt nie mógł mnie zobaczyć. Łkanie stawało się coraz głośniejsze, a ja płakałam, siedząc pod strumieniami wody, dopóki łzy nie przestały lecieć. Kiedy dowiedziałam się niedawno, że Harry zginął w wypadku lotniczym, gdy próbował polecieć by odwiedzić swoich przyjaciół... Cały świat się dla mnie zawalił. Ani razu przez myśl nie przeszedł mi pomysł, że tak zakocham się  w tym młodym, loczkowatym chłopu. Faktu, że straciłam go bezpowrotnie, nie pomagała wieść o tym, że jestem w ciąży... Mam w sobie jego dziecko... Dziecko, które nie będzie mieć ojca... Nigdy się z nim nie spotka, nie pobawi... Harry nie nauczy go grać na pianinie albo jak zainteresować sobą dziewczyny... Nigdy nie usiądziemy razem przy wspólnym posiłku w Wigilię... Jeszcze jedna zabłąkana łza spłynęła mi po policzku, gdy położyłam się do łóżka. Naszego łóżka. Leżąc tam sama, dobijała mnie myśl, że teraz moje życie stało się bez wyrazu... ale muszę żyć. On był tym jedynym i to jest najważniejsze. Wychowam to dziecko i będzie ono moim największym skarbem. Odwróciłam się na bok i spojrzałam na gwiazdy za oknem. Tak bardzo chciałabym, żeby czas się cofnął, żeby ten cholerny samolot w ogóle nie startował... Zamknęłam oczy, a pod powiekami ujrzałam go, gdy mówił: "Nie bój się... Rano nadal tu będę" i uśmiechnęłam się, pomimo iż wiedziałam, że obudzę się sama...Jednak już mniej bałam się tego, co nadejdzie...



Opracowała: B


PS Wiem, że jest mega smutaśny, przepraszam was!
Chyba w ogóle was dzisiaj zawiodłam... Postaram się bardziej następnym razem... :(





niedziela, 25 listopada 2012

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

piątek, 2 listopada 2012

Ciekawostki 1D (XIII)

Ah... Dobra, piszę rozdział "More Than This" i widzę, że jest was wielu o tej godzinie, a potrzebuję jeszcze trochę czasu, więc wstawiam ciekawostki, żebyście się nie nudzili;D








  •   Raz fanka powiedziała Zayn'owi że podoba się jej jego czapka, a on ją jej dał. 
  • Ostatnio gdy mama Niall'a była w USA, chłopak nie pozwolił jej za nic płacić, płacił za nią.  
  • Po zakończeniu trasy w Australii, Liam i Danielle wybrali się na wspólne wakacje. (if you know what I mean;D ) 
  • Gdy Harry pierwszy raz się upił, rozmawiał z kotem.( co jest w tym dziwnego? O.o) 
  • CHŁOPCY ZAGRAJĄ NA MADISON SQUARE GARDEN 3 GRUDNIA 2012 ROKU. BILETY NA SHOW WYPRZEDALI W JEDNĄ MINUTĘ{Bieber w 20 min.:D} 
  • Zawsze przed koncertem Niall patrzy w tłum fanów i myśli: "Ciekawe czy jest tam moja przyszła żona."(kiedy on przyjedzie do Polski, żeby w końcu ją = mnie poznał?:D)
  • Niall: "Fanki zawsze pytają mnie czy się z nim ożenię, więc będę miał dużo żon." :) <3 
  • "Mogę definitywnie powiedzieć, że Harry jest najbardziej pewny siebie, jeśli chodzi o dziewczyny" - Louis. 
  • "Nie mogę pomóc, ale spróbuję odnaleźć moją przyszłą żonę w tłumie" - Niall.(o co mu biega z tymi żonami?) :D 
  • "Jesteśmy tylko normalnymi nastoletnimi chłopakami. Nie jesteśmy robotami" - Harry.
  • Harry ma koszulkę z napisem: "Miłość jest równa/jednakowa". 
  • "Po prostu patrząc na ciebie, Zayn może stwierdzić czy kłamiesz" - Liam.
  • Louis nienawidzi nosić skarpetek. Strasznie rzadko je nosi, najlepiej tylko wtedy kiedy musi. 
  • Podczas podróży do Francji pan Payne uciekając przed fankami zgubił buta:) 
  • Lou słyszał kiedyś jak Hazza mówi sam do siebie patrząc się w lustro : "Harry jesteś zbyt seksowny! A te loki.. wow!" 
  • Często zdarza im się mylić trampki z sneakersami (wht?) 
  • Gdy Zayn był mały jadł papier( wow, życie na krawędzi!:D) 
  • Hazza gryzie na raz oba paluszki Twixa, bo nie chce, by któryś czuł się samotny. (tak jak my X!) :) 
  • Louis lubi patrzeć się na Zayna, gdy ten tweetuje, bo wystawia swój język na wierzch. 
  • Jako żart urodzinowy, chłopcy wylali na Harrego cztery wiadra lodowatej wody. 
  • Harry wygolił 'H' na nodze Zayna, gdy ten spał... (hahahahah)
  • Gdy Niall poznał Justina Biebera, Harry wyprowadził go ze studia, aby ten mógł wykrzyczeć swoje szczęście. 
  • Zayn lubi dziewczyny które grają trudne do zdobycia.
  • Harry'ego pociągają dziewczyny inteligentniejsze od niego. Sam mówi że zabiłby za taką dziewczynę.  
  • Liam powiedział, że pójdzie na randkę z każdą fanką która go o to poprosi. A jeśli będzie wiele takich propozycji, urządzi zbiorową randkę. 
  • Harry twierdzi że mógłby być bardzo lojalnym chłopakiem. I lubi myśleć, że jest też romantyczny. 
  • Zayn powiedział że wśród kobiet ceni inteligencje, Louis szuka ostrej dziewczyny, a Niall nieśmiałej.
  • Każdy z nich chciałby mieć dziewczynę, która jest fanką ich zespołu. 
  • Harry chciałby dziewczynę, do której mógłby zadzwonić w środku nocy i porozmawiać. Twierdzi że to słodkie. 
  • Liam twierdzi że miłość polega na komunikacji, więc na randce trzyma dziewczynę za ręce, spaceruje po parku i kupuje jej kwiaty. 
  • Gdy chłopcom podoba się ubiór lub wygląd dziewczyny, mówią do siebie: It's peng. 
  • Justin Bieber sprzedał 22.000 biletów na koncert w 17 minut, chłopaki z One Direction sprzedali 140.000 w 4 minuty a bilety na całą trasę w 12 minut. 
  • Liam używa skrótu DTF który oznacza : Dedicated to fans. <- zadedykowane fanom. 
  • Zayn lubi gdy dziewczyna ma paznokcie wymalowane różowym lakierem. (hmmm... X??) 
  • Szefowie X-Factora próbowali namówić Niall'a na dietę. 
  • Zayn potrafi w przybliżeniu 70 odbić piłkę nad sobą, bez jej upadku. 
  • Liam, Zayn i Niall mają taki sam rozmiar stopy { 8 }. 
  • Harry zawsze całuje się na pierwszej randce. (jakby to mnie dziwiło;D)

Wasza, zmęczona B :)


niedziela, 12 sierpnia 2012

Imagine - Harry (X) part I

Dobra... chyba podzielę to na dwie części, bo jest na serio długi:D Już kiedyś tam go sobie ubzdurałam i co chwila dodaję do niego kilka nowych szczegółów... A i postaram się w poniedziałek po imprezie napisać resztę tego imaginu (chyba, że zdążę dzisiaj, ale nic nie obiecuję) i 1 albo 2 rozdziały z opowiadania "So what", bo aż 76% z was prosi o kontynuację:D No dobra... Ready, steady, go!

-------------------------------------------------------



Znałaś chłopaków, a nawet przyjaźniłaś się z nimi już od dłuższego czasu i od samych początków ich kariery byłaś ich wielką fanką! 
Dzisiaj jak to mieliście zwykle w planach, poszliście razem (ty, 1D, Danielle, Perrie i El) do baru z karaoke... Siedzieliście w przyciemnianym barze przy okrągłym stoliku i strasznie dużo się wygłupialiście, śpiewaliście, graliście w 'prawda czy wyzwanie'... To był naprawdę miły wieczór, a w szczególności dla ciebie, bo cały czas siedziałaś obok Harry'ego, do którego od dawna czułaś miętę, a i on chyba coś do ciebie czuł. "To zwykły podrywacz! Zawsze przywozi sobie na noc inną fankę po koncercie" - tłumaczyłaś w myślach zawsze jego zachowanie wobec ciebie... Te czułe, znaczące spojrzenia, przygryzania wargi, delikatne dotykanie cię i szeptanie na ucho - tak to był stały element spotkań z tym loczkowatym chłopakiem. Nic dziwnego, że ludzie często mieli was za parę...
Dzisiaj nie było wyjątku... To klepał cię w udo, muskał delikatnie twoje palce swoją dłonią, wysyłał filuteryjnie spojrzenia...Ty starałaś się nie zwracać na to uwagi, ale kiedy po raz kolejny nachylił się, żeby powiedzieć ci coś na osobności, na ucho od strony, po której siedział - pękłaś...
Harry zawsze przysuwał się na tyle blisko, że wyczuwałaś zapach jego wody kolońskiej, czułaś ciepły oddech na szyi, a jego delikatne wargi, kiedy wypowiadał słowa, muskały cię delikatnie w ucho. Jednak tym razem, kiedy dokończył zdanie "Ślicznie wyglądasz kiedy się śmiejesz", ty zamiast się uśmiechnąć i wrócić do tematu, o którym wszyscy mówili, ty po prostu, zrobiłaś coś czego nie miałaś w planach... Kiedy Harry odsunął się kawałek, by spojrzeć ci w oczy, ty przysunęłaś go do siebie za pomocą twojego palca, który trzymałaś pod jego podbródkiem. Nachyliłaś się do niego, teraz to twoje usta delikatnie dotykały jego ucho przy wypowiadaniu:"Harry, mam dosyć tych twoich gierek...Może przejdziemy do konkretów i zamiast udawać mojego chłopaka, postarasz się, żeby zasługiwać na ten tytuł..."
Czułaś jak chłopak uśmiecha się coraz szerzej, ale ty kiedy się od niego odsunęłaś starałaś się mieć cwaniacki śmiech, ale nie wiedziałaś jak wyszło, bo nigdy nie sądziłaś, że mu to powiesz... Zawsze trzymałaś  przemyślenia tego typu tylko i wyłącznie dla siebie... Swój otępiały z wrażenia, jak i trochę strachu, wzrok przeniosłaś na Liama, który rozmawiał z El... Rozejrzałaś się w około stolika... Nikt nie zwracał uwagi na waszą dwójkę... Tak jakby uważali takie zachowanie za normę. Nadal rozglądałabyś się po stoliku, gdyby nie to, że Harry zaczął coś do ciebie mówić... Był teraz blisko, ale nie tak blisko jak przed chwilą, po prostu nachylał się do ciebie... Spojrzałaś mu w te jego nieziemskie oczy i modliłaś się w duchu, aby ktoś ci pomógł... Patrzyłaś tak na niego bez wyrazu, aż w końcu dotarły do ciebie jego słowa...
- Co? - zapytałaś zdziwiona.
- Tak to... Też mam tego dosyć! Chodźmy na randkę, to ci udowodnię, że bez problemu mógłbym mieć taki tytuł...- powiedział pewny siebie.
 Wybuchłaś śmiechem, a chłopak był trochę zdezorientowany.
- Traktujesz to jak jakieś wyzwanie, ale dobrze...- wzruszyłaś ramionami i powiedziałaś jak zwycięzca - Chodźmy... Kiedy ci tylko pasuję, nie wydaję mi się, że zajmie nam to dużo czasu biorąc pod uwagę twój charakter, ale...
- Mój charakter? -  przerwał ci obrażony.
- No bo widzisz, Hazza... Problem w tym, że jesteś największym podrywaczem, jakiego widziała ta ziemia!
- Wcale nie... - odparł poruszony, po czym dodał pewniej - Udowodnię ci, że tak wcale nie jest...Myślisz, że podczas randki porzuciłbym cię dla innej? - twoje twierdzące kiwnięcie głową, nakręciło go jeszcze bardziej - Potrafię być romantykiem! - i tu już nie wytrzymałaś i wybuchłaś śmiechem - Wiesz, co... Po co marnować czas? Spotkajmy się już dzisiaj! - krzyknął Harry.
- Świetnie, zatem dzisiaj...- dopiero teraz zauważyłaś, że przy stoliku zapanowała kompletna cisza...Wstałaś od stolika i włożyłaś kurtkę przewieszoną przez oparcie - Zatem do dzisiaj...
- Będę po ciebie o - spojrzał na zegarek, była już 21 - Ile potrzebujesz czasu, żeby się wyszykować, kochanie? - rozkoszował się w pełni wypowiedzeniem tego ostatniego słowa...
- Mhhh... - potarłaś policzek udając zamyśloną - Stąd do domu mam rzut beretem... Muszę się umyć, przebrać, zrobić włosy i... - oparłaś dłonie o stół i nachyliłaś się do niego - Bądź o 22:30, kotku... - powiedziałaś trochę ironicznie, ale pewnie siebie i tak jak on delektowałaś się tym słowem... 
- Zatem do 22:30! Będę pod twoim domem...- odpowiedział na tyle pewnie, jakby czuł że strzeli 6 w totka. Wyprostowałaś się i zaczęłaś iść do wyjścia.
- Świetnie!- dodałaś na koniec, a tuż przy wyjściu usłyszałaś jeszcze bardziej zacięte od twojego "Świetnie" w wykonaniu Harry'ego.
Wróciłaś do domu i zaczęłaś się szykować... Nigdy nie chciałaś tego okazywać, ale zależało ci na tym podrywaczu i wiedziałaś, że w głębi serca jest inny niż wszyscy mówią... Umyłaś się, zrobiłaś sobie delikatny makijaż, kręcone włosy rozpuściłaś i włożyłaś jeden z tych mniej odważnych zestawów.


Ciąg dalszy nastąpi

Opracowała:B - "Przepraszam, że zdążyłam napisać tylko tyle...Druga część jest dopiero fajna;D Napiszę ją jutro"


PS: Jeśli chcesz jakiś imagine specjalnie i wyłącznie tylko dla ciebie.... Napisz w komentarzach z jakim chłopakiem i swoje imię (bez podanego imienia wezmę nick)... Jeśli chcecie możecie też podać słowa klucze,np.: zazdrość, trasa koncertowa, rozstanie, trudne tematy itp. itd. A i bym zapomniała... co do imaginów 18+ jestem zbytnio sceptycznie do nich nastawiona, w sensie do ich pisania, bo tego bloga dużo moich znajomych ze szkoły odwiedza...ale jeśli ktoś poprosi, to no cóż, ja nigdy nie mówię nie, ale wolałam bym jako słowa klucze zamiast "18+" - "trudne tematy":D Postaram się jak najszybciej powstawiać zamówienia:D Praktycznie mam cały poniedziałek i wtorek wolny!!

PSS:Dostałam pierwszą pracę na konkurs... Ludzie, proszę bierzcie udział! To niby nic, taka wygrana, ale... No nie ważne... Błagam jeszcze raz... Sprawdźcie "Nie tylko sercem, ale duszą"... ale oklepana nazwa, chyba byłam...