Pokazywanie postów oznaczonych etykietą larry stylinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą larry stylinson. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2012

"More Than This" - rozdział 1

Ah! Pierwszy rozdział:) Już od dawna chciałam go napisać, ale jakoś tak wyszło, że dopiero tera to robię. Poza tym nie wiem, czy opowiadanie w ogóle wypali, więc... Najpierw proszę o lekturę i komentarze! Jak i wzięcie udziału w naszej ankiecie! :)


--------------------------------------------------------



~~ Harry ~~
Westchnąłem głośno, a głos mi zadrżał. Byłem tutaj sam, ale doskonale słyszałem  harmider za drzwiami. Oparłem się obiema rękami o blat z umywalkami i spojrzałem posępnie na marmur, którym był wyłożony. Po chwili odkręciłem kran, z którego od razu zaczęła płynąć woda. Nabrałem ją w dłonie, pochylając się i zanurzyłem twarz w wodzie. Z zamkniętymi oczyma zakręciłem kurek, przetarłem oczy wierzchem dłoni i otworzyłem je. Spojrzałem przed siebie, a moje usta otworzyły się ze zdumienia... Pomimo tego, co widziałem, nie śmiałem się obrócić. Nadal patrzyłem przed siebie na odbicie w lustrze...



<<Kilka godzin wcześniej>>

~~ Louis ~~
  Dzyń, dzyń... Przeciągnąłem się i wyciągniętą ręką wyłączyłem budzik. Przewróciłem się na drugi bok, gotów spać dłużej, ale przypomniałem sobie, o tym jaki mamy dzisiaj dzień. To miało być teraz albo nigdy... Otworzyłem oczy i spojrzałem na widok za oknem, niezbyt rewelacyjny. Cóż przyjechałem do Londynu na kilkanaście dni, a to miejsce i tak wynająłem na ostatnią chwilę. Usiadłem bez oporów na brzegu łóżka i zastanawiałem się co teraz. Wstałem i podszedłem do szafy, powoli ją otworzyłem. Przejeżdżałem wzrokiem po niedbale ułożonych częściach garderoby, już wyciągnąłem rękę po czarny T-shirt, kiedy nagle przypomniałem sobie pewną rzecz. "Louis, na kogo chcesz wyglądać? Jak cię widzą, tak cię piszą..." - mruknąłem sam do siebie pod nosem i rzuciłem T-shirt na szafkę. Stanąłem przed szafą i przygryzłem wargę. Nigdy nie miałem takich problemów, a teraz... Westchnąłem głośno. Mój wzrok powędrował na dolną półkę, gdzie ujrzałem szkolny mundurek, w którym odbyłem drogę i nagle wiedziałem, jak chcę być dzisiaj spostrzegany...


~~Harry~~
- Wstawaj, kochanie! Dzisiaj wielki, wielki dzień! Twój dzień! - powiedziała dość głośno do mojego ucha, żeby wyrwać mnie z krainy Morfeusza. 
- Mamo... ! - powiedziałem przeciągle z wyrzutem, po czym zasłoniłem sobie twarz poduszką. 
- Nie trzeba było tak do późna ćwiczyć i tak jesteś dobry! - mruknęła i wyszarpnęła mi kołdrę. - Poza tym Harry... Takie zachowanie nie przystoi! Możesz gwiazdorzyć, jak już wygrasz! - burknęła z większym wyrzutem niż ja wcześniej.
Odrzuciłem poduszkę i spojrzałem na nią. 
- Ja nie... - zacząłem, a ona mi przerwała.
- Ja wiem, nie gwiazdorzysz, ale nie ma lepszej motywacji niż kontratak! Zapamiętaj to sobie, bo jak już trafisz do showbiznesu to, to się okażę ważną wskazówką! A teraz wstawaj! Idę zrobić śniadanie... - rzuciła jeszcze wychodząc z pokoju. 
Patrzyłem jak opuszcza pokój, po czym wziąłem poduszkę i westchnąłem "yyy..." , tłumiąc nią dźwięk. Opadłem na łóżko i spojrzałem na sufit. 
- Hej... - zaczęła nieśmiało, a ja spojrzałem jak wychyla się zza framugą drzwi.
- Cześć - odpowiedziałem i znów skierowałem wzrok na sufit.
- Hej, brat! Wstawaj leniu! - podeszła do mnie i wysunęła spode mnie prześcieradło tak, że spadłem z łóżka, z głośnym krzykiem.
- Gem! A to za co? - spytałem ocierając głowę, która przed chwilą zderzyła się z meblem. 
- Za to, że... Że jesteś z naszej rodziny, a w naszej rodzinie nie ma miejsca dla leni! - krzyknęła mi w twarz, po czym się uśmiechnęła i wychodząc z pokoju, zatrzymała się w framudze. Oglądając się na mnie dodała, słodkim głosem, jakże odmiennym tonem, do tego przed chwilą - Kochany braciszku... idę pomóc mamie w przyrządzaniu twojego ulubionego śniadania, naleśników! - przeciągnęła ostatnie słowo i wyszła. Słyszałem jeszcze, jak krzątają się po mieszkaniu. Wynajęliśmy to miejsce na kilka nocy, głównie z okazji mojego castingu do X factor... Jednak te dwie kochane kobiety w moim życiu (a właściwie Gemma wyszła z tym pomysłem), że zwiedzą sobie przy okazji Londyn, w dokładnie część ze sklepami odzieżowymi. Praktycznie rozumiałem je, bo Holmes Chapel, w którym mieszkamy i który leży w Cheshire, jest oddalony od Londynu około 250km, więc nieraz przyjechaliśmy obejrzeć to wspaniałe miasto. "Dobra, pora wstawać, Harry!" - sam sobie wydałem rozkaz, który od razu wykonałem. Podszedłem do otworzonej na ziemi walizki i wyjąłem stamtąd: brązowe spodnie, biały T-shirt i szary luźny sweter. Obejrzałem się w lustrze i podciągnąłem rękawy. Na szyi luźno zawiązałem swój ulubiony szal, a na lewą rękę wsunąłem moje ulubione bransoletki i frotkę, którą kiedyś dostałem od ojca. Przeczesałem ręką włosy i tak nic nie da rady tym lokom. Poczułem wspaniały zapach wanilii, który zawiódł mnie do kuchni. 
- Hmm...hmm... - oblizałem palec z nutelli. - To chyba będzie najlepszy dzień w moim życiu jeśli się nawet nie dostanę... - powiedziałem, bo mama obiecała mi jedną rundkę London Eye, które było stałym punktem na liście spraw "do załatwienia", za każdym razem kiedy odwiedzaliśmy Londyn. 
- Ach! Ile razy mówiłam ci, że masz nie wyżerać prosto ze słoika! - powiedziała Gem przedrzeźniając głos mamy, która zawsze tak mówiła, kiedy nas na tym nakryła, ale tym razem tylko moja siostra była świadkiem. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja pierwszy się opanowałem i przygryzłem wewnętrzną stronę policzka. 
- Ej, brat... Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze! Zobaczysz! - dotknęła mojej ręki leżącej na stole przy tych słowach otuchy i uśmiechnęła się trochę krzywo, widząc, że to niewiele dało. - Masz to! Niech ci doda szczęścia na scenie! - zdjęła z włosów szarą materiałową opaskę i mi ją wręczyła. Uśmiechnąłem się szczerze i spojrzałem na "dar", po czym owinąłem go sobie dwukrotnie wokół prawego nadgarstka. Powiedziałem nieme "dziękuję", bo mama właśnie zaczęła monolog o myciu rąk przed posiłkiem i gotowych naleśnikach. Spojrzałem wdzięczny i teraz pewniejszy na moją siostrę jeszcze raz, a ta odpowiedziała mi niemym "nie ma za co" i wysłała mi buziaka. A ja uśmiechnąłem się szerzej pochylając się nad naleśnikami. 

~~Louis~~
Jechałem właśnie czerwonym autobusem typu "double decker". Mijaliśmy za oknem, co ważniejsze punkty Londynu. Nie mogłem uwierzyć, że właściwie moi rodzice zgodzili się na samotną podróż do tego miasta z Doncaster. Nigdy nie wydawało mi się to daleko, do dzisiaj przynajmniej... Właśnie stanęliśmy na czerwonym świetle, a ja po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czemu nie wybrałem metra. Spojrzałem przez okno po mojej lewej, zauważyłem Big Bena górującego nad dachami i kominami domostw. Pomimo młodej godziny, wszędzie było pełno ludzi, nie dziwiłem się dlaczego nazywają to "ciągle żywym" miastem. Wyciągnąłem telefon komórkowy i napisałem do rodziców krótką wiadomość, żeby się nie denerwowali...                                ***
Tutaj był jeszcze większy tłok niż sądziłem, że będzie... Podszedłem do informacji, podałem im swoje dane osobowe, a oni wydali mi ankietę i przylepili kartkę z numerem "155204". Ankieta? A no tak... Przecież każdy z uczestników musiał napisać kilka słów o sobie. Takie tam: co lubisz, co robisz i coś o śpiewie... Usiadłem w kącie z moim plecakiem z żywnością między czarnoskórym mężczyzną, a panią w podeszłym wieku. Wyciągnąłem długopis i zacząłem uzupełniać. Imię i nazwisko, wiek, praca, numer seryjny, miasto, zainteresowania... Rozejrzałem się beznamiętnym wzrokiem po innych uczestnikach, wielu z nich wyglądało, jakby to było na ich porządku dziennym - castingi do X factora, nic wielkiego. Odnosząc uzupełnione kartki, zastanawiałem się jak liczny musi być sztab, który nad wszystkim sprawuje kontrolę. Jeśli jest tylu uczestników... Pewnie muszą mieć urwanie głowy!

~~Harry~~
- Powodzenia skarbie! Na pewno będziesz najlepszy! - powiedziała  mama podjeżdżając pod ogromny budynek. Moja mama była jedyną osobą, która sądziła, że mam talent i ciągle mi powtarzała, że powinienem spróbować. Ale jak to matki... po prostu idealizują swoje dzieci, dlatego byłem sceptycznie nastawiony do tego, co robiłem. Wysiadałem z auta zabierając mój plecak, który przerzuciłem przez jedno ramię i spojrzałem w stronę zatłoczonego wejścia, przełknąłem głośno ślinę i zrobiłem pierwszy krok w jego kierunku. 
- Połamania nóg, niezdaro! - krzyknęła jeszcze moja siostra za mną, a ja obejrzałem się i zobaczyłam, jak ich auto ginie wśród zabudowań. Spojrzałem ku niebu, a potem na opaskę na prawym nadgarstku. "Wszystko będzie ok" - pomyślałem i pewniej wszedłem do środka, gdzie panował totalny rozgardiasz. Z trudem odnalazłem informację, do której stała długa, jak pociąg, kolejka. Włożyłem słuchawki w uszy i starałem się nie myśleć o tym, co czeka mnie w dniu dzisiejszym... Ruszałem rytmicznie nogą w rytm mojej ulubionej piosenki zespołu Pink Floyd, kiedy przede mną były już tylko dwie osoby. Gdy nadeszła moja kolej, podałem swoje dane, a w zamian dostałem ankietę i numer seryjny do przyklejenia. "Mam wielką nadzieję, że numer "165998" przyniesie mi dzisiaj szczęście" - pomyślałem przyklejając go do koszulki. Oddaliłem się 6 metrów od informacji i oparłem o ścianę, by wypełnić kartkę o sobie. W pierwszej kolejności wpisałem nazwę wykonywanej przez siebie piosenki, zanim zapomnę z nerwów jej słów albo i tytułu. Wróciłem do informacji i drżącą ręką wręczyłem ankietę jakieś młodej wolontariuszce, która najwidoczniej musiała tutaj pracować. Spojrzała na mnie rozczulonym wzrokiem, a ja czułem, że staje się czerwony na twarzy. 
- Najlepiej jest myśleć o swoich sukcesach, wtedy się mniej stresujesz - powiedziała, po czym odeszła, by pomóc gdzieś indziej. A ja osłupiały poszedłem w przeciwnym kierunku i usiadłem na jakiś schodach w rogu, by mieć trochę swobody i spokoju. Począłem myśleć o najmniejszych szczęściach i udanych bądź wygranych rzeczach... Powoli byłem już spokojny, spojrzałem na ekran mojego telefonu. Była 8:30, nie pocieszało mnie to zbytnio, że jest tak wcześnie... Miałem wystąpić przed jurorami dopiero popołudniu... Jeszcze raz spojrzałem na ekran modląc się, żeby była chociaż godzina później - chciałem mieć to wszystko, jak najszybciej za sobą.  Niestety była ta sama godzina, ale zauważyłem coś innego. W kącie ekranu mrugała ikonka wiadomości, dotknąłem ją i spojrzałem na wiadomość, którą dostałem. "Powodzenia synu! Trzymam za ciebie kciuki! Pobij ich wszystkich:)". Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, tata nie mógł z nami przyjechać, bo musiał zostać w pracy. To właśnie ojciec zawsze mówił, że mam "słomiany zapał" i nigdy nie kończę tego, co zacząłem, że tylko mówię, a nie czynię. Gdy usłyszał o castingu też nie był pozytywnej myśli, dlatego teraz byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że znów we mnie uwierzył. Jedna pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, a ja wytarłem ją frotką od ojca i wystukałem szybko na klawiaturze wiadomość zwrotną: "Nie zawiodę cię, tato!"...

~~Louis~~
Patrzyłem na szczęśliwe i na przemian smutne twarze osób, które wychodziły z "pokoju" przesłuchań. Niektórzy starali się zatuszować miotające nimi emocje, inni obwiniali jurorów, a jeszcze inni mówili "nie tym razem, ale następnym" i śmiali się szczerym śmiechem. Jednak byli też tacy, którzy wybiegali skacząc i ciesząc się z sukcesu. Spoglądałem na tych ludzi znad mojej książki, która jakoś nie wzbudzała zbytnio mojego zainteresowania. Było na razie południe. Zjadłem kanapkę i odbyłem już rozmowę z dziennikarzem,  który podchodził do losowych osób pytać się o ich przeżycia, emocje i właściwie po co tu przyszli. Wstałem, wziąłem swoją torbę i poszedłem szukać toalety, bo te 2 butelki wody właśnie zaczęły o sobie znać. Zawsze jak się denerwowałem to dużo piłem, nie pokazywałem tego w inny sposób. Dlatego tylko mnie nie dziwiło, że wypiłem w 6 godzin 2 litry wody. Chodziłem po wielkiej sali pełnej ludzi, by znaleźć drzwi do toalet. Uznałem, że najlepiej będzie sprawdzić na jakimś planie budynku i tak oto zrobiłem. Plan znajdował się obok gaśnicy i przycisku pożarowego, więc nie było ciężko go znaleźć. Na planie tylko tego piętra znajdowały się 4 ubikacje męskie. Wybrałem tą najbardziej oddaloną od głównego "ognia" uczestników, w obawie przed kolejkami. Skręciłem wzdłuż schodów na uboczu i wszedłem do toalety oznaczonej trójkątem. Ściany wyłożone niebieskimi kafelkami pasowały do marmurowego blatu z umywalkami nad którym wisiało ogromne lustro. Odbicie przedstawiało kabiny na przeciwko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, z boku znajdowały się pisuary. Podszedłem do nich już trochę na granicy wytrzymałości. Nie mogłem uwierzyć, że to miejsce było zupełnie puste, byłem tu sam... A może niezupełnie? Usłyszałem jak ktoś ćwiczy gamy i stara się pociągnąć wyższą tonację. Spodobał mi się ten młody głos z chrypką. Zapiąłem rozporek w momencie kiedy za mną wydobył dźwięk skrzypnięcia drzwi. Obróciłem się i podeszłem do umywalek. Widziałem chłopaka, który pochylał się nad jedną z nich i obmywał sobie twarz. Plecak u jego stóp wskazywał, że też od dawna czeka. Spojrzałem na jego brązowe loki, uśmiechnąłem się, przechylając głowę i przygryzając delikatnie dolną wargę. Po chwili zorientowałem się, że nie słyszę już lejącej się wody. Mój wzrok padł na lustro, a tam zauważyłem twarz zdezorientowanego, a może i wystraszonego chłopaka. Jedno wiedziałem na pewno, jego duże zielone oczy, z którymi skrzyżowało się moje spojrzenie w lustrze i szeroko otwarte usta, wskazywały, że był zdumiony moją obecnością...

~~Harry~~
W odbiciu widziałem, starszego od siebie, chłopaka, przynajmniej tak myślałem po tym w co był ubrany: jeansy, białą koszulę, na którą zarzucony miał beżowy sweter, a do tego zawiązał na szyi czarny krawat. Spoglądał na mnie swoimi niebieskimi oczyma tak, że przeszedł mnie dreszcz. Opuściłem wzrok na dłonie. "Od jak dawna tu był? Słyszał mnie? Czemu przyszedł tutaj? Jest też tu ktoś inny? Czemu tak mnie penetrował wzrokiem? Od jak dawna stoimy w takiej ciszy?" - te myśli i jeszcze inne, przelatywały mi przez głowę z zawrotną szybkością. Usłyszałem nucenie za sobą, więc spojrzałem spode łba na lustro. Zobaczyłem, że chłopak podchodzi do umywalek, kołysząc się na boki i nadal nucąc, umył ręce i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się kiedy zaczął śpiewać jedną z piosenek Oasis - "Wonderwall".  Spojrzał na mnie z ukosa, śpiewając: Today is gonna be the day
           That they're gonna throw it back to you
           By now you should've somehow
           Realized what you gotta do...
- No dalej. - szturchnął mnie ramieniem, a mi nadal rozbrzmiewał jego wspaniały głos w uszach, śpiewający tekst, który tak pasował do dnia dzisiejszego. - Przecież wiem, że to znasz. - dodał, a ja zrozumiałem o co mu chodzi. 
Odpowiedziałem mu dalszym tekstem piosenki:
                          I don't believe that anybody
           Feels the way I do about you now...
Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując wszystkie zęby, a pode mną ugięły się kolana. "Co się ze mną dzisiaj dzieje?" - zadałem sobie pytanie. Ale odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na niego. Staliśmy teraz na przeciwko siebie, więc doskonale widziałem jego niebieskie tęczówki, kojarzące się z kolorem tafli wody jeziora w moim rodzinnym mieście, mieniącej się w upalne dni. 
- Jestem Louis, Lou, Loui... Mów jak chcesz. - wzruszył ramionami i wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnąłem ją. - A ty jesteś? - zapytał jeszcze, a ja puściłem jego ciepłą dłoń. 
- Zestresowany... - odpowiedziałem i od razu ugryzłem się w język. Natomiast mój nowy kolega wybuchnął śmiechem. - To znaczy po prostu Harry! - dodałem. 
- Hah, ładne imię... Zestresowany po prostu Harry... To się piszę łącznie? - zaśmiał się, a ja czułem, że moje pliczki zaczynają piec. 

~~Louis~~
Zrobił się delikatnie czerwony na policzkach, zastanawiało mnie, ile jest ode mnie młodszy... Zrozumiałem, że jestem dodatkowym stresem dla chłopaka, podrapałem się po głowie. Spojrzałem na jego opuszczone zielone oczy. A właściwie, przy takim oświetleniu, jego tęczówki wydawały się zupełnie szare, aż szkoda tego zielonego koloru. 
- Wiesz... - zacząłem opierając się o marmurowy blat. - Skoro jesteś konkurencją, a słyszałem cię wcześniej... No i jestem bardzo szczery... Masz dobry głos, Harry. - powiedziałem spoglądając na drzwi za nim, bałem się, że ktoś zaraz wejdzie.
- Hmm... Dzięki. - powiedział, a potem spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze, pokazując wszystkie zęby w uśmiechu. - Ty też jesteś niezły! - dodał, ale nie zważałem na to, bo przyglądałem się jego słodkim dołeczkom. 
- Dzięki... - przeniosłem powoli wzrok z jego dołeczków i ust, na jego oczy tak, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Czy mogę wiedzieć, co zaśpiewasz przed jury? - spytałem trochę niepewnie.
- Oh. No jasne... To będzie "Isn't she lovely" Steva Wondera. - dokończył patrząc na mój krawat i marszcząc brwi.
- To leci tak... Co nie?  
             Isn't she lovely
             Isn't she wonderfull...
- zaśpiewałem dwa pierwsze wersy, a chłopak przytaknął z uśmiechem.
- No skoro jesteś moją konkurencją i wiesz już o mnie sporo, to może powiesz mi co ty wykonasz? - zapytał pewniejszy siebie, spoglądając na mnie, jego oczy znów miały zielony odcień.
- Hah! Czyżby to był kontratak? - zaśmiałem się, a chłopak znów uśmiechnął się pokazując dołeczki. - Cóż to będzie "Hey there Delilah". - odpowiedziałem, a Harry zaczął śpiewać:
            Hey there Delilah
            Don't you worry about the distance
            I'm right there if you get lonely
            Give this song another listen
            Close your eyes
            Listen to my voice it's my disguise
            I'm by your side.
Coraz bardziej podobał mi się jego zachrypnięty głos.
- Tak... Masz na serio wielki talent... - powiedziałam, a on się trochę zarumienił, opuszczając wzrok. - I poza tym myślę, że mógłbym o tobie wiedzieć więcej... - dodałem, a on spojrzał na mnie. Oboje przestaliśmy się do siebie uśmiechać. Nagle ktoś wszedł do łazienki i udał się do kabiny. 
- Hmm.. - chrząknął Harry. - Miło było cię poznać Lou. - powiedział i udał się w stronę drzwi, przerzucając przez ramię plecak. - Mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewamy w duecie. - dodał jeszcze, nie obracając sie za siebie. Szybko podbiegłem do drzwi, co go zdziwiło. Otworzyłem je przed nim, przepuszczając go. Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, po czym wyszedł na korytarz, a ja za nim. Zaczął się oddalać, ale ja chwyciłem go za przegub ręki.
- Też pewnie czekasz do późna... Może kawa? - spytałem z nadzieją w głosie, puszczając jego rękę. Chłopak zastanawiał się nad mymi gestami i rozważał propozycję przez chwilę.
- Z przyjemnością. - powiedział, po czym dodał. - Będziesz miał okazję dowiedzieć się więcej o swojej konkurencji. 
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. 

KONIEC rozdz. 1

Opracowała B:)

PS Proszę o głosy w ankiecie z boku! O tym opowiadaniu i o tym drugim...
PSS Chcę zmienić "delikatnie" wygląd bloga, bo jestem kobietą, a kobiety zmienne są, więc ostrzegam! :)
PSSS Dziękuję wszystkim, którzy czytają naszego bloga:)
PSSSS Mama mnie zabije! :C
 

sobota, 13 października 2012

Kevinowy dzionek?? O.O

Dobra... Hi, hey, hallo! Whats up everybody? Nie wiedziałam jak nazwać post... W skrócie...
  • Jak widzicie kochana X ma po prostu fazę na Liasa(dziwne...) :D 
  • Wczoraj chciałam wstawić Lou, ale byłam na wyczerpującym spacerze z kumplem i w rezultacie zasnęłam  o 21:00 -.- (nawet nie obejrzałam Indiany Jonesa!! :C )
  • X mi nie odpisuje... Chyba strzelę jej focha... (if you know what I mean;D ) Nie no, żarcik:)
  • Głowa pęka, ciekawe czemu...
  • Dzisiaj trochę będzie, bo nie mam zamiaru robić lekcji...
  • Planuję: tego cholernego, ale przystojnego/słodkiego  Lou skończyć + jakieś fotki + trzeba rozdział machnąć + jakieś imaginy z dedykami... :D
  • A i wstawiam teraz poprawny link do wczorajszego wywiadu chłopców w Late Late Show, bo najdroższa X wstawiła link... ale do wywiadu z 2011 roku;D Też cię kocham:*
 
 
 
 
 
 



niedziela, 7 października 2012

Imagine - Harry (XI)



Błagam wszystkich jeszcze raz o rozgrzeszenie... A teraz Hazza dla MissLove, która rozśmiesza mnie na skypie, i która codziennie śni o Hazzacondzie XD Kocham cię śliczna i dzięki za te kilka zdań o Niallerze + za wsparcie każdego dnia:* 
PS Pomysłodawcą do tych scen, bez udziału głównej bohaterki [ty], była właśnie wyżej wspomniana, a ja tylko rozwinęłam jej myśli i ubrałam w język:) Więc wyliczam ją jako współtwórczynię:D
PSS Spokojnie Miss, to nie jest 18+ ;D
PSSS Wyznałam moje uczucia do kolegi ze szkoły na łamach bloga, a vanilliacookie cieszy się z tego bardziej ode mnie, że wreszcie sobie to uświadomiłam...Zawsze spoko :) - napiszę dla cb jutro rozdział, oki?
PSSSS Dzięki Żaba:* Ale i tak kocham tego idiotę...
PSSSSS Męczę was strasznie tymi "post scriptum", więc...
----------------------------------------------

Mieszkasz w Polsce i jesteś 16latką, a twoja najlepsza przyjaciółka wyjechała do Anglii kiedy obie miałyście 14 lat. Wtedy zżerała cię zazdrość, bo zawsze chciałaś mieszkać w tym wspaniałym miejscu, ale ta zazdrość nie mogła się równać z uczuciem, które ukłuło cię kiedy została przyjaciółką chłopaków z twojego ulubionego brytyjsko-irlandzkiego zespołu. Jednak, jak szybko to uczucie przyszło, tak szybko poszło...  Nadal najlepiej dogadywałaś się z nią pomimo tych dwóch różnic... W każde ferie jeździłyście do siebie nawzajem i spędzałyście każdą chwilę we dwójkę, ale w tym roku wakacje miały być jeszcze lepsze, bo miałaś poznać chłopców z One Direction! Nie mogłaś doczekać się przerwy, bo jesteś oddaną Directionerką i nie wyobrażasz sobie życia bez chłopców.
Dlatego wakacje zbliżały się dla ciebie strasznie wolno, a kiedy wreszcie nadeszły, byłaś wniebowzięta! Najpierw spędziłaś kilka dni w Polsce z przyjaciółką... Świetnie się bawiłyście razem i nie zauważyłaś jak nadszedł dzień odlotu. Kiedy siedziałaś już w samolocie strasznie się denerwowałaś...Tak mocno, że zaczęły ci się pocić ręce.
- Hej... - przyjaciółka objęła cię ramieniem. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. To tylko lot samolotem, nic się nie stanie - dodała krzepiącym głosem. Wiedziałaś o co jej chodziło. Nigdy nie latałaś samolotem i dziewczyna musiała wziąć to jako przyczynę twojego stresu, a ty bez wahania wyłożyłaś kawę na ławę, co cię zdziwiło, bo zwykle nie jesteś taka bezpośrednia.
 - Nie o to biega... - spojrzałaś koleżance w oczy i zauważyłaś troskę na jej pięknej twarzy. Zawsze zazdrościłaś jej urody, chociaż sama byłaś całkiem-całkiem. Przerwałaś rozmyślenia i dodałaś jeszcze pewniej siebie. - Nie chodzi o lot, tylko o to, że... - ugryzłaś się w język. "Czy ona musi to wiedzieć?" - zadałaś sobie pytanie w myślach i opuściłaś wzrok na swoje splecione dłonie na nogach...
- Powiedz, co jest nie tak... Nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę. - przyjaciółka przewróciła teatralnie oczami i uśmiechnęła się sympatycznie, nie sposób nie odwzajemnić  takiego uśmiechu.
- Boję się, że mnie nie polubią... - wybąkałaś, a dziewczyna wybuchła śmiechem. Podniosłaś wzrok i poczułaś jak fala zdziwienia, jak i złości rozlewa się po twoim ciele. Zaczęła ci pulsować skroń. - Co się lejesz? Nie moja wina, że ty mieszkasz z nimi, a ja od zawsze marzyłam, żeby przynajmniej ich zobaczyć. Wiesz co... - wybuchłaś i znów ugryzłaś się w język zanim dodałaś coś, co mogłoby sprawić, że nie odezwiecie się do siebie przez cały lot. Ale wszystko co powiedziałaś było prawdą... Kochałaś swoją przyjaciółkę bezgranicznie, byłyście jak siostry, jednak ukrywałaś to, że zazdrościsz jej, iż ty nigdy nie spotkałaś 1D, a ona  miała swój własny pokój w ich gigantycznej, wspólnej willi.
- Przepraszam... - powiedziała Zuza, bo to tak miała na imię twoja przyjaciółka, czy jak mówili na nią Anglicy - Susan. Skrzyżowałaś ręce na klatce piersiowej, przyjmując postawę zamkniętą. - Rozumiem twój wybuch złości, ale zrozum... - Podniosłaś wzrok na jej twarz i przestałaś się burmuszyć. - Zaczęłam się śmiać, bo wydało mi się głupie to co powiedziałaś. Jak można nie polubić takiej wspaniałej dziewczyny jak  ty! 
Nic nie odpowiedziałaś, tylko najzwyczajniej ją przytuliłaś, a ona to odwzajemniła. Przez resztę lotu rozmawiałyście i się wygłupiałyście. Nie zauważyłyście kiedy już stałyście na lotnisku i wsiadałyście do taksówki, w której obie zasnęłyście zmęczone. Sądziłaś, że to niemożliwe z podekscytowania, bo zaraz twoje największe marzenie się spełni. Kiedy nareszcie, o zachodzie słońca, zajechałyście pod dom, serce waliło ci młotem. Susan zapłaciła za taksówkę i otworzyła wam drzwi swoimi kluczami. W środku panowały kompletne ciemności egipskie. Susan szukała włącznika i kiedy go zapaliła waszym oczom ukazał się ogromny salon. 
- No to tutaj... - Sue machnęła ręką, jakby to nie było nic wielkiego, chociaż i tak wiedziałaś, że przyjaciółka jest pod ogromnym wrażeniem pięknego pomieszczenia. 
Nagle zza kanapy wyskoczyła piątka chłopaków i krzyknęła "Niespodzianka!". Twoja przyjaciółka przewróciła oczyma i wybuchnęła śmiechem, a ty... Ty stałaś nieruchomo, a twoje źrenice powiększyły się do wielkości pięciozłotówek. Chłopcy podeszli do was. Wszyscy... cała piątka stała teraz przed tobą i wyglądali tak jak zawsze, czyli wręcz nie do opisania! Stałaś oniemiała...
- [Twoje imię]? To jest 1D! 1D to jest [T.I.]! - krzyknęła entuzjastycznie Susan, a ty uśmiechnęłaś się lekko, próbując się opanować. 
Nagle podszedł do ciebie Harry i wyciągnął w twoją stronę dłoń, spojrzałaś na nią i ją uścisnęłaś, a chłopak podniósł ją do ust i delikatnie pocałował jej wierzch. Śledziłaś każdy jego ruch. 
- Cześć, jestem Harry - powiedział tym swoim seksownym głosem z brytyjskim akcentem i na końcu uśmiechnął się uśmiechem, od którego mdleją wszystkie kobiety świata. 
A ty? Ty wybuchłaś histerycznym śmiechem, bo to była właśnie twoja reakcja na stres. Nie mogłaś się powstrzymać, śmiałaś się w kółko. Harry złapał jedną ręką twoją rękę i pomachał drugą przed oczyma, żeby sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku. A ty zaczęłaś się śmiać jeszcze bardziej, Harry próbując cię uspokoić pochylił się bardziej, a on objął cię w talii... Chłopak coś jeszcze mówił, ale czułaś, że odpływasz... Najzwyczajniej w świecie zemdlałaś!! I upadłabyś, gdyby Harry cię nie złapał. 
- To... ona tak często? - zaczął rozmowę niepewnie Liam, kiedy Harry niósł cię na kanapę w salonie.
- Tak, ale nigdy na tak długo. - odpowiedziała Sue lekko przestraszona.
- To my tak na nią działamy? - spytał Zayn pewny swego i poruszył śmiesznie brwiami.
- Wiecie, co... Zaniosę ją do mojej sypialni, tam będzie jej wygodniej niż na kanapie... - powiedział Hazza, biorąc cię na ręce. Harry zaniósł cię do swojego pokoju i położył delikatnie na łóżku dwuosobowym, w którym sypiał. Przykrył cię pościelą. Chyba zaczynałaś wracać do świata żywych, bo poczułaś jak chłopak składa delikatny pocałunek rozgrzanymi wargami na twoim czole, ale go nie zatrzymałaś tylko poszłaś spać, bo kręciło ci się w głowie. 
Kiedy Harry zszedł na dół, wszyscy śmiali się przed już włączonym telewizorem...
- Masz bardzo roześmianą koleżankę Susan... - zaśmiał się Lou, po czym dodał - Ale Niallowi nie przypadłaby do gustu. - zaśmiał się bardziej i klepnął wspomnianego. Susan poczuła ulgę, od zawsze podobał się jej ten Irlandczyk, ale byli tylko przyjaciółmi.
- Taa... chyba za to podoba się Harry'emu... - zauważył Mulat, kiedy loczkowaty był już przy kanapie i sadowił się w fotelu.
- Uuuu... O wilku mowa! - mruknął pod nosem Liam. 
- Znowu mnie obgadujecie? - pyta chłopak z udawaną urazą w głosie, po czym się uśmiecha.
- Zjadłbym coś, głodny jestem... - powiedział Irlandczyk.
- Jakby to była jakaś nowość - zauważył głucho Lou i przewrócił oczyma, przez co dostał kuksańca w bok od Nialla.
- A ty Sue zjadłabyś coś? - spytał się dziewczyny Nialler.
- Wow, nie spodziewałam się usłyszeć taką propozycję z twoich ust... - odpowiedziała Susan ze zdziwieniem i podziwem. - Co byś zaproponował, Kucharzu Horan??
- Myślałem, że ty coś zrobisz... - mruknął, po czym dodał widząc wzrok dziewczyny - W końcu tak dobrze gotujesz! - powiedział miłym głosem, a reszta przytaknęła. 
- No nie wiem... - Sue spojrzała na Nialla.... Jego włosy, oczy i cała reszta... - No dobrze - dała za wygraną - Ale nie wchodźcie mi do kuchni!!
Po zbiorowym przytaknięciu Sue poszła do kuchni oddzielonej ścianą od salonu i zaczęła robić swoją słynną zapiekankę z kurczaka. Już się przyzwyczaiła do gotowania dla tych wiecznie głodnych mężczyzn...  Nagle Sue zaczęła słyszeć strzępki rozmów prowadzonych przyciszonymi głosami. Włożyła danie do piekarnika i podeszła do ściany, żeby lepiej słyszeć...
- Musisz jej powiedzieć... - sugerował Zayn. 
- Ale jeśli ona... - wykłócał się Niall. Serce Susan zabiło szybciej.
- Niall! Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz - wtrącił mu się Liam.
- Ale co mam jej powiedzieć: “Hej, nie wiem czy wiesz, ale zakochałem się w tobie!... Nie czujesz tego samego, oh jaka szkoda mielibyśmy ładne dzieci!;)”, a może zaśpiewać jej “Hey, we’re the best friends, and this is crazy, But you’re beautiful, so let’s have baby? - odpowiedział krzycząc, a nie mówiąc.
- Bądź ciszej, bo wszyscy się tu zlecą! - warknął Liam, co mocno zdziwiło podsłuchującą dziewczynę.
- Niall, jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę, to musisz jej to powiedzieć... - dodał Zayn spokojniejszym tonem niż jego kolega. Susan nagle przypomniała sobie o zapiekance w piekarniku, kiedy poczuła w nozdrzach smród spalenizny. Podbiegła do piekarnika i zobaczyła, że nic już nie da się zrobić z daniem - istny węgiel! Zapach musiał się szybko roznieść, bo zaraz chłopcy zlecieli się z pokoju obok.
- Co tu się stało? - zapytał Harry.
- Skąd ty tutaj! - wskazał ruchem głowy loczkowatego. - Przecież co chwilę gdzieś znikasz nie wiadomo gdzie, a może nie do końca... - mrugnął jednym okiem Zayn, bo doskonale wiedział, że Harry chodzi do swojej sypialni, patrzeć jak śpisz. Hazza kopnął Mulata z całej siły. - AŁA! Za co to?!
- Wydaje mi się... - wtrącił się Lou. - Że nasza kuchareczka jest rozkojarzona... może się zakochała... - wzniósł oczy ku niebu i po chwili został trzepnięty w głowę rękawicą od wspomnianej.
- Weźcie otwórzcie okno, czy coś, bo zaraz się tu wszyscy udusimy - powiedział Liam, który po wywietrzeniu całego domu, zrobił dla wszystkich jajecznicę, bo jak można się domyślić nie dopuszczali Sue do kuchni. Wszystkich trochę denerwowało to, że Harry "latał" co 5 minut na górę... Wszyscy zjedli kolacje, ale KOMUŚ było mało, więc podgrzał sobie dwa kawałki pizzy. Susan w ramach rehabilitacji poszła pozmywać i pomimo, że słyszała przytłumione głosy, to nie podsłuchiwała, bo wiedziała że to nie ma sensu... Kiedy dziewczyna wróciła do salonu, chłopcy zaproponowali obejrzenie jakiegoś filmu.
- Ja wybieram! - krzyknął Irlandczyk.
- No czemu ty? - zapytał Liam.
- Bo nie mam ochoty oglądać po raz setny Toy Story znając zakończenie... - wrócił do przeglądania pudełek z filmami... - O! Halloween z 1978! - krzyknął szczęśliwy wybierając horror. Niall liczył, że wybierając ten film będzie mógł chociaż przytulić Susan, ale jak się okazało, ta się wcale nie bała, tylko wręcz kochała grozę! Harry patrząc na Nialla i Susan, jak sobie wyjadają nawzajem popcorn i jak "przypadkowo" się dotykają, poczuł się zmęczony, a może znudzony...
- Wiecie, co... Idę spać. - rzucił wstając.
- Taa... Pozdrów Królewnę Śmieszkę od nas. - odpowiedział mu Lou z lekką zazdrością w głosie.
Harry wszedł po schodach, a kiedy był już w swoim pokoju, nie zważając na ciebie - wyciągnął się na swoim łóżku i odszedł w krainę Morfeusza. 
Obudziłaś się i rozejrzałaś po pokoju, co nie było trudne, bo jedna z lampek nocnych się paliła. Oniemiałaś kiedy zauważyłaś swojego idola tuż obok siebie. Dotknęłaś jego ramienia i nachyliłaś się do jego ucha.
- Harry? - zawołałaś melodyjnym i słodkim głosem.
- Mmmm.... - wymamrotał chłopak i obrócił  się do ciebie plecami.
- Harry? - powiedziałaś już mniej spokojniej, bo łatwo było cię wyprowadzić z równowagi.
- Ta... hm.. aha... - bełkotał, a ty już nie wytrzymałaś.
- HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES!! - wrzasnęłaś. 
Hazza od razu się wyprostował i spojrzał na ciebie oczami wielkości pięciozłotówek, po tym jak je przetarł.
- Tak? To znaczy... ja..  przepraszam... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie to ja przepraszam, chciałam się o coś spytać - powiedziałaś zażenowana swoją reakcją.
- Tak... Pytaj o co chcesz bejbe - mrugnął do ciebie i się uśmiechnęłaś, ale po chwili uśmiech nikł na twej twarzy, a źrenice zaczęły się rozszerzać. Chłopak siedział przodem do ciebie, do tego bez koszulki... Penetrowałaś wzrokiem jego idealny, nagi tors, który przy każdym ruchu się napinał... Zjeżdżałaś (wzrokiem) coraz niżej, aż zatrzymałaś się na gumie od bokserek wystającej z dopasowanych (if you know what I mean) jeansów. Po chwili się opanowałaś i spojrzałaś na twarz chłopaka. Harry miał minę zadowolenia, bo wiedział CO przykuło twoją uwagę...  Jednak po chwili twarz Brytyjczyka opanował spokój. Harry wyciągnął rękę w twoją stronę, ściągnął ci gumkę z włosów i trochę je rozczochrał. 
- Teraz wyglądasz pięknie - wyszeptał.
Siedzieliście naprawdę bardzo blisko siebie. Ty po turecku, a Hazza miał trochę zgięte/nie w pełni wyprostowane nogi po twoich bokach. Na komentarz loczkowatego, opuściłaś wzrok. Harry chwycił cię za podbródek i go podniósł tak, że patrzyłaś mu teraz w oczy. Chłopak zaczął zmniejszać przestrzeń między waszymi twarzami, przyciągał cię za podbródek oraz sam się pochylał. Wiedziałaś, co zaraz się stanie, więc zamknęłaś oczy.  Harry delikatnie musnął twoje wargi swoimi, po czym odsunął cię od siebie i spojrzał ci w oczy, jakby pytając czy może. Na twoje lekkie skinienie głowy, chłopak puścił twój podbródek i wplótł palce w twoje włosy. Wasze usta znów się złączyły, a ty odkryłaś, że idealnie do siebie pasują. Harry całował cię delikatniej, ale mniej niż za pierwszym razem, czułaś smak jego ust... zastanawiałaś się jak to jest możliwe, że smakują one truskawkami. Nie mogłaś się powstrzymać i przyciągnęłaś go mocniej dłonią, którą położyłaś na jego karku. Wasze oddechy zaczęły robić się płytsze. Zaczęliście całować się bardziej namiętnie, wasze języki zajęte były tańcem, kiedy ty kładłaś rękę na rozgrzanym torsie swojego wybranka. Widać było, że teraz oboje zapomnieliście się w czynnościach, które właśnie was zajmowały. Harry położył swoją dłoń na twoim biodrze i wasze pocałunki stały się naprawdę ostre. Chłopak położył cię na łóżku i zdjął ci koszulkę, nie protestowałaś... Nigdy z nikim nie wymieniałaś tak namiętnych pocałunków, jakie teraz dzieliłaś z jego truskawkowymi wargami. Harry pochylał się nad tobą, lekko się uniosłaś i sięgnęłaś ręką do zapięcia od stanika. Odpięłaś go i już chciałaś go zdejmować, ale on zorientował się co robisz i przerwał pocałunki, opierając swoje czoło o twoje. Próbowaliście wyrównać oddech sapiąc, trudno było wam złapać dech.
- Nie możemy... - wyszeptał Harry, spojrzał ci w oczy i powtórzył. - My nie możemy. - wstał, wziął koszulkę i wyszedł z pokoju. 
Wyprostowałaś się i usiadłaś. Nie mogłaś uwierzyć... Podkuliłaś nogi i ukryłaś twarz w dłoniach. Kiedy ty próbowałaś opanować łzy, Harry wściekły na rzucał pirunami...
- Widać, że obudziłeś królewnę pocałunkiem - mruknął Zayn, kiedy chłopak go mijał
- Taa... Mogliście być trochę ciszej. My tu film oglądaliśmy... - powiedział bez wyrazu zazdrosny Lou. 
Harry pobiegł do kuchni, a Susan pobiegła zanim. Nakryła chłopaka jak ukrywa twarz w dłoniach.
- Co się stało, Styles? - zapytała zmartwiona.
- Jestem beznadziejny! Tylko jedno mi w głowie... - krzyknął wściekły na siebie.
Reszta też pojawiła się w kuchni. 
- No to fakt, ale spoko to normalne.... Jesteś facetem... Chyba, że czegoś nie wiemy... - powiedział Niall uśmiechając się, ale kiedy Hazza spojrzał na nie go wilkiem, ten od razu przeprosił.
- Kiedy ją zobaczyłem... Wiedziałam, że to będzie ta... ale... spaprałem, jak zwykle - wydusił Harry, opuszczając wzrok. Liam klepnął go po ramieniu.
- Jeszcze wszystko możesz zmienić... - powiedział Daddy Direction. - Spójrz tylko na tych dwoje... - machnął ręką w kierunku trzymających się za rękę Sue i Nialla...
- Eemm... -rozległ się głos za nimi, wszyscy się obrócili i spojrzeli na ciebie. Oczy zaszły ci mgłą, kiedy zobaczyłaś złączone dłonie twojej przyjaciółki i Irlandczyka. - Ja pójdę się przejść - rzuciłaś i biegiem wyszłaś przed posesję. Słyszysz za sobą głos, ale się nie odwracasz, idziesz w kierunku, chyba ogrodu, nie zważasz, że zaczęło kropić.... Nagle silna dłoń łapię twoją rękę i przyciąga do siebie.
- Ja nie chcę, żeby to tak wyszło. - mówi Harold, który zmusił cię żebyś stanęła do niego przodem. W innych okolicznościach cieszyłabyś się z tego, że jest od ciebie wyższy i spogląda na ciebie z góry, ale teraz nie chciałaś tego. Byłaś smutna i zła, w takich momentach zawsze uciekasz od innych, ale nie tym razem. 
- Ja... ty... - zaczynał, a mżawka przerodziła się w delikatny deszcz.... 
- Ty jesteś tą jedyną [T.I.], nie chcę cię stracić... Na górze uznałem, że to nie idzie tak jak powinno. Bo to może i jest szalone, ale ja czuję... Ja czuję, że cię ko... - przerwałaś mu namiętnym pocałunkiem. 
- Ja ciebie też kocham, ty mój idioto. - powiedziałaś, a chłopak uśmiechnął się szeroko. Teraz to już na serio się nieźle rozpadało, ale nie zwracaliście na to uwagi, byliście teraz tylko wy.
- Czyli mam u ciebie szanse? - spytał przygryzając na końcu wargę.
- Zastanowię się... - odparłaś filuteryjnie.
Harry objął twój policzek i znów połączył was długi i namiętny pocałunek. 
Jak się miało okazać to nie był twój ostatni pocałunek w ulewie z tym truskawkowym chłopcem.

KONIEC


Opracowała: B - dla MissLove na niedzielne smuteczki:)


PS  Jutro napiszę rozdział "So What" dla vanillacookie - przepraszam nie zdążyłam dzisiaj, jutro ci powiem czemu:)
PSS We wtorek napiszę imagine z Lou, a potem już nie wiem...Coś się wymyśli, a może ktoś mnie poprosi, żebym dla niego napisała... I dzięki wszystkim osobom, które sprawdzają/czytają/komentują... Kocham was!! :D



wtorek, 7 sierpnia 2012

Larry Stylinson (II lub III - nie jestem pewna)

Wstawiam jeszcze zdjęcia i gify Larrego, bo jakoś tak jak przeglądałam zdjęcia, to chwyciło mi serce... A po tym postaram jak najszybciej wstawić tego imagina!! A i proszę o odpowiedź:Czy chcecie dalej opowiadanie? bo akcja zacznie się dziać za 2 rozdziały tak naprawdę!!;D

 Wasza B




































niedziela, 22 kwietnia 2012

Imagine - Louis (II)






Idziesz na zakupy wiosenne z przyjaciółką. Wchodzicie do sklepu i zauważasz bluzkę w paski, niebieskie spodnie oraz buty w paski, które ci się spodobały i uznałaś, że musisz je mieć. Przyjaciółka idzie do innego sklepu i mówi, że za dwie minuty wróci, ty chociaż w te dwie minuty nie wierzysz idziesz do przymierzalni. Wyglądasz wyśmienicie. Pomiędzy podłogą, a  drzwiami, czyli w tej szparze zauważyłaś cień i pomyślałaś, że to twoja przyjaciółka więc wychodzisz z tekstem:
Ty: No i jak Susan? Jak pasuje do mnie ten strój?
*Nagle patrzysz na osobę, która wydawała ten cień, okazało się, że to nie Susan, a chłopak ubrany w T-shirt w paski, niebieskie spodnie oraz  buty w groszki (paski+groszki=?). Patrzysz na twarz chłopaka, przychodzi ci tylko jedno imię i nazwisko...Louis Tomlinson.*
Lou: Wyśmienicie, pasuje jak ulał...
Ty: Emm, sory myślałam, że to moja przyjaciółka..
Lou: Nic się nie stało..
*Louis cały czas patrzył na ciebie takim wzrokiem, jakby chciał cię zabić za to, że lepiej wyglądasz w paski niż on.*
Lou: Mam pytanko?
Ty: Wal prosto z mostu, nieznajomy.
Lou: Podejrzewam, że lepiej wyglądasz niż ja w paskach...ale wróćmy do tematu... <nagle go zatkało, bo w przebieralni zauważył twoją torebkę w marchewki...>
Ty: Coś się stało?
Lou: Emm, świetna torebka...nie nic, ale zapomniałem pytania...
*Nagle słyszycie, że ktoś woła Louisa, był to Harry Styles!! Nie mogłaś uwierzyć, że ich widzisz na żywo, jesteś directionerką, oczywiście.*
Harry: Louis, dawaj tylko na ciebie czekamy!!
Lou: Już, zaraz. Przepraszam, ale ja już idę, miło było ciebie spotkać.
Ty: Wzajemnie..
*Wracasz do przebieralni i wychodzisz z tymi rzeczami, które zamierzasz kupić. Nagle widzisz Susan.*
Susan: Ty!
Ty: Co ja?
Susan: Szukałam, ciebie...
Ty: A ja  na ciebie czekałam. A teraz idę kupić rzeczy, które spodobały się...<nie dokończyłaś zdania, bo wiedziałaś, że twoja przyjaciółka może ci nie uwierzyć>.
*Jedziecie do ciebie do domu, bo Susan, zamierzała u ciebie nocować.  Ubierasz ubrania, które kupiłaś i nagle słyszysz pukanie do drzwi. Podchodzisz i je otwierasz.*
Kurier: Oto kwiaty dla pani, od pani tajemniczego wielbiciela.
Ty:*zdziwiona odbierasz kwiaty* Dziękuję, a może pan zdradzić imię tego wielbiciela?
Kurier: Przykro mi nie, ale pozostawił w bukiecie karteczkę dla pani.
*Idziesz do salonu, Susan zauważ bukiet. A ty otwierasz kopertę, czytasz oto ten list na głos:
Ty: "Wierząc że jesteś tą osobą, chciałbym każdą chwilę spędzać z Tobą, w Twych objęciach kłaść się spać, razem z Tobą rano wstać, obok Ciebie zawsze być, właśnie z Tobą pragnę żyć. Ujrzałem ciebie tylko raz, ale to wystarczyło aby tylko o tobie pamiętać. ~~Osoba, która jest zazdrosna, że wyglądasz lepiej niż ona w paskach~~"
*Popłakałaś się przy tym liściku, wiedziałaś, że to Lou i w tej chwili byś go przytuliła...*
Susan: Wow...kto to może być?
Ty: Louis ...
Susan: Tomlinson!?
Ty: Tak spotkałam go dziś w sklepie, i byłam w to ubrana...
Susan: Żesz pierdzielesz... [X, tego nie wiem jak poprawić]
Ty: Tylko skąd on wie gdzie ja mieszkam?
Susan: Przecież to sławna osoba, i do tego 1/5 One Direction, on może wszystko...
Ty: Dobra chodź już do pokoju, mam ochotę iść spać..
 *Poszłyście spać, a w środku nocy słyszycie jak ktoś śpiewa pod twoim oknem. Znałaś ta melodię, była to piosenka The Fray "Look after you". Wyskakujecie z Susan z łóżka (tak spałyście razem w jednym łóżku), otwierasz okno, a tam widzisz Louisa. Schodzisz na dół, przed dom.*
Ty: Louis, co ty tu robisz o tej godzinie?
Lou: Ja, tylko śpiewam dla ciebie..
Ty: O trzeciej w nocy?
Lou: Tak, bo od kiedy cię ujrzałem, myślę tylko o tobie, i nie ważne, która jest godzina, jaka jest pogoda, zawsze chcę być z tobą i tylko z tobą...
*spłynęła ci łza po policzku...*
Ty: Ale ty nawet nie wiesz jak mam na imię...
Louis: Wiem, ja mogę wszystko, [Twoje Imię], nie wiesz o tym?
Ty:* Podbiegasz do niego i go przytulasz* Wiem, już wiem.
*Louis zauważa, że jesteś w krótkiej piżamie i ci jest "trochę" zimno, więc zdejmuje swoją bluzę w PASKI i zakłada ci ją na plecy...*
Ty: Może wejdziesz do środka, skoro tu jesteś...?
Lou: Nie, jeśli śpisz z twoją przyjaciółką <spojrzał na Susan.>
Ty: Jeśli nie to nie...
Lou: Przyjdę jutro, rano, bo chcę cię ujrzeć o wchodzie słońca i zjeść z tobą śniadanie...
Ty: to do zobaczenia za dwie godziny...
Lou: Przyjdę trochę później, dam ci się wyspać, bo nie chce abyś była nieprzytomna na śniadaniu...
*Pożegnaliście się, a rankiem czyli o 12 spotkaliście się, jednak nie przed domem , ale u ciebie w kuchni. Susan wpuściła, go do środka, a sama wyszła, żebyście zostali sami. Wiedziałaś, że na Susan można polegać. Śniadanie było przepyszne, Lou zrobił tartę marchewkową i tosty. Po tym poszliście na zakupy, jednak na zakupy dla Louisa. Minęły wam fajnie. Już po paru spotkaniach Louis przedstawił cię chłopakom, a już po trzech miesiącach zostaliście parą, szczęśliwą parą.*

Opracowała: X                                             Korekta: B - "X... jak się pisze uwierzyć??"




czwartek, 19 kwietnia 2012

Imagine - Harry (V)

Poszłaś do biblioteki, aby poczytać sobie relaksujać się przy tym... Idziesz i widzisz wolne miejsce przed siedzącym loczkowatym chłopakiem... Usiadłaś i włożyłaś słuchawki do uszu puszczając 1D. W ręce masz książkę kryminalną. Czujesz na sobie wzrok tego chłopaka... Spoglądasz, ale go tam już nie ma. Może on Ci się przywidział? Wracasz do czytania. Muzyka leci tak głośno, że nie słyszysz nawet własnych myśli, ale z jakiegoś powodu nie chcesz jej ściszyć. Nagle podbiega do ciebie ten chłopak, który Ci kogoś przypomina, ale nie pamiętasz kogo... Zauważasz, że on coś do ciebie mówi. Momentalnie wyjmujesz słuchawki...*
Chłopak: Ej, słyszysz? Pożar w bibliotece!
Ty: Co? Tak? Nie czuję dymu...
Ch: Bo otwarto okna no... < łapie cię za rękę > Chodź... uciekajmy!
*Biegniecie jak opętani po schodach, ludzie których mijacie, patrzą na was jak na wariatów. Ty się dziwisz czemu tylko wy uciekacie przed pożarem... Wypadacie przed bibliotekę, a nieznajomy nadal nie puścił twojej ręki...On patrzy tobie w oczy, a ty mu...*
Ty: Kogoś mi przypominasz...
Ch: Kogo? Jestem zwyczajnym, szarym chłopakiem...
Ty: Połowa Larrego i Zarrego... Czemu nie wpadłam na to wcześniej? No jasne... Harry...
Harry: Eh, zgadłaś...
Ty: Lubię zgadywać.
Harry: Ciekawi mnie i jednocześnie intryguje...
Ty: Co?
H: Ty... nie znam twojego imienia... A poza tym, nie piszczysz na widok 1/5 One Direction, a że ta 1/5 trzyma cię za rękę...
*On spojrzał na wasze dłonie, a ty wyrwałaś rękę z jego uścisku...*
Ty: [Twoje Imię]. No może ja nie jestem fanką tego twojego zespołu i może nie chcę nią być... <skłamałaś>
H: Na serio? No dobra.. Dziewczyna, która mi się podoba nie musi być naszą fanką... <zrobił smutną minkę>.
Ty: No dobra... To był żart...
H: Wiedziałem! Słyszałem, jak nas słuchasz...
Ty: <patrzysz w stronę biblioteki i na wchodzących do środka ludzi> Harry! Tam nie ma pożaru!
H: No wiem...
Ty: To czemu mnie stamtąd zabrałeś?
H: Emm... bo mi się spodobałaś?
*Nie wiesz czy być zła, czy myśleć o tym, że nie wierzysz w to, iż spodobałaś się Haroldowi Edwardowi Stylsowi! Wybierasz to drugie...*
Ty: Am... dziękuję...
H: Skoro lubisz zgadywać, to cię gdzieś zabiorę tylko wykonam telefon, okey?
Ty: Mhh...
*Telefon*
H: Halo?
Niall: Halo?
H: Niall...
N: Nie, to Zayn... Czy przekazać coś Niallowi?
H: Niall, ja rozróżniam wasze akcenty, jak większość ludzi...
N: Dobra, co chcesz?
H:Spotkałem dziewczynę, która na serio mi się podoba...
N: I co z tego? Liam to moje nachos!
H: Bierzcie nogi w kroki i wypad z domu!
N: Dobra, dobra...
*Po telefonie*
H: Idziemy?
Ty: No jasne...
*Idziecie wzdłuż parku, a później wsiadacie do taksówki, za bardzo mu nie ufasz, bo go nie znasz, ale raz kozi śmierć, prawda? Wysiadacie przed wielkim pięknym domem...*
H: [T.I.], skoro to lubisz, to zgaduj gdzie jesteśmy...
Ty: W białym domu?
H: Nie... do tego zabawna... To mój dom, no i oczywiście chłopaków...
Ty: Czyli, że są w środku?
H: Nie powinno ich tam być w tej chwili...
*Hazza wprowadza cię do środka...*
H: Witam w domu... Mi casa es su casa...
Ty: Fajnie... <jesteś pod wrażeniem>
*Słyszycie jakieś odgłosy z góry* 
Niall: Ale ja jestem głodny...
Liam: Ale on przyprowadził dziewczynę... Irish Boy...
Zayn: Cicho..
Lou: On ma inną miłość niż mnie...
Zayn: Lou, zamknij się, oni nas chyba słyszą...
Ty: Masz zupełną rację Zayn. 
Zayn: W tył marsz wzrot!
Harry: Nie, chodźcie na dół, przedstawię wam [T.I.].
*Chłopcy schodzą na dół. Są troszkę zawstydzeni, a Hazza zły na nich, że zepsuli jego plan dotyczący waszego spotkania...*
H: Oto [T.I.], a to Zayn, Liam, Lou, Niall.
Chłopacy: Hej!
Ty: Cześć.
H: [T.I.] masz może ochotę na obiad?
Ty: Mówiąc szczerze jestem głodna...
Liam: A ja przygotowałem obiad.
Zayn: Który zjadł Niall...
Liam: Tak, ale to było do przewidzenia...
Niall: No co? Byłem głodny...
Lou: Jak zwykle... Może pójdziemy na miasto?
Ty: Mi jestobojętnie, byle być z Harrym...
Harry: To ty mnie lubisz?
Ty: Tak... Od zawsze mi się podobałeś...
Chłopacy: Uuuuu....
H: Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Ty: To zależy z kim...
H: <odgarnia Ci włosy z twarzy> Bo ja to przeżywam właśnie z tobą...
Lou: Tracę chłopaka! <Liam walnął go w ramię>
*Harry przybliża się do ciebie, bierze cię  w pasie...*
Ty: Harry, przepraszam... ale ja się nie całuje na I randce...
H: W takim razie dam Ci buziaka w czoło...
*Zrobił tak... po czym poszliście w 6 na obiad... A wasz pierwszy pocałunek był już całkiem niedługo...*




Opracowała: X                   Korekta: B