Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostro. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

Imagine - Harry (XIII)

Co znajduję w kopiach roboczych po tym, jak wchodzę na komputer po szkole? A to! 
Wiadomość od E: 
"Tak, nudzi mi się;) We are live in a yellow submarine...:) Ej, miałam dzisiaj dodatkowe z moją anglistką MJ, mam prawo wariować!:D Hmm... Lubisz piłkę nożną? Bo teraz w nią grasz... Niallowi by się spodobało...<3  Całuski z ławki w czasie WFu:*"

Tak, czy siak... Boże, ostatnio cały czas to powtarzam... Tak, czy siak... To pomimo tego, że dostałam 99% procent z pk z polskiego i mam 6, a rodzice pozwolili mi zamówić cokolwiek zechcę na obiad, to... Mam ochotę coś rozwalić!! Przepraszam, powinnam teraz pisać coś, czego dawno nie było (np. Liam/Louis), ale jestem taka... Wściekła? Załamana? Coś w ten deseń... Dlatego wstawiam coś, co teraz nasunęło mi się na myśl... I przepraszam, że jest w pierwszej osobie, ale po prostu jestem taka zdenerwowana, że...Ale będzie długie! Dajcie mi rozgrzeszenie! I dziękuję, że jesteście...

Wasza B

----------------------------------------------




 Wróciłam  z pracy do naszego, wspólnego mieszkania... Było już około 21, kiedy włożyłam kluczyki do zamka i przekręciłam je. Wchodząc, poczułam zapach świeżych kwiatów i czekolady. Wszędzie panowała ciemność, nie licząc kilkudziesięciu lub i nawet setek małych światełek - świeczek. To one pewnie były powodem woni o zapachu czekolady... Zdjęłam buty i podążyłam do jadalni, tam właśnie prowadziły mnie płatki róż rozsypane na podłodze... Gdy uchyliłam drzwi, zobaczyłam w środku Harry'ego, który wstał i podszedł do mnie. Pocałował delikatnie moje usta swoimi, a ja poczułam jego męskie perfumy, które sprawiały, że nie chciałam by zakończyło się tylko na pocałunku... Pierwszy zakończył tą chwilę namiętności i objął mój policzek, po czym chwycił jedną dłoń i poprowadził do stołu. Odsunął jedno krzesło, abym mogła usiąść i dosunął mnie do stołu. Nachylił się po butelkę wina i nalał nam do kieliszków. Wodziłam wzrokiem za jego sprawnymi dłońmi i lekko się uśmiechałam... Wiedziałam doskonale, co potrafią te ręce...
Byłam z Harrym od ponad roku, a takie niespodzianki, jak ta, którą mnie zaskoczył tego dnia, były wynikiem spontanicznego okazywania uczuć przez tego chłopaka. 
- Jesteś bardzo romantyczny, nie musiałeś... - powiedziałam, wspierając się na jednej ręce, gdy on usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, ale chciałem... - wymruczał i nachylił się, by mnie pocałować w policzek. Zamknęłam oczy, kiedy jego ciepłe wargi musnęły moją skórę. Nie mogłam uwierzyć, że różnica wieku między nami, stała się nagle taka nieistotna... Harry miał 18-ście,a ja byłam starsza od tego chłopaka o 10 lat... Na początku to był zwykły romans, nie chciałam niczego więcej, ale kiedy zamieszkaliśmy ze sobą... Dowiedziałam się jaki on jest naprawdę i pomimo woli oraz rozumu... Musiałam w końcu przyznać, że coś czuję do tego nastolatka. Nastolatek... To było słowo, które odbijało się echem w mojej głowie. Poniekąd trzeba było przyznać, że jestem dla niego okropna... On się tak stara, a ja... Ja go wykorzystuję. Czuję coś do niego, ale jeszcze nigdy nie powiedziałam tego na głos, bo nigdy też nie pozwoliłam sobie na podobne myśli, jak dzisiaj. On się angażował w ten związek za nas oboje...
Na stole stały małe świeczki, a gdzieniegdzie na białym obrusie, leżały czerwone płatki... 
- Zrobiłem zapiekankę, twoją ulubioną! - powiedział mi do ucha, muskając ustami jego płatek.
Uśmiechnęłam się szeroko, nie mogłam uwierzyć w to wszystko! Świece, kolacja, płatki kwiatów, wino... Jednak po chwili zaczęło gryź mnie sumienie... Czy ja kiedykolwiek zrobiłam dla niego coś, co mogłoby równać się z tym? 
Zjedliśmy posiłek, żartując sobie i rozmawiając.
- Mogę ci coś jeszcze pokazać? - zapytał niepewnie, a ja zamarłam i dopiero po chwili pokiwałam głową ze skromnym uśmiechem na twarzy.
Harry wstał, odsunął mi krzesło i chwycił mnie za rękę. Gdy nasze ciepłe palce się skrzyżowały, przeszył mnie dreszcz, znów poczułam się banalnie... "Prawie tak, jak w liceum" - zadrwił ze mnie mój mózg. Harry poprowadził mnie kwiatową ścieżką na ogród, gdzie na zielonej trawie, stało pianino. Usiedliśmy oboje na ławeczce przed nim. Na jego górze stało kilka świeczek, które delikatnie oświetlały nasze twarze w tym mroku. Harry położył dłonie na klawiszach i zaczął grać. Dopiero po kilku nutach zorientowałam się, że jest to jedna z moich ulubionych piosenek One Direction - "They Don't Know About Us". I to jeszcze jak trafnie opisywała to, co było między mną, a tym loczkowatym chłopcem. Nikt o nas nie wiedział, a właściwie nawet sami nie potrafiliśmy określić to, co między nami naprawdę było. Oparłam głowę o jego ramię i wodziłam wzrokiem po jego smukłych, długich palcach, które dość sprawnie poruszały się po klawiszach...
Nie zauważyłam nawet kiedy chłopak przestał grać. Pocałował mnie w czoło, a jego wargi były lekko spierzchnięte od wieczornego zimna, który panował na dworze. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niesamowite zielone oczy... Wyciągnął rękę i objął mój policzek, przejechał kciukiem pod okiem bardzo delikatnie. Wtuliłam się jeszcze bardziej w jego dłoń i własną dłonią przytrzymałam jego. 
- Chodźmy na górę... - wyszeptałam prawie niesłyszalnie, ale gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, widziałam, że wie o co mi chodzi. Wziął moją rękę i zaprowadził mnie schodami na piętro, do sypialni... Oparł mnie delikatnie o ścianę, a ja się nachyliłam i pocałowałam go w miejsce za jego lewym uchem. Jęknął, to był jego czuły punkt... Wyprostowałam się, a on zaczął mnie całować namiętnie, a ja odwzajemniałam pocałunki. Mój oddech stawał się powoli coraz bardzie płytki... Tym razem pozwoliłam mu przejąć inicjatywę. Poczułam jak jego ciepłe dłonie zjeżdżają w dół po moich plecach, podniósł mnie za pośladki, a ja automatycznie obwinęłam go nogami wokół bioder. Harry przeniósł mnie i położył delikatnie na łóżku. Nachylił się i pocałował moją szyję... W tym szaleństwie myślałam o tym, co mnie łączy z tym dzieciakiem... I w końcu powiedziałam to... To co ostatnio ciążyło mi na sercu.
- Ja przepraszam, Harry... - powiedziałam, kładąc rękę na jego nagim torsie i odsuwając go delikatnie. 
- Ja tak nie mogę! - dodałam, a głos mi zadrżał. - Cały czas cię wykorzystuję, a ty się tak starasz i... - jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
Chłopak ją wytarł i oparł czoło o mój czubek głowy.
- Wiem, jaka jest prawda... - odpowiedział cicho melodyjnym głosem. - Tylko szkoda, że nie umiesz jej przyznać głośno...
Odwróciłam wzrok od jego oczu i spojrzałam w bok. Czułam, jak zaczynają mnie piec policzki, a to znaczyło tylko jedno - rumieniłam się. Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili zaśmiałam się i spojrzałam na mojego chłopaka. Tak wreszcie mogłam tak o nim powiedzieć. Byłam w niebo wzięta! Od niepamiętnych czasów nie czułam czegoś, co dał mi ten chłopak. Przyciągnęłam go do siebie za kark i delikatnie musnęłam jego rozgrzane wargi własnymi. 
- Idźmy spać... - zaproponowałam, kładąc się.
Harry położył się obok mnie tak, że spoglądałam mu teraz w te jego zielone tęczówki. Przysunęłam się do niego jak najbardziej mogłam i wtuliłam się w jego umięśniony, ciepły tors. 
- Dobranoc - wyszeptał, gasząc lampkę nocną i przygarniając mnie do siebie mocniej ramieniem. 
- Dobranoc... Kocham cię. - powiedziałam, przytulając się mocniej i zamykając oczy. Usłyszałam jak jego serce gwałtownie przyspiesza i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Czułam, że to mój najszczęśliwszy dzień!  Nagle wszystko stało się takie oczywiste...
- Ja ciebie też, kochanie... - odpowiedział radosnym głosem, całując mnie w czoło. 
Zasnęliśmy i ze snu wyrwał mnie dopiero jakiś koszmar. Odwróciłam się w drugą stronę i spojrzałam w ciemną przestrzeń. Śniło mi się, że to, co stało się sensem mojego życia... Miało przestać istnieć. Wiem, że to szalone, ale... Dzisiaj odkryłam, że nie mogę żyć bez Loczkowatego. Nagle poczułam czyjeś silne ramiona przyciągające mnie do siebie. Harry pocałował mnie delikatnie w szyję i opatulił nogami...
- Nie bój się... Rano nadal tu będę. - wyszeptał mi do ucha, jakby wyczuwał to, o czym myślałam.


Załkałam głośniej. Łzy spływały mi po policzkach i mieszały się z wodą. Oparłam się o szybę kabiny prysznicowej, gdy moim ciałem wstrząsały kolejne spazmy płaczu. Te wspomnienia były zbyt rzeczywiste i jednocześnie przez to, zbyt brutalne. Te wspaniałe chwilę z nim już nigdy nie powrócą... Już nie zobaczę jego twarzy i uśmiechu... Czułam, że coś we mnie pęka... Usiadłam na dnie kabiny i zasłoniłam sobie twarz dłońmi, pomimo tego, że nikt nie mógł mnie zobaczyć. Łkanie stawało się coraz głośniejsze, a ja płakałam, siedząc pod strumieniami wody, dopóki łzy nie przestały lecieć. Kiedy dowiedziałam się niedawno, że Harry zginął w wypadku lotniczym, gdy próbował polecieć by odwiedzić swoich przyjaciół... Cały świat się dla mnie zawalił. Ani razu przez myśl nie przeszedł mi pomysł, że tak zakocham się  w tym młodym, loczkowatym chłopu. Faktu, że straciłam go bezpowrotnie, nie pomagała wieść o tym, że jestem w ciąży... Mam w sobie jego dziecko... Dziecko, które nie będzie mieć ojca... Nigdy się z nim nie spotka, nie pobawi... Harry nie nauczy go grać na pianinie albo jak zainteresować sobą dziewczyny... Nigdy nie usiądziemy razem przy wspólnym posiłku w Wigilię... Jeszcze jedna zabłąkana łza spłynęła mi po policzku, gdy położyłam się do łóżka. Naszego łóżka. Leżąc tam sama, dobijała mnie myśl, że teraz moje życie stało się bez wyrazu... ale muszę żyć. On był tym jedynym i to jest najważniejsze. Wychowam to dziecko i będzie ono moim największym skarbem. Odwróciłam się na bok i spojrzałam na gwiazdy za oknem. Tak bardzo chciałabym, żeby czas się cofnął, żeby ten cholerny samolot w ogóle nie startował... Zamknęłam oczy, a pod powiekami ujrzałam go, gdy mówił: "Nie bój się... Rano nadal tu będę" i uśmiechnęłam się, pomimo iż wiedziałam, że obudzę się sama...Jednak już mniej bałam się tego, co nadejdzie...



Opracowała: B


PS Wiem, że jest mega smutaśny, przepraszam was!
Chyba w ogóle was dzisiaj zawiodłam... Postaram się bardziej następnym razem... :(





wtorek, 9 października 2012

Imagine - Liam (uzupełniający do "So What" - roz. 6)

Imagine jest uzupełnieniem powyższego opowiadania (rozdziału 6 "So What"). Ten imagine napisałam, bo nie chciałam go umieszczać w rozdziale, bo ja piszę albo tragicznie, albo romantycznie, a takie sprawy nie pasują do mojego stylu, a ponieważ X bardzo, ale to bardzo mnie o to prosiła... To drodzy państwo, imagine 18+ dla najdroższego zboczucha w moim świecie:* Ps Miałam taki polew jak to pisałam;D Proszę o wyrozumiałość, to mój pierwszy 18+.
Czytasz na własną odpowiedzialność!!


---------------------------------------------------



<<Po imprezie u Katie - dwie noce od poprzedniego rozdziału>>

~~Melissa~~ 
Byłam lekko pobudzona, kiedy wyszliśmy z zatłoczonego domu na rześkie powietrze.
- To do usłyszenia - pocałowałam ją w oba policzki i dodałam - Świetna impreza! Dziękuję, że mnie zaprosiłaś... Jeszcze raz sto lat!
- Haha... Nie ma za co! To była przyjemność dla mnie! - powiedziała rozentuzjazmowana Katie, a potem dodała coś, co mie zdziwiło... - Wiesz chłopie... - klepnęła Liama w ramię, a ten się zaśmiał. - Wreszcie znalazłeś sobie kogoś fajnego!
- Hah, dzięki - zaśmiał się serdecznie chłopak.
- Dobra, nie zatrzymuje was. Idźcie do domu, widzę jak zmęczeni jesteście... - rzuciła i jeszcze raz nas pożegnała pocałunkiem w policzki i wróciła do mieszkania, gdzie domówka trwała w najlepsze. Zaczęliśmy wracać pustymi ulicami do domu. Liam szedł w ramię, ramię ze mną. Po 5 minutach marszu, chwycił mnie za rękę. Poczułam jak splata swoje ciepłe palce z moimi zmarzniętymi dłońmi, dreszcz przebiegł po moim ciele - uwielbiałam jego dotyk...

~~Liam~~
Miała naprawdę zmarznięte ręce i chciałem się zaśmiać, że trzeba znaleźć sposób, żeby ją rozgrzać, ale się powstrzymałem. Melissa na imprezie trochę wypiła, ja nie mogłem - nerki. Wydawała mi się jeszcze pobudzona, ale nie to skłoniło mnie do rozważań, ale fakt, że tak świetnie zaczęła dogadywać się z Katie. 
- Katie cię bardzo lubi, poza tym cały wieczór spędziłyście bawiąc się razem i plotkując... - zauważyłem, patrząc przed siebie.
- Tak, to bardzo miła dziewczyna - odpowiedziała i przeniosła wzrok na mnie, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. - To nic dziwnego, że polubiłam twoją najlepszą przyjaciółkę...
Od razu wyczułem aluzję do Louisa - jej najlepszego przyjaciela. Melissa wiedziała, że przepadam za nim, ale nie powiedziałem jej o moim spotkaniu z tym chłopakiem, kiedy razem oglądaliśmy mecz. Nie miałem potrzeby jej tego mówić, czułem jakby to była moja prywatna sprawa.Do domu doszliśmy śmiejąc się z nieistotnych rzeczy, kiedy byliśmy pod drzwiami przyciągnąłem ją do mnie i pocałowałem namiętnie w usta. 
- Liam, przestań... Wiesz, że mam na ciebie ochotę, ale jestem zmęczona... Idziemy spać! - zawołała kiedy moje wargi oderwały się od jej, dziewczyna nadal była w moim uścisku.
- Kocham cię - powiedziałem i odgarnąłem jej kosmyk włosów z twarzy.

~~Melissa~~
Jego wszystkie ruchy były takie delikatne, kochałam jego dotyk.
- Ja ciebie też, głuptasie. - powiedziałam i uniosłam się na palce, żeby odwzajemnić pocałunek Liama, ale tym razem nasze wargi złączyły się bardziej namiętnie. Żadne z nas nie chciało przerywać, ale Liam musiał otworzyć mi drzwi...
- Proszę... - powiedział lekko się pochylając i wskazując środek pomieszczenia, jak robili dżentelmeni w starych filmach.
- Hah, dziękuję, Panie Payne - zaśmiałam się i weszłam do środka.
Liam pomógł mi zdjąć płaszcz, delikatnie go ze mnie zsuwając, po czym sam zdjął kurtkę i puścił mnie przodem jakby nigdy nic. 
Weszłam na górę i prosto udałam się pod prysznic, a Liam skorzystał z łazienki na dole i przyszedł do mnie tylko umyć zęby... Tak przynajmniej mi się wydawało, bo nie widziałam go przez ciemną zasłonę od prysznica. Kiedy mój chłopak zajmował się przyziemnymi rzeczami, ja rozważałam, czy naprawdę chcę dzisiaj to robić... Wyszłam spod prysznica i zdecydowałam - zrobię to, a właściwie zrobimy.
Ubrałam koronkową bieliznę, zarzuciłam szlafrok, zawiązałam go, umyłam zęby i ułożyłam włosy. Wyszłam z łazienki i poszłam prosto do naszej sypialni. Otworzyłam drzwi, oparłam się o framugę i odczekałam chwilę, aż Liam podniósł na mnie wzrok znad swojego pisemka o samochodach. I dopiero teraz wrócił mi zdrowy rozsądek...Co ja właściwie robię? Podeszłam do łóżka i położyłam się niespełniona po drugiej stronie mojego chłopaka. To nie miał być mój pierwszy raz z Liamem, ale się po prostu stresowałam, nie wiem czym. Usiadłam na łóżku i spojrzałam w cudne oczy chłopaka. Miał na sobie tylko długie spodnie od piżamy, ale widziałam wystającą gumę od bokserek ze spodni. Muskałam wzrokiem jego nagi, umięśniony tors. Lubiłam czuć jego naprężone mięśnie. Siedziałam teraz bardzo blisko, naprzeciwko niego, więc zwyczajnie wyciągnęłam dłoń i jednym palcem zaczęłam obrysowywać mięśnie jego ramion. Już dawno zauważyłam, że chłopak przygląda mi się z uwagą, ale nie zwracałam na to uwagi, aż do teraz, gdy opuściłam rękę i spojrzałam w jego brązowe tęczówki. Liam objął mój policzek i delikatnie mnie pocałował, ale ja chciałam więcej. Stwierdziłam, że teraz ja narzucę tempo i wplotłam swoje palce w jego włosy, przyciągając go do siebie. Chłopak odczytał moje intencje bezbłędnie, bo odwzajemnił mój namiętny pocałunek. Przysiadłam się trochę bliżej i objęłam go w pasie nogami, wracając do pocałunków. Liam przyciągał mnie do siebie ręką, którą trzymał poniżej dolnej połowy moich pleców. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, przeszliśmy swobodnie do pocałunków francuskich i nasze języki połączył taniec rozkoszy. Nagle Liam oderwał się ode mnie.
- Czy ty...? - zapytał ledwie mówiąc, bo brakowało mu oddechu.
- Tak... Czemu pytasz..? - zapytałam równie mocno dysząc, co mój ukochany. Objęłam delikatnie jego twarz.
- Pytam, bo my dawno nie... - nie dokończył, ale było wiadomo, o co miał na myśli, w jego oczach pojawił się błysk pożądania.
- Wiem, tęskniłam... - powiedziałam subtelnie, a na końcu przygryzłam dolną wargę i dokończyłam - ... za tym... - po czym lekko pociągnęłam swojego chłopaka za sznurek od piżamowych spodni. 

~~Liam~~
Nie sądziłem, że to się dzisiaj stanie, po takim wieczorze, ale Melissa dawała mi jasno do zrozumienia, że tego chce. Przyciągnąłem ją do siebie i namiętnie pocałowałem, chciałem tego. Spojrzałem na nią. Sięgnąłem ręką do jej wstążki od szlafroka, subtelnie rozwiązałem starannie zawiązaną kokardę i odsunąłem połowę okrycia. Zobaczyłem piękny komplet bielizny, chwyciłem ją za szyję i przyciągnąłem do pocałunku.
- Na pewno? - spytałem kiedy powoli zsuwałem jej szlafrok, by się go pozbyć. Ta kiwnęła głową i kiedy odzież leżała na ziemi, zawtórowała entuzjastycznym pocałunkiem. Przechyliłem ją do tyłu i delikatnie położyłem na łóżku. Całowaliśmy się coraz namiętniej z każdą chwilą, już nie zauważyłem, jak zdjęła mi dół od piżamy... Czułem jak wilgotniała z każdą sekundą... 

~~Melissa~~
Wykonałam gwałtowny ruch, a właściwie się na niego rzuciłam i obróciłam, tak że teraz ja była na nim. Jego smukłe palce powędrowały po moich plecach. Zaczął odpinać mój stanik i poszło mu bardzo łatwo, aż zbyt łatwo, co mnie zdziwiło - najwidoczniej miał wprawę. Nie wiem, czemu podziałało to na mnie jeszcze bardziej. Liam rzucił moją bielizną gdzieś w kąt i zaczął pieścić moje piersi z zaskoczenia, że aż ugryzłam jego wargę przy całowaniu. Chłopak jakby trochę bardziej się pobudził przez to, a ja byłam w siódmym niebie. Cały czas go całowałam, a jedna z moich rąk powędrowała w dół po torsie mego chłopaka i zaczęła zsuwać jego bokserki... Musiałam na chwilę przestać, aby w pełni je zdjąć i zapodziać gdzieś z resztą innych części garderoby... Moje usta znów złączyły się z jego wargami, a ręką już zaczęłam robić zamaszyste ruchy na jego przyjacielu. Nie chciałam odrywać się od jego wspaniałych warg, więc zadowalałam go tylko dłonią. Bałam się, że to za mało, ale czułam, że Liam jest coraz bardziej mniej delikatny. 

~~Liam~~
Jęknąłem. Ona była za dobra. Mój oddech, zarówno jak jej, stawał się coraz płytszy. Po jeszcze kilku ruchach, czułem, że dojdę, a ona to odczytała i przestała. Jedno trzeba jej było oddać, nie tylko w sprawach łóżkowych, zawsze rozumiała mnie bez słów. Chyba stałem się mnie delikatny, ale ją to podniecało jeszcze bardziej. Przerzuciłem ją na plecy. Zacząłem całować jej szyję, a ona lekko przygryzała moje ucho. Pocałunkami zjeżdżałem coraz niżej... Po klatce piersiowej, przez podbrzusze, aż dotarłem tam. Subtelnie rozwarłem jej nogi i zacząłem całować ją po zewnętrznej stronie uda, po czym delikatniej musnąłem jej wargi. Chiche westchnienie wyrwało jej się, a ja poczułem dreszcze. Wróciłem do jej ust, głaszcząc jej kobiecość.

~~Melissa~~
Dopiero teraz czułam, że odpływam. Usta Liama smakowały kwaśno-słodkawo, co powodowało, że miałam na niego jeszcze większą ochotę. Niespodziewanie on włożył mi dwa palce. Jęknęłam. Cieszyłam się, że nie mieszkamy w blokach o cienkich ścianach. Poruszał nimi do przodu i tyłu. Zaczęłam drżeć na całym ciele z rozkoszy, a on wyjął palce i oblizał je z moich soków. Pocałował mnie i teraz już wiedziałam skąd ten kwaśno-słodkawy smak. 
- Masz zabezpieczenie? - wyszeptałam drżącym głosem. Chłopak nachylił się i sprawdził szufladę szafki nocnej przy łóżku. Pokiwał twierdząco głową, a ja nie mogłam już wytrzymać - chciałam poczuć go całego. Wiedziałam, że biorę tabletki, ale zabezpieczeń nigdy za mało... 

~~Liam~~
Leżałem na niej, ale ona bez problemu założyła prezerwatywę na moją męskość. Pocałowała mnie bardzo delikatnie i przeciągle, a ja to odzajemniłem.

~~Melissa~~
Jego przyjaciel stał już na baczność i był gotowy. Kiedy nasze usta złączyły się w najdelikatniejszym i najdłuższym pocałunku tej nocy, Liam wszedł we mnie wolnym ruchem. Zaparło mi dech. Wyjął i włożył go jeszcze raz, ale bardziej zdecydowanie i brutalniej. Z każdym jego pchnięciem, ciepło rozlewało się po moim całym ciele. Po pewnej chwili chłopak znacznie przyspieszył, oboje jęczeliśmy. 

~~Liam~~
Czułem, że koniec jest blisko. Przynajmniej dla Melissy. Oboje jęczeliśmy z rozkoszy, ale ona była bliżej orgazmowi. Przyciągała mnie do siebie jeszcze mocniej swoimi nogami, którymi oplotła moje plecy. Chciałem, żebyśmy oboje doszli w tej samej chwili, więc przyspieszyłem swoje ruchy jeszcze bardziej...
- Aaaa, Payne... mocniej!! - wykrzyczała moja kochanka.

~~Melissa~~
Moje ciało wypięło się w łuk, Liam też szczytował. Po tak długiej przerwie doznania były jeszcze lepsze... Doszedł we mnie spuszczając się, westchnął i opadł na materac obok. Naszymi ciałami targały spazmy orgazmu. Był to chyba mój najprzyjemniejszy raz w całym życiu. Liam objął mnie i oboje zasnęliśmy w siebie wtuleni...


KONIEC


Opracowała: B - dla zboczucha, który mnie o to błagał przez, ło ho ho!! czyli dla X;*


PS Zaraz wstawię rozdział:D

niedziela, 7 października 2012

Imagine - Harry (XI)



Błagam wszystkich jeszcze raz o rozgrzeszenie... A teraz Hazza dla MissLove, która rozśmiesza mnie na skypie, i która codziennie śni o Hazzacondzie XD Kocham cię śliczna i dzięki za te kilka zdań o Niallerze + za wsparcie każdego dnia:* 
PS Pomysłodawcą do tych scen, bez udziału głównej bohaterki [ty], była właśnie wyżej wspomniana, a ja tylko rozwinęłam jej myśli i ubrałam w język:) Więc wyliczam ją jako współtwórczynię:D
PSS Spokojnie Miss, to nie jest 18+ ;D
PSSS Wyznałam moje uczucia do kolegi ze szkoły na łamach bloga, a vanilliacookie cieszy się z tego bardziej ode mnie, że wreszcie sobie to uświadomiłam...Zawsze spoko :) - napiszę dla cb jutro rozdział, oki?
PSSSS Dzięki Żaba:* Ale i tak kocham tego idiotę...
PSSSSS Męczę was strasznie tymi "post scriptum", więc...
----------------------------------------------

Mieszkasz w Polsce i jesteś 16latką, a twoja najlepsza przyjaciółka wyjechała do Anglii kiedy obie miałyście 14 lat. Wtedy zżerała cię zazdrość, bo zawsze chciałaś mieszkać w tym wspaniałym miejscu, ale ta zazdrość nie mogła się równać z uczuciem, które ukłuło cię kiedy została przyjaciółką chłopaków z twojego ulubionego brytyjsko-irlandzkiego zespołu. Jednak, jak szybko to uczucie przyszło, tak szybko poszło...  Nadal najlepiej dogadywałaś się z nią pomimo tych dwóch różnic... W każde ferie jeździłyście do siebie nawzajem i spędzałyście każdą chwilę we dwójkę, ale w tym roku wakacje miały być jeszcze lepsze, bo miałaś poznać chłopców z One Direction! Nie mogłaś doczekać się przerwy, bo jesteś oddaną Directionerką i nie wyobrażasz sobie życia bez chłopców.
Dlatego wakacje zbliżały się dla ciebie strasznie wolno, a kiedy wreszcie nadeszły, byłaś wniebowzięta! Najpierw spędziłaś kilka dni w Polsce z przyjaciółką... Świetnie się bawiłyście razem i nie zauważyłaś jak nadszedł dzień odlotu. Kiedy siedziałaś już w samolocie strasznie się denerwowałaś...Tak mocno, że zaczęły ci się pocić ręce.
- Hej... - przyjaciółka objęła cię ramieniem. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. To tylko lot samolotem, nic się nie stanie - dodała krzepiącym głosem. Wiedziałaś o co jej chodziło. Nigdy nie latałaś samolotem i dziewczyna musiała wziąć to jako przyczynę twojego stresu, a ty bez wahania wyłożyłaś kawę na ławę, co cię zdziwiło, bo zwykle nie jesteś taka bezpośrednia.
 - Nie o to biega... - spojrzałaś koleżance w oczy i zauważyłaś troskę na jej pięknej twarzy. Zawsze zazdrościłaś jej urody, chociaż sama byłaś całkiem-całkiem. Przerwałaś rozmyślenia i dodałaś jeszcze pewniej siebie. - Nie chodzi o lot, tylko o to, że... - ugryzłaś się w język. "Czy ona musi to wiedzieć?" - zadałaś sobie pytanie w myślach i opuściłaś wzrok na swoje splecione dłonie na nogach...
- Powiedz, co jest nie tak... Nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę. - przyjaciółka przewróciła teatralnie oczami i uśmiechnęła się sympatycznie, nie sposób nie odwzajemnić  takiego uśmiechu.
- Boję się, że mnie nie polubią... - wybąkałaś, a dziewczyna wybuchła śmiechem. Podniosłaś wzrok i poczułaś jak fala zdziwienia, jak i złości rozlewa się po twoim ciele. Zaczęła ci pulsować skroń. - Co się lejesz? Nie moja wina, że ty mieszkasz z nimi, a ja od zawsze marzyłam, żeby przynajmniej ich zobaczyć. Wiesz co... - wybuchłaś i znów ugryzłaś się w język zanim dodałaś coś, co mogłoby sprawić, że nie odezwiecie się do siebie przez cały lot. Ale wszystko co powiedziałaś było prawdą... Kochałaś swoją przyjaciółkę bezgranicznie, byłyście jak siostry, jednak ukrywałaś to, że zazdrościsz jej, iż ty nigdy nie spotkałaś 1D, a ona  miała swój własny pokój w ich gigantycznej, wspólnej willi.
- Przepraszam... - powiedziała Zuza, bo to tak miała na imię twoja przyjaciółka, czy jak mówili na nią Anglicy - Susan. Skrzyżowałaś ręce na klatce piersiowej, przyjmując postawę zamkniętą. - Rozumiem twój wybuch złości, ale zrozum... - Podniosłaś wzrok na jej twarz i przestałaś się burmuszyć. - Zaczęłam się śmiać, bo wydało mi się głupie to co powiedziałaś. Jak można nie polubić takiej wspaniałej dziewczyny jak  ty! 
Nic nie odpowiedziałaś, tylko najzwyczajniej ją przytuliłaś, a ona to odwzajemniła. Przez resztę lotu rozmawiałyście i się wygłupiałyście. Nie zauważyłyście kiedy już stałyście na lotnisku i wsiadałyście do taksówki, w której obie zasnęłyście zmęczone. Sądziłaś, że to niemożliwe z podekscytowania, bo zaraz twoje największe marzenie się spełni. Kiedy nareszcie, o zachodzie słońca, zajechałyście pod dom, serce waliło ci młotem. Susan zapłaciła za taksówkę i otworzyła wam drzwi swoimi kluczami. W środku panowały kompletne ciemności egipskie. Susan szukała włącznika i kiedy go zapaliła waszym oczom ukazał się ogromny salon. 
- No to tutaj... - Sue machnęła ręką, jakby to nie było nic wielkiego, chociaż i tak wiedziałaś, że przyjaciółka jest pod ogromnym wrażeniem pięknego pomieszczenia. 
Nagle zza kanapy wyskoczyła piątka chłopaków i krzyknęła "Niespodzianka!". Twoja przyjaciółka przewróciła oczyma i wybuchnęła śmiechem, a ty... Ty stałaś nieruchomo, a twoje źrenice powiększyły się do wielkości pięciozłotówek. Chłopcy podeszli do was. Wszyscy... cała piątka stała teraz przed tobą i wyglądali tak jak zawsze, czyli wręcz nie do opisania! Stałaś oniemiała...
- [Twoje imię]? To jest 1D! 1D to jest [T.I.]! - krzyknęła entuzjastycznie Susan, a ty uśmiechnęłaś się lekko, próbując się opanować. 
Nagle podszedł do ciebie Harry i wyciągnął w twoją stronę dłoń, spojrzałaś na nią i ją uścisnęłaś, a chłopak podniósł ją do ust i delikatnie pocałował jej wierzch. Śledziłaś każdy jego ruch. 
- Cześć, jestem Harry - powiedział tym swoim seksownym głosem z brytyjskim akcentem i na końcu uśmiechnął się uśmiechem, od którego mdleją wszystkie kobiety świata. 
A ty? Ty wybuchłaś histerycznym śmiechem, bo to była właśnie twoja reakcja na stres. Nie mogłaś się powstrzymać, śmiałaś się w kółko. Harry złapał jedną ręką twoją rękę i pomachał drugą przed oczyma, żeby sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku. A ty zaczęłaś się śmiać jeszcze bardziej, Harry próbując cię uspokoić pochylił się bardziej, a on objął cię w talii... Chłopak coś jeszcze mówił, ale czułaś, że odpływasz... Najzwyczajniej w świecie zemdlałaś!! I upadłabyś, gdyby Harry cię nie złapał. 
- To... ona tak często? - zaczął rozmowę niepewnie Liam, kiedy Harry niósł cię na kanapę w salonie.
- Tak, ale nigdy na tak długo. - odpowiedziała Sue lekko przestraszona.
- To my tak na nią działamy? - spytał Zayn pewny swego i poruszył śmiesznie brwiami.
- Wiecie, co... Zaniosę ją do mojej sypialni, tam będzie jej wygodniej niż na kanapie... - powiedział Hazza, biorąc cię na ręce. Harry zaniósł cię do swojego pokoju i położył delikatnie na łóżku dwuosobowym, w którym sypiał. Przykrył cię pościelą. Chyba zaczynałaś wracać do świata żywych, bo poczułaś jak chłopak składa delikatny pocałunek rozgrzanymi wargami na twoim czole, ale go nie zatrzymałaś tylko poszłaś spać, bo kręciło ci się w głowie. 
Kiedy Harry zszedł na dół, wszyscy śmiali się przed już włączonym telewizorem...
- Masz bardzo roześmianą koleżankę Susan... - zaśmiał się Lou, po czym dodał - Ale Niallowi nie przypadłaby do gustu. - zaśmiał się bardziej i klepnął wspomnianego. Susan poczuła ulgę, od zawsze podobał się jej ten Irlandczyk, ale byli tylko przyjaciółmi.
- Taa... chyba za to podoba się Harry'emu... - zauważył Mulat, kiedy loczkowaty był już przy kanapie i sadowił się w fotelu.
- Uuuu... O wilku mowa! - mruknął pod nosem Liam. 
- Znowu mnie obgadujecie? - pyta chłopak z udawaną urazą w głosie, po czym się uśmiecha.
- Zjadłbym coś, głodny jestem... - powiedział Irlandczyk.
- Jakby to była jakaś nowość - zauważył głucho Lou i przewrócił oczyma, przez co dostał kuksańca w bok od Nialla.
- A ty Sue zjadłabyś coś? - spytał się dziewczyny Nialler.
- Wow, nie spodziewałam się usłyszeć taką propozycję z twoich ust... - odpowiedziała Susan ze zdziwieniem i podziwem. - Co byś zaproponował, Kucharzu Horan??
- Myślałem, że ty coś zrobisz... - mruknął, po czym dodał widząc wzrok dziewczyny - W końcu tak dobrze gotujesz! - powiedział miłym głosem, a reszta przytaknęła. 
- No nie wiem... - Sue spojrzała na Nialla.... Jego włosy, oczy i cała reszta... - No dobrze - dała za wygraną - Ale nie wchodźcie mi do kuchni!!
Po zbiorowym przytaknięciu Sue poszła do kuchni oddzielonej ścianą od salonu i zaczęła robić swoją słynną zapiekankę z kurczaka. Już się przyzwyczaiła do gotowania dla tych wiecznie głodnych mężczyzn...  Nagle Sue zaczęła słyszeć strzępki rozmów prowadzonych przyciszonymi głosami. Włożyła danie do piekarnika i podeszła do ściany, żeby lepiej słyszeć...
- Musisz jej powiedzieć... - sugerował Zayn. 
- Ale jeśli ona... - wykłócał się Niall. Serce Susan zabiło szybciej.
- Niall! Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz - wtrącił mu się Liam.
- Ale co mam jej powiedzieć: “Hej, nie wiem czy wiesz, ale zakochałem się w tobie!... Nie czujesz tego samego, oh jaka szkoda mielibyśmy ładne dzieci!;)”, a może zaśpiewać jej “Hey, we’re the best friends, and this is crazy, But you’re beautiful, so let’s have baby? - odpowiedział krzycząc, a nie mówiąc.
- Bądź ciszej, bo wszyscy się tu zlecą! - warknął Liam, co mocno zdziwiło podsłuchującą dziewczynę.
- Niall, jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę, to musisz jej to powiedzieć... - dodał Zayn spokojniejszym tonem niż jego kolega. Susan nagle przypomniała sobie o zapiekance w piekarniku, kiedy poczuła w nozdrzach smród spalenizny. Podbiegła do piekarnika i zobaczyła, że nic już nie da się zrobić z daniem - istny węgiel! Zapach musiał się szybko roznieść, bo zaraz chłopcy zlecieli się z pokoju obok.
- Co tu się stało? - zapytał Harry.
- Skąd ty tutaj! - wskazał ruchem głowy loczkowatego. - Przecież co chwilę gdzieś znikasz nie wiadomo gdzie, a może nie do końca... - mrugnął jednym okiem Zayn, bo doskonale wiedział, że Harry chodzi do swojej sypialni, patrzeć jak śpisz. Hazza kopnął Mulata z całej siły. - AŁA! Za co to?!
- Wydaje mi się... - wtrącił się Lou. - Że nasza kuchareczka jest rozkojarzona... może się zakochała... - wzniósł oczy ku niebu i po chwili został trzepnięty w głowę rękawicą od wspomnianej.
- Weźcie otwórzcie okno, czy coś, bo zaraz się tu wszyscy udusimy - powiedział Liam, który po wywietrzeniu całego domu, zrobił dla wszystkich jajecznicę, bo jak można się domyślić nie dopuszczali Sue do kuchni. Wszystkich trochę denerwowało to, że Harry "latał" co 5 minut na górę... Wszyscy zjedli kolacje, ale KOMUŚ było mało, więc podgrzał sobie dwa kawałki pizzy. Susan w ramach rehabilitacji poszła pozmywać i pomimo, że słyszała przytłumione głosy, to nie podsłuchiwała, bo wiedziała że to nie ma sensu... Kiedy dziewczyna wróciła do salonu, chłopcy zaproponowali obejrzenie jakiegoś filmu.
- Ja wybieram! - krzyknął Irlandczyk.
- No czemu ty? - zapytał Liam.
- Bo nie mam ochoty oglądać po raz setny Toy Story znając zakończenie... - wrócił do przeglądania pudełek z filmami... - O! Halloween z 1978! - krzyknął szczęśliwy wybierając horror. Niall liczył, że wybierając ten film będzie mógł chociaż przytulić Susan, ale jak się okazało, ta się wcale nie bała, tylko wręcz kochała grozę! Harry patrząc na Nialla i Susan, jak sobie wyjadają nawzajem popcorn i jak "przypadkowo" się dotykają, poczuł się zmęczony, a może znudzony...
- Wiecie, co... Idę spać. - rzucił wstając.
- Taa... Pozdrów Królewnę Śmieszkę od nas. - odpowiedział mu Lou z lekką zazdrością w głosie.
Harry wszedł po schodach, a kiedy był już w swoim pokoju, nie zważając na ciebie - wyciągnął się na swoim łóżku i odszedł w krainę Morfeusza. 
Obudziłaś się i rozejrzałaś po pokoju, co nie było trudne, bo jedna z lampek nocnych się paliła. Oniemiałaś kiedy zauważyłaś swojego idola tuż obok siebie. Dotknęłaś jego ramienia i nachyliłaś się do jego ucha.
- Harry? - zawołałaś melodyjnym i słodkim głosem.
- Mmmm.... - wymamrotał chłopak i obrócił  się do ciebie plecami.
- Harry? - powiedziałaś już mniej spokojniej, bo łatwo było cię wyprowadzić z równowagi.
- Ta... hm.. aha... - bełkotał, a ty już nie wytrzymałaś.
- HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES!! - wrzasnęłaś. 
Hazza od razu się wyprostował i spojrzał na ciebie oczami wielkości pięciozłotówek, po tym jak je przetarł.
- Tak? To znaczy... ja..  przepraszam... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie to ja przepraszam, chciałam się o coś spytać - powiedziałaś zażenowana swoją reakcją.
- Tak... Pytaj o co chcesz bejbe - mrugnął do ciebie i się uśmiechnęłaś, ale po chwili uśmiech nikł na twej twarzy, a źrenice zaczęły się rozszerzać. Chłopak siedział przodem do ciebie, do tego bez koszulki... Penetrowałaś wzrokiem jego idealny, nagi tors, który przy każdym ruchu się napinał... Zjeżdżałaś (wzrokiem) coraz niżej, aż zatrzymałaś się na gumie od bokserek wystającej z dopasowanych (if you know what I mean) jeansów. Po chwili się opanowałaś i spojrzałaś na twarz chłopaka. Harry miał minę zadowolenia, bo wiedział CO przykuło twoją uwagę...  Jednak po chwili twarz Brytyjczyka opanował spokój. Harry wyciągnął rękę w twoją stronę, ściągnął ci gumkę z włosów i trochę je rozczochrał. 
- Teraz wyglądasz pięknie - wyszeptał.
Siedzieliście naprawdę bardzo blisko siebie. Ty po turecku, a Hazza miał trochę zgięte/nie w pełni wyprostowane nogi po twoich bokach. Na komentarz loczkowatego, opuściłaś wzrok. Harry chwycił cię za podbródek i go podniósł tak, że patrzyłaś mu teraz w oczy. Chłopak zaczął zmniejszać przestrzeń między waszymi twarzami, przyciągał cię za podbródek oraz sam się pochylał. Wiedziałaś, co zaraz się stanie, więc zamknęłaś oczy.  Harry delikatnie musnął twoje wargi swoimi, po czym odsunął cię od siebie i spojrzał ci w oczy, jakby pytając czy może. Na twoje lekkie skinienie głowy, chłopak puścił twój podbródek i wplótł palce w twoje włosy. Wasze usta znów się złączyły, a ty odkryłaś, że idealnie do siebie pasują. Harry całował cię delikatniej, ale mniej niż za pierwszym razem, czułaś smak jego ust... zastanawiałaś się jak to jest możliwe, że smakują one truskawkami. Nie mogłaś się powstrzymać i przyciągnęłaś go mocniej dłonią, którą położyłaś na jego karku. Wasze oddechy zaczęły robić się płytsze. Zaczęliście całować się bardziej namiętnie, wasze języki zajęte były tańcem, kiedy ty kładłaś rękę na rozgrzanym torsie swojego wybranka. Widać było, że teraz oboje zapomnieliście się w czynnościach, które właśnie was zajmowały. Harry położył swoją dłoń na twoim biodrze i wasze pocałunki stały się naprawdę ostre. Chłopak położył cię na łóżku i zdjął ci koszulkę, nie protestowałaś... Nigdy z nikim nie wymieniałaś tak namiętnych pocałunków, jakie teraz dzieliłaś z jego truskawkowymi wargami. Harry pochylał się nad tobą, lekko się uniosłaś i sięgnęłaś ręką do zapięcia od stanika. Odpięłaś go i już chciałaś go zdejmować, ale on zorientował się co robisz i przerwał pocałunki, opierając swoje czoło o twoje. Próbowaliście wyrównać oddech sapiąc, trudno było wam złapać dech.
- Nie możemy... - wyszeptał Harry, spojrzał ci w oczy i powtórzył. - My nie możemy. - wstał, wziął koszulkę i wyszedł z pokoju. 
Wyprostowałaś się i usiadłaś. Nie mogłaś uwierzyć... Podkuliłaś nogi i ukryłaś twarz w dłoniach. Kiedy ty próbowałaś opanować łzy, Harry wściekły na rzucał pirunami...
- Widać, że obudziłeś królewnę pocałunkiem - mruknął Zayn, kiedy chłopak go mijał
- Taa... Mogliście być trochę ciszej. My tu film oglądaliśmy... - powiedział bez wyrazu zazdrosny Lou. 
Harry pobiegł do kuchni, a Susan pobiegła zanim. Nakryła chłopaka jak ukrywa twarz w dłoniach.
- Co się stało, Styles? - zapytała zmartwiona.
- Jestem beznadziejny! Tylko jedno mi w głowie... - krzyknął wściekły na siebie.
Reszta też pojawiła się w kuchni. 
- No to fakt, ale spoko to normalne.... Jesteś facetem... Chyba, że czegoś nie wiemy... - powiedział Niall uśmiechając się, ale kiedy Hazza spojrzał na nie go wilkiem, ten od razu przeprosił.
- Kiedy ją zobaczyłem... Wiedziałam, że to będzie ta... ale... spaprałem, jak zwykle - wydusił Harry, opuszczając wzrok. Liam klepnął go po ramieniu.
- Jeszcze wszystko możesz zmienić... - powiedział Daddy Direction. - Spójrz tylko na tych dwoje... - machnął ręką w kierunku trzymających się za rękę Sue i Nialla...
- Eemm... -rozległ się głos za nimi, wszyscy się obrócili i spojrzeli na ciebie. Oczy zaszły ci mgłą, kiedy zobaczyłaś złączone dłonie twojej przyjaciółki i Irlandczyka. - Ja pójdę się przejść - rzuciłaś i biegiem wyszłaś przed posesję. Słyszysz za sobą głos, ale się nie odwracasz, idziesz w kierunku, chyba ogrodu, nie zważasz, że zaczęło kropić.... Nagle silna dłoń łapię twoją rękę i przyciąga do siebie.
- Ja nie chcę, żeby to tak wyszło. - mówi Harold, który zmusił cię żebyś stanęła do niego przodem. W innych okolicznościach cieszyłabyś się z tego, że jest od ciebie wyższy i spogląda na ciebie z góry, ale teraz nie chciałaś tego. Byłaś smutna i zła, w takich momentach zawsze uciekasz od innych, ale nie tym razem. 
- Ja... ty... - zaczynał, a mżawka przerodziła się w delikatny deszcz.... 
- Ty jesteś tą jedyną [T.I.], nie chcę cię stracić... Na górze uznałem, że to nie idzie tak jak powinno. Bo to może i jest szalone, ale ja czuję... Ja czuję, że cię ko... - przerwałaś mu namiętnym pocałunkiem. 
- Ja ciebie też kocham, ty mój idioto. - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko. Teraz to już na serio się nieźle rozpadało, ale nie zwracaliście na to uwagi, byliście teraz tylko wy.
- Czyli mam u ciebie szanse? - spytał przygryzając na końcu wargę.
- Zastanowię się... - odparłaś filuteryjnie.
Harry objął twój policzek i znów połączył was długi i namiętny pocałunek. 
Jak się miało okazać to nie był twój ostatni pocałunek w ulewie z tym truskawkowym chłopcem.

KONIEC


Opracowała: B - dla MissLove na niedzielne smuteczki:)


PS  Jutro napiszę rozdział "So What" dla vanillacookie - przepraszam nie zdążyłam dzisiaj, jutro ci powiem czemu:)
PSS We wtorek napiszę imagine z Lou, a potem już nie wiem...Coś się wymyśli, a może ktoś mnie poprosi, żebym dla niego napisała... I dzięki wszystkim osobom, które sprawdzają/czytają/komentują... Kocham was!! :D