Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

Imagine - Harry (XIII)

Co znajduję w kopiach roboczych po tym, jak wchodzę na komputer po szkole? A to! 
Wiadomość od E: 
"Tak, nudzi mi się;) We are live in a yellow submarine...:) Ej, miałam dzisiaj dodatkowe z moją anglistką MJ, mam prawo wariować!:D Hmm... Lubisz piłkę nożną? Bo teraz w nią grasz... Niallowi by się spodobało...<3  Całuski z ławki w czasie WFu:*"

Tak, czy siak... Boże, ostatnio cały czas to powtarzam... Tak, czy siak... To pomimo tego, że dostałam 99% procent z pk z polskiego i mam 6, a rodzice pozwolili mi zamówić cokolwiek zechcę na obiad, to... Mam ochotę coś rozwalić!! Przepraszam, powinnam teraz pisać coś, czego dawno nie było (np. Liam/Louis), ale jestem taka... Wściekła? Załamana? Coś w ten deseń... Dlatego wstawiam coś, co teraz nasunęło mi się na myśl... I przepraszam, że jest w pierwszej osobie, ale po prostu jestem taka zdenerwowana, że...Ale będzie długie! Dajcie mi rozgrzeszenie! I dziękuję, że jesteście...

Wasza B

----------------------------------------------




 Wróciłam  z pracy do naszego, wspólnego mieszkania... Było już około 21, kiedy włożyłam kluczyki do zamka i przekręciłam je. Wchodząc, poczułam zapach świeżych kwiatów i czekolady. Wszędzie panowała ciemność, nie licząc kilkudziesięciu lub i nawet setek małych światełek - świeczek. To one pewnie były powodem woni o zapachu czekolady... Zdjęłam buty i podążyłam do jadalni, tam właśnie prowadziły mnie płatki róż rozsypane na podłodze... Gdy uchyliłam drzwi, zobaczyłam w środku Harry'ego, który wstał i podszedł do mnie. Pocałował delikatnie moje usta swoimi, a ja poczułam jego męskie perfumy, które sprawiały, że nie chciałam by zakończyło się tylko na pocałunku... Pierwszy zakończył tą chwilę namiętności i objął mój policzek, po czym chwycił jedną dłoń i poprowadził do stołu. Odsunął jedno krzesło, abym mogła usiąść i dosunął mnie do stołu. Nachylił się po butelkę wina i nalał nam do kieliszków. Wodziłam wzrokiem za jego sprawnymi dłońmi i lekko się uśmiechałam... Wiedziałam doskonale, co potrafią te ręce...
Byłam z Harrym od ponad roku, a takie niespodzianki, jak ta, którą mnie zaskoczył tego dnia, były wynikiem spontanicznego okazywania uczuć przez tego chłopaka. 
- Jesteś bardzo romantyczny, nie musiałeś... - powiedziałam, wspierając się na jednej ręce, gdy on usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, ale chciałem... - wymruczał i nachylił się, by mnie pocałować w policzek. Zamknęłam oczy, kiedy jego ciepłe wargi musnęły moją skórę. Nie mogłam uwierzyć, że różnica wieku między nami, stała się nagle taka nieistotna... Harry miał 18-ście,a ja byłam starsza od tego chłopaka o 10 lat... Na początku to był zwykły romans, nie chciałam niczego więcej, ale kiedy zamieszkaliśmy ze sobą... Dowiedziałam się jaki on jest naprawdę i pomimo woli oraz rozumu... Musiałam w końcu przyznać, że coś czuję do tego nastolatka. Nastolatek... To było słowo, które odbijało się echem w mojej głowie. Poniekąd trzeba było przyznać, że jestem dla niego okropna... On się tak stara, a ja... Ja go wykorzystuję. Czuję coś do niego, ale jeszcze nigdy nie powiedziałam tego na głos, bo nigdy też nie pozwoliłam sobie na podobne myśli, jak dzisiaj. On się angażował w ten związek za nas oboje...
Na stole stały małe świeczki, a gdzieniegdzie na białym obrusie, leżały czerwone płatki... 
- Zrobiłem zapiekankę, twoją ulubioną! - powiedział mi do ucha, muskając ustami jego płatek.
Uśmiechnęłam się szeroko, nie mogłam uwierzyć w to wszystko! Świece, kolacja, płatki kwiatów, wino... Jednak po chwili zaczęło gryź mnie sumienie... Czy ja kiedykolwiek zrobiłam dla niego coś, co mogłoby równać się z tym? 
Zjedliśmy posiłek, żartując sobie i rozmawiając.
- Mogę ci coś jeszcze pokazać? - zapytał niepewnie, a ja zamarłam i dopiero po chwili pokiwałam głową ze skromnym uśmiechem na twarzy.
Harry wstał, odsunął mi krzesło i chwycił mnie za rękę. Gdy nasze ciepłe palce się skrzyżowały, przeszył mnie dreszcz, znów poczułam się banalnie... "Prawie tak, jak w liceum" - zadrwił ze mnie mój mózg. Harry poprowadził mnie kwiatową ścieżką na ogród, gdzie na zielonej trawie, stało pianino. Usiedliśmy oboje na ławeczce przed nim. Na jego górze stało kilka świeczek, które delikatnie oświetlały nasze twarze w tym mroku. Harry położył dłonie na klawiszach i zaczął grać. Dopiero po kilku nutach zorientowałam się, że jest to jedna z moich ulubionych piosenek One Direction - "They Don't Know About Us". I to jeszcze jak trafnie opisywała to, co było między mną, a tym loczkowatym chłopcem. Nikt o nas nie wiedział, a właściwie nawet sami nie potrafiliśmy określić to, co między nami naprawdę było. Oparłam głowę o jego ramię i wodziłam wzrokiem po jego smukłych, długich palcach, które dość sprawnie poruszały się po klawiszach...
Nie zauważyłam nawet kiedy chłopak przestał grać. Pocałował mnie w czoło, a jego wargi były lekko spierzchnięte od wieczornego zimna, który panował na dworze. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niesamowite zielone oczy... Wyciągnął rękę i objął mój policzek, przejechał kciukiem pod okiem bardzo delikatnie. Wtuliłam się jeszcze bardziej w jego dłoń i własną dłonią przytrzymałam jego. 
- Chodźmy na górę... - wyszeptałam prawie niesłyszalnie, ale gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, widziałam, że wie o co mi chodzi. Wziął moją rękę i zaprowadził mnie schodami na piętro, do sypialni... Oparł mnie delikatnie o ścianę, a ja się nachyliłam i pocałowałam go w miejsce za jego lewym uchem. Jęknął, to był jego czuły punkt... Wyprostowałam się, a on zaczął mnie całować namiętnie, a ja odwzajemniałam pocałunki. Mój oddech stawał się powoli coraz bardzie płytki... Tym razem pozwoliłam mu przejąć inicjatywę. Poczułam jak jego ciepłe dłonie zjeżdżają w dół po moich plecach, podniósł mnie za pośladki, a ja automatycznie obwinęłam go nogami wokół bioder. Harry przeniósł mnie i położył delikatnie na łóżku. Nachylił się i pocałował moją szyję... W tym szaleństwie myślałam o tym, co mnie łączy z tym dzieciakiem... I w końcu powiedziałam to... To co ostatnio ciążyło mi na sercu.
- Ja przepraszam, Harry... - powiedziałam, kładąc rękę na jego nagim torsie i odsuwając go delikatnie. 
- Ja tak nie mogę! - dodałam, a głos mi zadrżał. - Cały czas cię wykorzystuję, a ty się tak starasz i... - jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
Chłopak ją wytarł i oparł czoło o mój czubek głowy.
- Wiem, jaka jest prawda... - odpowiedział cicho melodyjnym głosem. - Tylko szkoda, że nie umiesz jej przyznać głośno...
Odwróciłam wzrok od jego oczu i spojrzałam w bok. Czułam, jak zaczynają mnie piec policzki, a to znaczyło tylko jedno - rumieniłam się. Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili zaśmiałam się i spojrzałam na mojego chłopaka. Tak wreszcie mogłam tak o nim powiedzieć. Byłam w niebo wzięta! Od niepamiętnych czasów nie czułam czegoś, co dał mi ten chłopak. Przyciągnęłam go do siebie za kark i delikatnie musnęłam jego rozgrzane wargi własnymi. 
- Idźmy spać... - zaproponowałam, kładąc się.
Harry położył się obok mnie tak, że spoglądałam mu teraz w te jego zielone tęczówki. Przysunęłam się do niego jak najbardziej mogłam i wtuliłam się w jego umięśniony, ciepły tors. 
- Dobranoc - wyszeptał, gasząc lampkę nocną i przygarniając mnie do siebie mocniej ramieniem. 
- Dobranoc... Kocham cię. - powiedziałam, przytulając się mocniej i zamykając oczy. Usłyszałam jak jego serce gwałtownie przyspiesza i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Czułam, że to mój najszczęśliwszy dzień!  Nagle wszystko stało się takie oczywiste...
- Ja ciebie też, kochanie... - odpowiedział radosnym głosem, całując mnie w czoło. 
Zasnęliśmy i ze snu wyrwał mnie dopiero jakiś koszmar. Odwróciłam się w drugą stronę i spojrzałam w ciemną przestrzeń. Śniło mi się, że to, co stało się sensem mojego życia... Miało przestać istnieć. Wiem, że to szalone, ale... Dzisiaj odkryłam, że nie mogę żyć bez Loczkowatego. Nagle poczułam czyjeś silne ramiona przyciągające mnie do siebie. Harry pocałował mnie delikatnie w szyję i opatulił nogami...
- Nie bój się... Rano nadal tu będę. - wyszeptał mi do ucha, jakby wyczuwał to, o czym myślałam.


Załkałam głośniej. Łzy spływały mi po policzkach i mieszały się z wodą. Oparłam się o szybę kabiny prysznicowej, gdy moim ciałem wstrząsały kolejne spazmy płaczu. Te wspomnienia były zbyt rzeczywiste i jednocześnie przez to, zbyt brutalne. Te wspaniałe chwilę z nim już nigdy nie powrócą... Już nie zobaczę jego twarzy i uśmiechu... Czułam, że coś we mnie pęka... Usiadłam na dnie kabiny i zasłoniłam sobie twarz dłońmi, pomimo tego, że nikt nie mógł mnie zobaczyć. Łkanie stawało się coraz głośniejsze, a ja płakałam, siedząc pod strumieniami wody, dopóki łzy nie przestały lecieć. Kiedy dowiedziałam się niedawno, że Harry zginął w wypadku lotniczym, gdy próbował polecieć by odwiedzić swoich przyjaciół... Cały świat się dla mnie zawalił. Ani razu przez myśl nie przeszedł mi pomysł, że tak zakocham się  w tym młodym, loczkowatym chłopu. Faktu, że straciłam go bezpowrotnie, nie pomagała wieść o tym, że jestem w ciąży... Mam w sobie jego dziecko... Dziecko, które nie będzie mieć ojca... Nigdy się z nim nie spotka, nie pobawi... Harry nie nauczy go grać na pianinie albo jak zainteresować sobą dziewczyny... Nigdy nie usiądziemy razem przy wspólnym posiłku w Wigilię... Jeszcze jedna zabłąkana łza spłynęła mi po policzku, gdy położyłam się do łóżka. Naszego łóżka. Leżąc tam sama, dobijała mnie myśl, że teraz moje życie stało się bez wyrazu... ale muszę żyć. On był tym jedynym i to jest najważniejsze. Wychowam to dziecko i będzie ono moim największym skarbem. Odwróciłam się na bok i spojrzałam na gwiazdy za oknem. Tak bardzo chciałabym, żeby czas się cofnął, żeby ten cholerny samolot w ogóle nie startował... Zamknęłam oczy, a pod powiekami ujrzałam go, gdy mówił: "Nie bój się... Rano nadal tu będę" i uśmiechnęłam się, pomimo iż wiedziałam, że obudzę się sama...Jednak już mniej bałam się tego, co nadejdzie...



Opracowała: B


PS Wiem, że jest mega smutaśny, przepraszam was!
Chyba w ogóle was dzisiaj zawiodłam... Postaram się bardziej następnym razem... :(





niedziela, 25 listopada 2012

"So What" - rozdział 7

Hej! Mam nadzieję, że niektórzy nie pożrą mnie żywcem, że dopiero teraz coś wstawiam... Tak, czy siak - mam nadzieję, że wam się będzie podobać, skoro numer rozdziału jest 7 i wg... A i jest krótki, bo mam full pomysłów i zobowiązań co do bloga... :P

-----------------------

<< 3 dni od poprzedniego rozdziału >>

~~Melissa~~
Wstałam już dosyć dawno, a teraz stałam w kuchni opierając się o blat. Nie było ostatnio trudno ze wczesnym wstawaniem - poranne mdłości już się zaczęły. Spojrzałam przed siebie za okno. Jeszcze nie powiedziałam Liamowi o tym, że jestem w ciąży, a on na pewno nic nie wie... Teraz ciągle chodzi na próby i lekcje, bo uznał, że przyszedł jego czas na "własne pięć minut". Westchnęłam głośno, wiedziałam, że "co się odwlecze to nie uciecze", ale czas mijał. Przygryzłam wargę i opuściłam głowę. Nagle poczułam, jak czyjeś silne ramiona, które świetnie znam, mnie otulają. Liam przytulił się do mnie od tyłu i pocałował delikatnie w szyję, a ja przymknęłam oczy, gdy jego wargi musnęły moją skórę.
- Obudziłem się, a ciebie nie było... byłem bardzo smutny.. - powiedział, a potem nachylił się przez ramię i pocałował mój obojczyk. Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na jego muskularne ramiona.
- Wiesz... Zrobię ci śniadanie, co? A ty idź usiądź... i obejrzyj sobie coś - powiedziałam, obejmując jego policzek.
- Ok... Ale pójdę się szykować... - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, lekcje nie poczekają... - dodał i przysunął się do mnie bliżej, mocniej przywierając swoim ciałem do mnie tak, że doskonale czułam blat stołu.
- Hah, właśnie... Jak tam lekcje? - zapytałam trochę spięta.
- Czuję, że... - spojrzał gdzieś w przestrzeń obok, po czym znów spojrzał w moje oczy. - To mój czas. Mogę wygrać Xfactora...! - zaśmiał się, a ja nie mogłam tego nie odwzajemnić.
- To biegnij, żeby się nie spóźnić - powiedziałam, uśmiechając się. Liam pocałował moje usta delikatnie, a ja chciałabym wiedzieć jaka będzie nasza przyszłość. Chłopak odsunął się i pobiegł na górę.
- Sobie też coś zrób! - krzyknął do mnie, jeszcze na schodach.
Przełknęłam głośno ślinę, nie zjadłabym nic w takim stanie. Jestem zbytnio zajęta myśleniem o tym, jak mu powiedzieć to i co się zaraz po tym wydarzy. "Może już mnie nie będzie chciał? Znajdzie sobie inną... Zostawi mnie z dzieckiem.. Boże, będę samotną matką!" - te i inne myśli przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością, a ja nie mogłam się pozbierać... Jedna, pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, by niezauważalnie roztrzaskać się o blat.

~~Liam~~
Ubrałem się i właśnie zawiązywałem buty, by wyjść z domu. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju... Mel ostatnio nie zachowywała się tak, jak miała w zwyczaju... Co prawda zrobiła mi dzisiaj śniadanie i się uśmiechała, ale miałem wrażenie, że pod tym wszystkim jest pewna gorycz i tajemnica... Kiedy spytałem czy wszystko ok, zaśmiała się i poszła do łazienki. Wyprostowałem się i spojrzałem mojej dziewczynie w oczy... Zwykle to ona o nas decydowała, czyżby w końcu nadszedł ten moment, żebym to ja coś zrobił? Włożyłem płaszcz, a Melissa podeszła do mnie i zaczęła zapinać jego guziki...
- Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Tylko we dwójkę? - spytałem się, przenosząc wzrok z jej smukłych palców na jej ciemne tęczówki. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Oczywiście, a teraz leć.. zostało ci mało czasu...- powiedziała, po czym się nachyliła i pocałowała mnie czule w usta, co odwzajemniłem. Wyszedłem, machając jej na pożegnanie i poszedłem, uśmiechając się do przypadkowych ludzi, spotkanych na ulicy. Byłem szczęśliwy, bo wreszcie miałem pomysł, jak przejąc inicjatywę...

< Kilka godzin później >

~~Melissa~~
Liam zabrał mnie do naszej ulubionej włoskiej restauracji... Dużo rozmawialiśmy, ale nie wydusiłam z siebie słów, które tak bardzo mi ciążyły. Teraz szliśmy przez Hide Park, było ciemno i trochę zimno, więc dał mi swoją kurtkę, a ja zarzuciłam ją na ramiona. Liam objął mnie i przytulił do siebie, uśmiechnęłam się mimo woli. Szliśmy w cieniu drzew wzdłuż jeziora. Mimo woli przypomniałam sobie o czymś, a mianowicie o tym, co ostatnimi czasy nie dawało mi spokoju...
- Liam, stój... - chwyciłam jego koszulkę i zatrzymałam go. - spojrzałam na swoje stopy, niemogąc wykrztusić z siebie nic więcej.
- Usiądźmy, może... co? - zapytał, podnosząc palcem moja brodę, żebym spojrzała mu w oczy. Musnął delikatnie moje usta, jego wargi były rozgrzane i lekko suche od chłodu na dworze. Jego ręka się zsunęła do mojego pasa i poprowadził mnie do najbliższej ławki, na której usiedliśmy w milczeniu. Spojrzałam na skrawek nieba widoczny przez korony drzew, modliłam się, żeby migoczące gwiazdy dodały mi odwagi, by powiedzieć mu, że jestem w ciąży, ale on pierwszy nachylił się do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Spójrz na nich... - powiedział, a jego wargi delikatnie dotykały płatka mojego ucha. Obróciłam się w kierunku, w którym Liam wskazał głową. Przed nami dróżką szła para, która trzymała się za ręce i uśmiechała się, nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że para miała z 75lat. Zauważyłam, jak pan, który mógł pamiętać II wojnę światową, obraca się i mruga jednym okiem do mnie i mojego chłopaka, a kobieta, która równie dobrze mogła ją pamiętać - zaśmiała się cicho, gdy to zauważyła. Uśmiechnęłam się szeroko i odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu, za którym zniknęli. Obróciłam się w stronę Liama.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam, spoglądając na nasze złączone ręce, które Liam trzymał na swoich nogach.
- Pozwól, że ja zrobię to pierwszy... - zaczął, a ja podniosłam wzrok na niego. Chłopak wolną ręką objął mój policzek i przesunął kciukiem po zarysowanej kości policzkowej pod okiem. Kochałam jego dotyk, a perspektywa utraty go, stawała się teraz jeszcze gorsza. Moje serce waliło, jak młotem... "Zaraz powiem mu całą prawdę" - myślę i otwieram usta, ale Liam mnie uprzedza.
- Zestarzej się ze mną, Melissa... - mówi, uśmiechając się i nadal gładząc mój policzek.
Zaniemówiłam, nie mogłam złapać tchu, a serce w mojej piersi przestało na chwilę bić...

KONIEC ROZDZ. 7


Opracowała: B :)

PS Będę wdzięczna za oceny pod postem:P

wtorek, 9 października 2012

"So What" - rozdział 6 (part II)


Dobra, mam gdzieś, że jutro sprawdzian z chemii, której nie ogarniam w ogóle... No dobrze, może nie zupełnie, bo stwierdziłam, że jutro napiszę Lou...
 Ten rozdział dedykowany jest vanillacookie:* Przpraszam piękna, ale musiałam zostać w szkole i w efekcie wróciłam do domu o 20, bo byłam w przerwie u Zuzy W., bo głowa trochę bolała... wybacz, błagam... :C
Przepraszam, że nie wstawiłam tego rozdziału jako całość, ale musiałam iść spać, a następnego dnia zaspałam i wstałam o 6:40, co jest mniej więcej godzinnym opóźnieniem.  Dobra to part I tutaj!! :D Miłego czytanka;D


--------------------------------------------------


<< Wczesny wieczór >>

~~Louis~~
 Siedziałem za sceną i stroiłem gitarę. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień, wszystko szło po mojej myśli, miałem nadzieję, że jeszcze tak przez chwilę pozostanie, bo wpadł mi do głowy pewien plan. Siedząc za kulisami BillyBobBilly zamiast być optymistą, zacząłem myśleć o wszystkich niepowodzeniach, jakie mnie spotkały i nie byłem już taki pewny, czy chcę wprowadzić mój plan w życie.

~~Amy~~
Jestem żywiołową barmanką w tym wspaniałym barze o nazwie BillyBobBilly. Praktycznie pracuję tu od niedawna, ale już mam świetny kontakt ze wszystkimi pracownikami, jak i klientami. W tej pracy ważna jest otwartość, poczucie humoru i chęć, bo trzeba wszystkich traktować jak przyjaciół, a właściwie przez tą atmosferę mam wrażenie domowego ciepła. Wszyscy się tutaj spotykają by porozmawiać o sukcesach, problemach, przyziemnych rzeczach...
Właśnie zbierałam zamówienie na dwa piwa i zaczęłam nalewać płyn do szklanych kufli z ogromnymi uchwytami. Usłyszałam głos, który sprawiał, że ciarki przechodziły mi po plecach. Obróciłam się w kierunku skąd dochodził... Tak, to był on. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, po czym wróciłam do pracy, nucąc pod nosem. Joe (mój starszy o jeden rok kolega z pracy) mył naczynia, więc podeszłam do niego i poprosiłam o zamianę... Zgodził się i poszedł do klientów, a ja zaczęłam wycierać kufle, mając idealny widok na niego... Louis, którego znałam trochę, bo był moim klientem, był naprawdę fajnym chłopakiem... No i utalentowanym, Śpiewał właśnie "I'm Yours" Jasona Mraza... Odmachał mi kiedy, ja zamachałam, dopiero po chwili zauważyłam, że podoba mi się nasza luźna relacja, ale mogłoby to być coś więcej... (dla Alicji... "If you know what I mean";D).

~~Louis~~
Pokazałem wszystkie zęby w uśmiechu i opuściłem wzrok na podłogę, kiedy ona mrugnęła do mnie okiem. Mój plan chyba zaczynał działać... Poznałem Am niedawno i naprawdę coś między nami iskrzyło, pomimo że byłem tylko kolejnym klientem, którego trzeba obsłużyć. Gdy kończyłem utwór, a ja usłyszałem oklaski, spojrzałem na nią i zobaczyłem, że ona gwizdała najgłośniej. To jeszcze bardziej mnie podbudowało i nie miałem już problemu, żeby w pełni zrealizować mój pomysł.
- Następną piosenkę chciałbym zaśpiewać dla pewnej wyjątkowej dziewczyny... - powiedziałem do mikrofonu. - Wszyscy ją znacie, bo ona pracuje tutaj... I mam nadzieję, że mam u niej jakieś szanse... - wszyscy się zaśmiali, nawet cicho, ale zawsze. - Am... to dla ciebie. - powiedziałem wskazując ladę i uśmiechnąłem się szeroko widząc jej reakcje. Najpierw nie mogła uwierzyć, ale kiedy usiadła na ladzie, by mnie wysłuchać - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i zrobiła minę pod tytułem "w takim razie pokaż na co cię stać".

~~Amy~~
Nie wiem czemu, ale to było coś, co powodowało, że on pociągał mnie mocniej... Mam na myśli to dla niego charakterystyczne skracanie imion. Siadając na ladzie, nie wiedziałam czego się spodziewać, bo nie powiedział, ani autora, ani tytułu. Śledziłam jego każdy ruch i każde wypowiadane słowo przez jego wargi... Wiedziałam doskonale, co śpiewa... Była to piosenka, którą nuciłam za pierwszym razem, gdy się spotkaliśmy. Nuciłam ją sobie, a on przyszedł, usiadł przy ladzie i... i zaczął ją śpiewać, śpiewać moją piosenkę!! (tłumaczenie/tekst/klip tutaj!) Uwielbiam wspominać to jak oboje zaczęliśmy śpiewać na cały głos tekst, wydzierając się sobie nawzajem w twarze. Potem nastąpiło tylko krótkie "Hej jestem Louis, Lou, Loui jak wolisz...A ty piękna?" "Haha, jestem Amy, najdroższy Louisie" "Pozwól najdroższa, że skrócę twe zacne imię i będę mówił po prostu Am (czyt. Em)" powiedział kłoniąc się, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiało mogłam mówić, że to nasza piosenka, a Lou nazywać "moim nieznajomym" (patrz tekst - ang. stranger - obcy, nieznajomy), no przynajmniej nazywałam te dwie rzeczy tak w moich myślach, gdy czułam chwilę słabości. Nie chciałam związku, a przynajmniej takiego na serio, ale po woli zmieniałam zdanie, kiedy chłopak śpiewał...

Stranger, till I hear your laughter?
Crazy, cause you're all I'm after.
It's a pleasure, It was nice to have met you.
And I'll remember
to never forget you.
 

Cause when I'm excited,
I don't hide it, just to let you know
I'm feeling you baby from bottom to the top,
how could I not stop to say hello

So hello there,

How are you? Amazing
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off the search
cause I found my stranger.

Stranger, till they call your name

It's amazing, its a simple thing.
I see you walking, don't you walk too far.
I may be nervous but I wanna be where you are.

Cause when I'm excited,

I don't hide it, just to let you know
I'm feeling you baby from bottom to the top,
how could I not stop to say hello

So hello there,

How are you? Amazing,
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off the search
cause I found my ...

Strangest thing that I ever did feel,

I had to make you smile just to prove it's real,
it was the lack of starving attention??
So if you're feeling the symptoms today
all you gotta do is say...


Lou cały czas patrzył na mnie i poruszał się po scenie, właściwie tańczył, a przy każdym "amazing" mrugał do mnie okiem... Jednak kontynuował, schodząc ze sceny i idąc w moim kierunku... Podszedł, stanął przede mną i dokończył...

Hello there,
How are you? Amazing
It's nice to finally meet you,
Been patiently waiting,
been waiting just to see you,
to tell you I dreamed you,
now I found you so call off that search
cause I found my stranger.

Cause I found my stranger x2


Kiedy skończył, na sali rozległy się gromkie brawa i gwizdy, niektórzy nawet wstali. Poczułam jak szybko bije mi serce dopiero wtedy, gdy chłopak chwycił mnie za dłoń przy ostatnim "cause I found my stranger"... Louis był trochę zmęczony, widać było na pierwszy rzut oka, że dał z siebie wszystko... Pochyliłam się do niego...
 

~~Louis~~
Pochyliła się i wyszeptała "dziękuje", po czym przeniosła z moich oczu wzrok na wargi. Od razu wiedziałem, co miała na myśli i ucieszyłem się, że plan zadziałał jeszcze lepiej niż się spodziewałem. Pochyliłem się w jej stronę, aby nasze wargi mogły się złączyć i kiedy byłem już blisko, ona wyprostowała się i potargała mi włosy. Następnie się zaśmiała, przekręciła przez ladę i znalazła się za nią.Już chwilę temu wszyscy wrócili do swoich czynności - nikt nie interesował się nareszcie naszą dwójką.
- Jak ci się podobało Am? - spytałem spoglądając na nią z dołu, bo siedziałem, więc ta pochyliła się do lady.
- Byłeś rewelacyjny jak zawsze... ale tym razem podobało mi się jeszcze bardziej... - przygryzła wargę, ja uśmiechnąłem się na jej słowa, a mój wzrok utkwił na jej ustach. Chwilę się krzątała w tą i wew tą pracując oraz patrząc jak po prostu siedzę tam i śledzę jej ruchy. W końcu do mnie podeszła.
- Niech ci będzie, ale zmykaj już... - powiedziała, po tym jak pocałowała mnie w policzek. Jej wargi były ciepłe i delikatne jak płatki róży. Uśmiechnąłem się i zobaczyłem kierunek, który wskazywała. Odwróciłem się i od razu poszedłem do dziewczyny siedzącej nieopodal i oglądającej wszystko ze stolika nieopodal.

~~Melissa~~
Podszedł do mnie, wstawałam i wtuliłam się w jego klatę bez słowa. Louis odwzajemnił uścisk. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zaczęliśmy rozmowę...
- Co się dzieje? - zapytał prawie od razu. Loui zawsze czytał mi w myślach, co mnie trochę nie dziwiło, bo w końcu on był moim najlepszym przyjacielem.
- Nic... Może ty opowiadaj o tej całej swojej...Jak jej na imię? Am? Czyli w normalnej formie Amy?? - zaśmiałam się, bo już umiałam zatuszować wstrząsające mną emocje.
- Hah, tak... Jest świetną dziewczyną. - spojrzał na bar, a mój wzrok powędrował za jego. - Am jest po prostu... Bardzo zabawna, piękna i wiesz... jest niezmiernie utalentowana muzycznie... - wymieniał rozmarzonym głosem, a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Taa... Ktoś się chyba zakochał... - wypowiedziałam trochę wyższym głosem.
- Wcale, że nie! To tylko zauroczenie... - spojrzał mi w oczy. - Jak długo tu jesteś? - zapytał marszcząc brwi.
- Tak mniej więcej od dedykacji... - uśmiechnęłam się, po czym wyszeptałam - A teraz zmieńmy temat... Ona idzie tutaj.

~~Amy~~
Podeszłam do stolika Lou, który siedział teraz z jego znajomą - Mel jej chyba było... Kiedy podeszłam zebrałam zamówienie i odeszłam wymieniając jeszcze kilka uśmiechów z nimi. Świetnie wiedziałam kim jest ta cała Mel, bo jedną z zalet mojej pracy było niezwykłe źródło informacji, a mianowicie wszyscy przychodzący tutaj. Melissa była ładną dziewczyną i było widać, że traktuje Louisa po przyjacielsku, ona z całą pewnością nie miała zamiaru zmieniać coś w ich relacjach, ale Lou... Z tego co słyszałam, to chłopak był w niej szaleńczo zakochany, ale ta nigdy nie chciała od niego więcej niż przyjaźń, która przetrwała wieki. Po za tym, Mel miała chłopaka, więc mogłam czuć się bezpieczna, jeśli chodzi o względy Lou, ale poczułam ucisk zazdrości, gdy zobaczyłam, jak się to siebie przytulili. "Opanuj się! Nie możesz się zakochać... Nie myśl o nim w ten sposób" - karciłam się w myślach, ale pomimo tego wróciłam i z uśmiechem wręczyłam im ich napoje.

~~Louis~~
Patrzyłem jeszcze chwilkę, aż się oddaliła. Zacząłem z Mel rozmowę i czułem, że coś ukrywa, a ta na moją podejrzliwość, próbowała mnie zbyć, ale w końcu ją przekonałem.
- Mel nie wierzę, że nie było żadnego poważnego problemu ostatnimi czasy... - spróbowałem jeszcze raz, mając nadzieję, że wreszcie powie o co chodzi. - Wiem, że coś jest nie tak... - dodałem zmartwiony, chwyciłem ją za jedną dłoń. Widziałem jak wodzi wzrokiem po blacie, jakby miała tam znaleźć odpowiedź. W końcu nerwy mi puściły i powiedziałem co mam naprawdę na myśli i co od dawna miałem na języku.
- Cholera! - krzyknąłem i uderzyłem pięścią w stół. Po czym dodałem ciszej oskarżycielskim tonem. - Jak nie chcesz mówić to nie mów, ale widzę, że to jest coś w czymś potrzebujesz pomocy, ale najwyraźniej jej nie chcesz!
Podniosła wzrok znad stołu i patrzyliśmy sobie w oczy. Dopiero teraz widziałem, że ma je załzawione, a potem powiedziała słowa, których nie chciałem słyszeć z jej ust.
- Jestem w ciąży, Loui - wyszeptała, po czym jedna łza powoli spłynęła jej po policzku. Momentalnie puściłem jej dłoń, spojrzałem w blat i poczułem się, jakby ziemia osuwała mi się spod nóg.

<<KONIEC rozdz. 6>>


Opracowała: B - mam nadzieję, że się podobało;D


PS Alicja, napiszę dla ciebie głuptasie z wielką chęcią;D Masz jakieś słowa klucze?? :)
PSS Jutro wstawiam imagine z Lou!!
PSSS Kocham was;D Dzięki za komentarze:*

niedziela, 22 kwietnia 2012

Imagine - Zayn (VIII)




Dziś chłopacy jadą na cały dzień na koncert. Ty, że masz spokój w domu zamierasz posprzątać mieszkanie, bo chłopacy zwykle tego nie robią. W szafie znajdujesz starą koszulę Zayna i jego spodnie sportowe. Radio w kuchni włączasz na maksa, a że w środku była płyta One Direction, zespół z którym mieszasz i do tego jednym z nich jest twój chłopak - Zayn. Idziesz do góry, a muzyka leci po całym domu. Sprzątasz najpierw pokój Nialla, bo uważasz, że najlepiej od niego zaczać, bo tam może się rozlegać pleśń z tak dużej ilości jedzienia, które powinno być w lodówce a nie w jego pokoju. Na koniec zostawiasz sobie łazienkę. Akurat leci One Thing. Nucisz sobie pod nosem. Do domu wchodzą chłopacy. Ty tego nie słyszysz, i dalej robisz swoje. Chłopacy wchodzą do łazienki, ale ty tego tez  nie zauważasz. Gdy piosenka się kończy słyszysz..
Lou: I że nie ma nas jeszcze dość...
Niall: Ja bym na jej miejscu, przestał nas słuchać.
Liam: To jest jakaś mania...
Harry: Chyba na punkcie głosu Zayna, bo tylko jego kawałki śpiewa.
*Zayn wchodzi do łazienki i łapie cię za  pas. Podnosi i usadza na parapecie.*
Ty: Emm, Witam kochanie...
Zayn: Cześć moje słońce. Ładnie śpiewasz no i się ruszasz..
*Chłopacy wychodzą, bo wiedzą że może do czegoś dojść...*
Ty: Mhm...<daje ci on czułego buziaka na powitanie.>
Zayn: A możesz powtórzysz, te ruchy teraz lub wieczorem w sypialni?
Ty: Zayn!! Świntuchu ty... <uderzasz go ścierką>
Zayn: No co?
*Dokończasz sprzątanie. Schodzisz już czysta, ubrana ładnie na gotowy obiad.*
Harry: Ulalaa...Obiad włala.
Ty: A tak w ogóle,  mieliście wrócić nocą...
Liam: No tak, ale wiesz jakoś tak wyszło...
Lou: Dziś wieczór filmowy?
Zayn: Dla was tak, dla mnie i [T.I] nie, bo zabieram ją do kina.
Niall: A to dlatego tak ładnie wyglądasz...
Lou: Niall, właśnie opowiedziałeś jej, że nigdy ładnie nie wygląda, nawet w tych starych ubraniach Zayna, a wygląda gorąco..
Niall: Sory,[T.I], chciałem powiedzieć to co Lou, zawsze wyglądasz pięknie... na serio.
Ty: Dzięki.
*Po obiedzie idziesz do samochodu, a  Zayn prowadzi. Gadacie cały czas, a zwłaszcza o tym, że chcecie kupić nowy dom, bo będzie was o jedną osobę więcej. Jesteś w 2 miesiącu ciąży, i tylko ty i Zayn wiecie o tym. Do kina, na film się spóźniliście, bo pomyliliście godziny...*
Zayn: To świetnie...co robimy?
Ty: Chodźmy do centrum handlowego.
Zayn: Może do sklepu z ubrankami dla niemowląt?
Ty: Ale jest jeszcze za wcześnie.. a  tak w ogóle to nie wiemy, kogo będziemy mieć...
Zayn: [T.I], wiesz, że musimy powiedzieć chłopakom  o ciąży?
Ty: Nie dowiedzą się... chyba, że w 8 miesiącu będę wyglądała jak hipopotam...
Zayn:  Nie będziesz, jak to ujął Lou, zawsze będzies wyglądać gorąco.
*Dałaś mu buziaka, a on dotknął twojego brzucha. Pojechaliście do tego sklepu i kupiliście buciki i cudem znalezione skarpetki  z napisem "One Direction". Jedziecie, do domu. Wchodzicie do salonu wyłączacie im telewizor...*
TY: Musimy, poważnie pogdać...
Zayn: Bardzo poważnie...
Liam: Nie!! Nie, nie mówcie, że się rozstajecie... nieeee!!!
Harry: Jesteście dla siebie stworzeni...jesteście jak..jak...
Louis: Odbicie lustrzane!
Niall: Gdybyś ty była chłopakiem byłabyś Zaynem, a gdyby ty byłbyś diewczyną byłbyś [T.I]!!
Harry: Nie rozstawajcie się nie!! 
Chłopacy : Nie, musicie być razem!!
Ty: <śmiejesz się razem z Zaynem> Ale kto wam powiedział, że my się rozstajemy?
Zayn: Co innego chcieliśmy powiedzieć...
Lou: Uff...mówcie.
Ty: No to, macie zgadujcie.
*Kładziesz przed nimi siatkę z bucikami i skarpetkami.*
Niall: Komu się kurczy stopa?
Liam: Matole, oni będą mieć dziecko...
Harry: JEJ!! Będę wujkiem!
Lou: My będziemy wujkami, tego chłopca.
Ty: Kto powiedział, że to chłopiec, za dużo ich tu jest...
Harry: Zaraz zemdleję z wrażenia..
Niall: Nie, Harry nie mdlej..nie błagam nie.
Harry: Żart..
*Powiedzieliście, że to 2 miesiąc i że zamierzacie kupić większy dom dla was wszystkich. Już po 7 miesiącach pojawili się trójaczki, dwie dziewczynki i jeden chłopczyk... Jesteście najszczęśliwszymi rodzicami na świecie.*


Opracowała: X                            Poważna korekta: B