Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocałunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocałunek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Imagine - Harry (XIV - PART II!)

Joł! Jestem chora i się pakuję na narty. Numero de uno: dziękuję za miłe komentarze i praktycznie chcę, żebyście wiedzieli, że jesteście genialni! I numero de dos: Ten imagine dedykowany jest dla kochanej, wspaniałej Hani, mojej korepetytorki od matematyki... Przyszłej przynajmniej. Hanno, mam nadzieję, iż zaiste bardzo spodoba Ci się, o najdroższa, ta epika, którą tworzę tu dla Ciebie! No coś w ten deseń... A i wstawiam linka pod spodem z PARTEM I-szym tego tutaj imagina.. I czy o czymś zapomniałam? A! Dwie sprawy...  III part pojawi się jak wrócę... 
I na koniec jeszcze chciałabym dodać... "ciche podziękowania i drobną dedykację" dla Anonima, który poprosił w "Zamówieniach" bym to skończyła:3     <3

Wasza B

No... Ready, steady, go!

PS I dobra... Dodam twoje imię, a nie "T. I." :D




--------------------------------------------------------





Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Otworzyłam powoli oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Pobiegłam szybko do kuchni, gdzie siedzieli moi krewni,którzy spożywali śniadanie przed pójściem do pracy.
- Dzień dobry! - wykrzyknęłam radośnie i ucałowałam wujka, i ciocię w policzki. Byli trochę zdziwieni moim zachowaniem, ale chwilę potem przestali na to zwracać większą uwagę, gdyż musieli powoli opuszczać dom. 
Wlałam wodę do czajnika i przyszykowałam dwa kubki z miętą - dla mnie i dla mojej kuzynki. Odwróciłam i oparłam się o kuchenny blat plecami. Przygryzłam dolną wargę na wspomnienie wczorajszego dnia. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co się naprawdę wydarzyło. A jednocześnie czułam się taka lekka i wesoła! Nawet ciocia i wujek nie mieli wczoraj do mnie zbytniego żalu... Co prawda nakrzyczeli, że opuściłam Marie (moją kuzynkę), ale uznali, że to był wyjątkowy raz i nie powiedzą o tym moim rodzicom... Tym bardziej zdziwieni byli moimi obrażeniami, a gdy opowiedziałam im o miłym chłopcu, który pomógł mi je opatrzyć - ich zdziwienie stało się tak wielkie, że trudno jest to opisać słowami. Obyło się bez zbędnego szlabanu i... długich wyjaśnień kim tak naprawdę był kierowca, który podrzucił mnie pod dom. Co prawda wiedzieli, że ma na imię Harry i to powinno im wystarczyć, Marie wystarczyło... Chciałam jej powiedzieć, ale na pewno by nie uwierzyła, tylko obróciłaby oczyma i powiedziała, że znowu fantazjuję. Po raz kolejny przygryzłam wargę na wspomnienie ostatnich słów Harry'ego... 
- Oh, woda się zaparzyła ciołku! - z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej kuzynki, która podeszła do kuchenki i zdjęła z niej gwiżdżący już czajnik. Nalała wody do dwóch kubków i obróciła oczami, spoglądając na mnie.
- Znowu fantazjujesz o tym chłopcu, że nie masz kontaktu ze światem rzeczywistym? - zapytała trochę ostro, znając odpowiedź.
- Może... - odparłam, uśmiechając się, a Marie to odwzajemniła po pewnej chwili.
- Może mi jeszcze powiesz, że czujesz motyle w brzuchu, gdy pomyślisz o dzisiejszym wieczorze, co? - zaśmiała się, a ja delikatnie przytakując głową, uśmiechnęłam się szerzej.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy szykować śniadanie...

*Kilka godzin później*

- Wyglądasz ślicznie... Chłopak nie będzie mógł odwrócić od ciebie wzroku! - powiedziała zachwycona Marie. 
Obie stałyśmy przed dużym lustrem w jej pokoju i oceniałyśmy efekt naszej wspólnej pracy. Starannie wybrałyśmy niezbyt elegancki i niezbyt luzacki zestaw. Włosy upięłam w luźnego koka, a makijażem zajęła się Marie. Był on bardzo delikatny i naturalny, ale zakrywał dokładnie ranę na policzku. Spojrzałam na zabandażowaną dłoń i zdjęłam z niej opatrunek - nie wyglądała źle. 
- Tylko wróć przed 24, kochanie... - powiedziała ciocia, która niespodziewanie wychyliła się zza uchylonych drzwi. Nadal nie mogłam uwierzyć, że wujostwo nie zrobiło mi bury o wczorajszy wybryk, a do tego jeszcze zgodzili się, bym wyszła dziś wieczorem. 
Kilka minut później po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, a Marie uderzyła mnie kolanem w pupę, mówiąc "Co taka zdziwiona? Kopniak na szczęście!".
Poszłam razem z nią i wujostwem pod drzwi - chcieli przynajmniej wiedzieć, kto był moim "wybawcą". 
Gdy wujek otworzył drzwi, ciocia zdziwiona rozszerzyła oczy, a kuzynka spojrzała na mnie.
- Porozmawiamy sobie potem... - powiedziała oschle po polsku, by Harry nie zrozumiał. Spojrzała na mnie wilkiem, po czym przeniosła wzrok na Hazzę.
- Wczorajszy koncert był genialny! - dodała, tym razem po angielsku, uśmiechając się.
- Dziękuję... Przekażę reszcie - uśmiechnął się do niej, po czym zwrócił się do wujka. - Odwiozę pańską córkę przed 11, proszę pana... punktualnie - dodał niepewnie, gdyż mój wujek przyjął zamkniętą postawę i miał srogi wyraz twarzy - był dobrym aktorem.
- Odwieź ją, o której chcesz, byle przed 12... - rozluźnił się i uśmiechnął do Harry'ego wujek. - Tylko pilnuj jej, żeby nie zrobiła sobie niczego złego! - dodał, a Harry przytaknął. Oboje wyszliśmy z przedpokoju na dwór i poszliśmy w stronę samochodu. 
Harry podszedł szybciej do auta i otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam, a gdy chwilę później oboje siedzieliśmy w środku, spojrzałam na niego.
- Nie przejmuj się moim wujkiem... Jest dziwny. - zaśmiałam się.
- Wujkiem? A nie... - zwrócił się do mnie, trochę zdziwiony.
- Oh... Mieszkam w Polsce, a przyjechałam na tydzień do mojego wujostwa, które tu mieszka... - powiedziałam, a uśmiech nikł na mojej twarzy, gdyż Harry posmutniał, gdy to powiedziałam. Bez słowa odpalił silnik i ruszyliśmy. W radiu akurat leciało "Bitter Sweet Symphony" zespołu The Verve, więc oboje zaczęliśmy podśpiewywać i chwilę później atmosfera się całkowicie rozładowała. 
- To... Gdzie mnie porywasz? - zapytałam, spoglądając na niego i zauważyłam, jak uśmiecha się, znów pokazując swoje wspaniałe dołeczki.
- Cóż... Z tego co pamiętam... Oboje lubimy włoską kuchnie, a ja znam takie jedno dobre miejsce - odpowiedział, a na końcu zdania spojrzał mi w oczy. Odwróciłam spojrzenie, od jego intensywnie zielonych tęczówek, które mnie hipnotyzowały.
Wchodząc do restauracji, byłam zachwycona jej wystrojem.
- Ale tu ślicznie... - powiedziałam, a Harry podążył za mym wzrokiem.
- Tak, ale właściwie... - zaczął, a ja od razu spojrzałam na niego. - Będziemy jeść na górze.
Nie wiedziałam, co miał na myśli, ale poprowadził mnie bocznymi schodami do góry i szliśmy nimi trochę, a potem otworzył drzwi. Znów znajdowaliśmy się na dworze, ale tym razem na dachu czteropiętrowej kamienicy. Cieszyłam się, że wzięłam kurtkę oraz że mamy lato, bo wieczorami było teraz trochę cieplej. Harry poprowadził mnie do nakrytego stołu, który stał niedaleko przedniego krańca dachu. Odsunął mi krzesło, bym usiadła, a ja oszołomiona zrobiłam to od razu, nie zastanawiając się nad niczym. Harry usiadł naprzeciwko mnie. 
- Wow! Tu jest... - pokręciłam głową, bo nie wiedziałam, jakimi słowami opisać to miejsce. Wszędzie błyszczały miliardy świateł Londynu pogrążonego w ciemnościach nocy. 
- Wyjątkowe miejsce... - odparł, spoglądając na widok, po czym odwrócił wzrok i spojrzał na mnie, dodając - Dla wyjątkowej dziewczyny.
Wytrzymałam jego spojrzenie, dopóki nie poczułam, że policzki zaczynaj mnie piec. Wiedziałam, że zaczynam się rumienić i miałam nadzieję, że nie będzie tego widać w tym półmroku. Na szczęście wybawił mnie kelner, który przyniósł karty, a potem wrócił się na klatkę schodową. Otworzyłam kartę i starałam się ją przeczytać, ale ukradkiem spoglądałam na Harry'ego. Siedział z zamkniętą kartą i oglądał miasto. Nie zauważył kiedy kelner podszedł do nas.
- Co państwo zamawiacie? - zapytał się nas mężczyzna, wyciągając notes.
- Dla mnie to co zawsze, a dla ciebie, Hanno? {nie kumam czemu nie lubisz zdrobnienia} - spojrzał na mnie, a pod wpływem spojrzenia Harry'ego kolana zawsze mi miękną.
- Hm... Eh... - poczęłam gorączkowo przeszukiwać wzrokiem kartę, aż w końcu się poddałam. - Może ty coś za mnie wybierzesz? - zapytałam.
- Dwa razy - zaśmiał się Harry, a kelner odszedł, zastawiając nas samych. 
- Jak często tu bywasz? - nachyliłam się w stronę Harry'ego, a wzrok skierowałam na stół. Biały obrus wydawał się tak miły w dotyku, że odruchowo wyciągnęłam rękę by go dotknąć. Na białym tle odcinały się płatki czerwonych róż i małe świeczki rozstawione tu i tam. 
- Cóż... zbyt często - odpowiada, a jego wzrok podąża za moimi palcami muskającymi obrus.
- Hm.. Przepraszam - powiedziałam i położyłam dłonie na stole.
- Nic nie... Nie masz za co. A co do miejsca to bywam tu na okrągło, jedna z lepszych restauracji w Londynie i w Wielkiej Brytanii... - odparł i spojrzał na moje dłonie. Sięgnął po jedną. - Widzę, że się goi dobrze... - zaśmiał się i spojrzał mi w oczy, a moje ciało przeszył dreszcz.
- Tak, byłbyś dobrym pielęgniarzem - powiedziałam i ugryzłam się w język, a on tylko uśmiechnął się szerzej, nie wypuszczając mojej dłoni ze swojej. Spojrzałam na nie i spokojniej dodałam - Skąd znasz to miejsce?
- Restauracje znam od kiedy skończyłem 10 lat. Byłem raz tutaj, gdy rodzinnie pojechaliśmy na wycieczkę do Londynu, akurat to były moje urodziny, więc poszliśmy tu na pizzę. Od tamtego czasu, pomimo, że to kawał drogi z Holmes Chapel, jeździmy zawsze tutaj w moje urodziny na kolację. A co do tego miejsca... - dodał, odwracając wzrok od naszych dłoni, na oświetlony Londyn - To zabawna historia - spojrzał mi w oczy, a ja się uśmiechnęłam.
- Opowiesz mi ją? - zapytałam, przygryzając dolną wargę.
- Cóż... Kiedyś zaprosiłem tutaj resztę zespołu, to było chyba po tym jak wygraliśmy naszą pierwszą nagrodę EMA. Siedzieliśmy na dole, żartując sobie i jedząc pizzę. Jakaś fanka nas zauważyła i poszła plotka, że siedzimy tutaj, na tej ulicy i w ogóle... W ciągu kilku minut pod restauracją były tłumy. Mój znajomy powiedział, że nas stąd wyprowadzi i zaprowadził nas tu... na dach - opowiadał, a ja słuchałam go zafascynowana, gdy to zauważył, uśmiechnął się szerzej, pokazując dołeczki.
- Jak możesz zobaczyć dach ten łączy trzy kamienice obok siebie, my jesteśmy nad pierwszą, a w trzeciej z kolejny znajduje się biblioteka. Poszliśmy do niej, wchodząc wejściem na dachu. Dawno nie byłem w żadnej bibliotece, więc się bardzo ucieszyłem - dokończył.
- I co się stało potem? - zapytałam, chcąc dowiedzieć się reszty historii. 
- Nic specjalnego. Wyszliśmy tylnym wyjściem i pojechaliśmy do Brighton, do mnie na pizzę i gry komputerowe - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową.
- A ty? Opowiesz mi jakiś śmieszny epizod z twojego życia? - zapytał, a ja zaczęłam opowiadać o różnych wypadkach i gafach, na co Harry opowiedział mi swoje. Coraz bardziej czułam, że lubię go i to bardzo - mogłam z nim rozmawiać o wszystkim i niczym. Zanim się obejrzeliśmy zjedliśmy dania i deser, które wcześniej przyniósł nam kelner. Jedzenie było wyśmienite, ale kto by zwracał na nie uwagę, siedząc obok kogoś, o kim się wcześniej marzyło, a teraz czując, że jest się mu coraz bliższym... 
- Siedzimy tu już od dwóch godzin... Chyba musimy już wracać... - powiedziałam w pewnej chwili zasmucona.
- Cóż... lepiej wracajmy, bo twój wujek mnie zabije - zaśmiał się Harry.
- Ja bym się nie śmiała, był w marynarce wojennej i uprawiał zapasy - powiedziałam poważnie, a Harry się przestraszył, bo jego uśmiech zbladł, więc dodałam od razu - Żartuje przecież! - zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
Zeszliśmy na dół, Harry zapłacił i wyszliśmy na dwór. 
- Odwiozę cię od razu pod... - zaczął, a ja mu przerwałam.
- Wolę spacer - powiedziałam i przygryzłam wargę, mając nadzieję, że się zgodzi.
- No dobrze... - uśmiechnął się szerzej.
Podążaliśmy ulicami Londynu i rozmawialiśmy o wszystkim, co nam przyszło do głowy. W pewnym momencie Harry zdjął swoją kurtkę i zarzucił mi ją na ramiona.
- Widzę, że ci zimno - powiedział powoli tym swoim magnetycznym głosem z chrypką.
- Dziękuję - odrzekłam uśmiechając się.
Szliśmy tak ramię, w ramię, aż w pewnym momencie poczułam, jak moje palce splatają się z jego ciepłymi. Spojrzałam na niego ukradkiem, a on nadal spoglądał przed siebie, opowiadając o czasach z X factora. Uśmiechnęłam się więc i podążyłam wzrokiem w tym samym kierunku, co on. 
Godzinę później staliśmy już pod domem wujostwa - była 23, jak obiecał Harry. 
- No... - zaczął, gdy staliśmy pod drzwiami naprzeciwko siebie i spoglądaliśmy sobie w oczy. Odgarnął włosy z lewej na prawo tak, jak zawsze to robił. Staliśmy na tyle blisko, że czułam ciepło bijące od jego ciała - moje serce biło teraz szybciej.
- Było bardzo miło - wypowiedziałam cicho, a Harry uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki. Nadal mieliśmy złączone dłonie. Harry powoli nachylił się do mnie, zamknęłam oczy i już byliśmy blisko siebie, gdy zatrzymałam go ręką. 
- Ja... - zaczęłam, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
- Harry, wiem, że ty taki nie jesteś... i nie uwierzysz, jak bardzo chcę, żebyś mnie pocałował. Marzyłam o tym odkąd pamiętam, ale... Ja nie całuję się na pierwszych randkach - wypowiedziałam szybko na jednym tchu, a na końcu zdania - ugryzłam się w język. "Co ja robię? Kit zasady... To jest Harry. Ten Harry! O którym tak fantazjowałam..." - przeleciało mi przez myśl i żałowałam, że zepsułam atmosferę.
- Przepraszam - wyszeptałam i cofnęłam rękę, opuszczając głowę. 
- Nic nie szkodzi, właściwie... - powiedział wesoło, gdy położył palec pod moją brodą i delikatnie podniósł mój podbródek tak, bym na niego spojrzała, po czym dodał - Przez to, że masz zasady i trzymasz ich się nawet w takich sytuacjach, jak ta... Podobasz mi się jeszcze bardziej - dokończył i oblizał wargi przez co kolana jeszcze bardziej mi zmiękły. 
 Wspięłam się na palce i ledwie musnęłam ustami jego policzek trochę niżej, tuż obok ust. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego jeszcze raz.
- Do usłyszenia - powiedziałam i oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. 

Chwilę później dostałam SMSa: "Słodkich snów! Mam nadzieję, że niebawem znów Cię zobaczę! xx - Harry". Uśmiechnęłam się do ekranu i przygryzłam wargę - jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa...




CIĄG DALSZY NASTĄPI...




Opracowała: B - Jadę na narty, będę za Wami tęsknić!! <3 Wracam w sobotę, ale maila sprawdzać będę... !!




PS Przepraszam, że takie krótkie!!
PSS Będę wdzięczna za komentarze! :3   <3
 

niedziela, 6 stycznia 2013

Żeby zacząć nowe życie...(I) --> Imagine Niespodzianka:D

Hej... Tu E... Przepraszam, że dopiero teraz piszę... Miałam problemy z którymi musiałam się uporać... B i X wiedzą, o co chodzi i chyba mają tego już dość mojego marudzenia... Dobra, nieważne:)
No to żeby nie przeciągać to wstawiam to co napisałam. Będzie to wielo-partowiec:) Mam na niego wenę:) Tytuł nawiązuje do nowego roku. Bo jak mówią, nowy rok, nowe życie...
W pierwszej części nic dzieje między Tobą a jednym  naszych seksów, ale obiecuję, że akcja się rozkręci:) W końcu od czegoś trzeba zacząć... W dalszej części dowiecie się, w kim się zakochujecie:) Być może w wzajemnością...:D






~Oczami [T.I]~

Szłam przez Hyde Park... Szłam, dobre... Raczej biegłam... Byłam umówiona w sprawie pracy, której już raczej nie dostanę. No tak, nikt nie lubi spóźnialskich. Mimo wszystko nadal się łudziłam. Chociaż i tak mam niewielkie szansę, przez to że jestem Polką. Przyjechałam do Londynu jakiś tydzień temu. Chciałam tu spędzić wakacje. Byłam tu już wiele razy, ponieważ moja najlepsza przyjaciółka - [I.T.N.P.], tu mieszka. Przeprowadziła się, kiedy obie miałyśmy, po 15 lat. Teraz mamy 19 i cały czas utrzymujemy ze sobą kontakt, ale ona nie wiedziała, że jestem w Londynie. Chciałam chociaż raz poczuć to miasto sama. Źle się czułam, kiedy ona bez przerwy mnie utrzymywała....
W pewnym momencie wpadłam na całującą się parę. Nie zauważyłam ich, mimo że stali na środku ścieżki... Przewróciłam się, a z moich ust wydobyła się wiązanka polskich i angielskich przekleństw...
- Może byście... - zamarłam, bo zobaczyłam, kto jest moim rozmówcą.
- Proszę cię tylko nie krzycz.. dostaniesz wszystko... ale nie krzycz i nie mów nikomu, że nas widziałaś... -  chłopak w czapce i ciemnych okularach nachylił się nade mną i zaczął szybko mówić. Wydawał mi się znajomy, ale to nie jego widok mnie zaciekawił, tylko dziewczyny stojącej obok.
- [I.T.N.P.]...? - szepnęłam. Chłopak odwrócił się do niej, ale nic nie powiedział
- Tak... - odpowiedziała zdenerwowana dziewczyna. Pomogła mi wstać, odwróciła się i zaczęła iść razem z chłopakiem w nieznanym mi kierunku
- Czekam na wyjaśnienia! - powiedziałam z rękami założonymi na piersiach. Wiem, że to było dziecinne, ale musiałam się wszystkiego dowiedzieć.
- To ty mi powinnaś się tłumaczyć! Dlaczego ja nic nie wiem, o twoim przyjeździe?! - spojrzała na chłopaka, z którym przed chwilą się całowała. - Tak, to ona...
- Jaka ona?! O czym ty mówisz?! Kto to jest?! - zaczęłam zdenerwowana.
- Dobrze, już dobrze... - przerwała mi. - Zaraz wszystko ci opowiem... Ale bądź cicho... Proszę...
Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia z parku. Chłopak cały czas trzymał się blisko nas. Był chyba trochę zdenerwowany, ale nie zaprzątałam sobie nim głowy. Cały czas dziwnie się czułam. Nie protestowałam  kiedy [I.T.N.P.] kazała wsiadać, do jakiegoś samochodu. Byłam tak ciekawa prawdy, ze zrobiłabym dla niej wszystko. Powiadają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła... Zanim się obejrzałam auto stanęło pod wielkim domem na przedmieściach Londynu.
- Oni już tam są? - zapytała dziewczyna, jednak to pytanie nie było skierowane do mnie...
- Tak, zadzwoniłem do wszystkich... - tym razem uważniej wsłuchałam się w jego głos. Był bardzo znajomy, ale natychmiast odepchnęłam od siebie myśl, że to może być ta osoba o której myślę - Czasem opłaca sie mieć dzień wolny i mieszkać koło siebie - chłopak zaśmiał się, ale po chwili spoważniał. - Jesteś pewna, że...
- Tak - przerwała mu.
Po chwili para wyszła z samochodu, więc ja uczyniłam to samo. Nie rozumiałam niczego z ich rozmowy, dlatego bałam sie wchodzić do tego budynku. [I.T.N.P] to zauważyła, więc podeszła do mnie.
- [T.I], co jest? - zapytała.
- Kto to jest? Dlaczego...
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię...- dziewczyna przerwała mi.- Obiecuję... Ale teraz chodź. Musze ci kogoś przedstawić...
Razem poszłyśmy w stronę drzwi wejściowych. Stał już tam chłopak, który przepuścił nas i wszedł za nami. Znaleźliśmy sie w wielkim holu. Z salonu dobiegało wiele głosów, które wydawały mi się za bardzo znajome. Weszliśmy do salonu. Na kanapie przed telewizorem siedziało czworo chłopaków bijących się o pilota. Ich wygląd pasował do moich wyobrażeń, kiedy usłyszałam ich głosy... Jednak nadal nie mogłam uwierzyć, żeby [I.T.N.P.] znała te osoby...
Ich walkę przerwało znaczące dziewczyny. Natychmiast podnieśli z kanapy i stanęli w rzędzie.
- No to...Hm...- zaczęła brunetka.- Chłopaki to [T.I]... [T.I] to Lou, Zayn, Liam i Niall... Ale chyba ich już znasz... - w miarę, jak wypowiadała kolejne słowa, do mój mózg powoli przestawał pracować. Czyli od początku miałam rację? Czyli ona zna 1D... Obie byłyśmy Directionerkami... Przecież to nie możliwe. Tyle razy o nich rozmawiałyśmy...  To nie możliwe, żeby ona mi o tym nie powiedziała...- Kochanie przepraszam, że mówię ci o tym dopiero teraz, ale nie uwierzyłabyś mi...i wolałam to póki, co utrzymać w tajemnicy...
- Ciekawe dlaczego...- przerwał jej Lou, który szeroko się uśmiechał.
- Spadaj - odburknęła dziewczyna. - To nie twoja sprawa - jej słowne przepychanki z Louisem nie interesowały mnie. Zastanawiałam się, gdzie jest Harry. Skoro wszyscy mieli tu być, to dlaczego go nie ma? Nagle poczułam, że ktoś kładzie rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się, a moim oczom ukazał się chłopak, który całował się w parku z [I.T.N.P.]. Tym razem nie miał już ciemnych okularów i czapki, więc mogłam go bez problemu rozpoznać. Był to...
- Cześć jestem Harry... Harry Styles... [I.T.N.P.] nas sobie jeszcze nie przedstawiła...
Nie usłyszałam więcej, bo oczy zaszły mi mgłą i zaczęłam powoli osuwać się na ziemię...


~Oczami [I.T.N.P.]~

Kłóciłam się z Lou, kiedy usłyszałam głos Harry'ego...
- Kochanie... Bo ona zemdlała...
- Co?! - natychmiast przyklęknęłam, przy leżącej na ziemi [T.I] - Zanieś ją do mojego pokoju... 
- Ciekawe, gdzie teraz ty będziesz spała...- powiedział Lou.
- Bo przecież, Harry nie pozwoli, żebyś spała na kanapie...- dopowiedział Zayn. Obaj zaśmiali się i przybili sobie piątkę. 
Harry wziął [T.I.] na ręce, a ja całkowicie zignorowałam chłopaków i poszłam z nim. Kiedy chłopak położył ją na łóżku, usiadłam przy niej.
- Ja z nią chwilę zostanę. Pewnie zaraz się obudzi, a muszę jej wszystko wyjaśnić...
- Jasne.. Gdyby coś to wołaj...-chłopak podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. - A resztą się nie przejmuj... Ja się nimi zajmę - powiedział po czym od razu wyszedł. 
Zostałam sama z [T.I]... Wróciłam myślami do wspomnień, które 4 lata temu całkowicie zmieniły moje życie...


Kiedy weszłam do domu, w salonie siedzieli już moi rodzice.
- Dzisiaj pani oddała mi kartkówkę z angielskiego… Niestety nie poszła mi za dobrze… Obiecuję, że się przyłożę do tego języka, bo wiem, że jest bardzo ważny. W przyszłości na pewno mi się przyda…
- Tak, w bardzo niedalekiej przyszłości – przerwał mi tata.
- Co? – zapytałam zdezorientowana.
- Kochanie usiądź, musimy porozmawiać…- włączyła się mama.
- Coś się stało? – spytałam i usiadłam naprzeciwko moich rodziców przy stole.
- Nic takiego – mama uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Znaczy, nic złego… -spojrzała na tatę.
- Nic złego...- powtórzyłam.- Ale i tak się boję.
- Nie ma czego... naprawdę... - mama próbowała mnie przekonać. 
- Jakoś wam nie wierzę
- Dobra, nie ma co przedłużać - wreszcie odezwał się tata. – Lepiej powiedzmyjej teraz… Będziemy musieli wyjechać…
- Co? 
- Dostałem szansę rozkręcenia naszej firmy, ale będziemy musieli się przeprowadzić…- Poczekaj, chyba źle usłyszałam – przerwałam mu. – Mamy się przeprowadzić?!-  Zrozum, tak będzie lepiej… Mamy tam szansę na lepsze życie. Razem z mamą wiemy, gdzie będziemy pracować i jesteśmy w trakcie załatwiania spraw związanych ze szkołą.- Jak to?!Przecież nie robiłeś nigdzie dalej interesów! Tylko w Anglii, ale przecież tonie ma sensu…- mówiłabym dłużej, gdyby moja mama mi nie przerwała.
- Kochanie, będzie dobrze… Zawsze mówiłaś, że chciałabyś pojechać do Londynu, a teraz masz szansę tam zamieszkać. Podszkolisz swój angielski, poznasz nowych ludzi, a tata już nie będzie musiał, co chwilę wyjeżdżać. Widzisz, są tylko same plusy tego wyjazdu!
- Przecież wy nie umiecie angielskiego…! Wszystkie sprawy z Anglikami załatwiał wujek Alex!
Rodzice spojrzeli na siebie, po czym tata zaczął
- To prawda, on się tym zajmował, ale nie znaczy, że nie umiemy angielskiego… Po prostu wujek jest po filologii angielskiej, więc znał język najlepiej z nas wszystkich.- Czyli umiecie? – zapytałam zdezorientowana.- Tak... - odpowiedział tata. - Od pewnego czasu się uczyliśmy. Jasne, nie jest on na wysokim poziomie,ale póki co nam wystarczy. Mamy nadzieję, że możemy liczyć na twoją pomoc
- Uczyliście się?! Od jak dawna to planowaliście i dlaczego nic mi o tym nie powiedzieliście!?
- Od sześciu miesięcy, jednak to nie było pewne, dlatego ci nie mówiliśmy -zaczęła mama.
- Woleliśmy, żebyś zajęła się szkoła, a nie wyjazdem, który mógł, nie dojść do skutku - dodał tata.- Dopiero parę dni temu dowiedzieliśmy się, że musimy wyjechać.
- Kiedy wyjeżdżamy? - zapytałam w szoku. Wiedziałam, ze dyskusja nie ma sensu.Tacy byli moi rodzice, jak coś postanowili, nie było odwrotu.- Chcę się jeszcze pożegnać z paroma osobami...
-  Za miesiąc... chcemy, żebyś skończyła tą klasę. Potem zaczniesz naukę w Londynie. Będziesz miała całe wakacje na za klimatyzowanie się.- Rozumiem, że pójdę do polskiej szkoły…- Nie kochanie -powiedziała mama przerywając nieprzyjemną ciszę, która zapanowała w pokoju zaraz po mojej wypowiedzi.- Rozmawialiśmy o tym razem i uznaliśmy, że lepiej będzie jeśli pójdziesz do normalnej szkoły…- Normalnej szkoły!?  Będę chodzić do klasy z Anglikami?! Przecież wiecie, na jakim poziomie jest mój angielski! Jak ja sobie tam poradzę?!-Wierzymy w ciebie… - zaczęła mnie uspokajać mama.- Poza tym, masz całe wakacje na podszkolenie swoich umiejętności… Jesteś zdolna poradzisz sobie…
- Mam nadzieję, że macie racje… - uśmiechnęłam się słabo. – A ile to potrwa?
- Co? – zapytał zdezorientowany tata.
- Ile potrwa pobyt w Anglii? Kiedy wrócimy?
- My nie wrócimy…Zostajemy tam na stałe…
Nie usłyszałam ciągu dalszego, ponieważ wybiegłam z domu. Do oczu zaczęły mi napływać łzy. Oni nie mogli mi tego zrobić, nie mogli…

Ale zrobili… Na szczęście, nie mylili się, co do mojego życia tutaj - poradziłam sobie. Wbrew obawom od początku umiałam się porozumiewać, ludzie nie wyśmiewali się ze mnie, wręcz przeciwnie, byli bardzo mili, znalazłam nowych znajomych, którzy byli Anglikami. Wśród nich było też One Direction. Poznałam ich, kiedy byli w XFactorze. Mój tata pracuje przy jego produkcji, więc znam wiele sławnych osób. Jednak tylko z 1D naprawdę się zaprzyjaźniłam. Najpierw traktowałam wszystkich, po równo, jak braci, ale po jakimś czasie zaczęłam się spotykać z Harry'm. Jesteśmy już razem pół roku. Mimo wielu kłótni, jestem szczęśliwa. Jednak nie mogłam tego powiedzieć [T.I.]... Najprawdopodobniej nie uwierzyłaby mi, poza tym nie było okazji. Zawsze kiedy ona była u mnie, chłopców nie był w Londynie. 
Oprócz nich znałam jeszcze wielu Polaków, ale to z Anglikami miałam najlepszy kontakt. Stało się tak, ponieważ poszłam do normalnej szkoły. Decyzja moich rodziców o posłanie mnie tam była bardzo słuszna... Z resztą to nie jedyna dobra decyzja, którą podjęli... Mimo wszystko, wyjazdu do Londynu, też nie żałuję...

- No co się stało? –zapytała [T.I], zaraz po tym, jak weszłyśmy do jej pokoju. Przed chwilą zjawiłam się przed domem dziewczyny. Ona wpuściła mnie do niego, mimo że była to niezapowiedziana
- Nic – odburknęłam i usiadłam na łóżku, żeby pobawić się z jej kotem – Kevinem. Dziewczyna stanęłam naprzeciwko mnie i splotła ręce na piersiach.
- Mnie nie oszukasz.No gadaj, będzie ci lepiej.
- Może mi tak, ale tobie nie…
- Co? Mów normalnie!
- Dobrze, powiem ci…-westchnęłam. – Ale najpierw mi odpowiesz na pytanie, ale zrób to szczerze.
- Jasne, pytaj…
- Jestem dla ciebie ważna?
- To głupie pytanie…-prychnęła. – Przecież znasz odpowiedź.
- Ale chcę ją od ciebie usłyszeć… Proszę…
- Jesteś niemożliwa…- dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła tuż obok mnie. – [I.T.N.P.]  jesteś moją przyjaciółką, jak mogłabyś nie być dla mnie ważna?
- Dziękuję… To teraz moja część umowy…- odwróciłam od niej wzrok i wbiłam go w kartki po przylepiane do wielkiego lustra. – Zaraz po zakończeniu roku szkolnego wyjeżdżam do Londynu…
- Na serio?! To świetnie! I czym tu się martwisz dziewczyno?
- [T.I] ty nie rozumiesz! Ja wyjeżdżam na zawsze, nie tylko na wakacje! – odwróciłam głowę w jej stronę, a po policzkach zaczęły mi spływać łzy.
- Co? Aaaa… rozumiem,to tylko taki żart – dziewczyna zaczęła się nerwowo śmiać, a ja mnie miałam siły jej przerywać. – [I.T.N.P.] powiedz, że żartujesz! – [T.I] po jakimś czasie się opamiętała i zaczęła mówić. - Że twoje słowa, były tylko kiepskim żartem! Proszę…
- Nawet nie wiesz,jakbym chciała, żeby one nim były…
- Nie możesz tego zrobić! Nie pozwalam ci!
- Muszę jechać...
- Możesz przecież tu zostać!
- Jak? - zapytałam retorycznie. - Nie mam u kogo mieszać! Mam 14 lat! Najbliższa rodzina mieszka 200 km stąd...
- Przecież możesz tu mieszkać! Mama na pewno się zgodzi...! Już traktuje cię, jak członka rodziny! Przecież spędzasz tu tyle czasu
- Kochanie uspokój się… Będzie lepiej, jeśli tam pojadę… Zobaczysz będzie dobrze… - byłam załamana, więc uspokajanie jej, nie wychodziło mi za dobrze.
- Proszę, nie zostawiaj mnie…- szepnęła łamiącym się głosem.
- Nie zrobię tego,obiecuję. Będę tu często przyjeżdżać i zapraszać cię do siebie – uśmiechnęłam się, mimo że po moich policzkach nadal spływały łzy. – Nie zapominaj, że to miasto, o którym obie zawsze marzyłyśmy – Londyn…
- Teraz go nienawidzę, bo zabiera mi ciebie…
- Nie zabiera, ale wypożycza… Zobaczysz wszystko się ułoży, jeszcze będziemy się śmiały z tego wszystkiego – mówiłam pogodnym głosem, chociaż psychicznie czułam się strasznie. Jednak nie chciałam załamywać mojej przyjaciółki, która zdawała się być w gorszym stanie niż ja.
- Czyli wyjeżdżasz za miesiąc? – zapytała podciągając nosem.
- Tak, zaraz po zakończeniu roku szkolnego…

Mimo tego, że mam tutaj przyjaciół, cały czas tęsknie, których zostawiłam w Polsce. Niby mam z nimi kontakt, ale to nie to samo… Oni mają już inne problemy i znajomych niż ja... Nasze rozmowy są bardzo drętwe... Jedynie z [T.I] utrzymałam dobry kontakt...

Siedziałam z rodzicami w barze na lotnisku. Zawsze tam czekaliśmy na samolot, kiedy lecieliśmy na wakacje. Chciałam myśleć, że tym razem też tak jest, ale nie potrafiłam się już dłużej oszukiwać. To były ostatnie chwile w miejscu, które kocham najbardziej – Polsce. Nadal miałam na sobie strój galowy, ponieważ dopiero, co obyło się zakończenie roku szkolnego w moim gimnazjum. Nie miałam czasu na przebranie się, od razu musiałam jechać z rodzicami na lotnisko.
Nagle usłyszałam, że ktoś krzyczy moje imię. Na początku zignorowałam to, ale głos był coraz bliżej i wydawał mi się bardzo znajomy. Rozejrzałam się wokół siebie i… omal nie dostałam zawału. Moja najlepsza przyjaciółka przepychała się przez tłum znajdujący się na lotnisku, nawołując mnie. Nie mówiąc nic rodzicom, pobiegłam do niej.
- Co ty tutaj robisz?! – powiedziałam, gdy znalazłam się przy niej.
- Chce… Przepraszam,chcemy się pożegnać… -
- Przecież się żegnałyśmy! Mówiłam ci, że nie chcę ckliwych pożegnań na lotnisku!
- Ale nie pożegnałaś się ze wszystkimi…
- Co? – spytałam zdenerwowana. -  Nie rozumiem cię.
- Chodź… - dziewczyna złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku zachodniego wyjścia. Nie było tam prawie nikogo, oprócz… moich znajomych. Wszyscy czekali tam na mnie. Kiedy ich zobaczyłam do oczu zaczęły mi napływać łzy. Byłam taka szczęśliwa, że tak wielu ludziom na mnie zależało. Z wieloma osobami nie utrzymywałam już kontaktu, ale oni i tak przyszli mnie pożegnać… To było cudowne.
- Nie płacz głupia,tylko ich przytul. Oni przyszli tu dla ciebie…- szepnęła [T.I.] i szturchnęła mnie łokciem w żebro. Sprowadziło mnie to na ziemię, więc zaczęłam się żegnać po kolei z każdym. Nie wiem, jak długo to trwało, ale po pewnym czasie przyszli moi rodzice, żeby mnie zabrać na samolot. Na szczęście udało mi się pożegnać z prawie wszystkimi. Została tylko [T.I.]
- Dziękuję, że ich sprowadziłaś. Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie – szepnęłam, przytulając ją.
- Nie ma o czym mówić. Chcę, żebyś była szczęśliwa.
- Nie będę się z tobą żegnać, bo my mimo wszystko zostaniemy przyjaciółkami…
- Na zawsze… - po chwili dziewczyna zaśmiała się. – Nie zapominaj, że obiecałaś mi wycieczkę do Londynu!
- Nie zapomnę! Już możesz się zacząć pakować! – uśmiechałam się. – Teraz muszę iść kochanie, bo z Londynu nici…
- Do zobaczenia…
Z trudem oderwałyśmy się od siebie. Jeszcze raz spojrzałam na tych wszystkich, który przyszli się zemną pożegnać i poszłam z rodzicami na samolot…

Początki były ciężkie, ale udało mi się przezwyciężyć trudności i zacząć żyć pełnią życia. Przełomowym momentem były porządki. Pozbyłam się rzeczy, które wywoływały u mnie łzy. 
 Wszystkie zdjęcia, pocztówki, podarki i inne przedmioty związane z moim życiem w Polsce schowałam do wielkiego pudła i włożyłam pod moje łóżko. Zostawiłam tylko jedną fotografię. Przedstawiała ona moją starą klasę. To do niej chodzili moi najlepsi przyjaciele, którzy teraz są ode mnie oddaleni o ponad tysiąc kilometrów.Oprawiłam to zdjęcie w ramkę i postawiłam na swojej szafce nocnej. Nie chciałam tracić kontaktu z tamtymi ludźmi. Oni nadal byli dla mnie bardzo ważni. Nie miałam zamiaru przekreślać tego wszystkiego, co przeżyłam w Polsce. Jednak zrobiłam te porządki, żeby zacząć nowe życie z czystym sumieniem.
To wtedy zrozumiałam, że muszę wykorzystać to, że mieszkam w mieście moich marzeń - Londynie...
Moje rozmyślania przerwało skrzypienie łóżka i głos [T.I]
- [I.T.N.P.]...? Czy to wszystko mi się śniło, czy to jest prawda...?


Ciąg dalszy nastąpi...


Napisała E...

PS. Mam nadzieję, że się spodobało. Postaram się dodać następną część, jak najszybciej:) 
PSS. Jak Wam minęły Święta i koniec roku?:D




piątek, 30 listopada 2012

Imagine - Liam (IX)

We are live in a yellow submarine, yellow submarine... Ups... Przepraszam, trochę mnie poniosło... Ostatnio mam fazę na tą piosenkę. Chociaż znam ją od roku dopiero teraz mnie napadało:) Może to dzięki dodatkowym lekcjom z moją anglistką;3 B ma mnie już dość, bo cały czas ją śpiewam-_- Pewnie niedługo mi przejdzie, więc...:D
Dzisiaj piszę ja, bo B przygotowuje się do konkursu;) Znowu nie przeczytała wymaganych książek, ale ja w nią wierzę, bo ostatnio dzięki streszczeniom przeszła do kolejnego etapu:) U nas w szkole skończył się trymestr, więc oceny wystawione... Teraz trzeba od nowa wypełnić dziennik-_-
Tym razem napisałam Liama... Nie jestem zadowolona, ale obiecałam X i B, że coś dzisiaj wstawię, a nie zdążę napisać nic innego... Pierwszy raz o nim pisze, więc wybaczcie mi, że jest taki słaby.




-[T.I.]! Wychodzimy!-zawołała z dołu moja mama. Niechętnie wzlokłam się z łóżka i zeszłam na dół. Usiadłam na schodach i zaczęłam ubierać trampki.
- Dziecko, jak ty wyglądasz?!-zdenerwowała się mama.- Nie jedziemy na kajaki, a nie na pokaz mody!
- Mamo, przecież mówiłaś, że nie muszę z wami płynąć-powiedziałam łagodnie mimo, że byłam na nią zła.-Poza tym...-spojrzałam na swoje ubranie(niebieskie jeansy, biały top i narzucona na niego, luźna czerwona koszula)), po czym skończyłam zawiązywać drugiego buta.-...to jedne z moich najwygodniejszych rzeczy...
- Ach, tak... Chyba rzeczywiście coś takiego mówiłam...-zastanowiła się moja rodzicielka.
- Jak to, [T.I.] nie będzie z nami płynąć?-powiedział mój młodszy brat, wyginając usta w podkówkę.
- Chodź tu do mnie...-rozłożyłam ręce, żeby przytulić chłopca. Nie wahał się on długo i po chwili znalazł się w moich ramionach.-[I.T.B.], przecież wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- Ja cię uratuję, jeśli będzie taka potrzeba!
- Dobrze, ale może innym razem...-zaśmiałam się, na słowa chłopca.- Dzisiaj bardzo chętnie sobie odpocznę na plaży... Ale obiecuję ci, że zaraz po kajakach zabiorę cię na lody! To jak umowa stoi?
Chłopiec pokiwał twierdząco głową, przytulił się do mnie mocno, ale po chwili wyrwał się z moich objęć.
- To, jak jedziemy?!-zaczął ciągnąć moją rękę, żebym wstała.- Nie mogę się doczekać!
-Lodów, czy kajaków?-zapytała z uśmiechem moja mama. Chociaż miałam z nią coraz gorszy kontakt, to mój brat sprawiał, że potrafiłyśmy się dogadać.
- Tego i tego! To będzie super dzień!-razem z mamą zaśmiałyśmy się krótko, po czym wzięłam chłopca za rękę i wyszliśmy z domu.
- Widzę, że humor wszystkim dopisuję...-zaczął mój tata.- I tak ma być!:)
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy nad jedno z najbliższych jezior. Często tam jeździliśmy, ale dopiero niedawno odkryliśmy, ze można tam wypożyczyć kajaki. Całej mojej rodzinie podobał się ten pomysł z wyjątniem mnie, ponieważ przeraźliwie bałam się wody. Miałam tak od dzieciństwa, odkąd prawie się utopiłam podczas nauki pływania. Od tamtego czasu nie ma siły, która zmusiłaby mnie do jakiegoś głębokiego zbiornika wodnego. Chociaż miałam spędzić ten dzień na samotnym siedzeniu na plaży, to zapowiadało się przyjemnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie byłam skłócona z mamą. Kiedyś jej mówiłam o wszystkim, teraz prawie o niczym. Parę razy próbowałam to zmienić, ale nie potrafię... Na szczęście zdarzają się takie chwile, jak teraz:) Zanim się zorientowałam, dojechaliśmy na miejsce. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam czytać "Plotkarę" Cecily von Ziegesar(zainspirował mnie mój drugi mąż:)), podczas gdy moja rodzina przygotowywała się, żeby wypłynąć na kajaki. Lektura mnie tak zainteresowała, że nie zwracałam uwagi na otaczający mnie świat. Przerwałam tylko na chwilę, żeby pomachać na pożegnanie rodzicom i bratu, którzy wypływali na swoją pierwszą przygodę z kajakami. Wróciłam na swoje miejsce i zajęłam się poprzednią czynnością
- Witaj Czerwony Kapturku, co tam czytasz?-usłyszałam głos zza drzewa, przy którym siedziałam. Na jego dźwięk podskoczyłam i wyrzuciłam książkę z rąk, tak że wylądowała w najbliższych krzakach.-Przestraszyłem cię?- nagle przede mną pojawia się osoba, przez którą prawie dostałam zawału serca. Był to wysoki brunet, który wydawał mi się skądś znajomy, ale nie wiedziałam zupełnie skąd.-Przepraszam nie chciałem...-powiedział podając mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Kiedy udało mi się stanąć na nogach, chłopak podał mi książkę, którą rzuciłam w krzaki.
- Nie ma sprawy-uśmiechnęłam się delikatnie, przyciskając powieść do klatki piersiowej.
- Może się przejdziemy?
- Hmm... No nie wiem... Mama mi nie pozwala rozmawiać z nieznajomymi...-zrobiłam "niewinną" minę.
- Ale ja nie jestem nieznajomym... Chociaż w sumie to nim jestem...-zamyślił się.-...ale możemy to zmienić:) Jestem Liam..
- A ja [T.I.]-powiedziałam i ścisnęłam jego wyciągniętą rękę. Po czym przyjrzałam mu się bardzo dokładnie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie z kim rozmawiam.- Nie musiałeś się przedstawiać. Wiem, kim jesteś-uśmiechnęłam się słodko.- Ale będziesz się musiał przyzwyczaić, że będę do ciebie mówiła Wilku...
- Dla ciebie Czerwony Kapturku, jestem do tego skłonny. To teraz będziesz chciała się ze mną przejść?
- Owszem-chłopak ujął moją dłoń i ruszyliśmy w stronę leśnej ścieżki.
Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu, oddychając świeżym powietrzem, o które trudno w wielkiej metropolii i napawając się pięknymi widokami. Przeszliśmy spory kawałek drogi, zanim któreś z nas się odezwało.
- Jesteś plotkarą?
- Nie... Dlaczego tak uważasz?-spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam, tak tylko myślałem...-odwróciłam głowę w stronę chłopaka i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Liam zarumienił się lekko i odwrócił wzrok.- Bo...wiesz, ta książka, którą czytałaś...
Zaśmiałam się, gdy usłyszałam słowa, które padły z jego ust. Jednak po chwili opanowałam się, żeby nie robić mu przykrości.
- Liam, nie martw się, mi można zaufać. Nie obwieszczę całemu światu za pomocą twittera, że cię spotkałam...
- Nie chodziło mi o to, nie mam nic przeciwko, żebyś to zrobiła... Wiele dziewczyn by tak uczyniło... Ale po prostu nie lubię plotek...
- Ja też-uśmiechnęłam się delikatnie.- Ale mimo to jestem fanką "Plotkary". Książek, jak i serialu... Ale pomyśl racjonalnie, co bym miała tam napisać? Że jestem twoją dziewczyną? Przecież to by było jakieś szaleństwo. Ja nie jestem taka
- Przepraszam, nie chciałem...
- Nie jestem zła, nie mam przecież za co... Nie znasz mnie, więc sąd mogłeś wiedzieć, jaka jestem:) Może zmieńmy temat?
- Tak, to dobry pomysł-wreszcie chłopak się uśmiechnął.
- To może najpierw mi odpowiesz, co słynny Liam Payne z One Direction tutaj robi?
- Hah... Lubię to miejsce, jest takie ciche... Można odpocząć... Może usiądziemy?-nie czekając na moją odpowiedź, chłopak pociągnął mnie za rękę, którą cały czas trzymał, przez co usiadłam na ławce tuż obok niego.-Skąd mnie znasz?
- Szczerze...? Trudno cię nie znać. Razem z resztą jesteście wszędzie... Koszulki, bransoletki, lalki, szczoteczki do zębów... To już się robi dziwne... Mam małe pytanie, ale odpowiedz szczerze... Nie przeraża cię to?
- Trochę...-zaśmiał się krótko.-Ale to nie jest, tak że mamy dość. Kochamy naszych fanów...
- Wiem...-przerwałam mu.- Nie musisz mi się tłumaczyć... Tyle, że chyba każdego by coś takiego przerażało...
- Chyba tak...-chłopak uśmiechnął się delikatnie.- Skoro odpowiedziałem na twoje pytanie, to teraz odpowiesz na moje. Co tutaj robisz Czerwony Kapturku?
- Rozumiem, że oprócz zadawania się ze złymi Wilkami...-uśmiechnęłam się słodko.- Moja rodzinka przyjechała tu na kajaki...
- To czemu nie jesteś z nimi? Jeśli wolno spytać..
- Jasne, że wolno:) Od dzieciństwa boję się wody, znaczy dużych zbiorników wodnych, w których mogę się utopić... Poza tym często się kłócę z mamą, więc wolę nie narażać nas na utratę życia...-wypowiadając ostatnie zdanie, wpatrywałam się czubki swoich butów.
- To smutne, że się z nią kłócisz. Zawsze wydawało mi się, że matka z córką są ze sobą blisko.
- Kiedyś tak było, ale teraz jest zupełnie inaczej... Zdążyłam się już przyzwyczaić, więc nie
- Może uda ci się to jeszcze naprawić
- Wątpię...-przerwał mi dzwoniący telefon. Nie musiałam sprawdzać, kto do mnie telefonuje. Wiedziałam, że to moi rodzice wrócili z kajaków i teraz mnie szukają.- Liam, ja misze iść... Przepraszam...-wstałam, a on po chwili poszedł w moje ślady.
- Nie ma sprawy... Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...
- Na pewno-uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam swojego Wilka.- Wiesz co...?! Idę zaraz z młodszym bratem na lody dołączysz się...
- Bardzo chętnie-uśmiechnął się, tak że nogi się pode mną ugięły.-Czuję się bardzo zaszczycony tym, że Czerwony Kapturek wreszcie zaufał Wilkow
Chłopak chwycił moją dłoń i zaczął iść w stronę przystani, ale ja nie ruszyłam się z miejsca, więc Liam przyciągnął mnie do siebie. Bardzo szybko się do siebie zbliżyliśmy i nasze usta się delikatnie musnęły, więc szybko odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na siebie w osłupieniu.
- To może już pójdziemy-wyjąkałam.-Żeby nie czekali na nas za długo...
- To dobry pomysł...-powiedział chłopak po czym chwycił mnie za rękę i pociągnął, tym razem delikatniej, w stronę samochodu.


Napisała E
PS. Przepraszam, że ten imagine wyszedł mi taki nabazgrany, ale postaram się, żeby następny był lepszy:) Wybaczcie mi...



wtorek, 27 listopada 2012

Imagine - Zayn (XIV-->XII PART 2)

Wróciła córka marnotrawna. Na wstępie chciałabym, Was przeprosić. To nie miało, tak wyglądać... Ale los chciał inaczej...
Jestem zdania, ze należą się Wam jakieś wyjaśnienia... Zdaję sobie sprawę, że możecie mi nie wybaczyć tego wszystkiego, ale muszę powiedzieć choć parę słów... Jak wiecie na początku miesiąca miałam mieć operację, która się nie odbyła. Nie wiem, kiedy ona się odbędzie, ale nie śpieszno mi na stół operacyjny:) To dlaczego przestałam pisać? Sprawa jest prosta i dotyczy zapewne wielu z Was. Uzależniłam się od komputera. Przestałam mieć czas na cokolwiek innego, moje oceny były coraz gorsze, kłóciłam się co chwilę z rodzicami. To oni powiedzieli "dość" i zaczęli mi dawkować komputer. Po jakimś czasie było lepiej, ale mimo to nie wchodziłam tutaj. Nie chciałam się kusić. Teraz jest już dobrze, ale nadal uważam, ponieważ nie chcę powtórki z rozrywki.
Przepraszam, Was jeszcze raz... Nie zasługuję, żeby tutaj pisać... X i B mi zaufały, a ja je zawiodłam... Od początku wydawało mi się, że nie powinno mnie tu być, a teraz utwierdziłam się w tym przekonaniu...

Napisałam drugą część Zayna:) Dodaję razem z pierwszą, tak dla przypomnienia;)




-Oczami [T.I.]-

Czekałam w korytarzu przychodni na badania. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, więc chodziłam z jednego końca pomieszczenia do drugiego. Jest do dość powszechny widok u lekarza, dlatego nikt nie zwracał na mnie uwagi. Poprawka, prawie nikt. Od pewnego czasu czułam na sobie spojrzenie pewnego chłopaka. Odkąd wszedł do przychodni, uważnie mi się przyglądał. W normalnych okolicznościach denerwowałoby mnie to, ale byłam zbyt zestresowana, żeby zaprzątać sobie tym głowę.
- Nie męczy cię to?-zapytał nagle mój obserwator. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Miał ciemniejszą karnację i czarne włosy, które świetnie z nią współgrały. Znałam go, ale nie miałam pojęcia skąd.-Chodzisz, tak odkąd tu przyszedłem. Ale zapewne jesteś już tutaj od dawna.
Przyjrzałam mu się dokładniej i próbowałam przypomnieć sobie skąd go znam. Zauważyłam, że chłopak ma obwiązaną szyję szalikiem, więc wywnioskowałam, że przyszedł tutaj w sprawie chorego gardła
- Niektórzy przychodzą tutaj z większymi problemami, niż z lekkim kaszelkiem-powiedziałam jadowicie. Właśnie miałam wrócić do swojego "spaceru", ale on nie dał za wygraną.
- Jeśli ten "lekki kaszelek" sprawia, że nie mogę zarobić na życie, to jest to dość duży problem, nie uważasz?-zapytał retorycznie.- Ale pewnie ty przeżywasz, jakiś większy dramat. Zaszłaś w nieplanowaną ciążę, prawda?
- Niestety muszę cię zasmucić-wygięłam usta w podkówkę.- Nie jestem w błogosławionym stanie. Wiem, że żałujesz, bo nie zostaniesz wujkiem... Ale nie martw się, jak zajdę w ciążę to będziesz pierwszą osobą, której powiem!-mrugnęłam do niego.
Chłopak chciał coś powiedzieć, ale zawołała mnie lekarka. Nie oglądając się na niego, podeszłam do niej, żeby porozmawiać o zbliżającej się operacji, która być może uratuje mój wzrok. Kiedy się wszystkiego dowiedziałam i chciałam odejść, ktoś położył rękę na moim ramieniu. Natychmiast się odwróciłam i stanęłam twarzą w twarz z moim obserwatorem.
- Podsłuchiwałeś...?-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
- Przepraszam... Nie wiedziałem...-powiedział, spuszczając oczy.-Zachowałem się, jak dupek
- Z tym to się akurat zgodzę-powiedziałam, posyłając mu serdeczny uśmiech. Nie potrafiłam się długo gniewać na innych, nawet na nieznajomych.
- Masz taką tak poważną operację, a masz jeszcze nastrój żartować?-spojrzał głęboko w moje oczy. Miał piękne czekoladowe tęczówki, w których utonęłam. Myśl o tym, że nie długo mogę nie doświadczać podobnych doznań była nie do zniesienia.
- A co mam zrobić? Zabić się?-zapytałam retorycznie.- Już przywykłam do myśli, że niedługo prawdopodobnie nie będę nic widzieć, więc staram się wykorzystać czas, który mi pozostał...-spuściłam wzrok, a po policzku spłynęła pojedyncza łza. On to zauważył, więc chwycił delikatnie mój podbródek i podniósł go tak, żebym ponownie spojrzała mu w oczy. Staliśmy tak zastawiając cały korytarz, dopóki jakaś staruszka nie chciała przejść koło nas. Odsunęłam się od chłopaka, przepuszczając starszą panią. Chciałam wychodzić z przychodni, ale czyjaś ręka złapała mnie w tali. Należała ona do mojego obserwatora, który obrócił mnie tak, że stałam dokładnie na przeciwko niego.
- Jestem Zayn, a ty?
- [T.I.]
- Ładnie...-gdy wypowiedział te słowa, zarumieniłam się.- Dasz się zaprosić gdzieś, w ramach przeprosin za tamto?
- Dobrze, ale powiesz mi coś o sobie... Wydajesz mi się znajomy...-przyjrzałam mu się badawczo, a on tylko zaśmiał się krótko, chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Mulat zaprowadził mnie na parking, na którym stał jego samochodu. I to nie byle jaki. Nigdy nie widziałam takiego z bliska, a co dopiero jechała takim...
- Zdziwiona?-zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Trochę... Boże Zayn, kim ty jesteś, że cię stać na takie rzeczy? Jakimś mafiozo, czy co?
- A wyglądam ci na takiego?-odpowiedział pytaniem i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie... Chociaż jakby się tak zastanowić...-uśmiechnęłam się do niego słodko.- To gdzie mnie pan zabierze, panie...-spojrzałam na niego pytająco.- Jak ty się w ogóle nazywasz?
W aucie zapadła nieprzyjemna cisza. Chłopak odwrócił wzrok, odpalił samochód i wyjechał z parkingu. Nie miałam pojęcia, dlaczego nie chce mi nic powiedzieć o sobie. W mojej głowie zaczęły się pojawiać straszne obrazy. To nie był pierwszy raz, kiedy moja bardzo bujna wyobraźnia przerażała mnie. Zaczęłam oglądać zmieniający się krajobraz za oknem, żeby przestać o tym myśleć
- ...Malik. Zayn Malik.- niespodziewanie chłopak się odezwał. Natychmiast odwróciłam się i przyjrzałam się mu. No tak, wszystko pasuję, jak mogłam go nie rozpoznać...? Byłam w wielkim szoku, nie potrafiłam nic siebie wydusić, wpatrywałam się z osłupieniem na chłopaka. On zauważył to kątem oka i zacisnął mocniej ręce na kierownicy, jakby chciał dzięki temu się uspokoić- Proszę cię tylko, nie rób nic głupiego...
- Dlaczego miałabym zrobić coś głupiego?-spytałam zdezorientowana.
- Nie jesteś fanką...?-zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie, a ja ponownie utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach.
- Po raz kolejny dzisiaj, muszę cię zmartwić... -uśmiechnęłam się szeroko.
- To skąd mnie znasz?
- Czy muszę być Directionerką, żeby cię znać? Wystarczy, że moja najlepsza przyjaciółka nią jest...-dodałam pod nosem. Mulat zaśmiał się krótko.
- I co pewnie masz jej dość?
- Nie... Przecież nie mówi o was bez przerwy. Wróć, jednak mówi
- Nie tylko ona-mrugnął do mnie.
- Panie Próżny, weź się skup na drodze, jasne?
- Ooo... Zaskoczyłaś mnie-uśmiechnął się zadziornie- Ciekawy jestem, ile jeszcze wiesz...
- Dużo... Zdecydowanie za dużo...-chłopak zaśmiał się.- Od dawna próbuje mnie przekonać do was -przewróciłam oczami.
- Czyli, nie za bardzo jej to wychodzi
- Gdybyś w kółko słuchał o jednym, to też byś stracił cierpliwość...
- To nie byłoby takie złe... W końcu ona mówi też o mnie...-uśmiechnął się łobuzersko.
- Źle się wyraziłam. Kiedy twój przyjaciel nawija tylko o jakiejś aktorce, to w końcu masz dość i zaczynasz ją nienawidzić. Nie masz na to wpływu...
- Zawsze możesz się do niej przekonać...-westchnął.- Ej poczekaj! Nienawidzisz nas?!
- Nie wiem, czy można to tak nazwać...-udałam zamyśloną.- To że mam odruchy wymiotne na wasz widok, przecież nie oznacza nienawiści, prawda?-uśmiechnęłam się zadziornie.
- A gdyby nie twoja przyjaciółka, lubiłabyś nas?
- Pewnie bylibyście mi obojętni-wzruszyłam ramionami.- Albo bym was nie znała. Nie jestem typem dziewczyny, którą kręcą boysbandy...
- Szkoda...-mruknął pod nosem.-Już jesteśmy-powiedział, parkując samochód.- Pomyślałem sobie, że zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Jak miło...-uśmiechnęłam się słodko i wysiadłam z auta.

Znajdowaliśmy się koło jednego z moich ukochanych miejsc w Londynie-Hyde Parku. Po chwili Malik chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do jednej z restauracji. Była to włoska knajpa. Gdy weszliśmy do niej zachwyciło mnie jej piękno. Do oczu napłynęły mi łzy, ponieważ niedługo może nie będę doświadczać takich doznań. Opuściłam głowę, żeby ukryć mój smutek, jednak Zayn zauważył to. Usiadłam przy stoliku, który mi wskazał, ale on nie poszedł w moje ślady, tylko przykucnął przy moim krześle i złapał mnie za rękę.
- Hej, co się stało? -spytał, ścierając drugą dłonią łzę z mojego policzka.- Chodzi o operację, prawda? Mi możesz powiedzieć...-spojrzałam w jego brązowe oczy. Było w nich coś, co sprawiało, że zaczęłam się mu zwierzać.
- Od dziecka miała problemy ze wzrokiem. Nie widziałam, co nauczyciel pisał na tablicy, kiepsko radziłam sobie ze sportem. Jednak lekarze nie stwierdzili niczego groźnego. Jakiś czas temu okazało się, że grozi mi utrata wzroku. Gdyby wcześniej to zdiagnozowano, może nie byłoby z moimi oczami tak źle. Przeszłam już 4 operacje, ale one niewiele dały... Niedługo będę miała następną. W tej pokładane są największe nadzieje. Jeśli ona się nie uda, przestanę widzieć...-te ostatnie zdanie powiedziałam szeptem. Zayn przytulił mnie mocno i pozwolił, żebym się wypłakała.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...-szepnął mi po dłuższej chwili do ucha.
- Ja już straciłam nadzieję...
- Co?!-spojrzał mi głęboko w oczy- Nie wolno ci tak mówić! Nie stracisz swojego wzroku!
- Mam nadzieję, że masz rację...-uśmiechnęłam się słabo.
- Ja jestem tego pewien. Głodna?
- Jasne...
Tego wieczora nie wróciliśmy do tematu mojej operacji. Rozmawialiśmy o sobie, marzeniach, planach. Zachowywaliśmy się, jak para najlepszych przyjaciół i poruszyliśmy każdy temat. Diametralnie zmieniłam swoje zdanie o Zaynie. Był on fajnym facetem, a nie próżnym burakiem. Nie chciałam, żeby nasz kontakt się urwał. I tak też nie było. Przez cały miesiąc, spotykaliśmy się, jak najczęściej, pisaliśmy ze sobą SMSy, rozmawialiśmy godzinami... Poznałam resztę One Direction, mimo że bardzo ich polubiłam, to Malik był dla mnie najważniejszy. Powoli zakochiwałam się w nim, jednak nie wiedziałam, czy on czuje do mnie to samo. Sielankę przerwała zbliżająca się operacja, która miała się odbyć w Dublinie, ponieważ moi rodzice chcieli mnie zawieść do najlepszego specjalisty. Oni robili dla mnie wszystko, mimo że nie mieszkałam już z nimi.
Tuż przed wylotem napisałam do Zayna SMSa. Chłopak nie wiedział prawie nic o moim zabiegu. Zaraz po tym wyłączyłam komórkę i weszłam na pokład samolotu.


-Oczami Zayna-

Rano obudził mnie SMS. Zaspany wziąłem z szafki przy moim łóżku telefon, żeby sprawdzić kto do mnie napisał. Była to [T.I.]...


Zayn... Dzisiaj wylatuję do Dublina, a jutro mam operację. Dziękuję Ci za ten miesiąc, to był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Niedługo znowu się zobaczymy, znaczy Ty mnie zobaczysz...

Czytałem wiele razy tą wiadomość, ale jak na złość nie docierała ona do mnie. Zszedłem do salonu, w którym siedziała już reszta
- Chłopaki...-powiedziałem, przegryzając dolną wargę.- Musicie mi pomóc...

-Oczami [T.I.]-

Po operacji budziłam się wiele razy, jednak prawie od razu zasypiałam. Chociaż spałam bardzo długo, cały czas byłam zmęczona. Uczucie potęgowały opatrunki, które założono mi na oczy, ponieważ całkowicie zasłaniały mi dostęp do światła. Nawet nie zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest to ich wina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że oślepłam. Nie chciałam robić scen. Dopiero za którymś razem obudziłam się wypoczęta. Leżałam przez chwilę nieruchomo, kiedy usłyszałam dwa głosy. Jeden należał do mojego lekarza, a drugi też wydawał mi się znajomy. Byłam taka szczęśliwa, gdy go rozpoznałam. Jednak po chwili uznałam, że osoba do której mógłby on należeć jest wiele kilometrów stąd. Zachciało mi się płakać. Żeby się uspokoić, podniosłam prawą rękę i dotknęłam nią opatrunków. To głupie, ale zawsze tak robiłam po operacjach. Poczułam, jak czyjaś dłoń chwyta moją. Do mojego serca znowu zawitała nadzieja
- Zayn...?-szepnęłam.
- Jestem tutaj...-podniósł moją rękę do ust i delikatnie ją pocałował.- Tak się bałem... Nigdy nie rób mi tego więcej-mówił łamiącym się głosem, który z każdym słowem przechodził w szept.- Proszę...
- Jakim cudem?
- Czy to ważne?-odpowiedział pytaniem.-Jestem przy tobie i zawsze będę-zachciało mi się płakać, tym razem ze szczęścia. Jednak przez te głupie opatrunki nie mogłam. Dotknęłam dłonią jego twarzy. Wyczułam palcami, że był nieogolony i miał podkrążone oczy.
- Jesteś zmęczony... Jak długo już tu siedzisz?
- To nic...-chwycił moją rękę i przycisnął do swoich ust.
- Powinieneś odpocząć
- Nie zostawię cię!-znałam ten ton głosu. Jemu nie można się sprzeciwiać
- To chociaż...-nie dokończyłam, ale on wiedział o co mi chodzi. Położył delikatnie głowę na moim łóżku, tak że lekko dotykała mojego brzucha. Jedną ręką trzymałam jego dłoń, a drugą bawiłam się jego włosami. Po jakimś czasie zasnęłam, ponieważ nadal byłam mocno osłabiona po operacji.
Obudziłam się, kiedy pielęgniarka zmieniała mi kroplówkę. Głowa Malika leżała tam gdzie wcześniej, więc wywnioskowałam, że śpi. Znowu zaczęłam się bawić jego włosami, ponieważ odprężało mnie to.
- Wreszcie kochanie...-usłyszałam głos mojej mamy.- Baliśmy się o ciebie.
- Nie wiedzieliśmy, dlaczego tak długo się nie budzisz-powiedział tata.-Już niedługo będzie obchód, a ty cały czas spałaś.
- Ja się budziłam już parę razy... -mówiłam cicho, żeby nie obudzić Zayna.-Czy operacja się udała?
- Nie wiemy. Wszystko okaże się, kiedy ci zdejmą opatrunki. Ale lekarze są dobrej myśli-dodał pokrzepiająco mój ojciec.
- Wtedy też byli...-uśmiechnęłam się słabo.- Wiecie, co... Ja pójdę spać, jestem zmęczona...

- Jasne córciu...-mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.- Gdyby coś to wołaj, będziemy w bufecie.
- Chyba nie będzie to potrzebne... Ona ma już obstawę-powiedział tata, który zapewne miał na myśli Zayna, który cały czas spał przy moim boku
Rodzice wyszli, a ja próbowałam zasnąć. Nie udawało mi się to, ponieważ zaczęłam myśleć o operacji. Czułam, że ona się nie udała i oślepłam. Już nigdy nic nie zobaczę... Ta myśl była nie do zniesienia. Nagle głowa Malika się podniosła
- Jak się czujesz słońce?-spytał zaspanym głosem.
- Ja oślepłam, prawda? Tylko powiedz mi prawdę...
- O czym ty mówisz?! Operacja się udała!
- Nie kłam, proszę... Ja to czuję...
- [T.I.]... Nie kłamię... -chwycił moją dłoń i przyłożył ją sobie do klatki piersiowej.- Przysięgam...
- Przepraszam pana, ale muszę dostać do pacjentki-usłyszałam głos mojego lekarza. Mulat natychmiast się odsunął, puszczając moją rękę. Poczułam się zupełnie sama.
- Doktorze, czy...-nie potrafiłam dokończyć, ale mój rozmówca i tak zrozumiał o co mi chodzi.
- Zaraz się okaże...-zaczął delikatnie ściągać moje opatrunki. Ze strachu zacisnęłam oczy, które i tak miałam zamknięte, jeszcze bardziej. Poczułam delikatne szarpnięcie, kiedy ostatnie plastry zostały zdjęte z mojej twarzy.- Otwórz oczy
Chwilę się wahałam, ponieważ chciałam zostać w słodkiej nieświadomości chociaż przez minutę. Jednak przypomniało mi się, że wszyscy czekają na mój ruch, więc delikatnie podniosłam powieki. Uderzyła mnie fala światła, dlatego podniosłam rękę i osłoniłam oczy. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co to oznacza.
- Ja widzę...-szepnęłam zdumiona. Zaczęłam powoli mrugać, żeby przystosować swoje oczy do światła. Po chwili zauważyłam mojego lekarza, który siedział na moim łóżku oraz stojących za nim rodziców i Zayna.
- Mówiłem ci, ale ty nie wierzyłaś...-powiedział Mulat i lekko się uśmiechnął.
- Bo to byłoby zbyt piękne...-odwzajemniłam jego uśmiech. Mój okulista chrząknął znacząco, a ja zarunieniłam się, przez co mój tata parsknął śmiechem.
- Może najpierw sprawdzę, czy wszystko w porządku, a potem porozmawiacie-okulista zaczął badać moje oczy. Trwało to dość długo, ale nie okazywałam zniecierpliwienia, ponieważ chciałam dla mojego wzroku, jak najlepiej. Nie wyobrażałam sobie kolejnych operacji.- Masz wielkie szczęście.-spojrzałam zdziwiona na niego.- Będę szczery. Kiedy przyjmowałem cię na oddział, myślałem, że nie masz szans na uniknięcie ślepoty. Jednak zabieg się udał, więc jeśli będziesz przez jakiś czas szczególnie dbać o siebie to twoje oczy zupełnie wyzdrowieją. Nie będziesz musiała już nosić soczewek, nie przejdziesz kolejnej operacji...-nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. To było zbyt piękne... Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia.

- Doktorze, kiedy będzie mogła wrócić do domu?-wtrąciła się moja mama.
- Chciałbym ją zostawić na noc na obserwacji, ale jutro rano dostanie wypis.
- Czyli niedługo wracam do domu...?-zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale nie powinnaś latać samolotem przez jakiś czas. I oczywiście musisz mieć zapewnioną opiekę, bo nie możesz się nadwyrężać.
- O to się proszę nie martwić, mamy już wszystko ustalone-nagle odezwał się Malik, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chłopka przegryzł dolną wargę i odwrócił on ode mnie wzrok.
- Skoro tak, to jutro będziesz mogła wrócić do domu.-uśmiechnął się i zwrócił się do moich "gości".- Przepraszam, ale już późno, więc byłoby lepiej, żebyście państwo już poszli...
- Jasne, to o której jutro przyjść?-zapytał mój tata.
- O 10:00 [T.I.] powinna mieć już wypis
- To pa kochanie...- mama podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło
- Trzymaj się!-powiedział tata, wychodząc razem z mamą z sali.
- Zaraz przyjdzie pielęgniarka, założyć ci nowy opatrunek.-lekarz wstał i zaczął zmierzać w stronę drzwi.- Panie Malik, proszę nie...niepokoić pacjentki za długo. Jutro ją pan dostanie z powrotem-powiedział, wychodząc z sali. Zostaliśmy sami, więc Zayn usiadł tuż koło mnie na łóżku.
- Tak się cieszę...-mówiąc wplótł swoją dłoń w moją.
- Ja też...-oparłam się o jego ramię. Dla wielu ludzi zachowywaliśmy się, jak para, którą nie byliśmy i nie będziemy...nigdy... W moich oczach pojawiły się łzy, co nie umknęło uwadze chłopaka.
- Co się stało?
- Nie martw się. To łzy szczęścia...-nie wydawał się przekonany, więc delikatnie się uśmiechnęłam, żeby go przekonać.
- Niech ci będzie...-westchnął i przytulił mnie.
- Zayn... Idź już. Musisz odpocząć
- Nie musz...
- Proszę-przerwałam mu i spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On westchnął i pocałował mnie w czoło.
- To do jutra, piękna-powiedział wychodząc z sali.
- Pa...- zostałam zupełnie sama. Jednak nie na długo, ponieważ po chwili do sali weszła pielęgniarka z jedzeniem.


~Parę dni później, Londyn~

- Witaj w domu-powiedział Zayn, stawiając moją walizkę w korytarzu.
- Nie musiałeś tego robić...-spojrzałam na niego zza przeciwsłonecznych okularów, które teraz miałam nosić, żeby nie narażać za bardzo moich oczu.
- Ale chciałem...-wzruszył ramionami.- To może pokażę Ci, co i jak...
- Zayn....-złapałam go za przegub dłoni.- Dlaczego to zrobiłeś? Najpierw przyjeżdżasz do szpitala, potem zawozisz mnie do Londynu samochodem, który nie wiadomo skąd wytrzasnąłeś, a teraz to
- Chcę dla ciebie, jak najlepiej
- Mogłeś mnie zawieść do rodziców, tam też byłoby mi dobrze-moje słowa zupełnie się nie zgadzały z tym, co naprawdę myślałam. Pragnęłam mieszkać u Malika, ponieważ to dawało mi nadzieję, że on odwzajemni moje uczucia
- Przecież spodobał im się ten pomysł-Mulat unikał mojego wzroku.- Nie widzę problemu
- Ale ja widzę, Zayn! Coś ty im powiedział?
- Nieważne-przegryzł dolną wargę.- A teraz chodź-chwycił mnie za rękę i zaprowadził na górę. Poszliśmy do pokoju gościnnego, w którym spałam wiele razy, więc czułam się tam, jak w domu.- Twoje rzeczy już tu są, dlatego nie będziemy musieli po nie jechać...
- Grzebałeś...w...moich...rzeczach-wycedziłam. Trzymałam tam swój pamiętnik... Wolałam nie myśleć, co by się stało, gdyby on go przeczytał.
- Nie...! Twoi rodzice mają klucze do twojego mieszkania, więc je przywieźli-zaczął się gorączkowo tłumaczyć.- Nigdy bym tego nie zrobił! Przecież mnie znasz!-rzeczywiście znam go i wiem, że nie zrobiłby czegoś takiego. Cała złość uleciała ze mnie. Podeszłam do niego i pogłaskałam jego policzek.
- Dobrze, wierzę ci...-delikatnie się uśmiechnęłam a on przymknął oczy i wtulił się w moją dłoń. Przeze mnie przeszedł przyjemny dreszcz, więc speszona cofnęłam rękę i wbiłam wzrok w swoje stopy. W pokoju zapadła nieprzyjemna cisza.
- To rozgość się... Gdyby coś, będę u siebie-powiedział wreszcie Malik i zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
- Jasne...
Chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkowicie samą. Byłam bliska płaczu, ponieważ uświadomiłam sobie, że zakochiwałam się w Zaynie coraz bardziej...i nic nie mogłam na to poradzić...


~Dwa tygodnie później~

- Tak, mamo czuję się już dobrze... Zayn bardzo o mnie dba-próbowałam przekonać, że wszystko u mnie dobrze, podczas rozmowy telefonicznej. Mama nie była podejżliwa, więc moje kłamstwo nie zostało odkryte. Co prawda, fizycznie czułam się świetnie. Jednak psychicznie byłam załamana.- Cieszę się, że między wami wszystko dobrze. Zayn to dobry chłopak. Jestem pewna, że dobrze trafiłaś- Mamo...? O co ci chodzi?-zapytałam zdezorientowana.- Jak to o co?! Przecież Zayn miał cię poprosić o rękę!- Co!?-wykrzyczałam do słuchawki.- Kochanie, proszę uspokój się. Przepraszam, że zepsułam ci niespodziankę, ale to było wiadome po sposobie, w jakim on cię traktuje- My nie jesteśmy parą...!-wydusiłam z siebie.- Jak to nie...? Nie gadaj głupot! Przecież on nam wszystko powiedział, kiedy ty byłaś w szpitalu- Mamo, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przysięgam.- Co?! To niemożliwe...- Ja muszę kończyć-przerwałam jej.- To do usłyszenia-rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź.
Położyłam się na łóżku, którego przez pierwszy tydzień po operacji praktycznie nie opuszczałam. Musiałam wszystko przemyśleć. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi wejściowe. Wiedziałam, że to One Direction, bo była już 17:00, a o tej godzinie zespół miał wrócić ze studia. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Wszyscy byli uśmiechnięci i mówili jeden przez drugiego. Splotłam ręce na piersiach i oparłam się o barierkę od schodów. Malik podszedł do mnie, żeby mnie przytulić, ale ja odepchnęłam go.
- Co jest?-zapytał zdezorientowany.
- Czemu okłamywałeś moich rodziców?!
- Nie wiem, o czym ty mówisz-spojrzał w bok i przegryzł dolną wargę.
- Nie zgrywaj niewiniątka!- warknęłam.- Miej przynajmniej odwagę, powiedzieć mi to wszystko.
- Oni by się nie zgodzili!
- Nie znasz ich... -wycedziłam i wróciłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Złość uleciała ze mnie, a teraz został tylko smutek i wstyd. Zrobiłam awanturę osobie, która jest dla mnie najważniejsza. Gdybym miała chociaż jakiś powód, ale on chciał tylko mojego bezpieczeństwa. Zawsze szybko się denerwowałam, ale to nie jest wytłumaczenie. Po jakimś czasie do mojego pokoju wszedł Zayn i usiadł koło mnie. Nie pukał, ale nie miałam mu tego za złe.
- Przepraszam, nie chciałem...-zaczął.
- To ja przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam-przerwałam mu, wycierając łzy wierzchem dłoni i spoglądając na Mulata.
- Ja...muszę ci coś wyznać...-chłopak kontynuował, nie zwracając uwagi na, to co powiedziałam.- Od zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna... Ale nie potrafiłem ci tego powiedzieć... Jednak teraz nie potrafię tego ukrywać... Ja cię kocham...
- Zayn...-szepnęłam, będąc w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Wiem, że pewnie nie czujesz tego samego, ale nie chciałam, żebyś wiedziała-chłopak urwał, wstał z łóżka i poszedł w kierunku drzwi.
- Ja ciebie też, ciołku!-krzyknęłam, kiedy wychodził z pokoju.
- Jak to...?-Zayn odwrócił się i podszedł do mnie parę kroków.- Myślałem, że...

- To źle myślałeś-uśmiechnęłam się delikatnie podeszłam do chłopaka i pogłaskałam go po policzku.
- Przecież to co mówiłaś na dole, świadczyło o czymś zupełnie innym
- Wolałam, nie mieć żadnych nadziei, niż nimi żyć...-powiedziałam spuszczając wzrok
- W tym się różnimy-zdjął moją dłoń ze swojego policzka i splótł nasze palce ze sobą. W momencie, kiedy podniosłam wzrok, poczułam jego usta na swoich. Zaskoczona odwzajemniłam pocałunek, więc zaczęliśmy się namiętnie całować. Po jakimś czasie niechętnie oderwałam się od niego.
- No, tak-zaśmiał się Mulat.- Muszę uważać, żeby cię nie uszkodzić
- Jeszcze trochę-uśmiechnęłam się słodko.
- Czy...
- Tak-przerwałam mu.
- Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać...!
- Tak, zostanę twoją dziewczyną
- Widzę, że masz ukryty talent...-nachylił się nad moim uchem i szepnął do niego.-...umiesz czytać w myślach... Ale nie martw się, nikomu nie powiem
- To będzie nasz sekret-zaśmiałam się.
- Ale nie chcę, żebyś ty była moim sekretem...-powiedział, po czym pocałował mnie delikatniej, więc tym nie musiałam tego przerywać.

Napisała E(która jeszcze raz bardzo przeprasza)

PS. Mam nadzieję, że przekupiłam Was tym imaginem:) Przepraszam jeszcze raz i błagam o wybaczenie...