Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2012

Imagine - Liam (IX)

We are live in a yellow submarine, yellow submarine... Ups... Przepraszam, trochę mnie poniosło... Ostatnio mam fazę na tą piosenkę. Chociaż znam ją od roku dopiero teraz mnie napadało:) Może to dzięki dodatkowym lekcjom z moją anglistką;3 B ma mnie już dość, bo cały czas ją śpiewam-_- Pewnie niedługo mi przejdzie, więc...:D
Dzisiaj piszę ja, bo B przygotowuje się do konkursu;) Znowu nie przeczytała wymaganych książek, ale ja w nią wierzę, bo ostatnio dzięki streszczeniom przeszła do kolejnego etapu:) U nas w szkole skończył się trymestr, więc oceny wystawione... Teraz trzeba od nowa wypełnić dziennik-_-
Tym razem napisałam Liama... Nie jestem zadowolona, ale obiecałam X i B, że coś dzisiaj wstawię, a nie zdążę napisać nic innego... Pierwszy raz o nim pisze, więc wybaczcie mi, że jest taki słaby.




-[T.I.]! Wychodzimy!-zawołała z dołu moja mama. Niechętnie wzlokłam się z łóżka i zeszłam na dół. Usiadłam na schodach i zaczęłam ubierać trampki.
- Dziecko, jak ty wyglądasz?!-zdenerwowała się mama.- Nie jedziemy na kajaki, a nie na pokaz mody!
- Mamo, przecież mówiłaś, że nie muszę z wami płynąć-powiedziałam łagodnie mimo, że byłam na nią zła.-Poza tym...-spojrzałam na swoje ubranie(niebieskie jeansy, biały top i narzucona na niego, luźna czerwona koszula)), po czym skończyłam zawiązywać drugiego buta.-...to jedne z moich najwygodniejszych rzeczy...
- Ach, tak... Chyba rzeczywiście coś takiego mówiłam...-zastanowiła się moja rodzicielka.
- Jak to, [T.I.] nie będzie z nami płynąć?-powiedział mój młodszy brat, wyginając usta w podkówkę.
- Chodź tu do mnie...-rozłożyłam ręce, żeby przytulić chłopca. Nie wahał się on długo i po chwili znalazł się w moich ramionach.-[I.T.B.], przecież wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- Ja cię uratuję, jeśli będzie taka potrzeba!
- Dobrze, ale może innym razem...-zaśmiałam się, na słowa chłopca.- Dzisiaj bardzo chętnie sobie odpocznę na plaży... Ale obiecuję ci, że zaraz po kajakach zabiorę cię na lody! To jak umowa stoi?
Chłopiec pokiwał twierdząco głową, przytulił się do mnie mocno, ale po chwili wyrwał się z moich objęć.
- To, jak jedziemy?!-zaczął ciągnąć moją rękę, żebym wstała.- Nie mogę się doczekać!
-Lodów, czy kajaków?-zapytała z uśmiechem moja mama. Chociaż miałam z nią coraz gorszy kontakt, to mój brat sprawiał, że potrafiłyśmy się dogadać.
- Tego i tego! To będzie super dzień!-razem z mamą zaśmiałyśmy się krótko, po czym wzięłam chłopca za rękę i wyszliśmy z domu.
- Widzę, że humor wszystkim dopisuję...-zaczął mój tata.- I tak ma być!:)
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy nad jedno z najbliższych jezior. Często tam jeździliśmy, ale dopiero niedawno odkryliśmy, ze można tam wypożyczyć kajaki. Całej mojej rodzinie podobał się ten pomysł z wyjątniem mnie, ponieważ przeraźliwie bałam się wody. Miałam tak od dzieciństwa, odkąd prawie się utopiłam podczas nauki pływania. Od tamtego czasu nie ma siły, która zmusiłaby mnie do jakiegoś głębokiego zbiornika wodnego. Chociaż miałam spędzić ten dzień na samotnym siedzeniu na plaży, to zapowiadało się przyjemnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie byłam skłócona z mamą. Kiedyś jej mówiłam o wszystkim, teraz prawie o niczym. Parę razy próbowałam to zmienić, ale nie potrafię... Na szczęście zdarzają się takie chwile, jak teraz:) Zanim się zorientowałam, dojechaliśmy na miejsce. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam czytać "Plotkarę" Cecily von Ziegesar(zainspirował mnie mój drugi mąż:)), podczas gdy moja rodzina przygotowywała się, żeby wypłynąć na kajaki. Lektura mnie tak zainteresowała, że nie zwracałam uwagi na otaczający mnie świat. Przerwałam tylko na chwilę, żeby pomachać na pożegnanie rodzicom i bratu, którzy wypływali na swoją pierwszą przygodę z kajakami. Wróciłam na swoje miejsce i zajęłam się poprzednią czynnością
- Witaj Czerwony Kapturku, co tam czytasz?-usłyszałam głos zza drzewa, przy którym siedziałam. Na jego dźwięk podskoczyłam i wyrzuciłam książkę z rąk, tak że wylądowała w najbliższych krzakach.-Przestraszyłem cię?- nagle przede mną pojawia się osoba, przez którą prawie dostałam zawału serca. Był to wysoki brunet, który wydawał mi się skądś znajomy, ale nie wiedziałam zupełnie skąd.-Przepraszam nie chciałem...-powiedział podając mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Kiedy udało mi się stanąć na nogach, chłopak podał mi książkę, którą rzuciłam w krzaki.
- Nie ma sprawy-uśmiechnęłam się delikatnie, przyciskając powieść do klatki piersiowej.
- Może się przejdziemy?
- Hmm... No nie wiem... Mama mi nie pozwala rozmawiać z nieznajomymi...-zrobiłam "niewinną" minę.
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Chociaż w sumie to nim jestem...-zamyślił się.-...ale możemy to zmienić:) Jestem Liam..
- A ja [T.I.]-powiedziałam i ścisnęłam jego wyciągniętą rękę. Po czym przyjrzałam mu się bardzo dokładnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie z kim rozmawiam.- Nie musiałeś się przedstawiać. Wiem, kim jesteś-uśmiechnęłam się słodko.- Ale będziesz się musiał przyzwyczaić, że będę do ciebie mówiła Wilku...
- Dla ciebie Czerwony Kapturku, jestem do tego skłonny. To teraz będziesz chciała się ze mną przejść?
- Owszem-chłopak ujął moją dłoń i ruszyliśmy w stronę leśnej ścieżki.
Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, oddychając świeżym powietrzem, o które trudno w wielkiej metropolii i napawając się pięknymi widokami. Przeszliśmy spory kawałek drogi, zanim któreś z nas się odezwało.
- Jesteś plotkarą?
- Nie... Dlaczego tak uważasz?-spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam, tak tylko myślałem...-odwróciłam głowę w stronę chłopaka i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Liam zarumienił się lekko i odwrócił wzrok.- Bo...wiesz, ta książka, którą czytałaś...
Zaśmiałam się, gdy usłyszałam słowa, które padły z jego ust. Jednak po chwili opanowałam się, żeby nie robić mu przykrości.
- Liam, nie martw się, mi można zaufać. Nie obwieszczę całemu światu za pomocą twittera, że cię spotkałam...
- Nie chodziło mi o to, nie mam nic przeciwko, żebyś to zrobiła... Wiele dziewczyn by tak uczyniło... Ale po prostu nie lubię plotek...
- Ja też-uśmiechnęłam się delikatnie.- Ale mimo to jestem fanką "Plotkary". Książek, jak i serialu... Ale pomyśl racjonalnie, co bym miała tam napisać? Że jestem twoją dziewczyną? Przecież to by było jakieś szaleństwo. Ja nie jestem taka
- Przepraszam, nie chciałem...
- Nie jestem zła, nie mam przecież za co... Nie znasz mnie, więc sąd mogłeś wiedzieć, jaka jestem:) Może zmieńmy temat?
- Tak, to dobry pomysł-wreszcie chłopak się uśmiechnął.
- To może najpierw mi odpowiesz, co słynny Liam Payne z One Direction tutaj robi?
- Hah... Lubię to miejsce, jest takie ciche... Można odpocząć... Może usiądziemy?-nie czekając na moją odpowiedź, chłopak pociągnął mnie za rękę, którą cały czas trzymał, przez co usiadłam na ławce tuż obok niego.-Skąd mnie znasz?
- Szczerze...? Trudno cię nie znać. Razem z resztą jesteście wszędzie... Koszulki, bransoletki, lalki, szczoteczki do zębów... To już się robi dziwne... Mam małe pytanie, ale odpowiedz szczerze... Nie przeraża cię to?
- Trochę...-zaśmiał się krótko.-Ale to nie jest, tak że mamy dość. Kochamy naszych fanów...
- Wiem...-przerwałam mu.- Nie musisz mi się tłumaczyć... Tyle, że chyba każdego by coś takiego przerażało...
- Chyba tak...-chłopak uśmiechnął się delikatnie.- Skoro odpowiedziałem na twoje pytanie, to teraz odpowiesz na moje. Co tutaj robisz Czerwony Kapturku?
- Rozumiem, że oprócz zadawania się ze złymi Wilkami...-uśmiechnęłam się słodko.- Moja rodzinka przyjechała tu na kajaki...
- To czemu nie jesteś z nimi? Jeśli wolno spytać..
- Jasne, że wolno:) Od dzieciństwa boję się wody, znaczy dużych zbiorników wodnych, w których mogę się utopić... Poza tym często się kłócę z mamą, więc wolę nie narażać nas na utratę życia...-wypowiadając ostatnie zdanie, wpatrywałam się czubki swoich butów.
- To smutne, że się z nią kłócisz. Zawsze wydawało mi się, że matka z córką są ze sobą blisko.
- Kiedyś tak było, ale teraz jest zupełnie inaczej... Zdążyłam się już przyzwyczaić, więc nie
- Może uda ci się to jeszcze naprawić
- Wątpię...-przerwał mi dzwoniący telefon. Nie musiałam sprawdzać, kto do mnie telefonuje. Wiedziałam, że to moi rodzice wrócili z kajaków i teraz mnie szukają.- Liam, ja misze iść... Przepraszam...-wstałam, a on po chwili poszedł w moje ślady.
- Nie ma sprawy... Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...
- Na pewno-uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam swojego Wilka.- Wiesz co...?! Idę zaraz z młodszym bratem na lody dołączysz się...
- Bardzo chętnie-uśmiechnął się, tak że nogi się pode mną ugięły.-Czuję się bardzo zaszczycony tym, że Czerwony Kapturek wreszcie zaufał Wilkow
Chłopak chwycił moją dłoń i zaczął iść w stronę przystani, ale ja nie ruszyłam się z miejsca, więc Liam przyciągnął mnie do siebie. Bardzo szybko się do siebie zbliżyliśmy i nasze usta się delikatnie musnęły, więc szybko odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na siebie w osłupieniu.
- To może już pójdziemy-wyjąkałam.-Żeby nie czekali na nas za długo...
- To dobry pomysł...-powiedział chłopak po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął, tym razem delikatniej, w stronę samochodu.


Napisała E
PS. Przepraszam, że ten imagine wyszedł mi taki nabazgrany, ale postaram się, żeby następny był lepszy:) Wybaczcie mi...



poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Imagine - Zayn (chyba XI)

Dobra... Tak szybko...Byłam u chirurga, mam szwy za lewym uchem i startą do jak najmniejszych rozmiarów chrząstkę...Było super na sali operacyjnej:żartowałam sobie z lekarzami, dużo rozmawialiśmy i żartowałam sobie, że słyszę ścieranie kostki i jak nitką mnie zaszywają...Na serio było tak fajnie...ale teraz boli jak cholera, mam ochotę sobie amputować to ucho, trudno jest myśleć... Wracając do tematu... Dziękuję za miłe komentarze, mamy już 27 obserwatorów i niedługo dobijemy do 25 700 wejść:) W przyszłym roku podobno ma być koncert 1D w Polsce!! (Rodzice powiedzieli, że kupią mi bilety:D) A co dzisiaj... No więc, ponieważ dawno nie było naszego Mulata... to dzisiaj on:) Ola twojego z Harrym wstawię w tym tygodniu, tylko chodzi o to, że nie chcę by dwa razy pod rząd był Loczek:D No to... Z dedykacją dla Alicji:) Na serio dziękuję, twój komentarz był jednym z najwspanialszych i z najbardziej budujących! Alice you made my day <3 A i ja też to robię dla Liama;) No dobra... Wiem, że tutaj trochę pozmyślałam, ale przymknijcie oko na fakty, które nie są realne albo coś:D Chyba będzie długi... Alicja, mam nadzieję iż się spodoba i że będzie amaZAYN:*

----------------------------------------------------------------







 Mieszkałaś w Londynie od dosyć niedawna, dopiero co poznawałaś tutejszą kulturę i miasto. Przeprowadziłaś się tutaj, bo to było jedno z twoich marzeń, ale przede wszystkim szkoła artystyczna. Sztuka była twoim nieodłącznym przyjacielem odkąd pamiętałaś. Uwielbiałaś chodzić po swoim nowym miejscu zamieszkania i uwieczniać na kartkach albo zdjęciach miejsca/momenty, które cię zachwyciły/zaintrygowały.
Dzisiaj, jak to często robiłaś, poszłaś się przejść ze szkicownikiem po mieście. Przeszłaś niezły kawałek, aż doszłaś do Hyde Parku. Myślałaś na początku o tym by narysować Speakers Corner, ale było tam dziś za dużo osób, dlatego stwierdziłaś, że przejdziesz się wzdłuż polany z wypoczywającymi ludźmi.Poszłaś nad jezioro i przysiadłaś na ławce w cieniu. Dość mało osób się tutaj kręciło. Na ławce kawałek dalej siedział skrzypek i grał, a na ławce trochę bliżej widziałaś odwróconego tyłem chłopaka. Bez zastanowienia wyciągnęłaś rysownik i zaczęłaś przenosić obraz na kartki. Unoszące się na wodzie łódki, ludzi, drzewa wokoło - to wszystko sprawiało, że uśmiechałaś się kiedy rysowałaś. Kątem oka zauważyłaś dziewczynkę, która się do ciebie przysiadła. Oderwałaś wzrok od kartki i spojrzałaś na dziecko, dziewczynka uśmiechnęła się, a ty to odwzajemniłaś uśmiechając się równie uprzejmie jak ona. 
- Ładnie rysujesz! - powiedziała śmiało dziewczynka pokazując twój blok.
- Hah, dziękuję... - spojrzałaś na nią i zauważyłaś, że dziecko spogląda na twoje kredki. - Chcesz też sobie trochę porysować? - spytałaś i przygryzłaś wargę, bo nie wiedziałaś czy robisz dobrze. Dziewczynka przytaknęła, a ty z chęcią dałaś jej podkładkę, kartki, a piórnik z kredkami położyłaś między wami. Obie rysowałyście, czasem spoglądałaś na dziewczynkę...
- WOW! Pięknie rysujesz, masz talent! - powiedziałaś, aby zagadać, bo jednak trochę intrygowała cię jej obecność.
- Dziękuję i nawzajem - odpowiedziała - Jak masz na imię? Ja jestem Zoey.
- Och, ładne imię. Ja jestem [Twoje Imię]. 
- Twoje jest dopiero ładne - uśmiechnęła się i zrobiłaś to samo.
- Z kimś tutaj jesteś, bo chyba jesteś za młoda, żeby sama tutaj tak chodzić... - spytałaś.
- Nie jestem za młoda... Mam już 5 i 3/4! I jestem z wujkiem... - powiedziała wyciągając paluszek w stronę chłopaka, który wcześniej siedział odwrócony. Spojrzałaś w tamtą stronę, chłopak przyglądał wam się, ale kiedy napotkał twój wzrok - spuścił głowę. Kogoś ci przypominał, ale nie byłaś pewna kogo.
- Dziękuję - oddała ci niewykorzystane kartki i ołówek, wstała i widząc twój zdziwiony wyraz twarzy dodała - Nie martw się zaraz wracam - obie się uśmiechnęłyście.
Zoey poszła do swojego wujka podała mu rysunek, a on się ucieszył na jego widok. Cała ta scena mogłaby być równie jedną z jakiegoś filmu fabularnego. Po chwili Zoey wróciła z siateczką.
- Mam chlebek dla kaczek i gołębi - powiedziała wyciągając ku tobie otwartą siateczkę, aby zachęcić cię do współpracy przy karmieniu. Na początku ptaków nie było zbyt wiele, ale po chwili zleciało się całe stado. Rozmawiałaś z Zoey i poznawałyście siebie nawzajem, miałyście wiele wspólnego i obie często się śmiałyście. Od czasu do czasu spoglądałaś na tajemniczego chłopaka na ławce i krzyżowałaś z nim spojrzenia, żeby potem je odwrócić. Przestałaś w pewnym momencie słyszeć skrzypka, a ludzi na jeziorze było coraz mniej, zauważyłaś, że musiała już być chyba pora obiadowa. Chleb wam się skończył, obie wstałyście i pozbierałyście rzeczy, a chwilę potem podszedł wujek Zoey.
- Hej... - zaczął nieśmiało, a tobie serce zabiło mocniej, bo teraz doskonale wiedziałaś kogo masz przed sobą - Jestem Zayn - wyciągnął rękę.
- Hej, [Twoje Imię] - podałaś rękę, a chłopak zamiast ją potrząsnąć na powitanie, chwycił ją ale podniósł do ust i lekko pocałował jej wierzch. Kolana ci się ugięły. Chłopak nachylił się do dziewczynki.
- Zoey, jesteś głodna? Masz ochotę na hamburgera albo hot doga? - spytał się jej Zayn, a ona lekko pokiwała głową na znak "tak".
- A czy moja nowa koleżanka może iść z nami? - spojrzałyście sobie w oczy i się uśmiechnęłyście. Zayn się wyprostował i uśmiechnął szeroko do ciebie.
- Właściwie, to miałem sam to zaproponować... Zjesz z nami coś? - spytał spoglądając ci w oczy. Głos ugrzązł ci w gardle, dałaś radę tylko pokiwać głową. Zoey chwyciła cię za rękę i poszliście chodnikiem wzdłuż jeziora. Rozmowa sama się wam cisnęła na usta, wam czyli tobie i panu Malikowi, a Zoey oglądała to z cieniem uśmiechu na twarzyczce.
- Więc jesteś wujkiem Zoey? - zagadałaś.
- Tak... To znaczy nie biologicznym. Jej mama jest moją koleżanką i umówiła się na randkę, czy coś i muszę się opiekować małą do popołudnia - wyjaśnił chłopak.
- Ej, nie jestem mała! - wtrąciła się wspomniana.
- Hah, oczywiście że nie... - odpowiedział Zayn.
- Właśnie... Pozwalasz jej podchodzić do obcych ludzi? - spojrzałaś mu w oczy.
- Hah, oczywiście że nie! Przecież ty nie jesteś obca... - wasze ramiona się ocierały, a ty spuściłaś wzrok, chłopak się lekko zaśmiał... Wiedziałaś, że musisz być twarda, a poza tym coś cię zaintrygowało w jego wypowiedzi.
- Jak to nie jestem obca? - znów spojrzałaś mu w oczy i tym razem czułaś, że nie odpuścisz.
- Po prostu... Nie chcę, żeby zabrzmiało to źle...Ale przyglądałem się tobie od dłuższego czasu i wydałaś się nieszkodliwa - wzruszył ramionami. Patrzyliście sobie w oczy od dłuższego momentu, aż w końcu coś was wyrwało z transu, a właściwie nie coś, ale ktoś.
- Wiesz [T.I.]... - spojrzałaś w jej stronę - Wpadałaś w oko wujkowi i ja miałam was... 
- Cicho Zoey, spójrz pan z balonami! - chłopak wskazał kierunek, a dziewczynka pobiegła w tamtą stronę. Spojrzałaś na Zayna... On spuścił wzrok na buty i się zarumienił... Stałaś naprzeciwko niego i nie wytrzymałaś... Pocałowałaś go w policzek i położyłaś swoją rękę na jego ramieniu.
- Zayn... Ja ciebie znam bardzo dobrze... Jestem waszą wielką fanką, ale nie chciałam cię wystraszyć poza tym... Też mi się podobasz... - patrzyliście sobie tak w oczy, aż przyleciała do was radosna Zoey.
- Wujku, wujku! Chyba mi się udało, wszystko widziałam! - zawołała.
- Hah... - spojrzał na nią, potem na ciebie - Nie wiem o czym mówi... - uśmiechnął się nerwowo - Dostałaś balona? - starał się zmienić temat.
- Tak... To jest Kubuś Puchatek widzisz?
Poszliście dalej i dużo rozmawialiście, wasze ramiona cały czas po drodze się o siebie ocierały, Zoey w jednej dłoni miała twoją, a w drugiej balon. Zayn w pewnym momencie spojrzał ci przeciągle w oczy, a potem ujął twoją dłoń. Odwzajemniłaś uścisk. Pewnie dla innych wyglądaliście jak młoda, szczęśliwa rodzina. Kiedy doszliście do budki z jedzeniem było już około godziny 14. Zamówiliście po hamburgerze i usiedliście na polanie. Rozmowa się nie urywała, a co chwilę wasza trójka wybuchała śmiechem.
- Masz ładną kokardkę... - powiedziała w końcu Zoey wskazując twoją torbę. Na pasku od torby miałaś przypinkę w kształcie kokardki. Bez zastanowienia odpięłaś ją i przypięłaś małej na jej rozpuszczonych włosach.
- Pasuje ci do sukienki... - powiedziałaś wskazując niebieski strój dziewczynki.
- Nie musisz tego robić...- zaczął Mulat, ale kiedy napotkał twój wzrok spojrzał na Zoey i dodał - Co się mówi?
- Bardzo dziękuję, jesteś bardzo sympatyczna. Miło z twojej strony. - spojrzała na wujka - Tak? - i przeniosła wzrok na ciebie.
- Hah...Nie ma sprawy...Powiedzmy, że to taki mały prezent... - zaśmiałaś się.
- Nic dla ciebie nie mam... - spojrzała na ciebie ze smutną miną i dopowiedziała - Ale już dostałaś pewien prezent dzisiaj... - i spojrzała cwaniacko, ale wymownie na swojego wujka. Cała wasza trójka wybuchnęła głośnym śmiechem. Spędziliście razem jeszcze godzinę, Zayn i Zoey (Z&Z) stwierdzili, że cię odprowadzą do domu, kiedy byliście już pod drzwiami musiałaś się pożegnać. Mała zaczęła lamentować i przyznała, że było bardzo miło cię poznać.
- Szkoda... ale może... - zaczął Zayn - Byśmy się jeszcze spotkali co?
- Z wielką chęcią... - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko i szczerze na te słowa.
- To może dzisiaj? Przyszedłbym po ciebie około 19 i byśmy może poszli do tego małego, starego kina w okolicy? - zaproponował.
- W takim razie... Do zobaczenia - powiedziałaś i pocałowałaś go w policzek. On stanął oczarowany, a ty weszłaś do kamienicy i zamknęłaś za sobą drzwi, o które od razu się oparłaś. Usłyszałaś po chwili jak jakiś dziecięcy głosik mówi:"Chyba ktoś się tutaj zakochał!", a na to grubszy głos mu odpowiedział:"Nieprawda" i znów pierwszy głos powiedział"Prawda, prawda". Wyjrzałaś przez okular, Zayn i Zoey dopiero zaczęli się oddalać. Wbiegłaś do swojego mieszkania i zaczęłaś się szykować. Włosy rozpuściłaś, zrobiłaś sobie delikatny makijaż i wybrałaś jeden z twoich ulubionych zestawów. Dziesięć minut po 19 zadzwonił dzwonek do twojego mieszkania... - był to Zayn. Otworzyłaś mu.
- Spóźnienie... - zawołałaś w progu.
- Tak, przepraszam, ale Zoey musiała zostać trochę dłużej... - nachylił się i pocałował cię w policzek na powitanie.
- Myślisz, że to spowoduje, że zapomnę o wpadce z godziną? - droczyłaś się z nim i miałaś przy tym frajdę. Jednak chłopak przejrzał twoje plany...
- A nie przekonało? - odwzajemnił twój cwaniacki uśmiech, który chwilę potem zastąpił szczerym uśmiechem - Ślicznie wyglądasz.
- I wice wersa! - powiedziałaś zamykając drzwi, bo to była prawda (bez rękawiczek i tego złotego)... Szliście do małego kina na przedmieściach, było to naprawdę małe kino w okolicy, gdzie rzadko kogo można było spotkać po godzinie 24. A kino przecież zamykane było już o godzinie 22! Podczas drogi dużo rozmawialiście, Zayn trzymał cię za rękę, a ty czułaś jak motylki trzepotały w twoim brzuchu. Kiedy doszliście pozostało tylko wybranie filmu...Zayn proponował "Epokę Lodowcową", ale ty byłaś uparta i zdecydowana na "Spidermana". Chłopak powiedział, że nie lubi tego bohatera i całej serii oraz filmów jaka kiedykolwiek wyszła na jego temat... Poczułaś uderzające ciepło w skroni, zawsze to czułaś kiedy byłaś zdenerwowana...Zdenerwowana? Wściekła! Pomimo tego przypomniałaś sobie słowa babci:"łatwiej jest wrzeszczeć, niż się uśmiechać". Dlatego uśmiechnęłaś się i wytłumaczyłaś, że uwielbiasz tą serię, którą chwilę wcześniej on wykpił. Dodałaś również, że to twój ulubiony bohater jaki kiedykolwiek powstał i że jesteś wielką fanką Spidermana. Zaynowi zrobiło się trochę głupio za to jak obrażał coś co kochasz i zaczął cię przepraszać, nawet sam zaproponował pójście na ten film. Uznałaś, że to miło z jego strony... Zayn niechętnie mówił kasjerce o biletach, kiedy kupował. Zrobiło się ci go trochę żal, ale wcześniej powiedziałaś, że możecie iść na coś co on chce, ale Mulat upierał się, że pójdziecie na to co ci się na pewno spodoba. Po zakupie biletów poszliście po przekąski. Kiedy usiedliście w sali, Zayn objął cię ramieniem... Dużo rozmawialiście zanim seans się zaczął. Oglądaliście trzymając się za ręce i karmiąc się nawzajem popcornem. Zayn cię cały czas rozśmieszał, a ty szeptałaś czasem coś do niego. Film ci się bardzo podobał, szczególnie w takim dobrym towarzystwie. Jednak po godzinie telefon twojego idola zawibrował. Otworzył go, przeczytał wiadomość i przestał się uśmiechać.
- Muszę wyjść, przepraszam, ale oni mnie potrzebują... - zwrócił się do ciebie.
- Jasne, spoko... - powiedziałaś oschle...
- Dzięki za mile spędzony czas... - nachylił się by cię pocałować w policzek, a kiedy wychodził nadal tępo gapiłaś się w ekran. Żałowałaś, że postąpiłaś z nim tak ostro, ale było ci smutno. Obejrzałaś film do końca i ze smutkiem stwierdziłaś, że bardzo ci się podobał. Wolałabyś, żeby Zayn odprowadzał cię teraz do domu... Czułaś się niepewnie i bałaś się wracać do domu o 22, co wydało ci się dziwne bo zwykle wracałaś sama nawet w środku nocy i niczego się nie obawiałaś. Weszłaś do  mieszkania i włączyłaś komputer. Weszłaś na Twittera... Przeglądałaś posty, zawsze jechałaś od najdawniejszego do najnowszego. To był twój trochę dziwny nawyk. Nagle zauważyłaś tweeta Nialla:"Zdaj prawo jazdy mówili, jeździj autem mówili, będziesz miał frajdę mówili... I co? Skasowałem samochód!! Dzięki za pomoc @zaynmalik1d :D" Uśmiechnęłaś się przez tą wiadomość... Oczywiście nie dlatego, ponieważ Nialler miał wypadek... Tylko dlatego, że Zayn miał przynajmniej jakiś sensowny powód, aby zostawić cię już na pierwszej randce. Pojechałaś wyżej, czytałaś tweety osób, które obserwowałaś, aż nagle znalazłaś... Zayn napisał odpowiedź Niallowi... Kiedy to przeczytałaś łza pociekła ci po policzku, bo mimo wszystko coś czułaś do tego typa, a on chyba do ciebie nic, bo napisał:"Hah, nie ma sprawy... Właściwie to ja dziękuję... Spiderman? Masakra!!:) xx". Na początku nie przeszkadzały ci łzy, ale po chwili je otarłaś i stwierdziłaś, że nie dasz tak sobą pomiatać. Nacisnęłaś "Odpowiedz" i napisałaś do Zayna wiadomość:"Dupek xx". Wiedziałaś, że raczej jej nie przeczyta... Dostaje każdego dnia miliony wiadomości od fanów, a poza tym nie obserwował ciebie, więc miałaś pewność, że tego nie przeczyta i nawet było ci trochę smutno z tego powodu, bo  na serio byłaś na niego zła. Pomyślałaś, czy nie napisać mu sms'a, że też z nim tylko tak dla zabawy byłaś w tym kinie, ale nie mogłaś z dwóch powodów: a)zawsze mówiłaś prawdę, a to że to było bez uczuć byłoby kłamstwem i...b)nie miałaś jego numeru, tylko on miał twój. Poszłaś wziąć długą kąpiel, bo woda zawsze kojąco na ciebie wpływała. Nalałaś wody do wanny, usiadłaś w niej. Pomyślałaś, że musisz się zanurzyć i to zrobiłaś. Pod wodą zawsze było bezpieczniej, nikt nie mógł cię tu skrzywdzić, nic się tu nie liczyło... Wynurzyłaś, bo brakło ci tlenu... A nad sobą zauważyłaś duży rudy pyszczek. Na koszu do prania obok wanny siedział twój gruby, rudy kocur "Arti". Wyciągnęłaś rękę z wody i pogładziłaś nią zwierzę, które nie prychnęło, bo widziało że jesteś "nie w sosie".
- Co Arti? Nikt nas nie kocha, co? Ale mamy siebie, tak? Nie obchodzą nas żadni piosenkarze, których jesteśmy fanami... I nie wracamy do nich po tym jak pokazali, że nic dla nich nie znaczyliśmy...Co z tego że są bogaci, sławni, przystojni...mili...zabawni... - zamyśliłaś się i po chwili łzy nabiegły ci do oczu, zależało ci na tym dupku pomimo tego, że przyznał się 5 milionom followerów, że spędzanie z tobą czasu wymaga pomocy kolegi, aby to przerwać... Wyszłaś z wody, ubrałaś szlafrok i położyłaś się na łóżku w twojej sypialni. Zaczęłaś płakać, a z wyczerpania nie zauważyłaś kiedy zasnęłaś. Rano gdy wstałaś zapomniałaś o wczorajszej "przygodzie" z tym chłopakiem poznanym w parku...Tak "ten z parku" było fajnym określeniem dla niego... Nie myślałaś o nim, aż nagle zadzwonił telefon.
Ty:Halo?
Głos w słuchawce:Hej, tu ja Zayn...
Ty:A... chłopak z parku...Już prawie zapomniałam...
Zayn:Yyyy...Taaa...Dzwonię by się spytać, czy się spotkamy może dzisiaj?
Ty: Żebyś mógł mnie zostawić tak jak wczoraj?
Zayn:Weź przestań, musiałem pomóc Niallowi, przecież wiesz...
Ty:Tak, wiem. Wiem też również, że uważasz nasze wspólne spędzanie czasu za katastrofę...Więc chyba się nie spotkamy...
Zayn:Co? O co ci chodzi? Ja tak nie myślę, było wspaniale!
Ty: Wczoraj sądziłeś inaczej...Sprawdź swojego Twittera.
I się rozłączyłaś, czułaś się pusta. Sądziłaś, że zemsta a raczej wyrównanie rachunków przyniesie ci trochę więcej satysfakcji. Nie miałaś ochoty nigdzie wychodzić, więc poszłaś malować Londyn z balkonu... Około 17 stwierdziłaś, że pójdziesz po coś do jedzenia do spożywczaka. Kiedy otworzyłaś drzwi od mieszkania na wycieraczce zauważyłaś różę z karteczką. Wychyliłaś się z framugi i spojrzałaś w lewo, a potem w prawo, nikogo tu nie było... Pochyliłaś się i wzięłaś różę, wróciłaś do środka. Kwiat włożyłaś do wazonu, a bilecik obracałaś w dłoniach. Bałaś się przeczytać co tam jest napisane... Ale w końcu zdobyłaś się na odwagę i zaczęłaś czytać:"Droga... Wiem, że nie miłe było to co wczoraj zrobiłem, a słowa które dobrałem były niewłaściwe. Tak naprawdę zostałbym tam tylko dla ciebie, gdybym mógł. Proszę, jeśli to było dla ciebie coś więcej niż tylko jednodniowe zauroczenie...Błagam przyjdź dzisiaj pod kino o 1 w nocy. Wcześniej nie mogę - koncert. Przepraszam i, mam nadzieję, do zobaczenia. Zayn xx" Nie wiedziałaś czy płakać, czy się śmiać. Płakać bo byłaś na tyle głupia, żeby zbytnio zinterpretować słowa chłopaka, czy się śmiać bo wieczorem się z nim spotkasz... Wybrałaś tą drugą opcję i nie mogłaś doczekać się wieczora. Chociaż zachowywałaś zimną krew, bo wszystko mogło się zdarzyć... Około 24 wyszłaś z domu i spacerkiem szłaś w stronę kina, miałaś dużo czasu aby rozmyślać o tym co było, jest i  może będzie. Miałaś na sobie wytarte jeansy, stary podkoszulek , a na tym kurtkę skórzaną po ojcu, włosy rozpuściłaś. Kiedy od kina dzieliło cię jeszcze tylko kilka ulic, zaczęło padać. A nawet nie padać, ale lać. Szłaś sama pustymi ulicami, nie obchodziło cię nic, więc nie próbowałaś się schować przed deszczem. Z cukru nie jesteś, dasz sobie radę... Twoje włosy zmokły całkowicie i pozlepiały w mokre kosmyki.  Dochodziłaś do kina. Zauważyłaś coś dziwnego... Jakiś duży obiekt nad wejściem. Podeszłaś bliżej i zaczęłaś się śmiać, bo rozpoznałaś co to, a właściwie kto to. Postać wisiała do góry nogami nad wejściem zaczepiona nogami o szyld. Na twarzy miała maskę Spidermana. Podeszłaś do superbohatera.
- Całkiem zmokłeś - powiedziałaś przygryzając wargę, twoje oczy były na wysokości jego.
- Tak jak ty! - powiedział, ale nie całkiem wyraźnie, więc podniosłaś rękę i zsunęłaś mu delikatnie maskę do połowy twarzy, tak że usta były odkryte - Już się bałem, że nie przyjdziesz... Na serio mi przykro... i...
- Wybaczam... W końcu, nikt by nigdy nic takiego dla mnie nie zrobił... - powiedziałaś uśmiechając się, Zaynowe usta odwzajemniły to.
- Wiesz, zrobiłem to specjalnie dla ciebie, ale trochę nie wygodnie tak cały czas do góry nogami... - powiedział całkiem poważny, a ty się zaśmiałaś...
- Zayn, to słodkie co zrobiłeś, ale mogę o coś spytać? -chłopak kiwnął głową -Skąd wiedziałeś o tej scenie w "Spidermanie"?
- Och to proste! - machnął ręką i się zachwiał tak, że myślałaś, że spadnie - Obejrzałem wszystkie filmy i komiksy jakie w ogóle o nim istnieją dla ciebie... Bo jesteś jego fanką i muszę w tobie lubić wszystko... Bo widzisz ja chyba...To znaczy ja ciebie...Ja cię...
- Ja ciebie też kocham mój superbohaterze! - powiedziałaś, kiedy wspięłaś się na palce. Jedną dłonią chwyciłaś policzek Zayna, a on objął twoją twarz swoimi rękoma i po prostu cię pocałował. Na początku delikatnie, a potem coraz bardziej namiętnie. Wasze usta były dla siebie stworzone, nie przeszkadzało ci nawet kiedy przeszliście do francuskiego i kiedy czuliście, że przemokliście do suchej nitki, to nadal tam staliście pieczętując wasze uczucie. Następnego dnia Zayn zabrał cię na randkę i na szczęście nikt z zespołu nie miał wypadku...

KONIEC



Opracowała:B - "Alicja mam nadzieję, że lubisz Spidermana:*"


PS:Pamiętajcie o konkursie!! Sprawdź "Nie tylko sercem, ale duszą":D


czwartek, 31 maja 2012

ImagImagine Zayn (XI)





Ten imagine jest dedykowany dla Sylwii. Z tego oto bloga : sylwiamalikimaginy.blogspot.com
Jesteś bardzo utalentowaną dziewczyną i zazdroszczę Ci :) Pisz dalej nie przestawaj, nigdy. Ubóstwiam Cię!

Mieszkasz w Londynie już trochę. Podoba Ci się tu niezmiernie. Znalazłaś wiele przyjaciół, z którymi dobrze się dogadujesz...Jednak nadal Ci czegoś brakuje...rodziny i tamtych starych przyjaciół, którzy mieszkają  w Polsce...brakuje Ci także miłości, tej  z którą mogłabyś robić  cokolwiek. Miałaś chłopaka Josha. Byłaś z nim  szczęśliwa, jednak ten chłopak zranił Cię niezmiernie. Zdradził. Nakryłaś go z inną. Zranił Cibie, a ty już nie wiesz czy będziesz mogła zaufać jakiemu kolwiek chłopakowi aż na taką skalę.
 Umówiłaś się z przyjaciółką u niej na noc. Natalie, tak ma na imię, zaproponowała Ci abyście zrobiły twitcama. Ty nie pewnie się zgodziłaś.
Natalie: No weź  [T.I],  zgódź się...no dawaj...-patrzy na Ciebie maślanymi oczami niczym kotek, który prosi o jedzenie.
Ty: Eh, no dobra, ale..
Natalie: Nie ma żadnych ale! Jej! To chodź przebierzemy się, umalujemy i zasiadamy u komputera...może jacyś fajni chłopacy nas zauważą?-spytała odchodząc z salonu do sypialni.
Ty: Tssaa, na pewno.
Przebierałyście się z milion razy...ale w końcu się ubrałyście. Wyglądałyście bajecznie. Natalie w  to, a ty postawiłaś na pełen luz. Zasiadłyście przy komputerze i włączyłyście twitcama.
Natalie: Hej...em, witam?-uśmiechnęłaś się nieśmiało do kamery.-To [T.I], a ja to Natalie, niektórzy już  mnie znają...- twoja przyjaciółka robiła twitcamy co tydzień i każdy je oglądał. Była doceniana w internecie. Spędziłyście na tym portalu prawie cały dzień kiedy napisał do Ciebie ktoś na Twittera. Był to nie jakiś IamDJmalik. Nie wiedziałaś kto to może być. Nic ta nazwa ci nie mówiła. Napisał, że robicie świetnego Twitcama i chciałby się z Tobą spotkać.  Ty nie byłaś pewna czy się zgodzić, bo  go nie znałaś...Natalie namawiała Ciebie dość długo...ty się zgodziłaś.. Umówiliście się na jutro, o 13.00 w kawiarni "Love&Peace".  Całą noc gadałaś o tym z Natalie...nie wiedziałaś  co się może zdarzyć. Rano wstałaś i się znowu przebierałaś   tysiąc razy..w końcu Natalie wyjęła z szafy piękną suknię...
Natalie: Masz [T.I] tobie ona bardziej się przyda niż mi...-daje ci ją do ręki.
Ty: Natalie, ja nie mogę..to twoja sukienka...
Natalie: Słuchaj, teraz albo nigdy...weź może to ten jedyny...
Ty: Obyś miała rację-mruknęłaś pod nosem.
Przyjaciółka daje ci sukienka i różne dodatki do niej...w końcu wyszłaś i wyglądałaś wprost bajecznie...te pastelowe kolory pasowały do ciebie...
Natalie: Wow...-otworzyła usta gdy cię zobaczyła.
Ty: Dziękuję..
Natalie sprawdziła, która godzina..12.30.  Spanikowałaś, że nie zdążysz. Przyjaciółka Cię podwiozła pod drogą kawiarnię...cały czas się zastanawiałaś jaki może być ten chłopak..
Natalie: Powodzenia..-dała ci buziaka na do widzenia, a ty popędziłaś do kawiarni.
Wchodzisz punktualnie. Widzisz  samotnego siedzącego przy stole..myślałaś, że to on.
Ty: Przepraszam, czy pan na kogoś czeka?
Chłopak: Nie, przykro mi.-odeszłaś i usiadłaś przy stole.
Kelner: Dzień dobry czy mogę pani coś zaproponować?
Ty: Nie dziękuję, czekam na kolegę..
Kelner: Dobrze poczekam..-kelner odszedł.
Po 10minutach wbiega do pomieszczenia chłopak z bukietem róż w ręce. Podchodzi  do Ciebie.
Chłopak:  Cześć, czy ty jesteś{T.I]love?-nazwa na Twitterze.
Ty: Tak, a ty to zapewne IamDJmalik?
Chłopak: Tak. Przepraszam za spóźnienie. Po prostu przyjaciele nie chcieli mnie wypuścić z domu...
Ty: Rozumiem, może usiądziesz taki zdyszany jesteś...
Chłopak siada, ale najpierw daje ci bukiet.
Ty: Dziękuję..-uśmiechasz się uroczo do niego.
Chłopak: Jesteś [T.I]?
Ty: Tak..
Chłopak: Przepiękne imię, które pasuje do tak pięknej damy jak ty.
Ty: Dziękuję, ale nie pozwalaj sobie...tak wiesz z ciekawości jak ty masz na imię?
Chłopak: Ja Zayn..
Po twojej głowie  coś świta..Zayn...Zayn...IamDJmalik..."Zayn Malik, no jasne! Czemu wcześniej na to nie wpadłam?!"
Ty: Zayn Malik? Z One Direction?
Zayn: Tak..ale błagam nie piszcz...
Ty: Kto powiedział, że będę piszczała...nie jestem fanką 1D- przygryzłaś wargę na znak kłamstwa, jednak Mulat tego nie zauważył..
Zayn: Nie musisz być..-uśmiechnął się cwaniacko...chyba też na znak kłamstwa...
Kelner: Czy mogę państwu coś zaproponować?
Zayn: Jeszcze się zastanowimy...
Ty: Na co masz ochotę?
Zayn: Wypiłabyś wino?
Ty: Czerwone, białe?
Zayn: Wolę czerwone, ale ty wybieraj..
Ty: Czerwone, mają je tutaj bardzo dobre..- Zayn się z Tobą zgodził i zamówił wino i dwa tiramisu.
Ty: Zayn pozwolisz pójdę do łazienki..
Zayn: Proszę  bardzo..
Wstajesz od stołu, a Zaynowi szczęka opadła..
Zayn: Przepięknie wyglądasz [T.I].....bardzo ładnie, nawet nie wiem jak opisać Twój wygląd...jesteś piękna..miałem to powiedzieć wcześniej..-zarumienił się.
Ty: Dziękuję...-odeszłaś do łazienki. Po powrocie na stole już było rozlane wino do kieliszków oraz
tiramisu na talerzach...
Zayn: Zapraszam- wstaje i odsuwa Ci krzesło.
 Randka/spotkanie minęła wam wspaniale. Zayn odprowadził cię do domu, bo było już trochę ciemno. Przesiedzieliście cały dzień w tej kawiarni, jedząc i pijąc,przy czym świetnie gadając.
Ty: O to mój dom...
Zayn: Ah, myślałem, że jeszcze spędzę trochę więcej czasu dziś z Tobą..
Ty: Ja też bym chciała, ale chłopacy pewnie się o ciebie  martwią..
Zayn: Tak, Liam  cały czas dzwoni..on nie jest moim ojcem-zaśmialiście się..-[T.I] miło mi się z Tobą spędza czas... i mam pytanie spotkałabyś się ze mną jutro?
Ty: Tak, chętnie bym to powtórzyła...-uśmiechnęłaś się.
Zayn: To jutro  o 16.00 w parku, a później do mnie?
Ty: Czemu by nie..-dajesz mu buziaka w policzek- do jutra...-zamykasz drzwi i odchodzisz, po paru sekundach słyszysz pukanie do drzwi..
Ty: Zayn?
Zayn: Tak,zapatrzyłem się w Ciebie i zapomniałem Cię  poprosić o numer telefonu...
Ty:Tak już podaję...608....-wymieniliście się numerami i się rozeszliście.
Po kąpieli opowiedziałaś wszystko Natalie...
Natalie: [T.I] zazdroszczę Ci!! Szczęściara kurde, a czy on wie, że jesteś fanką?
Ty: No coś ty....Natalie słuchaj ja się kładę spać,  bo trochę wypiłam i mnie boli głowa...do jutra...
Natalie: Trochę...dobranoc, miłych snów i powodzenia jutro słońce...-rozłączyłyście się...ty położyłaś się spać.
~~Ranek?~~
Wstałaś zaskakująco późno..o 14.00!! Zbyt późno na Ciebie w dzień powszedni. Zdarzało ci się tak wstać w weekend,  ale nie w dzień roboczy... Chociaż byłaś wypoczęta na dzisiejszy dzień. Zjadłaś śniadanie, pokrzątałaś się po domu i zaczęłaś się przygotowywać się na randkę z Zaynem. Natalie dziś  przyjechała do ciebie, aby wybrać ubrania jakie założysz.  Dzisiejsze przebieranie się poszło ci szybciej niż wcześniej. Ubrałaś się cieplej, bo na dworze było chłodnawo. Ubrałaś to,co niezmiernie podobało się dziewczynie.  O 15.50 poszłaś do parku, gdzie już na Ciebie czekał Zayn, tym razem z tulipanami w ręce.
Zayn: Cześć..-podszedł i Cię pocałował na powitanie.
Ty: Cześć...Zimno trochę..
Zayn: Wiem, dlatego zabieram Cię od razu do domu..
Ty: Na serio?
Zayn: Serio, serio...-wziął Cię za rękę i poszliście w stronę domu. Zayn otwiera drzwi zimnymi rękami, które mu się tak trzęsły, że nie mógł włożyć klucza do dziurki..Wyjęłaś rękę z kieszeni i położyłaś na jego dłoni...wasze oczy się spotkały.
Ty: Sorry, chciałam pomóc..-cofasz rękę..
Zayn: Ależ ty pomogłaś...swoim wzrokiem ogrzałaś moje serce i dłonie..-powiedział nieśmiało..zarumieniłaś się. Weszliście do środka. Poczułaś zapach świeżego drewna w kominku. Ktoś rozpalił komin. Rozebrałaś się z kurtki i butów. Zayn złapał Cię za dygoczącą rękę ze strachu...
Zayn: Nie bój się..nie zjedzą cię..
Ty: A co jeśli mnie nie polubią?
Zayn: Jeśli ja cie polubiłem, to oni też muszą...-na znak zeszli się wokół was chłopcy..
Liam:*otrzepuje ręce z drewna* Hej, ty to zapewne [T.I]..?
Ty: Tak, to ja.
Harry: Zayn dużo o tobie mówił..
Zayn: Harry...-spiorunował go wzrokiem.
Louis: Cześć, ja to Lou, Harry, Liam, Niall a Zayna już znasz...
Ty: Wasze buzie i imiona znam od dawna...
Zayn: Mówiłaś, że nie jesteś fanką...!
Ty: Kto powiedział, że nie żartowałam?- zaśmialiście się wszyscy.
Niall: To co? Zasiadamy do ciepłego obiadu?
Harry: Tylko jedzenie  ci po głowie łazi!
Niall: No, co? Pyszne jedzenie na stole stoi, a ja nie mogę je zjeść!
Zasiadaliście przy stole. Obiad był bardzo smaczny, w końcu gotował Zayn. Po obiedzie wspólnie posprzątaliście, a wieczorem chłopacy rozpalili ognisko w ogródku.
Zayn: Może chcesz jeszcze coś na siebie?
Ty: Spokojnie, nie zamarznę..
Zayn: Dobrze...
Chłopacy, Niall, Liam, Louis i Harry weszli do środka  po pianki...a ty zostałaś sam na sam z Zaynem...podchodzi i przytula Cię od tyłu. Nie opierasz się,  bo chłopak na prawdę Ci się podoba...Poczułaś jego perfumy, wodę kolońską i jego ciepły oddech obok twojego ucha..
Zayn: [T.I]...-szepce ci do ucha..
Ty: Hmm?
Zayn: You light my world like nobody else...-zanucił...-podobasz mi się niezmiernie.. chcę być z Tobą już na zawsze...
Odwróciłaś się, objęłaś jego twarz rękoma...powiedziałaś: " Też tego pragnę..nawet nie wiesz jak długo na ciebie czekałam." Wasze usta łączą się w gorącym pocałunku...zza drzwi słyszycie ciche:
Chłopacy: uuuuuulalala!
 Ognisko minęło wam bardzo przyjemnie. Znalazłaś tą miłość, tego faceta, któremu możesz powierzyć swoje serce...


Opracowała: X


Dla Sylwii <3






piątek, 27 kwietnia 2012

Imagine - Louis (III)


 
Skończyłaś liceum i twoi rodzice pozwolili tobie spełniać twoje marzenia… więc przeprowadzasz się wraz z najlepszą przyjaciółką do Londynu! Tak naprawdę jedziesz tam z powodu warsztatów… Taniec to twoja największa pasja! A ty masz talent… W końcu nie każdy dostaje szansę do współpracy z choreografem takich sław jak Britney Spears! Musisz bardzo dbać o swoje ciało, więc codziennie biegasz po Hyde Parku.
~~Pewnego ranka~~
Jest dopiero 8:00 rano, ale ty wybiegasz właśnie z domu, by dobiec do parku i tam chwilę pobiegać… W uszach masz jak zwykle słuchawki i słuchasz swojego ulubionego zespołu, czyli One Direction, a poza tym zawsze gdy biegasz, śpiewasz albo myślisz o milionie spraw… Dzisiaj nie ma wyjątku… Biegniesz zastanawiając się „co by było gdyby”, dobiegasz do parku i wskakujesz na drogę rowerową, by piesi na chodniku ci nie przeszkadzali… Jakieś dzieci głośno się śmieją, więc włączasz maksymalną głośność, zaczynasz śpiewać pod nosem i już myślisz o zajęciach tanecznych, które masz wieczorem… Kiedy nagle wpadasz na jakiegoś rowerzystę! Ty się przewracasz i oszołomiona lądujesz na tyłku tuż obok drogi rowerowej, a on spada z roweru, koziołkuje dwa metry i kładzie się na plecach na środku drogi rowerowej. Chwilę starasz się dojść do siebie, kiedy czujesz jak ktoś łapie cię za ramię… To był rowerzysta, który najwyraźniej nic sobie nie zrobił i stwierdził, że sprawdzi czy z tobą jest wszystko OK… Przez pierwsze minuty jesteś zdezorientowana, po czym wracasz do siebie, strącasz jego dłoń ze swojego ramienia…”
Ty: Co ty sobie wyobrażasz?
Rowerzysta: Ja się tylko pytałem, czy się dobrze czujesz…. <odpowiada zdezorientowany, instynktownie odsuwając się od ciebie…. Po czym dodaje odważniej oskarżycielskim tonem…> Ej… Miło jest tak witać kogoś, kto sprawdza czy nie masz wstrząsu mózgu?
Ty: <odpowiadasz mu w taki sam sposób> Miło jest się tak drzeć na kogoś, kto ma podejrzenie o wstrząs mózgu?
*Oboje wybuchacie śmiechem*
Rowerzysta: Hah, jestem Lou, a ty… nieroztropna biegaczko?
Ty: [Twoje Imię]… Ejej! Jak to nieroztropna, co?
Lou: W końcu to nie ja biegam zasłuchany w jaki oni się nazywają…. Nie ważne! Ale nie biega się po drodze rowerowej… <wstaje i podaje ci rękę, by ci pomóc wstać> Chyba, że to było specjalnie…
Ty: Tak wiesz… marzę o misji samobójczej!
Lou: Hah, słodka jesteś, kiedy prawdopodobnie masz wstrząs mózgu …<uśmiechnął się słodko, po czym dodał> Z chęcią bym sprawdził, czy na co dzień też taka jesteś …  <teraz uśmiechnął się szerzej>
*Odwzajemniłaś jego uśmiech, ale chwilę później on zbladł z twojej twarzy… Nie mogłaś uwierzyć, że tego nie zauważyłaś wcześniej…  Przecież to sam Louis Tomlinson z 1D! „Boże, ale wtopa” – pomyślałaś.*
Ty: Też z chęcią bym to sprawdziła… To znaczy to, czy na co dzień też jesteś taki bezinteresowny… <stwierdzasz, że pomimo tego, iż jesteś ich fanką, to nie musisz piszczeć albo wylatywać z tekstami o tym jak bardzo ich kochasz… Przecież Louis sam chciał to zatuszować…>
Lou: Wiesz… masz trochę chwiejny krok… <spojrzał na twoje nogi, stał teraz bardzo blisko ciebie> Może cię odprowadzę do domu? <podniósł wzrok i spojrzał ci w oczy>
Ty: <stanęłaś jak sparaliżowana i nie byłaś w stanie zrobić nic więcej niż potrząść głową w geście zgody> Emmm…
Lou: Czyli to znaczy tak po mózgowo-wstrząsnemu? <uśmiechnął się teraz od ucha do ucha, przypiął rower do drzewa i wrócił do ciebie> Idźmy po chodniku… <spojrzał na ciebie jakby wyciął świętny kawał, więc mimowolnie też się uśmiechnęłaś>
*Teraz szliście obok siebie ocierając się ramionami… Czasem wasze dłonie lekko się muskały, szliście w kompletnej ciszy, do czasu…*
L:<stanął kompletnie wryty robiąc face palma, podszedł do ciebie i wskazał cię palcem> Czy my w ogóle najpierw nie powinniśmy obrać kierunku, wraz z miejscem twojego zamieszkania?
Ty: <Również stanęłaś, zdezorientowana rozejrzałaś się dookoła i wybuchłaś głośnym śmiechem> Rzeczywiście idziemy w złym kierunku!!
*Louis uśmiechnął się na twój śmiech, oboje zawróciliście i szliście, jak poprzednio ale tym razem rozmowa się nie urywała…*
Lou: Wow…< patrzy tobie w oczy, oboje cały czas się śmiejecie> Świetnie się z tobą gada, jak już pomyli się kierunki… <wybuchasz śmiechem, co jest największą nagrodą dla Lou> Właściwie to…
Ty: <jesteś szybsza> Tak właściwie to szliśmy w dobrym kierunku, tylko zwrot był przeciwny niż do wymierzonego celu <odpowiadasz bardzo szybko, jakbyś była wyrwana do odpowiedzi>
Lou: No i proszę lubisz fizykę… <patrzysz na niego zdziwiona> Jesteś chyba bardziej inteligentna ode mnie, bo ja miałem na myśli tego, lecz właściwie to w jakiej dzielnicy mieszkasz?
Ty: Ooo… W Kilburn. <odpowiedziałaś nadal się uśmiechając>
Lou: Wow, to muszę cię koniecznie odprowadzić! <powiedział pół serio, pół żartem… a ty spojrzałaś na niego z ukosa, nie uśmiechając się>
Ty: Czarna dzielnica to tylko stereotyp… <mówiłaś oburzona, ale Louis ci przerwał>
Lou: Nie to miałem na myśli… <chyba chciał zmienić temat, zrobiło ci się go żal… bo powiedział>  O popatrz! Masz ochotę? <wskazał na budkę, a ty mimowolnie się uśmiechnęłaś, kiedy on złapał cię za rękę i poprowadził w wskazanym kierunku>
Ty: Szkoda, że nie ma o smaku marchewkowym…  <spojrzałaś na możliwe smaki, a Louis się uśmiechnął na twoje słowa> Jakie bierzesz?
Lou: Yyyy… < Przestał się tobie przyglądać, po czym dodał>Miętowe z czekoladą… A ty?
Ty: Ja też! To moje ulubione…
Lou: Moje też! < Lou kupuje po dwie gałki na głowę, bierzecie w dłonie rożki i udajecie się w dalszą drogę>
*Rozmowa cały czas przerywana jest śmiechem albo waszymi spojrzeniami w oczy… Czujesz, że Lou od dłuższego czasu trzyma twoją rękę, stajecie przed twoją kamienicą…*
Ty: <przysuwasz się bliżej niego, tak że wasze ciała się prawie stykają, on odgarnia ci kosmyk włosów z twarzy> Szkoda, że nic mi nie zaśpiewałeś Louisie Wiliamie Tomlinsonie…  <mówisz z satysfakcją w głosie, jakbyś odkryła jakąś tajemnicę rządową…>
Lou: Może kiedyś indziej… A i… jednak jesteś tak samo słodka bez wstrząsu, jak z … <ujął twoją twarz jedną dłonią>.
Ty: Ja chyba coś do ciebie…
*Louis zamknął twoje usta długim namiętnym pocałunkiem, staliście tak w objęciach z jakąś chwilę i pewnie byście jeszcze stali, gdyby nie nagły deszcz… Zaprosiłaś Lou do środka na tartę marchewkową… Od tamtej chwili nie jesteś już zwykłą „nieroztropną biegaczką”, a dziewczyną samej 1/5 One Direction…

 Opracowała: B



sobota, 7 kwietnia 2012

Imagine - Liam (I)

Jedziesz do Londynu studiować. Poznajesz tam swoje przyjaciółki, które kochają One Direction., a ty nie masz o nich bladego pojęcia. Jednak twoje przyjaciółki namawiają cię na ich słuchanie. Pewnego wieczoru postanawiasz przejść się po wieczornym Londynie. Zakładasz kurtkę szalik i słuchawki, w
których leci One Direction "I Want". Idziesz po parku i zauważasz, że nikogo nie ma, więc włączasz muzykę na maksa i sobie nucisz pod nosem. Po pewnej chwili rozkręcasz się i śpiewasz na głos. Idzie ci to świetnie, śpiewasz ciągle 'I Want'. Zamykasz oczy i wyobrażasz sobie, że śpiewasz razem
z chłopakami na scenie i tu nagle…… wpadasz na jakiegoś chłopaka. Wyciągasz szybko słuchawki z uszu i przestajesz śpiewać. Nie widzisz jego twarzy w tym mroku. 
Ty: Bardzo przepraszam, nie zauważyłam cię… 
Liam: Spokojnie, nic się nie stało… 
*Skądś znasz ten głos tylko nie wiedziałaś skąd. Pasował do osoby, którą znasz, ale nie mogłaś sobie przypomnieć, do której...*
L: Patrzysz tak na mnie jakbyś się zastanawiała, skąd mnie znasz. 
T: Czytasz mi w myślach, tylko wiesz ułatwiłobyś mi sprawę jakbyś powiedział skąd mogę cię znać… 
L: To jakby to zacząć? Jestem może tak jakby sławny, i mam czworo chłopaków… 
T: Takich szczegółów mogłeś mi oszczędzić, Liam?? Poznałam cię od początku, twój głos, który właśnie leciał w słuchawce mi pomógł… 
L: Szedłem w twoją stronę słuchając jak śpiewasz, naprawdę masz ładny głos.. 
T: Dzięki… 
L: Wiesz jak ja mam na imię, czy mogę się dowiedzieć jak ty masz.? Byłoby mi łatwiej się z tobą porozumiewać.. 
T: [Twoje imię], dość typowe.
L: Ale przepiękne….może miałabyś ochotę ze mną pospacerować po Londynie? 
T: Czemu by nie? Chętnie się przejdę z osobą, która zna to miasto. 
L: [T.I], tylko ci się tak wydaje, że je znam… ale wolę już z tobą zabłądzić w tym wielkim mieście niż siedzieć sam w domu… 
*Idziecie, spacerujecie cały czas rozmawiacie. Kiedy nagle dostajesz esemesa o treści: „ [T.I], gdzie jesteś, jest już po północy….martwimy się”. Sms ten był od twoich przyjaciółek, które razem z tobą mieszkają. 
L: Coś się stało? (pyta się zaciekawiony) 
T: Liam, czy ty wiesz która jest godzina? Bo tak jakoś sobie spacerujemy od trzech godzin..nie mówię,że było niefajnie było prześwietnie, to jest szczęście, że cię poznałam osobiście.. 
L: Wiem, która godzina. Nie mogłem po prostu tak powiedzieć „Cześć”, bo byśmy się nie spotkali już nigdy więcej, a ja tego nie chcę, spodobałaś mi się bardzo… nigdy takiej dziewczyny jak ty nie widziałem, która by nie piszczała na mój widok….ty nawet nie wiedziałaś do końca jak mam na imie(uśmiecha się do ciebie słodko)…[T.I], czy mogę cię odprowadzić do domu? 
T: Nie wiem co powiedzieć, zatkało mnie………tak oczywiście możesz.. 
Liam zaprowadza cię do domu. Przed drzwiami nie możesz się pożegnać bo Liam cię nagle złapał za rękę. 
L: Jesteś wyjątkowa… (szepcze ci to na ucho i daje namiętnego buziaka). 
Jesteś w kompletnym szoku. Nie wiesz co powiedzieć. 
L: Może się jutro spotkamy? 
T: Myślałam, że już nigdy się nie spytasz… 
Rozchodzicie się do własnych domów i żadne z was nie może przestać myśleć o tym wieczorze, który nie jeden raz się powtarza w przyszłości… co oznacza, że jesteście razem.

Opracowała: X                 Korekta: B


niedziela, 1 kwietnia 2012

Imagine - Zayn (III) - prezent dla X


 Chciałaś długie, to proszę! (czytaj 7 stron w Wordzie)...

Znasz chłopaków z parę dobrych lat… Z całą piątką świetnie się dogadujesz, a szczególnie z Zaynem. Czasem masz wrażenie, że to coś więcej… W końcu często robicie jakieś dwuznaczne gesty, jakbyście byli parą i nie tylko ty tak myślisz… Wiele razy się zdarzyło, że ktoś pomyślał, że między wami jest coś więcej niż przyjaźń. Pewnego dnia wstałaś bardzo późno i spojrzałaś na zegarek… O boże, już 10:00! A ty jesteś umówiona z chłopakami u nich w domu o 11:00! Wyskoczyłaś z łóżka jak oparzona, ubrałaś się i doprowadziłaś do porządku… Wybiegłaś szybko z domu i prędko wskoczyłaś do jadącego autobusu. Do drzwi chłopaków zapukałaś o 11:05, drobne spóźnienie, ale jednak spóźnienie… Otworzył Ci Zayn w samych jeansach… Zobaczył Cię i pospiesznie wyjął słuchawki z uszu. Uśmiechnął się i powiedział:
Zayn: Miło Cię widzieć, Meryem [czytaj Merjem]… Szczególnie, że nie byliśmy umówieni…
*Mówiąc to opiera się o framugę drzwi. A ty nie możesz oderwać wzroku od jego torsu i tych napiętych mięśni…*
Mera: Takk…< trochę jesteś oszołomiona tą sytuacją, po czym dopiero do ciebie dociera, co powiedział>
Z: Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz, Mera… Byliśmy umówienie na środę, a jest?
M: A jest wtorek. <robisz klasycznego FACEPALMA>
Z: Może wejdziesz, byłbym bardzo szczęśliwy…
*Zayn uśmiecha się tym słodkim uśmiechem, więc nie możesz odmówić… Oboje wchodzicie do środka… Zayn idzie przodem, po czym się obraca i uśmiecha się patrząc się na ciebie*
Z: Jak chcesz mogę włożyć koszulę…
M:Yyyy… Jak chcesz… Chłopaków nie ma? <próbujesz szybko zmienić temat, aby nie zauważył twojego roztargnienia>
Z: Tak, nie potrzebnie do nas przyszłaś, ale muszę przyznać Mer, że była to bardzo przyjemna niespodzianka…
*Krzyżuje ręce i opiera się o stół… Robi swoje słynne spojrzenie, od którego uginają Ci się nogi, ale zdobywasz się na odwagę, by nie zemdleć i mówisz…*
M: Koszula?
Z: A no tak, przepraszam…
*Na chwilę zostawia cię samą, po czym wraca, gdy rozbrzmiewa głośne burczenie w twoim brzuchu, Zayn od razu się uśmiecha…*
Z: Widzę, że ktoś tu jest głodny… Co nie Meryem?
M: Tak, spieszyłam się, więc nie zdążyłam zjeść śniadania…
*Chłopak otwiera lodówkę, po czym dodaje..*
Z: Na co ma księżniczka ma ochotę?
M: Obojętnie. Zjadłabym konia z kopytami!
Z: No to będzie jajecznica…< wyciąga różne produkty z lodówki>
<wstajesz by mu pomóc, lecz on zatrzymuje cię gestem ręki>
Z: Dzisiaj ja dla Ciebie gotuję, siadaj i ciesz się wolnością!
*Patrzysz jak rozbija jajka i zaczyna je smażyć, po chwili zaczyna śpiewać ‘’What Makes You Beautiful” i co jakiś czas patrzy na ciebie, co automatycznie sprawia, że zaczynasz się uśmiechać… Nie zauważasz, kiedy Zayn przygotowuje do końca posiłek dla ciebie… Podaje ci talerz z jajecznicą i dwiema kromkami chleba posmarowanymi masłem*
Z: Smacznego… Mam nadzieję, że będzie Ci smakować…
M: Dzięki. Na pewno…
*Zayn zaczyna myć naczynia, widać że jest w śpiewającym humorze i to dosłownie, bo zaraz zaczyna śpiewać ‘’Let me love You” i widzisz, że kilka razy spojrzał na ciebie podczas jej śpiewania… W końcu poczekałaś, aż na ciebie znów spojrzy… Wasze spojrzenia się skrzyżowały, ale on szybko opuścił wzrok i  chwilę potem przestał śpiewać… Teraz  przerzucił ścierkę, którą wycierał naczynia przez ramię i obiema rękoma oparł się o blat zmywaka… Podeszłaś do niego i położyłaś rękę na jego dłoni, on spojrzał na ciebie… Wziął ręce i odsunął się na chwile od blatu, po czym stanął do ciebie tyłem, jedną ręką oparł się o bok, a drugą zasłonił twarz… Obróciłaś się do niego i czekałaś aż coś zrobi…Myślałaś że zrobiłaś błąd, ale miałaś już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę! Niby przyjaciele, niby para, niby coś więcej, ale nic… Nagle Zayn podszedł do ciebie, a ponieważ opierałaś się o blat, Zayn oparł się o niego rękoma, tak że byłaś zablokowana z jednej, jak i z drugiej strony… Wasze twarze prawie się stykały…*
Z: Mam dosyć tej naszej przyjaźni… Nie zrozum mnie źle… Ja po prostu chcę czegoś więcej…
M: Czuję się jakbyś mi czytał w myślach <uśmiechasz się niepewnie>
Z: Co ty na to? Przyjadę po ciebie o 21:00 i pójdziemy na wieczorny seans  tego filmu, który Harry tak wychwalał…
M: Świetny pomy… <nagle przerywają wam chłopacy, którzy roześmiani wchodzą do domu, co jednocześnie oznacza, że do kuchni, nagle się zatrzymują widząc całą tą sytuacje, więc automatycznie się od siebie odsuwacie>
Louis: Wow i nas nie zaprosiliście? Z chęcią bym się przyłączył!
Harry: Ej, a ja? Co z nami Lou? Co z Larrym? Nie pomyślałeś o nas? Ja tam wolę nie pytać się o tą całą sytuację, mogę się założyć, że zaraz sami wszystko wyśpiewają…
M: Taa… To ja już może pójdę… <wychodząc przez drzwi mówisz jeszcze> To do zobaczenia później… <i wychodzisz>
Liam: O to jeszcze nas dzisiaj odwiedzi?
Harry: Myślę, że nie zupełnie… Zayn?
Z: Idziemy o 9:00 na ten film co nam polecałeś Hazza…
H: Ale ty wiesz, że to horror? Uuu pewnie to umyślnie, żeby cała była dla ciebie, co? Cmok, cmok…
Z: Przymknij się Harry…
H: Uuuu… Ktoś tutaj…< nie kończy, bo Zayn go popycha> No dobra koleś, już skończyłem…
~~~~W twoim domu~~~~
Nie wiesz kompletnie w co się ubrać, więc przetrząsasz całą szafę i w końcu stwierdzasz, że nie ważne w co się ubierzesz, tym razem Ci się uda… Dlatego ubierasz zwykłe jeansy i T-shirt… Ale makijażu sobie nie odpuścisz! Oczywiście nakładasz go niewiele, tak by wyglądał naturalnie, bo wiesz że Zayn taki lubi… Nie zauważasz kiedy zbliża się godzina zero i słyszysz dzwonek do drzwi… Już 9:00 i to Zayn! Był ubrany w jeansy (te które miał rano!), koszulę w kratkę (tym razem inna), pod którą miał biały     T-shirt. Jak przystało na prawdziwego mężczyznę przywiózł ci bukiet kwiatów i to jeszcze twoich ulubionych  tulipanów! W drodze Zayn sypie żartami z rękawów, nie chcesz być gorsza i też rozśmieszasz go do rozpuku… Gdy dojeżdżacie, kupujecie bilety na ‘’Piątek 13” , kupujecie przekąski i wchodzicie do Sali jest 22:30. Film skończył się o ok. 24:30… Zamiast wracać taksówką, wybieracie długi spacer do domu… Jak się okazało zostawiłaś telefon u chłopaków (Zayn dostawał od Ciebie dziwne wiadomości, tak winowajcą był Harold), więc zmierzacie do domu Zayna… Przez cały czas rozmawiacie o wszystkim, nawet o firmach soku i serach, po prostu czujecie że możecie przy sobie gadać o wszystkim… Zayn stwierdza, że poniesie cię do Hyde Parku, bo to jeszcze kawałek stąd… Na początku próbujesz go odsunąć od tego pomysłu, ale on Cie bierze tak, że musisz go objąć nogami w pasie…

Nadal rozmawiacie o wszystkich tematach jakie się wam nasuwają… Mija 50 minut, kiedy docieracie do parku… O tej godzinie (1:50) to cud spotkać tu żywą duszę! Idziecie ścieżką, trzymacie się za ręce…


*Nagle słyszycie jakieś tajemnicze dźwięki, ale nie znacie ich pochodzenia… *
M: Słyszałeś to? To zupełnie brzmiało, jak…
Z: …ten obryzgany krwią facet z filmu, który wszędzie chodził w masce hockeyowej z piłą? Spokojnie, bez przesady, przy mnie nie musisz się bać…
*Zayn obraca Cię do ciebie, tak że stoicie teraz do siebie twarzą w twarz… Zayn opiera swoją głowę o twoje czoło… i dotyka delikatnie palcem twój nos, cały czas przy tym słodko się uśmiechając. Nagle słyszycie sapanie, oboje obracacie się w jedną stronę… Widzicie faceta z maską hokejową i piłą łańcuchową takiego samego, jak w filmie!*
Z: Wiejemy?
M: Myślę, że to chyba dobry pomysł…
*Zaczynacie biec przed siebie cały czas trzymając się za ręce… Biegniecie, biegniecie, sapanie i kroki za wami cichną…Aż nagle Zayn zaciąga Cię za drzewo obok krzaków tak, żeby was nie było widać… Więc praktycznie całym ciałem do siebie przywieracie… Patrzycie sobie w oczy i Zayn mówi:
Z: Jeśli mamy dzisiaj zginąć z rąk tego  szaleńca to chcę zrobić przynajmniej jedną rzecz, żeby potem nie żałować, że zmarnowałem cały ten czas, który mieliśmy przez te parę lat…
*Nie zdążyłaś zapytać się nawet o co mu chodziło, bo zaczynacie się całować i to bardzo namiętnie, tak jakby to był wasz pierwszy i ostatni pocałunek w całym waszym  życiu… Zayn jedną ręką  trzyma twoją twarz, a drugą przytrzymuje cię w talii, ty natomiast trzymasz go za kark, a druga twoja ręka jeździ po jego torsie… Niespodziewanie pocałunek przerywa wam facet z piłą łańcuchową wyskakujący z krzaków! Znowu zaczyna biec i czasem zwalniacie, co chwile spoglądacie do tyłu, ale się nie zatrzymujecie, aż do domu Zayna nie zostaje wam kilometr…*
Z: Wow, już jest ok. 4:00 nad ranem… szybko mi mija czas w twoim towarzystwie, Meryem… Ale ani jedna sekunda, nie jest czasem straconym… *to mówiąc obejmuje Cię w pasie*
M: Taa… pewnie bym była już w domu, gdyby nie ten telefon… no i oczywiście facet z piłą…
*Oboje zaczynacie się śmiać, Zayn jeszcze bardziej ściska cię w pasie…*
Z: Ja się tam cieszę, że go zapomniałaś…
M: Ponieważ popisałeś sobie dwuznaczne wiadomości z Harrym?
*On spuszcza na chwilę wzrok, jakby się zastanawiał jak to ująć w słowa, ale chyba stwierdził, że szybko zmieni temat, jak ty dzisiaj rano, gdy nie miał koszuli… Stajecie w framudze drzwi…*
Z: Zobacz już jesteśmy na miejscu! Szkoda, że ten wieczór się tak szybko skończył, dla mnie moglibyśmy spędzić dzisiaj jeszcze drugie takie…
<Nie kończy, bo mu przerywasz pocałunkiem… tym razem delikatniejszym, gdyż nie grozi wam już niebezpieczeństwo… ‘’Tak jakby kiedykolwiek mogło, w tych jego silnych, umięszonych ramionach” – myślisz. Gdy kończycie Zayn jest troszkę oszołomiony, ale jest wstanie tylko powiedzieć…
Z: Yyyy… tak, telefon….
*Zaczynasz się śmiać. Wchodzicie do środka… I widzicie, że cały dom jeszcze tętni życiem! Wszyscy, oprócz Harrego (dziwne…) siedzą przed telewizorem i oglądają jakieś programy, które na pewno musiały się zacząć po 24:00… (czytaj nie dla dzieci)… Kiedy was zauważają momentalnie przełączają na MiniMini, przez co na ekranie 32- calowej plazmie pojawia się chrapiąca rybka…*
Z: Nie musieliście przełączać dla nas… Z wielką chęcią razem z wami byśmy pooglądali niezależnie co to było…
M: Weź Zayn… *lekko go pchasz ręką w tors* Nie widzisz, że im wstyd?
Niall: No widzisz, do czego doprowadzasz?
Lou: Twoja dziewczyna musi nas bronić…
M: Właściwie to…
Z:Ej, a ty lepiej patrz na swoją dziewczynę! Właśnie gdzie jest Hazza?
*Wszyscy kręcą głowami, aż wreszcie Lou pęka…*
Lou: Boże! Może mój chłopak został postrzelony i gdzieś się teraz beze mnie pałęta… O losie!
*Nagle, jak na zawołanie, wchodzi szaleniec z piłą… Ściąga maskę i ciuchy obryzgane krwią… Przecież ten szaleniec, który ich gonił przez cały wieczór to Harry! Na początku nie zauważa Mery i Zayna, którzy zaczeli szukać telefonu po kuchni*
H: Hah, ale się ubawiłem… Nie poznali mnie! Jak przede mną uciekali : ‘’A uważaj ten facet z piłą…” Serio Zayn piszczał jak mała… <nagle zauważa wściekły wzrok tego wymienionego przed chwilą> Oh, część Kolo… Jak tam sprawy?
Z: Kolo? Ty kolo lepiej uciekaj, bo <Zayn nie kończy zdania, bo wybuchasz głośnym śmiechem, a za tobą Lou (pewnie chce wybawić chłopaka), a po nim cała reszta, aż w końcu Zayn zaczyna się uśmiechać…
M: No weź Zayn… Przecież przed chwilą sam powiedziałeś, żebyś podziękował temu szaleńcowi z piłą…
H: No właśnie, Zayn… Poza tym powinieneś być mi wdzięczny! To w końcu ja załatwiłem tobie ten upojny pocałunek z dziewczyną, w której się kochasz od 3 lat!
*Ty jesteś w 7 niebie, bo czułaś to co on już od tak długiego czasu, ale Zayn w tej chwili miał wymalowany mord na twarzy i nic… nawet gdyby cała planeta zaczęłaby się śmiać, kompletnie nic… nie zmieniłoby stanu, w którym się znajdował – czystej złości… Harry to zauważył, więc się trochę skulił i zaczął tyłem iść do schodów… Aż nagle Zayn tupnął i Harry biegiem rzucił się, pokonując schody co 3 stopnie i przewracając się co parę kroków…*
M: Ale musisz przyznać, że miał…. Mhm dość ciekawy sposób wyswatania nas… A tak a probo tych trzech lat…
*Zayn nagle stał się potulny jak baranek, jakby cała złość z niego wykipiała… Teraz tylko chciał ukryć prawdę… Ale na swoje nieszczęście oblał się rumieńcem i zaśmiał się nerwowo*
Z: Też od tak dawna to czułam, ty mój Supermenie… < i całujesz go w policzek>.
*Zayn od razu się uśmiecha*
Z: Wiesz myślę, że twój telefon jest u mnie w pokoju na górze…
~~~~W pokoju Zayna~~~~
Stoisz na środku pokoju, naprzeciwko łóżka. Zayn otwiera szafkę, chwilę w niej grzebie po czym wyciąga z niej twoją komórkę… Uśmiechasz się na widok zguby. Zayn do ciebie podchodzi, staje znów bardzo blisko ciebie. Patrzysz mu teraz prosto w oczy, pomimo tego, że musisz trochę zadzierać głowę, bo jest taki wysoki. Już myślisz, że dzisiaj pocałujecie się po raz trzeci, ale on opiera swoją głowę o twoje czoło, tak jak wtedy na ścieżce w Hyde Parku… Ale tym razem nikt wam nie przeszkodzi….*
Z: Wiesz, jest już prawie 6 rano, może nie wracaj do domu… tylko zostań tutaj…
M: Nie sądzę, że to byłby dobry… <Nagle przerywa wam ktoś zza drzwi>
Liam: Ej, uważaj na swoje nogi Niall.
Lou: I co Harry słyszysz coś?
H: Nie, chyba przerwali… Ogólnie myślę, że ten patent z szklanką jest jakiś oklepany…
Niall: A mówiłem, że obok okna Zayna jest drzewo i że możemy się wdrapać, ale wy nie, bo co? Bo mój pomysł jest głupi!
Liam: Hi Guys! Myślę, że się skapnęli, że tu siedzimy…
Lou: No nie no Sherlocku!
Liam: Niall! Weź te nogi!
Niall: To moje nogi i będę z nimi robił co chcę!
Liam: Ach, tak?
Niall: Tak!
Harry: Ej, ludziska! Przeszkadzacie  tym dwóm zabłąkanym duszom, które w  końcu się odnalazły i…
Zayn: Możecie nas zostawić samych?
Harry (zza drzwi): No właśnie! Nie słyszeliście chłopaka? Do swoich pokoi, już dawno po dobranocce!
*Słychać rozchodzenie się do pokoi i zamykanie kilku par drzwi…*
M: Kocham ich, ale nareszcie mamy spokój…
Z: Jesteś pewna? To patrz… Harry bierz tą szklankę i do swojego pokoju!
*Cisza*
Z: Liczę do 3 i wychodzę na korytarz… A przecież sam wiesz, że trenuję kick-boxing…
H: No dobra, już idę… Ale Kolo skąd wiedziałeś, że tu jestem?
Z: YYY… Bo jesteś Hazzą? Znam cię… Marszem do…
H: …swojego pokoju, tak wiem mamo…
*Odgłos kroków i zamykanych drzwi*
M: Korekta… Teraz nareszcie jesteśmy sami… <oboje zaczynacie się śmiać, Zayn odgarnia ci włosy z twarzy>. Wiesz, właściwie to może zostanę na noc… Boję się, że mogą mi się śnić koszmary dzisiejszej nocy, a ty już w parku udowodniłeś, że w twoim towarzystwie mogę być spokojna o moje bezpieczeństwo…
*Zayn uśmiecha się tym swoim słynnym uśmiechem (tak, a żebyś wiedziała - laski mdleją)… I całujecie się jeszcze parę razy, przed snem… W nocy do niczego nie dochodzi, zasypiasz w koszuli Zayna, tak w tej w której chciał cię obronić przed Harrym… Przez całą noc Zayn nie wypuścił cię ze swych objęć…
Jakoś nikogo nie dziwiło, że rano wstałaś i w jego koszuli poszłaś wraz z Zaynem wszystkim zrobić jajecznicę… W końcu i tak większość znajomych miała was za parę od dosyć dawna… Od dzisiaj jesteście z Zaynem jedną z najlepszych par na tej planecie. Już na zawsze nikt was nie rozłączy… a szczególnie nie facet z piłą łąńcuchową;) I żyli długo, śpiewnie i szczęśliwie… KONIEC




Opracowała: B                  "Wszystkiego naj z okazji urodzin 
 Mera (X)! Mam nadzieję, że rysunki Ci się spodobają! 
W końcu siedziałam nad nimi trochę czasu..."


PS: Aparat spowodował, że nie widać światłocieni starannie:)